Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 maja 2009

Mirosław Miniszewski

Fragmenty myśli
Architektura zła. Dusza więzieniem ciała. Rozum jest myśliwym, jego ofiarą filozof

Kategoria: Pytania i granice

Architektura zła. Dusza więzieniem ciała. Rozum jest myśliwym, jego ofiarą filozof


Teksty te powstawały przez ostatnie kilka miesięcy. Wybrane spośród zapisków, notatek i gryzmołów; zebrane i ułożone w chaotyczną strukturę fragmentów, stanowią niedokończony proces prób podejmowania krytycznego myślenia, które nigdy nie powinno przyjmować formy systemu i nigdy nie powinno dążyć do ustanowienia porządku. Uporządkowane myślenie jest w istocie tym, co uśmierca człowieka i świat. Dlatego też, pisząc na modłę fragmentów, która ma zresztą swoich znakomitych prekursorów, unikam uwikłania się w prawomyślność i spójność. Fragmenty bowiem pozwalają bowiem na podjęcie dialogu ze samym sobą, a nawet na takie formułowanie myśli, że przeczy ona sama sobie w kolejnych odsłonach. Pławienie się w czystej negatywności myślenia pozwala czasem odkryć i docenić ten wymiar człowieczeństwa, który osiąga swą najwyższą formę nie wtedy, kiedy osiąga się jasność i klarowność, ale wtedy, kiedy spogląda się w ciemność. (Białystok 30 kwietnia 2009)


I. Architektura zła

1. Im głębiej wnika się w zło XX wieku, tym bardziej wszelkie przeciwne mu pojęcia zanikają na rzecz wspólnego mianownika, który ukazuje pokrewieństwo form współczesnego świata - od nazizmu, ludobójstwa aż po kapitalizm i liberalizm wydaje się, że poruszamy się po tej samej płaszczyźnie ontycznej. Czy takie myślenie da się utrzymać? Stąd następujący eksperyment myślowy: Ślady zła prowadzą przez historię architektonicznej formy, jaką jest obóz. Korzenie jej tkwią w zamierzchłych czasach. Auschwitz bowiem - podobnie jak Guantanamo, getta i slumsy, obozowe zony i zakłady zamknięte, świat zachodu oddzielony murem i drutem kolczastym od reszty świata, mur między Izraelem a Palestyną, obozy dla uchodźców, ale też centra handlowe oraz zona, jaką stanowi sama współczesność - to realizacja idei, która wiedzie aż do obrazu Nowego Jeruzalem, doskonałego obozu dla wybranych, otoczonej murem enklawy oddzielającej ich od psów i czarownic, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów. Zauważyć można tutaj gest wyrzucający, który odbywa się w dwie strony. Raz zło wyrzuca się na zewnątrz, innym razem odwrotnie, zamka się je w obozie. W ten sposób można skonstruować hipotezę, że dobro i zło, pojmowane klasycznie, są dwiema manifestacjami tej samej siły, której źródłem jest błąd Architekta tego świata. To z idei doskonałego świata pochodzi wspólny mianownik, na którym zasadza się współczesna rzeczywistość.

2. Gnostycka meta-perspektywa pozwala dostrzec w świecie jedynie zło najczystsze, które bywa brane za dobro, i odwrotnie. Daje ona wizję tego świata jako formy bez aksjologicznego zróżnicowania. Szukając bezwzględnego dobra trzeba wyjść poza ów ruch wiodący, po pierwsze, poza obozową zonę i, po drugie, w nią samą. Dobro, które byłoby prawdziwie Dobrem, musiałoby być meta- wobec dobra i zła postrzeganych biegunowo, a jako takie musiałoby pochodzić spoza tego świata. Dobro ostateczne, jak mówią teksty gnostyckie, znajduje się poza horyzontem światów. Ta wizja bardzo kusi. Pozwala odrzucić ten świat, bo im bardziej się mu przyglądać, tym bardziej jest odpychający i nie do zniesienia.

