Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 grudnia 2019

Wojciech Jóźwiak

FoTA4Climate 30 listopada `19

Kategoria: Ekologia

Przypomnę: to coś o dziwnej nazwie „FoTA4Climate”, co pochodzi od „(Followers of The Apocalypse) for Climate”, co figlarnie można by spolszczyć jako „Świadkowie Apokalipsy na rzecz klimatu” jest organizacją... albo grupą (bo tradycyjnych atrybutów organizacji dotąd nie zauważyłem, chociaż pewnie są), powołaną czy założoną (nie wchodźmy w szczegóły) przez (należącego do Tarakowych autorów) Andrzeja Gąsiorowskiego. Mieszkańca Sochaczewa. (Górą krajanie!) Kiedy? – niedawno, sam znajdź. Oknem FoTY w Sieci jest strona fota4climate.org, a programowym manifestem tekst Andrzeja, który był także zamieszczony w Tarace: Nauka, duch, nadzieja – etyka i działanie w czasach klimatycznego kryzysu – podsumowanie spotkania FoTA 2. Na tamtym zjeździe FoTY nie byłem, byłem na pierwszym w 2017 i teraz na trzecim. FoTA skupia ludzi, których troską jest powstrzymanie klimatycznej i ekologicznej katastrofy. Trudne zadanie. Jednak na zjazdach (na obrzeżu Kampinoskiego PN w www.otulina.pl) co roku jest nas więcej, a referenci coraz bardziej kompetentni.

Spróbuję streścić to, czemu przysłuchiwałem się wczoraj. Kto kolejno co mówił.

Andrzej Gąsiorowski jako słowo wstępne przedstawił wizję Doskonałej Maszyny Ratującej Klimat i zachęcił, póki jej nie ma, do wspierania niedoskonałych maszyn ratujących klimat, o których mówili kolejni prelegenci.

▲ Pierwszy prelegent (nie zapisałem niestety nazwiska; gdy się dowiem, wstawię), przedstawił sprawę, o której ogólnie mało jeszcze wiadomo: okazuje się, że elektrownie biorące energię z uranu stały na tyle tanie i kompaktowe, że ich kupno i użytkowanie leży w możliwościach prywatnego biznesu, który nie musi czekać na opieszałe i hamowane politycznie decyzje państwa. Referent opowiadał też o technicznym wydoskonaleniu reaktorów od czasu lat 1970-tych (kiedy był największy boom na elektrownie jądrowe) i porównywał postęp, jaki się dokonał w jego branży z dystansem, który dzieli telefony z lat 1970-tych w budce na wrzucaną monetę – od iPhonów z lat dwa-tysiące-kilkunastych. Być może niedaleki jest czas, kiedy większe firmy – oraz miasta, bo ta moc elektrowni plus produkowane ciepło jest akurat na miarę mniejszego miasta wojewódzkiego lub większego powiatowego – same, szybciej niż zrobiłby to rząd, zaczną instalować energetykę jądrową. Możliwe, że Polska z-jądro-elektryfikuje się i z-jądro-dekarbonizuje oddolnie, nie czekając na rządowe mega-progamy i sute dofinansowania. Tak oto pierwsza prelekcja dolała nam, słuchaczom, optymizmu do żył. Przypomnę, że FoTA nieugięcie jest za atomem zamiast węgla i gazu.

▲ Juliusz Kowalczyk kontynuował tematykę energetyczno-jądrową pod tytułem „Żeby było zielono, ale światła nie zgasły. Słuchałem z podziwem dla szerokości wiedzy prelegenta. Zachęcam do przeczytania w Sieci jego podobnych opracowań, np. „Czy energetyka atomowa w Europie ma przyszłość?

