Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 listopada 2011

Jarosław Markiewicz

e-tom: Gazeta badawcza

Gazeta Badawcza część 4.
Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia



Gazeta Badawcza (1998)

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



Ciąg dalszy stanów odmiennych
i drogi zbawienia

Dowiedziono eksperymentalnie, że przez pierwsze trzy miesiące życia dziecko potrafi się nauczyć czytać - ale uwaga - nie metodą uczenia się liter, tylko metodą rozpoznawania całych słów i znaczeń tychże słów. To jest dla dorosłego niewyobrażalne - nauczyć się setek hieroglifów, ideograqmów. Jeszcze nie mówi - a już czyta i rozumie?. Więc już przedtem musiało rozumieć? A z czego składa się rozumienie? Czy proces rozumienia może przebiegać pozasemantycznie? Innymi słowy - czy może być pierwotniejszy niż język?

Już nigdy później człowiek nie jest tak bystrym intelektualistą, jak wtedy, kiedy ma trzy miesiące życia - a mózg jego waży wówczas ok. 480 gramów i powiększył swoją wagę 100% w ciągu tych trzech miesięcy od urodzenia. Mózg dorosłego człowieka jest prawie trzy razy większy. Ale czymś jest zablokowany, czymś zajęty, o wiele mniej sprawny.

Glenn Doman i Janet Doman, autorzy rewelacyjnej książki "Jak nauczyć małe dziecko czytać", twierdzą, że ciekawość dziecka jest nieograniczona, dopóki dziecko nie nabawi się lęków związanych z nauką. Te lęki dotyczą nie tyle samego procesu nauczania - bo dziecko robi wszystko, żeby jak najwięcej się uczyć - ile nudy, którą dziecko musi pokonać, żeby dorosły wytłumaczył dziecku to, co ono już dawno wie i rozumie.

Dziecko żyje w zupełnie innym tempie niż dorosły. Swoisty "zegar mózgowy" dziecka powoduje, że dziecko jest w stanie przeżywać ułamki sekund z niewyobrażalną intensywnością i głębią.

Wielokrotnie wykonywano także inny eksperyment. Oto rozmawia z sobą dwóch dorosłych. Obok jednego z nich ktoś trzeci przesuwa otwartą płachtę gazety wielkości A2. Oczywiście "średnia świadomość" tego, obok którego przesuwano gazetę - zauważyła gazetę, kilka wielkich liter, kolor papieru - i nic więcej. Zahipnotyzowano więc tego człowieka - i hipnotyzer kazał mu przypomnieć sobie gazetę sprzed chwili - i o dziwo - człowiek ów był w stanie czytać z tej gazety nawet wiadomości wydrukowane petitem.

Dlaczego tak się właśnie dzieje, dlaczego nie jesteśmy w stanie pamiętać wtedy, kiedy jesteśmy przytomni, a pamiętamy w hipnotycznym śnie?

"Średnia świadomość" blokuje "niższą świadomość", dla "średniej świadomości" teraz trwa trzy sekundy, dla "niższej" może tysiąckrotnie krócej. Ponadto pojemność, głębia, intensywność, przestrzenność tego teraz jest trudno wyobrażalna dla powolnego i ograniczonego teraz świadomości średniej.

Wydawałoby się, że jest to cała tajemnica fenomenalnych zdolności każdego dziecka. (Domanowie przez lata uczyli czytać trzy, czteromiesięczne dzieci z uszkodzeniami mózgu - dopiero po jakimś czasie zastanowili się na tym, że skoro dzieci z uszkodzonym mózgiem tyle potrafią, to jakimiż geniuszami muszą być dzieci zdrowe.)

Jednak istota tej tajemnicy - to ekspansja "średniej świadomość", która próbuje zawłaszczyć całą osobowość człowieka. Pracują nad tym pedagodzy, filozofowie, teolodzy, psychiatrzy i psychoanalitycy. Wszyscy oni pomagają rozwinąć "średnią świadomość" i spętać, ograniczyć "świadomość niższą". Wytwarza to mimowolną wrogość między "świadomością średnią" i "niższą".

