Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 sierpnia 2013

Michał Mazur

Głos w kwestii Przodków, z trochę góralskiej perspektywy


Po raz kolejny w „Tarace” przewija się wątek przodków: tego czy i w jaki sposób ich „wzory” determinują i wpływają na nasze życie, oraz tego, które cechy charakteru, zwyczaje i wzory zachowań można (lub nie) po nich odziedziczyć. Podsumowując, do tej pory pojawiły się wpisy:

W mojej opinii wszystkie są wartościowe i dziękuję za nie – ale czy mogę do nich dodać coś jeszcze? Postaram się podzielić własnymi refleksjami, w jaki sposób wzory moich własnych przodków determinowały bądź nadal determinują moje zachowanie. Sytuacja ze mną i moimi przodkami wygląda podobnie jak u Przemysława Kapałki: nie żyję na tej samej ziemi co oni, ciągłość tradycji została zerwana już dawno. Moi przodkowie też pochodzili z różnych stron, z tym że jeszcze na dodatek reprezentowali różne etnosy i tradycje – ci ze strony mamy to górale spod Babiej Góry (mimo wielu „lackich” nazwisk podejrzewam, iż raczej z przewagą elementu wołoskiego, parę nazwisk brzmiących jak spolonizowane nazwiska niemieckie), ze strony ojca spolonizowani Austriacy i Niemcy, pożenieni z Polkami o nazwiskach inteligencko-drobnoszlacheckich. Jednakże odwrotnie niż Przemysław uważam, iż nie ma ludzi całkowicie wolnych od wpływów przodków. Spróbuję przedstawić jak to u mnie wygląda, odwołując się do historycznej góralszczyzny jako do najbardziej dystynktywnej formacji z wyżej wymienionych, by dać innym lepsze pojęcie o tym, ile „przodczych kości” może być w nas samych.


1. Ja jako dzieciak

Jako dzieciak początkowo sprawiałem drobne problemy wychowawcze – zawsze lubiłem uciekać, gonić samemu, a w przedszkolu za bójki z kolegami chyba najwięcej ze wszystkich przesiedziałem za karę w kącie, siedząc „po turecku”. I chwała za to paniom przedszkolankom, dzięki nim przynajmniej „wyszedłem na ludzi” – tzn. chyba :). Utemperowałem się gdzieś pod koniec zerówki, nauczyłem się wtedy czytać jako jeden z pierwszych. I tak w końcu wyrósł mały inteligent, który od problemów uciekał w świat książek (mało kto miał wtedy komputer). A jak było wcześniej? W wieku mniej więcej pięciu lat bardzo chciałem nosić długie włosy i jeszcze tak ze dwa warkoczyki – o, to już w ogóle byłoby fajniuśko. No i może jeszcze jakąś opaskę do tego, żeby nie zasłaniały zbytnio pola widzenia. Mama, gdy to już jej zakomunikowałem, oczywiście sprawiała wrażenie nawet bardziej niż lekko zaniepokojonej. O ile sięgam pamięcią, niczym się nie inspirowałem, a różnej maści sceniczne „pajace” raczej budziły mój niesmak, choć i czasem lubiałem popatrzyć na nich, by się trochę pośmiać. Czytelnikom przypomnę, że w początku lat 90-tych w Polsce ciągle trzymano się wzorów, w myśl których „facet ma być facetem, kobieta kobietą” (nie dopuszczając do myśli tego, że np. dzieci w procesie socjalizacji różnych próbują rzeczy, by móc ustalić sobie czego mają się trzymać w przyszłości), pozycja kleru była o wiele silniejsza, no i oczywiście wpływy „zgniłego zachodu” były u nas dużo mniejsze. No i nie gościł w naszej telewizji np. taki Tinky-Winky, jakże straszliwie deformujący kwestie seksualno-genderowe u maluchów :)

Wracając do długich włosów – to był silny impuls, który pochodził z wewnątrz. I wcale nie było w nim nic „niemęskiego” – przynajmniej ja tak wówczas tego nie odczuwałem. Minęło trochę czasu (i wiele mojej złości) zanim mi ostatecznie wyperswadowano, że długie włosy noszą dziewczynki.