3. Czyż nie jest wszelako tak, że konsekwencją prawomocności tej wizji byłaby, po pierwsze, niemożność jakiegokolwiek działania, lub odwrotnie, możliwość działania bez oglądania się na moralne konsekwencje, po drugie, byłoby to w istocie powtórzeniem ruchu zamykającego rzeczywistość w obrębie kolejnej obozowej zony, której drutem kolczastym byłby ów horyzont światów? W ten sposób ujawniałoby się znaczenie gnostyckiej wizji jako pierwotnego źródła zła politycznego - tak to postrzegał Eric Vögelin [Eric Vögelin, Lud Boży, Znak, Kraków 1994] . To gnostycyzm byłby w tej koncepcji inkubatorem Innego i inności, włączania w obręb wybraństwa i wykluczania zeń. Dlatego wydawać by się mogło, że wyjściem z tego impasu nie jest gnostycka meta-perspektywa, tylko zreperowanie murów obozu, zarówno w znaczeniu architektonicznym, jak i etycznym, metafizycznym oraz prawnym. Uznanie racji gnostyckiej wizji świata oznacza usankcjonowanie poglądu stanowiącego, że problem z funkcjonowaniem człowieka w świecie rozwiązywalny jest na wyższym poziomie niż ten, na którym zaistniał. Tymczasem alternatywna metoda polega na zejściu do poziomu źródła samego problemu i na rozwiązaniu go dokładnie tam, gdzie zaistniał. Człowiek spowodował nieład i trzeba zaprowadzić porządek. A to jest nic innego, jak tylko furtka wiodąca prostą drogą ku chrześcijaństwu. Zstąpienie Boga na świat i wybawienie go. Więcej nawet - zejście do otchłani samej [1 List Piotra 3, 19]. To nas prowadzi jednak ku przerażającej koncepcji Ofiary. Rozwiązaniem zła na poziomie architektury jest tutaj poświęcenie się samego Architekta w imię naprawy wadliwej konstrukcji. Perwersyjny Architekt jest gotów umrzeć za mury, które wzniósł i które stały się źródłem zła.

4. Eric Vögelin się mylił. To ortodoksja stworzyła obóz. To ona wykluczała i wyklucza poprzez paradoks uniwersalności swego przesłania. Jest tak uniwersalna, że wyklucza absolutnie. Ostatecznym rozwiązaniem (Endlösung) jest wyeliminowanie tego, co przeszkadza, co stwarza nieład w obrębie uporządkowanej uniwersalności.

5. Sama konstrukcja obozu opiera się na pojęciu ortodoksji. Ostateczne rozwiązanie (Endlösung) to w rzeczy samej figura Sądu Ostatecznego. Ci, co nie przejdą przez cło ortodoksji idą w ogień. Na zewnątrz [Nowego Jeruzalem] są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje. [Apokalipsa 22,14-15]

6. Ortodoksja jest herezją herezji. Jest negacją negacji, czyli po Heglowsku pojmowaną syntezą. Jest Rewolucją - czyli zabójczym i niszczącym nieład przywróceniem śmiercionośnego ładu. Negowanie negacji znosi negatywność czyli możliwość uwolnienia się od reżymu syntetycznej konstrukcji. Ład to ortodoksja (gr. orthodokseo - mam słuszny pogląd; od orthios - prosty, niewzruszony, uformowany w szeregu). Dlatego też nie istnieje żaden związek między gnostycyzmem a faszyzmem, jak chciałby Vögelin. Zatrważający związek zaś istnieje pomiędzy faszyzmem, komunizmem i chrześcijaństwem ortodoksyjnym. Wszelkie zło wyłania się z architektury ładu powstałej jako reakcja na wolność i dynamiczność, na proces i narrację. Ortodoksja jest zaprzeczeniem wolności wyboru, jest gwałtem dokonanym na herezji. Herezja zaś to wybór (gr. hairesis - wybór, upodobanie, skłonność). Wybór generuje życiodajny nieład. Heretyk jest tym, który rozbija szereg, kruszy prosto stojące mury śmiertelnego ładu - równo ustawionych baraków w obozie prawomyślności.

