Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 listopada 2011

Jarosław Markiewicz

e-tom: Gazeta badawcza

Gazeta Badawcza część 5.
Stan mistycznego małżeństwa

Kategoria: Własne doświadczenia
Tematy/tagi: jogapraca z percepcją


Gazeta Badawcza (1998)

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



Stan mistycznego
małżeństwa

Starożytni twierdzili, że u innych żywych stworzeń nieznajomość siebie jest naturą, u człowieka zaś - występkiem.

Co na ten temat sądzą nowożytni?

Karl Jaspers - jeden z czołowych filozofów współczesnych - powiedział, że zalecenie "poznaj samego siebie" wprowadza w błąd, bowiem jesteśmy tylko w stanie poznać to, czym nie jesteśmy. Husserl twierdził, że nie można badać świadomości jako takiej w oderwaniu od przedmiotów, z którymi ona jest związana. Sartre dorzucał - że możemy badać tylko treść świadomości, a na treść świadomości składają się - jak u Husserla - przedmioty. Zgodnie z takim postawieniem problemu, Jaspers dochodzi do wniosku, że człowiek nie może poznać samego siebie, bo jest dla siebie największą tajemnicą.

Moja średnia świadomość w pełni rozumie ten przekaz, tu i ówdzie się z nim nie zgadza (odruchowo napisałem: "zgadza" i widać jakiego sposobu używa średnie ja, żeby panować nad całą osobowością - tym sposobem jest przyzwyczajenie, nawyk) - zgadza się natomiast z końcowym wnioskiem, uważa nawet, że jest bardzo zgrabnie podany.

Postanawiam zatem, że dalszy ciąg tego artykułu spróbuję eksperymentalnie napisać w zmienionym stanie świadomości.

Za oknem panuje wrzawa setki pijanych głosów, które dochodzą z piwiarni na dole. Żeby je wyciszyć w polu mojego słyszenia - włączam stary aparat do masażu ciała, który wydziela niskie buczenie, ustawiam buczenie na najniższe. Nabieram wiaderko ciepłej wody, wsypuję do wody trochę soli - wciągam wodę lewą dziurką nosa, wysmarkuję prawą, potem odwrotnie. Poprawia się głębokość oddechu i jasność widzenia. Siadam ze skrzyżowanymi nogami. Kilkakrotnie napinam i rozluźniam mięśnie karku, mięśnie kręgosłupa i klatki piersiowej. Siedzę przez kilkanaście minut i doświadczam ożywczego przepływu energii w ciele. Ponieważ ciągle słyszę wrzawę pijaków - zaczynam buczeć zgłoskę OM, najpierw dostrajam się do wibratora, który działa kilka metrów ode mnie na podłodze, a później schodzę niżej. Wibracja krtani obejmuje najpierw sklepienie czaszki, następnie ramiona, kręgosłup, próbuję dźwięk (wzmocniony z zewnątrz aparatem do masażu) ulokować ostatecznie poniżej pępka. Mija około 20 minut.

Procesy odruchowego wnioskowania, odruchowych, błyskawicznych sądów na jakikolwiek temat - wyciszają się sekwencyjnie, sekwencyjnie pojawiają się o wiele silniejsze niż zwykłe przypomnienia. Fakto-obrazy, fakto-filmy.

Jednakże, jeśli reflektorem aktualnej świadomości oświetlę wnioskowanie, to ono działa precyzyjniej niż przedtem, bo pokazuje się też pierwotniejszy niż wnioskowanie algorytm, który prowadzi do mechanizacji wnioskowania.

Sekwencyjność nie polega na tym, że kiedy jedno znika, drugie się pojawia, jedno owszem znika - ale jest w całości rozpostarte, gotowe do użytku, na innym poziomie.

Przebywamy zatem w tej chwili na pograniczu dwóch warstw świadomości - przygotowania odniosły skutek - wyruszyliśmy w podróż przez pola energetyczne świadomości.