Oprócz tego w dzieciństwie fascynowali mnie długowłosi Indianie, zwłaszcza jak rzucali tomahawkiem. Choć oczywiście rycerze też. A zamiłowanie do broni białej pozostało mi do dziś.

To było lata temu i od tamtego czasu raczej nie wracałem do tego myślami. Jednak pół roku temu znalazłem coś co mnie zaciekawiło i jednocześnie lekko zszokowało – a mianowicie prace dr Urszuli Janickiej-Krzywdy nt. zwyczajów górali babiogórców. Przeczytałem parę z nich z uwagą i odnalazłem w nich także swój wzór – długowłosego wojownika – jako wzór Przodków.

Ogólnie rzecz ujmując, u nas w górach, zwłaszcza tam gdzie była „wieś wołoska” mężczyźni i młodzieńcy nosili długie włosy do ramion, czasem zaplatając w nich parę drobnych warkoczyków (a zbójnicy mieli w zasadzie całość zaplecioną w warkoczyki). Oprócz tego mężczyźni powszechnie nosili broń – ciupaski i pistolce zatknięte za pas (szeroki, osłaniający podbrzusze, jak w najbardziej archaicznych czasach). Te militarne elementy stanowiły w XVIII i XIX wieku już raczej symbol ich statusu. Występowały jako część ich stroju, także tego odświętnego, gdy górale wychodzili z chaty (no chyba że wychodzili „za potrzebą”). Oprócz tego kładziono nacisk na rozwijanie umiejętności rzucania ciupaską. Jeszcze w II poł. XIX wieku facet u nas nie mógł się żenić, jeśli nie opanował tej sztuki.

Kiedy nasi przodkowie zarzucili te wzory? Zapewne już pod koniec XIX wieku, maksymalnie na początku XX stulecia. Wtedy ostatecznie utrwaliły się obyczaje „lackie” – cóż, tak wyglądał u nas postęp... Zresztą część oryginalnych, góralskich wzorów w warunkach modernizacji i tak byłaby nie do utrzymania. W każdym razie w połowie XX wieku wielu ludzi w okolicach Babiej Góry nawet nie mówiło już gwarą. Wliczając w to moją rodzinę. Pozostało za to poczucie pewnej pustki.


2. Niedbale rzucone portki. Walcz o swoje. Myśl sobie sam

Pisząc wcześniejszy akapit przypomniała mi się jeszcze jedna kwestia. Mój dziadek (którego nie pamiętam, gdyż zmarł jak miałem pół roku) miał taki charakterystyczny sposób niedbałego zarzucania portek na krzesło, gdy wracał zmęczony – to zawsze tak szczególnie wyglądało, jakby potrafił wydobyć z tego swoiste „maximum niedbałości”, za co babcia miała się podobno strasznie złościć. Będąc dzieckiem miałem dokładnie tak samo, gdy wracałem zmęczony np. ze szkoły czy z zabaw z kolegami, co z kolei irytowało moją mamę. Trochę jej to zajęło, zanim wypleniła u mnie ten nawyk – choć rzut oka przez ramię, na mój pokój mógłby sugerować iż jednak nie do końca...

To coś jak odziedziczony po pradziadku nawyk skręcania ucha, o którym wspominała Katarzyna Urbanowicz w Wiecznym nauczaniu... Dopóki jesteśmy dziećmi, dopóty jeszcze jesteśmy sobą. W procesie socjalizacji tracimy sporo cech dla nas naturalnych, z których część mogła być odziedziczona po przodkach. Ale zawsze coś zostaje.

