Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 stycznia 2015

Izabela Kopaniszyn

Gra w niewinność
O drodze do serca

Kategoria: Techniki rozwoju
Tematy/tagi: Jezusrozwój osobisty

Cała Droga, którą idziesz, jest szukaniem diamentu, który został zakopany na dnie Twojego serca. Nie ma więc drogi, ani tego, kto nią idzie. Jest tylko iluzja poszukiwania spowodowana „odcięciem” głowy od serca. Stań na chwilę i zobacz: rzeczywistość pełna jest istot poszukujących diamentów swych serc. Szukają w galeriach sztuki i galeriach handlowych, w mrocznych podziemiach budynków i meandrach podświadomości, w lunaparkach mocnych wrażeń i w multikinie maxi projekcji, w centrach życiowego hazardu, na autostradach marzeń, w głębiach nieistniejących oceanów melancholii, w najdalszych zakamarkach szuflandii skomplikowanych idei... Ci, którzy postawili na długoterminowe lokaty w banku jednoznacznego definiowania rzeczywistości szukają w poczuciu mocy, w tytułach i sukcesach, w chorobach umysłu i ciała, albo też lokują swoje środki na kontach zapewniających solidne, stopniowe budowanie stopy wzrostu ego. Wykorzystuje się przy tym gotowe systemy konstrukcyjne i łatwo dostępne materiały budulcowe. Wybiera się na przykład sprawdzone i cieszące się powszechnym uznaniem role, takie jak lekarz lub ksiądz, albo też role zapewniające wiele korzyści i „współczucia”, jak ciężko chory lub ofiara przemocy. Jakże często ludzie podporządkowują rolom całe swoje życie, śniąc wciąż na nowo każdego dnia tylko jeden, dobrze znany sen. Nastawieni hedonistycznie, szukają zagubionego diamentu w chwilowych rozkoszach zmysłów: w estetycznych doznaniach wzrokowych, w harmoniach dźwięków, w przyjemności dotyku drugiego ciała. Albo też stymulują znużone zmysły podróżami, zmianami partnerów, przyjaciół, pracy czy wizerunku. Inni, którym bliższej jest do wychodzenia poza ustalone społecznie reguły gry, szukają w szamańskich rytuałach, psychoaktywnych substancjach, rytmach transowych, oddaniu się guru, ascezie i wielogodzinnej medytacji; w nietypowych dietach, plemiennym wyglądzie lub ostentacyjnym zaniedbywaniu wizerunku, które samo staje się wizerunkiem. Zapętlają się w kompulsywnym zaspokajaniu potrzeby zachwytu i poczucia jedności z innymi i z przyrodą, nie zauważając przy tym, że przecież wciąż potrzebują zewnętrznej stymulacji, aby stan ten podtrzymywać.

Ludzkie istoty dotarły już zarówno w odległe galaktyki, jak i do jądra atomu, przemierzyły przestrzenie na zewnątrz ciała i do wewnątrz umysłu, i wciąż z pasją godną rycerzy walczących ze stugłowymi smokami, w czoła pocie i mozole zmagań z wichrami lodowatego losu próbują znaleźć zaginiony diament wszędzie tam, gdzie go nie ma.

Wszyscy ci podróżnicy tak bardzo zajęci są samym szukaniem, że nawet nie dostrzegają, iż to czego wciąż poszukują jest dokładnie tym samym, co dawno temu skryli sami przed sobą w centrum wszechświata – w swoim sercu. Czy dostrzegasz ten paradoks? Czy jesteś tu i teraz wolny, aby zobaczyć, że nie ma już nic do znalezienia? Doprawdy, oto jedyne co możesz zrobić. Pozostań z tym wglądem: stań i spójrz głęboko w swoje zmęczone oczy i w swoje piękne serce. Na chwilę uczciwie przestań czegokolwiek szukać. Pozwól, droga wojowniczko, drogi wojowniku, aby dziś osiadł bitewny pył. Pył Twoich iluzji, że jesteś Ty i świat. Ty wewnątrz i świat na zewnątrz.

Jak to możliwe, że jestem światem?  zapytasz. A jak to możliwe, że nie jesteś? Czyżby ryby konające w zatrutym oceanie nie były Tobą? Czy sprzedawca podający Tobie co rano chleb to nie Ty? Czy to nie Ty śpiewasz za każdym razem w wieczornych pieśniach ptaków? Czy na pewno nie Ty świecisz słońcem i spadasz gwiazdami? Czy możesz być tego absolutnie pewien?

Nie chciałeś tego wiedzieć, bo oznaczałoby to zbyt wielką odpowiedzialność. Głos w Twoim wnętrzu – ten sam, który wciąż każe Ci szukać – podpowiadał ci dotąd, że to nie Twoja sprawa, co dzieje się z oceanami albo z innymi ludźmi, z ptakami, pszczołami, a tym bardziej  ze słońcem. Ty masz dosyć „swoich problemów” i jesteś wystarczająco zakłopotany tym, jak zajmować się swoim „własnym szczęściem”. Ty i Twoje życie. Ale czy możesz mieć całkowitą pewność, że Twoje szczęście nie zależy od szczęścia ptaków i szczęścia całej planety? Czy masz prawo twierdzić, że szczęście Kosmosu nie zależy od szczęścia tej małej planety, zwanej Matką Ziemią? Czy naprawdę nie odpowiadasz za dobro własnej matki... i za gwałty, jakie dokonują się na jej ciele?

Już dziś zobaczyłbyś z łatwością te współzależności i wziął do serca tę całość, wziąłbyś z wdzięcznością i westchnieniem ulgi całkowitą odpowiedzialność za swoją wiedzę o nie-oddzieleniu, gdyby nie pewien demon, Szatan psychiki, siejący spustoszenie w Twojej skołatanej głowie. Imię jego jest Wina, zaś oręż jego to szukanie niewinności. Ty wciąż udowadniasz, że jesteś niewinny, on wciąż udowadnia, że można ci wiele zarzucić. To misternie skonstruowany, wielopoziomowy labirynt. Ty stajesz się coraz lepszy w przemierzaniu szlaków labiryntu. On zdobywa coraz większe kompetencje w dobudowywaniu kolejnych ścian i korytarzy. Ta gra nie ma końca. Ale jest z niej jedno wyjście: przebudzić się. Tylko świadomie wzlatując ponad labirynt poczucia winy, możesz zobaczyć zarówno sam labirynt, jak i tych, którzy się w nim ścigają.

Już teraz, biorąc na siebie dobrowolnie całą winę świata, osiągnąć możesz totalną niewinność. Innej drogi nie ma. Inaczej bowiem pozostawalibyśmy dziećmi. Dzieci zaś ciągle potrzebują rodziców, potrzebują nieustannie kogoś, kto im coś pokaże, naprawi, zapewni. Dzieci nie biorą odpowiedzialności. Stając się światem, stajesz się Bogiem. Będąc tym światem, odpowiadasz za dramatyczne wyginięcie dinozaurów, bolesne zderzenia Matki Ziemi z meteorytami, wojnę z Chinami o opium, okrucieństwa pierwszej i drugiej wojny światowej, rządy Unii Europejskiej i globalne zniszczenie poczucia bezpieczeństwa poprzez zamach na World Trade Center.


Znikają „oni”. Nie ma już „innych”. Jesteś tylko ty, wszędzie ty, w miliardach wersji, odsłon i wariacji właśnie Ty. Bóg nie potrzebuje niczyjego wsparcia, ani nawet łaski. A jednak jest wszystkim we wszystkim i tworzy niewinność wszystkiego z aromatu własnego rozpoznania. Czy tu i teraz jesteś na to gotów? Czy gotów jesteś uznać własną niewinność, biorąc na siebie „grzechy świata”? Zapomnij, że był już taki jeden człowiek, który to zrobił za wszystkich, raz a dobrze. Paradoks Jezusa polega na tym, że zrobił to za wszystkich – ale zrobił to dla siebie. A jednocześnie umarł dla ciebie, dając ci przykład. Zrobił to też za ciebie, ale będąc tobą, tak samo jak będąc każdym innym. Ale nie mógł wziąć za ciebie odpowiedzialności, nie mógł wziąć za kogokolwiek jego przebudzenia do przyjęcia „grzechów świata” i do bycia tym światem. Nie mógł za ciebie stać się Jezusem. Wtedy bowiem byłbyś niewinny, nie biorąc za to żadnej odpowiedzialności. Oto najpilniej strzeżona tajemnica świata, oto czego nie mówi nam się o Jezusie na lekcjach religii: że człowiek ten wcale nie umarł, aby „wybawić” nas od grzechu, by zmazać naszą winę. O nie, Jezus nie wykonał za nas „brudnej roboty”. Jezus pokazał, jak być Jezusem. Po to, abyś to ty stał się nim jak najszybciej możesz.

Zobacz, że cała opowieść o ukrzyżowaniu jest opowieścią o winie i niewinności. Czy Jezus pozostałby niewinny, gdyby nie dał się ukrzyżować? Czy mógłby dalej nauczać, nie biorąc na siebie „grzechów świata”? Czy jego niewinność zależała od innych, czy też tylko on sam mógł ją potwierdzić? Czy gdyby nie był jednym z Bogiem, to byłby w stanie powiedzieć „nie moja, lecz twoja wola niech się dzieje”? Oto kolejny paradoks: mógł tak powiedzieć, tylko decydując się umrzeć jako małe „ja”, łącząc się z rozpoznaną przez siebie jednością dużego Ja. Mógł tak powiedzieć, ponieważ zaprzestał negocjacji z Szatanem i przestał udowadniać swoją niewinność. Czy zatem Jezus umarł?

Odpowiedz sobie na to pytanie w głębokiej kontemplacji. Nikt nie odpowie tutaj za ciebie. Niewinność – czym jest ten stan? Czy zadałeś sobie kiedyś to pytanie? Niewinne jest przecież każde nowo narodzone dziecko. Kto i kiedy czyni je winnym? Ale najpierw odwróćmy to pytanie: kto lub co czyni je niewinnym? Odpowiedź brzmi: stan łaski. Dziecko jest niewinne, ponieważ znajduje się w stanie łaski i nie spotkało się jeszcze z demonem myślenia. Szatan psychiki nie ma więc na czym budować swoich misternych korytarzy. Dziecko trwa w łasce czystego bycia, aż do czasu, gdy nauczy się tworzyć myśli, szczególnie myśli o „sobie”. Potem powoli, cegiełka po cegiełce, tworzony jest budulec oddzielenia, przy wytrwałej pomocy rodziców i dziadków powstaje iluzja konieczności zadowalania innych, bycia im coś winnym, inaczej mówiąc, powstaje „po-winność”.

Czy potrafisz sobie przypomnieć tę przykrą chwilę, w której ktoś po raz pierwszy powiedział ci, że coś z tobą jest „nie tak”? Kto to był: bliski ci dorosły, rodzeństwo, rówieśnik, ksiądz, nauczyciel? Może ktoś zupełnie obcy? Jak to się stało, że oddałeś innym moc decydowania o tym kim jesteś? Kto uznał za właściwe wychowywać cię przez podtrzymywanie twojego poczucia winy? Dlaczego nie mogłeś sam zdecydować w tej sprawie? Tak naprawdę odpowiedzi nie są istotne. Te pytania to koany. Nie zadaje się ich po to, żeby uzyskać wyzwalającą odpowiedź. Zadaje się je, by zostały zadane, wyrywając na zawsze twoje poczucie winy z więzów oczywistości. Odpowiedzi mają znaczenie drugorzędne. Liczy się sam fakt zadawania pytań. Możesz także pozostać w pytaniu. Nie wysilaj się zbytnio – nie w odpowiedzi, ale w akceptacji zdarzeń tkwi cała moc alchemicznej przemiany.

Zatem tak właśnie się stało. Ktoś kiedyś uznał, że jesteś winny. I ty sam w to uwierzyłeś. Ale teraz to już nie jest ważne. Kiedy to widzisz, wystarczy dziś uznać, że z jakiegoś ważnego powodu ty i oni razem wykreowaliście wtedy taką rzeczywistość: świat poczucia winy i obwiniania, bronienia się i oskarżania. Świat kar i nagród. Świat podzielenia na „rację” i „brak racji”, świat braku odpowiedzialności, świat obrażania się i przepraszania, świat manipulacji i gier.

A teraz wyobraź sobie, co by się stało, gdyby jutro rano każdy człowiek na Ziemi obudził się po prostu zapomniawszy to wszystko, co z nim jest „nie tak”? Co by się stało, gdyby nagle wszyscy ludzie doznali cudownej amnezji poczucia winy i przestali dręczyć samych siebie za „popełnione błędy”? Co by się stało, gdyby ludzie przestali winić innych ludzi? Jak wyglądałby świat, gdyby każdy zapomniał, jakiej musi w danym dniu dokonać projekcji na bliźnich, aby pozbyć się demonów domniemanej „winy”? Jak wyglądałby taki dzień, w którym dosłownie wszyscy ludzie zobaczyliby rano w lustrze nie co innego, jak tylko swoje iskrzące się, niewymagające udoskonalania własne piękno i swoją niepodrabianą unikalność? Czy możesz to sobie wyobrazić?


Czy widzisz jak w telewizji ładna, uśmiechnięta szczerze spikerka oznajmia pełnym entuzjazmu głosem, że świat stanął w płomieniach miłości, które stopiły w jednej chwili wszystkie smutki samotności, ból oddzielenia, frustrację niesprawiedliwości, depresję poniżenia, walkę rynków, wojny narodów, nadzór więzienia i kary sądów? Czy słyszysz jak uradowani spikerzy prowadzący audycję radiową mówią, że nie ma już komu wierzyć w terrorystów, rozwody, korporacje i rzeźnie? Czy jest dla ciebie jasne, że ludzie masowo wyszliby na ulice, ale nie po to, aby protestować albo spieszyć się do pracy, lecz po to, aby się radować? Każdy chciałby uściskać bliźniego z nadmiaru dobroci. Kobiety afirmowałyby swoje piękno, strojąc włosy kwiatami i tańcząc kołysaniem bioder. Mężczyźni stąpaliby swobodnie i z wdzięcznością po ciele Ziemi, przystając i patrząc na kobiety, aby wyrażać niepodszyty pragnieniem posiadania zachwyt. Młodsi kłanialiby się starszym, uchylając kapelusze i podając im pomocną dłoń. Dzieci całymi gromadami pobiegłyby do opuszczonych ubojni jak na place zabaw, aby bawić się z uwolnionymi futrzanymi i pierzastymi przyjaciółmi. Przypadkowi przechodnie w miastach zbieraliby się w grupy tańczące i grające razem na skwerach lub siedzące na trawnikach, dyskutując o filozofii lub pięknie kosmosu. Ludzie cieszyliby się swoją obecnością w ogrodach i w pijalniach soków. W jeden taki dzień zapomniano by na zawsze o fabrykach broni, produkcji papierosów, fast-foodach i sklepach mięsnych. Porzucono by banki, szkoły i kościoły. Na potem zostawiono by może stworzenie nowych, pełnych światła i świadomości wersji tych instytucji. Wszystko zmieniłoby by się także w szpitalach i przychodniach zdrowia. Lekarze uzdrawialiby pacjentów miłością, o ile ci wcześniej nie uzdrowiliby się sami. Ludzie pomagaliby sobie nawzajem i szanowaliby swoich bliźnich, widząc w nich całkiem dosłownie samych siebie. Wszyscy umieliby z łatwością widzieć w innych tego samego Boga w jednej z wielu możliwych wersji. Z ekscytacją za każdym razem witalibyśmy w innych siebie samych. Wszyscy widzielibyśmy ten jeden diament schowany na dnie każdego serca. Jak u siebie, tak u bliźnich. Jak na górze, tak na dole.