7. Zagłada Ostatecznego Rozwiązania (Endlösung) istnieje ona od samego Początku. Jej antycypacja jest wpisana w konstrukcję tak Raju, jak i Nowego Jeruzalem.

8. Uniwersalizm ideologii ładu sprawia, że zewnętrzne mury owego świata zanikają ponieważ nie ma już niczego, co zewnętrzne. Dlatego jedynym miejscem, które można otoczyć murem jest centralne getto. Mur staje więc w środku świata a to, co nie-ładne i nie-otrodoksyjne, co nie-stałe, stojące krzywo i rozmyte w życiodajnej dynamice, zostaje umieszczone pośrodku. Ruch tego wykluczenia przyjmuje postać dośrodkową. Tym się różni Nowe Jeruzalem od Raju: kierunkiem wykluczającego ruchu.

9. Porządek jest źródłem zła. Dlatego ci, co przychodzą robić porządek są tak niebezpieczni. To są owi architekci, słudzy Architekta. Zastępują proces konstrukcją i narrację pojęciami. Potem wszelki nieład wyrzucają poza mury Miasta. A że Miasto jest wszędzie, jedynym miejscem, gdzie można postawić mur, jest jego centrum.

10. W nazistowskiej wersji Nowego Jeruzalem palące morze siarki przeznaczone dla odrzuconych znajdowało się w środku. Obóz był centralnym miejscem Tysiącletniej Rzeszy. Ruch [Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, t. I, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1993s. 357], tak charakterystyczny dla totalitaryzmu nazistowskiego, był w istocie wywołany tym gestem wrzucającym w otchłań zapomnienia (the hole of oblivion) [Hannah Arendt, The Hole of Oblivion, "Jewish Frontier" 14 (1947), nr 7]. Ów Ruch jednak nie jest tym samym, co życiodajna dynamika, bowiem jest to ruch dążący do ustanowienia statycznego ładu.

11. Pośrodku Nowego Jeruzalem znajduje się wsysający wszystko wir wprawiany w ruch przez gest wykluczenia. Dlatego też w raju, tej pierwszej wersji doskonałego Miasta, na środku znajdowało się umieszczone tam przez Architekta Drzewo Poznania Dobra i Zła. Pierwsi ludzie podchodząc do niego, wbrew wyraźnemu zakazowi, ujrzeli Otchłań i dlatego schowali się przez Architektem w krzakach. Poznali bowiem, że są nadzy, czyli doznali wstydu. Wstyd jest zaś wystudzeniem dynamiki procesu, jakim jest człowiek [od źródłosłowu wyrazu wstyd - studzić]. Wstydzący się człowiek zamiera w bezruchu - wstyd bowiem jest tym czymś, co sprawia, że przestajemy sprawiać problemy Architektowi.

Cała ortodoksja jest zbudowana na pojęciu wstydu. Jest też on tym, co sprawia, że zakrywamy się. Ochraniamy to, co wewnętrzne czymś zewnętrznym. W ten sposób dokonujemy rozszczepienia na wewnętrzność i zewnętrzność, co jest fundamentem ortodoksyjnej religijności oraz argumentem na całkowite zdeprecjonowanie zewnętrzności. Skoro bowiem to, co zakrywa, jest tym, co zewnętrzne, a to, co zewnętrzne nie jest ważne i istotowe - bowiem najważniejsze jest wstydzące się wnętrze - to wtedy wnętrze uzyskuje status duchowy i zostaje uśmiercone w rajskim bezruchu. A przecież tylko to, co zewnętrzne w człowieku jest najbardziej tym, co ludzkie. Człowieczeństwo jest w zasadzie czystą zewnętrznością, bowiem wewnętrzność to tylko wnętrzności. Ortodoksja jest czystym wstydem, czyli wystudzeniem wszelkich przejawów życia. Miasto-Raj-Nowe Jeruzalem jest zakryciem (wstydem) życia wyrzuconego w Otchłań (obóz).

