Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 listopada 2011

Jarosław Markiewicz

e-tom: Gazeta badawcza

Gazeta Badawcza część 3.
Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości



Gazeta Badawcza (1998)

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości

Znana jest przypowieść o ślepcach, którzy "poznawali" słonia. Jeden twierdził, że to kolumna, to ten który obmacywał nogę słonia. Drugi, że to wąż, to ten, który obmacywał trąbę. Ten, który obmacywał brzuch, twierdził, że to ciężka płachta namiotu. Ten, który badał kieł - twierdził, że to kołek w płocie.

Arnold Toynbee, jeden z najgłębszych współczesnych historyków, proponuje zredukowanie ślepców do dwóch. Istnieje pewna różnica między dwoma obliczami prawdy, których niedoskonały Ludzki Umysł nie potrafi zintegrować. Ludzka Psychika jest wyposażona jakby w dwa organy: w świadomość będącą racjonalną powierzchnią i podświadomość, która jest niewolicjonalną otchłanią. Każdy z tych dwóch organów (... ) odrobinę Rzeczywistości odsłania i każdy, mimo niedoskonałości swego poznania, odkrycia swe nazywa "Prawdą".

Owe dwa stany, tak wyraźnie rozgraniczone przez Toynbee'go w latach trzydziestych, świadomość racjonalna i podświadomość - w ciągu ostatnich 60-ciu lat podlegały dalszemu zróżnicowaniu.

Karierę zrobił termin "odmienne stany świadomości"- i nic dziwnego, bo to prawdziwy worek bez dna i prawdopodobnie tym "bez-dnem" jesteśmy w stanie łączyć się z nieograniczoną świadomością wszechświata.

"Posiadamy" różne świadomości, chociaż tak naprawdę, to raczej one nas posiadają. Psychoanaliza jungowska mówi o czterech rodzajach, czy warstwach: świadomości, indywidualnej nieświadomości, zbiorowej nieświadomości i o zagadkowej części zbiorowej nieświadomości, która nigdy nie może być uświadomiona. Inne tradycje używają innych terminów, z tym że większość tych tradycji została zrekonstruowana przez naszych badaczy i z pewnością jest zdeformowana przez nasze aktualne pytania, lęki i przede wszystkim przez rozumienie, a rozumieniem - o czym dalej - zajmuje się tylko jedna "warstwa energetyczna" naszej świadomości.

Przy tym jest to ta warstwa, która rości sobie pretensje do zarządzania całością naszego osobowego istnienia..

Teoretycy istnienia - filozofowie, teolodzy, naukowcy - nawet jeśli są najwyższej próby - pracują w rozumieniu, w języku, a więc tylko w jednej z możliwych warstw świadomości.

" Doświadczacze" istnienia zawsze wiedzieli, że mądrość leży poza zrozumieniem, poza systemami. Jednak tych, którzy bezpośrednio doświadczali istnienia i którzy przechodzili przez różne poziomy świadomości - zawsze była garstka. Tzw. profanom zdawało się nieraz, że tamci ukrywają swoją wiedzę. Ci prawdziwi "doświadczacze" nigdy jej nie ukrywali, ale też nigdy nie ukrywali tego, że wiedza wewnętrzna, która jest kluczem do wiedzy zewnętrznej, nie da się przekazać w języku.

Jednakże w latach 30-tych tego wieku badacze materii - przeciwstawianej dotąd duchowi - niespodziewanie zaczęli mówić, widzieć i rozumieć to samo, co mistycy wszystkich tradycji mówili od wieków.

Werner Heisenberg, fizyk doświadczalny, napisał jedną z najbardziej prawdziwie mistycznych książek tej epoki, Część i całość, PIW,1987. Włodzimierz Sedlak w artykule "Biofizyczne podstawy świadomości" (1964) pisał, że Teihard de Chardin miał rację, gdy mówił, że świadomość jest cechą wszelkiej materii, choć nie wiedział dlaczego. Szukał bowiem "rozkurzonej" świadomości ludzkiej we wszechświecie. Tymczasem Sedlak dochodzi do wniosku, że materia jest zbryloną świadomością, ale oczywiście zbryloną nie na tym poziomie energetycznym, gdzie występuje świadomość teoretyka tego zbrylenia.