Czasy licealne wspominam bardzo ciepło, choć oczywiście były też pewne problemy. Jednym z nich był fakt, że część starszych nauczycieli zdawała się nie dostrzegać zapisów w statucie szkoły i wystawiała oceny raczej według własnego uznania. W każdym razie nie pasowało to do tego, co stało w statucie. Starałem się uwrażliwić innych na ten problem, ale spotkałem się ze zdumiewającą biernością z ich strony (co dziwne, bo było to bodaj najlepsze liceum w okolicy, a innym też zależało na ocenach). Starałem się też rozmawiać z tymi nauczycielami, no i w zasadzie wszedłem w mały konflikt z nimi – momentami nawet troszkę na zasadach „Prawem i lewem”, jak tytuł znanej książki Łozińskiego. Jednak najbardziej zaskoczyła mnie obojętna postawa koleżanek i kolegów: taka jakby zaprawiona mieszanką strachu i „szacunku dla autorytetu”. Bierność całkowita. Zawsze mi coś takiego podnosiło ciśnienie, czasami nawet bardziej niż sam problem – zadawałem wtedy sobie pytanie – Dlaczego nie ma w nich takiego instynktu walki o swoje? Z drugiej strony jednak, gdy już zdążyłem ochłonąć brzmiało ono – A dlaczego we mnie jest?

Drugą drażliwą kwestię stanowił stosunek do polityki. U moich rówieśników był on najczęściej dość bezkrytyczny – rozumowali po prostu, że Tusk jest OK, a Kaczyński „be”. Ja sam wówczas jeszcze popierałem tę ostatnią opcję, ale tylko dlatego, że dostrzegałem w niej wolę walki o swoje (lub o nasze) – choć teraz wiem, że była to raczej iluzja. Nie zajmuję się już politykowaniem, bo to strata czasu, choć do wyborów pójdę (mimo że uważam, iż nie ma na kogo głosować). A w kontekście propagandy płynącej z mass mediów, popierających tylko jedną opcję mówiłem kolegom i koleżankom: oni was oszukają, wykorzystując młodzieńczy entuzjazm i łatwowierność. Mówiłem: myślcie sami i patrzcie tam, gdzie dla was korzyść, a nie żeby za was ktoś myślał. Bo inaczej efekt końcowy będzie raczej kiepski. Jak czas pokazał nie pomyliłem się, a przyszłość, zwłaszcza dla młodego pokolenia też nie rysuje się najlepiej... Nie wypominam im tego przy okazji wspólnych spotkań, bo nie chcę być złośliwy – wcale mnie nie cieszy, że miałem rację.

To mój portret własny, albo raczej pewnej części mnie samego – a jak to się ma do historycznej góralszczyzny?

Od dawien dawna góral był skłonny do niezależnej refleksji myślowej (choć wiadomo, jej poziom bywał różny), uważał ją za wartość i taki wzór przekazywał swoim dzieciom w procesie wychowania. Mnie już nikt tego nie przekazał w ten sposób (choć wzór walcz o swoje pozostał), więc wnioskuję, że gdzieś ten „przodczy wzór” musi tkwić we mnie głęboko. Nadto, typowego górala cechowała go pewna nieufność, szczególnie wobec władzy (wbrew pozorom to raczej pozytywny wzór, zwłaszcza dla osoby żyjącej w Polsce). Oraz zdolność do oporu (także czynnego), gdy ta naruszała jego prawa.

Natomiast za „Lacha” najczęściej myślał KTOŚ. Historycznie był to Pan Ksiądz albo Pan Dziedzic, dyktujący warunki i będący jednocześnie autorytetem. Nie wiem, może w prapoczątkach Słowiańszczyzny wyglądało to jakoś inaczej – niedostatek źródeł historycznych pozwala nam jedynie na spekulacje na ten temat. W każdym razie obecnie to, jak myśleć, dyktują Olejnik, Lis, Wojewódzki i Figurski czy inne „autorytety” – i niestety sporo Polaków to kupuje (Polaków-górali, z tego co zdołałem rozeznać, na szczęście nieco mniej). „Osobistości medialne”, które natrętnie ładują się ze swym myśleniem w nasze życie, a subtelności w nich tyle, że więcej posiada jej przysłowiowy słoń w składzie porcelany. Żal.

