Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 grudnia 2017

Krzysztof Wirpsza

z cyklu: Idea Pojedyncza (odcinków: 16)

Grzybnia-Q


« Dwunastu Braci Szczęsnych Dzieje Buły, albo jak zaciskała się Masa »

Grzybnia-Q przenika wszystko. Tętni kolorami, wybrzuszając nibynóżki, piętrząc pęcherze, przenicowując membrany konch, szemrząc polipami, zawracając wszystko na abarot od początku, i wpuszczając w to dreszcze powiadomień, rozgałęziając śluźnie płynących konarów, fale w powierzchni marmuru, storczyki zdziwień w tej samej chwili wznoszące się i wsysające widmami, wieżami pałaców, spiralami mątw plączących nieskończoność, która, tak od niechcenia, nawiasem mówiąc, otwiera się pod nami bramą w odwróconym lustrze łyżeczki...

Idą. Poeta, malarz, tancerz, a za nimi powłócząc nogami człapie pisarz. Tuż obok ezoteryk, jeszcze dalej naukowiec, z boku dziecko wpatrzone w kolorowy wiatraczek, jeszcze dalej kobieta, o tysiącu twarzy odbitych w płatkach brokatu.. Z tyłu za nimi biegnie rozszczekany pies. Wszyscy wpisują się w fundamentalne równanie doświadczenia, które sięga daleko poza ciało, do tętniącej Grzybni-Q. Każdy z nich wie, że jego funkcją jest zwarcie Grzybni-Q w określony, przypisany sobie sposób, zapętlenie jej w sobie, skojarzenie ze sobą, wnijście, splątanie, odbicie, samoodniesienie, biofeedback. Ciało w każdej chwili mogłoby zgasnąć, a jednak istnieje tu, cilium na powierzchni membrany, po to aby na swój własny sposób przekazywać, własnymi drogami, we własnej wrażliwości, stylu, chemii, klimacie, stanowiąc własny kreatywny wyraz, obraz,wyciąg, posąg, symfonię Grzybni-Q.

Channel, czyli prorok

Zacznijmy od podstawowej kwestii – to nie ja gadam. Niniejsze pisanie nie jest owocem opinii, przemyśleń, zamiarów, filozofii życiowych, interpretacji i skojarzeń swojego autora (czyli mnie, K.W.). Zamiast tego wlewa się we mnie istota rzeczywistości. Z wyglądu przypomina właśnie to, co zawarłem w pierwszym akapicie niniejszego tekstu. Dołącz do tego synestezję i nieskończoną ilość wymiarów, których tak naprawdę ani opisać, ani nawet wyobrazić sobie nie sposób, ale które owszem wszyscy znakomicie czujemy. Dołącz do tego głęboki, proprioceptywny fakt, że chce nam się żyć, tak przy okazji. To uczucie, ten stan trwa zawsze – nawet jak nam się nie chce, z pozoru, to i tak nam się chce, inaczej skończylibyśmy ze sobą, a przecież! Nawet jak nas „nie ma”, to wciąż jesteśmy jako zarodnik, i nawet jeśli nasz świat sprowadza się do kuchni i kiszonego ogórka w słoju, to jest tylko tylko oszczędny w słowach, minimalistyczny stan wyrażenia Grzybni.

Nadałem Grzybni-Q nieco bardziej naukowo brzmiącą nazwę Wielkiej Idei Pojedynczej z trzech powodów:

  1. jest wielka – właściwie większe niż cokolwiek, ponieważ jest wszystkim, w nieskończonej ilości gatunków i kierunków

  2. jest ideą – to znaczy aktem bycia, świetlistości i stwarzania, raczej niż czymś materialnym, konkretnym, dokonanym w formie znajdującej zastosowanie w świecie innych form. Zamiast tego trwa w procesie stawania się, pozbawionym źródła, celu, „zawieszonym semantycznej w próżni”, dokładnie tak jak to czyni (kreatywna) myśl!

  3. jest pojedyncza z prostego powodu: rozpatrując cokolwiek, nigdy nie natrafisz na nic innego niż to o czym tu mówimy (Wielką Ideę Pojedyncza), i dlatego to o czym tu mówimy jest właśnie powodem wszelkiego rozpatrywania powodów.