Rafał Maszkowski, którego od razu podlinkowuję, ponieważ jest w Wikipedii, a także prowadzi obszerny blog pt. „wszystko jest możliwe” przedstawił temat pod figlarnym tytułem „Wiatr złapany za gruby ogon – zespół wiatrowo-gazowy i jego emisyjność”. O co tu chodzi? W statystyce jest pojęcie długiego ogona, czyli zdarzeń, które w danych procesie pojawiają się z niewielkimi prawdopodobieństwami, za to wtedy pewne wielkości bardzo rosną – dlatego ten „ogon” jest długi. Ten wiatrowy ogon jest w dodatku gruby – ponieważ wiatr jako źródło energii staje się efektywny dopiero przy wysokich jego prędkościach, czyli tuż poniżej granicy, za którą trzeba wiatrak wyłączyć, bo wichura go uszkodzi. Te grube ogony – czyli statystyki wiania wiatru – jednak powodują, że czekając na gruby ogon czyli na dostatecznie silny-szybki wiatr wiejący dostatecznie długo, trzeba przez te chude dni i godziny karmić się energią ze źródła bardziej obliczalnego i kontrolowalnego, którym przeważnie jest gaz ziemny. Ten wiatrowo-gazowy miks ma swoje minimum emisji CO2, dość niskie zresztą i w miarę powiększania zainstalowanej mocy znów emisje zaczynają rosnąć. Więc jeszcze raz potwierdziło się, że energia wiatrowa może być tylko uzupełnieniem, a nie głównym źródłem. Ślepa uliczka? Najbardziej wiatrowy (w sensie pozysku energii), Dania, jest przypadkiem, który trudno powtórzyć: raz, że ma dobry wiatr (morski! – nasz lądowy jest dużo gorszy, dwa razy mniej efektywny), dwa, że wykorzystuje hydroelektrownie sąsiedniej Szwecji jako baterie – a daleko nie każdy kraj ma taką opcję.

▲ I tu wszedł dr hab. Marcin Napiórkowski, którego linkuję jego stroną i jego najbardziej znaną książką pt. „Mitologia współczesna”, i który okazał się niewątpliwą superstar konferencji. Słuchając go miało się wrażenie, że posiada specjalny gen, który trzykrotnie przyspiesza procesy mózgowe. Ten niestary – rocznik 1985 – i wciąż wyglądający, jak sam stwierdził, „na szesnaście lat” mężczyzna ma umysł na jakichś turbowzmacniaczach. W kilku słowach, w paru celnych zdaniach potrafił zawrzeć treść wraz z seriami skojarzeń do niej, która normalsowi zajęłaby godzinną przemowę. Myślimy nie faktami, wikipediami ani teoriami. Myślimy opowieściami. Dzisiaj opowieści odpowiednie do tematu podsuwa nam i wdrukowuje film, a jeszcze bardziej seriale. Marcin Napiórkowski porównał semantykę dwóch rodzajów opowieści o przyszłości i wychynających z niej zagrożeniach, jeden rodzaj to katastrofy (filmy katastroficzne), drugi – apokalipsy czyli filmy i seriale postapokaliptyczne, w skrócie postapo. Katastroficzne poznajemy po tym, że przemawia prezydent (USA) – co jest bezbłędnym wskaźnikiem tego gatunku filmowego!; dalej, pierwszym sygnalistą zagrożenia jest zrazu niesłuchany naukowiec, nauka przynosi nadzieję i rozwiązanie, ginie poświęcający się bohater, ale ludzkość zostaje uratowana, uratowana jest też rodzina będąca w fokusie widza, struktury społeczne (także w trakcie filmu) zostają zachowane. Przykład: „Dzień Niepodległości”. Apokalipsy-postapo poznajemy po tym, że katastrofa się dokonała, nauka i naukowcy są winni i znienawidzeni, ludzkość wraca do prostych ustrojów typu mafia, horda; samotny bohater natrafia na potężnego i złośliwego warlorda; ciało ludzkie jest zasobem (co podkreślał Napiórkowski), występują zombi lub mutanci, co jest wskaźnikiem podobnie przy tym gatunku niezawodnym, jak przemówienie prezydenta w gatunku poprzednim; praktykuje się kanibalizm; istnieje oaza-schronienie, ale dostępna tylko nielicznym. Przykłady: „Mad Max”, „Wodny świat”. Katastrofy (filmy z gatunku katastroficznego) działają na umysły pozytywnie, apokalipsy – zdecydowanie negatywnie; wynikają z nich wnioski: „nic tylko przykryć się prześcieradłem i powoli pełzać w stronę cmentarza” lub co najwyżej „starać się odejść z godnością”. Podczas gdy katastrofy niosą przekaz: w jedności siła, zaufajmy sobie-ludziom, nie ma tak złej sytuacji, z której wspólnym wysiłkiem (i mocą nauki) nie dałoby się wydostać – o tyle apokalipsy i postapy uczą nie ufać ludziom, bać się innych i nauki. Wynika z nich wniosek: przeżyją ci, którzy w obliczu nieszczęścia będą dość szybcy i bezwzględni, i przejdą po głowach-trupach innych. Szkoda, że prof. (chyba tak należy tytułować) Napiórkowski musiał wyjechać zaraz po swoim wykładzie.