Taka wizja to jednak tylko utopia. To utopia, która ma prawo zakwitnąć tylko w tobie. Świat nie przebudzi się na akord w jeden dzień. Zaplanowano dla niego bardziej łagodne zbiorowe wybudzenie ze snu iluzji oddzielenia. Ludzie nie są gotowi na jednomyślną, zgodną w czasie przemianę. I tak jest dobrze. Dlaczego? Ponieważ dzięki temu każdy z tancerzy może zatańczyć swój taniec. Każdy Bóg i Bogini może rozpoznać swoją twarz w odpowiednim dla siebie momencie, mając pewność, że przebudzenie zawdzięcza właśnie sobie i tylko sobie. Jakże mógłby być przebudzony ten, kto nie przebudził się sam? Jakże może stać się Bogiem ten, kto dostał swoją boskość od kogoś innego w prezencie? Nikt nie obudzi się, dopóki oddaje innym decyzję o własnej boskości!

A może temu światu wcale nie jest pisane oświecenie ale upadek? Może... Jednak ty, właśnie ty, wcale nie potrzebujesz czekać. Możesz obudzić się już teraz. Jeżeli czytasz te słowa i poruszają one twoje serce, to obudź się najbardziej jak możesz w tej chwili. Otwórz szeroko oczy i nie przedłużaj własnej śpiączki! Zobacz, że możesz już dziś tak zwyczajnie zrzucić ze swoich pleców sieć poczucia winy, która krępuje każdy twój ruch. Możesz w jednym zdecydowanym ruchu odrzucenia tego, co nie twoje, pozbyć się pułapki, w której utknąłeś od niepamiętnych czasów. Możesz obudzić się dosłownie w tym momencie, po prostu uznając własną niewinność, cudowność i niepowtarzalność. Możesz obudzić się, uznając niewinność wszystkich innych ludzi, wszystkich stworzeń, bez względu na to, kim są, co mówią i co robią. Przecież i tak ty, właśnie ty, tworzysz cały ten świat.

Pamiętasz? Ten świat istnieje w twoim sercu. Kto wie? Może jutro obudzisz się w równoległej rzeczywistości, w której ludzie tańcząc z pasją swój niepowtarzalny taniec, patrzą sobie w oczy z miłością i szacunkiem? Może odnajdziesz siebie po drugiej stronie lustra, w miejscu, w którym nikt nie zabija zwierzęcych przyjaciół w obozach koncentracyjnych zwanych rzeźniami? Może tysiące ludzi zamieszka wraz z tobą na zielonej polanie tylko po to, aby doświadczać cudu własnego istnienia i dzielić się tym cudem z innymi najlepiej jak potrafi? A może będziecie razem tworzyć piękne rzeźby z wyrzuconych przez innych ludzi, w innym świecie śmieci? Może spontanicznie i bez wysiłku dołączysz do grupki ćwiczących jogę albo usiądziesz, aby pomedytować? Może pośmiejesz się, patrząc na kabaret? Albo zachwycisz się słuchając mistrzowsko zagranej muzyki? A może to ty zagrasz swoją pieśń wyzwolenia? Może usiądziesz w cieniu rozłożystego przyjaciela drzewa i napiszesz natchniony wiersz o spełnionej miłości do siebie, o odkrytej własnej niewinności i o diamencie ukrytym w każdej istocie? Kto wie? Tutaj, w tajemnej komnacie twojego serca, wszystko jest przecież możliwe. A świat, cały wielki świat, który widzisz, jest tylko odbiciem tych obrazów, które Ty tam kreujesz.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-01-15)


komentarze

[foto]

1. Od redakcji Taraki • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-16 09:36:40

Wojciech Jóźwiak, od redakcji Taraki. Zanim zamieściłem ten tekst, w grupie „Doradcy Taraki” odbyliśmy dwudniową dyskusję na temat, czy „Grę w niewinność” zamieścić czy odrzucić. Zdania wśród nas były podzielone po równo. Główną kością niezgody było użycie przez Autorkę postaci Jezusa, Szatana i Boga (takiego wszechmocnego) – a więc jerozolimskiego schematu, którego w Tarace nie naśladujemy ani nie afirmujemy. Jedni z nas uważali, że opowiadanie o Jezusie należy pozostawić jego wyznawcom i jego kościołom – ponieważ Jezus ma wystarczająco wielu głosicieli i Taraka nie musi do nich dołączać. (To samo dotyczy Szatana :) Drudzy twierdzili, że Mit Jezus działa, ma zwolenników również wśród ezoteryków, i wycofywanie się z tego tematu, pozostawianie Taraki „Jesus free zone´ą”, jak chcieli ci pierwsi z nas, byłoby rozmyślnym zamykaniem oczu. Liczę na to, że te głosy w dotychczasowej dyskusji zostaną zamieszczone poniżej w komentarzach.

2. Dochodzę ostatnio do... • autor: Nierozpoznany#78522015-01-16 09:36:48

Dochodzę ostatnio do wniosku, że pozostawienie wielkiego terytorium oznakowanego takimi hasłami, jak "Bóg" czy "Jezus" było błędem z mojej strony, tzn. powinienem był być krytyczny wobec tych intelektualnych markerów terytorialnych. Trzeba było tam wjechać z buldożerem analitycznego myślenia wcześniej.
Temat staje się coraz bardziej nośny, bo elvisy presleje filozofii już znudziły się politycznie poprawną grzecznością i omijaniem tego tematu z uniżonością.
Patrz Żiżek "The Fragile Absolute" i Dupuy "Mark of the Sacred" 
- Żiżek niby bardziej flirtuje z ideolo KK stwierdzając, że aby naprawdę zostać ateistą (tzn. faktycznie uwolnić się od kulturowych uwarunkowań myślenia magiczno-religijnego) trzeba przejść dokładnie przez chrześcijaństwo, ze szczególnym uwzględnieniem momentu, kiedy na krzyżu syn boży nagle się orientuje, że nikt jego modlitw i wołań do nieba nie słyszy. 
- Dupuy, choć zarzucają mu adwokowanie za powrotem do sacrum, zarzeka się iż wcale nie o to mu chodzi, lecz o rygorystyczne tropienie naznaczenia czy oznakowania sacrum dokładnie chrześcijańskim, na najwyższej półce racjonalnych poglądów i sfer intelektulnego dorobku, oraz działalności - czyli wydawałoby się, wolnych już od metafizyki chrześcijańskiej.
To, co mi się rzuca w powyższym artykule, to bardzo różowo-pluszowy romantyzm nawrotu do sacrum, łabędzi śpiew przeszłości. Coś bardzo podobnego słyszałem lata temu na spotkaniach sekt chrześcijańskich - wtedy dałem się w to wciągnąć na pół roku.
Myślę, że brakować przy powyższym artykule może wielkiego znaku "Uwaga - tutaj wabią" (zwabienie na zbawienie).
[foto]

3. Bardzo dobry tekst • autor: Jan Szeliga2015-01-16 11:47:23

Moim zdaniem jest to bardzo dobry tekst i gratuluję autorce pomysłu.
Sam również identyfikuję się z tym tekstem i podpisuję się pod nim oboma rękami.

4. Cieszę się czytając... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-16 13:03:41

Cieszę się czytając te słowa.  Nie jestem sama z moją naiwną wiarą w przebudzeni ludzkości. Tekst jest piękny. Dla mnie jest ważne jak pomóc ludziom w przemianie. Obserwuję jak się szamoczemy. Rzeczywiście jakieś dawne grzechy przywalają nas tak, że już nie widzimy drogi wyjścia z tej gry. Wydaje się, że to jedyna możliwość, bo taki jest po prostu świat. A to my tworzymy świat. Brutalnie oddzielamy ciało od duszy i wcale nie jest nam z tym dobrze. Jest napisane , że Bóg stworzył człowieka jako swe największe dobro. I czymkolwiek  lub kimkolwiek wydaje nam się stwórca  nie wierzę aby mógł powołać ludzkość do życia jako coś z natury złego. To życie wpisuje w nas teksty, które tak naprawdę się nam nie podobają i nie są nasze. Ja wierzę, że da się urealnić zmianę. Ona się tak naprawdę dzieje. Tylko pionierzy jak zwykle mają trudno.Dziękuję :)

5. Pięknie Pani pisze Pani Izabelo Ewo, zbliżone tematycznie teksty noszę w sercu od dawna.. • autor: Nierozpoznany#80162015-01-16 15:51:58

 .. może wkrótce coś napiszę. A teraz...
Rodzimy się w takim stanie i relacji do życia i świata. Niestety niemal wszyscy tracimy to w rodzinach, relacjach itd. Ci którzy dają nam życie, odbierają nam tożsamość i spełnienie niestety.
Do odzyskania stanu ducha tu opisanego i relacji z życiem i światem tu opisanej, zwykle prowadzą tylko zaawnsowane i nieliczne terapie a raczej systemy terapeutyczne.
Miałem wiekie szczęście poznać narzędzia i techniki pozwalające odzyskać ten stan ducha. http://www.taraka.pl/jestem_dusza_a_ty  I zaraz zobaczyłem moimi oczami wyobraźni jak bardzo szybko ja i inni podobni zmieniamy ludzi i świat na taki jak w tym pięknym tekście. Nie dość że sam spotkałem moją wielką miłość, moje przeznaczenie i  spełnienie. To dodatkowo moja wizja tego jak szkolę i prowadzę innych do odzyskania swojej tożsamości, swojego przeznaczenia i spełnienia potęgowała moje szczęście i radość z wielkiego daru jaki dostałem. I z wiekiego szczęścia jakie dzięki temu mogę rozsiewać.
Wielka miłość moja pozostała ale najbliżsi sprowadzili ją do otaczającej rzeczywistości. Pomijając to że niemal wszyscy bliscy i dalsi zamiast skorzystania z możliwości odzyskania siebie i swojego życia uciekali jak od zarazy. Co do dzisiaj jest trudne do zrozumienia dla mnie. To okazało się że paniczny lęk przed prawdą o sobie jest wręcz powszechny.
Nie straciłem wiary w świat tu opisany. Ale niestety okazało się że jest to najprawdopodobniej długotrwały proces. Zarówno w skali mikro jak i globalnej. Ale chcę się mylić tym przypadku.
[foto]

6. Niewinność przez winę • autor: Przemysław Kapałka2015-01-16 18:30:50

Dojście do stanu niewinności przez wzięcie odpowiedzialności za grzechy całego świata... Nie jarzę. To chyba jak jakiś koan, a ja koanów nie rozumiem i nie staram się zrozumieć.

W tej dyskusji, o której pisał Wojtek, ja najmocniej optowałem za tym, żeby Taraka nie dotykała tematu Jezusa. O nim pisze się w setkach innych miejsc, nie mamy powodów do nich dołączać. Taraka powinna zachować swój specyficzny charakter, taki, jaki ma, a jak zacznie się w niej pisać o Jezusie to po prostu nie da się tego zrobić. Byłbym za szukaniem innych sposobów wyrażania swoich myśli.

7. Kto sercem czyta... • autor: Nierozpoznany#87572015-01-16 19:17:26

....temu nie trudno zrozumieć. Stąd, jak widzę, Drodzy Panowie, duża rozbieżność w odbiorze mojego tekstu. Kto czyta sercem, temu te słowa do serca przemawiają, zaś kto czyta jedynie umysłem, ten za umysłem oporem reaguje...Oporem na co?Swoją drogą - ciekawe, że samo hasło "Jezus" oraz "Bóg" wzbudza tak silne emocje i potrzebę "wjechania z buldożerem analitycznego myślenia"! :) Mój Boże, tylko dokąd?Tam, skąd ten tekst był pisany - w sercu - nie ma dostępu dla buldożerów. Natomiast sam fakt, że czyjeś analityczne (że niby lepsze?) ego czuje się urażone sprawia, że tym bardziej DZIĘKUJĘ redakcji, iż zdecydowała się na publikację tego tekstu! Nie ma to jak zrobić twórczy ferment;)Najmocniej zdziwiło mnie natychmiastowe, bezrefleksyjne kojarzenie Jezusa i Boga z KK. Rozumiem, że można mieć uraz. Ale na przyszłość proszę, czytajcie uważniej! Osobiście pożegnałam się z tą zinstytucjonalizowaną formą chrześcijaństwa w wieku 12 lat, po przeczytaniu kilku książek historycznych. Moją praktyką w tym życiu został na wiele lat buddyzm. Ale wyrzucanie tak pięknych METAFOR, jakimi są Jezus, Bóg czy Szatan poza terytorium własnej wyobraźni (sic!) jest, Panie Romanie, Panie Przemku wylewaniem dziecka z kąpielą!!!Nie mogę się ponadto oprzeć wrażeniu, że krytyka Pana Romana jest po prostu patriarchalna: terytorialna, wykluczająca, anty-intuicyjna. I także dlatego ten tekst powinien się był tutaj znaleźć. Bo patriarchat doprowadził ludzkość właśnie głęboko w ciemną...noc. Może kiedyś zada Pan sobie pytanie o drogę do serca i poczuje Pan to, co dane jest czuć ludziom, kiedy łączą się z własną boskością, z sacrum zwanym w hinduizmie Tat Tvam Asi. Niech Bóg (czytaj: własna boskość i niewinność serca) Pana błogosławi!Absolutnie nikogo nie "zbawiam" ani nie namawiam na wiarę w Jezusa. Nie obchodzi mnie nawet historyczność jego postaci. Bóg to Shiva, Ja i Ty, wszystko-co-jest. Jezus, Budda, Mahomet - to tylko (i aż) dotykające głębokich pokładów zbiorowej świadomości, wciąż żywe mity. Nie ma najmniejszych podstaw, aby posądzać mnie o jakiekolwiek nawiązanie do patriarchalnego Boga-Ojca-Jahwe... Filozoficznie bliski jest mi raczej (także buddysta) Alan Watts, który absolutnie nie bał się używać słowa "Bóg" zarówno ironicznie, jak też w postaci metafory wszystkiego-co-jest. Podobnie mój przyjaciel i nauczyciel Mooji powiada: "Jak wygląda Budda? Wygląda jak ty! Jak wygląda Jezus? Wygląda jak ty, ale bez ciebie!". Żiżka także chętnie czytuję, ale częściej wracam do Josepha Campbella, który - jak widać z obecnej tutaj dyskusji - jest wciąż niedoceniany i zapomniany.Polecam
[foto]

8. O zastosowanych symbolicznych postaciach • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-16 19:34:27

Droga Izabelo! (Autorzy i Czytelnicy Taraki są może nie jak rodzina, ale jak jakiś zlot, Rainbow lub Woodstock, więc pozwolę sobie pisać po imieniu i zachęcam do tego samego do mnie :)

To nie jest tak, że byli sobie DOBRZY Jezus, Szatan i Bóg, i dopiero na nich nadbudował się ZŁY (patriarchalny, przemocowy, władczy, straszący dzieci) Kościół. Kościół, nie tylko jeden KK, tylko ich mnóstwo, okazał się "zły" (władczy, podporządkowujący, zniewalający, przemocowy, patriarchalny...) ponieważ te symboliczne postaci, na których został zbudowany, czyli właśnie Jezus, Szatan, Bóg --- były złe. Złe, czyli uzasadniające przemoc, podporządkowanie, zniewolenie itd. I skłaniające do takich postaw.