Mnie natomiast strasznie złości, gdy ktoś chce manipulować moim myśleniem i narzucać mi swoje wzory. I cieszę się, że nie mam telewizora. Do gazet zaglądam raczej rzadko, zwłaszcza tych politykujących. Wolę książki, zwłaszcza dotyczące historii, wzorów naszych przodków. No i szamanizmu oczywiście. Przy nich nie staję się zbytnio nerwowy. No właśnie, górale mieli zawsze ten problem, że za łatwo się denerwowali. Poznając nie tylko mocne strony Przodków, ale także te słabe, poznajemy lepiej nasze własne.

Przez wakacje muszę sobie trochę więcej poczytać nt. góralszczyzny, zwłaszcza ujmowanej z perspektywy historycznej (wiele oryginalnych wzorów zanikło bądź uległo zmianie, przybliżając się do modelu ogólnopolskiego) – z pewnością znajdę jeszcze coś swojego. Zwłaszcza w pracach dr Janickiej-Krzywdy, dotyczących przede wszystkim naszych stron. Już teraz mogę rzec, że spojrzenie na siebie samego z góralsko-wołoskiej perspektywy wiele mi dało – choć tylko część moich przodków pochodziła z gór. I teraz mogę powiedzieć, że nareszcie zaczynam siebie rozumieć.


3. My i Przodkowie

Oczywiście nie wyobrażam sobie, by człowiek kompletnie ignorujący swych przodków i ich tradycje mógł być naprawdę szczęśliwy – nie chodzi mi o to, by bezgranicznie afirmował wszystkie z nich (umm... ciężko byłoby mi hołubić np. zbójectwo karpackie), ale by je szanował, rozumiał kontekst w jakim powstały i ich wagę dla dawnych społeczności, a przez zadawanie sobie pytań o to, ile z „przodczych kości” jest w nim samym dążył do lepszego samopoznania. To ma nawet pewien wymiar biologiczny – jak wspominał Michał „Hardy”, któremu typowo rolnicze pożywienie raczej nie służy, dobrze jest wiedzieć także (lub przynajmniej móc domniemywać), jaka była dieta naszych przodków – po to, by cieszyś się zdrowiem. Patrząc na to, jak zęby mi się psują (i innym też – to chyba jakaś plaga na południu Polski), ile osób spośród rodziny i znajomych cierpi na różne choroby układu kostnego i stawów etc. dostrzegam, iż przydałoby się wrócić do diety bogatej w produkty z mleka kóz i owiec, i do samego takiegoż mleka oczywiście (mleko krowie jest o wiele uboższe w mikroelementy – mnie dodatkowo nigdy ono nie służyło, miałem nań alergię). Oscypek nie powinien być jedynie atrakcją turystyczną, ale elementem codziennej diety, zwłaszcza górali oraz osób z takimż pochodzeniem. Pogłowie kóz i owiec winno być dużo większe niż obecnie – a pasterstwu transhumancyjnemu należą się ułatwienia prawne, nie zaś unijne czy krajowe restrykcje. Dobrze byłoby móc odżywiać się tak jak niegdyś nasi przodkowie. Mnie samemu to już pewnie za wiele nie pomoże, ale chciałbym chociaż by moje dzieci (jeśli takowe będę miał w przyszłości) były zdrowe...

Oczywiście, własne „przodcze kości” można też zupełnie zignorować, ale jakoś nie wierzę, by takiej osobie naprawdę „darzyło się” w życiu. Nawet coś osiągając zawsze będzie odczuwać pewien niedosyt, nieraz trudny do zidentyfikowania. A pewnego dnia jak każdy prędzej czy później odejdzie do Wieczności, na dodatek zapewne z poczuciem niespełnienia.

I co powiesz Przodkom, jak ich tam spotkasz? A co oni tobie powiedzą?