W którymś numerze Rzeczpospolitej przeczytałem wiadomość o tym, że pojawiła się u nas pierwsza reklama z tzw. podprogowym zapisem.

Podprogowy zapis omija "świadomość średnią", jest dla niej po prostu niewidoczny na ekranie telewizora lub kina, natomiast w całej okazałości dociera do "świadomości niższej", i kiedy ciało odczuwa pragnienie, samo z siebie wie, że najlepsza jest coca cola (chociaż ta konkretna reklama dotyczyła czego innego). W całym tzw. cywilizowanym świecie reklama podprogowa jest zabroniona, u nas jeszcze nie. I bardzo dobrze, bo tak czy owak, oglądając telewizję jesteśmy wystawieni na podprogowe działania.

Kiedy oglądamy telewizję i coś nas "wciągnęło" w oglądany film, program nam się wyraźnie "podoba", a może nawet oglądając go poczuliśmy jakiś "dreszcz tajemnicy" - możemy być pewni, że ów film dotarł także do "świadomości niższej" i jego wpływ na nasze postępowanie, nasze poglądy, nasz charakter będzie bardziej trwały.

Z tego wszystkiego, co napisałem powyżej - mogłoby wynikać, że świat "niższego ja" jest rajem.

Biblijny przekaz o wygnaniu człowieka z raju zawiera ważną dla nas wiadomość, że po spożyciu owocu z drzewa wiadomości człowiek zaczął odróżniać dobro od zła. Bóg - czyli w naszej nomenklaturze - "świadomość wyższa" - zauważył występek człowieka dopiero wtedy, kiedy człowiek zaczął się wstydzić swojej nagości, swojego ciała. Innymi słowy to człowiek sam z siebie poczuł się nieswojo, bo gdyby się nie zawstydził, Bóg nie wygnałby go z raju.

Wstyd to dziwny stan, pamiętam z greckich tekstów, że wstyd tam był ceniony jako "dźwignia postępu". Córka Arystotelesa, tego nauczyciela Aleksandra Wielkiego wariata i św.Tomasza, doktora i mędrca, zapytana jaki jest kolor najpiękniejszy, odpowiedziała cokolwiek dyszkantem, ale widać, że z głębi swych filozoficznych trzewi - Ten kolor jest najpiękniejszy, którym wstyd zabarwia twarze ludzi wolnych.

- Droga Pytias, walnęłaś ze wszystkich luf. Pytanie dotyczyło kolorów przyrody, a ty natychmiast odnalazłaś się w zaduchu "kościoła ludzkiego".


Ale żeby mógł zaistnieć wstyd - przedtem musi pojawić się sumienie, super-ego, rodzic na stałe wzięty w siebie, uwewnętrzniony.

Wstyd interesujący jest jako napięcie, napięcie między zamiarem i efektem, widzę na drodze rów, dosyć szeroki, czy zdołam go przeskoczyć? skaczę, wpadam do rowu, mogę się zawstydzić, ale trochę mokry jestem już poza rowem, do mostku mógłbym iść kilometrami, wstyd i ryzyko...

- Kto ci powiedział, że jesteś nagi? i że trzeba się tego wstydzić? zapytał Bóg Adama. Przecież dotąd hasałeś po rajskim ogrodzie jakim cię Bóg stworzył, skąd ten gwałtowny atak moralności, trzeba by ci, Adamciu, przykręcić kurek z testosteronem, wszyscy rodzice to przeżywają bardzo boleśnie, ale żeby aż takie nerwy, Bóg zaczyna przeklinać, co w tej sytuacji równoznaczne jest z wyklinaniem.