12.Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: "Stań tu na środku! [Marek 3, 1-3]. Ewangelia ukazuje ten proces wykluczania poprzez ruch dośrodkowy. Jezus uzdrawia człowieka z uschniętą ręką i przywraca go ładowi. Prostuje to, co wykrzywione. Zaprowadza porządek. Egzegeci chrześcijańscy interpretują tę perykopę w taki sposób, że oto Mesjasz stawiając kalekę na środku, pokazuje, że to człowiek jest najważniejszy. Jednak tu chodzi o coś więcej. Uschnięta ręka nie jest tu wcale symbolem kalectwa i cierpienia, ale nie-działania kogoś przerażonego światem. Kogoś, kto zdaje sobie sprawę z tego, że w obrębie obowiązywania prawa architektury pojęć każde działanie prowadzi do Zagłady. Jezus uzdrawiając rękę na środku wykonał gest wykluczenia. Wyprostował suchą rękę. Czyli wykluczył jej inność nie-działania. Słowa ortodoksja i ortopeda mają ten sam źródłosłów - prostowanie. Jak zatem żyć w świecie? Pozwolić sobie i innym na bycie wykrzywionymi heretykami.

13. Człowiek odzyskuje swe człowieczeństwo nie poprzez zwrócenie się do swego hipostatycznego wnętrza, ale poprzez odkrycie życiodajnego procesu, który nie jest ani zewnętrzny ani wewnętrzny. W tej perspektywie zanikają rozróżnienia pojęciowe na ducha i materię. Pojęcia bowiem są architekturą języka. Dlatego też totalitaryzm ortodoksji jest osadzony w języku. Zastąpienie pojęć narracją pozwala wyzbyć się architektury i zapomnieć o konstytuującym kulturę rozszczepieniu na ducha i materię. Wyzwolenie od tych pojęć pozwoli wypuścić człowieka z obozu-raju-miasta. Tracą też sens takie pojęcia, jak śmierć i nieśmiertelność. Można o tym tylko milczeć, ale nie da się człowieka zamknąć w murach życia i śmierci, bo to też tylko pojęcia.

14. Tylko w świecie opanowanym przez herezję można uniknąć Zagłady. Antidotum na nią jest nieokreśloność i ontyczna postrzępioność. Zło zanika wszędzie tam, gdzie panuje nieład.


II. Religia

15. Ludzie religijni stawiają sobie bogów przed oczyma, budując posągi i ołtarze, które zasłaniają im widok. Ludzie uduchowieni zwracają swój wzrok ku wnętrzu, w umyśle swym poszukując iskry absolutu i latami siedzą przed biała ścianą, niczym ślepcy, sądząc, iż osiągnęli oświecone współczucie. Zaś ludzie wolni lubią mieć swobodny widok przed i za sobą.

16. Hannah Arendt, autorka "Myślenia", przypatruje się człowiekowi. Widzi jego ciało, pełne jelit i innych organów. Wie, że nie służą one do oglądania. Są zakryte. Nie są ładne. Nie budzą zachwytu. Są po prostu nieestetyczne. Nie zaglądamy wszak wszędzie do środka. Robią to jedynie specjaliści, w wyjątkowych sytuacjach otwierają człowieka i gmerają mu we wątpiach. A teraz nawet i operacje zastępują innymi, nieinwazyjnymi metodami. Arendt zatem, poszukując analogii, zastanawia się nad fenomenem ludzkiego myślenia i dochodzi do wniosku, że być może błędnie przez całe wieki uznawaliśmy, że wnętrze duchowe człowieka jest rzeczywistością wyższego rzędu. Być może jest odwrotnie - to, co wewnątrz fenomenu człowieczego, jest niczym owe flaki burczące i nienadające się do oglądania. Pułapka zastawiona przed wiekami przez Platona ciągle działa. "Ciało więzieniem duszy" - owo hasło przewodnie podróżników po mentalnych bebechach ludzkiego ducha jest prawdopodobnie najzręczniejszym oszustwem wszechczasów. W jego efekcie ciała nasze uwięziono na wieki w okowach ducha. To dusza jest więzieniem ciała!

