Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 czerwca 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 116)

Geopolityczny tensor Polski


« Jak upadnie III Rzeczpospolita? Ukraina, nikt nic nie wie »

Dlaczego tensor, nie wektor? Dlaczego pojęcie wektora nie wystarczy? Wektor, od łacińskiego veho, ciągnę, pokazuje kierunek (oraz intensywność) tego, co się dzieje: na przykład, kiedy do pewnego ciała przyłożona jest siła, która powoduje ruch tego ciała w pewnym kierunku. Pojęcie tensora, od łacińskiego tendo, napinam, rozciągam, wchodzi zaś tam, gdzie samo to ciało zmienia się pod wpływem przyłożonych sił – które nie tylko ciągną ciało w pewnym kierunku, ale także rozciągają je lub ściskają, skręcają i ścinają: to znaczy robią z nim tak, jakby chciały zedrzeć z niego kolejne warstwy. Polska niewątpliwie znajduje się nie pod wpływem wektorów sił, ale geopolitycznych tensorów. Mechanika jest tu trafną metaforą dla geopolityki, gdyż warto prześledzić nie tylko, co i jak może nas przesunąć lub obrócić w geopolitycznej przestrzeni, ale także, jak to pole tensorowych sił zdolne jest nas rozciągnąć, ścisnąć, skręcić lub ściąć. Lub zedrzeć z nas łupiny.

Ile głównych sił na nas działa? Do niedawna, jeszcze kilka lat temu, wydawało się, że siła jest jedna, ciągnie nas na Zachód, a tym, co jej przeszkadza, jest, jak w II prawie Newtona, nasza własna wewnętrzna bezwładność, zacofańcza i postsocjalistyczna. Teraz wyraźnie widać, że siły działają z trzech środków: Niemcy, Rosja i Stany Zjednoczone. (Przy czym Niemcy działają zarówno same, jak i poprzez Unię Europejską, a przy Stanach Zjednoczonych niektórzy autorzy od razu dodają, że w istocie jest to kompleks amerykańsko-izraelski – ale to są zrozumiałe szczegóły.) Tamte trzy ośrodki przekładają się na odpowiednie orientacje wśród polskich polityków i komentatorów; czy orientacje te polegają na rozważnych rachunkach, na sympatii czy na byciu na usługach któregoś mocarstwa, przy niniejszej ogólności nie jest ważne. Szczególnie warto zwrócić uwagę na zasadniczą rozbieżność w interesach i celach Niemiec i USA: ci formalni przyjaciele zachowują się tak, że gdyby to było sto lub 70 lat temu, byliby otwartymi wrogami. Z drugiej strony, formalnie należący do sprzecznych obozów i ugrupowań Niemcy i Rosja zachowują się jak sojusznicy i przyjaciele. W tym trójkącie jawna jest tylko rywalizacja i tensja między USA i Rosją, będąca echem bardziej ogólnoświatowego spięcia między starymi USA i wschodzącymi Chinami. Niemcy grają na dwa fronty, co zresztą wydaje się być u nich tradycją, na której, gdy dochodziło do wojen, bardzo źle wychodziły.

Gdy siła idzie z trzech ośrodków, pytanie, z którym trzymać – skoro jest się słabym i nie ma się dość politycznej mocy, by ustanowić osobny ośrodek u siebie. Krótki przegląd:

Rosja: Długoterminowy, liczony w stuleciach i wciąż od nowa praktycznie odnawiany pogląd Rosji na Polskę i ich stosunek do nas jest jasny: Polski ma nie być. Maksimum tego, na co mogą się zgodzić, maksimum rosyjskiej tolerancji dla nas, to status Priwislinskiego Kraju lub marionetkowego bantustanu PRL. Jedno i drugie było zresztą niechętnym kompromisem z okolicznościami, które nie pozwalały zlikwidować resztek Polski całkiem. Póki Rosja się jakoś nie zmieni, lub póki my nie zmienimy się gruntownie, wiązanie się z nią jest opcją samobójczą.

