Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 listopada 2011

Jarosław Markiewicz

e-tom: Gazeta badawcza

Gazeta Badawcza część 6.
Początek praktyki, góry i doły



Gazeta Badawcza (1998)

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



Początek praktyki, góry i doły

Świadomość jest energią, co do tego nikt nie ma dzisiaj wątpliwości. Dyskusje budzi natura, właściwości tej specyficznej energii; tego dotyczyły poprzednie szkice. Energia świadomości przejawia się w polu ludzkiego ciała i wówczas mówimy o osobie. W tej chwili uznaje się, że osoba ludzka przestaje istnieć, kiedy na monitorze rejestrującym pracę mózgu (który utożsamiany bywa ze świadomością) pojawia się fala płaska.

Jedni badacze twierdzą, że mózg (czy w ogóle cały organizm) ludzki jest wytwórcą świadomości, Drudzy, że jest odbiorcą świadomości i swoistym jej użytkownikiem. Przedstawiam tutaj z grubsza tylko skrajne stanowiska.

Z moich doświadczeń i badań wynika, że te przeciwieństwa nie są istotne, osoba rejestrująca u siebie świadomość nie jest świadoma jej pochodzenia, jej własna projekcja udaje wiedzę - istotne jest natomiast to, że występuje świadomość świadomości.

Graficznie można by to przedstawić tak - w polu mojej osoby przebiega wiele wyróżnialnych fal świadomości - fale a, b, c, d, e, f..., fale te działają w swoich polach. Świadomość, którą nazywam "ja", a która w historii mojej osoby powstaje później niż inne fale, staje się w określonym momencie czasowym świadkiem fali np. b - i wówczas mam wgląd w terytorium B. Wgląd ten jest zafałszowany, ponieważ fala "ja" nie jest tożsama z falą b.

Zilustrujmy to - śpię, znaczy to, że fala "ja" nie jest świadoma siebie, śpiąc śnię, śnienie oznaczam falą c. Budzę się, uprzytamniam sobie, że śniłem - zaczyna działać fala "ja", ale nie mogę w całości dotrzeć do fali c, bo jestem już w innym czasie, docieram więc do terytorium C, czyli tam, gdzie wibrowała fala c, ale terytorium to przedstawia się fali "ja" zawsze niezbyt wyraźnie.

Castanada ustami Don Juana naucza, jak w czasie, kiedy wibruje fala c, dostrajać do niej falę "ja", czyli śnić świadomie.

Gurdżijew, który falę "ja" traktuje także jak śnienie, naucza jak wzmacniać falę "ja" dodatkową energią uwagi "ja". Uspieński, który relacjonuje naukę Gurdżijewa, używa przy tym zwrotu "pamiętaj, że jesteś", czy "wiedz o tym, że jesteś". Mahariszi z Arunaczali proponował po prostu świadomość "jestem jestem".

Żeby wykonać zalecenie Castanedy, Gurdżijewa czy Maharisziego - musimy najpierw całą naszą uwagę skupić na tym obszarze, w którym wibruje fala ja, oraz pojawiają się ślady lub obrazy innych fal - obszar ten bywa nazywany jaźnią.

Od rozpoznawania jaźni, czyli tego obszaru, gdzie zjawiają się wszelkie wyobrażenia i doznania - zaczyna się każda rzeczywista praca z energiami.

Niektórzy adepci zen mówią na przykład, że nauczyli się odróżniać swędzenie od myślenia. Brzmi to humorystycznie - a nie jest wcale łatwe.

Bo żeby zacząć rozpoznawać terytorium jaźni - trzeba najpierw na tym terytorium się znaleźć. I wtedy już stosunkowo łatwo jest odróżnić bodźce ze skóry od procesów myślenia.

Wielokrotnie w ciągu dnia, zasypiając, budząc się, prowadząc samochód, czytając poezje, uprawiając seks (wtedy raczej tuż po) czy nawet oglądając telewizję, bywamy sporadycznie i krótkotrwale na terytorium jaźni. Ale możemy nauczyć się bywać tam metodycznie, a wtedy możemy na tym terytorium pracować.

