Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 maja 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 115)

Gorzkie wnioski z czytania prof. Piskozuba


« dare.ht.lu.se czyli niesamowity atlas Państwa Rzymskiego Międzymorze: więcej »

Dotarcie do tego tekstu jest dość nieproste: trzeba wpisać długi adres https://books.google.pl/books/about/Problematyka_geopolityczna_ziem_polskich.html?id=IIDeAgAAQBAJ&redir_esc=y – jest to googlowa e-kopia książki „Problematyka geopolityczna ziem polskich”, zbioru artykułów pod red. Piotra Eberhardta z r. 2008. Następnie klikasz na „Wyświetl podgląd książki »” – i przewijasz do strony 187, gdzie początek artykułu prof. Andrzeja PiskozubaWspólnota cywilizacyjna mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej”. Europą Środkowo-Wschodnią Autor nazywa dawne terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów, na wstępie wyjaśniając, że dawna RON liczyła 990 tys. km kwadratowych, a jej dzisiejsze państwa sukcesyjne, Białoruś, Litwa, Łotwa, Polska i Ukraina, obejmują sporo więcej, bo 1254 tys. km. kw. – przy czym jest to stan sprzed rosyjskich aneksji w 2014 r., o których Autor pisząc 6 lub 7 lat wcześniej, wiedzieć nie mógł. Państwa sukcesyjne powiększyły się o zajęte przez Polskę „tzw. Ziemie Odzyskane” (słowa Autora) i przez Ukrainę, a wcześniej Cesarstwo Rosyjskie, „potatarskie obszary nadczarnomorskie”. Artykuł, jak i inne w tej książce, jest gęsty od treści, dla miłośników geopolityki i geohistorii cenna zdobycz, ale nie będę go streszczać, skupię się tylko nad wątkiem prognostycznym poruszanym przez Autora w ciągu artykułu.

Teza prof. Piskozuba jest taka, że po ponad 200 latach rozdarcia przez ościenne mocarstwa i waśni pomiędzy sobą, kraje sukcesyjne Rzeczypospolitej jednoczą się na nowo. Jak? – w ramach większej wspólnoty, Unii Europejskiej. Dla Polski, Litwy i Łotwy to już się dokonało jako akcesja w 2004 roku, dla Ukrainy ta perspektywa jest całkiem realna (jak ocenia Autor w 2008 r.), tylko Białoruś ze swoim odwróceniem się od Zachodu sprawia kłopot, ale nic, logika dziejów w końcu i ją skłoni do wejścia do europejskiej wspólnoty, wystarczy poczekać.

Dzisiaj, 8 lub 9 lat po tamtej książce, widzimy jak wiele się zmieniło. Majdan 2013/14 i retorsja ze strony Rosji, czyli zajęcie Krymu i rebelia w Donbasie, poskutkowały: uczyniły z Ukrainy kraj zarażony, skażony wojną i obarczony ciężarem konfliktu z Rosją. Kto by chciał z Ukrainą się stowarzyszać, musi tamten ciężar brać na siebie. Dodatek przykry, niewygodny, kosztowny i niebezpieczny. Majdan został wywołany pod hasłami „my, Ukraina, chcemy do Europy”, lecz skutek przyniósł przeciwny: oto narody Zachodu Europy chcą się od tej skażonej Ukrainy trzymać jak najdalej.

Rozpadlina pomiędzy eurounijnymi państwami sukcesji po Rzeczypospolitej, a będącymi pod rosyjską kuratelą (Białoruś) lub pod rosyjskim skażeniem (Ukraina) jest głębsza niż kiedykolwiek od 1992 r.

Można patrzeć na to jak na odnowienie się, jak starej rany, linii Cyryla, czyli linii granicznej między chrześcijaństwem łacińskim a ortodoksyjnym-słowiańskim. Częściowo przypomina też ona linię Ribbentropa-Mołotowa.

