Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 lipca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Gdzie naprawdę byliśmy (3) Techniki manipulacyjne dla dusz.

Kategoria: Twórczość

« Gdzie naprawdę byliśmy (2) Komisja Śledcza dla Dusz Siedzi baba na cmentarzu »

I znowu czytam zapisane fragmenty:

„Dr N. - Nie pojmuję, czemu wysłano cię na martwy świat.

P. - Nie tyle martwy, co opuszczony. Kiedy przybyliśmy tam na szkolenie, przybraliśmy przezroczystą formę, przypominają­cą humanoidalny wygląd dawnych Galathian. (śmieje się)

Dr N. - Opowiedz mi o nich.

P. - Właśnie się nad tym zastanawiałem... były to żółtawozielone istoty, bardzo wysokie i wiotkie, bez widocznych stawów... miały wielkie, wielofasetowe owadzie oczy...

Dr N. - A jaki mieli charakter?

P. - Galathianie byli bardzo uczeni, ale głupi -jak my wszyscy. Uwierzyli w to, że są niezwyciężeni.

Dr N. - Ale jaki był cel przybycia na tę planetę? Czyż nie pano­wała tam pustka?

P. - Nie rozumiesz? Ich linie czasowe wciąż istniały. Znaleźli­śmy się tam, by przećwiczyć krzyżowanie się z dawną historią tego miejsca. Był to swoiście egzotyczny świat, ze zniszczonymi stacjami kosmicznymi, które wciąż jeszcze krążyły wokół plane­ty. Na jej powierzchni znajdowały olbrzymie mieszkalne sfery, puste teraz i zrujnowane... rośliny pieniące się w dawnych bu­dynkach naukowych, rozproszone, rozpadające się pozostałości tej niegdyś wielkiej cywilizacji

Dr N. - Czym zajmujesz się wraz z pięciorgiem swych kolegów z klasy?

P. - Wysyłamy naszą energię... i przepływamy przez korytarze ich przeszłości. Jeden z nauczycieli pomaga nam wyregulować nasze oscylacje tak, by krzyżowały się z pewnymi okresami galathiańskiej historii. Docieramy do niej fragmentarycznie, gdyż brakuje nam umiejętności... ale niektóre sceny z okresu ich po­tęgi są bardzo wyraziste.

Dr N. - Zatem nic z przeszłości nigdy naprawdę nie ginie?

P. - Nie, nie ginie. Chociaż Galathianie zniknęli, wszystko, co robili, w pewnym sensie nadal żyje..." ich triumfy... ich upa­dek. .. możemy uczyć się na ich błędach. Potrafię wywołać pew­ne momenty... rozmawiających ludzi... to, co myśleli, zanim zostali podbici przez obcą rasę i zasymilowani przez jej kulturę, daleko stąd. Galathianie posługiwali się muzyczną mową, któ­ra unosi się w pobliżu ich zniszczonych statków kosmicznych i opustoszałych ulic.

Dr N. - Jaki jest twój ostateczny cel, Obidomie?

P. - Kiedy zyskam biegłość, będę pełnił funkcję doradcy plani­stów, którzy projektują dla ludzi określone sytuacje, będę poma­gał bibliotekarzom... wspierał koordynowanie wyborów w sfe­rze życia (tzn. w Kręgu) - tego typu zajęcia. „

Już jasne, nie należy tego traktować poważnie, tylko jako literaturę. Ale może uda mi się uszczknąć jakieś fragmenty na potrzeby mojego opowiadania. Szkoła dla dusz?... Hm... Nienajlepszy pomysł. Szkoły z klasami, nauczycielami i tak dalej to już przeżytek. Ale są ładnie powiedziane rzeczy. Jak na przykład: przepływamy przez korytarze ich przeszłości” czy „regulujemy oscylacje”. Trochę w stylu systemu TAED w proszkach do prania. Ale już projektowanie dla ludzi określonych sytuacji czy koordynowanie wyborów całkiem mi się nie podoba!