▲ Po obiedzie – wegańskim, wybitnie smacznym, vivat Gospodyni Otuliny i jej biegły w sztuce Zespół! – zabrał głos Jan Chudzyński , nie pozostawiając suchej nitki na ekonomistach, w tym tych ze światowych topów, dokumentując ich totalną niewiedzę i niechęć wiedzenia o klimatycznej katastrofie, i którzy śnią swój słodki sen o nieustannym wzroście, dla którego nie widzą żadnych planetarnych ograniczeń. (Szukającym w Googlach więcej o prelegencie, podpowiadam: „Będą lokalne końce świata. Rozmowa z Aleksandrą Kardaś, Marcinem Popkiewiczem i Janem Chudzyńskim”.)

▲ Po nim Jakub Zawiła-Niedźwiecki opowiedział o „Etyce ryzyka i ostrożności” – temat zawiły, rozgałęziający się i meandrujący, ale przecież uprawiając naukę o tym, czego nawet nie wiemy, że nie wiemy, od czegoś trzeba zacząć.

▲ Po nim wyszedł przed ekran rzutnika Michał Szpak (kokietujący widzów na koniec zdjęciem tego Michała Szpaka, który go całkiem przesłania w szukarkach), czyli kto...? Biolog morza, ale nie tylko. Słuchając go i krótko rozmawiając miałem wrażenie, że spotykam kogoś o zdolnościach i umiejętnościach ponadprzeciętnych, tak jak przy muzykach, matematykach lub poliglotach. Mówił o pracy na irlandzkim a właściwie europejskim statku badawczym, który nawiercał „stary bazalt” pod Pacyfikiem na zachód od Chile, żeby stwierdzić, czy w nim trwa „Głęboka biosfera” – tak brzmiał tytuł jego referatu. Głęboka, czyli jaka? Chodzi o mikroorganizmy żyjące w skałach (tak!) na wielkich głebokościach i w dodatku pod dnem oceanu. Dopóki temperatura nie przekroczy 120 stopni Celsjusza, skały żyją – to znaczy zaludnione są przez prokarionty, tzn. baterie i (głównie) archeony. To skrajnie egzotyczne dla nas życie tam, gdzie jeszcze dociera dyfuzją tlen, korzystna z niego jako utleniacza, więc (podobnie jak my) karmi się tlenem redukowanym do H2O lub CO2. Niżej-głębiej zastępują go inne utleniacze: żelazo, mangan, siarka, a najgłębiej za utleniacz służy – niesamowite – dwutlenek węgla redukowany przez komórki do metanu. Całkiem inna chemia, skrajne temperatury i potworne ciśnienie, ale DNA/RNA wciąż z zasady to samo. Trwają spory, czy tam najgłębiej te komórki są naprawdę żywe, bo zachodzi podejrzenie, że się nie rozmnażają i nie dzielą na potomne, a tylko trwają przez miliony lat a cała energia ich metabolizmu jest zużywana na naprawę genów. Jednak ewoluują, ale geny wymieniają nie płciowo, tylko za pośrednictwem symbiotycznych wirusów. To jest ten rodzaj życia, który przetrwa najdłużej. Jeśli przyjdzie katastrofalne planetarne przegrzanie, która nas zmiecie, tamte istoty zaklinowane w skałach nawet tego nie zauważą. Zresztą, podziemne próby jądrowe tylko pobudzają je do rozwoju. Michał Szpak prócz tego ze znawstwem i z sercem opowiadał o zastosowanej technologii, czyli tych wszystkich rurach, wiertłach i wirówkach. Byłem pod wrażeniem.