Nie da się stworzyć żadnej praktyki "czystego umysłu", uwolnienia świadomości, odwiązania od więzów -- jeśli wyobraźnia ćwiczącego będzie się chwytać obrazów Jezusa, Szatana, Boga itd.

To na razie tyle.

9. Dla jednych lepszy JeZUS dla innych KRUS. Drogi Przemysławie • autor: Nierozpoznany#80162015-01-16 19:49:14

taką postawę tematów tabu uważam za błąd. Narzucanie jednej jedynej słusznej i dopuszczalnej wiary, systemu wiedzy itp. raczej niewiele ma współnego z chęcią poszerzania świadomości i rozwojem. Tym bardziej w sferze duchowej czy psychologicznej. Zwykle prawdziwy rozwój kryje się za tematami tabu i jest okupiony  grzechami. 
Moim zdaniem temat Jezusa, Boga/ów itp nie powinien być tematem tabu.
Tym bardziej że jest realną rzeczywistością. Przynajmniej w formie potężnego mitu, religii i wiary. Wręcz przeciwnie, powinien tu istnieć. Chociażby ze względu na dużą dawkę wiedzy i informacji jaką zawiera. Jedno co jest niezbędne to wyeliminowanie agitacji, konfliktów i wojen religijnych. Wiem że to może być trudne. Ale moim zdaniem dużym błędem jest eliminowanie tak wielkiego zakresu wiedzy. 
Wiem że jest mi łatwo to pisać bo nie odpowiadam za Tarakę i nie spada na moje barki odpowiedzialność za jej funkcjonowanie. Jest mi łatwo też dlatego że jestem ponad wszelkimi religiami czy wyznaniami. Traktuję wszystkie równo tak jak narzędzia czy techniki. Staram się czerpać z każdej to co ma wartościowego i przydatnego. Dla mnie, albo Bóg jest jeden. Tylko różnie nazywany. Słońce czy sun, Sonne itp to zawsze ta sama gwiazda. Albo Bogów jest wiele, żeby nie powiedzieć cała masa. Skłaniam się ku tej drugiej wersji. A dokładniej do obu jednocześnie. Ja jestem ciekawy i otwarty na każdego Boga. Każdy powinien mieć prawo do swojego Boga czy Bogów. Byle nie narzucać na siłę go innym. Tym bardziej że raczej to nie Bogowie walczą o to który jest ważniejszy. Tylko mali zakompleksieni ludzie którzy się za nimi chowają i nimi wspierają oraz dowartościowują. Szczególnie mieniąc się jego jedynymi przedstawicielami. Może kompromisowym rozwiązaniem jest stworzenie odrębnego działu gdzie Bóg, czy Bogowie są dopuszczalni.

10. Zły? • autor: Nierozpoznany#87572015-01-16 20:19:30

Drogi Wojtku, rozumiem, że masz ważne powody, aby tak ujmować to zagadnienie. Dla mnie jest zupełnie inaczej: w każdej religii istnieją ścieżki replikacyjne i kreacyjne, mistyfikacja i mistyka, idole i ikony... Dokładnie na ten temat napisałam swój 350-cio stronnicowy doktorat "Podmiot a sacrum". Nie jedną godzinę spędziłam na kontemplacji sacrum, nie stroniąc od analizy. Jezus czy Bóg nie byli nigdy "źli" (czytaj: negatywni) - byli i są po coś. Dlatego wyrzucanie tych symboli z umysłu jest wylewaniem dziecka z kąpielą. W całej swojej uczciwości poznawczej i otwartości serca oraz umysłu stwierdzam stanowczo, że utrzymywanie postaci Jezusa w mojej percepcji czy też sposobie metaforyzacji używanym przez umysł wzbogaca moje doświadczanie, jest twórcze i przyjemne oraz nie zanieczyszcza mojego umysłu. Jeśli zaobserwuję jakieś zagrożenia, to na pewno je stamtąd usunę, póki co jednak wybieram z nimi pozostać. Mam natomiast nieodparte wrażenie, że wiele osób obecnych na zgromadzeniu Taraki utrzymuje nieuleczone traumy związane z własną, dawną religijną przynależnością. Dzieje ludzkości pokazują natomiast, że jeżeli coś wzbudza nasze oburzenie, wstręt, grozę, opór...to czegoś nie chcemy zobaczyć o sobie. Znana historia z początków XX wieku: był sobie kiedyś niejaki Adolf H. I on uważał, że czystość pewnej rasy wymaga wyeliminowania pewnej grupy ludzi, kojarzącej się ze "złem"...
[foto]

11. Czy śpiącego można zbudzić grzecznie? (Norwid) • autor: Radek Ziemic2015-01-16 20:52:20

Przeczytałem ten tekst dwa razy. Za pierwszym razem zrobił na mnie duże wrażenie, mimo że miałem pewne zastrzeżenia do treści, za drugim dużo mniejsze, choć nadal twierdzę, że jest bardzo dobry retorycznie, BARDZO SUGESTYWNY. Ale może to jego wada, bo uważam, że jest nieprawdziwy. Oto uzasadnienie.

Duchowe przebudzenie (wyzwolenie? lekkość?) możliwe jest tu dzięki:  1) autodeifikacji (nie wiem, czy traktowanej serio) , 2) jakiemuś dziwnemu – mistycznemu? – przewekslowaniu poczucia winy z powodu własnej niedoskonałości na poczucie winy za grzechy świata (nie za bardzo wiem, o co chodzi), 3) oraz równie dziwnemu projektowi poczucia jedności - z sobą, Bogiem i światem, które nazwałbym solipsystycznym, bo zrównującym „ja” z Bogiem, a świat z kreacją umysłu. To jakaś taka łatwa, apsychologiczna jedność, pozbawiona całego niepokoju i ryzyka otwierania się na inność.

Niepokoi także swoista antyracjonalność, odwoływanie się jedynie do emocji i to swoistych, powiedziałbym „ładnych” (i chyba dość łatwych), jakby obawiano się, że trudy i udręki przemiany zniechęcą czytającego do pięknej wizji (spikerka nawet jest ładna, a kobiety kołyszą biodrami – myślę, że w ten artykuł wpisana jest duża świadomość najpopularniejszych schematów emocjonalnych). Tekst nie jest zresztą pozbawiony słusznych spostrzeżeń, choć teraz wydaje mi się, iż pojawiają się one zazwyczaj w dość powierzchownej wersji (kultura jako wmawianie winy). Niekiedy też pewien powierzchowny, powiedzmy, mistycyzm idzie w parze z metaforyką właściwą dla tzw. kobiecych pism albo kiepskich wierszy (diamenty serc, szuflandia idei), choć poza takimi „mankamentami” stylistycznymi tekst  jest językowo znakomity. Nieco podobnie pracuje figura Jezusa - jest emocjonalnym obrazem, niepogłębionym, takim kulturowym liczmanem, użytym przy tym w dość przewrotny sposób. 

Nie do końca też wiem, ku czemu mnie się tutaj uwodzi, choć niepokojące jest to, że retoryczne uwodzenie zastępuje argumentację. (Notabene – opozycja racjonalności i emocji jest zbyt prosta; jest przecież coś takiego jak żarliwe myślenie; albo, jak to ujął pewien francuski filozof: myśl myślana i myśl myśląca).

I może jeszcze jedno – razi ton oczywistości.

Nie wiem jednak, dlaczego opatrzono ten artykuł specjalnym odredakcyjnym komentarzem. Motyw Jezusa pojawia się nie po raz na Tarace - czy wcześniej też były z tym takie "afery"? Może jest jakiś inny powód?

[foto]

12. Wylewanie dziecka z kąpielą • autor: Przemysław Kapałka2015-01-16 21:12:28

Jestem ciekawy, w którym miejscu Izabela wyczytała, że ktoś kojarzy Jezusa z KK, bo ja nie widzę tego nigdzie. Może sugerując czytanie ze zrozumieniem sama przenosi na nas swój problem?

Jestem skłonny zgodzić  się z tym, że wylewam dziecko razem z kąpielą. Ale tą metodę też nieraz stosowałem, nieraz okazywała się potrzebna, i twierdzę, że w tym przypadku też jest potrzebna. Żyjemy w kraju, w którym samo hasło Jezus wzbudza ogromne emocje i ten fakt trzeba ZAAKCEPTOWAĆ, a jedną z tego konsekwencji jest to, że niestety trzeba ograniczyć mówienie na ten temat niezależnie od tego, jak piękne metafory tracimy. Tak się składa, że w naszej rzeczywistości, tej, której żyjemy, razem z tymi pięknymi metaforami włazi tyle brudu (chętnie użyłbym dosadniejszego słowa), że rezygnacja z tego i tak jest mniejszym złem.

@Andrzej: Czy ja narzucam jakiś system czy cokolwiek? Coś wykluczam, z rym zgoda, ale od tego chyba daleko do narzucania jedynego słusznego systemu.

13. Dziękuję za nawiązanie... • autor: Nierozpoznany#78522015-01-16 21:14:36

Dziękuję za nawiązanie do mojej wypowiedzi, pozwolę sobie może nieco odsłonić prowokacyjny jej charakter - bo jak widzę, prowokacja się udała - dziękuję :)

"Panie Romanie, Panie Przemku wylewaniem dziecka z kąpielą!!!Nie mogę się ponadto oprzeć wrażeniu, że krytyka Pana Romana jest po prostu patriarchalna: terytorialna, wykluczająca, anty-intuicyjna."
Pani Izabelo, byłem jedną z osób, które gorąco głosowały za opublikowaniem Pani tekstu - dokładnie dlatego, że uważam iż trzeba o tym dyskutować. Czy to jest wykluczające i anty-intuicyjne? Proszę sobie na to pytanie odpowiedzieć wedle efektu: Pani tekst został opublikowany, a był na prostej drodze do... bycia wykluczonym z przestrzeni Taraki.
[foto]

14. Trzeba dyskutować • autor: Przemysław Kapałka2015-01-16 21:32:41

Trzeba dyskutować, zgadzam się z tym. Ale dlaczego w Tarace? Mało mamy innych tematów, których nikt (lub prawie nikt) poza nami nie porusza?
[foto]

15. @Izo • autor: Radek Ziemic2015-01-16 21:35:49

Masz rację, we mnie jest jakaś religijna post-traumatyczność, niekiedy nawet agresywna. Ale tak się składa, że żyjemy w kulturze, w której Jezusa wpycha się nam do gardeł od dziecka, w której gwałci się nas Jezusem i Maryją. W Twoim tekście jest zdanie, które początkowo mi się podobało: "Nikt nie obudzi się, dopóki oddaje innym decyzję o własnej boskości". Ostatecznie jednak uznałem, że go nie rozumiem, ale zmieniłbym je tak: "Nikt nie będzie wolny, jeśli pozwala za siebie decydować innym" - a religia to właśnie wyzbycie się woli w kwestiach metafizycznych (albo dążenie do jej pozbawienia). Każda religia. (Nie: wiara, ale religia). Ale ta postać, jak powiedział o nim Borhes: "najdziwniejszy człowiek świata", mnie interesuje (nie jako bóg-człowiek, bo w to nie wierzę), ale jako człowiek, być może wybitny, ale chciałbym się o tym dowiedzieć sam. Co do Twojego tekstu natomiast, to używa on Jezusa - przynajmniej w punkcie wyjścia - właśnie w jego religijnym rozumieniu, w kontekście głównego, DOMINUJĄCEGO mitu o Chrystusie, właściwie na zasadzie oczywistości i nie potrafię pozbyć się wrażenia, że wiesz, że jest to mit-obraz-symbol tyleż popularny, co sugestywny (nawet jeśli negatywnie). Bez względu na to, jak zakończą się moje poszukiwania Jezusa, to na pewno nie przyjmę go jako mitu dominująco-oczywistego (i tu zgodziłbym się z Wojtkiem, że Jezus jest zły, podobnie jak Bóg, bo to mity dominacji, patriarchalnej dominacji, wcale od niej w Twoim tekście nie oddzielone: na przykład dlaczego Bóg ma być jeden?) Trauma pozostawia różne ślady: to może  być niechęć, a może być obrona "gwałciciela", jak w przypadku tych, którzy będąc bitymi przez rodziców, sami biją i z uśmiechem oczywistości usprawiedliwiają tak siebie, jak i rodziców, mówiąc, że klaps nie zaszkodzi, że się należało itd. Nie przypisuję Ci złej woli (że za pomocą Jezusa manipulujesz emocjami), więc w takim razie też mógłbym powiedzieć, że on ciągle nad Tobą DOMINUJE, tylko tego nie dostrzegasz. Nie wystarczy powiedzieć, że Jezus jest dobry, by taki się stał. A kij ma dwa końce. Przynajmniej dwa. 