Autor wykazał się więc nadmiernym optymizmem. Który przecież kłoci się z inną jego zauwagą („tym, co zostało zauważone”), taką mianowicie, że Zachód Europy i jej Środkowy Wschód są w czasie historycznym przesunięte w fazie. Kiedy u nich (na zachodzie) szalały wojny religijne w wiekach 16, 17, u nas jeszcze królowała renesansowa tolerancja. Rok 1648, pokój westfalski, tam kończył (skutecznie jak dotąd!) religijnie motywowane wojny, u nas przeciwnie: je zaczynał. Kiedy u nas Konstytucja 3 Maja obwoływała Polskę dziedziczną monarchią, w tych samych latach Francuzi rewolucyjnie zaprowadzali następne stadium rozwoju: republikę. Nacjonalizm, dążący do wypreparowania państw czystych narodowo „w tej części Europy pojawił się na schyłku XIX wieku blisko z sekularnym [jednego wieku] opóźnieniem w stosunku do europejskiego Zachodu” – pisze Autor, s. 201. „Gdy skończyła się druga wojna światowa, narody zachodniej części Europy miały już dość suwerenności swych państw /.../”. Tymczasem u nas pod sowieckim kloszem kwitły w najlepsze aż do r. 1989 polit-obyczaje wzorowane na monopartiach, Gleichschaltungach i urzędowych omnipotencjach jak u Mussoliniego i Hitlera, tyle, że „nasze” narodowe socjalizmy były nieco mniej agresywne na zewnątrz od tamtych – albo im Ameryka nie pozwoliła. To ostry kontrast z Zachodem, który od narodowych socjalizmów i narodowych dyktatur został wyzwolony w 1945 (Francja, Włochy, Niemcy) lub w 1974-75 (Portugalia, Grecja, Hiszpania). W końcu teraz Zachód jest w fazie kulturowego marksizmu z wizjami pacyfistycznego, dżenderowego i multikultijnego raju, a fazą następną wydaje się „Europa regionów” w której rozwiązano narody – podczas gdy my wciąż nie nacieszyliśmy się ich fazą z lat 50-tych XX wieku, czyli zapracowaniem na dobrobyt w Europie Ojczyzn. Jest prawdopodobne, że oni wchodzą w okres stuletnich wojen islamskich – który nam wcale się nie podoba.

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.

Korekta przez: Radek Ziemic (2016-05-14)



« dare.ht.lu.se czyli niesamowity atlas Państwa Rzymskiego Międzymorze: więcej »

komentarze

[foto]

1. Może da się coś przeskoczyć? • autor: Przemysław Kapałka2016-05-13 17:45:20

Przecież u nas była nietolerancja religijna, ale nie było wojen religijnych i takich rzezi, jak na Zachodzie. Z kolei tolerancji i wzajemnego poszanowania na Zachodzie chyba nie było nigdy przed 1648. Absolutyzmów u nas nie było ani nie było czegoś takiego, że król stoi ponad prawem i robi z ludźmi, co zechce. Myślę, że wiele z tego, co przerabia Zachód, czeka i nas, ale niekoniecznie wszystko.
[foto]

2. Też tak mi się wydaje, ale... • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-13 19:58:13

...jednak fakty są takie, że nie widać w naszej części Europy poważnych sił chcących przekroczyć nacjonalizm i nawyk "ratowania się osobno" w obrębie narodowych państw. Również na wady Unii widzimy tylko jeden sposób: uciekać, ratować się osobno. A mógłby ktoś z naszej strony Europy zaproponować inną wizję, inny model Unii.
Też zauważ takie coś: kiedy miał miejsce Majdan w Kijowie, miałem nastawione anteny, czy tam nie powstaje "coś nowego". Nowe rozwiązania polityczne. Nowe idee. Jakiś nowy porządek państwa, demokracji. I co? -- NIC NOWEGO tam nie powstało, nie powstało nic, co mogłoby być ofertą dla krajów i ludzi poza Ukrainą. Ukraińska "rewolucja" nie wytworzyła żadnego "eksportu rewolucji", żadnego "towaru eksportowego". Bo i w końcu się okazało, że nie była to żadna rewolucja, tylko wymanipulowany z zewnątrz przewrót pałacowy.
Ale z drugiej strony... Zobacz np. tu: http://www.socialmatter.net/2016/05/10/poland-and-russia-will-fight-for-control-of-europe/ --- Inni nam się przyglądają i widzą u nas (pewnie na wyrost...) rzeczy, których my sami nie widzimy.
No więc może nie widzimy i nie wiemy wszystkiego.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)