Przejd?do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 kwietnia 2014

Maria Poziomska

Gra w otwarte karty
Inna metoda pracy z tarotem

Kategoria: Tarot
Tematy/tagi: archetypytarot

Na tarotowym „rynku” istnieją setki, tysiące rozkładów kart. Zdecydowana większość z nich opiera się na systemie losowego wybierania kart i układania ich w odpowiednich miejscach, symbolizujących dany aspekt analizowanego problemu. Generalnie cała zabawa z tarotem polega na pewnym czynniku losowości. Istnieją osoby, które próbują racjonalnie wyjaśnić jak to możliwe, że z losowo wyciągniętych kart można odczytać bieżące wpływy i tendencje dotyczące jakiejś osoby. Powstało na ten temat wiele, mniej lub bardziej, przekonujących teorii. Parę lat temu pojawił się na łamach Taraki interesujący artykuł na ten temat. Ja jednak jestem daleka od prób rozumowego wyjaśniania, „jak to działa”. Moim zdaniem, jeśli chcemy dotknąć czegoś nieznanego, to musimy sięgnąć do nieracjonalnych metod. Innymi słowy, jeśli zamierzamy poznać to, co wymyka się rozumowemu poznaniu, to nie poznamy tego inaczej niż poprzez sposoby nie dające się jednoznacznie objąć rozumem. A co jest bardziej nieracjonalnego niż losowe wyciąganie kart, obrazków, literek, czy jakichkolwiek innych znaków? Jest to po prostu doskonała metoda kontaktu z nieznanym. Oczywiście, nie każdy musi w to wierzyć. Tarot i w ogóle, każdy sposób dywinacji, działa przy założeniu, że nie ma przypadków. Przy takim podejściu wszystko wokół nas ma znaczenie,podobnie jak wyciągnięta „losowo” karta. Oczywiście, nie musi być to tarot, równie dobrze można diagnozować na podstawie wyroczni I-ching, kart klasycznych lub nawet z tego, w jaki sposób leżą u kogoś przedmioty na biurku. Są też inne metody pracy z tarotem, takie jak tarotowy portret psychologiczny Alicji Chrzanowskiej. Opiera się on na analizie daty urodzenia, a nie na przypadkowym układzie kart. Sama pracuję  tą metodą i uważam, że jest bardzo ciekawa. Do alternatywnych metod pracy z tymi kartami, niewątpliwie, należy też praca z talią Transparent Tarot, o której na pewno wkrótce napiszę. Dziś jednak chciałam skupić się na jeszcze innym sposobie pracy z kartami tarota. Jest to testowana przeze mnie, od jakiegoś czasu, procedura, która dla odmiany - nie ma nic wspólnego z aspektem losowym, który choć jest pioruńsko skuteczny, to po prostu nie do każdego trafia. Zabawa polega na tym, że osoba, którą diagnozuję, sama świadomie wybiera karty z talii tarota, rozłożonej przed nią obrazkami do góry. Roboczo nazywam to „grą w otwarte karty”. Taka gra ezoteryczna stanowi alternatywę dla najpowszechniejszej metody pracy z tarotem, polegającej na losowym wybieraniu kart zakrytych.

Jest to specyficzna metoda pracy; opiera się na wyrażeniu danego problemu językiem obrazów i archetypów. Rola tarocisty polega tu na tym, aby pomóc mu te archetypy nazwać, zidentyfikować i zrozumieć, co zbliża do rozwiązania sprawy. A na pewno pozwala uzyskać lepszy wgląd w naturę sprawy.

