zdjęcie Autora

16 lipca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Gdzie naprawdę byliśmy (2) Komisja Śledcza dla Dusz

Kategoria: Twórczość

« Gdzie naprawdę byliśmy? (1) Gdzie naprawdę byliśmy (3) Techniki manipulacyjne dla dusz. »

         Po przeczytaniu książki Betty J. Meade powstał we mnie zamiar napisania opowiadania „Komisja Śledcza dla Dusz”. Były to czasy powoływania rozmaitych komisji śledczych i moją uciechę budziło ustalanie śledczych rytuałów podobnych Wielkiej Inkwizycji (uwspółcześnionych oczywiście) zaopatrzonej w rozmaite komputery o ekranach na całe ściany lub hologramy, a także obraz tłumu reporterów z futrzakami opatulającymi mikrofony i tak dalej.

         Zaczęłam więc widząc w wyobraźni siebie postawioną przed taką komisją, pozbawioną wsparcia dokumentów, świadków, odniesień i wszystkiego tego co utwierdza człowieka w jego zakorzenieniu w rzeczywistości. Zaczęłam pisać:

         „Końcówka była całkiem banalna, nic nadzwyczajnego. Żaden tunel i żadna światłość na końcu. Ot, po prostu przystanek na peryferiach miasta. Taki wredny, z przezroczystym daszkiem, przez który przenikało słońce prażąc i parząc. Świat zawirował, ciało nie dające się estetycznie i porządnie ułożyć, trafiło w ogryzioną ławkę, a zęby w wyłamany przez kogoś jej szczebel. W końcu nos wylądował w psiej kupie, a torebka ze stówą właśnie wziętą z bankomatu potoczyła się na pasiaste przejście dla pieszych, gdzie pewien młodzian, nie nawykły do zatrzymywania się przed przechodzącymi na przejściu starymi babciami na wymarciu, tym razem zatrzymał się i pochwycił zdobycz. Stówę zostawił sobie, resztę wywalił na skrzyżowaniu, gdzie po jakimś czasie zgarnęła to śmieciarka.

         W ten sposób Emilia trafiła przed Komisję Śledczą dla Dusz, pozbawiona swojej inwalidzkiej renty, dokumentów ubezpieczenia, dowodu osobistego, którego ważność niebawem miała się skończyć i resztek pewności siebie, nabytej w czasie pertraktacji z Opieką Społeczną, której meandry procedur poznała lepiej niż każdy zatrudniony swoje stanowisko pracy. Z charakteru była perfekcjonistką.

         Na początek trafiła do poczekalni. To się rozumiało samo przez się, że nic bez czekania się nie obejdzie. Ważne było kogo pozna w Poczekalni”.

         No i utknęłam. Postanowiłam wesprzeć się dokumentami źródłowymi. Niestety, kopiowałam z internetu to i tamto bez ładu i składu i zapisywania źródeł, czego niewymownie teraz żałuję. Chciałam tylko ustalić jak wygląda taka Komisja, czy istotnie zasiada przy stole w kształcie nerki i jakimi urządzeniami audio-wideo się posługuje.

         W mojej pamięci tkwiło jeszcze sugestywne opowiadanie autora, którego nie zapamiętałam, opisującego egzekucję pewnego więźnia przez powieszenie. Więzień ów przeżywa całe swoje życie w mgnieniu oka, sznur się urywa, on spada, ucieka, wraca do rodziny, żyje długo i szczęśliwie, a na końcu okazuje się, że wcale sznur się nie urwał, więzień nie spadł i całe jego dalsze życie to projekcja mózgu pozbawionego dopływu powietrza.

         Pomysł na opowiadanie rozwiał się w powietrzu (choć został skopiowany przed wycięciem na jakąś płytę z archiwum dysku) i pozostałby bez wewnętrznego odzewu, gdyby nie skopiowane razem z nim materiały z internetu. Niestety, nie zapisałam adresu, ale i tak jest to bardzo ciekawe.

