Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 grudnia 2002

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Geometria pojęć

Geometria pojęć (2)
O symetriach i czwórcach

Kategoria: Enneagram
Tematy/tagi: astrologiageometria znaczeńGrofSymbole Sabejskie

  < poprzedni    1    (2)  

Część 1. <- Część 2.



15. Matryce Grofa

Kolejna czwórka, oprócz Czwórcy Guinarda, Czwórcy Grabianki i Czwórcy Antybogów: cztery matryce okołoporodowe Grofa. Stanislav Grof opisuje poród z punktu widzenia noworodka w czterech fazach:

Faza 1. Okres życia przed porodem: symbioza z matką, spokój, zanurzenie w jej organizmie, brak napięć i stresu.

Faza 2. Początek porodu: odejście wód płodowych, kurcząca się macica zgniata ciało embriona, duszenie (się), bycie poddanym rytmicznym, obcym, miażdżącym manipulacjom.

Faza 3. Przejście przez kanał rodny; maksimum wysiłku, który przypomina walkę o życie; brak tlenu.

Faza 4. Wyjście na zewnątrz: szok z powodu nabrania powietrza do płuc i zatknięcia się z obcym środowiskiem: powietrze, światło, hałas.

Według Grofa te fazy porodu stanowią jednocześnie matryce czyli wzorce zachowań w dalszym, samodzielnym już życiu. Jednocześnie przeżycia faz porodu są amplifikowane i stają się treścią marzeń sennych i ewentualnych wizji (narkotycznych lub przy hiperwentylacji); zapewne są też treścią nieświadomego życia psychicznego. Są przekładane na dzieła artystów i fantazje (także zbrodnicze) polityków. We wszech-około-porodowej wizji Grofa ludzkość nieustannie przeżywa swoje wspomnienia z porodu! Grof idzie jednak dalej i uważa, że dyspozycje psychiczne związane z fazami okołoporodowych zmagań są wrodzone i w istocie nie sprowadzają się do konkretnych doświadczeń z własnego porodu. Poród jest raczej okazją, aby te wrodzone i ponadczasowe matryce psychiczne zrealizowały się i skanalizowały w sposób naturalny. Ludzie, którzy z jakichś powodów nie zaliczyli pewnej fazy - najczęściej fazy nr 4, którą odebrano im rodząc ich przez cesarkę, potem w pozaporodowym życiu usiłują się urodzić jeszcze raz a dobrze, skąd się biorą rozmaite kompleksy, fiksacje i psychozy, opisów których Grof jako psychiatra nie szczędzi w swoich książkach. I tak oto:

Faza 1, symbiotyczna, ma swoje przedłużenie w wizjach rajów i wysp szczęśliwych, a także w tendencjach ucieczkowych, że "przyjdzie ktoś i da mi szczęście", w infantylnym regresywnym pragnieniu powrotu do łona matki. (Dodam, już ja, nie St. Grof, że ten impuls kieruje 90 procentami demokratycznych wyborców i przez to polityka obecnie uprawiana jest królestwem infantylnego idiotyzmu.) Faza ta jest też potężnym generatorem uczuć religijnych.

Faza 2, opresywna, przejawia się jako wizje uwięzienia, zamknięcia w podziemiach (Kaspar Hauser), zabłądzenia w puszczy (Jaś i Małgosia), połknięcia przez potwora (Jonasz w brzuchu wielkiej ryby); a także wizje wkręcenia w tryby machin, pochwycenia przez taśmę, dalej zaś wszelkie sytuacje w których człowiek sam stanowi trybik w machinie, jak podczas musztry, marszów paradnych itp. Faza ta jest źródłem represji i tyranii. Przeżywali ją też ci politycy, którzy wołali o "więcej przestrzeni życiowej", sygnalizując, że - wraz ze swym narodem lub klasą - "duszą się" lub "cierpią ucisk" (frazeologia Hitlera i Lenina, żeby daleko nie szukać).

Faza 3, heroiczna, przetwarzana jest w wizje pożarów, wulkanicznych wybuchów, zmagań z potworami (św. Jerzy), krwawych wojen i pojedynków. Jest źródłem osobistego poświęcenia i wiary w konieczność złożenia siebie w ofierze. (Zauważmy, że embrion-wojownik, wyruszając w stanie głodu tlenowego na wojnę o przejście kanału rodnego ani nie wie, co go czeka, ani nie ma żadnej gwarancji, że tę przygodę przeżyje - podobny impuls każe wędrującym lemingom rzucać się ze skał do wody fiordów, choć czasem nie wąska zatoka je czeka, tylko ocean bez drugiego brzegu.)