Z poprzednich doświadczeń wiem, że podróżując przez tzw. niższe warstwy świadomości narażeni jesteśmy na epizodyczność, fragmentaryczność, sekwencyjność - utykamy w epizodach, które postrzegamy jako całość, raz po raz olśniewani jesteśmy spostrzeżeniami, że było tak zawsze, że to jest prawda, dlaczego o tym nie przypomnieliśmy sobie we właściwym czasie, jakim jest porządek pojawiania się myśli , a co za tym idzie - zdarzeń naszego życia?

Teraz, kiedy zapisuję świeże wrażenia z odbytej podróży - uprzytamniam sobie, że prawdopodobnie Manuela Gretkowska w swojej ostatniej książce Podręcznik do ludzi, próbuje rozwikłać podobne problemy. Jej sposób jest bardzo szkolny, ale też dzięki temu bardzo wyraźny. Pamiętamy, jak katowano nas układem trawiennym ślimaka, owada, itd., układem krwionośnym i limfatycznym, oraz układem nerwowym. Gretkowska notuje, że neurofizjolodzy szwajcarscy odkryli enzym, którym układ nerwowy potrafi blokować jakiekolwiek zmiany w swoim obrębie. "Perfidia układu nerwowego jest tym subtelniejsza, że oprócz fizycznych tortur (ból) używa on także perswazji psychicznej. Zmusza nas do pokory i szacunku, a nawet uwielbienia, gdyż to dzięki niemu powstała ludzka inteligencja." Gretkowska mówi o nas, że jesteśmy więźniami układu nerwowego - i zapowiada rychłe uwolnienie z więzienia, bo rzeczeni naukowcy... Ale nie tylko oni, Gretkowska wspomina o innych sposobach ucieczki z więzienia.

Więc być może to, co nazywam podróżą przez pola energetyczne świadomości należałoby nazwać podróżą w głąb układu nerwowego?

Pierwszym narzucającym się wprost doświadczeniem tej podróży jest negatywne nastawienie, wzajemna wrogość dwóch pól, dwóch centrów świadomości. Wrażenie jest takie, że ta nawykowa - średnia świadomość - podróżuje w głąb niższej świadomości. Zmienia się radykalnie odczuwanie czasu - trzysekundowe TERAZ świadomości średniej - napełnia się nonosekundowymi TERAZ świadomości niższej - i ma wrażenie, że pływa w wieczności.

Nagle pojawia się w polu świadomości najpierw obrazek, a później krótki film -

Kiedy ostatnio byłem w Bardo, stanie pośrednim między poprzednią śmiercią a tymi narodzinami, mój los (bo trudno ten gruszkowaty świecący kształt nazywać osobą) naładowany "+" lub "-" podążył odruchowo do ładunku przeciwnego.

Teraz zaczynam rozumieć głębsze powody celibatu mnichów buddyjskich i katolickich , ale czy swoiste karanie ciała, a co za tym idzie jego potępienie i odcięcie się od energii, które ciało pobiera z kosmosu - to słuszna droga?.


Postulat - nauczyć się tego, jak wybierać w Bardo, w stanie pośrednim, albo przynajmniej umieć powstrzymać się od wyboru.

Ta piękna kobieta, w której stronę wtedy podążyłem - to moja dzisiejsza matka.

Gdybym był tresowanym w celibacie mnichem - to powstrzymywałbym się od wyboru. Byłbym do tego zmuszany swoim ładunkiem energetycznym, ale umiałbym tę energię powstrzymać lub przezwyciężyć.

Chciałbym już przejść do następnego rozdziału tej relacji, ale dzwoni w bramce...

Jestem jakby na przejściu granicznym, na lotnisku - ochroniarz mnie wypycha przed sprawdzającą bramkę i mówi - wyjmij wszystko z kieszeni. - Kieszenie mam puste -. No to połknął pan coś takiego, co dzwoni, nasze detektory wyczulone są - i tu ci wymieniają, na co są wyczulone detektory...

Ty mówisz, że niczego nie połknąłeś, oburzasz się, że cię o coś podejrzewają i już karzą, to niehumanitarne, tu jest gorzej niż tam, tam powszechnie już działa kodeks Napoleona, trzeba mieć podstawy do oskarżenia. - No dobrze - prześwietlimy pana. - I prześwietlają. Tryumfujesz. - I nic. - Rzeczywiście nic - no to niech pan przejdzie. Dalej dzwoni.

