Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 sierpnia 2007

Paweł Brągoszewski

Gdy jeleń zanurkował w zbożu
Relacja z warsztatów szamańskich w Pniewie latem 2005

W upalne lato 2005 roku brałem udział w warsztatach szamańskich w Pniewie. Spis wrażeń z tamtych dni, zanotowany dzień po warsztatach zaginął, ale odnalazł się, dzień po innym spotkaniu w szałasie potu.


Pierwszy dzień - szałas potu. Sauna jest dobra, gorąca i podniosła. Cztery tury z wietrzeniem w przerwach. Intencje, zaproszenia. Otwieram się opornie, ale jednak się otwieram. Przy trzeciej, czwartej turze wpadam w trans, gryzę gałęzie i znalezioną obok nogi szyszkę, podjadam suszone zioła, które miałem sypać na rozgrzane kamienie. Wyczołguję się z sauny i tarzam po ziemi, szarpię zębami trawę. Widzę, jak gwiazdy patrzą na moje parujące ciało.

Drugi dzień - podróże przy bębnie. Wizualizacje przychodzą mi opornie, wizje nie przychodzą wcale, wyobrażenia mieszają się. Czuję, jak coś dobija się do mojej świadomości. Marsz transowy dzieje się naturalnie, tyle razy już byłem w tym stanie podczas wędrówek po górach. Jest wczesny wieczór, idziemy marszem transowym drogą pośród pól. Widzę najpiękniejszy obraz w moim życiu. Młody jeleń skacze przez pole żyta, jak delfin po falującym morzu, zapada się w zboże i za chwilę znowu wystrzela w górę.

Jest upalnie i słonecznie, twarz i ręce spalone słońcem. Noc spędzam przy ognisku z Martą i Tomkiem. Wypijamy butelkę nalewki na śliwkach i zapadam w mocny sen.

Trzeci dzień - groby. Kopaniu grobów towarzyszy groteskowy i absurdalny nastrój, potęgowany przez rozmowy. "Zrób mi zdjęcie w grobie, ja zakopię ciebie, a mnie zakopią potem". Wieczorem wchodzę do grobu zabierając bęben. Widzę i słyszę, jak Wojtek sypie solidne porcje ziemi na mój grób.

W ciemności i ciszy czuję wrażenia z ogłupiałego ciała. Rozmawiam z Ziemią, przychodzą wizje, liczne, mocne, uderzające... Więcej nie mogę napisać. W końcu zasypiam, a potem budzę się w ciemności i czuję, że to koniec. Przebijam się głową przez pokrywę grobu i wystrzeliwuję na powierzchnię. W dole spędziłem cztery godziny.

Czwarty dzień - chodzenie po ogniu. Wydaje mi się dziecinną sztuczką, nie biorę tego poważnie. Szukamy zwierzęcia mocy i przychodzi do mnie niedźwiedź. Czy to za potężne zwierzę dla mnie? Przed wejściem na rozżarzone węgle czuję pulsowanie adrenaliny w szyi. Ogień łagodnie karze mnie za brak koncentracji, ale przechodzę po ognistej ścieżce kilka razy.

Dzień piąty. Podróże przy bębnie, wizualizacje. W środku dnia jedziemy wykąpać się w rzece, wskakujemy do niej w ubraniach i pływamy bezładnie jak kloce drewna. Wystawiam rękę i przemawiam do ważek, które zlatują się i siadają na dłoni kręcąc głowami. Jestem absolutnie szczęśliwy.

Wieczorem druga i ostatnia sauna. Mocna, bardziej gorąca niż pierwsza, ze szczerymi życzeniami i przemowami. Zaczynamy wczesnym wieczorem, w przerwach na wietrzenie widzę ciała ściśnięte w ciasnym kręgu. Przez parę i półmrok patrzę (a może tylko mi się wydaje?) na pełne piersi, spocone, gładkie biodra i wydepilowane łono siedzącej obok mnie. Bez napięcia seksualnego, bez żądzy. Nasz pot miesza się i wsiąka w Ziemię.

Potem wypełzam na dwór i tarzam po trawie, brudząc się niemiłosiernie. Podążam za impulsem i drugi raz wchodzę do sauny żeby się dogrzać, gdzie spotykam resztę "mojej grupy": Martę i Tomka. Tomek bębni, a ja wpadam w trans i zaczynam śpiew gardłowy, dziwnie brzmiący w gorącym i wilgotnym powietrzu. W przerwach próbuję złapać oddech i czuję zawroty głowy, ale śpiewam dalej. Do chwili, gdy kamienie wystygną. Wypadam na zewnątrz i tarzam się w piachu aż zalegnę przyklejony do Ziemi, ze wzrokiem w lipcowych gwiazdach. Czuję moc tego świata przepływającą przeze mnie jak fale gorącej wody.

spisane 5 lipca 2005

odnalezione 6 sierpnia 2007

Paweł Brągoszewski
bragoszewski@gmail.com





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)