17. Czyż materia, tylko dlatego, że twarda i błotnista, ma być czymś gorszym od powiewów duchowego odoru urojonych zaświatów? A jeśli to, co nazywamy duchem, nie jest żadnym wnętrzem, ale właśnie powierzchnią? Materializm nie musi być ordynarny. Może być subtelny. Właściwie pojmowany jest, w rzeczy samej, subtelniejszy od wszelkich idealizmów i duchowości. Nie ma bowiem tendencji do robienia z ludzi idiotów.

18. Jestem myślą, która wyłoniła się z pustki i w pustkę powraca.

19. Czym jest duch? Czyż nie jest oderwanym fragmentem myśli, która chciałaby być niezależna od materii? Demony, anioły i bogowie to istoty urojone, utkane z myśli, która pełzając po powierzchni mózgu udaje, że jest podstawą bycia - kiedy zaś jest jedynie jego elementem, do tego raczej finalnym.

20. Ateizm także jest ideologią zasłaniającą widok. Wiara w bogów, jak i niewiara w nich są zjawiskiem tej samej kategorii. Wystarczy milczeć.

21. Racjonalizm bywa tak samo zgubną drogą poznania, jak religia. Wiara w rozum, jako rzeczywistość nadrzędną, bywa równie niebezpieczna, jak każda religia.

22. Buddyzm nie zasłania widoku, jak na przykład chrześcijaństwo - jest to w rzeczy samej najlepsza metoda o skutecznego samoślepiania się. "Kłaniam się oświeconemu umysłowi Buddy, którym jestem"... To też brednie, tyle, że bardzo subtelne. Idea buddyjskiego oświecenia jest fatamorganą, która straceńca wiedzie ku zmarnowaniu tej reszty czasu, jaka została mu do śmierci. Czyż najlepszym oświeceniem nie jest to, kiedy sobie zapalę wieczorem lampę? Buddyzm daje mi złudzenie, że mam przed sobą oceany czasu ma samorealizację. Problem nie w marnowaniu czasu ale w idei samorealizacji.

23. Ludzie całe wieki spędzili na tym, aby przekonywać siebie samych i innych na około, że istnieje jakiś sens pośmiertny. Marnowali całe żywoty na ascezę i modły. Wydawali majątki na pielgrzymki. Zabijali innych w imię własnych fiksacji. A tymczasem wystarczy wstać rano i iść spać wieczorem - i analogicznie, urodzić się, a następnie pewnego dnia umrzeć. Tylko tyle. Nic więcej.

24. Duchowość wyrosła z zachłanności. Nie wystarcza myśli czas, który ma dotąd aż zniknie. Chciałaby wieczności.

25. Łatwo jest się samemu oszukiwać. Duchowe oszustwo upaja, uzależnia. Z litości dajemy narkomanom czyste igły, aby nie zdechli od brudu. Dlaczego więc nie mielibyśmy i ludziom religijnym trzeba dawać tego, czego pragną - czyli wiary? Co łatwiej zrobić - kupić igłę do strzykawki dla narkomana, czy zmówić różaniec z babcią, którą kochamy?

26. Czy oznacza to, że po śmierci nic nie ma? Pogląd głoszący, że po śmierci nic nie ma jest takim samych oszustwem jak ten, który głosi, że czeka nas rajska egzystencja u boku Boga samego. Kłamstwem bowiem są obydwa twierdzenia: "Bóg jest" i "Boga nie ma". Kłamie ten, kto twierdzi, że śmierć jest końcem, jak i ten, kto uważa, że egzystujemy dalej.

27. Kiedy bywam wśród lewicujących filozofów wołam: "Księdza!". Gdy zaś idę do księży, krzyczę: "Che Guevary!". Anthony de Mello (ten stary, bezwstydny oszust) pisał, że kiedy przychodził do niego ksiądz, to zawsze rozmawiał o seksie; jak zaś odwiedzała go kurwa, to rozmawiała wyłącznie o Bogu. Ideologiczna jednorodność jest czymś obrzydliwym. Ktoś, kto w sobie samym nie potrafi dokonać samozanegowania i podjąć ze sobą dialogu, jest zaiste ubogim i męczącym człowiekiem. Przeciwwagą może być Sadyczna figura Transcendentalnej Dziwki - "najczarniejszej duszy i najbielszej dupy" [Markiz de Sade, "Julietta", s. 167]. Modlić się do nieistniejącego Boga z wibratorem w dupie - oto droga do mistyki prawdziwie nieobrzydliwej.