Faza 4, wyzwoleńcza, rozwija się w wizje tryumfów, świętowania zwycięstw i sukcesów. Według scenariuszy wziętych z tej fazy inscenizowane są wręczenia nagród, zapalanie olimpijskiego ognia, a także w jakimś stopniu karnawały, wesela i intronizacje. W zasadzie cała instytucja świąt wywodzi się z tej fazy. Na panujący tu nastrój składa się poczucie wybuchu wolności, wyzwolenia z opresji, pokonania przeszkód i zwycięstwa nad przeciwnikami, chociaż w tle trwa zmęczenie bojem, a w perspektywie pozostaje wysoce niewiadome nowe życie.

Cztery fazy Grofa stoją w dobrej odpowiedniości do czterech żywiołów i są kolejnym wariantem/wykładem tej czwórcy: faza symbiotyczna odpowiada żywiołowi Wody, opresyjna - Ziemi, heroiczna - Ognia, wyzwoleńcza - Powietrza.

Także łatwo można fazom Grofa dobrać - jako ich negatywne, demoniczne strony - czterech antybogów Steinera/Girarda: cieniem Symbiozy jest Mimetyzm, Opresji - Aryman jako Rygor, Heroizmu - Aryman jako Okrucieństwo, wreszcie cieniem Wyzwolenia jest Lucyfer-Łudziciel.

Czy fazy Grofa ściśle odpowiadają czterem głównym ideom wyrażającym się poprzez domy Guinarda? - Byc może tak nie jest; bieguny Guinarda wydają się w porównaniu z grofowskimi fazami trochę przesunięte w fazie.

Fazy Grofa wiążą się z kompleksami wizji, pojęć, wyobrażeń, postaw psychicznych, nawet trendów w polityce. Grof te kompleksy opisuje, często barwnie i szczegółowo, i nazywa je "zgęszczonymi doświadczeniami", po angielsku 'condensed experience', w skrócie 'COEX', czyli po polsku (to już mój wynalazek) - zgędoś, liczba mnoga te zgędosie, zgędosiami, o zgędosiach itd.


16. P.I.W.O. Janusza Waluszki

Podobną czwórcę rozważał Janusz Waluszko, który nazwał ją w skrócie PIWO. Oto tekst przekazany przez niego specjalnie do zacytowania w "Tarace":