Jednak nikt nie może zaprzeczyć, że drewno, kość, mięsień, kwarc czy lód są półprzewodnikami, że świadomość "leży" u podstaw życia i zarazem tworzy "szczyt" życia - powiada Sedlak.


Żeby sprawę tę odczarować z językowych terminów i przybliżyć jak tylko można wewnętrznemu doświadczeniu i uprzytomnić, jak różne świadomości rządzą naszym Ja, któremu się zdaje, że jest ciągle tym samym niezmiennym Ja

- proponuję wygodnie usiąść lub położyć się, zamknąć oczy i pod zamkniętymi powiekami patrzeć do góry, mniej więcej tak, jakbyśmy chcieli spojrzeć na daszek czapki na głowie. Co trzy sekundy trzeba przypominać sobie nakaz patrzenia do góry, dlaczego - o tym dalej w tekście. Początkowo sprawia to pewną trudność, więc ten daszek może być długi jak przy francuskich kepi, później można ten wyobrażony daszek skracać.

Już po minucie trwania w tym "ćwiczeniu" zaczyna się czuć wyraźnie zmiany w obrębie splotu słonecznego, robi się tam ciepło i przyjemnie - i - uwaga!- oczy chcą spojrzeniem podążyć do tego miejsca, trzeba je powstrzymać. Następnie oddech staje się głębszy i rzadszy, pogłębia się bicie serca i po pewnym czasie zwalnia, ciepło napływa najpierw do dłoni, a po chwili także do stóp. W całym ciele pojawia się niezwykłe odczucie błogości.

Jeśli robimy to po raz pierwszy i wchodzimy w ten stan błogości z codziennych napięć - zanim zdążymy rozejrzeć się w swoich myślach, odczuciach i sądach - uśniemy. Na zdrowie! Można by ten sposób na zasypianie polecać tym, którzy muszą łykać mordercze proszki nasenne - ale to nic nie da, bo gdyby ci, którzy cierpią na bezsenność, potrafili się na czymkolwiek skupić przez trzy minuty, to nie cierpieliby na bezsenność. Ale spróbować można.

Za którymś razem nie zaśniemy i wtedy proponuję dokonanie przeglądu obrazów, które jawią się w naszej świadomości. Najlepiej przyjrzeć się najpierw głównym problemom dnia.

W kilka dni po tym, kiedy odkryłem to ćwiczenie, odwiedziły mnie dwie urzędniczki z Urzędu Skarbowego i aczkolwiek nie nakryły mnie na żadnych matactwach czy szachrajstwach, to zachowywały się tak, że istotnie wyprowadziły mnie z równowagi. Tuż po ich wyjściu wykonałem to ćwiczenie - i cóż zobaczyłem pod czaszką - dwie skonsternowane dziewczyny , które szły na kontrolę skarbową do przedsiębiorstwa- wydawnictwa, a trafiły do zabałaganionej pracowni artysty, książki rachunkowe były w porządku i tak zwany stan faktyczny także, ale weszły z impetem łapania przestępcy i nie mogły się z tego wycofać, musiały być agresywne, aroganckie, czepiać się byle czego. Kiedy oglądałem pod czaszką film z ich pobytu - pierwszy raz zrozumiałem, że jestem w tzw. odmiennym stanie świadomości. Bo teraz, w tym filmie, zobaczyłem także siebie. Obudziły mnie ze snu, a położyłem się jakąś godzinę przedtem, więc nie byłem w radosnym nastroju. Na ich agresję odpowiadałem ironią lub paradoksem, jedna z nich powiedziała, co zobaczyłem dopiero na filmie, czy pan chce zrobić ze mnie wariatkę?

Widziałem siebie sprzed piętnastu minut - a miałem wrażenie, że wspominam z odległego dzieciństwa, wszystkie fałdy, przykrości, cierpienia- wyprostowały się, nie mogłem powstrzymać się od wybuchu śmiechu.

Zacznijmy jednak bardziej systematyczny przegląd stanów świadomości.