Otwarte karty – instrukcja, tutorial, manual…

Jak zatem wygląda, krok po kroku, praca z klientem przy pomocy odsłoniętych kart tarota? Przede wszystkim wybieramy rozkład. Rozkład musi być intuicyjny i prosty tak, aby położenie karty mogło być przez człowieka mniej lub bardziej świadomie skojarzone z aspektami problemu. Ja najchętniej posługuję się tu naturalnym rozkładem kart Wojciech Jóźwiaka, ponieważ jest to rozkład, nie mniej, nie więcej, lecz… naturalny. Następnie przechodzę do wysypania przed klientem kart tarota. W wersji uproszczonej można dać osobie do wyboru same arkana wielkie. Jeśli ktoś lubi skok na głęboką wodę, można od raz dać całą talię. Z tym, że w takim wypadku wybieram talię z małymi arkanami bez obrazków, tak, aby różnica między małymi, a dużymi wtajemniczeniami była bardziej widoczna. Poza tym, mniejsza ilość obrazków powoduje mniejsze rozproszenie. Co dalej? Gdy mamy już rozkład, dobrze jest go narysować na papierze jako wzór. Chodzi o to, aby nasza osoba konsultowana wiedziała, w jaki sposób rozłożyć karty. Ja mam tu ułatwione zadanie, ponieważ stosuję rozkład naturalny, który polega po prostu na położeniu kolejnych kart w rzędzie obok siebie. Następny krok to wybór kart przez naszego klienta. I teraz mamy dwie możliwości: albo wyjaśniamy klientowi rozkład, albo idziemy na żywioł i nie robimy tego. W pierwszym przypadku mówimy: "Wybierz kartę, która będzie oznaczać twoją ogólną sytuację, wybierz kartę która oznacza główny problem, wybierz kartę oznaczającą obciążenia z przeszłości", itd. Możemy też od razu pokazać klientowi rozkład z opisem, co która karta będzie oznaczać. W drugim przypadku po prostu prosimy osobę o ułożenie kart według prezentowanego rozkładu, bez informowania, co która z pozycji będzie oznaczać.  Druga opcja, jak widać, nie zdekonstruuje aż tak doszczętnie nimbu tarotowej tajemniczości ;)

Teraz uwaga techniczna. Dotychczasowe fazy to etap samoobsługowy. Ta przestrzeń należy do klienta. Im mniej będziemy się tu mieszać, tym lepiej. Optymalna sytuacja - to pozostawienie klientowi maksymalnie dużej przestrzeni na wybranie kart. Od razu zastrzegam, że wygląda to bardzo różnie. Niektórzy ludzie wybierają karty od razu. Po prostu doskonale wiedzą, jaki symbol im odpowiada. Inni zastanawiają się bardzo długo i oglądają każdy obrazek przez dobre parę minut. Pozwólmy im na to. Tarotowe archetypy do każdego przemawiają inaczej. Pozwólmy klientowi pogadać z nimi po swojemu. Nie bójmy się, że będzie za dużo kombinował i „przekombinuje”. Według tej metody, jak najbardziej ma prawo to robić.

Interpretacja, czyli co to wszystko ma znaczyć

A zatem klient wybrał już karty i rozłożył je według wzorca. Do tej pory obowiązywała doskonała samoobsługa. Od tego momenty wkracza tarocista. I po prostu interpretuje rozkład. Ten etap nie odbiega w dużym stopniu od klasycznej „losowej” metody. A zatem analizujemy każdą kartę w odniesieniu do miejsca, na którym położył ją klient. Niektóre osoby lubią na tym etapie mówić czemu wybrali akurat tę, a nie inną kartę. To, co mówią, bywa czasem zaskakujące. Na przykład: „Wybrałem tego z rogami, bo przypomina moją teściową”.  Albo: „Księżyc kojarzy mi się z moim synem”. Nie ma się czemu dziwić, ani się z czego śmiać. Karta to karta, ma takie, a nie inne znaczenie i (tak jak napisałam wcześniej), do każdego przemawia w inny sposób. Zatem jeśli klient chce opowiadać dlaczego wybrał takie, a nie inne karty, to pozwólmy mu na to. Jeśli jednak sam nie wychodzi z taką inicjatywą, to nie przyciskamy go i nie wypytujmy, dlaczego akurat ta karta, a nie inna. Czasami człowiek nie wie, czemu wolał tę kartę, a nie inną. I maglowanie go, poza rzadkimi przypadkami, niewiele tu wnosi. Komunikacja człowiek – obraz przebiega często poza świadomością. To, dlaczego klient wybrał Kapłankę, a nie Cesarzową, to sprawa między nim a Kapłanką. Często dość prywatna. Zatem nie stawajmy między człowiekiem, a tarotem. Pamiętajmy, na czym polega zabawa: Wprowadzamy naszego klienta do świata, gdzie żyją symbole i archetypy. Archetypy do niego przemówiły, a my spełniamy rolę tłumacza. To wszystko.

Dla kogo i czym?