Stany Zjednoczone: Sojusznik potężny i przez to atrakcyjny, atrakcyjny też przez nieustannie przyciągającą siłę ich kultury (zwłaszcza pop-kultury) i szerzej, anglojęzycznej cywilizacji, której Ameryka dominującym ogniwem, siłą ich nauki i technologii, ich organizacyjnej i prawno-ustrojowej sprawności, demokratycznych i wolnościowych ideałów (niestety ostatnio socjalistycznie erodowanych) i historii, która uczyniła Amerykę szpicą Wolnego Świata. Ale zarazem jest to sojusznik chwiejny, kapryśny i nieobliczalny, dla którego porzucić (zdradzić!) słabszego partnera to jak nos wytrzeć; przykładów mnóstwo: haniebnie porzucony Wietnam (30 kwietnia 1975), rzucona ruskiemu lwu Gruzja (sierpień 2008), zdradzony Irak, Afganistan, tchórzliwie opuszczona Somalia. Wiele znaczy tu krótki horyzont czasu amerykańskiej polityki, od-do wyborów rotujących co ledwie 4 lata, w światowej polityce tyle co nic. Dla nas atrakcyjność USA obniża też odległość tego kraju: przeważnie będzie to sojusz z gatunku egzotycznych.

Niemcy, a właściwie kompleks Niemcy-Francja-Unia: podmiot, z którym jesteśmy najsilniej związani, zintegrowani gospodarczo i instytucjonalnie, chociaż niekoniecznie wszędzie na tym dobrze wychodzimy; rozpowszechnia się świadomość tego, że w istocie z Zachodem Europy jesteśmy w stosunkach niekolonialnego wyzysku i skrępowania rozwoju. Ponadto, atuty, których dostarcza nam należenie do Unii, są niwelowane przez socjalistyczny napęd Zachodniej Europy wraz z Niemcami i tamtejszy pęd ku utopiom: multikulti, genderowej, globalnoociepleniowej, wiatracznej, dotowanego rolnictwa itd., karmiącym rakowato rosnącą biurokrację.

O ile dla Rosji najlepiej, gdyby nas nie było, Ameryka (gdy sobie o nas w jakimś przebłysku przypomni) chce z nas zrobić swojego łańcuchowego psa przeciw Rosji, o tyle ideałem dla Niemiec wraz z Francją i resztą byłoby, gdybyśmy cicho siedzieli: zajęli się pracą i konsumpcją, zachowali swoje ciało i życie, a zrezygnowali z głowy i samowiedzy. Ale – uwaga! – Niemcy i reszta Europy właściwie nie mają środków, żeby nas zdyscyplinować, zrobić z nami porządek, gdybyśmy zechcieli prowadzić się inaczej i poważyli się na narodową podmiotowość.

Niemcy i pozostałe lokalne miękkie sub-mocarstwa zachodniej Europy (Francja, W. Brytania, Włochy, Hiszpania) są stanowczo najsłabszym z trzech otaczających nas ośrodków siły. Skoro najsłabszym, to łatwo może okazać się, że im właśnie jesteśmy najbardziej potrzebni. Jeżeli tak, to może też się okazać, że warto jest wobec nich postawić się: zademonstrować niezgodę, bunt, krnąbrność, wizerunek niegrzecznego chłopca. I tylko wobec Niemiec i reszty tamtych miękkich mocarstw – ponieważ i Rosja i USA wobec niegrzecznych zwykły stosować przemoc, a tego nie życzymy sobie. Precedensem jest tu historia Austro-Węgier, gdzie Węgry najpierw były buntującym się, zrewoltowanym, idącym do powstań kłopotliwym kuponem Austriackiego cesarstwa, po czym (1866) wymusiły dla siebie status współsuwerena. (Niestety, tylko na 50 lat, bo skutkiem wspólnie przegranej I Wojny Światowej, Austria uchowała się, wprawdzie nie jako mocarstwo, ale przynajmniej jako narodowe państewko, podczas gdy Węgrom zostały boleśnie odrąbane ich rdzenne członki. To przestroga, że mniejszy wspólnik może więcej stracić na upadku kompanii.)

Co z powyższego wynika? – Wydaje się, że dla Polski najkorzystniejszą jednak opcją będzie trzymanie z Niemcami, wręcz model Węgier przy Austrii, co w ramach Unii nie jest niemożliwe, z jednoczesnymi wysiłkami na rzecz własnej podmiotowości, gospodarki, edukacji, wojska. Na Unię Europejską i unię z Niemcami powinniśmy patrzeć – i nasi politycy powinni patrzeć – jak na historyczną przechowalnię, port-zatokę-harbour (przydatne są tu morskie metafory, których polszczyźnie brakuje), którą należy wykorzystać do tego, by w niej zregenerować się i rozwinąć wobec idącej dalszej i jeszcze mniej znanej przyszłości. To, że Rządzący przez 25 lat tego nie zrobili, nie oznacza, że tego kursu nie warto przyjąć jeszcze raz i skuteczniej.

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.