Kiedy zaczynałem praktykę zen , nie bardzo wiedziałem, o co mi chodzi. Chciałem poznać "mechanizm" umysłu. Stosowałem się do zaleceń nauczyciela - i pierwszym efektem było coś, co dzisiaj określiłbym jako "wirtualne wspomnienia" lub sny na jawie.

Siedziałem już kilka dni przed białą ścianą - i dalej siedząc przed białą ścianą - na dużej przerwie w szkole podstawowej kupowałem w szkolnym sklepiku cukierki raczki, niepokoiło mnie, czy nie będzie klasówki z matmy i czułem zapach włosów dziewczyny, która stała przede mną. Oglądałem wirtualny film dokumentalny własnego umysłu. Nie miałem wątpliwości, że sytuację, którą oglądam, przeżyłem, jednak jej intensywność teraz była znacznie większa. Wizja wygasła, a ja miałem wrażenie, że odkryłem jakąś nieznaną mi dotąd właściwość umysłu. Próbowałem wywoływać wizje z pamięci - owszem - pojawiały się, ale nigdy nie osiągały intensywności i prawdziwości tamtej wizji.

Wracałem do zaleconej przez nauczyciela praktyki - i za jakiś czas wyskakiwała następna wizja, z zupełnie innego okresu życia. Były to sytuacje nic szczególnego nie znaczące, miałem pięć czy sześć lat i brnąłem w śniegu, miałem kilkanaście lat i patrzyłem z okna pociągu na las. Do końca tego seszin obserwowałem kilkanaście takich wizji i nie potrafiłem znaleźć żadnej zasady, żadnego klucza ich zjawiania się.

Nie będę rozwijał terez tego tematu, przywołałem go dla opisowego zdefiniowania tego, co nazwałem "terytorium jaźni".

Skończyło się seszin, wróciłem do "normalnego życia" i zorientowałem się, że tamtemu "terytorium jaźni" odpowiada tu coś, co określiłbym jako "osobistą świadomość".

W "normalnym życiu" muszę polegać na swoich rozpoznaniach kolejno zjawiających się sytuacji, czyli na "osobistej świadomości" - a nie jakiejś innej, społecznej, religijnej, kulturowej, pokoleniowej, narodowej, europejskiej, etc. Od razu też zobaczyłem, ile w mojej "osobistej świadomości" tych innych świadomości i obszar mojej osobistej świadomości zaczął się dziwnie kurczyć.

Nie mam innego pewnego punktu odniesienia - poza własnym wizyjnym doświadczeniem. Innymi słowy, każdy z nas jest jedynym specjalistą od samego siebie.

Kiedy dokonujemy tego odkrycia - jesteśmy prawdziwie samotni. Nie ma się czym rozczulać.

Równocześnie bowiem wgląd w jakąkolwiek rzeczywistą falę energii naszej świadomości daje nam wiedzę o tym, że każda fala ma wielu uczestników - innymi słowy wszystkie energie naszej świadomości nie są naszą osobistą własnością, odnosi się to zresztą do wszystkich innych energii. Możemy być właścicielami instalacji elektrycznej w naszym mieszkaniu, płacimy za zużycie energii - i to jest właściwe określenie z punktu widzenia "ja" - jesteśmy użytkownikami energii i niczym więcej.

Ta faza przytomności umysłu w wielu tradycjach - zwłaszcza religijnych - bywa nazywana pokorą.

Pokora - jeśli tylko jest skuteczna - potrafi być bardzo słodka. Wówczas bowiem wydostajemy się z niewiedzy, niepokoju o nasz byt czy los - i mamy wrażenie, że zajęły się nami potężniejsze siły, boskie.

Jest to jeden z najprzyjemniejszych momentów praktyki - lecz nie możemy się bez reszty pogrążyć w boskim, Przyroda najwyraźniej składa się z energii przeciwstawnych. I kiedy dotarliśmy do jakiegoś Boga, wcześniej czy później dotrzemy także do jakiegoś Demona, Szatana, zależy to od naszego kulturowego wyposażenia. Większość chrześcijańskich świętych, sam Chrystus, a także Budda Siakjamuni, przechodzili przez tę fazę praktyki.