▲ Przechodziliśmy do konkretów. Sebastian Szklarek przedstawił „Sól drogowa – całoroczne zagrożenie dla ekosystemów wodnych?” Od soli ginie w pierwszej kolejności zooplankton i ślimaki, przestając ograniczać wzrost roślin: planktonowych i nabrzeżnych, więc zbiorniki ruszają zarastać i eutrofizować się. Od siebie dodam, że tu akurat ocieplenie byłoby szczęściem w nieszczęściu: gdy zanikną zimy, mróz i śnieg, nie będzie trzeba solą sypać.

▲ Kolejny był Tomasz Zdrojewski, szef a może tylko koordynator koalicji organizacji pro-środowiskowych „Niech Żyją!”. Polecam jego występ na YouTube, pt. „Czy myślistwo ma sens w XXI wieku?” Nie ma. W filmie na YouTube pada zdanie odnośnie polowań na ptaki: „Chcemy zatrzymać to szaleństwo”. Na konferencji mówił o „Zmianach w obwodach łowieckich w Polsce”. W największym skrócie: na mocy znowelizowanego prawa łowieckiego teraz obwody łowieckie są wytyczane na nowo i w tym momencie otworzyło się „okienko”, kilka tygodni, kiedy właściciele mogą zażądać wyłączenia swojej ziemi spod obwodów. – Polecam obszerniej o tym na stronie „Niech żyją”, stamtąd cytat: „Sejmiki wojewódzkie właśnie kończą opracowywanie projektów nowych uchwał o podziale Polski na obwody łowieckie. W kolejnych województwach trwają lub za chwilę zaczną się 21-dniowe konsultacje publiczne tych uchwał." W tym czasie właściciele ziemi mogą zażądać wyłączenia swoich gruntów z obwodów łowieckich. Prezydent Sopotu chce wyłączyć cały Sopot, a w porozumieniu z sąsiadami cały Trójmiejski Park Krajobrazowy. Co ważne, ta okazja – by „odłownić” swoją działkę – może długo się nie powtórzyć. Zainteresowani muszą działać teraz. Co jeszcze: okazuje się, że Polska właściwe w całości była i jest podzielona na obwody łowieckie: te obwody obejmują ok. 90% terytorium. Prawie cały teren kraju, to najbardziej wspólne i powszechne dobro, jest/zostało oddane uprzywilejowanej kaście. Tomasz Zdrojewski mówił też o tym, co koalicji „Niech Żyją!” udało się uzyskać: niedawne zmiany w prawie łowieckim ograniczające niektóre ekstremalia; a także o tym, co Koalicja chce osiągnąć w przyszłości, przede wszystkim zakaz polowań na wszystkie ptaki, zakaz polowań w parkach narodowych (bo okazuje się, że teraz w PN strzela się w najlepsze, prócz tylko dwóch: Białowieskiego i Tatrzańskiego; dowiedziałem się o tym z żalem, bo gdzie jest cała ta „ochrona przyrody”, w którą chciałoby się wierzyć?). Także żeby zaprzestać używać śrutu ołowianego, który dotkliwie zanieczyszcza środowisko. I by zaprzestać/zakazać handlu częściami ciał gatunków chronionych, np. mięsem z żubrów lub skórami wilków. W dyskusji podniesiono też potrzebę koordynacji praktyk ochroniarskich (i łowieckich bądź anty-łowieckich) w skali Europy: bo co z tego, że w Polsce pewne gatunki ptaków są chronione, kiedy w innych państwach, te same są strzelane?