Ale to świadczy też o jego małości, nie przewidział takiego rozwoju sytuacji? czy to jest Bóg, który nie włada w przyszłych czasach równie dobrze jak w teraźniejszości? wygląda na to, że przepisywacze, którzy jak to dowiedziono, kompilowali ten boski tekst, czynili to ad usum, żeby służył wychowywyniu dzieci, tylko to szkoła anachroniczna, nie uprzedzić chłopca, że jak zacznie mu stawać, to nie jest choroba, nie zaopatrzyć dziewczyny w dyżurne podpaski, w przekleństwach Boga jest spóźniona edukacja seksualna, represje jeszcze przed poczęciem, pojawia się też zdanie wcale nie skierowane do Adama, Bóg nagle używa liczby mnogiej i mówi o sobie My? - Człowiek stał się taki jak My,(Wujek powiada - stał się jako jeden z nas - i tutaj na badacza czyha herezja - może było tam kilku Bogów? A jak Bóg ma kolesi? Z jednym Bogiem można się jakoś dogadać, ale z kolesiami?)


Wówczas nastąpiło wygnanie w obszar "świadomości średniej", świadomości ego, zawsze zakłopotanej i cierpiącej, przewidującej i ponoszącej w swoich przewidywaniach klęski, zapobiegliwej i nie będącej w stanie wszystkiemu zapobiec. Dobro i zło to wartości wypracowane przez świadomość ego, nigdy nie mają prawdziwie uniwersalnego zakresu, nawet najbardziej wyrafinowane dają się sprowadzić do ludzkiej "moralności Kalego".

Zwierzęta, które w swoim spokojnym, pełnym wdzięku i majestatu byciu "zarządzane" są przez "świadomość niższą", które "nie odróżniają dobra od zła" - mimo wszystko mają na swoim karmicznym koncie znacznie mniej "grzechów" niż ludzie (rzadko zabijają w obrębie swego gatunku), nawet gdyby liczyć je ludzką miarą. To samo dotyczy dzieci, które są rzeczywistymi aniołami nawet wtedy, kiedy są bardzo niegrzeczne.

Używane są dwa sposoby na odblokowanie "niższego ja" - poprzez ciało i poprzez umysł, przez ćwiczenia fizyczne i przez zabiegi mentalne.

Wihelm Reich i wszyscy, którzy wywodzą się z jego szkoły (Boadella, Lowen, Mindell i in.) proponują pracę nad ciałem, uwalnianie od "bloków mięśniowych". Po odblokowaniu - następuje zwykle ostra reakcja mentalna i uczuciowa. Pacjenci rzucają się z pięściami na swoich dobroczyńców. Psychiatrzy mają na tę okoliczność przygotowane materace lub kukły do bicia. Uwolniona w ten sposób energia zaczyna przepływać przez zablokowane urazami mięśnie, chory wraca do urazu, odreagowuje to, czego nie mógł kiedyś, w stosownej chwili, stan jego się polepsza - lecz nie na zawsze. Zwykle okazuje się, że pod jednym urazem ukryty jest uraz następny, jeszcze głębiej schowany. Człowiek doświadczony urazem - widzi świat poprzez uraz, buduje swoje ego wokół urazu i razem z urazem, buduje światopogląd, zapisuje się do jakiejś partii politycznej i walczy z tymi, którzy są po drugiej stronie barykady, walczy z innowiercami etc.

Wyzwolić się z cierpienia, czyli osiągnąć stan radości - to cel wszystkich filozoficznych i mistycznych systemów Dalekiego Wschodu. Mieści się w tym nie tylko wyzwolenie się od urazów, ale także wyzwolenie się od możliwości nabywania urazów. Wiedza, której głównym przedmiotem nie jest wyzwolenie, pozbawiona jest wszelkiej wartości - powiada Bhodża komentując tekst "Jogasutr". "Nędzy życia ludzkiego nie spowodował jakiś grzech pierworodny ani kara boska, lecz niewiedza..., która sprawia, że mylimy ducha z doświadczeniem psychomentalnym." - możemy przeczytać u Eliadego w jego fundamentalnym dziele Joga, nieśmiertelność i wolność. "Stany świadomości są subtelnymi tworami tej samej substancji, która leży u podstaw świata fizycznego i świata życia... Jednakże między stanami psychicznymi a duchem jest różnica natury ontologicznej - należą one do dwóch różnych rodzajów bytu. Wyzwolenie następuje wówczas, gdy się zrozumie tę prawdę i gdy duch odnajdzie (w nas) swą pierwotną wolność."