- No widzi pan, nie możemy. - Róbcie tomograf, jakiej wielkości przedmioty...

- Tu nie chodzi o przedmioty, pan - metaforycznie mówiąc - jest ciągle naładowaną baterią, a tędy mogą przechodzić tylko baterie rozładowane, baterie naładowane - jeśli chcą tędy przejść, muszą się rozładować.

Czy możecie mi to pokazać na waszych przyrządach, czy też waszymi oczami.?

Owszem, mogą. Rozładowanie polega na tym, że każdy ładunek "-" został zneutralizowany "+", albo na odwrót, ci ludzie połączyli się z ładunkiem przeciwnym. Ten niepojęty proces energetyczny świadomość średnia nazywa miłością.

Słowo miłość jest nieprecyzyjne, bałamutne, wiem co to jest miłość tylko wtedy, kiedy nie pytam o to, co to jest miłość.

Język oddalił się od przedmiotów, które oświetla świadomość. Przypomina mi się Wittgenstein i Szkoła Wiedeńska - nie możemy ukarać języka tzw. kryterium prawdy. Miłość jest wg Szkoły Wiedeńskiej słowem bez sensu.


I nagle widzę, że w stanie pośrednim wyznawcy Szkoły Wiedeńskiej idą po społu z mnichami, jedni z drugimi przez całe życie walczyli, a teraz widać, że są z jednej energetycznej gliny,

Na czym polega istota ich "sukcesu" - to czego nie widzę u mnichów, dostrzegam u Szkoły Wiedeńskiej, i na odwrót - wytresowali się na to, że jedni wygasili żądze, inni zdania bez sensu, zepchnęli je na inną polową płaszczyznę, są pozornie rozładowani, ale zaraz po przepuszczeniu przez pierwszą bramkę, są kierowani na lewo na elektrowstrząsy, które najpierw obudzą uśpiony ładunek, przemieszczą go na właściwą płaszczyznę i całą osobę cofną do punkt wejścia. Jeden krok do przodu, dwa kroki do tyłu - jak mówią Chińczycy.

Rzecz w tym, żeby wygasić swój ładunek poprzez połączenie go z innym, w alchemii mówi się o mistycznym małżeństwie, coincidentio oppositorum.

Czy da się to jakoś przełożyć na małżeństwo ziemskie?

Warunek pierwszy - tzw. partnerstwo, oba ładunki są równorzędne, a cała tradycja kulturowa jest w dominacji mężczyzn, tradycja chrześcijańska wyraźnie mówi, że Bóg kobietę stworzył drugą, wprawdzie nieraz przed tą, i tak nieposłuszną później, Ewą, pojawia się jakaś tajemnicza Lilith, ale to przecież jakiś damski demon, witkacowski kobieton.

Kobiety w sytuacji przedrozwodowej lub rozwodowej posługują się takim argumentem - ja nie mogę być kobietą przykrojoną do twoich wyobrażeń o kobiecie, skąd ty takich wyobrażeń nabrałeś, gdybym o tym wiedziała, to bym za ciebie nie wyszła.

Ba, gdybym wiedziała! Wiedziałaś, przypomnij sobie, lecz coś innego przeważyło szalę w chwili wyboru. Złe wyznawałaś wartości - kochaneńka - trzeba wybierać sercem - mówi wróżka, albo trzeba było wybierać rozumem - to też mówi wróżka - tyle że innym.

Ale gdzie my w ogóle jesteśmy? Tam Bardo, tu wróżka? Mistyczne małżeństwo?

Jesteśmy w podróży w głębi układu nerwowego.

Adam Mickiewicz w niedokończonym wierszu Widzenie tak opisał wrażenia z podobnej - jak się wydaje - podróży:

Stały otworem ludzkich serc podwoje,
Patrzyłem w czaszki jak alchemik w słoje,
Widziałem, jakie człek żądze zapalał,
Jakiej i kiedy myśli sobie nalał,
Jakie lekarstwa, jakie trucizn wary
gotował skrycie.