16. Dlaczego jeden? • autor: Nierozpoznany#87572015-01-17 00:54:52

Witaj Radku,
dziękuję za spójny, szczery i wnikliwy komentarz. Doświadczam czytania go z przyjemnością. Pozwól, że zwrócę Twoją (i być może innych czytelników) uwagę na fakt, że właśnie oddzielam Jezusa od jego dominującego mitu, ponieważ kwestionuję podstawowy dogmat religii chrześcijańskich o celu śmierci Jezusa, jakim miało by być zbawienie ludzkości. Moim zdaniem, jeśli Jezus żył i umarł, to zrobił to wyłącznie za siebie, dla siebie, we własnym imieniu. Tym samym jedyną osobą zbawiającą siebie możesz być Ty sam. Moc oddana do nadawcy. Równa się brak patriarchatu.Czuję także potrzebę sprecyzowania co właściwie mam na myśli pisząc o Jezusie czy Szatanie. Uwielbiam te postacie jako metafory Jedności oraz Oddzielenia (dualności). Jezus to dla mnie głos serca, jedność wszystkiego, którą może zobaczyć tylko serce. Szatan natomiast to nic innego jak dualność, oddzielenie, ego. Trudno o lepsze metafory!Uważam, że nie ma możliwości aby nade mną dominowało coś, czym z własnego wyboru się bawię, czego używam jako adekwatnej analogii, choćby po to tylko, aby nie szukać po innych kulturach, kiedy mamy takie "własne" kreacje pod ręką.
Dlaczego Bóg jest jeden? Bo jest Jednością, wszystkim wszędzie. Gdyby Bóg miał gdzieś czymś nie być, to nie byłby Bogiem. Jeśli cokolwiek w tym wszechświecie nie jest przez Ciebie kochane, widziane, akceptowane - w odpowiadającej temu części Ciebie nie będzie też miłości, będzie cień, będzie wątpienie we własną boskość... Ale to też jest dla mnie ok. Bo to wszystko jest częścią kosmicznej gry w chowanego. Człowieku zgub się, udawaj, że nie wiesz...! Dlatego dla mnie już nieuleczalnie na zawsze, wszystko będzie dobre. Tak wybieram, bo znudziły mi się ścieżki dualności, oddzielania, lęku i odrzucania. Moim hasłem jest: nie racja lecz wib-racja! Pozdrawiam <3

17. Bóg istnieje. To fakt potwierdzony przez wiele osób. Chociażby takich jak ja. • autor: Nierozpoznany#80162015-01-17 02:48:26

Które doświadczyły Stanu Duszy, Oświecenia. Stanu zjednoczenia z wszystkim, stanu błogiego spokoju i jednocześnie potęgi. Stanu błogiej miłości i światła. Stanu jedności z Bogiem, bycia Bogiem. Bóg jest miłością, jest jak miłość. I tak jak miłość jest nieopisywalny. Ale może być doświadczany zarówno w sposób fizyczny jak i duchowy. Ale niestety nie wszyscy mają to szczęście. A tylko ten kto sam doświadczył tego lub podobnego stanu jest w stanie to zrozumieć czy wierzyć.
A to że którzy zawłaszczają  Boga nie zmienia w żaden sposób tego czym jest.
Drogi Wojtku i wszyscy wpływający na obraz Taraki. Moim zdaniem właśnie Taraka jest najlepszym miejscem do dyskusji na takie tematy. Bo tu, w takim towarzystwie mogą to być pouczające i inspirujące dyskusje. A nie awantury nawiedzonych czy opozycyjnych fanatyków. Jak jest wszędzie dookoła.
Drogi Wojtku, twierdzenie że Bóg jest/był zły bo ludzie którzy się na niego powoływali czynili zło jest co najmniej nielogiczne. Poza tym, czynisz to samo co ci którzy według ciebie czynią zło. Bo Boga innych uważasz za złego a swojego za dobrego. Bo chyba wierzysz w jakąś formę Boga, Ducha czy czegoś podobnego. Paradoks polega na tym że zawsze największe zbrodnie ludzie czynią w imię  dobra czy Boga. Co nie znaczy że Dobro jest Złe. Podobnie Bóg. To ludzie którzy tak czynią tacy są. Zresztą żaden z nich  nie doświadczył kontaktu z Bogiem w jakiejś formie bo by tak nie postępował.
Przyjmując że rzeczywiście istnieje zło. Bo co to jest zło, co to jest dobro. Czy jest uniewersalne, bezwzględne dobro lub zło. Coś co uważamy za złe z innej perspektywy często jest czymś najlepszym. Często choroby, tragedie prowadzą do uzdrowienia życia, do odzyskania siebie, relacji itp. Są najlepszym darem jaki może spotkać człowieka.
Śmierć, wiązana z największą tragedią i złem dla mnie jest po prostu powrotem do domu. W ogóle śmierć (czyli największe zło) jest bezwzględnym warunkiem życia. To śmierć tworzy życie, albo inaczej mówiąc, śmierć razem z życiem tworzą istnienie.
Bóg jest miłością i jest jak miłość. Nikt nie jest w stanie go/jej opisać. Nikt nie jest w stanie udowodnić jej/jego isnienia. Chociaż wszyscy przynajmniej słyszeli o ich isnieniu, część wierzy w istnienie a niektórzy jej/go doświadczyli osobiście.
Przemysławie. Wykluczanie tematów dyskusji jest odbieraniem, ograniczaniem  wolności. Ale nie o to chodzi. Doskonale rozumiem intencje. Te tematy są ryzykowne. Ale jeżeli jest jakieś miejsce gdzie można i powinno się na takie tematy rozmawiać to właśnie  na Tarace.
Kiedyś, dawno

18. John Main • autor: Nierozpoznany#87652015-01-17 05:34:57

John Main "Cisza i trwanie" (o medytacji), Romain Rolland "Życie Ramakriszny" (o Jezusie i nie tylko), Hildegarda z Bingen (muzyka), a poza opisami doświadczeń innych wielkich i małych ...własna praktyka pomaga docierać do obszarów trudnych do nazwania, sytuujących się poza językiem. to "twarda ścieżka", więc Taraka wydaje się być dobrym miejscem do dzielenia się takimi osobistymi doświadczeniami. bez intencji marketingowych. serdecznie pozdrawiam

19. @Przemysław • autor: Nierozpoznany#78522015-01-17 10:26:32

@Przemysław

"Trzeba dyskutować, zgadzam się z tym. Ale dlaczego w Tarace? Mało mamy innych tematów, których nikt (lub prawie nikt) poza nami nie porusza?"
Skrajnie odmienne zdania i liczne, dominujące emocjonalne reakcje tu, na Tarace, pod tym postem oraz pod postem Katarzyny Urbanowicz: 
http://www.taraka.pl/72_kontrowersyjne_oswiecenie_autorstwa
 - dają obraz konfliktu, nad którym dotąd przechodziliśmy ślepo i z zamkniętymi oczami. Byliśmy na najlepszej drodze do tego, by ten konflikt z dala od naszej świadomości dalej eskalował. Było już tutaj na Tarace pare kontrowersyjnych figur, które gdzieś oscylowały wokół tego tematu, ale żadna nie miała energii, by powiedzieć coś tak wbijającego kij w mrowisko, jak pani Izabela Kopaniszyn. Każda kolejna obrażała się dokumentnie i - w przenośni - szła sobie w siną dal, a energia, której nie byli w stanie dać wyrazu dostatecznie mocno, jątrzyła się coraz bardziej w grupowej, grubej skórze.

Emocje które tu widzimy ewidentnie świadczą o tym, że temat uderza w grupowy "hotspot", czyli miejsce, w którym jeśli - zgodnie z własnymi odczuciami i uczciwie względem siebie - obsadzimy role, dla każdego z członków naszej społeczności najbardziej naturalne i właściwe, to mamy szansę zrobić duży krok naprzód w stronę, której w ogóle nie jesteśmy w stanie teraz przewidzieć, wykoncypować, wymedytować ani wyafirmować czy wymodlić.

Polecam poczytanie i przemyślenie fragmentu teorii POP´u na temat pracy z konfliktami:

http://www.breakthrough.ie/articleissues/processorientedvol2no1.htm

Hot-spot is the term used to refer to the sudden emergence of energy, tension or conflict during encounter between forms.  This Process language enables participants to converse about these energy flows but language and styles of communication used can, and need to be, as diverse as the cultures or identities within the field.  Such diversity is honoured and encouraged whether in the form of movement, sound or visual imaging.  Additionally, the field is larger than we can experience, perceive, understand  or at any given moment incorporating both consensus (agreed-upon) and non-consensus reality.   So we need to have ways of describing and representing parts of the field or identities that may not be apparent at the time and whose presence may only be inferred from the warp and flow of what is apparent, eg. Ghost-roles or Timespirits."
[foto]

20. Tak ogólnie • autor: Radek Ziemic2015-01-17 11:37:27

uzmysławiam sobie kilka różnych rzeczy dzięki tej dyskusji, ale nie tylko dzięki dyskusji, bo dzięki Tarace mogę powiedzieć, że jednak wolę bogów niż Boga (i nawet jestem trochę zaskoczony tym stwierdzeniem teraz, bo wypowiadam je nie tylko dlatego, że monoteizm jest jednak przynajmniej TOTALNY, a nierzadko TOTALITARNY), a od bogów wolę duchy, a duchy zamieniłbym na jednego ducha a najchętniej na "duchowość/duszność", na jakąś niepoddającą się manipulacjom mentalnym, ofiarniczym i przebłagalnym energię (ale nie taką, która płynie w ścianach :-). Nie rozumiem takich określeń jak: Bóg jest miłością, albo Bóg jest wszędzie, no bo niby jak to sprawdzić. Myślę, że najpierw powinniśmy zastanowić się nad znaczeniami słów, na przykład takich jak JEST, ale i nad tym, jaki mamy interes (niekoniecznie ekonomiczny = dlaczego nam na tym zależy, co w nas chce, żeby tak było, co nas zmusiło do tego), aby wygłaszać prawdy typu: Bóg jest lub Boga nie ma. Co w nas nam każe mówić o rzeczach dalece nieoczywistych i nieweryfikowalnych tak, jakby można je było bez trudu zmierzyć i jakby były oczywiste (Poznaj samego siebie). I na koniec: może się to kiedyś zmieni, ale póki co NIE WIERZĘ w wizję, która nie rozpoczyna od dotyku, od usłyszenia świata, od uśmiechu dziecka i od zranienia się o świat. Mógłbym stwierdzić, że to, co WIDZIALNE jest zarazem WIZYJNE, ale to już temat na inną dyskusję. Nie chcę też rezygnować z bolesnego niekiedy poczucia oddzielenia (= nie chcę być zbawiony), ono daje mi bowiem oprócz braku złudzeń coś wspaniałego - momenty kruchej jedności (można powiedzieć słowami poety: "niepewnej jasności"). Uzmysławiam sobie moje tymczasowe credo: KTO WIE, MOŻE COŚ JEST (Sokrates podobno powiedział naprawdę: nie wiem i sądzę, że nie można wiedzieć; przypominam to, bo ostatnio zastanawiam się, co znaczy wierzyć i czy jest możliwa wiara w sensie religijnym, czy też jest ona jedynie pułapką umysłu, który na pewnym etapie rozwoju stworzył sobie metafizyczną "obudowę", osłonę, ochronę i ochronkę). 
[foto]

21. @Przemysław • autor: Jan Szeliga2015-01-17 11:39:18

@Przemysław

Jeśli coś mnie nie interesuje to nie wchodzę , nie czytam i nie komentuję - proste?
Z drugiej strony nie oburzam się na całą Tarakę że piszą tutaj takie osoby których nie czytam.
Dlatego cieszę się że ten tekst ukazał się w Tarace. Może uświadomi on niektórym osobom, ze nie żyjemy w zamkniętym gettcie, gdzie tylko "jedynie słuszne teksty" mogą być publikowane. Ten tekst moim zdaniem pozwala nam na odkrycie takich obszarów w nas samych, o których często nawet nie wiedzieliśmy i nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy że coś takiego w ogóle może istnieć.

22. Tylko własne doznania i doświadczenia mogą dać wiedzę. Reszta to tylko wiara. • autor: Nierozpoznany#80162015-01-17 13:50:22

Bez względu na to w co wierzysz, Masz Rację. Tak jest. Ale tylko w twoim świecie.
sceptyk (Radek)
"Nie rozumiem takich określeń jak: Bóg jest miłością, albo Bóg jest wszędzie, no bo niby jak to sprawdzić." Przykro mi że tego nie rozumiesz. Chociaż doskonale to rozumiem. Pewne rzeczy możemy sprawdzić tylko poprzez własne doświadczenia, doznania.
Mój system terapeutczno rozwojowy Soullive Coaching między innymi umożliwia osiągnięcie doświadczenia Stanu Duszy i odkrycia własnej tożsamości, tego Kim Jestem i co jest moim spełnieniem. I nie jestem jedyny który robi takie rzeczy.
To że w coś nie wierzysz znaczy tylko tyle że nie wierzysz. I wcale nie znaczy że tego nie ma.
Dlaczego wierzysz w istnienie np. Australi skoro nie stanąłeś na niej? Bo wszyscy tak mówią. Wszyscy mówili że Ziemia jest płaska.
Może zamiast się zastanawiać dlaczego o tym mówię lepiej się zastanowaić dlaczego tak wielu to odrzuca. Dlaczego tak wielu nie wie kim jest, skąd pochodzi itp. Ale mogę Ci odpowiedzieć dlaczego mówię o tym. Bo to prawda. Bo ja sam i wielu innych którch znam i nie znam doświadczyli tego samego lub podobnego. Jak chociażby przy okazji śmierci klinicznych. Bo jakby wszyscy mieli podobny stan świadomości to by było o wiele mniej agresji, zbrodni itp.
Ale najlepsze jest to że innym zarzucasz to co sam robisz. A przy tym, delikatnie mówiąc, zarzucasz mi co najmniej podejrzane intencje albo brak rozsądku.
Ja Tobie nie mówię co doświadczyłeś, przeżyłeś. A tym bardziej czy możesz lub nie o tym mówić.
Przepraszam. Absolutnie Cię nie atakuję ani nie krytykuję. Wręcz przeciwnie, doskonale Cię rozumiem i innych podobnie myślących. Jeszcze 15 lat temu sam uważałem nie tylko teksty o Bogu ale wszystko zwane duchowością za totalne bzdury i oszustwa. Byłem i jestem umysł ścisły, analityczny. Bo nie straciłem tego. Tylko odzyskałem brakującą część siebie, tą duchową.
Miałem wielkie szczęście spotkać osoby dzięki którym odkryłem kim jestem i po co jestem. A jest nim między innymi właśnie umożliwienie innym odzyskanie siebie, swojego życia. Dlatego o tym piszę. Po prostu.