         Tekst jest rozmową jakiegoś doktora N z kobietą przeżywającą „życie po życiu”. Czytam:

„Nadszedł długo oczekiwany przeze mnie moment. Mam spotkać się ze Świętymi. Moja przewodniczka Linii zabiera mnie z mojej klasy i prowadzi długim korytarzem. Mijamy licz­ne sale lekcyjne. Docieramy do innego miejsca, gdzie znajdu­je się większy korytarz, wzdłuż którego stoją marmurowe ko­lumny. Ściany są wyłożone czymś, co przypomina różnokoloro­we panele z mrożonego szkła. Słyszę delikatną muzykę graną przez instrumenty smyczkowe oraz chóralny śpiew. Światło jest przyćmione, o złotawym odcieniu. Wszystko to działa bar­dzo odprężająco, wręcz zmysłowo, jednak mimo to odczuwam lekki niepokój. Wchodzimy do atrium wypełnionego piękny­mi roślinami i fontannami słodko szemrzącej wody. To pocze­kalnia. Po kilku chwilach przewodniczka Linii wprowadza mnie do okrągłego pomieszczenia z wysoko sklepionym sufitem. Przezierają prze­zeń promienie światła. Święci zasiadają za długim, półkolistym stołem. Zatrzymuję się na środku pokoju, naprzeciw stołu, zaś przewodniczka  Linii staje za mną, po lewej stronie. W takim oto­czeniu wyższa Obecność może skutecznie skupić swoją energię świetlną na odbywających się w dole obradach”

         Doktor N prowadzi dyskusję z kobietą, zapewne prowadzi ów eksperyment pod hipnozą:

Dr N. - Wyjaśnij, proszę, w jaki właściwie sposób Jerome poma­ga ci stojąc po twojej lewej stronie.

P. - U większości ludzi lewa strona jest sztywniejsza niż prawa. Jerome pomaga mi w odbiorze energii dochodzącej do mnie z pra­wej strony, blokując myśli, które mogłyby uciekać stroną lewą.

Dr N. - Czy to znaczy, że twoja aura energetyczna jest dziurawa jak sito?

P. (śmieje się) - Czasem tak to wygląda - po lewej stronie. Blo­kując myśli, które mogłyby uciec, przewodnik pełni jednocześnie rolę ekranu odbijającego fale myślowe z powrotem w moim kie­runku, co ułatwia mi ich zrozumienie."

         Nadstawiam ucha (oka) jako leworęczna próbując wysnuć wnioski z przytoczonych twierdzeń. Czyżby moja leworęczność wymagała dodatkowego anioła blokującego moje myśli ponieważ nie są Prawomyślne?

         Doktor N snuje swoje naukowe spostrzeżenia:

„Typowy pacjent spotyka na zebraniu od trzech do siedmiu człon­ków Rady. Dusza zaawansowana może stanąć przed obliczem siedmiu do dwunastu Starszych. Nie jest to bynajmniej jakąś niewzruszoną re­gułą, niemniej jednak wydaje się, że im bardziej dusza staje się roz­winięta i skomplikowana, tym większej ilości specjalistów potrzebuje podczas zebrań Rady.”

         Zastanawiam się ilu ja specjalistów będę potrzebowała. Mam nadzieję, że bliżej dwunastu niż siedmiu. A już jako autorka blogu Taraki na pewno zasługuję na ilość optymalną, co najmniej tylu ilu liczy Trybunał Konstytucyjny, niestety, gdy myślę w jaki sposób są wybierani, nie jestem pewna czy ważniejsza jest liczba, czy rok wyboru. Możliwe, że decydująca jest opcja polityczna (czy takie istnieją w Niebie?)