Ten stan, który Jung nazywa świadomością, w innych systemach bywa nazywany świadomością średnią, świadomością rozróżniającą, świadomością ego - posiada ona zdolność rozumowania, mówienia i posługiwania się symbolami.

TERAZ dla średniego ja trwa ok. trzech sekund. (Wnikliwe badania tego stanu świadomości. u Ernsta Poppela w arcyciekawej książce Granice świadomości, PIW, 1989.) TERAZ dla "niższego ja" jest niepojęcie małe, liczone w nanosekundach.

Jeśli chcemy cokolwiek utrzymać w wewnętrznym wyobrażeniu, co trzy sekundy musimy ponawiać nakaz powrotu do tego wyobrażenia, inaczej samorzutnie pojawia się inne wyobrażenie, które rodowód swój czerpie z bodźca zewnętrznego lub wewnętrznego.

Średnia świadomość "odżywia się" bowiem wrażeniami. Bez bodźców zewnętrznych, wspomnień, wewnętrznych przedstawień, myśli - średnie ja umiera. To umieranie jest zwykle poprzedzone bezbrzeżną nudą.

Od usadowienia ciała tak, żeby przestało być źródłem wrażeń, rozpoczyna się praktyka zen. Wówczas - jak diabeł z pudełka - wyskakuje umysł, który myśli, że myśli, wysnuwa z siebie sny na jawie, przypomina sobie zdarzenia, projektuje, fantazjuje, boi się i robi wszystko, żeby się nie dać. Po kilku latach praktyki - umysł się najwyraźniej wyczerpuje w swoich szaleństwach i od czasu do czasu zaczyna widzieć coś, czego istnienia nigdy przedtem nie podejrzewał.

"Średnie ja" posiada niewielką pamięć operacyjną, pokładową. Po około 15 minutach materiał z pamięci pokładowej transmitowany jest do "niższego ja", które jest naszym "twardym dyskiem". Pojemność tego dysku jest nieprawdopodobna, z tym, że część danych na nim zawarta w ogóle nigdy nie pojawia się w "świadomości średniej". Bo świadomość średnia ma swoje własne cele, swoją własną politykę, jest logiczna, apodyktyczna, najważniejsza, ciągle coś kombinuje, odmierza, przymierza - a przede wszystkim werbalizuje, język jest jej głównym terytorium działania, to czego nie da się powiedzieć, czego nie da się zrozumieć - tego po prostu nie ma. Średnie ja nie lubi być samotne, żywi się wrażeniami, a najsmaczniejsze są nowe wrażenia, szybko się nudzi, szybko klasyfikuje, ocenia ludzi.

W swoistym zaślepieniu "świadomość ja" sądzi, że w całości opanowało kanały percepcji - widzenie, słyszenie, wąchanie, dotykanie. Na szczęście ta totalitarna dyktatura ego jest pozorna, chociaż często może prowadzić do chorób i nieszczęść. Zdarza się, że spieszymy się na jakieś ważne spotkanie, już jesteśmy spóźnieni, pędzimy, myślimy tylko o tym - paradoksalnie uwalniamy wtedy nasze oczy spod dyktatury ego, widzimy coś, czego świadomość zajęta swoim dążeniem nie dostrzega, ale to coś odkłada się w "twardym dysku" tzw. niższej świadomości. W kilka dni później znowu jesteśmy czymś bardzo zajęci, np. obieramy kartofle doskonale ostrym nożem i uważamy, żeby znowu nie skaleczyć sobie palca - i nagle widzimy coś, czegośmy w tamtym biegu nie widzieli, a co jest dla "średniego ja" bardzo korzystną informacją - np. widzimy małą kartkę na wystawie akcesoriów komputerowych, która mówi, że zamiast kupować nową taśmę do drukarki, możemy za 1/3 ceny kupić taśmę zregenerowaną, która drukuje tak samo długo i dobrze jak nowa. Przy tym czas nie ma dla tych "żywych wspomnień" żadnego znaczenia, potrafią zjawiać się "nigdy nie widziane obrazy" z dzieciństwa, różnych chwil życia - i natychmiast bezbłędnie je lokalizujemy, zdumiewa nas ta "videoteka podświadomości".