23. sceptyku Radku...ja także... • autor: Nierozpoznany#87572015-01-17 13:59:23

sceptyku Radku...ja także "NIE WIERZĘ w wizję, która nie rozpoczyna od dotyku, od usłyszenia świata, od uśmiechu dziecka i od zranienia się o świat". Rezonuję z tymi słowami, byłam w tym świecie, przeszłam także przez chwile zwątpienia, egzystencjalnej niepewności, ciemne noce duszy...i tak doszłam przez "kto wie, może coś jest" do "Ja jestem Tym i To jest wszystkim, co jest!", i jeszcze dalej... do tego, co jest poza słowami... Dlatego piszę nie koncepcjami, ale sercem. Może to się komuś wydawać "różowe" i "romantyczne", może się wydawać "zbyt proste" (ha,ha, czy cokolwiek może być "zbyt proste"? a jeśli tak to dla kogo?). Tak właśnie postrzega świat czucie, serce, ufność czystego bycia... Tę wiedzę mają "wewnętrzne dzieci" czy, jak kto woli "szamani"w każdym z nas. I to jest tak cudownie proste! Trwanie w zachwycie jest równie łatwe jak trwanie w trwodze i w niepewności. Tylko trzeba zobaczyć, że nie ma "tam" nic, czego byśmy sami nie zaprogramowali i nie wykreowali. Czasy skomplikowanych idei, inspiracji wielkimi myślicielami, znajdowanie luk w ich systemach, porównywanie i zestawianie koncepcji oddałam w ofierze całopalnej na ołtarzu Bycia w sercu. Mam także doświadczenia podobne do wspomnianych powyżej przez Andrzeja. Powiedziałabym, że ostatecznie jedyna "droga" to ta z głowy do serca. Niektórzy tu pytają: "czemu nazywać to Bogiem?" A czemu nie? "Bo żyjemy w kraju, w którym to pojęcie jest naznaczone..." Może również dlatego (dla wolności używania słowa "Bóg" nie naznaczonego osobą Pana-Boga, władcy świata) mieszkam obecnie poza Polską ;) Ale tak naprawdę mieszkam w sercu. To powoduje, że wykreowałam sobie te dyskusje wokół moich artykułów, aby sprawdzić jak wiele odmienności mogę zaakceptować i jak bardzo pozwolę innym myśleć i mówić na "mój" temat co tylko sobie życzą, pozostając tym całkowicie nieporuszona. Każdy z nas śni swój sen. Pytanie tylko na ile jest on świadomy i czy wybieramy, aby był piękny czy "zły". Niemniej zarówno sny piękne jak i koszmary rozgrywają się w tej samej przestrzeni Boskiej świadomości. 

24. Przeczytałem co napisała Izabela Ewa i jestem przerażony. Wszystkiego bym się spodziewał ale nie czegoś takiego... • autor: Nierozpoznany#80162015-01-17 15:05:57

.... nigdy w życiu bym się nie spodziewał takich reakcji na to genialne, fantastyczne dzieło Izabeli Ewy. Rzadko mi się zdarza doświadczać takiego szoku. A mam parę lat i sam doświadczyłem trochę rzeczy absolutnie niewiarygodnych. Po pierwsze nie spodziewałem się tak wspaniałego dzieła. I to na wszystkich możliwych poziomach. Sensu, treści, inspiracji, świadomości, metafor, opisów, przekazu. To dzieło powinno być lekturą obowiązkową dla wszystkich. Mówię to z pełną świadomością, przy zdrowych zmysłach i bez jakichkolwiek gratyfikacji.
Drugi szok, chyba jeszcze większy. Że nikt nie widzi tego co najważniejsze. Że nikt nie jest w stanie przebić się przez pancerz swoich lęków, przekonań i ograniczeń.
To jest straszne że wszyscy tu z przerażeniem widzą Boga czy Jezusa którzy tu są, przynajmniej Jezus, tylko w postaci wspaniałego symbolu i wzorca odzyskania siebie i własnego życia przez każdego z nas. To straszne i przerażające co tu widzę. Od dawna wiem że tematy Boga, ducha czy duszy dla większości ludzi są wezwaniem na wojnę. Ale że tu, wśród ludzi zajmujących się rozwojem duchowym jest tak podobnie to dla mnie wielki szok.
Kochani. Przeczytajcie jeszcze raz, jeszcze raz, zachowajcie to dzieło i wróćcie do niego za jakiś czas. Jak wam pomoże to zastąpcie terminy Bóg i Jezus swoimi wybranymi. Czytajcie i wracajcie do tego tekstu tak długo aż coś zarezonuje w was. Bo to jest po prostu przewodnik wskazujący drogę ku lepszemu, bogatszemu, zdrowszemu i szczęśliwszemu życiu. Tylko tyle. Po prostu zwykły przewodnik ku lepszemu życiu każdego z nas. Nic więcej. Każdy kto tu widzi coś więcej najprawdopodobniej ma problemy z własną tożsamością, relacjami, życiem. Bo to jest tylko prosty przewodnik ku lepszemu życiu, każdego z nas i nas wszystkich. Tyle że wspaniały, genialny uniwersalny przewodnik dla każdego. 

Kochana Izabelo Ewo składam Ci wielki szacunek i kłaniam się nisko. Żebyś nie zwichnęła sobie szyi od zadzierania głowy mała jedna uwaga. Nieznaczna. A to moja porażka bo jestem absolutnym mistrzem krytyki (konstruktywnej i życzliwej). Piszesz że ten wspaniały, żeby nie powiedzieć Boski obraz świata jaki namalowałaś własnymi pięknymi barwami to utopia. Jestem przekonany że to raczej przepowiednia rzeczywistej przyszłości. Która się pojawi wraz z rozwojem świadomości. Ale ważniejsze że na ten wielki świat składają się mniejsze światy przez grupy i społeczności. I każdy z nas żyje w takich małych naszych światach. I już od teraz każdy z nas i wszyscy razem możemy tworzyć i tworzymy takie nasze światy zdrowych relacji z sobą, innymi i świ

25. No to mnie przyłapałeś ;) • autor: Nierozpoznany#87572015-01-17 15:39:14

Drogi Andrzeju, dziękuję <3 To tyle. Reszta poza słowami, może raczej w tym małym symbolu <3...
Przyłapałeś mnie natomiast... na Rzeczywistości, która już teraz się realizuje w mojej rodzinie, wśród moich przyjaciół i ludzi, których spotykam. Tak! Nasz świat JEST pełen miłości, akceptacji, humoru i harmonii, pełen tańca i radości... czy to się komuś podoba czy nie. I to nie jest utopia.Tak, wiele z obrazów, które opisałam było zainspirowanych np. festiwalami transowymi, na których bywam i prowadzę zajęcia jako Easy Grace. Tak, moje bycie z najbliższymi, codzienność, a także warsztaty, ustawienia i ceremonie tworzą taki świat i nie mam na swoje usprawiedliwienie (tego, że nazwałam go "utopią") nic poza tym, że przyświecała mi nadzieja, iż ktoś powie, jak Ty: "Jestem przekonany że to raczej przepowiednia rzeczywistej przyszłości. Która się pojawi wraz z rozwojem świadomości." Ta przyszłość już się pojawia na naszej pięknej Matce Ziemi. I trafi na nią każdy, kto potrafi znieść odpowiednio wysokie wibracje bez stawiania oporu. Dlatego przed każdym spotkaniem jakie organizujemy w Nelumbo zdarzają się przypadki nagłych zachorowań, stłuczek w drodze, zapomnień, ucieczek... Ale ci, którzy w końcu przychodzą pozostają na zawsze w jedności serc, w duchowej rodzinie. Dziękuję, że dajesz sobie prawo widzieć, że wystarczająco duża ilość przebudzonych jednostek tworzy cały zbiorowy przebudzony organizm. I to nie jest utopia. Należymy już teraz do globalnych sieci neuronalnych organizmu globalnej Rodziny, której istnienie żywo zaprzecza darwinowskim poglądom na "naturę człowieka". Moje życie przebiega w pełnej obfitości, wszystko co robię jest "piciem krwi Boga żywego i spożywaniem jego ciała", i to "just for fun", z miłości i wdzięczności a nie w związku z jakąś misją. Dlatego spokojnie mogę tu stanąć z uśmiechem w obliczu posądzania mnie o demagogię, zwodzenie, czary i gusła. Teraz na stosach nie pali się już na szczęście ludzi lecz idee i ideologie. I nie są to stosy nienawiści lecz przebudzenia. Ten ogień oczyszcza całą planetę i sięga coraz dalej. A Ci, którzy go podtrzymują żyją już dziś na Nowej Ziemi, w najlepszym towarzystwie :) Ukłony dla Ciebie!
[foto]

26. Czy nikt tego nie widzi? • autor: Jan Szeliga2015-01-17 16:20:17

Zapewniam Cię Andrzeju, że nie jest aż tak źle jak mówisz.  Powyższy tekst może być dla wielu osób miejscami trudny do zrozumienia , co również było mu  zarzucane jeszcze przed upublicznieniem go tutaj.
 Wiele osób  może też wyciągnąć całkiem różne wnioski, czego przykładem jest krytyka tego tekstu napisana przez Katarzynę Urbanowicz, z którą absolutnie się nie zgadzam.
Ja jednak od samego początku dostrzegłem to o czym piszesz Andrzeju i dlatego "walczyłem jak lew" aby ten tekst się tutaj ukazał.
P.S.
Co może być momentem przełomowym, jeśli chodzi o publikację podobnych tekstów.

[foto]

27. @Andrzej "Każdy kto... • autor: Radek Ziemic2015-01-17 16:29:40

@Andrzej "Każdy kto tu widzi coś więcej najprawdopodobniej ma problemy z własną tożsamością, relacjami, życiem." To sympatyczne, spotkać, to nic że jedynie wirtualnie, przynajmniej dwie osoby, które takich problemów nie mają. To chyba, kurde balląns, aniołki jakieś. Zapomniałem - nie aniołki, ale Bogowie. Alleluja! Dopiero ten argument, Andrzeju, przekonał mnie do głębokiej prawdy artykułu Izabeli. Dzięki serdecznie i "ukłon mego cienia".

28. Wzajemnie! • autor: Nierozpoznany#87572015-01-17 17:08:43

Drogi Radku, DZIĘKUJĘ w imieniu własnym i Andrzeja za (wprawdzie ironiczne, ale jednak) dopuszczenie możliwości życia bez posiadania problemów! 
Za siebie mogę tylko potwierdzić: żyję życiem pełny, wolnym i dostatnim w każdej jego dziedzinie. Szczęściara? Niekoniecznie. Każdego dnia w moim sercu tryska fontanna wdzięczności i obfitości. I z tego nadmiaru dzielę się z innymi oraz niestrudzenie pokazuję każdemu, kto zapyta jak może sam takie życie osiągnąć. Dzięki temu znam osobiście nie dwie a co najmniej sto osób, które mogłyby napisać to samo: już wiem, że jestem Bogiem. Alleluja!
P.s. A co do pomiarów i weryfikowania: ostatnio słyszałam, że Rosjanie mierzą obecność Boga we wszystkim za pomocą licznika Geigera ;) <3

29. Drogi Janie bardzo Ci dziękuję że wywalczyłeś ten tekst Ewy. I za ten komentarz • autor: Nierozpoznany#80162015-01-17 18:55:56

Nie mam zwyczaju prawić pustych komplementów a do tego jestem wymagający i krytyczny. I do tego tekstu podchodziłem sceptycznie. Ale po przeczytaniu wiem że to co napisała Izabela Ewa jest naprawdę fantastyczne. Wiem że mi jest łatwo przyjąć ten tekst bo niemal identycznie postrzegam rzeczywistość. I noszę w sercu i piszę podobne treści. I mamy porównywalny poziom świadomości.
Nie mam tak złych opinii o bywalcach Taraki. Lubię prowokację w terapii i czasami lubię prowokować w tekstach. Po to żeby obudzić niektórych. A teraz mogę też być trochę zbyt mocny w tym, bo od jakiegoś czasu nabawiłem się poważnego urazu. I na jakiś czas zboczyłem z wspaniałej pracy z ludźmi do innego świata i staram się zmienić rzeczywistość naszego państwa. Ostatnio np. napisałem łatwy i tani projekt gwarantujący uczciwe wybory. A tamten świat wibruje trochę innymi energiami. Przy okazji przepraszam, jeżeli ktoś się poczuł urażony. Nigdy nie mam  intencji nikogo urażać w jakikolwiek sposób. Mam świadomość że każdy i wszystko ma swój czas. A robienie czegoś na siłę często wręcz oddala zamiast przybliżać realizację celu. Jeszcze raz dziękuję Janie. Niestety rzadko tu bywam i słabo znam osoby ale wiedziałem że na Ciebie można liczyć.
Sceptyk Radek. Ja nie mam takiego szczęścia jak Izabela Ewa. Aktualnie nie jestem w takim otoczeniu. Wręcz przeciwnie. Jestem w bardzo ciężkich energiach. Ale podążam za swoim przeznaczeniem. Zazdroszczę Izabeli Ewie tego świata w jakim przebywa. Bo kocham ten świat. To mój świat, mojej miłości, szczęścia i spełnienia. Ale całym sercem cieszę się jej szczęściem i spełnianiem. Każdy ma swoją drogę. Jedne są autostradami inne są brukowane albo nawet polne.  Te drogi biegną różnymi obszarami. Ale każda jest tą jedyną i najlepszą dla nas jeżeli zmierzamy ku spełnieniu.  To tak informacyjnie.  Dogi Sceptyku Radku jak już pisałem doskonale Cię rozumiem. A nawet bym się bardzo zdziwił jakbyś inaczej zareagował. No chyba żebyś przybrał tytuł Realista Radek, o Optymista Radek nawet nie śmiem marzyć. Bo wiem że to niemożliwe. Wszyscy inni ale nie Ty.  Nie masz żadnych szans na to żeby zostać Optymistą Radkiem. Przynajmniej ja  w twoim przypadku jestem wyjątkowo sceptyczny i nie widzę żadnych szans na to. Przykro mi.
[foto]

30. Izo • autor: Radek Ziemic2015-01-17 19:13:04

mógłbym przedstawić wiele, niekoniecznie zresztą moich własnych, argumentów na rzecz pewnej przynajmniej problematyczności pojęcia Boga, od poznawczych poczynając, na moralnych kończąc. Ale powiem tylko, że ja (dzięki bogom - jacykolwiek są), mam problemy: z tożsamością, relacjami i życiem, i że wcale nie przeszkadza mi to odczuwać wdzięczności i czuć się, przynajmniej nierzadko, szczęśliwym. Czasem parafrazuję Czesława Miłosza i mawiam, że jak jest w raju wiem, bo ja tam bywam. Ale tak jest (chodzi i o problemy i o poczucie wdzięczności i szczęścia) właśnie dlatego, że nie jestem bogiem, że nawet nie chcę nim być. Lubię swoją ludzką kondycję, z całą jej ograniczonością i niedoskonałością (właśnie taka wydaje mi się interesująca i wartościowa) i nie muszę od niej nigdzie uciekać. Natomiast co do ludzi bez problemów, to znam następujące typy: 1) martwi, 2) beztroscy emeryci, 3) dzieci (nie wszystkie), 4) tacy, którym przedstawianie siebie jako ludzi bez problemów, przynosi jakieś korzyści 5) lekkoduchy (do czasu). Jak widzisz, jestem sceptykiem, na mistycyzm pozwalam sobie właśnie po próbie sceptycyzmu. I jeszcze - mam nadzieję, że długo będę miał problemy. Ale już teraz przyjmuję to z pokorą (akceptuję), jeśli będzie inaczej.  
[foto]

31. Andrzeju • autor: Radek Ziemic2015-01-17 19:23:18

tu nie chodzi o to, że nie mam szans zostać optymistą. Ja nim zostać nie chcę, podobnie, jak nie chcę zostać pesymistą. Ja jestem sceptykiem, mistycyzującym, ale sceptykiem. To oszczędza mi wielu uniesień, to prawda; sprawia jednak, że te nieliczne, które mi zostają, są niewiarygodnie prawdziwe (realne). Jestem za nie wdzięczny.  