▲ Agata Brzezińska z Fundacji Aquila pod tytułem „Polowania na ptaki na przykładzie stawów Zator” opowiedziała o trudnym losie ptaków wodnych, które są wybijane przez myśliwych (którzy nie odróżniają gatunków chronionych od łownych i nie ma na to rady, gdy strzelają po ciemku!) i płoszone przez nich a także przez wędkarzy, od czego rozpraszane są rodziny i giną pisklęta. Przez to kilka gatunków już zanikło na tamtym obszarze – dodam, stawy zatorskie koło Oświęcimia są istną perłą w koronie ornitologiczną, gdzie żyje lub żyć powinno wiele gatunków, które tutaj sięgają z południa Europy przez Bramę Morawską, w tym mój ulubiony ślepowron. Pokazuje to iluzoryczność ochrony, gdy jednocześnie dany obszar jest terenem polowań.

▲ Piotr Tyszko-Chmielowiec – dendrolog i ochroniarz drzew z Wrocławia – powiedział o drzewach. Tytuł brzmiał: „Rola drzew w ograniczaniu skutków zmian klimatu”. Wydłubię jeden rodzynek z tego, co mówił. Które gatunki naszych drzew mają szanse przeżyć przy prognozowanym ociepleniu o 3-4 stopnie? Pierwsze padną świerki – te już padają w Puszczy Białowieskiej i w Tatrach. Kolejna jest sosna, która też nie ma szans. Piotr wspomniał, że we Wrocławiu miejscy zieleniarze już to wiedzą i świerk zastępują daglezją. Ale daglezja jest z wilgotnego morskiego klimatu i chociaż bardziej ciepłolubna od świerka, też przy suszach nie da długo rady. W lepszym położeniu są liściaste, chociaż najpospolitsza z brzóz, brodawkowa, odejdzie razem z sosną. Kto najlepiej rokuje? Akacja czyli robinia! Będziemy musieli się z nią przeprosić, ma szanse zastąpić w lasach sosnę, chociaż dzisiaj bywa uważana za gatunek „inwazyjny”. Inny inwadent też będzie dobrze rósł w cieple i przy długich suszach: ajlant, chociaż dziś jest na czarnych listach. Była mowa i o innych zjawiskach i propozycjach, ale, jak powiedziałem, wydłubuję rodzynki.

▲ Adam Błażowski pod tytułem „Misie jadą do Niemiec” (bo FoTA4Climate na uliczne heppeningi ubiera się w białe misie) zaprezentował aktualny plan działania: oto jeszcze w grudniu grupa aktywistów FoTY pojedzie do Niemiec do Philipsburga gdzie jest zamykana elektrownia jądrowa. Dobra, sprawna, działająca i ledwie ok. 30-letnia, czyli w sile wieku, mogłaby pracować drugie tyle. Niemcy chcą zamknąć wszystkie swoje jądrowe elektrownie w ciągu najbliższych 2 lat, co jest szaleństwem lub ideologicznym zacietrzewieniem, co na jedno wychodzi. Ciekawe, że polska akcja protestacyjna jest oryginalna, tzn. wrocławska FoTA nie jedzie wesprzeć niemieckich ekologów w ich proteście, bo niemieccy Zieloni są pryncypialnie i bezmyślnie przeciw energii jądrowej. Adam Błażowski wspomniał, że to dopiero na wiadomość o polskiej akcji, w Badenii-Wirtembergii uaktywniła się grupa pro-jądrowców. Ta akcja protestu elektrowni życia nie przywróci, ale może kogoś w Niemczech ocuci. Powodzenia!

▲ Prof. Szymon Malinowski powiedział słowa zamykające: kontynuować! Tym bardziej, że świeże badania w klimatologii ujawniają, że nici, na których jeszcze się trzymamy, są słabsze niż myśleliśmy.


komentarze

[foto]

1. Wow! To teraz,... • autor: Mirosław Czylek2019-12-01 23:50:52

Wow! To teraz, mam nadzieję, część tych prelekcji, publikacji, linków i inspiracji przebije się do Taraki. Nareszcie Polska nadrabia swój dystans do reszty świata dzięki takim mądrym, świadomym i - jak na obecny czas - odważnym ludziom.
[foto]

2. Wow! Tak-- • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-02 08:59:21

Tak, byłem/jestem (brakuje mi czasu have been w j. polskim) pod wrażeniem wiedzy, kompetencji, obycia w świecie, kontaktów na topach i sprawczej energii prelegentów FoTY. Wielki szacun!