Podejrzewam, iż takie rozumowanie może się wydać nieco dziwne współczesnemu człowiekowi, ale dla mnie jest ono jak najbardziej naturalne. Nie wiedzieć czemu – tak jeszcze do niedawna mógłbym powiedzieć. Obecnie jednak już zdaję sobie sprawę z tego, że historycznie swoisty „kult przodków” był ważny dla wszystkich społeczności o wołoskich korzeniach. W polskiej góralszczyźnie przetrwały jedynie pewne jego relikty, ale Wołosi żyjący na terenach byłej Jugosławii po dziś dzień zachowują wiele wspaniałych, prastarych tradycji z nim związanych – ciekawe publikacje naukowe na ten temat to Sacred Language of the Vlach Bread (autor Paun Es Durlić) oraz The Vlach Funeral Laments (Annemarie Sorescu-Marinković). Podejrzewam że Słowianie mogli wyznawać podobne wartości, ale utracili je całe stulecia wcześniej.

W obu pracach uwagę zwracają spostrzeżenia nt. niezwykłej archaiczności obyczajów i wyobrażeń wołoskich związanych z przodkami, jak również pewnych wołoskich symboli. I tu dochodzimy do problemu zasygnalizowanego przez W. Jóźwiaka w artykule Awarowie i górale – czy górale są „pra”, czy też nie?

Mimo iż ludność wołoska czy niemiecka była napływowa (choć polska też – koloniści z Małopolski) górale są „pra” (ok, byli – mówmy już raczej w czasie przeszłym) – z racji tego, iż wiele zwyczajów przyniesionych w polskie góry przez ich przodków ma naprawdę archaiczną genezę. Obecność danego ludu na danej ziemi nie jest czynnikiem decydującym – to raczej wyobrażenie typowe dla kultur rolniczych. Owszem, swoisty „romantyczny mit” związany z prastarością góralszczyzny opierał się raczej na instynktownych odczuciach jej „odkrywców” i piewców, ale archaiczność wielu góralskich tradycji jest do udowodnienia. Wiele wzorców można zaklasyfikować jako pozostałości prastarych indoeuropejskich wzorów: długie włosy (no i broń jako element stroju) noszone przez mężczyzn-wojowników. Tańce orężne, w których brali udział tylko mężczyźni – podejrzewam, że były to pozostałości tańców transowo-ekstatycznych, praktykowanych niegdyś przez wojowników w wielu kulturach. Typ wojowniczo-rozbójniczej grupy młodych mężczyzn, która miała wyprowadzać ich w dorosłość, kończąc proces socjalizacji – w nauce niemieckiej zwie się to Männerbund. U nas jeszcze w XIX wieku widać było pewne tego relikty – bez przejścia pewnego etapu w życiu nie można było się żenić, nie było się „dorosłym”. Podobne tradycje reprezentowały inne ludy indoeuropejskie, Słowianie prawdopodobnie też, tylko że utracili je całe stulecia wcześniej (albo raczej: im je odebrano). Warkoczyki w uczesaniu męskim są również „pra” – stanowiły z kolei symbol wojowników z Wielkiego Stepu. Trafiły do nas prawdopodobnie z racji tego, że w etnogenezie Wołochów brali udział także Kumanowie – choć wcześniejsze wpływy ludów o podobnej proweniencji (np. Pieczyngowie, Awarowie) również nie są wykluczone. No i „krzyżyk niespodziany” – prastary symbol występujący w zasadzie w całej Eurazji. Była także słowiańska Sobótka – w okolicach Babiej Góry trzymała się dość mocno co najmniej do końca lat 60-tych, choć oczywiście już w schrystianizowanej formie. I oczywiście pasterstwo transhumancyjne i wszystkie tradycje z tym związane. Dowiedziałem się kiedyś od pewnego prominentnego badacza dziejów Skandynawii, że bardzo podobne zwyczaje jak redyk i mieszanie owiec występują jeszcze na Islandii – u bodaj najbardziej konserwatywnego ludu Europy, mówiącego językiem, który zmienił się niewiele od czasów redakcji sag skandynawskich (XII-XIII wiek! Podczas gdy dla nas polszczyzna z połowy XVII wieku byłaby trudna do zrozumienia). Islandczycy nie mają z góralami zbyt wiele wspólnego – oczywiście za wyjątkiem tego, iż jedni i drudzy zasadniczo są Indoeuropejczykami, co pośrednio świadczyć może o archaiczności niektórych pasterskich tradycji.