32. sceptyk (Radek) żle Cię wyczułem. Tu nie ma bezpośredniego kontaktu i jeszcze takie pisanie z doskoku. • autor: Nierozpoznany#80162015-01-17 20:30:10

Chciałem Cię trochę sprowokować. Ale myliłem się co do twojego sceptycyzmu. Teraz zrozumiałem. Trudno żeby coś co jest powszechne było wyjątkowe. I trudno się delektować byle paszą. Dokładnie tak. Nawet orgazmy mogą stać się tragedią jak następują jeden za drugim, niemal bez przerwy. Jak to się zdarza w pewnych przypadkach chorobowych. W moim prywatnym terminarzu masz miano sceptyczny realista Radek. Jeżeli nie masz nic przeciw. To dobrze bo nie lubię jak ktoś się męczy bez  potrzeby.  

33. Radku • autor: Nierozpoznany#87572015-01-17 21:18:56

To naprawdę wspaniałe, że wciąż bierzesz udział w tej dyskusji! Jestem Ci wdzięczna za konsekwentne przywoływanie echa sceptycyzmu, które wciąż pobrzmiewa na horyzontach mojego poznania. Jesteś tutaj ważnym głosem, który powiada, że postawa ta: "oszczędza mu wielu uniesień (...) sprawia jednak, że te nieliczne, które zostają, są niewiarygodnie prawdziwe".Uśmiałam się czytając Twoją klasyfikację ludzi bez problemów. Ostatecznie uznałam, że należę do każdej z wymienionych grup po trochę :) Oto dlaczego:1. Czuję się martwa. W znaczeniu, że nie ma we mnie ani trochę wiary w "posiadanie" problemów. Żaden z potencjalnych problemów nie będzie już nigdy "mój". Umarłam dla wiary w kogoś, kto ma tutaj jakiś "problem", 2. Jestem beztroską emerytką. Porzuciłam w cholerę i nieodwołalnie prestiżową pracę na etacie (najpierw wykładowcy na UJ, potem kierownika w miejskim centrum terapii uzależnień) i w ogóle nie przejmuję się brakiem emerytury. Beztrosko zarabiam we własnej firmie pracując z pasji i wyłącznie weekendowo ;) 3. Powróciłam do pierwotnego stanu dziecka, które znam z wieku 2-7. Moją ulubioną podosobowością jest aktualnie wewnętrzne dziecko. Uwielbiam się bawić, być w tu i teraz, zachwycać, odkrywać, ufać i nie brać niczego na poważnie.4. Przedstawianie siebie jako osoby bez problemów przynosi mi korzyści. Po pierwsze "zaklinam" rzeczywistość na brak problemów a ona odpowiada mi ich brakiem. Po drugie przychodzą do mnie ludzie gotowi na brak problemów i płacą mi za uczenie się tego ode mnie :) 5. Lekkoduchem nie wiem czy jestem. Chyba tak, bo mój duch nie wydaje się szczególnie ciężki. Tak sobie fruwam i za dnia i w snach leciutka jak babie lato...i w ogóle mnie to nie męczy. Po prostu pewnego dnia uznałam, że już dość się natrudziłam. Czy do czasu? Nie wiem, bo czas w mojej lekkodusznej rzeczywistości przecież nie istnieje.Dla dopełnienia rozważań na temat Boga pozwalam sobie wkleić link do Alana Wattsa, który mówi głosem mistyka-sceptyka niewątpliwie:https://www.youtube.com/watch?v=sLwN3Wxr-j0 
[foto]

34. Kilka słów • autor: Radek Ziemic2015-01-17 21:35:23

Andrzeju, dziękuję za odrobinę zrozumienia. Izo - poddaję się i milknę, aby już nie przeinaczano moich słów :-) 

35. Ależ dlaczego? • autor: Nierozpoznany#87572015-01-17 22:03:51

Radku - nie milknij pochopnie, tylko dlatego, że Twoje słowa kogoś zainspirowały do swobodnej zabawy w skojarzenia, a co ważniejsze - do uczciwej i szczerej konfrontacji z faktami! Pozdrawiam i liczę na dalsze twórcze, inteligentne rozmowy <3
[foto]

36. Totentanz • autor: Arthur Zielinski2015-01-18 08:20:28

Oh, Izabela, you remind me of Steven Kuttner, son of a Polish Jewish emigre, bisexual, who died of Aids in St Francis hospital in San Francisco long ago. He would have loved you, and what you have to say. He was the closest I got to being with a guru, and was the most charismatic and spiritual person I ever met. And yet, and yet....

Your heart, and the intuition that comes from it, resonates with truth. I remember your dream - it happened for a while - half-naked girls, with flowers in their hair, feeling secure and safe, and admired, with no sense of danger or threat - that was one of the realities of the 60´s in Western Europe. But...our medieval artists showed us the totentanz - the dance of death, or in Paris or London you can see the 17th Century works of Poussin - innocent peasants living in the Arcadia of our imaginations, who happen to see a tomb with the words "Et in Arcadia ego" - "I (Death) am here too".

Our lives soon end, and we can only do what we have the strength, wisdom, and knowledge to do. We can only follow the righteous path that we have discovered for ourselves - don´t be too hard on us.
[foto]

37. @Jan Szeliga • autor: Przemysław Kapałka2015-01-18 09:29:12

Nie o to chodzi, że jak mi się jakiś tekst nie podoba to nie chcę go widzieć w Tarace. Ja po prostu przestrzegałem przed pewnymi możliwymi konsekwencjami zamieszczenia go tutaj, jakimi, to starałem się wytłumaczyć. Czas pokaże, czy miałem rację. Wolałbym jej nie mieć.

Nadal nie rozumiem, w jaki sposób można doprowadzić się do poczucia niewinności biorąc na siebie grzechy całego świata. To nie zostało wytłumaczone ani jednym zdaniem, wypowiedziane jak coś oczywistego. Ale nie tłumaczcie mi tego. Za bardzo by się dyskusja rozrosła.

38. @ Przemysław Kapałka "Ale nie tłumaczcie mi tego. Za bardzo by się dyskusja rozrosła."? • autor: Nierozpoznany#80162015-01-18 11:13:14

... Za bardzo by się dyskusja rozrosła.?
[foto]

39. "Koszty dyskusji" • autor: Jan Szeliga2015-01-18 11:23:26

Tak Przemysław, dyskusja rzeczywiście mogła by się bardzo rozrosnąć, a przez to zwiększyło by się zużycie prądu, pogłębiając tym samym globalne ocieplenie, zajęło by to miejsce na serwerach Taraki, klawiatury i komputery by się szybciej zużyły itp, itd.
Oczywiście żartuję. Nasze Ego czasem bardzo się broni aby zachować status quo. Często więc wycofujemy się w takich sytuacjach, w których może nastąpić przełom w naszym myśleniu.
P.S. a co do wątpliwości o których piszesz, to mam nadzieję że autorka tego tekstu je rozwieje ;)

40. Zaciekawiony Izabelą Ewą zajrzałem na You Tube • autor: Nierozpoznany#80162015-01-18 13:32:27

i już w drugim obejrzanym filmie Izabeli Ewy  jest odpowiedź na twoje pytanie Przemysławie. https://www.youtube.com/watch?v=kuQ4LXoZbcY Jak i na wiele innych pytań. Polecam jej kanał na You Tube https://www.youtube.com/channel/UCAMlzbHTR6CMZfIZUjqsp8A
Myślę że się nie wcinam i pozostawiam pełną ewentualną odpowiedź autorce. Jeżeli tak to przepraszam i obiecuję poprawę.
Janie, mój dziadek był herbu Szeliga.

41. Drogi Janie • autor: Nierozpoznany#87572015-01-18 13:39:56

...dziękuję, że przypomniałeś o swoim pytaniu. Istotnie, prawie zapomniałam dopisać. Niewinność (naturalną dla wieku wczesno-dziecięcego) odzyskujemy poprzez wzięcie na siebie nie WINY a ODPOWIEDZIALNOŚCI. Myślę, że w tekście uwypukliłam to zagadnienie, jednak rozumiem, że w wyniku socjalizacji w judeo-chrześcijańskim kręgu kulturowym może być mało oczywiste dla niektórych osób DLACZEGO WINA I ODPOWIEDZIALNOŚĆ TO SWOJE PRZECIWIEŃSTWA, nie zaś synonimy. To dlatego nazywam poczucie winy "szatanem psychiki". Ono bowiem odsuwa nas od wzięcia odpowiedzialności. Z chwilą wzięcia odpowiedzialności (optymalnie za wszystko, co nam się przydarza, gdyż jako wielcy kreatorzy sami to przywołaliśmy i zrobiliśmy to po coś) znika poczucie winy. Staje się niepotrzebne. A zatem odzyskujemy niewinność. "Za grzechy świata" oznacza, że za siebie - do chwili w której rozpoznajesz, że świat to Ty, Twoje odbicie, lustro, w którym się przeglądasz. Ty jesteś światem. Tat Tvam Asi. Każda istota, którą spotykasz to Ty- Bóg, tylko inaczej...Jakże nie miałbyś być odpowiedzialny za to jak traktujesz tego Boga? Jest jeszcze jedno: poczucie winy ma swoje uroki. Utrzymuje bowiem jego posiadacza w błogiej ignorancji co do możliwości wpływania na sprawy. Tkwimy więc w pętli sprzężenia zwrotnego: "niestety, stało się, zrobiłem to źle... ach, gdyby można cofnąć czas...ale przecież nie da się...za późno...nic nie mogę poradzić...bo, niestety, stało się...". Jest perwersyjna forma gry z rzeczywistością. W tej grze wygraną jest brak odpowiedzialności oraz pozostanie poor little me (biedactwem). Gra w ofiarę jest zaś najbardziej pożądanym trofeum na tej planecie. Kiedy bierzesz odpowiedzialność paradoksalnie zaczynasz z lekkością tańczyć swój taniec, jak Shiva na dachu świata. Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam zagadnienie?
[foto]

42. Izo • autor: Radek Ziemic2015-01-18 15:09:33

niewinność nie jest słowem jednoznacznym, a Ty, przynajmniej powyżej, zacierasz różne jego znaczenia: 
   1) niewinność jako NIEBYCIE WINNYM (niepopełnienie wykroczenia, przestępstwa; guiltlessness; tę niewinność przeciwstawia się WINIE; 
   2) niewinność jako pewien stan, niekoniecznie jedynie duszy czy psychiki, bo odnosi się to nie tylko do jednostek; (niekiedy można tę niewinność nazwać wewnętrznym dzieckiem, ale bywa ona przypisywana dzieciom w ogóle); NAIWNOŚĆ, PIERWOTNOŚĆ, DZIEWICZOŚĆ; innocence; tę niewinność przeciwstawia się DOŚWIADCZENIU, a w każdym razie pewnemu jego rodzajowi, niekiedy też WIEDZY, 
Zacierając znaczenia wszystko można udowodnić.  

43. Radku • autor: Nierozpoznany#87572015-01-18 16:06:04

Wysoko cenię Twoją potrzebę doprecyzowania. Pozwól zatem, że pójdę jeszcze dalej w tę stronę, gdyż ostatnim moim celem jest zacierać znaczenia! Możesz to nazywać solipsyzmem, czy jak chcesz, ale dla mnie nie istnieje (lub przynajmniej nie jest istotne) kryterium, w oparciu o które ktoś gdzieś kogoś uznał za winnego (np. wykroczenia, grzechu pierworodnego itp.).  Zostawmy zatem systemy prawne i inne normatywne  określające to, co nazwałeś guiltlessness.
Kto i po co przeciwstawia niewinność wiedzy lub doświadczeniu? Dla mnie w oczywisty sposób sobie nie zaprzeczają. Osobiście skutecznie łączę na wewnętrznym poziomie zarówno wiedzę, jak poczucie własnej niewinności. Tak, jest to stan zwany wewnętrznym dzieckiem. Tylko, że dziecko jest mądre i dojrzałe. Kto doświadczył powrotu do tego stanu, wie co miał na myśli persona non grata Taraki, niejaki Jezus (nazywajmy go odtąd SamWieszKto ;) mówiąc: "jeśli nie staniecie się jako dzieci nie osiągniecie Królestwa Bożego". Królestwa, które "w was jest". Królestwo to zatem owa niewinność, to uwolnienie się od szatana psychiki.
Definiuję zatem. Niewinność (innocence) - subiektywne i ciągłe doświadczanie siebie jako istoty czystej, bez winy, nieskalanej grzechem ani złem, nieobciążonej winą, przekonanie o własnej uczciwości i szeroko pojętym pięknie oraz potrzeba realizacji tego przekonania w praktyce, bycie osobą etyczną i radosną (lekką) z tego powodu. 
Spróbuj po prostu iść do serca i znaleźć to miejsce w sobie! Polecam też jedną z wielu nie wydanych książek Alana Wattsa (dostępna w całości on-line) "A book on Taboo Against Knowing Who You Are" :)) <3
[foto]

44. Nicolas_Poussin • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-18 18:33:50

Dear A. M. Zielinski, Did you mean this painture by Nicolas_Poussin?



I wonder who is that woman? Maybe the godess Athena?
There is a direct connection or transition between Enneagram Seven, Epicure (Arcadia!) and Enneagram One, Perfectionist - or its personalization, Athena.
[foto]

45. Wina a odpowiedzialność • autor: Przemysław Kapałka2015-01-18 18:42:59

Już lepiej, ale nadal nie rozumiem. Może zrozumiem, jak będę w lepszej formie.
[foto]

46. Poussin • autor: Arthur Zielinski2015-01-19 02:30:11

@Wojciech/Adalbert ;) - yes, exactly that. There is a 20th Century (perhaps) mystification that "Et in Arcadia ego" is an anagram of the Latin text: "I! Tego Arcana Dei", or "Begone! I keep God´s secrets", perhaps referring to the existence of an impenetrable wall between the end of life, and the mystery of death.