III. Filozofia

28. Filozofia nie uczyniła mnie szczęśliwszym. Wyostrzony umysł nie umie być radosny. Szukamy - tzn. my, filozofowie - swych Dasein, haecceitas, eidos i esse. Zapuszczamy się w mroczne rejony epoche oraz apatheia i odkrywamy tylko kolejne pułapki rozumu. Rozum jest myśliwym, zaś jego ofiarą sam filozof.

29. Filozofia analityczna zrodziła się z rozpaczy. Analitycy chcieli uciąć metafizyczny bełkot, który ich zdaniem zasłaniał rozumowi widok. Co dali w zamian? Puste pola skwantyfikowanych mnogości, niczym betonowe słupy po horyzont. Umysł uwięziony w rozumie nie jest w lepszej sytuacji niż ten bełkoczący o bytach i niebytach. Strumienia życia nie da się wtłoczyć w reguły niezawodnego wnioskowania. Nie ma wzoru na rozpacz i radość. Analityczne ontologie sytuacyjne nie są w stanie ująć stanu umysłu wpatrzonego w Himalaje. Kurt Gödel, który udowodnił bezgraniczność systemów myślenia opartych na logice, zagłodził się na śmierć w szaleństwie, które go dopadło spomiędzy liczb i wzorów. Mówi się, że filozofowie analityczni ostrzą całe życie swe metodologiczne noże, którymi nic nie tną - poczciwy Gödel podciął sobie nimi żyły.

30. Zasada tożsamości 'A jest A' wbija się w mózg niczym wiertarka udarowa. Cóż począć na to, że mogę być sobą tylko dlatego, że jednocześnie jestem sobie obcy? Tylko dlatego, że mogę myśleć o tym, że myślę - ujmować samego siebie w sobie samym, pogłębiając konstytutywne rozszczepienie swej jaźni - tylko dlatego mogę być istotą ludzką. Tożsamościowego rozdarcia, które sprawia, że zastanawiam się kim jest ten, którego myślę w sobie dzień po dniu, nie uleczy dowód formalny na to, że 'A jest A'.

31. Filozofia na uniwersytecie zamieniła się w rzemiosło. Filozof jest niczym elektryk łączący i lutujący kable lub druty. Technika (techne) przemogła cnotę (arete). Nawet struktura uniwersytecka to spadek po średniowiecznych cechach rzemieślniczych. Kolejne etapy wtajemniczenia są skonstruowane tak, aby nie zrobić nic twórczego, tylko łączyć te cholerne kable, których z czasem jest coraz więcej.

32. Jako filozof ciągle chcę więcej. Więcej wiedzieć, więcej rozumieć, więcej pisać. Ciągle też muszę kupować więcej książek, aby być na bieżąco z tym, co myślą inni. Mój wujek, który zabierał mnie kiedyś na wędkowanie, powtarzał często, że "najlepsze ryby zawsze biorą na drugim brzegu rzeki". Zachłanność jest komfortem tych, co toną w nadmiarze. Myśliwy na lodowatej równinie cieszy się z upolowanego szczura.


IV. Żywe

33. Kartezjusz prowadził zaawansowane badania filozoficzne. Rozcinał żywcem woły na pół i patrzył co mają w środku - tak badał świat i dochodził do wniosków. Jego zdaniem zwierzę to tylko maszyna, mechanizm pozbawiony świadomości. Jakie dziedzictwo może mieć takie myślenie? My, spadkobiercy koncepcji cogito ergo sum, w ramach badań dalej tniemy co się da i patrzymy co jest w środku. Nie oszczędzamy nawet własnej dupy. Mój pies wie więcej o życiu niż Kartezjusz, bo kiedy mnie mocniej ugryzie w zabawie, to wie, że mnie to boli.