Można by zapewne wskazać coś jeszcze, coś co swymi korzeniami sięgać może wzorów wspólnoty indoeuropejskiej (lub innych, podobnież archaicznych) – ale to by wymagało osobnego artykułu.


Bardzo mnie ciągnie w stronę dalszego badania tych tradycji, i to nie tylko w odniesieniu do górali czy ludów wołoskich. Ciekawe czemu. Jeszcze do niedawna zrozumienie tego aspektu samego siebie stanowiło dla mnie pewien problem. Obecnie jednak wiem jedno: Przodkowie żyją nie tylko w naszej pamięci i refleksji, ale i w nas samych, w pewien sposób determinując nasze sposoby myślenia i zachowania, choć może nie wszystkie. Niezależnie od tego, czy to się komu podoba, czy nie.

Świadomość tego stanowi pierwszy krok do pełniejszego samopoznania.


Michał Mazur




komentarze

[foto]

1. Sprostowanie • autor: Przemysław Kapałka2013-08-15 15:30:13

Małe sprostowanie: Nie uważam, że można być całkowicie wolnym od przodków. Po prostu nie wiem. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś mnie poddał analizie. Ja sam tego nie zrobię, bo nie wiem jak, a mam wystarczająco dużo innych problemów żeby to zgłębiać.

A co powiem przodkom jak ich spotkam? Raczej posłucham, co oni powiedzą mnie.


[foto]

2. Racja - najpierw... • autor: Michał Mazur2013-08-15 18:12:13

Racja - najpierw słuchać, potem (ewentualnie) odpowiadać. Poprawna kolejność rzeczy - jak w szamanizmie
[foto]

3. Znajomo wygladają... • autor: Wojciech Jóźwiak2013-11-22 16:06:12

...ci Górale:

górale

Ale to nie nasi podtatrzańscy, tylko z Siedmiogrodu.
Oryg. tu: Magyar népviselet.
[foto]

4. Racja, była też... • autor: Michał Mazur2013-11-26 17:11:54

Racja, była też w górach grupa określana jako "Madziary" - i pewnie była to grupa etniczna troszkę obca dla górali. Była nawet taka przyśpiewka góralska o Madziarze-alkoholiku:

[...] Za Madziara płacom dzieci, za Madziara płaci żona / I Madziara ni ma doma [...] 

W kulturze ludowej takie cechy z reguły przypisuje się "obcym", choć Lachom takich cech raczej nie przypisywano (twierdzono za to co innego, np. że mają "miękkie" obyczaje). Ciekawe.
[foto]

5. Sasi siedmiogrodzcy: • autor: Michał Mazur2013-11-26 17:14:19

Sasi siedmiogrodzcy:

File:Sächsische Bauern aus der Umgebung von Hermannstadt.jpg

6. straszny upadek starych zwyczajów • autor: Jerzy Pomianowski2013-11-26 18:16:02

Gdzieś od dwóch pokoleń prowadzimy urozmaicone życie towarzyskie, więc korzenie mamy tak poplątane, że trudno zdecydować które "przodcze kości" mamy, a których nie. Trzeba sobie wybrać, czy te po ojcach, czy te po pramatkach.
Niedawno w salonach udzielała się pewna norweska specjalistka od żywienia popularyzująca myśl, że należy jeść to co od wieków jedli przodkowie mieszkający na tym samym co my terenie.
Przez poprawność polityczną nie dodała iż nie da się tego zrealizować bez zakładania rodzin wyłącznie wśród lokalnej grupy ludzi podobnych do siebie pod względem linii genealogicznych. .
Obecnie jest czymś normalnym, gdy ojciec pochodzi z gór, a matka jest z rodziny nadbałtyckich rybaków.
Cóż wtedy ich dziecko powinno zajadać?
Ryby czy oscypki?