Nie jestem jeszcze w stanie "zobiektywizować" własnych doświadczeń z tej fazy, posłużę się więc przypadkiem Edwarda Stachury, genialnego pisarza, który miał odwagę bez osłonek relacjonować swoje przeżycia.

Na początku 77 (roku) straciłem bezboleśnie Wszystko. Wkrótce potem otrzymałem nowe Wszystko. Byłem na wielkiej górze. Trwało to ponad dwa lata. Wtedy się napisało Fabula rasa (rzecz o egoizmie) oraz drugi tekst pod tytułem Oto. Mówię: się napisało, a nie: napisałem, bo to tak jakbym nie ja to napisał, ale ktoś inny. Ten ktoś inny nazwał siebie człowiekiem-nikt. Ja nim byłem i zarazem nim nie byłem. Nie mogę tego inaczej powiedzieć.

W Pogodzić się ze światem znajdujemy rozproszone fragmenty odnoszące się do tamtych zdarzeń, tamtych niezwykłych chwil. Stachura rozdał pieniądze potrzebującym, potem zaczął rozdawać rzeczy, dał komuś nawet swoją ukochaną gitarę-towarzyszkę, potem zostawił otwarte mieszkanie na Rębkowskiej i ruszył przed siebie. Na przejeździe kolejowym w Bednarach rozwibrowany umysł Stachury zobaczył nadjeżdżającego smoka-potwora i umysł nie miał najmniejszych wątpliwości, że trzeba tego smoka pokonać i że jest w stanie to zrobić - jedyny błąd umysłu polegał na tym, że automatycznie polecił to wykonać ciału - i miało tu miejsce jedno z najdziwniejszych zdarzeń, nie odnotowanych w księgach. Ciało napadło na pociąg, pociąg zareagował rycersko - jak tylko mógł, pokonując siłę bezwładności swoimi hamulcami - ale siła bezwładności była większa, Ciało dostało się pod pociąg, ale wtedy zadziałała najpotężniejsza ze wszystkich sił, nazywana przez nas enigmatycznie Nieświadomością - i Sted stracił w tym zderzeniu tylko cztery palce prawej ręki, co bezsprzecznie należałoby zapisać - biorąc pod uwagę straszliwe okoliczności - po stronie cudów. .

Na długo przed zderzeniem z pociągiem musiał Stachura wejść w Odmienny Stan Świadomości, stracić wszelką władzę nad wehikułem zwanym Świadomością i z prędkością zbliżoną do prędkości światła zanurzyć się w Nieświadomości, innymi słowy wyzbył się rozumu i wystawił się na doświadczenie nieznanych energii.

Te energie w wielu kulturach przybierają postać bogów, w naszej właściwie także, ale żyjąc w dyktaturze wciąż walczącego moneteizmu, do świadomości docierają pod postacią demonów, energii kosmicznych, energii pól, itp.

W Pogodzić się ze światem pod datą 5 czerwca 1979, po dwóch miesiącach od tamtych zdarzeń, możemy przeczytać o tym, że Stachura został ukrzyżowany, następnie umierał i zmartwychwstawał kilkakrotnie, mówił głosami różnych ludzi, utracił zdolność mówienia, został podzielony na lewą i prawą stronę. Trzeba podkreślić i wielokrotnie powtarza to Stachura, że wszystko to było realne, bolesne, nieprawdopodobnie realne i nieprawdopodobnie bolesne.

Jung pisze:" Każda istotna treść psychiczna, która traci wartość i ginie dla świadomości, z drugiej strony znajduje swą kompensację w nieświadomości. Proces ten przebiega zgodnie z podstawowym prawem zachowania energii, albowiem również nasze procesy psychiczne są procesami energetycznymi."