"Kiedyś zastanawialiśmy się czym jest bunt? Wolnością (bo odrzuca wszak zależność) czy niewolą (bo odrzuca też odpowiedzialność)?! I wyszło nam, że czarno-biały obraz świata jest niepełny, istnieją bowiem trzy, a właściwie cztery skrajności. Pierwotnie w teorii pominęliśmy bowiem czwartą ćwierć czwórcy jako najbardziej nam obcą - idzie oczywiście o panowanie - lecz w praktyce i ją opisaliśmy, a późniejsze zapoznanie się z Jungiem utwierdziło mnie w takim a nie innym widzeniu sprawy, zwłaszcza wobec dostrzeżenia powszechności tegoż. Tak powstała teoria PIWO, skrót od: Prostaczek-Inteligent-Wariat-Oświecony. Patrząc choćby na tzw. pytania zasadnicze (o sens życia i te rzeczy): prostaczek nie stawia ich sobie, nie dba też o odpowiedzi, jest szczęśliwy niczym wiejski głupek, ot tak, sam z siebie (natury/życia); inteligenta pytania owe dręczą, ale odpowiedzi nie zna, chwyta się zauroczony to tej, to innej, porzucając je rozczarowany dla następnej; wariat na niej fiksuje i zna odpowiedź, zna ją różnie - czasem po prostu jest mu dana jakby z zewnątrz, lecz nie znając pytań nie umie sobie z nią poradzić, czasem jednak jest to byle która z tych powszechnie znanych i tylko nie stawiając sobie pytań, nie kwestionując jej, ma się ją za prawdę; wreszcie oświecony, który zna pytania, lecz nie boi się o swą odpowiedź, bowiem nie jest ona wymysłem takim lub owym, a bezpośrednim doświadczeniem istoty rzeczy (w pytaniu wstępnym byłyby to kolejno: nie/wola-bunt-panowanie-wolność). W sumie to duże i małe in i jang, obecne m.in. w cyklu życia ludzkiego, ale i całej społeczności. Otóż kultury (tu: formy organizacji życia społecznego) zaczynają od dzieciństwa (gdzie starsi muszą masy trzymać za rączkę; psychologicznie odpowiada to id, archetypowo zaś Matce Boskiej Ziemi), potem ewoluując od zaborczości młodego wojownika (ego, bohater ginący i tryumfujący, Chrystus w symbolice chrześcijańskiej), poprzez użycie i gospodarzenie przez dojrzałego męża (superego, tyran, Bóg Ojciec), po mądrość oświeconego starca, która jest podobna beztrosce dziecka, lecz tym razem świadomej (jaźń, Duch św., Sofia); nb.: czy końcem kultury jest jakaś śmierć? czy tylko poświęcenie wiecznemu życiu/bez celu, sensu itp. złudzeń wynikających z niewiedzy!? Wiele nieporozumień bierze się stąd, iż owe etapy rozwoju ludzie biorą za odrębne typy, tak jakby dzieci były innym gatunkiem niż ich rodzice, a punki nie miały nic wspólnego z emerytami, jakby kapitalizm nie miał źródeł w etatyzmie, a ten w teokracji. Różnice tkwią w czasie, nie w przestrzeni, choć współistnieją w niej jednocześnie ludzie czy kultury o różnym czasie wewnętrznym. Oznacza to, iż historia jako całość nie ma kresu, a tym bardziej celu, bowiem każda jednostka i każda społeczność musi cykl życia przeżyć sama, bez względu na to, iż ktoś ma to już za sobą, a jej droga kończąc się, nie kończy się w ogóle, bowiem inni zaczynają ją od nowa, choć mogą pójść dalej (jak Europa, która osiągnąwszy dojrzałość Antyku w renesansie, sięgnęła do jego doświadczeń i dzięki ich syntezie ze swoimi przekroczyła barierę, której Rzymowi przekroczyć się nie udało, ale to już całkiem inna historia)."

"Z biegunami PIWO wiążą się w różnych kulturach barwy (np. czarny-żółty/złoty-czerwony-biały/srebrny), kierunki (północ-wschód-południe-zachód), pory roku (zima-wiosna-lato-jesień) czy żywioły (ziemia-ogień/słońce-powietrze/niebo-woda/księżyc) itp., ale najważniejsze wydają mi się cztery równorzędne formy poznania, o których pisze Jung: wiara-doświadczenie/zmysły-wiedza/rozum-intuicja."


17. Niemcy a drugi zgędoś Grofa

Wśród ilustracji drugiej fazy Grofa, tej opresywnej, wymieniłem historię Kaspara Hausera i baśń o Jasiu i Małgosi. Życie Kaspara Hausera dokonało się w Niemczech (był to tajemniczy chłopiec-znajda, który wychowywał się bez ludzi, dokarmiany przez niewiadomo kogo gdzieś w lochach lub jakiejś wieży - jak sam zrelacjonował, kiedy nauczono go mówić; istniał romantyczny wątek, że był on porzuconym dzieckiem wysokiego rodu, może nawet królewskiego); baśń o Jasiu i Małgosi (dzieci wypędzone przez złego ojca lub złą macochę do lasu spotykają czarownicę, która chce je pożreć itd.) jest także niemieckim produktem. Te dwie historie wydają mi się bardzo znaczące i typowe dla niemieckiego ducha. W obu pojawia się motyw wrogich, odrzucających rodziców, zwłaszcza matki, co bezpośrednio odsyła do przejścia między fazą pierwszą a drugą, co polega przecież na odrzuceniu płodu przez macicę. Następnie mamy rozbudowaną fazę drugą, opresywną, w postaci przejścia przez wrogi las (u Jasia i Małgosi) lub obejmującego całe dzieciństwo pobytu w więzieniu (lochu, wieży) u Hausera. Niemcy w swojej mitologii akcentują fazę opresywną, a jednocześnie z tej samej fazy czerpią swoją moc: tu ilustracją są paradne marsze i pokazy musztry, którymi Niemcy za kaisera i fuehrera ładowali się pałerem. Także pozytywna strona niemieckiego charakteru narodowego, ich cnoty: dyscyplina, porządek, precyzja i gospodarność, wywodzą się z fazy opresywnej.