3. "mężczyzna ma umysł... • autor: Tomasz Wasyłyk2019-12-02 09:51:46

"mężczyzna ma umysł na jakichś turbowzmacniaczach."
Ładnie to tak, publicznie denuncjować?
A tak poważnie, to bardzo się cieszę, że nurt depresyjno-smęcistyczny zamiera w Tarace.

4. Dzięki Wojtku! • autor: Piotr Tyszko-Chmielowiec2019-12-02 11:40:50

Fajnie było przypomnieć sobie "hajlajty" tych niezwykle ciekawych wykładów, dzięki! I miło było Ciebie zobaczyć znowu, mam nadzieję, że następnym razem zostaniesz podyskutować.

5. Adn... • autor: JSC2019-12-02 11:41:38

Prelekcja 1:Firma Synthos przymierza do takowej elektrowni... https://gazetakrakowska.pl/atomowe-plany-spolki-synthos-potentat-chemiczny-ma-w-planach-budowe-malej-elektrowni-jadrowej-zdjecia/ar/c3-14532823 zatem jest szansa na sprawdzenie czy droga uzyskiwania pozwoleń, konesji itp. nie okaże się przypadkiem ścieżka zdrowia.

Prelekcja 2:
Energetyka czysto wiatrowa to ordynariusz ustawianie OZE do ciosu... bo np. jakoś nie słychać nic o rozważaniach o energetykach czysto węglowych, nawet w krajach, gdzie panuje narracja czarnego złota
[foto]

6. Re: Piotr Tyszko-Chmielowiec • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-02 14:33:55

Dzięki, Piotrze, za Docenienie.
Cieszę się, że i Tobie, i innym ten tekst się podoba.
Tym bardziej, że nie przyszykowałem się do roli kronikarza, nie nagrywałem ani fotografowałem, ani nie robiłem notatek. Więc często to co napisałem dostało postać wydłubywanych rodzynków.
Ja też mam nadzieję, że następnym razem bardziej się udzielę. :)
[foto]

7. Wyłączenie Philippsburga • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-02 19:46:10

Tu jest obszernie o tym akcie "jazdy pod prąd":
Requiem dla Philippsburga. RFN dokonuje zbrodni klimatycznej, Polacy protestują
Najciekawsze jest na końcu: próba zrozumienia racji, dla której niemieccy decydenci tak robią. Wygląda to na początek "gier polityczno-klimatycznych", które zaczęły się wcześniej niż można było się spodziewać, i w dodatku pomiędzy współ-federantami w UE.

8. Wow! Wow! Wow! • autor: Sapsan2019-12-03 15:38:35

Minęło już kilka dni, a wciąż szczęka opada. ;)
Poziom i merytoryczne przygotowanie tego zlotu-konferencji 10/10!
Marcin Napiórkowski to jakiś mega-trickster. Taki stand-up odstawił, a potem bach - dr. hab. w papierach. I to jak? W 21 lat pierwszy mgr, w 23 drugi mgr, w 25 doktorat a w 30 dr hab. No Trickster Zając Winnebagów!
http://www.polon.uw.edu.pl/documents/9763960/10751220/napiorkowski_autoreferat.pdf
W dodatku zawodowo zajmuje się obalaniem i tworzeniem mitów.
Wojtku, ściągnij tego gościa do Taraki, bo to bardzo Tarakowy arche-typ. ;)
Pozdrawiam z mroków północy!
Jurij
[foto]

9. Trickster Zając do Taraki? • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-03 19:32:33

Juriju, gdybym to wiedział, jak się robi...? Ściąga Wielkich Ludzi do Taraki? Chyba nie mam wystarczająco wiele "koralików i perkalu" w zamian.
[foto]

10. Przegląd na stronie FoTA na FB • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-04 11:55:56

[foto]

11. Znakomity wykład dr hab. Napiórkowskiego na YouTubie z FoTY3 • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-05 17:03:42

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)