To spostrzeżenie Junga oraz treść Oto uprzytamniają nam, dlaczego Stachura był krzyżowany, dlaczego umierał i zmartwychwstawał - czyli doznawał tego samego, co Chrystus - ale nie poczuł się Chrystusem - więc proces krzyżowania, umierania i zmartwychwstawania się powtarzał. To co nie zostanie przyswojone, skonsumowane, a w końcu jakoś zrozumiane przez świadomość - wraca do Nieświadomości, a męczarnie z tym związane są mniej więcej takie, jakby ktoś próbował wody Niagary transportować z dołu z powrotem do góry.

Rzecz jednak w tym, że Stachura chce doświadczać Boga bezpośrednio, bez osłonek. I to pragnienie Stachury zostaje straszliwie spełnione. Brak kościelnego wyznawania wiary powoduje, że przeżywa chrystusowe męki, bo tymi archetypami jego nieświadomość jest wypełniona - ale nie może utożsamić się z Chrystusem ani jako zwykły, podręcznikowy niemalże szaleniec, ani jako najgłębszy z możliwych wyznawca - bo nie może schronić się w dogmat, przystąpić do sakramentów, modlić się, odmawiając uświęcone modlitwy - bo wszystko to jaźń Stachury, jego człowiek-nikt postrzega jak strój, jako coś, co oddziela go od Boga.

Zostawmy już jednak te chrystusowe męki Stachury i zajmijmy się następnymi. Został podzielony na stronę lewą i prawą, oraz zamienił się w pół-kobietę i pół-mężczyznę. Inaczej mówiąc - zrealizował w sobie, na gruncie europejskim, alchemiczny ideał obojnactwa, ale nie rozpoznał tego. Gdyby był Hindusem, wiedziałby, że hinduscy święci, po przemianie świadomości polegającej na bezpośrednim doświadczeniu Boga w sobie, także stają się obojnakami.

Następnie Stachura spotyka w głębi swojej nieświadomości kogoś potężnego, niesłychanie potężnego i inteligentnego, i błaga go o niemotę, bo już nie może z nim mówić, a następnie błaga go, żeby go zabił, a tamten pomaga mu "umrzeć", manipulując oddechem, ustami, dziurkami od nosa, uszu i pozostałymi otworami. I Stachura dalej nie jest w stanie rozpoznać tych wizji.

W Tybetańskiej Księdze Umarłych możemy przeczytać, że w stanie pośrednim wieją karmiczne wiatry, nad którymi umieją zapanować tylko ci, którzy wiele żywotów spędzili na rozpoznawaniu swego umysłu. Stan nagłego wylewu nieświadomości, zwany też czasami stanem obłędu, jest właśnie stanem pośrednim.

W stanie pośrednim zjawiają się najpierw bóstwa łagodne i opiekuńcze, i uczą doświadczającego; jeśli doświadczający nie jest w stanie przyjąć nauk, zjawiają się bóstwa groźne - i doświadczający zmuszony jest uciekać, a ucieka tam, gdzie może uciec, czyli tam, gdzie gna go jego karma, jego los.

Zatrzymałem się tak długo na niebezpieczeństwach i przeszkodach, które mogą wystąpić w praktyce, przecież nie po to, żeby kogokolwiek straszyć czy odstręczać.

Waltowi Whitmanowi, żywiołowemu optymiście, nie przydarzyło się nic podobnego, co Stachurze. Stan "kryzysu" czy "pokory" objawił się Whitmanowi w następującym wierszu:


Do zwierząt mógłbym powrócić i żyć z nimi, tak są spokojne i zadowolone,
Długo patrzę na nie i widzę, że ani nie wysilają się, ani nie płaczą nad życiem swoim,
Nie leżą bezsennie w ciemności i nie opłakują swoich grzechów,
Żadne z nich nie jest niezadowolone i żadnego nie ogłupia żądza posiadania rzeczy,
Nikt tam nie klęka przed drugim, ani przed przodkiem swoim sprzed tysiąca lat,
Poprzez całą ziemię nie masz tam nikogo czczonego i nikogo nieszczęśliwego...