Polska mitologia narodowa toczy się raczej na styku fazy trzeciej i czwartej: heroicznego poświecenia i zwycięskiego wyzwolenia; "jeszcze Polska nie zginęła", "kto przeżyje wolnym będzie". Te dwa zgędosie ładnie przekładają się na barwy flagi narodowej: czerwień heroizmu, po niej, zatem wyżej, biel wyzwolenia. Flaga niemiecka, tak niemożliwa dla polskiego oka, odpowiadałaby niemieckiemu trójmianowi kompleksów: odrzucenie-opresja-bojowy pałer, czyli zanegowana symbioza (porzucony Kaspar Hauser, wygnane Jaś i Małgosia), pobyt w lochu lub lesie, a potem w klatce, w której czarownica tuczy Jasia, wreszcie bohaterskie spalenie czarownicy, zresztą negatywnego obrazu matki ze zgędosia nr jeden.


18. Kaspar Hauser wg Herzoga

Streszczenie historii Kaspara Hausera, a raczej filmu Wernera Herzoga o nim, 1974, wg strony www.filmweb.pl:

"W 1828 roku w Norymberdze zostaje znaleziony młody mężczyzna, który całe swoje życie trzymany był w całkowitej izolacji od świata. Pokryty ranami i bliznami, nie potrafi mówić ani stać prosto. Jest mruczącą niby-ludzką istotą. Początkowo traktowany jak wybryk natury zostaje oddany pod opiekę profesora Draumera, który wprowadza go do świata ludzi normalnych i racjonalnych. Poznanie języka, logiki, religii i filozofii powoduje, że Kaspar jeszcze bardziej zamyka się w sobie. Herzog stawia tezę, że niecywilizowana świadomość Kaspara (w tej roli wystąpił pensjonariusz wielu zakładów psychiatrycznych, schizofrenik Bruno S.) jest bezgranicznie cenniejsza od naszego świata. Społeczeństwo to według niego zbiorowość skrępowana, zaślepiona i okrutna.(...)" (Autor streszczenia pod pseudonimem Ghostek.)


19. Godzamba

Trójmianem grofowskim jest też zapomniany mit o Godzambie (lub Godziębie), patronie herbu o tej nazwie. Herb wyobraża sosnę złoto-zieloną na czerwonym polu, o trzech wierzchołkach i pięciu korzeniach, i konia z rzędem temu, kto rozszyfruje tę numerologię! Taki sam rysunek wyobraża drzewo Galburwas, występujące w mitologii Mongołów. Godzamba ulega w bitwie przeciwnikowi-Morawianinowi, który wytrąca mu z ręki miecz. Zapada noc, Godzamba ucieka do lasu, gdzie, wciąż ścigany przez wroga, z braku innego oręża wyrywa z korzeniami sosnę i tą bronią zwycięża. Trójmian tu brzmi: opresja (noc, las, haniebna ucieczka przed pogonią) - heroizm (walka z Morawianinem) - wyzwolenie (zwycięstwo i obdarowanie herbem, założenie rycerskiego rodu). Nie ma odniesienia do zagubionego dzieciństwa bohatera ani do innych motywów pierwszofazowych; pozostałe fazy zmierzają do ostatecznego rozwiązania, w naturalnym porządku jak przy faktycznym porodzie. Sprzymierzeńcem jest drzewo, co jest osobnym wątkiem.