Czy duch, hinduski atman, to byłaby nasza "świadomość wyższa"? Ale czy w ogóle możemy cokolwiek o atmanie wiedzieć, skoro wiedza jest stanem psychomentalnym? Chrześcijańscy mistycy doświadczali tej samej trudności i twierdzili, że nasza wiedza o Bogu może ograniczać się tylko do tego, czym Bóg nie jest, a nie jest podobny do niczego, co znamy.

"Świadomość wyższa", bezpośrednio znana jest z relacji hipnotyzerów, którzy zbytnio atakują w hipnozie "niższe ja" - wówczas odzywa się, jak mówią "jakaś inna świadomość", która wykazuje niezwykłe cechy. Przede wszystkim z podziwu godnym spokojem patrzy na szaleństwa "średniego ja" i nie próbuje wpływać na średnie ja umoralniająco.

Jak już wiemy, teraz "średniego ja " trwa około 3 sekund, teraz "niższego ja" ileś tysięcy razy mniej (na poparcie tej hipotezy przytaczałem już wiele dowodów i nie będę ich tu powtarzał) - natomiast teraz "wyższego ja" trwa niewyobrażalnie długo, ponad sto lat, a może więcej.

Skąd wie o tym piszące ten artykuł moje "średnie ja" i czy można mu wierzyć?

Źródła mojej wiedzy o "wyższym ja" są następujące - praktyka medytacyjna, badanie snów, pisanie wierszy i malowanie obrazów - a także doniesienia, przekazy innych "doświadczaczy".

Ćwierć wieku temu przyśnił mi się pewien sen, który ukierunkował moje zainteresowania, studia, wpłynął na mój los, zawładnął moim umysłem - wpędzając go w pułapkę bez wyjścia, skazał na tymczasowość i bylejakość wszystkie życiowe plany, bo dopóki nie rozwiążę zasadniczego problemu, co to za teatr ta moja świadomość, której nie znam, chociaż przebiega przeze mnie jak kabel wmurowany w ścianę, to co w istocie mogę planować, jakie podejmować decyzje, skoro nie wiem o co chodzi?

Słyszę dzwonek do drzwi, zlazłem z antresoli, na której sypiam - a ten ktoś, kto dzwonił, przedarł się już przez pierwsze drzwi mojego kołchozowego mieszkania - i kiedy otworzyłem drzwi od swego pokoju - zobaczyłem sąsiadkę zza ściany, ubrana była w przezroczystą, czarną nocną koszulę, przez mgiełkę czerni prześwitywało jej białe ciało, objęła mnie za szyję i próbowała pocałować w usta - i wtedy zorientowałem się, że to jest trup.

Przeraziłem się - i obudziłem.

Tak realistyczno-makabrycznego snu nie miałem dotąd.

Ponadto był to sen w złym guście, byłem głęboko zawstydzony tym snem. Rozważałem o co tu idzie, grzebałem w swojej podświadomości, czy przez mgnienie oka nie miałem ochoty na tę sąsiadkę, była jednak mało atrakcyjna, mamuśkowata.

Następnej nocy identyczny sen, ale trochę inne były realia.

Słyszę dzwonek do drzwi, zlazłem z antresoli - a ten ktoś, kto dzwonił, przedarł się już przez pierwsze drzwi - i kiedy otworzyłem drzwi od swego pokoju - stał w nich mój ojciec, który rzadko, dwa, trzy razy do roku przyjeżdżał wtedy do Warszawy i zawsze było to wydarzenie. Witam się z ojcem - trup.

Budzę się przerażony - w środku nocy idę na pocztę i wysyłam telegram do mamy okrężnie pytający o zdrowie ojca. Zajmuje mi to kilka godzin, nad ranem kładę się spać. Wstaję około południa, przez cały czas jestem podminowany, czekam na telegram od matki.