Praca tzw. fizyczna, zwłaszcza ta, która wymaga ciągłej a nawet wytężonej uwagi, np. praca przy taśmie fabrycznej, kierowanie samochodem, cięcie blachy palnikiem acetylenowym, spawanie, malowanie obrazów czy malowanie mieszkania (oczywiście dotyczy to także tzw. praktyk duchowych, np. liczenia oddechów czy pracy z koanem w zen, odmawiania różańca, "nieustająca modlitwa" w prawosławiu, a także układanie pasjansa) sprawia, że "średnie ja" jest w całości zajęte - i wówczas w obszar "średniego ja" wlewają się spontanicznie obrazy z "niższego ja". Ma to ogromne znaczenie, kiedy chcemy się sami zorientować w wewnętrznych, tzw. nieświadomych procesach, kiedy chcemy projektować swój los, czy mieć wglądy w losy innych ludzi. Ale to jest zbyt obszerny materiał, który spróbuję przedstawić w osobnym artykule.

"Średnie ja" swoimi apodyktycznymi, jedynie słusznymi sądami - potrafi także zabijać siebie, a przy okazji całego człowieka. Zdarzenia takie opisuje np. Viktor Frankl, austriacki psychiatra wtrącony do Auschwitz, kiedy obserwował tzw. załamania, kiedy to człowiek orzekał, że dalsze życie w tych warunkach nie ma sensu, muzułmaniał i umierał.

W annałach Rewolucji Francuskiej opisane jest takie oto zdarzenie. Dwóch rewolucyjnych lekarzy wyprosiło u Robespierra do eksperymentu medycznego dwóch arystokratów, którzy w Bastylii czekali w kolejce na pracowitą gilotynę. Arystokratom lekarze powiedzieli, że przetną im żyły powyżej przegubów dłoni, że umrą zatem szlachetną śmiercią arystokratów rzymskich, a nauka na tym skorzysta, bowiem lekarze chcą się dowiedzieć ile to krwi mieści się w żywym organizmie ludzkim. Zawiązano biednym królikom doświadczalnym oczy, założono opaski uciskowe na przeguby rzekomo w celu uwydatnienia żył, przywiązano ręce do oparć foteli. Niewidoczne dla arystokratów, zjawiły się kobiety z czajnikami zawierającymi kleisty krochmal o temperaturze ok. 37 stopni C.

Lekarze bardzo boleśnie nakłuli każdą rękę powyżej opaski uciskowej i natychmiast na opaskę "buchnęła" ciepła krew, czyli klajster z czajnika.

Efekt tego eksperymentu był taki, że obydwaj arystokraci zmarli z wszystkimi objawami wykrwawienia, chociaż nie wypłynęła z ich ciał ani jedna kropla krwi.

Ale ich "średnie ja" nie miało co do tego najmniejszych wątpliwości. Jakże zbawienne byłoby dla nich najmniejsze nawet zwątpienie! To zwątpienie, które tak cenił sobie św. Augustyn, że ogłaszał je prawdziwym wiatrem podsycającym ogień wiary.

Przyjrzymy się jeszcze raz temu zdarzeniu: "średnie ja" naszych "królików doświadczalnych" zostało wprowadzone w błąd, ale jak powiedzieliśmy wyżej, nie miało wątpliwości co do rzeczywistości całego zdarzenia, poza tym wolało taki właśnie rodzaj śmierci "z godnością", bez wiezienia na haniebnym wozie na plac Vandome, bez wchodzenia po schodach na podest gilotyny przy wrogich okrzykach tłumu.