34. Gdybyśmy mieli pojęcie czym jest życie; czym jest żywa istota, zwierzę, nie bylibyśmy w stanie wziąć do ust nawet kawałka mięsa. Ciążą na nas dwa dziedzictwa. Pierwsze z nich jest związane z czasami, kiedy żyliśmy w trudnych warunkach i musieliśmy polować, aby żyć. Drugie to spuścizna chrześcijańsko-kartezjańska. Chrześcijaństwo powtarza mit o tym, że ziemia i wszystko to, co na niej jest tym, co poddane władzy człowieka oraz dla jego użytku. Ponadto tradycja ta odmawia zwierzętom posiadania duszy. Skoro zaś nie mają duszy, nie podlegają, jak ludzie, ochronie prawa. Kartezjanizm z kolei poszedł dalej - zwierzęta to maszyny i możemy robić z nimi co chcemy. Tymczasem uginające się od jadła sklepowe półki: lady z dziesiątkami rodzajów chleba, tuziny rodzajów makaronów, skrzynie z bakłażanami, pomidorami i papryką, tony fasoli, kasz i owoców są obciążającym nas dowodem w sprawie każdego przełkniętego przez nas kawałka ciała zabitego zwierzęcia.

35. Wielokrotnie można przeczytać u naszych filozofów, jak zabierają głos w sprawie zwierząt. Nawet najzacniejsi z nich piszą, że różnią się one od człowieka tym, że nie mają (samo)świadomości, albo tym jeszcze, że nie mogą mieć podmiotowości itp. Skąd oni to wiedzą?! Przez dwa i pół tysiąca lat trwania tradycji zachodniego myślenia nie sformułowaliśmy żadnej zadowalającej teorii na temat świadomości ludzkiej. Tak naprawdę, pomimo zaawansowanej technologii, pozytronowych tomografów emisyjnych oraz całego potężnego gmachu wiedzy neuro- i psychologicznej, wiemy dzisiaj na ten temat tyle samo, co ongiś Platon i Arystotelesem. Dlaczego więc z taką pewnością formułujemy poglądy dotyczące zwierząt i ich świadomości? Nie mamy żadnej podstawy ku temu, aby uznać zwierzę za nieświadome. Nie wiemy o samej świadomości nic poza tym, co jest nam dane z perspektywy pierwszoosobowej. Nie ma innego sposobu doznania świadomości, niż świadomość własnej świadomości. Tak samo, jak nie wiem nic o świadomości drugiego człowieka, z którym na dodatek mogę się porozumieć za pomocą kodu językowego, tak samo, a nawet bardziej, nie wiem nic o sposobie myślenia mojego psa.

36. Przykładanie naszej, ludzkiej koncepcji myślenia i świadomości do zwierząt jest jednak działaniem opresyjnym. Ten test jest tak skonstruowany, że są one w tym starciu bez szans. Myślenie jest ludzkim sposobem aktywności umysłowej. Zwierzęta mogą mieć swoje - specyficzne dla danego gatunku - aktywności umysłowe. Mogą też być one bardzo podobne do naszych. Nie ma wątpliwości co do tego, że zwierze jest osobą, a jeśli takie wątpliwości są, to przemawiają tylko na jego korzyść. Osoba nie może być zarazem moim daniem.

37. Nie da się być współcześnie myślącą ludzką istotą, żyjącą w obrębie cywilizacji i zarazem jeść mięso.

38. Rzeźnia z punktu widzenia estetyki nie różni się w swej istocie od obozu koncentracyjnego. Zarówno tu, jak i tam obywa się "przerabianie ofiar" (die fabrikation der Leichen).

39. Zarzut: "A lwy i tygrysy, przecież one jedzą mięso. Skoro mają być uznane za równe człowiekowi, to niech też się powstrzymają przez jedzeniem swoich ofiar i niech jedzą pomidory". Odpowiedź: "Jeśli uważasz, że masz prawo, jak one, jeść mięso, to rozbierz się do naga, idź do lasu, gdzieś w dzicz, i bez strzelby czy noża zapoluj na niedźwiedzia. Jeśli ci się uda, masz prawo być - tak jak on - mięsożercą".


Mirosław Miniszewski




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)