Agresor napadający na jakiś kraj właśnie projektuje dla ludzi określony sytuacje, a potem gdy już go podbije pozostaje mu koordynacja wyborów. Mimo to czytam dalej:

„Rozpocznę od stwierdzenia, że nigdy nie zetknąłem się z przypad­kiem wniknięcia duszy w płód w ciągu pierwszych trzech miesięcy ciąży. Powód, dla którego dusze nie rozpoczynają tego skomplikowa­nego połączenia z płodem przed upływem kwartału, jest całkiem pro­sty - w tym stadium rozwoju płodowego nie ma jeszcze wystarczają­cej ilości tkanki mózgowej, by dusza mogła zacząć swą pracę. Mam bliską przyjaciółkę, która jest pielęgniarką położną w dużym szpitalu w Oregonie. Kiedy usłyszała, jak wygłosiłem to twierdzenie w ogól­nokrajowej audycji radiowej, zadzwoniła do mnie i powiedziała: „Michael, dlaczego nie pozwolisz tym małym istotkom, by miały swoje dusze?" Była wyraźnie zła na mnie z powodu kwestii - które dzieci mają, a które nie mają duszy, jeśli nie dochodzi do narodzin. Odpo­wiedziałem coś w tym stylu, że to nie ja ustalam reguły, więc proszę, żeby nie obwiniać posłańca o to, że przynosi złą wiadomość. Przypuszczam, iż ta opiekunka niemowląt, która widziała tak wiele tych, co nie przeżyły, uważała że płód posiadający od momentu poczęcia duchową tożsamość otrzymuje w jakimś sensie większą duchową po­ciechę niż gdyby nie miał duszy.”

No, no, to już brzmi jak polityka!

„Dusz nie przydziela się do niemowląt losowo. Stwierdziłem, że gdy matka z jakiegokolwiek powodu traci dziecko, istnieją duże szan­se na to, że dusza tego niemowlęcia powróci do niej znowu w jej na­stępnym dziecku. Jeśli zaś ta matka nie urodzi kolejnego dziecka, du­sza może wrócić jako inny bliski członek jej rodziny, ponieważ taki był pierwotny zamysł. Kiedy życie jest krótkie, dusze nazywają te żywoty "wypełniającymi", które również mają do odegrania jakąś rolę w życiu rodzica. Oto przykład:”

Ale to ciekawe, może będą jakieś argumenty w sprawie in vitro. Nieważne ile komórek jajowych się pobiera, ile zapładnia ile wreszcie zarodków zamraża, wejść w nie może tylko jedna dusza. No i problem sam się rozwiązał.

„Ego definiowane jest jako Jaźń - stworzona w postaci duchowej substancji, na którą nakładają się doznania. Ta psyche określa duszę, jednakże istnieje też odmiana ego zdegradowanego do poziomu mó­zgu, które doświadcza zewnętrznego świata za pomocą zmysłów rzą­dzących akcją i reakcją. Jest to ten funkcjonalny organizm - stworzo­ny przed przybyciem duszy - z którym musi się ona połączyć w ło­nie matki. W pewnym sensie mamy tu do czynienia z dwoma ego; jest to dla mnie najbardziej widoczne podczas sesji regresyjnej, gdy za­bieram moich pacjentów do Kręgu oraz później, kiedy przyłączają się do płodu. To właśnie w płodzie naprawdę rozpoczyna się partnerski związek ciała i duszy.

Wydaje mi się, iż dusza i mózg nowego niemowlęcia są począt­kowo dwoma oddzielnymi i wyraźnie odrębnymi bytami, i dopiero stają się jednym umysłem. Niektórych ludzi niepokoi ten mój pogląd dotyczący dwóch bytów, czyli dualizmu ciała i ducha, gdyż sądzą, iż wynika z niego, że chociaż nieśmiertelny charakter duszy nie zosta­je unicestwiony, to tymczasowa osobowość ciała umiera. Jednakże to właśnie dusza, we współpracy z umysłem ciała, stwarza niepowta­rzalną osobowość pojedynczej Jaźni. Chociaż fizyczny, cielesny or­ganizm umrze, dusza, która zajmowała to ciało, nigdy nie zapomni, że dzięki niemu doświadczyła życia na Ziemi w określonym czasie i miejscu. Widzieliśmy, jak dusze potrafią pamiętać i odtwarzać tych, którymi były w danych żywotach.

Każde fizyczne ciało posiada własny, unikalny wzór, zaś koncep­cje, idee i poglądy każdego umysłu ludzkiego są bezpośrednio zwią­zane z duszą zajmującą to ciało.”

Dalej jednak nie jest tak różowo.