Odwiecznym motywem komedii jest wyniesienie "biedaka" na "króla"; śmiejemy się z nawyków biedaka, które nie pasują do jego królewskiej kondycji. Oczywiste, że jeśli jakaś sytuacja jest dla nas śmieszna, to znaczy, że nas wewnętrznie dotyczy, chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy - u biedaka w roli króla dostrzegamy ciążący mu jak kula u nogi jego stary światopogląd i stare nawyki.

Świadomość dla podtrzymania swojego istnienia potrzebuje energii. Jak dotąd nikt nie zmierzył, ile energii potrzebuje jednostka, żeby podtrzymywać i rozwijać swoją świadomość. A ile energii potrzeba, żeby zmienić, przeprogramować świadomość?

Sposób pobierania energii - to właśnie nawyki w postępowaniu, przywiązanie do jakiegoś sposobu i trybu życia. Im wcześniej w życiu dziecka zaobserwujemy wyraźne nawyki, tym mniejsza będzie jego życiowa pula energetyczna.

Energia jest nieograniczona i nieograniczone są sposoby jej pobierania. Jeśli zakończymy eksperymentowanie na sposoby pobierania energii - i przywiążemy się do jakiegoś sposobu - wtedy pobieramy energię przez ten właśnie "otwór" nawyku. Zwykle odkrywamy jakiś sposób pobierania energii - bo dostarcza on niekłamanej przyjemności - zwykle właśnie przywiązanie do przyjemności powoduje nie tyle zwężenie "energetycznego otworu", ile jego niewystarczalność - wówczas pojawia się nuda. Zaczynamy być znudzeni i zmęczeni, świat zaczyna być od nas szybszy, nie nadążamy za czymś, nie dorównujemy czemuś, na coś nas nie stać, okopujemy się przy swoim "energetycznym otworze", na nic nie mamy czasu, zaczynamy być upierdliwi dla otoczenia, podlegamy stresowi, chorujemy, cierpimy na depresję. Etc.

Odwiecznym motywem komedii jest podagryczny staruszek, cały składający się li tylko z nawyków i przyzwyczajeń, który choruje wtedy, kiedy nie ma racji. Jest to "świadomość szefa", która ciągle trwa na mostku kapitańskim tej szalupy, którą podążam przez to życie.

Staruszek cierpi, zadręcza swoimi cierpieniami otoczenie - i nagle w zasięgu tego utrapieńca pojawia się młoda, piękna dziewczyna. Podagryk zwykle początkowo wobec starego otoczenia gra starą rolę - wobec młodej dziewczyny stroi się w inne pióra. To nas zwykle bardzo śmieszy, zwłaszcza jego pomyłki. Warto powtórzyć - jeśli jakaś sytuacja jest dla nas śmieszna, to znaczy, że nas wewnętrznie dotyczy, chociaż nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Terapeutyczna rola śmiechu właśnie na tym polega - śmiech jest odtrutką nie tylko na trucizny, które w sobie rozpoznajemy , ale przede wszystkim, na trucizny, których istnienia w sobie nawet nie przeczuwamy. Dlatego śmiechem leczymy choroby aktualne, ale przede wszystkim przyszłe - czyli w rezultacie otwieramy dla naszej osobistej przyszłości terytorium, na którym możemy budować.

1. O co chodzi z tą energią, czyli: Czy jedzenie i picie są niezbędne do życia?2. Rychnowski, odżywianie się eteroidem3. Odmienne, zmienne i niepojęte stany świadomości4. Ciąg dalszy stanów odmiennych i drogi zbawienia5. Stan mistycznego małżeństwa6. Początek praktyki, góry i doły7. Powoływanie szamana, dialog wewnętrzny i podróż przez lustra8. O radości, przyrodzie i próbach medytacji9. Przewodnik po niebach i piekłach świadomości oraz ziemskie zbawienie10. Powrót do Przyrody11. Strach, potyczki i pierwsze wygrane12. Jak przeżyć koniec świata?13. Teoria Złudzeń



x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)