Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 maja 2013

Nes W. Kruk

Gnostycki szaman, ukrzyżowane Słońce

Kategoria: Nowy szamanizm

(Pierwsza wersja tego tekstu już była w Tarace, od 24 grudnia 2010.)


Co różni wizję od snu? Czy wizja kreuje rzeczywistość, czy to rzeczywistość ma wpływ na wizję? W jednym ze snów zobaczyłem powyższy symbol wyrwany zupełnie z kontekstu treści samego snu. Sigil wisiał przede mną przez kilka sekund, na tyle długo, by udało mi się go zapamiętać. Po przebudzeniu przerysowałem każdy szczegół nie wiedząc właściwie czym jest ta mandala i czy w ogóle ma jakiś sens. Być może widziałem ten symbol już wcześniej i wyparty ze świadomości wrócił we śnie w nieco zmienionej formie. Takie rzeczy się zdarzają. Nie ma co zaraz interpretować tego jako ingerencji sił wyższych/niższych. Być może jest w tym coś więcej. Przez dłuższy czas nie miałem pojęcia co on oznacza, próbując bezskutecznie zinterpretować jego znaczenie.

W noc przesilenia zimowego 2010, gdy pracowałem nad gnostyckim tekstem „Narodziny Słońca”, trafiłem na poniższy symbol:

Był to pierwszy ślad, wskazówka jak odczytać przekaz graficzny, który pojawił się we śnie półtora roku wcześniej. Szukając jego znaczenia trafiłem na informację, że to symbol Asyryjskiego boga Słońca – Aszury (Aššur). Jakkolwiek by nie było, świetnie to pasowało do mojej ówczesnej obsesji na punkcie symboliki Słońca, Smoka i Lucyfera, walki światła z ciemnością i temu podobnych relacji i przejawów dzielenia świata na części. W mojej praktyce dualizm na czerwień i błękit, biel i czerń jest wręcz wszechobecny. Łączą się one w Indygo (lub fiolet) i szarość (cień jako połączenie światła i ciemności). Dotyczy to również Agnisomy, jednego z eksperymentów, który trwa(ł) na przełomie lat 2010-13.

Śledząc dalej wątek Assury zaszedłem do hinduizmu. Tam Asurami zwano przeciwników Dewów (bogów). Odwrotnie było u Zoroastra – Ahura (Asura) był dobry, a Dewa (Devil) zły. Podobne brzmienie ma słowo AEsir, którym nazwano nordyckich Asów (l.poj.: Ass, żeńskie Asynja). Czy możliwe jest, że nastąpiło pomieszanie na linii Aesir-Thurs, tak jak to się stało z Gwiazdą Poranną, której przypisano przywództwo piekielnych zastępów? Thursowie, mając na uwadze ich charakter i podobieństwo do greckich Tytanów, bardziej przypominają Assurów. Jedno ze źródeł podaje: „Termin asura odnosi się do osoby „poszukującej mocy” lub „spragnionej mocy”.” Praindoeuropejski trzon „As” oznaczał istotę obdarzoną mocą”. W mitologii hinduskiej Asurowie byli wcześniej równoprawni Dewom i są z nimi spokrewnieni. Pokrewieństwo nie dziwi też w mitologii germańskiej. Asowie pochodzą od Thursów – Odin był synem Thursa, Loki był Thursem. Wzmiankę o pokrewieństwie odkryłem też w gnostyckiej wizji mitu stworzenia świata, nad którą niedawno pracowałem:

10. Oto Krew spłodziła bogów i ich losy.
Z Krwi Węża pochodzą bogowie.
Z Węża się narodzili.
(...)
27. Tak otworzyli Bramę do Śmierci
28. I przez śmierć przeszedł Rozpad – pierwszy z braci, którzy zrodzili się z Krwi Węża, gdy ta wylana została rodząc Śmierć.
29. Zrodzeni a nie stworzeni.
(...)
39. Sześć odłamków czarnego lustra, i sześć odłamków białego.
40. Sześć płomieni ognia, i sześć ostrzy lodu.

Trzeba zwrócić uwagę też na fakt, że opowieści w formie mitów zazwyczaj odzwierciedlają poglądy panujących – „zwycięzcy piszą historię”. Stąd ocena, że jakieś istoty są złe może wynikać po prostu z propagandy rządzących bogów lub boga. Jeśli ktoś chce mieć wyznawców, najlepiej zrobi, jeśli da ludziom wroga, zło, przed którym ochroni. Niech to będzie jakiś wcześniejszy adwersarz – dwie pieczenie na jednym ogniu. W judaizmie bogów innych narodów również nazwano demonami, podobnie jak w chrześcijaństwie. Słowiańskie (i nie tylko) bajki i legendy pełne są diabłów, które kryją się w moczarach, kryptach, lasach.