Nie zapominaj się, nie szalej - dana ci została możliwość - często też mówi się: łaska - wglądu w poziomy rzeczywisto-świadomości, nie masz wiele czasu na pozostawanie tu i zmienianie czegokolwiek, a poza tym, kiedy wrócisz do świadomości przyzwyczajeniowej - to wyniesiesz sobie na powierzchnię powód do jeszcze głębszej wrogości, do jeszcze większego napięcia między poziomami świadomości.

Zaproś więc swoją świadomość średnią, żeby zwiedziła możliwości, intencje, cele, skarby tej świadomości, która rozciąga się stąd aż do stanu pośredniego, a którą nazywamy niższą.

Świadomość średnia jest zawsze ciekawa, musi tylko pokonać swoje odruchowe lęki, uprzedzenia, przekonanie, że ma coś ważniejszego do zrobienia.

Stało się, świadomość średnia przyjęła zaproszenie, lecz po chwili świadomość, która ją zaprosiła już tego żałuje, bo ten gość jest krzykliwy i gadatliwy, wciąż zadaje pytania i to głupie pytania, wystarczy przecież spojrzeć, żeby wiedzieć.

Więc świadomość niższa prosi średnią - ucisz się, masz oczy do patrzenia, uszy do słuchania, rozum do myślenia, nos - do wąchania, korzystaj z tego w pełni i nie nudź. Jesteś jak małe dziecko, któremu wydaje się, że dorośli wiedzą wszystko.

A my nie tylko nie znamy już żadnych odpowiedzi, ale także zapomnieliśmy, jak pytać.

Pojawia się następna sekwencja - tamci mnisi kroczący przez Bardo po społu z logikami ze Szkoły Wiedeńskiej - musieli wywołać pytanie:

Czym różni się spowiedź od psychoanalizy?

Żeby móc przystąpić do spowiedzi, to trzeba być wyposażonym w odpowiedni przyrząd - tym przyrządem jest sumienie - sumienie to jest mniej więcej to, co u Freuda nazywa się super ego, co jest naszym rodzicem, wewnętrznym strażnikiem wedle innego modelu psychologii. Super ego zdobywamy w procesie wychowawczym, rodzimy się id, dzieckiem. W spowiedzi wyznajemy grzechy, które popełniliśmy wobec super ego. Dlatego rozgrzeszenie przywraca nas do stanu łaski, super ego spogląda na nas łaskawym okiem.

Psychoanaliza namawia nas do tego, żebyśmy zostali dorosłymi, którzy mają swoje własne ego, żebyśmy przestali być wreszcie dziećmi. Do spowiedzi przystępujemy wtedy, kiedy super ego wyraźnie mówi, co jest grzechem. Do psychoanalityka idziemy wtedy, kiedy jesteśmy pogubieni i przestajemy wiedzieć o co nam idzie. Psychoanalityk - niezależnie od szkoły, z jakiej się wywodzi - będzie wzmacniał, rozszerzał, rozciągał świadomość naszego ego. Głos naszego id, dziecka jest przez ego postrzegany jako sny, marzenia, nieokreślone tęsknoty.

To dlatego bohater Blaszanego bębenka Guntera Grassa nie chciał dorosnąć. To dlatego ta realistyczna powieść z jednym elementem nadrealnym lub onirycznym robi na średnim ja takie wrażenie. Ciekawe, że proza jest lepsza niż film do tego typu przekazu.

Gdzie utknęliśmy w naszej podróży?

Wciąż stoimy przed pierwszym przejściem, pierwszą bramą stanu pośredniego.

Strażnicy-ochroniarze zadają pytania -. czy miałeś wypadek samochodowy, czy jesteś turystą zwiedzającym swoją przeszłość, czy jesteś turystą psychodelicznym, czy jesteś turystą medytacyjnym, czy jesteś poetą-wizjonerem, czy jesteś szamanem -

czy umarłeś?

Teraz ty możesz im zarzucić, jeśli musisz cokolwiek zarzucać, że są ślepi, bo przecież nie umarłeś, jesteś tu wizyjnie. No to nie zatrzymuj się - mówią strażnicy - wal dalej, jako zwiedzający wizjoner masz prawo przekraczać wszystkie granice, tylko rozładuj się, zdejmij pancerz, zresztą nie będzie ci potrzebny, bo nikt cię nie zaatakuje - i strażnicy radzą ci, żebyś zdjął pancerz swojego charakteru. To dlatego Chrystus mówił, że ci wejdą do Królestwa, którzy będą jak dzieci.