P. - Zazwyczaj wnikam w rozwijający się mózg około czwartego miesiąca - nasi przewodnicy pozostawiają nam pod tym względem pewną swobodę - ale nigdy nie później niż w szóstym. Po wejściu do łona matki wytwarzam czerwone światło sprężonej energii i kie­ruję je w górę i w dół kręgosłupa niemowlęcia - wzdłuż sieci neu­ronów prowadzącej do mózgu

Dr N. - Dlaczego światło ma czerwony kolor?

P. - To zapewnia mi... szczególną wrażliwość na fizyczne odczu­cia tej nowej osoby. Łączę ciepło mojej energii z szaroniebieską substancją mózgową. Przed moim wniknięciem mózg jest po prostu szary. To, co robię, przypomina włączenie świateł w ciemnym po­koju, pośrodku którego rośnie drzewo.

Dr N. - Zgubiłem się. Wytłumacz mi, o co chodzi z tym drzewem.

P. (poważnie) - Drzewo to pień mózgowy. Lokuję się pomię­dzy dwiema półkulami mózgowymi, by zyskać najlepszy wgląd w to, jak funkcjonuje ten system. Potem przesuwam się wokół gałęzi tego drzewa, żeby zbadać zespół obwodów. Chcę poznać gęstość energii we włóknach okręgu kory mózgowej otaczającej wzgórze wzrokowe... Pragnę się dowiedzieć, w jaki sposób ten mózg myśli i jak rozpoznaje zewnętrzne obiekty.

DrN. - Jakie znaczenie ma gęstość energii w mózgu lub jej nie­dostatek?

P. - Nadmierna gęstość pewnych określonych obszarów mózgu oznacza istnienie zatorów, które blokują połączenia między neuro­nami i zmniejszają sprawność jego działania. Zamierzam przy po­mocy mojej energii dokonać pewnych korekt tych blokad drogo­wych, jeśli zdołam - wiesz - podczas gdy mózg wciąż jeszcze się formuje.

DrN. - Potrafisz przekształcić sposób, w jaki mózg się rozwija?

P. (śmieje się ze mnie) - Oczywiście! Myślałeś, że dusze są tylko pasażerami tego pociągu? Stymuluję te obszary bardzo nieznacznie.”

Mam cię! To niekonsekwencja zasadnicza. P wnika zazwyczaj w ciało płodu około 4 miesiąca i „Pragnie się dowiedzieć, w jaki sposób ten mózg myśli i jak rozpoznaje zewnętrzne obiekty.”. Czy mózg czteromiesięcznego płodu może rozpoznawać jakieś zewnętrzne obiekty?

P. - Mówiąc szczerze, dla mnie połączenie nie jest jeszcze wtedy ukończone. Rozmawiam z moim ciałem jako drugi, osobny byt aż do szóstego roku jego życia. Lepiej nie dokonywać na siłę od razu pełnej fuzji. Przez pewien czas bawimy się w rozmaite gry jak dwie odrębne osoby.

Dr N. - Zauważyłem, że wiele małych dzieci mówi do siebie, jakby był z nimi jakiś wyimaginowany towarzysz zabaw. Czy rozmawiają wtedy ze swoją duszą?

P. (uśmiecha się) - Owszem, chociaż także nasi przewodnicy bardzo lubią bawić się z nami, kiedy jesteśmy małymi dziećmi. A czy zauważyłeś, że również starsi ludzie często mówią sami do siebie? Na swój sposób przygotowują się do rozstania, czeka­jącego ich na drugim końcu życia.”

Jeżeli więc mówię czasem do siebie, to już we mnie jest mniej mnie niż przedtem, a kto wie, czy nie zagnieździł się tam pewien P. wdający się w dialog z moją duszą by przygotować mnie do końcowego rozstania. Wcale mi się to nie podoba, zwłaszcza gdy pomyślę, że to może on reguluje moje oscylacje i tym samym prowokuje mnie do napisania kolejnych odcinków „Babci” (albo do zaprzestania ich pisania).

         Wolę już własne fantazje.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Gdzie naprawdę byliśmy (2) Komisja Śledcza dla Dusz Siedzi baba na cmentarzu »

komentarze

1. :-) • autor: Nierozpoznany#6812013-07-18 10:41:31

a najpiękniejsze są Twoje komentarze. Bo tekst dr N. był dla mnie niestrawny, ale przy Twoim poczuciu humoru, całkiem fajna oscylacja wyszła.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)