20. Psychologia transpersonalna

Stanislav Grof swoich kompleksów zgęszczonego doświadczenia nie wyprowadzał jednak (o czym już pisałem) z faktycznych doświadczeń; raczej rzeczywiste zdarzenia i psychiczne doświadczenia, tak przy realnym porodzie jak i jako wydarzenia z poporodowego życia, dla których to co się dzieje przy porodzie, jest metaforą, uważał za pochodne wobec pierwotniejszych i starszych zgędosiów. Uważał, że w konkretnym wydarzeniu i w jego przeżywaniu przez podmiot biorą udział dwa czynniki: obiektywna sytuacja w świecie zewnętrznym, oraz wewnętrzna, psychiczna matryca czyli zgędoś odpowiedniej fazy. Skąd się brały zgędosie (symboliczne matryce organizujące życie psychiczne, czyli przeżycie i działanie) - nie wyjaśniał do końca. Gdyby był konsekwentnym redukcjonistą-materialistą, mógłby co najwyżej twierdzić, że są one zakodowane w genach jako wynik genetycznych doborów i statystyk. (Dla tego stylu myślenie coś może być tylko z jednostkowego doświadczenia albo z genów. Innych możliwości nie ma.) Grof jednak to, co sam zaczął robić w psychologii i co robili jego koledzy, określił jako psychologię transpersonalną (czyli zajmującą się treściami psychicznymi wykraczającymi poza jednostkowe doświadczenie) i w matrycach okołoporodowych widział przejaw czynnika przekraczającego granice jednostki. Postulując psychologię transpersonalną zapisał się do obozu tych, którzy nie uznają ościankowania umysłu. (Jak to się jednak dzieje, że treści psychiczne przeciekają z umysłu do umysłu, o tym, jeśli jestem dobrze poinformowany, Grof już nie spekulował.) Poprzez to jednak wyszedł poza naukę, podobnie jak po nim Sheldrake, podobnie jak Jung, jak parapsychologia i nie inaczej niż astrologia. (W bardzo starającym się o naukową poprawność (scientific corectness) popularno-psychologicznym piśmie "Charaktery" o Grofie nie znalazłem dotąd żadnej wzmianki. "Czego nie można pokochać, trzeba omijać", jak powiedział Zaratustra Nietzschego do pewnego błazna. Częściej to się wykłada tak: Czego nie można zrozumieć, to trzeba zlekceważyć. Tako rzecze nauka...)
(7 grudnia 2002)


21. Aryman znów)

Traktowanie zbiorowości jako podmiotów jest źródłem oraz wyrazem arymanicznego ucisku. To zbiorowość ma być wyzwolona i uszczęśliwiona, zatem jednostka ma się jej podporządkować, w nią się (jak w kurczącą się macicę Grofa) wpasować. Jest kolejny kolor zła, tym razem czerń - ucisk, opresja, druga faza Grofa.


22. Wojownik Mindella

Pojawienie się postaci i ideału wojownika w książce Arnolda Mindella każe stroszyć sierść w jeszcze jednym kierunku: każe się obawiać, że Autor może nie dostrzegać tego, że ludzie bywają faktycznie źli, że świadomie i celowo do zła lgną - a nie tylko niedostatecznie uświadomieni. Jak pisał Wiesław Bator:

"Osobiście sądzę, że wymienione wyżej teorie psychologiczne i ich religioznawcze odbicia [chodzi o poglądy Junga i Eliadego; Arnold Mindell, jak dotąd, pozostaje w tym samym nurcie; przyp. WJ] są formą ucieczki przed odpowiedzialnością człowieka i nową próbą "uczłowieczenia" zła, a także kolejnym złudzeniem, że jest ono nieświadomością i niewiedzą, a więc zaniknie w miarę poszerzania się świadomości człowieka i jej wznoszenia do poziomu "nadświadomości"." (Wiesław Bator, "Drzewo siegające nieba", wyd. Nomos, Kraków, ok. 1990) A przecież recepta Mindella nie jest wcale inna!

Negowanie zła w świecie to głos drugiego antyboga - Lucyfera, i zarazem czwarta barwa zła: biel fałszywego optymizmu.

Bo co będzie, jeśli wojownik doładowany mocą śniącego ciała pójdzie wypełniać swoją misję? Spadnie siekiera Raskolnikowa? Jakiś oświeceniowy optymizm jest tu widoczny, wiara we wrodzone dobro ludzkie i naturalną łagodę świata. (Epoka Oświecenia skończyła się pracą gilotyny.)


23. Cztery fazy, cztery błędy

Zasada dzielenia na czworo ukazuje cztery rodzaje błędów, jakie mogą się pojawić przy różnych próbach udoskonalania świata:

(1) to, że uważa się kolektywne, mimetyczne egzaltacje za wartościową inspirację. Błąd zielony, od żywiołu wody i pierwszej, symbiotycznej fazy Grofa;

(2) to, że chce się wyzwolić grupy społeczne (uszczęśliwić, wynagrodzić im krzywdy itd.), a nie ludzi, co na jednostki w konieczny sposób sprowadza opresję i ograniczenia. Błąd czarny, od żywiołu ziemi i drugiej, opresyjnej fazy Grofa;

(3) solidaryzowanie się z potężnymi, ze zwycięzcami, także: z wojownikami, którym wybacza się ich okrucieństwa. Błąd czerwony, od żywiołu ognia i trzeciej, heroicznej fazy Grofa;

(4) wiara w to, że zło polega na nieświadomości, a dobro automatycznie przychodzi wraz z uświadomieniem. To jest błąd biały, od żywiołu powietrza i trzeciej, wyzwoleńczej fazy Grofa.