Metoda ta dobrze sprawdziła mi się w pracy z różnymi ludźmi. Głównie z osobami nie znającymi tarota, ponieważ osoby, które wiedzą, co która karta oznacza, zazwyczaj wolą wybierać losowo. (Jest też możliwość pracy z otwartymi kartami jako rodzaju superwizji dla zaawansowanych tarocistów, lecz to zupełnie inna para kaloszy). Chętnie też korzystali z tego sposobu ludzie, którzy wolą metody nieco bardziej „racjonalne”. Czasem zdarzały mi się osoby borykające się z bardzo trudnymi, prywatnymi problemami, o których niechętnie mówi się komukolwiek. Stworzenie historyjki obrazkowej z kart pomagało wówczas takim ludziom na tyle się otworzyć, aby w jakiś sposób wyrazić to, co ich boli. Cała procedura pracy z obrazami i symbolami ma pewien lekki aspekt terapeutyczny. Czasem pozwala nam ujrzeć nasze sprawy w świetle gier i interakcji archetypów, co też bywa sporym wsparciem.

Jeśli chodzi o osoby, dla których metoda pracy z otwartymi kartami się nie nadaje, to przede wszystkim będą to osoby starsze, mające problemy ze wzrokiem lub po prostu ewidentnie nie będące wzrokowcami. Z przedstawionego przeze mnie sposobu niechętnie korzystają też osoby mocno uduchowione, które bardziej ufają swojej wyższej jaźni niż świadomej pracy z symbolami. Jest to oczywiste, że nie będziemy tego typu metod oferować ludziom, którym „czucie i wiara” mówią więcej niż „szkiełko i oko”.  Czasami jednak klienci potrafią nas zaskoczyć, dlatego lepiej jest z góry ich nie szufladkować, tylko po prostu dać im wybór. Ktoś może woleć tradycyjną metodę, ktoś inny będzie chciał wybrać otwarte karty, jeszcze inna osoba zażyczy sobie, aby obliczyć jej „doniczkę”. Tarot jest narzędziem, a narzędzie ma wiele zastosowań. Otwórzmy się na nie.

Skoro już mowa o narzędziu, to jeśli ktoś chce spróbować opisanej przeze mnie metody, powinien wybrać sobie odpowiednią talię. Jak już pisałam na początku, lepiej sprawdzają mi się tu talie bez obrazków na małych arkanach. Dodam, że ideałem są talie z bardzo klasycznymi wizerunkami wielkich arkan. Im mniej udziwnień, tym lepiej. Pamiętajmy, że do klienta ma przemówić symbol, a nie jego przekombinowana oprawa graficzna.

W sumie…

Pamiętam, jak Babcia Ezoteryczna poleciła na FB książkę Italo Calvino „Zamek krzyżujących się losów”. Zachęcam do lektury tej powieści, będącej ciekawym eksperymentem literackim. Rzecz dzieje się w zamczysku, gdzie spotykają się wędrowcy z różnych stron świata. Żaden z nich nie wypowiada ani słowa. Mimo to każdy opowiada swoją historię. Słowa zostają zastąpione przez karty tarota. Bohaterowie układają z kart opowieści o swoich dziejach. Nawet jeśli ktoś nie jest pasjonatem ezoteryki, to taki sposób pracy z archetypami lub symbolami jest bardzo rozwojowym ćwiczeniem. Pozwala nam ujrzeć nasz problem w nowym świetle. Nie znaczy to, że od razu znajdziemy rozwiązanie. Ale, być może, zyskamy głębsze zrozumienie tego, co w danej chwili nas spotyka. A to już dużo.

Korekta przez: Roma Wolny (2014-05-28)


komentarze

[foto]

1. Kiedyś • autor: Przemysław Kapałka2014-04-13 14:32:18

Kiedyś miałem takie szczególne spotkanie z tarocistką. Spotkanie trwało trzy i pół godziny. Najpierw przez dwie godziny rozmawialiśmy, nawet nie wspominając o tarocie i o wróżeniu. Potem powoli zaczęliśmy schodzić na te tematy. Potem rozłożyła przede mną Wielkie Arkana i kazała wybierać, które karty mi się podobają a które nie. Ostatnie dwadzieścia minut to było wróżenie - ja zadawałem pytania a ona wyciągała kartę i odpowiadała.
[foto]

2. Ciekawe doświadczenie. Podoba... • autor: Maria Poziomska2014-04-23 00:12:36

Ciekawe doświadczenie. Podoba mi się podejście tej tarocistki. Ech, może w końcu i ja się do jakieś wybiorę ;)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)