Korekta przez: Radek Ziemic (2014-06-26)



« Jak upadnie III Rzeczpospolita? Ukraina, nikt nic nie wie »

komentarze

[foto]

1. to bardzo ciekawa analiza • autor: Bogdan Zawadzki2014-06-26 22:06:32

Od pewnego czasu sam  zastanawiam się nad tym i dochodzę do podobnych wniosków. Rzeczywiście w obecnej sytuacji Niemcy wydają się być „najlepszym” kandydatem na sojusznika. Jednak w związku z tym pojawiają się poważne pytania. Czy „one” same chcą (czy pragną) tego aliansu?

To prawda, że z pośród tych trzech (USA, Rosja i Niemcy-EU) ostatni człon jest najsłabszy. Więcej, Berlin i Bruksela są tego świadome. Ale niedobrze dla nas, że „lekarstwa” na swoją słabość poszukują w Moskwie i Petersburgu i Rosja wykorzystuje to z premedytacją.

Oplątując i uzależniając UE od siebie siecią rurociągów dostarczających niezbędnej „mocy” Rosja zacznie wkrótce ustalać swój „ład”. Zapewne zechce odtworzyć wspólną granicę z uzależnionymi od siebie Niemcami jak za dawnych dobrych czasów. Wspólna granica a raczej brak bariery w postaci słabiutkiej Polski usprawni przepływ surowców i towarów oraz wszystkiego na czym można zarobić. Dla nas najlepszym rozwiązaniem jest stała obecność amerykanów w Europie (a dokładniej w Niemczech). Brak trzeciego gracza sprawi, że szala przechyli się na stronę zachodnich stronników (lobbystów) sojuszu rosyjsko-niemieckiego.


[foto]

2. ciąg dalszy • autor: Bogdan Zawadzki2014-06-26 22:07:17

Analogie austro-węgierskie wydają się oczywiste, ale monarchia Habsburgów w tamtym okresie była jeszcze bardziej osłabiona przegrywając w krótkim czasie wszystkie wojny ale co najważniejsze musiała przeprosić się z Węgrami, bo Rosja rozwijała na jej terenie panslawistyczną dywersję i bez pomocy Madziarów cesarstwo już w XIX wieku rozleciałoby się jak domek z kart (co stało się pod koniec I wojny światowej). Ponadto Węgry i Austrię łączyła tradycja wspólnej walki z istniejącym jeszcze imperium tureckim. Związek ten był tak silny, że oba „mocarstwa” zeszły z tego świata jednocześnie. Polakom i Niemcom brakuje takiego wspólnego „duchowego łącznika”…i jest to poważny problem. 

Austria i Węgry bały się rosyjskiej dywersji w postaci ruchu wyzwolenia Słowian,  współczesne Niemcy nie posiadając w swych granicach liczącej się populacji Słowian nie boją się Rosji, i widzą w niej tylko partnera do handlu. Węgry i Austria zmagały się w śmiertelnych zapasach z Turcją, a Niemcy i Rosja wspólnie najeżdżały Polskę. …

[foto]

3. ciąg dalszy • autor: Bogdan Zawadzki2014-06-26 22:08:13

To rzeczywiście są przeszkody, bo niezależnie od czynników materialnych do pełnego powodzenia konieczny jest czynnik duchowy (religia, ideologia, tradycja…etc) Ale co przed Unią w Krewie łączyło Polskę i Litwę? Tak więc wydaje się, że sprawa nie jest beznadziejna i ma szanse powodzenia. Tyle tylko, że Niemcy-UE i Polska muszą znaleźć sobie a jeżeli nie to samemu stworzyć „wspólnego” wroga przed którym musiały by się bronić. Niech to nawet będzie miś Yogi…ale to warunek konieczny.


[foto]

4. na koniec • autor: Bogdan Zawadzki2014-06-26 22:12:13

Nie chcę się rozpisywać, ale nie sposób zakończyć tego wątku. Zarzuca się Polakom, zwłaszcza odwołującym się do tradycji piłsudczykowskiej, że omamieni są ideą dwóch wrogów (Rosji i Niemiec). Otóż nic bardziej mylnego. Obóz niepodległościowy bardziej orientował się na Niemcy, a niżeli na Francję czy Rosję. Wszystko co wydarzyło się potem to zupełnie inna historia i nie czas i miejsce, żeby ciągnąć ten wątek.