Całe to tak dramatyczne dla świadomości średniej zdarzenie - jest wyprawą na poziom świadomości niższej. Mity, baśnie, przekazy, sny będą pokazywały ten poziom jako zejście do jaskini, wejście do świata podziemnego.

Kiedy jesteś w stanie świadomości niższej, możesz pytać I-cingu czy kart Tarota.

Kiedy zjawiają się pytania, wątpliwości - tam także zjawiają się działania, osoba się porusza, możliwa staje się zmiana. Biedny może stać się bogatym, bogaty może stać się biednym - i obaj nagle zobaczą, że nie o to chodziło. Mogą więc działać i zmieniać się dalej. Ale to możliwe jest tylko wtedy, kiedy przynajmniej został zawarty traktat o nieagresji między twoim niższym i średnim ja, kiedy zaczyna się proces porozumienia, zrozumienia, partnerstwa, który może się zakończy kiedyś małżeństwem. Czy to jest to mistyczne małżeństwo, o którym mówią alchemicy i mistycy?

Żeby przekroczyć pierwszą bramę stanu pośredniego, żeby wyzbyć się charakterologicznego pancerza, żeby świadomość średnia mogła bez przeszkód korzystać z możliwości świadomości niższej - musi dokonać się to, co tak obrazowo przedstawiło się w tej podróży wewnętrznej - zaślubiny mężczyzny z kobietą, kobiety z animusem, mężczyzny z animą, plusa z minusem. Ślub ten musi się dokonać na planie wewnętrznym - a na planie ziemskiej codzienności obserwować będziemy jego błogosławione skutki.


Był czas, że pisanie takich artykułów jak dwa poprzednie i ten, który teraz piszę uznałbym za zawracanie kijkiem Wisły. Liczyła się wówczas tylko bezpośrednia praktyka, praktyka zen. A im bardziej zagłębiałem się w praktykę, tym bardziej przeszkadzały mi opisy stanów wewnętrznych - ponieważ siedząc w zen mimo woli czegoś się spodziewałem, na coś czekałem. Okazało się, że z tego najtrudniej oczyścić umysł i trzewia.

Równocześnie ciągle potrzebne były impulsy do podtrzymywania praktyki, do tego, żeby poza sesjami, grupowymi siedzeniami - codziennie siedzieć przynajmniej godzinę i nie odwalać tego byle jak, rytualnie, nie przysypiać. Czytanie pism nauczyciela, rosiego Kapleau, było z pewnością takim impulsem podtrzymującym. Oraz więź, serdeczna przyjaźń z grupą praktykujących. I marnej jakości zdjęcia starych mnichów z Indii, Tybetu, Japonii, Chin - ich niebywałe spojrzenia, spokój i naturalność twarzy.

Swoim dotychczasowym znajomym i przyjaciołom, którzy sądzili, że mi po prostu odbiło, bo skończyłem wówczas 33 lata, byłem w niebezpiecznym ponoć dla psychicznego zdrowia "chrystusowym" wieku - opowiadałem taką oto, bardzo zresztą prawdziwą, historyjkę - sen na jawie - chodzę po zrujnowanym mieście, tu i ówdzie w tych ruinach mieszkają ludzie, niektórzy z nich mieszkają nawet w pałacach, ale dla mnie to wszystko jest bez sensu, w ruinach szukam jakiejś energii, jest tu wiele pozrywanych kabli, jakieś rury - ale wszystkie są puste i martwe, chodzę, dotykam, szukam - i nagle łapię już tysięczny bodaj zerwany kabel - i jak mnie nie rąbnie! Jest! TU coś jest.

Ten wrzask porażenia był potężniejszy, niż to, że ziściła się jakaś wciąż tląca się we mnie nadzieja.

Jeśli spotykam więc teraz młodych - lub już nie młodych - fanatyków różnych praktyk, którzy z ogniem w oczach, ustach i gestach opowiadają o swojej drodze - to wiem, że niedawno dotknęli swego energetycznego kabla.

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)