[foto]

7. Jedno i drugie... • autor: Michał Mazur2013-11-27 10:03:52

Jedno i drugie - ze względu na dużą zawartość wapnia :) 
Niektórzy górale ryb nie jedzą, mówiąc że "ryby to gady". Ale ja kojarzę piękne historie o małych rybkach z górskiego potoka, - dzieci same je łapały i było przy tym kupa śmiechu. Przysmarzało się je na masełku i jadło w całości bo były drobne

Takich rzeczy w restauracjach nie serwują, ino krewetki - robale jakieśik :)
[foto]

8. Michał, • autor: Adrian Leszczyński2014-05-26 21:47:49

Było już tyle, co nas dzieli (np. poglądy na pochodzenie Słowian), ale po przeczytaniu tego artykułu (dopiero dziś to zrobiłem), widzę, co nas łączy:
1. Góralskie pochodzenie i w obu przypadkach po kądzieli.
2. Być może wołoska krew???
3. Chęć noszenia długich włosów, z tymże u Ciebie w dzieciństwie, u mnie w liceum (uważałem się za "metala", choć dziś tego po mnie kompletnie nie widać; lubiłem Metallikę, Sepulturę, Slayera, Kreatora, King Diamond's czy Sodom. Mocna muzyka). Włosów długich jednak nigdy nie zapuściłem - nie pasowały mi po prostu.
4. I to: "A w kontekście propagandy płynącej z mass mediów, popierających tylko jedną opcję mówiłem kolegom i koleżankom: oni was oszukają, wykorzystując młodzieńczy entuzjazm i łatwowierność. Mówiłem: myślcie sami i patrzcie tam, gdzie dla was korzyść, a nie żeby za was ktoś myślał. Bo inaczej efekt końcowy będzie raczej kiepski." Strasznie nie lubię medialnej propagandy, rzadko oglądam TV (chyba, że mecze LM lub żużel). Ostatnio z taką totalną propagandą medialną mieliśmy (i nadal mamy) przy okazji wydarzeń na Ukrainie. Zupełnie inaczej widzę te wydarzenia niż większość mediów.
5. "W każdym razie obecnie to, jak myśleć, dyktują Olejnik, Lis, Wojewódzki i Figurski czy inne „autorytety” – i niestety sporo Polaków to kupuje (Polaków-górali, z tego co zdołałem rozeznać, na szczęście nieco mniej)." No to na tym przykładzie również widać, że chyba ze mnie rzeczywiście prawdziwy góral jest :-) Wyżej wymienione "autorytety" omijam szerokim łukiem. Od dawna ich nie oglądam. A Lisa nie trawię tym bardziej, gdyż to zagorzały falubaz :-D
[foto]

9. No widzisz :)... • autor: Michał Mazur2014-06-02 09:04:48

No widzisz :) Ja sobie teraz całkiem komfortowo żyję bez narracji takich "autorytetów". Uciekam do wzorów przodków - badając je. To mnie wciąga. Toteż czasami nawet do "Taraki" nie zaglądam tydzień, dwa.

EDIT Transhumacja w górach w wykonaniu Połowców (i inne sprawy): http://en.wikipedia.org/wiki/Kipchaks_in_Georgia

Wierzchni ubiór męski w Gruzji zwie się chokha; brzmi to nawet podobnie jak ogólnokarpacka czucha (w wymowie "mazurzącej" cucha), choć krojem i materiałem różni się znacznie. Co ciekawe, wydaje się iż Gruzini nazywali ten ubiór inaczej przed przybyciem na ich ziemie różnych migrantów, wśród których najliczniejsi byli zapewne Połowcy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)