Nagle około trzeciej po południu za ścianą sąsiad - mąż tej kobiety z mojego snu - umiera na zawał.

Sen się wyjaśnił.

Ale mnie się gwałtownie zaciemniło, w oczach i w mózgu.

Coś dawało mi tak wyraźne znaki na temat tragedii, która rozegra się za piętnastocentymetrową ścianą mniej więcej za czterdzieści godzin (licząc od pierwszego snu) - a ja nie byłem tego w stanie zrozumieć, pojąć. Wyrzucałem sobie swoją głupotę, ignorancję w sprawach, o których niby miałem jakieś pojęcie. Nawiedziło mnie bezbrzeżne poczucie winy i nie odpuszczało - mimo racjonalistycznych czarów.

W kilka tygodni od tamtego snu rozpocząłem codzienne, żmudne próby bezpośredniego doświadczania własnej świadomości.

Irytowało mnie po prostu to, że ta nieświadoma warstwa mojej świadomości wie więcej niż świadoma, z którą się przecież utożsamiałem.

Ten rozdział mojego życia można by nazwać próbą wydzierania tajemnicy samemu sobie lub szukaniem skarbu, w którego posiadaniu tak czy owak byłem, ale ani nie wiedziałem, gdzie on jest, ani jak wygląda.

Przywołałem ten sen, bo był on najwyraźniej symbolicznym wglądem w rozległe teraz "świadomości wyższej".


Któregoś dnia Adam Ważyk, mieszkający wówaczas w Łodzi, pisze wiersz, który brzmi mniej więcej tak:

Przez ocean wyciągam ramię:
I słyszę jak w pierścionku twoim pęka kamień.

Kiedy wiersz został zapisany, rozlega się telefon z Nowego Jorku, dzwoni Irena Tuwim, żona Juliana, że stała się rzecz przedziwna: nieoczekiwanie pękł z hukiem brylant w pierścionku, który leżał na nocnej szafce. Adam Ważyk odpowiada - wiem o tym, właśnie wiersz mi to powiedział.

Wynika z tego, że "wyższe ja" nie tylko ma tak rozległe teraz, ale też OBECNE jest wszędzie, można przyjąć teoretycznie za Gurdżijewem, że w granicach systemu słonecznego.

Nasze "wyższe ja" zna przyszłość i może ją zmieniać, ma możliwość kontaktu z jeszcze wyższymi ja. Wiadomości te mamy z relacji tzw. śmierci klinicznej, od M.F. Longa, który zrekonstruował starożytną magię Kahunów, z praktyk szamanów syberyjskich i australijskich. Kontakt świadomości "średniej" ze świadomością "wyższą" kończy się dla tej pierwszej utratą przytomności - co ma właśnie miejsce w praktykach szamanów.

Jasnowidzący, ludzie medialni, mistycy, a także od lat trzydziestych tego wieku fizycy współcześni - przekazują wręcz tak samo brzmiące informacje o istocie świata, jaźni, świadomości - wszyscy oni - niezależnie od orientacji teologicznej czy filozoficznej - są gnostykami.

Dzięki właściwej wiedzy o istocie rzeczywistości można opuścić zaklęty krąg ludzkiego cierpienia.

Przedmioty i zdarzenia są częścią większych całości, które same również wchodzą w skład jeszcze większych zbiorów. Świadomość jako taka stanowi wynik ustalenia, że zarówno obserwator, jak i to, co obserwowane, są fragmentami tej samej całości. Wiedza płynie ze świadomości bycia elementem układu rzeczy, a nie z pragnienia, żeby posiadać jakieś informacje, bo informacje - z natury swej ograniczone - potrzebne są do jakichś działań, a - w kosmosie, w Bogu, w naszej jaźni - wszystko dzieje się samo z siebie.

Przestrzeń ani też czas nie mogą być przeszkodą w wymianie energii ani informacji pomiędzy dwoma indywiduami, jako że ich indywidualność i oddzielność jest wtórna wobec ich jedności i zespolenia.

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)