Ciekawy jest w tym wszystkim pogląd Steinera, o którym pisze J. Prokopiuk w „Steinerowskiej demonozofii*. Niestety z przykrością odkryłem, że o ile na temat Lucyfera i Arymana panowie mają coś do powiedzenia, to jednak kompletnie nic nie wiedzą o Asurze. Choć część z ich teorii zgadza się z moimi obserwacjami, m. in. moc przekraczająca (pochłaniająca, niszcząca) ludzkiego „Ja”, to jednak postrzegają oni całe zjawisko dość jednostronnie – jako permanentne zło. Co ciekawe, zarówno w Lucyferze jak i w Arymanie są w stanie dostrzec wielość poziomów przejawiania się ich natury**, natomiast w stosunku Asury przyjmują dość tendencyjne stanowisko. Wyjaśnieniem dla mnie może być fakt, o którym pisze pan Prokopiuk, iż energia ta, choć starsza od lucyferiańskiej czy arymanicznej, pojawiła się na arenie ludzkiej stosunkowo niedawno i panowie po prostu nic o niej nie wiedzą. I tu dostrzegam pewien błąd, skądinąd u gnostyka niezrozumiały – opieranie się na literaturze, zamiast na gnosis. Nie można rozpad ego (JA) jednoznacznie i autorytarnie uznać za zło. Nie ja pierwszy to odkryłem. W końcu religie wschodu też opierają się na pracy nad uwolnieniem spod wpływu przywiązania, na którym bazuje ludzkie ego i dostrzegają w Ja źródło iluzji odcięcia od świata. W takim ujęciu Asurowie przestają być już tymi złymi a stają się potencjalnym kluczem do uwolnienia spod wpływu ego. Jak widać na przykładzie mitologii czy historii, przeciwnicy panujących zawsze są źli. Za czasów komunizmu w PRL-u kapitalizm był zły. Teraz mamy na odwrót – to kapitalizm jest dobry, a komunizm zły. Czy zniszczenie Ja jest złem? Patrząc na rządy totalitarne (religijne czy świeckie) rzeczywiście siły dążące do unifikacji zniewalały jednostkę, niszczyły indywidualne Ja na rzecz masy. Ale czy o to chodzi w buddyzmie, czy to jest cel Assurów? Wedle mnie, nie. To co każe mi odmiennie pojmować zjawisko zniszczenia Ja są moje studia nad szamanizmem. Ci którzy otarli się o temat dezintegracji osobowości w kontekście szamanizmu wiedzą, że śmierć Ja, jego rozpad jest naturalnym zjawiskiem inicjacji szamańskiej. Tyle że Steiner zatrzymuje się na samym rozpadzie zapominając, że jeśli jest śmierć, może też być i anastasis – odrodzenie. I to odrodzenie jest kluczowym doświadczeniem na drodze szamana. Umiera, zostaje rozdarty na części, by powstało nowe Ja, nowy człowiek. W przypadku doświadczenia szamańskiego to duchy odpowiedzialne są za proces śmierci i odrodzenia. W moim gnostyckim ujęciu te duchy zyskują (przynajmniej jakaś część z nich) imię – Assurowie. W przeciwieństwie jednak do większości gnostyków nie postrzegam wcielenia jako permanentnego upadku. Wręcz przeciwnie. Uwalniając się spod wpływu Ja transformujemy ego w narzędzie, czyli w to, czym w istocie jest. Jednakże to już nie my (można tu wstawić słowo „Jaźń” lub „Gwiazda”) podlegamy jemu, lecz ono nam. Wówczas korzystamy z percypowania rzeczywistości przez pryzmat ego nie tracąc świadomości jedności z rzeczywistością.

Postrzegam rzeczywistość jako doświadczającą samą siebie właśnie przez wielość Ja. Dzięki temu może doświadczać samej siebie. Wszelkie jednostkowe Ja zawierają się w Absolucie, choć mogą nie być tego świadome. Dzieje się to analogicznie do sytuacji we śnie, gdy nasza podświadomość tworzy różne postacie, które w istocie są składowymi nas samych. W gnostyckim ujęciu żyjemy w więzieniu.*** Gnostycy odrzucają wcielenie widząc w nim pierwiastek zła (Aryman, Demiurg). Dążą do wyzwolenia. W moim rozumieniu nie chodzi o to, by wyzwolić się z więzienia i uciec stąd, co i tak w końcu się stanie, ale by zniszczyć kraty i uwolnić się spod wpływu strażników, którzy czuwają nad tym, byśmy pozostawali w stanie uśpienia. Kiedy to się dzieje, możemy wciąż doświadczać wcielenia, materii, rzeczywistości (jakkolwiek to zwać), ale będąc wolnym. To czego szukam, to stan pośredni, neti neti, nie światło i nie ciemność, ale na granicy pomiędzy tymi dwoma. Dzięki temu można doświadczać obu, będąc w pełni sobą. Używając symboliki braci Wachowskich – chodzi o stan Neo, który osiągnął w trzeciej części trylogii, stan pomiędzy matrixem a realem. Nie chodzi o uwięzienie pomiędzy dwoma światami (stacja kolejowa), ale o zdolność przejawiania swojej mocy w obu światach. Tę zdolność szamani uzyskują przechodząc przez śmierć i ponowne narodziny. Stają się tymi, którzy funkcjonują między światami Ducha i Materii, ucząc się panowania nad własną mocą. Stają się Asurami – „obdarzonymi mocą”.


Nes Havason



Przypisy

* gnosis.art.pl

** Jerzy Prokopiuk pisze o Lucyferze i Arymanie: „Steiner wielokrotnie podkreśla, że same w sobie są one jak gdyby dalej dobre i jasne, a tylko w naszym kosmosie odgrywają taką rolę, ponieważ to jest ich forma poświęcenia się dla człowieka.”

*** Popularną formą tej tezy jest „Matrix” Wachowskich.



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)