Pragnę nawiązać do wymienionych tutaj na początku  przez Wojtka trzech głównych sił (a raczej tensorów) w różnym stopniu ingerujących w Polsce. Otóż jak przyjrzę się naszym dziejom, to graczy na naszym polu przeważnie bywało trzech. Ok. tysiąca lat temu żywioły: niemiecki, ruski i czeski doprowadziły do dramatycznego upadku państwa pierwszych Piastów. Każdy z nich miał swoje interesy, i każdy posiadał tutaj swoich klientów. W tragicznym XVII wieku były to siły : ruskie (kozackie), tatarskie i szwedzkie, które wykoleiły Rzeczypospolitą Wiek później to był już "sojusz trzech orłów" (Rosja, Prusy i Austria). I rzeczywiście …analogicznie do tego co zauważył Wojtek, jeden z nich był wewnętrznie słabszy. To pod jego skrzydłami rozwinął się polski ruch niepodległościowy. Dlatego czytając Wojtka optymistycznie spoglądam w przyszłość.

Pozdrawiam


[foto]

5. Polska 2010+ a Węgry 1860+ • autor: Wojciech Jóźwiak2014-06-26 23:14:32

Między sytuacją Polski obecnie a sytuacją Węgier przed rokiem 1867 (ustanowieniem dualistycznej monarchii Austro-Węgierskiej) jest wiele podobieństw. Węgry nie przyszły z zewnątrz, żeby się zjednoczyć z Austrią (jak to zrobiła np. Litwa w Krewie, z Polską), tylko już były i to od paru wieków w państwie Austriackim. Podobnie my nie przychodzimy z zewnątrz, żeby się zjednoczyć z Unią Europejsko-Niemiecką, tylko już w tej Unii jesteśmy.
Węgry w 1867 uzyskały podmiotowość w obrębie Państwa Austriackiego. Byłą to więc zarówno unia (zawarcie unii z Austrią) co "dyz-unia", ponieważ w tym akcie Węgry wyodrębniały się jako sub-państwo, podczas gdy wcześniej były tylko jednostką administracyjną.
Gdyby Polska zaczęła upodmiotawiać się w ramach Unii Eu., miałoby to cechy zarówno silniejszego związania się z Unią Eu., jak i cechy buntu przeciw Unii Eu.
Zapewne więcej o tym napiszę o osobnym odcinku.

6. Bardzo wnikliwa analiza,... • autor: Jerzy Pomianowski2014-06-26 23:23:53

Bardzo wnikliwa analiza, gratuluję.
Dorzuciłbym tylko coś z innej beczki.
Jądro unijne z Niemcami na czele pławi się w wypasionym socjalu dzięki niewolnikom tyrającym na nie w Indiach, Pakistanie, Chinach (do czasu), i w Polsce.
My nie mamy swoich kolonii do eksploatacji i pozyskiwania taniego pracownika.
Sami musimy zarabiać na swoje utrzymanie, więc zawsze będziemy od owego twardego jądra biedniejsi,  choć pracować będziemy ciężej.
Szkoda.

[foto]

7. Trzy siły albo więcej • autor: Wojciech Jóźwiak2014-06-26 23:23:54

Co do trzech sił w "siłowym polu" w którym zanurzona jest Polska: coraz silniej będzie działać czwarta siła: Turcja. W skali świata może nie bardzo ważna, ale w naszym regionie tak. Na Bałkanach są cztery państwa-sieroty, których Europa nie chce: Albania, Kosowo, Bośnia (te z powodu islamu) i Macedonia -- ta z powodu idiotycznego weta Grecji. Tam jest wyraźna plama słabości wpływów i Unii Euro-Niemieckiej, i USA, i Rosji -- i ta plama czeka na Turcję. Słowiański sąsiad Turcji czyli Bułgaria od dziesięcioleci kurczy się ludnościowo, a Turków ostro przybywa i wcale od tego nie biednieją, przeciwnie. Najlepiej gdyby w Tarace napisał o tym ktoś, kto się na tym zna :)
[foto]

8. Podmiotowość także ekonomiczna • autor: Wojciech Jóźwiak2014-06-26 23:30:24

Jerzy, "wybicie się na podmiotowość" obejmuje również nie-dawanie się okradać :)
[foto]

9. Czwarta siła. ...To się dzieje na prawdę • autor: Bogdan Zawadzki2014-06-27 06:15:34

W ostatnich latach przebywając we wszystkich  wymienionych przez Wojtka „potureckich państwach-sierotach” oraz przyglądając się coraz mocniejszej pozycji Turcji na arenie międzynarodowej (komuś to bardzo przeszkadza o czym świadczą wciąż na nowo podejmowane próby jej destabilizacji ) doszedłem do identycznych wniosków.

Pozdrawiam

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)