Wszystkie te złożone sugestie zostały wysłane do "niższego ja", bo to przecież tzw. "niższa świadomość" zarządza całą złożoną fizjologią naszego organizmu, biciem serca, obiegiem krwi, trawieniem itd.. Nasza "średnia świadomość" nawet najbardziej wykształconego współczesnego lekarza uzbrojonego w tomografy, USG, komputery, elektronowe mikroskopy nie wie - jak można podejrzewać - 1/10 tego, co "wie" i w czym bez przerwy, od narodzin do śmierci, nawet wtedy kiedy jesteśmy nieprzytomni, wyraża się praktycznie i pracuje "niższe ja", zwane w różnych tradycjach, ja instynktownym, ja zwierzęcym. Ta nasza "niższa świadomość", obok tysiąca cech i nieprawdopodobnych możliwości wielokrotnie przewyższających "średnią świadomość", ma także jedną fatalną wadę - przyjmuje i wykonuje wszystkie praktycznie sugestie "średniego ja" - ale tylko wtedy, kiedy "średnie ja" jest przekonane o swojej absolutnej racji.

Amerykańska moda na tzw. "pozytywne myślenie", ciągnąca się od Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, tak świetnie wyrażona w poezji Whitmanna, w mistycznej eseistyce Emersona, w książkach Prentice Mullforda (od co najmniej kilku lat przedwojenne reprinty książek tego ostatniego ciągle dobrze się sprzedają na naszym rynku) opiera się właśnie na tej przemożnej sugestii, ale rezultaty "pozytywnego myślenia" rzadko są w pełni pozytywne, bo średnie ja jest zmienne, kapryśne, raz chce tego, raz chce tamtego, jest zbyt krytyczne, żeby dało się "opętać" jakiejś jednej myśli, jednemu wyobrażeniu.


Warto zdać sobie sprawę z tego, że wielopoziomowość świadomości prowadzi teoretyka do wielości rzeczywistości (Patrz np. Leon Chwistek) - a więc do sytuacji ze słoniem na początku tego artykułu, natomiast praktyka "doświadczacza" prowadzi do jedności świadomości i rzeczywistości. Nie ma żadnej wyższości ducha nad materią, ani materia, ani duch nie są pierwotne - we wtorki , czwartki i soboty podstawowe cząsteczki materii dają się postrzegać jako korpuskuły, zbrylenia - w pozostałe dni tygodnia - jako fale - dowcipkują naukowcy pracujący przy akceleratorach.

Tajemnica istnienia osobowego i tajemnica wszechświata jest jedną i tą samą tajemnicą. Wiedza o jednym jest wiedzą o drugim, a może lepiej powiedzieć, że wiedza jest jedna.

Nauka stosunkowo niedawno uświadomiła sobie to, że jest zaledwie projekcją, że wyświetla na wciąż jak się wydaje powiększanym ekranie świadomości hipotetyczne obrazy wszechświata, które przeżywają swoje pięć minut chwały jako "najnowsza jednolita teoria" i zastępowane są nową projekcją.

W pewnym sensie o wiele gorzej jest z projekcjami Nieświadomości. Przede wszystkim dlatego, że Nieświadomość jest dla Świadomości paradoksem, ponadto ruguje Świadomość z "należnego" jej, wysokiego miejsca w hierarchii bytów, owszem, pokazuje jej miejsce właściwe, że jest czubkiem góry lodowej dryfującej w wodach ledwo co oddzielonych od nieba w procesie stwarzania, który wciąż się dzieje i nigdy nie został zakończony.

"Świadomość średnia" może co innego wiedzieć, a co innego robić, "nie wie lewica, co czyni prawica". Dla realizacji zamierzonych, a zwłaszcza "szczytnych" celów- każde postępowanie jest dobre. "Świadomość niższa" może robić tylko to, co wie - lub wykonywać sugestie" świadomości średniej" a także przekazywać tej ostatniej impulsy od "świadomości wyższej", natomiast dla "świadomości wyższej" wiedza i działanie są tym samym.

"Świadomość średnia" może dojść na drodze rozumowania do tego, że zwierzęta są istotami takimi samymi jak my - ale wegetarianami zostajemy dopiero wtedy, kiedy tę wiedzę prześlemy do "niższego ja". Jak się zdaje, samo "niższe ja" może być u jednych ludzi od urodzenia wegetariańskie, u innych mięsożerne, zwolennicy transmigracji dusz powiedzieliby tutaj, że to zależy od tego, po kim odziedziczyliśmy nasze" niższe ja". Natomiast nasze "wyższe ja" jest zdecydowanie wegetariańskie, a ponadto dwupłciowe.

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)