I believe that the first version Poussin painted had a shepherdess with a classical Greek face, with an exposed breast and right leg - she was one of the innocent shepherds, and appeared to be sexually free. Later versions appear more "politically correct" for the period, with an Athena-like figure perhaps adding the gravitas of wisdom, or perhaps the then modern, rational world, to the discovery of the tomb.

I congratulate you on the discovery of Izabela, or perhaps her discovery of you - her heart-centred presence and teachings seem to have made an impression. To both of you, a "very well done!"

[foto]

47. Świetny artykuł i dyskusja. • autor: Arkadiusz2015-01-19 08:17:00

Dziękuję. Droga z umysłu do serca wydaje się niezwykle trudna. Strasznie dużo "poddaj się!" jest po drodze. A to takie niemęskie. To takie w poprzek dominującej kultury (popkultura, telewizja, reklamy, filmy prowadzą w innym kierunku). Umysł, przynajmniej mój, jest zauroczony perspektywami na końcu tej drogi, ale to wciąż jest Umysł, a nie serce. Umysł nie chce się poddać, nie chce utracić (wrażenia?) kontroli. Do tego te przeszkody do pokonania po drodze. Mam wrażenie, że oprócz wzięcia odpowiedzialności jest jeszcze coś takiego jak Strach... a co jeśli na końcu drogi okażę się śmieszny, infantylny, cudaczny, nieefektywny, bezużyteczny itd... ot taki dziwak? No własnie, czy to są przeszkody do pokonania, czy kwestie, obawy do poddania? Umysł głupieje, ciało się buntuje. Ciężko pokonać (przejść? poddać?) strach i odruchy wyuczone przez wiele lat. To chyba jednak jest trudna i żmudna droga. Czy trzeba być buntownikiem na tej Drodze? Czy będąc buntownikiem jest się w sercu, czy jednak oznacza to bycie w oddzieleniu?
[foto]

48. @Arkadiusz • autor: Radek Ziemic2015-01-19 10:55:04

Myślę, że ta droga jest trudna, bardzo. I nie chodzi jedynie o to, że umysł, jak to zauważyłeś, obawia się, że na końcu będę "śmieszny, infantylny, cudaczny, nieefektywny, bezużyteczny". Raczej o to, by być gotowym na śmieszność, infantylność, cudaczność. No bo cóż złego miałoby być w śmieszności? (Żebyśmy bywali jedynie śmieszni). I jeszcze - ta nieefektywność i bezużyteczność... chodzi chyba o bycie gotowym na pewne straty, na to, że  pewne wartości wiążą się z wyborem. Pewnie też chodzi o ufność: człowiek ufny, naiwnie ufny nie musi bać się śmieszności. O odzyskanie ufności i tu zgodziłbym się z przedmówczynią, że to wiąże się z odpowiedzialnością. Chyba. Tak nieporadnie to ujmuję. Ale ta droga faktycznie jest trudna. Bywa też bolesna. 
[foto]

49. Ale zapomniałem o • autor: Radek Ziemic2015-01-19 11:21:18

chyba najważniejszym. Ta droga jest też drogą radości, uczciwego (samo)zadowolenia, trudnej (bo pozbawionej złudzeń) afirmacji, szczęścia... Przesyłam cytat afirmacyjny: "Sokrates pozdrawia drzewo za oknem". I uśmiech na dobry dzień. :-) 

50. Dwa ciekawe spostrzeżenia moje. Pierwsze, nikt nie wspomina o największej przeszkodzie i trudności na drodze rozwoju. • autor: Nierozpoznany#80162015-01-19 11:45:58

Tym bardziej że występuje niemal w każdym przypadku. Największą przeszkodą i trudnością jest....
Zanim dokończę, napiszę o drugiej ciekawostce. Oprócz autorki wypowiadają się tu sami mężczyźni. Jest to tym bardziej ciekawe że na wszelkich treningach rozwojowych większość stanowi płeć żeńska. (nie wiem jak to jest w Tarace).
Największą przeszkodą w ogóle w rozwoju, nie tylko duchowym, jest to że najczęściej wiąże się to ze zdradą, z największym grzechem. Bo trzeba zdradzić swoją religię, pochodzenie, bliskich itp. przynajmniej w ich pojęciu. Bo często konsekwencją jest po prostu rozstanie z dotychczasowym życiem, przyjaciółmi, rodziną, partnerem. Trzeba też zdradzić siebie dotychczasowego. To jest największa przeszkoda do pokonania w każdym rozwoju, szczególnie duchowym.
I niemal każdy ma tego świadomość na poziomie podświadomości. W konsekwencji często osoba na drodze prawdziwego rozwoju ma cały świat przeciwko sobie. Włącznie ze swoją podświadomością a raczej swoimi subosobowościami, które bezwzględnie sabotują ten rozwój. Bo często walczą o życie.
To jest absolutnie fundamentalny aspekt który każdy myślący i świadomy trener, coach czy terapeuta musi brać pod uwagę. Tak jak osoby których to dotyczy. A co niestety bardzo rzadko ma miejsce.
To jest podstawowy klucz do porażki albo sukcesu i nie tylko dotyczy rozwoju duchowego.
[foto]

51. radość i zdrada • autor: Arkadiusz2015-01-19 13:21:22

Radek: Dzięki za przypomnienie o radości. Faktycznie, wydaje się, że jest jej więcej z każdym krokiem na tej drodze. Jest jedną z nagród. David R. Hawkins stawiał poziom radości bardzo wysoko na swojej skali poziomów świadomości, wyżej nawet niż poziom miłości bezwarunkowej.I tu pojawia się taka myśl nawiązująca do komentarza Andrzeja o zdradzie: jak zaczynamy się radować bez powodu (z punktu widzenia innych np. religii, bliskich) to drogi jakby się rozjeżdżają i pojawia się poczucie zdrady: wszyscy dookoła cierpią, smucą się i wściekają, a my patrzymy z figlarnym uśmieszkiem na piękno chmurek. Nie chcemy już wibrować i rezonować z negacją innych ludzi, nie chcemy ponownie spaść na ziemię. Ale nie mogę pogodzić się z tym, że własny osobisty rozwój musiałby się wiązać z opuszczeniem bliskich.Ostatnio męczy mnie pytanie: dlaczego i w jakim celu jestem tutaj i z tymi ludźmi? Co mogę wnieść pozytywnego w przestrzeń, w której żyję (bez ucieczki i zdrady)?Ty Andrzej nawet aranżujesz coś politycznego, więc może nie ma tej zdrady? Może jest taki chwilowy skok w chmury i ponad nie (może w pole, o którym pisze Iza w innym tekście), by wrócić z czymś korzystnym dla otoczenia?
[foto]

52. O Jezusie • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-19 15:34:49

Autorka napisała, m.inn.:
"Jezus pokazał, jak być Jezusem. Po to, abyś to ty stał się nim jak najszybciej możesz."
W tych zdaniach jest zawarty pewien program rozwoju osobistego lub rozwoju duchowego. W regulaminie ogłoszeń zamieszczych w Tarace jest punkt IV:
IV. "Taraka" nie zamieszcza ogłoszeń, w których mowa jest o Bogu. Z kilku powodów: terapeuta, który twierdzi, że wspomaga go Bóg, uprawia (naszym zdaniem) nieuczciwą konkurencję. Wzmianki o Bogu sugerują, że ogłoszenie skierowane jest tylko do „wierzących” albo że na ogłaszanej imprezie będzie uprawiane religijne nawracanie. Wreszcie takie wzmianki dyskryminują ateistów (którzy w Boga nie wierzą), pogan (którzy wierzą w wielu Bogów) i buddystów (którzy nie uważają bogów za byty absolutne).
W tym IV-tym punkcie nie wymieniłem jeszcze jednego powodu (dość subtelnego...), dla którego terapie lub treningi czynione "w imię Boże" uważam za grę nie fair. To jest, że terapeta lub trener, jakby nie mając dość własnych zdolności ani autorytetu, podłącza się pod emocje, jakie budzi "Bóg", "Jezus" i tp.
Niestety, Izabelo, w Twoim (niniejszym) artykule przedstawiasz podejście podobne. Dlatego lektura Twojego tekstu wzbudziła mój opór. Chociaż inne walory Twojego tekstu spowodowały, że zamieściłem go w Tarace. :)
Na Twoim miejscu spróbowałbym napisać podobny energetyzujący apel do Drugiej Osoby, ale bez powoływania się ani na zewnętrzne autorytety, ani na utarte religijne wabiki.
Przesyłam dobrą energię zapakowaną w postać sikorki.

Sikora
(Foto. Grzegorz Dąbrowski
, z Facebooka)

53. drogi Arkadiuszu, statystyki i rzeczywistość nie chce realizować naszych chęci i marzeń, niestety. • autor: Nierozpoznany#80162015-01-19 16:18:08

W życiu działa zasada że można dać potomkom i innym oraz sobie tylko to co się posiada. A posiada się zwykle to co się otrzymało od przodków. To są najpotężniejsze więzi i wzorce. Oprócz tych bardzo nielicznych którzy otrzymali w darze prawdziwą miłość i dobre wzorce relacji, bogactwa itp. wszyscy inni muszą pokonać opór o którym napisałem.
Każdy chce być zdrowy, bogaty i szczęśliwy. To dlaczego prawie nikt nie jest?
Szczęście, zdrowie, bogactwo i choroby tak jak bieda i nieszczęścia są zaraźliwe.
Co np. jeżeli jedyne co łączy parę to choroba dziecka. To jest jedyna rzecz kiedy współpracują, kiedy rozmawiają itp. W takiej rodzinie wszyscy chcą leczyć dziecko. A panicznie boją się jego wyleczenia. Dziecko też tego nie chce. Dla rodziców. Uciekali wszyscy moi klienci na początku. Jak tylko zorientowali się że jestem skuteczny. Bo zdecydowana większość ludzi jest za a nawet przeciw, i to bardzo. Chce się leczyć ale nie chce się wyleczyć. Choroba zwykle jest wielkim szczęściem. Bo jest formą bliskości, relacji, miłości, tyle że chorej. Ale jak nie ma zdrowej. Różnych wersji, opcji i obszarów uwikłań i zależności jest ocean. Rozwój to nic innego jak zdrowienie.
Wyobraź sobie że siedzisz wśród obcych głodnych głodujących. A ty masz całą torbę jedzenia. Ale nie możesz ich poczęstować i zaprosić do stołu.
Jesteś w stanie jeść? A co dopiero jakby głodowali twoi bliscy. Nie bez powodu ci co dorobili się nieuczciwie tworzą getta dla siebie. Te dwa światy się nie łączą. Albo bieda albo bogactwo, choroba albo zdrowie, niski albo wysoki poziom świadomości, rozwoju. Wybór zwykle jest jeden. Albo razem z partnerem zmieniacie swoje środowisko albo się rozstajecie. Bo już do siebie nie pasujecie.
Każdy z nas urodził się, wychował w swoim małym świecie. Własnej rodziny, otoczenia. I tak jak ryba nie przetrwa na ziemi a człowiek w wodzie. Wszyscy mamy nasze własne małe naturalne środowiska. A przejść do innych potrafią tylko nieliczni. Tak jak tylko nieliczni wyszli pierwsi z jaskini. Skoro tu jesteś to należysz do tych nielicznych, wyjątkowych. A tacy zawsze budzą skrajne emocje, zachowania i inne reakcje reszty. Jak widzisz trudno mi mówić i pisać skrótami.
[foto]

54. @Andrzeju, Arkadiuszu • autor: Radek Ziemic2015-01-19 17:29:50

Zastanawiałem się dziś przez jakiś czas, czy zdrada jest właściwym terminem. Wiem chyba o co chodzi, ale są dwa rodzaje zdrady: pierwszy jest chwilowym zerwaniem więzi równorzędnej (zdrada małżeńska na przykład, lub romans), drugi natomiast jest zerwaniem relacji podrzędności. Nie chodzi o to, że chcę ten termin odrzucić, a o to, że są takie struktury społeczne (w tym często także rodzina), którym zależy na pewnym rodzaju podporządkowania. Z tego podporządkowania można też czerpać swoją specyficzną moc - będąc podporządkowanym, podporządkowywać sobie innych, na wzór tych, którym sam się podporządkowałem (i często na ich sposób). Tak działa tzw. fala (we wojsku, w szkole, w pracy), której odpowiednikiem kulturowym jest tradycja (= reprodukcja kulturowa, "mem-etyczna" (analogicznie do genetycznej). Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś mówi: nie chcę powtórzenia, nie chcę władać i być władanym. I wtedy zostaje się samemu, poza strukturą, poza układem. Myślę, że tego boimy się najbardziej, do momentu aż sami zobaczymy, że nie jesteśmy wcale tacy zależni, że może gorzej, ale dajemy sobie jednak radę (także emocjonalnie, bo to dotyczy także toksycznych relacji, w tym rodzinnych). Nie zawsze jednak mamy do czynienia z pełnym odrzuceniem (nie rozstajemy się wtedy zazwyczaj z rodzicami; rzadko też udaje się nam ich zmienić (jeśli to w ogóle możliwe); musimy jednak przeformułować relacje).
[foto]

55. Trudno się nie zgodzić z Wami. • autor: Arkadiusz2015-01-19 19:27:43

Trudno też to zaakceptować.