Widać też, że przy błędach nr 1 i 4 wchodzi się w konszachty z Lucyferem, a przy błędach nr 2 i 3 - z Arymanem.


24. Cykle czworga

Cztery jakości:

  • W - woda (jako żywioł), zieleń (jako kolor), symbioza (jako faza Grofa), prostaczek (wśród typów Waluszki)
  • O - ogień, czerwień, heroizm (u Grofa), inteligent (u Waluszki)
  • Z - ziemia, czerń, opresja, wariat (Waluszki)
  • P - powietrze, biel, wyzwolenie, oświecony

- można ułożyć w sześć cykli, a właściwie w trzy niezależne, bo każdemu cyklowi odpowiada antycykl o przeciwnym kierunku obiegu; więc jeśli pominiemy antycykle jako niedość różne od swych przeciwieństw, to zostanie nam tych czystych cykli trzy:

  • W-O-Z-P
  • W-Z-O-P
  • W-O-P-Z.

(Pierwsza) seria WOZP występuje w astrologii, gdzie jest podstawą symboliki osi horoskopu: dowolna planeta w swoim dziennym ruchu, która przeszła wodny (W) punkt imum coeli, miejsce Wspólnej-Tajemnicy wg Guinarda, a więc najniższy punkt swojej drogi na północy, mija następnie ascendent, czyli punkt ognisty (O), miejsce Komunikacji (czyli Wystawienia-się-na-Wpływy, wg Guinarda) gdzie wschodzi na wschodzie; potem górując przechodzi na południu przez medium coeli, punkt ziemny (Z), wg Guinarda miejsce Zdobywania-sobie-Pozycji - i w końcu zachodzi na descendencie na zachodzie, w punkcie powietrznym (P), miejscu Łączenia-się-w-Pary (w myśl Guinarda).

Również znaki zodiaku następują w tym porządku: Ryby/Woda - Baran/Ogień - Byk/Ziemia - Bliźnięta/Powietrze, i tak dalej, dookoła zodiaku.

Ten sam prosty (nieodwrócony) cykl WOZP przekodowany na terminy Waluszki daje jego szereg P.I.W.O.: Prostaczek (W, woda-symbioza ze światem) - Inteligent (O, ogień-walka, tu raczej walka z samym sobą, z własnymi wahaniami) - Wariat (Z, ziemia-opresja w postaci stężałego rygoru kogoś, kto wie lepiej i zdania nie zmieni) - Oświecony (P, powietrze-mądrość). Inaczej oznacza to sekwencję: nieświadomość-bunt-władza-wiedza.

W odwrócony cykl WOZP (czyli: WPZO) układa się bliźniacza do Guinardowskiej struktura w astrologii, jaka są kardynalne znaki zodiaku (albo, dla ścisłości, cztery punkty kardynalne ziemskiej osi). Pozostając przy znakach zodiaku, mamy: znak Raka nacechowany żywiołem Wody (W) - znak Wagi, Powietrze (P) - znak Koziorożca, Ziemia (Z) - znak Barana, Ogień (O).

(Drugi) cykl WZOP to znany już nam dobrze ciąg okołoporodowych faz Grofa i związanych z nimi matryc psychicznych albo zgędosiów, czyli kompleksów zgęszczonego doświadczenia: najpierw idzie I-sza faza symbiozy (w łonie matki), czyli Woda (W); potem II-ga faza opresji w kurczącej się macicy, czyli Ziemia (Z); dalej III-cia faza heroicznego przejścia przez kanał porodowy czyli Ogień (O), i na koniec wyjście, koniec porodu, IV-ta faza wyzwolenia, żywioł Powietrza (P).

Ten sam ciąg mamy w fizyce: kwantowo-unitarny obszar U (swoim falowym ruchem przypominający Wodę, W), redukcja funkcji falowej R (obracająca w proch jak Ziemia, Z), świat nasz, normalny N (pełen zmagań jak Ogień, O) i na końcu świat idealnych równań wielkoskalowej fizyki klasycznej C (swoją czystością i abstrakcją przypominający Powietrze, P).