         Potem zapisywałam kolory szat Komisji Śledczej, niestety nie miały one nic wspólnego ze spostrzeżeniami naiwnej Betty:

kolory:

szaty starszych – białe z odcieniami:

- fiolet – sędziowie, mędrcy

- żółty – wsparcie

- purpura – cielesność

- zielony – uzdrawianie

- czerwony – pasja, namietność, intensywność

         W końcu  zaś doktor N daje się wypowiedzieć kobiecie własnymi słowami:

„Wszystkowiedzący trochę mnie denerwują. Usypiają naszą czujność wprawiając nas w samozadowolenie, bo chcą, żeby­śmy im wszystko wygadali. Jasne, że popełniłem dużo błędów, ale to ich wina, że wysłali mnie na Ziemię do ciała, które wpę­dziło mnie w kłopoty. Kiedy skarżę się na Ziemię, nie są ze mną całkowicie szczerzy. Niechętnie udzielają informacji. Powiadam im, że życie zmusza do podejmowania ryzyka, a mój przewodni­czący mówi mi o umiarkowaniu! Powiedziałem mu: „Dobrze ci to mówić, skoro siedzisz sobie tutaj wygodnie i bezpiecznie, pod­czas gdy ja walczę o przeżycie w strefie działań wojennych ",

         I nagle tu cytat naukowca (?), całkiem jak z komunistycznej historii WKPiB:

„Zauważyłem także, że przewodnicy i Starsi potrafią sforsować za­bezpieczenia mentalne mniej zaawansowanych dusz. Czynią tak dla ich dobra. Wiem, że brzmi to złowieszczo. Byłoby to groźne, gdyby miało miejsce na Ziemi. Nasi nauczyciele potrafią również zablokować pewne myśli przed swoimi uczniami, którzy pragną je poznać. Robią to po to, by nie obciążać zbyt młodych dusz koncepcjami, na które te nie są jeszcze przygotowane, zwłaszcza dotyczącymi przyszłości.”

         Jasne, skąd to znam:, „my wiemy lepiej co człowiekowi potrzeba”, tego mnie uczyli w szkole mojego dzieciństwa i tego uczą nadal na krańcach naszego świata.

         Profesor mądrzy się, aż wióry lecą: Snuje jakieś teorie naukawe:

"I. Model zamieszanego kotła. Nowy człowiek (rodzący się lub poczęty) nie kontynuuje osobowości jednej jednostki, która kiedyś zmarła. Czyli nie ma jednego poprzedniego wcielenia. Kontynuuje procesy psychiczne, owszem, ale nie jednej jednostki. Jest tak, że po śmierci człowieka jego procesy psychiczne, więc jego myśli, skojarzenia, wspomnienia, chęci, zamiary, plany, obsesje itd. wędrują do wspólnego kotła w którym się mieszają. Nowo powstająca osobowość zaczerpuje z tego zamieszanego kotła procesy psychiczne, które od tego momentu zaczynają ją konstytuować. Pusty zrazu umysł nowego dziecka zaraża się procesami psychicznymi ze wspólnego zamieszanego kotła.

II. Model anteny. Umysł człowieka działa jak antena, która niekiedy wychwytuje ze świata przekazy procesów psychicznych nie tylko ludzi (lub innych istot) żyjących teraz, ale także z przeszłości. Wtedy powstaje złudzenie, że pamięta się poprzednie wcielenia. To niekoniecznie musi polegać na odbieraniu sygnałów z czyjegoś umysłu - to może być też wchodzenie w rezonans. Musiałby to być taki rodzaj rezonansu, sprzężenia, które działa poprzez czas: rezonans, który kogoś żyjącego teraz sprzęga z kimś, kto żył w przeszłości.

Oba modele mogą "działać", być słuszne także wtedy, kiedy śmierć kończy jakikolwiek świadomy byt człowieka.