56. Radku, zwracasz uwagę na ważną sprawę, znaczenia terminu, słowa itp • autor: Nierozpoznany#80162015-01-19 23:03:36

Ogólnie, tu w paru słowach staramy się opisać bardzo złożone sprawy. I tak nie mogę się zmieścić w limicie słów. Ale tak jak piszesz "zdrada" może być różnie rozumiana. Może lepsze by było "odrzucenie". Wszystkie terminy mają różne znaczenia. Ta "zdrada" znaczy tyle że ktoś nie robi tego czego oczekuje partner, rodzina, kościół, wiara itp. Że się nie podporządkowuje im i "tradycji" jak piszesz. Chociaż w rzeczywistości to oni ograniczają wolność i samostanowienie danej osobie. Trzeba też zawsze pamiętać że piszemy tu zwykle tu o procesach podświadomych.
Zmiana w ogóle jest jednym z największych wyzwań człowieka. Wiąże się z rozstaniem z tym co się ma i zna. I ruchem w stronę czegoś nieznanego, związanego z wielkim ryzykiem. To jest wielkie ryzyko i wielka podwójna trauma dla umysłu. Bo to zawsze jest wyjście z własnej, znanej, bezpiecznej jaskini w nieznany obcy wrogi świat pełen niebezpieczeństw.
Arkadiuszu. SBB  Szukaj, Burz, Buduj. Jeden z cykli życia. To jedno a drugie. To co napisałeś, TO JEST TO. To jest jeden z fundamentalnych kluczy do zmiany, do rozwoju.
Rzeczywistość jest jaka jest. Bez względu na to jak Ty ją widzisz. I czy ją akceptujesz (jak to opisują inni) czy nie. Dopóki nie zgodzisz się na to, nie uznasz że ona taka jest  pozostaniesz poza tą rzeczywistością. Inaczej. Życie to ocean a człowiek to serfer. Możesz nie patrzeć na fale. Ale czy patrzysz czy nie, czy je widzisz czy nie to one i tak są i będą takie same. One do ciebie się nie dostosują. Ale Ty możesz. Jak uznasz i przyjmiesz ocean taki jaki jest. Dokładniej, jak uznasz i przyjmiesz że on jest jaki jest. I że to jest dobre dla ciebie. Wtedy jego energię, masę, prądy i fale będziesz mógł wykorzystywać. I serfować po nich z przyjemnością. Póki nie zaakceptujesz będziesz walczył z oceanem rzucany przez te fale. Jak zaakceptujesz, będziesz mógł wykorzystywać jego energię i fale i surfować przez życie jak najlepszy serfer.
Możemy dokonać zmian w sobie i naszym życiu dopiero jak się odważymy i zdecydujemy zobaczyć rzeczywistość taką jaka jest. Szczególnie siebie i swoje życie i relacje. Bo tylko wtedy zaczniemy mieć możliwość wpływania na nie. Tak jak ten serfer. Będziemy mieli możliwość wybierania najlepszych fal do serfowania, omijania skał i innych przeszkód itd.

 
[foto]

57. Andrzeju, jaka jest rzeczywistość? • autor: Arkadiusz2015-01-20 08:18:01

Kto ma zadecydować, jaka jest ta Rzeczywistość jaka Jest? Każdy widzi ją inaczej. Jest rzeczywistość "uzgodniona", która jest zbiorem wspólnym postrzegania rzeczywistości przez wszystkich ludzi, jest moja subiektywna rzeczywistość, taka jaką ja postrzegam. Kto mam mi powiedzieć, jaka jest Rzeczywistość, która Jest? I dlaczego ktoś ma mi to mówić?Czy nie chodzi o to, jak pisze Izabela, żeby wziąć odpowiedzialność za własne postrzeganie rzeczywistości? Bez poczucia winy, ale z odpowiedzialnością za własne wybory i za przyszły kształt tej rzeczywistości?Andrzeju, coś się we mnie buntuje, jak czytam o surfowaniu przez życie i przeskakiwaniu z fali na falę.  Widzę w tym surfowaniu cień przedmiotowego traktowania ludzi. Coś mi dali, czegoś nauczyli, teraz ich żegnam, idę dalej. Może błędnie to postrzegam. Być może to moje poważne życiowe ograniczenie, ale kiepsko mi z tym surfowaniem idzie. Może jestem nie surferem, ale drzewem. Stoję w miejscu, bez względu na to, jaki jest las i jaka jest pogoda. Może rozwijając się, dostrzegę w tym lesie piękno, którego wcześniej nie widziałem. Może życie jest metaforą, która powtarza się zawsze i wszędzie, w każdej scenerii, i nie ma potrzeby tej scenerii zmieniać aby dojrzeć piękno metafory? Może to jest właśnie odpowiedzialność? Sam nie wiem. Bardzo mi się podoba to co napisała Izabela w komentarzu nr 10 pod tekstem o Siostrze sukcesu. To było sedno moich przemyśleń z ostatnich miesięcy. Dziękuję Ci Andrzeju za Twoje słowa, muszę przemyśleć sprawę surfera i drzewa. Będę do tego wracał. To ważne.

58. rzeczywistość • autor: Nierozpoznany#87652015-01-20 08:25:53

to przejawianie się. to śnieg to śnieg to...serdecznie pozdrawiam.

59. Ja Tobie też dziękuję. Każdy jest moim nauczycielem, Ty jesteś bardzo dobrym. • autor: Nierozpoznany#80162015-01-20 10:25:43

Chodzi mi dokładnie o to o czym napisała Izabela. Do tego cytatu dodał bym "bez lęku". I tu raczej poruszam się w bliżej tego aspektu. Zresztą pokonanie lęku przed prawdą, rzeczywistością, zmianą jest pierwszym konkretnym i trudnym krokiem.
Nikt Ci nie powie jak zobaczyć tą rzeczywistość. Co najwyżej można wskazywać kierunek. Życie musimy sami doświadczać i smakować.
Poznać że coś się WIE, WIDZI można po tym że ma się tego PEWNOŚĆ większą niż własna. Wszystko o czym piszę jest trudno opisać. A pełne zrozumienie przychodzi tylko z własnym doznaniem, doświadczeniem. To jest tak jakby słowami opisywać muzykę cz smak. Ktoś kto smakował takiego samego owocu od razu wie o czym się mówi. Pozostali nie. 
Arkadiuszu, w tym zawarłeś wszystko. "Coś mi dali, czegoś nauczyli, teraz ich żegnam, idę dalej." Tak, tak, TAK. TAK. Wersje,opcje rzeczywistości. 1. Dali Ci życie..., jestem z nimi, jestem taki jak oni, jak oczekują. Jest mi z tym dobrze, jesteśmy razem, tacy sami. (Tylko nie wiadomo dlaczego wciąż nie jesteś w pełni szczęśliwy, czegoś szukasz, są choroby, problemy...). Rzeczywistość. Prawdziwa MIŁOŚĆ daję pełnię wolności i siły. Tworząc  jednocześnie najsilniejsze więzy. Chora miłość oczekuje, wymaga, odbiera wolność i siłę. Dar jest przejawem miłości. Daje wolność. Fałszywy ją odbiera. 2. Dali Ci, przekazali życie...przyjmuję od nich ten dar i mam go i ich w sercu na zawsze. Bo przekazali mi życie po to żebym je w pełni przeżył, żebym był sobą, żebym się spełniał i spełnił. Podążam za przeznaczeniem. W 1 wersji wszyscy tracą pod pozorem szczęścia i miłości. Bo oni cierpią (przynajmniej na poziomie nieświadomym, duszy) że marnujesz najcenniejszy dar, własne życie. Ty cierpisz bo nie żyjesz swoim życiem. Wszyscy tracą. 2. ...... (sam sobie to opisz i powiedz)
Bez względu na to w co wierzysz, masz rację. Tak jest. Taka jest rzeczywistość i taki jest świat. Rzeczywistość, prawda jest tu i teraz. Zmienia się w czasie i przestrzeni szeroko rozumianymi. Człowiek od urodzenia rośnie zarówno fizycznie jak i psychicznie. Im jest większy tym ma szerszy horyzont postrzegania. Ale umysł może nakładać filtry żeby nie widzieć więcej, nie widzieć tego czego się obawiamy... W sumie kwestią jest czy mamy odwagę i zdejmiemy te filtry zakłócające dostrzeżenie rzeczywistości.
Marzyć znaczy Ma Żyć. Bo marzenia to drogowskazy duszy prowadzące do spełnienia. Bo oddychasz pełną piersią, żyjesz pełnią życia, spełniasz i spełnisz tylko kiedy realizujesz marzenia. A wszystkie te filozofie, dywagacje o rzeczywistości sensie życia, Bogach, Duszach, szczęściu,
[foto]

60. Opowieść filozoficzna • autor: Terravis Wiktor Rumocki2015-01-24 15:22:14

61. Dziękuję WSZYSTKIM! • autor: Nierozpoznany#87572015-01-24 19:47:55

Wiktorowi... za tę poruszająco-zabawną opowieść o największym okrucieństwie człowieka...Przeczytałam z przyjemnością. Dobry materiał na film krótkometrażowy! W zasadzie o tym jest cały Kurs Cudów, słowa samego zainteresowanego SamWieszKogo, tyle że mało kto go czyta.
Do reszty tekstów ustosunkuję się z wielką radością, kiedy tylko pozwoli mi ilość dodawanych przeze mnie komentarzy! Naprawdę wspaniała, ożywiająca (mnie, aktualnie po grypie) dyskusja! Można się poczuć faktycznie jak na Forum Romanum... 
Tutaj jeszcze słów kilka w kwestii regulaminu, wspomnianego przez Wojtka.Drogi Wojtku! Po pierwsze DZIĘKUJĘ ZA ŚLICZNĄ SIKORKĘ! <3 Uwielbiłam ją w swym sercu, wybacz - ale nie mogę się oprzeć! - na równi z Synem Bożym. Zanim uznasz moje słowa za impertynencję, przeczytaj proszę ciąg dalszy zeznań z "ławy oskarżonej", na której zresztą świetnie się bawię. Otóż, nie uważam, abym złamała regulamin Taraki. Rozmumiem, że na pierwszy rzut oka może tak się wydawać. Pójdę jednak konsekwentnie za inspirującą mnie (w podwójnym, tarakowym i chrześcijańskim sensie: niepoprawnie politycznie) postacią SamWieszKogo i zachowam się "przebiegle jak wąż, choć niewinnie jak gołębica". Możesz mnie posądzić o bycie Koniem Trojańskim Taraki, nie możesz jednak zasadnie przypisać mi "nawracania" ani "nieuczciwej konkurencji" ze względu na posługiwanie się szemranymi autorytami. Oto dlaczego: 1. nie wierzę ani nie wyznaję, nie namawiam też do wyznawania, 2. Jezus jest dla mnie Bogiem w tym samym stopniu i na mocy tej samej logicznej zasady, co każdy/ każda z nas. Tu cytat z mojego tekstu, moje "wyznanie wiary": "Każdy Bóg i Bogini może rozpoznać swoją twarz w odpowiednim dla siebie momencie, mając pewność, że przebudzenie zawdzięcza właśnie sobie i tylko sobie. Jakże mógłby być przebudzony ten, kto nie przebudził się sam? Jakże może stać się Bogiem ten, kto dostał swoją boskość od kogoś innego w prezencie? Nikt nie obudzi się, dopóki oddaje innym decyzję o własnej boskości!" Wykluczam zatem boskość transcendentną, zostawiam tylko jej immanencję (odkrytą lub nie, wedle uznania użytkownika tejże boskości). Jezus jest dla mnie zatem przykładem kogoś, kto po prostu dał sobie prawo uznać, że jest Jednym (z) Bogiem. Podobnie jak Budda Gautama dał sobie prawo być buddą, nie zaś tylko wiecznie niedoskonałym buddystą. "Stanie się Jezusem" oznacza zatem nie co innego jak "danie sobie prawa do bycia Bogiem", równa się do połączenia z Wszystkim-Co-Jest, 2. Nie dyskryminuję ateistów, bo sama w nic nie wierzę, jedynie sprawdzam przez własne doświadczenie i nazywam jak mi serce podpowie. Raz będzie to Jezus, innym znów razem Bóg, Budda, Shiva, księżyc w pełni, Matka Ziemia, sikorka :) itd. 3. Sama wszak kiedyś byłam (jeśli kimkolwiek) to właśnie buddystką. Do czasu aż zauważyłam, że jestem Buddą. Tym samym Jezusem. Tym samym Tobą. Jakoż i sikorką. Bardzo ciepło pozdrawiam z mego boskiego serca <3
[foto]

62. Przypomina mi się taki stary dowcip • autor: Radek Ziemic2015-01-25 00:43:14

a propos bycia bogiem. 
Otóż nauczycielka prosi dzieci w klasie, żeby się przedstawiały. A one, wszystkie po kolei, mówią, że są Winnetou. Nauczycielka początkowo się irytuje, potem niepokoi, wreszcie wpada w histerię i idzie, płacząc, do dyrektora szkoły na skargę. Ten, wysłuchawszy ją, krzyczy, waląc się przy tym w piersi: "Niech im pani nie wierzy, to ja jestem Winnetou!"
Dla jasności: ja nie jestem Winnetou...
:-)
[foto]

63. Ości w miłości • autor: Radek Ziemic2015-01-25 11:01:13

Otóż to jest końcówka rzeczowników abstrakcyjnych: -ość. Niemcy mają -keit, a my mamy -ość. 
Ale pofilozujmy trochę. 1) To dobrze, że miłość ma ości. Trzeba na nie uważać, traktować delikatnie i z czułOŚCIĄ, tak aby nie zadawać bólu, nawet sobie, a co dopiero DRUGIEMU. Pewnie nie da się tak w ogóle, ale chodzi też o cierpliwOŚĆ, życzliwOŚĆ, od młodOŚCI aż do starOŚĆI. To nawet jest trochę przemyślne, no bo na miłość składa się nie tylko to, co miękkie (MIŁ-), ale i jej szkieleton. 
2) Nie mówimy już pożądliwOŚĆ, ale pożądanie, bo zauważyliśmy, że pożądanie nie ma OŚCI, jest uczuciem bez kośćca (moralnego), więc odebraliśmy mu w mowie OŚĆ. (Świat idzie ku lepszemu: stworzono prawa dzieci, kobiet; coraz więcej kobiet jest w polityce i życiu publicznym, w pewnym mieście w Polsce gej jest burmistrzem, a w pewnej wiosce wójtem). 

Niech żyją OŚCI świata tego. (Jest wszak napisane: "A OŚCI bym nie miał, byłbym cymbałem"). 

Nienawiść nie ma OŚCI, w przeciwieństwie do miłości. Choć ma je, niestety, podłość. 

64. starałam się • autor: Barbara2015-02-03 14:18:25

I przebrnęłam przez to "pole eufemizmów". Niestety - mogę jedynie powtórzyć za Molierem: "Brzmi pięknie, ale ni w ząb tego nie rozumiem".

65. Droga Barbaro, • autor: Nierozpoznany#87572015-02-03 16:18:52


Nie potrzebujesz niczego rozumieć. Chodzi właśnie o to, żeby poczuć! Możliwe, że masz ważne powody, aby nie czuć, ale...mimo to polecam Ci eksperyment: popatrz na tę samą rzecz najpierw poprzez logiczny, oceniający umysł... a potem popatrz przez serce... I znajdź różnice tych dwu obrazków! Serce zna prawdy, których rozum nie ogarnie...Ten tekst był niewątpliwie pisany sercem, z serca i do serca :) <3Na pewno znasz to cudowne doświadczenie oczywistości czucia, bycia w centrum własnego istnienia, gdzie wszystkie pytania są jednocześnie odpowiedziami...
P.s. Ciekawe, że to samo, co niektórzy zarzucają mi tutaj jako zbyt daleko idącą dosłowność, Ty nazywasz "eufemizmami" :)<3

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)