Także w tej sekwencji, tylko zaczynając od innego bieguna, można uporządkować Czwórcę Tadeusza Grabianki, gdzie po Bogu Ojcu (Z, Ziemia, bo Stworzyciel), Synu (O, Ogień, bo Męczennik) i Duchu Św. (P, Powietrze, jak u duchów bywa) następuje Matka, kojarzona z żywiołem Wody poprzez źródła, drzewa, błękit szat, węża i księżyc.

Ciekawą interpretację znajdujemy dla tego samego cyklu, ale odwróconego: WPOZ, woda-powietrze-ogień-ziemia. Cykl ten jest zaszyfrowany w symbolu sabiańskim na pierwszy stopień zodiaku, 1 Barana, który to obraz tak został przedstawiony: Kobieta wynurza się z morza, za nią wynurza się foka i obejmuje ją. Symbole sabiańskie są zbiorem obrazów utrzymanych w powyższym stylu, każdy przyporządkowany jednemu z 360 stopni zodiaku, a powstały one w wyniku osobliwego aktu objawienia, którego uczestnikami byli Marc Edmund Jones, okultysta i astrolog, który przedsięwzięcie zainscenizował i zanotował opisy obrazów, oraz Elsie Wheeler, jasnowidząca, która owe obrazy w wizji zobaczyła. Cale objawienie trwało około 8 godzin, z przerwą na obiad, pewnego dnia (niestety daty zapomniano) latem 1926 roku w San Diego, najbardziej południowym mieście Kalifornii. Zbiór symboli sabiańskich, darzony rewerencją wśród mistycznie nastawionych astrologów, faktycznie jest chaotyczny i treściowo nader nierówny: obok scen genialnych i głębokich jak ta powyższa, są - i przeważają - zdawkowe, naiwne i bez gustu. Kilka z nich jednak sprawia, że studiowanie tego dziwnego wykazu niby-sennych wizji nie jest stratą czasu. Nazwa sabiański wzięła się stąd, że Jones swoją sektę nazwał "Towarzystwem Sabiańskim" (Sabian Society), wierząc, że tak właśnie nazywało się gremium mędrców w starożytnej Chaldei, przechowujących wiedze tajemną, a on, Jones, z owym gremium pozostawał (jak wierzył) w pozazmysłowym kontakcie. (Spolszczenie Sabian na sabiański wydaje mi się równie paskudne jak Beatles na bitelsi - polska końcówka zostaje dołączona do identycznej funkcjonalnie końcówki angielskiej, masło maślane się robi; raczej powinno być sabejski, tak samo jak nie enochiański tylko enochowy - ale co robić, już się przyjęło w takim nieeleganckim brzmieniu.) W obrazie kobiety z foką widzimy cztery elementy, które jeden po drugim w logicznym ciągu formują mały świat, który znakomicie może być modelem całego świata albo i całym światem. Najpierw jest woda (morze na obrazie); przez to, że woda wycofała się z części przestrzeni i wytworzyła pustą przestrzeń, w tę przestrzeń weszło powietrze (podobnie w myśl wyobrażeń kabalistów Bóg, aby stworzyć świat, wpierw usunął się trochę, aby zrobić na ów świat miejsce, bo na początku sam Sobą wypełniał wszystko) i powietrze jest drugim koniecznym elementem tego obrazu; po trzecie, obecność powietrza-przestrzeni pozwala na to, aby z wody wynurzały się i zaczynały wieść byt samoistny różne istoty jednostkowe, tu reprezentuje je Kobieta, niby pra-Ewa jakaś, której, jak wszelkim istotom indywidualnym w ezoteryce przypiszemy żywioł Ognia; i wreszcie, po czwarte, wyłonienie się istot poszczególnych wywołuje reakcję ciemnych sił inercji, które Kobietę ściągają z powrotem do morza; w obrazie siły te reprezentuje Foka. Z racji jej ciężkości i reaktywności (bo foka jest ssakiem, który w pewnym sensie cofnął się w rozwoju wracając do rybiego trybu życia) przydamy jej żywioł Ziemi. Razem jest to ciąg WPOZ, czyli odwrotny do WZOP.

Dla trzeciego cyklu, WOPZ, czyli Woda-Ogień-Powietrze-Ziemia, zarówno w porządku prostym jak i odwróconym (WZPO), do tej pory nie znalazłem zastosowania. (Dlaczego?)


Wojciech Jóźwiak



Więcej o symbolicznych czwórcach, głównie w nowoczesnej fizyce, przeczytasz także w artykule: Niebo fizyków







  < poprzedni    1    (2)  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)