Rozważania o reinkarnacji pokazują nam też, jak nasze pojęcia o tożsamości - kto jest kim, kto jest "mną" - są uzależnione od ciała. Kiedy rozważamy sytuacje, gdy człowiek miałby istnieć pomimo utraty ciała, to wszystkie nasze pojęcia o tożsamości rozpadają się w pył

Aha, i jeszcze w ramach zamieszanych kotłów i rezonansów mogą się w naszych umysłach ujawniać (1) równoległe rzeczywistości, (2) pozaziemskie cywilizacje, (3) istoty nie-cielesne i (4) byty bytujące w naszych umysłach jako w swoim środowisku. I jak się w tym rozeznać? Tym bardziej, że różne wpływy z pewnością krzyżują się i wzajemnie naśladują." Brrr

         No już wiem, to nie stronnictwo Betty, przeciwne reinkarnacji. To stronnictwo z prawej strony, dla której lewa (patrz wyżej) jest podejrzana i musi zostać zabezpieczona postacią solidnego strażnika o imieniu Jerome, kimkolwiek by był. Ale doktor N nie lubi upraszczać, woli zamotać:

"Powiedz mi teraz, z którego punktu na tarczy naszego zegara występuje naprzód osoba, która jako pierwsza cię wita?

P. - Ze skrajnie lewego - z godziny 9.

Uwaga: Pierwsza osoba, która występuje naprzód i wita nas po za­kończonym życiu, jest zawsze duszą mającą dla nas istotne znaczenie."

         Potem opowiadający snuje swoje teorie:

"Przypuszczam, iż wszyscy uznali, że nawet jeśli dwie dusze są sobie bardzo bliskie, to niedoskonałe cechy odbiorcze ludzkie­go mózgu mogą schrzanić każdą transmisję. Aby zapobiec takim przypadkom, dusza pozostająca w świecie dusz powinna wysyłać wiadomość kilkakrotnie i nie polegać wyłącznie na jednym środku przekazu, takim jak sen, a także starać się, by przekaz był zwięzły i precyzyjny.

Potrafię rozpoznać ból, jednak aby rozproszyć go w ludzkim ciele, muszę sam go wchłonąć, a to osta­tecznie czyni mnie nieskutecznym. Staję się bardziej gąbką niż odbijającym światło zwierciadłem. Tutaj ćwiczę się w mej sztuce.

Dr N. - W jaki sposób?

P. - Uczę się tego, żeby raczej posługiwać się moją energią niż przyswajać ból. Pasmo energii współczucia jest podobne do ba­senu wypełnionego cieczą, w którym mogę pływać i stawać się częścią danej emocji, dzięki doświadczeniu tak subiektywnemu, iż nie potrafię ci go opisać. Towarzyszy mi ono, gdy pracuję nad zachowywaniem spokoju w oceanie nieszczęść."

         O jejku, ocean nieszczęść, czy to nie przesada? Jasne że lepiej być basenem współczucia niż oceanem nieszczęść. Tak ja sądzę, ale co myśli moja rybka w akwarium, zestresowana magnetycznym urządzeniem zbierającym glony ze ścianek? Czy ona wie, że ja chcę dobrze dla niej, czy może wolałaby, żeby moje życzenia były mniej dobroczynne, a bardziej zbliżone do jej życzeń?


Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Gdzie naprawdę byliśmy? (1) Gdzie naprawdę byliśmy (3) Techniki manipulacyjne dla dusz. »

komentarze

1. pisz,pisz Kasiu :-) • autor: Nierozpoznany#6812013-07-17 15:22:16

Kasiu idzie na bestseller, no mówię Ci :-) i jeszcze co by był pieniądzodajny.
javascript:nicTemp(); o ekonomistce (to Twoje wykształcenie?, tak pamiętam) w ezoteryce nie słyszałam, i byłoby na stare lata jak znalazł :-)

2. ten link com go wstawiła • autor: Nierozpoznany#6812013-07-17 15:24:12

to taki był wyszedł z tytułem i czymsik jeszcze, czyli ja go nie widzę

tu powtarzam, żeby było widać

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)