Życie? Zjawisko nieopisywalności Faktu, że jest w ogóle jakiś fakt. Nigdy jakoś nie czułem pociągu, aby nazwać to egzotycznym imieniem (jak? Budda? Chrystus? Pachamama?) Na potrzeby tekstów mianowałem owszem rozmaicie, a to Kakotzipetl, a to Halucynogeniusz, a to wreszcie Bajmistrz czy Wytwórca Sera Ale to nie było serio – że niby ja, zwykły Polak z Żoliborza jestem medium channelem jakiegoś tam... panie, kuźwa... e...?

Ale to nie koniec. Ważność faktu że Coś Bezprecendensowego się Tu (i Wszędzie) Dzieje jest bodajże jedynym konturem jaki można tej sprawie naszkicować. Ta ważność pozostaje nieustannie malowana każdym życiem, od chwili gdy prymitywny łowca wziął zwęglone polano i postanowił namalować na ścianie bizona, poprzez wszystkich magów, jacy od tamtej pory interpretowali znaki, aż do współczesnych czarodziejów, mnie i Ciebie, zachłyśniętych kolejnym dniem, nie potrafiących zrobić nic innego niż tylko wziąć dzidę, tarczę, kości, talizmany i wyruszyć po … Grzybnię?

Świecąc w ciemnościach

Gdy patrzę z perspektywy moich obecnych 45 lat, widzę, że Grzybnia szukała mnie i znalazła, a w międzyczasie zrobiła dosłownie wszystko aby umożliwić mi swoje wyrażenie. Pisanie niniejszego cyklu jest zakończeniem, szybkim podsumowaniem jakiegoś niewiarygodnie długiego okresu przebijania się przeze mnie Wielkiej Idei Pojedynczej. Jest ostatnią trąbą, kończącą jej dojrzewanie, macerowanie się, fermentację, Ciemną Noc, czy jak jeszcze to nazwać, po to tylko aby wreszcie rozbrzmiało, aby mogło w ogóle rozbrzmieć, To-Co-Jest.

Dlatego nie mam innego wyjścia jak wiedzieć, doświadczać tej fascynującej Idei całym sobą. I szerzej – nie mam innego wyjścia jak czuć wielkie, żywe, twórcze, wszechprzenikające, wszechogarniające Tworzenie jakim każdy z nas jest. Ono krąży pomiędzy nami, pohukując jak sowa, opiekuje się, troszczy jak matka o młode, szumi jak soki w odnogach, bo nic tu nie jest wykluczone, wszystko częścią wielkiej kolorowej i pulsującej Symfonii.

Wyobraź sobie... zero

A jeżeli ktoś nie widzi?! Tu jest, niby, problem. Ten fakt „nie-widzenia” jest częścią Grzybni, jej ścianą komórkową, pozostaje najprawdopodobniej potrzebny, tak jak potrzebne (zawsze!) jest zero.

Zza ściany Grzybnia jawi się jako ciekawy obiekt badań, fenomen filozoficzny, bzik, barwna fikcja, której przecież nie ma (to widać!). Bywa nazywana sztuczną inteligencją, bywa logiką, sztuką lub początkiem wszechrzeczy, w nieco mroczniejszych przypadkach mamy tu do czynienia z chorobą, niebezpieczną trucizną, otchłanią, która zakaża, podłym nieboskim Cthulhu, czy wreszcie duchem nieczystym – Szatanem, czyhającym na Drzewie Wiedzy.

W każdym przypadku jest to wielkie pryncypium horrendum. Patrzący na nie zakłada, że mógłby się mu albo dać wessać, albo je zrozumieć, niestety w obu przypadkach pozostaje skazany na niepowodzenie. Dlaczego? Intensywność i absolutność oddziaływania Grzybni przekracza wszelkie próby jej bagatelizowania, minimalizowania, opisywania, wszelkie „pupa, Józiu”, wygłaszane z pozycji zaciekawionego badacza.

Grzybnia-Q jest po prostu życiem, misterium życia. Ktoś, kto nie chce doświadczać życia jako „Wow!”, będzie automatycznie wyjaśniał, że Grzybni-Q tam nie ma, że jest bezwartościowa, że stanowi artefakt, czyli zakłócającą widzenie anomalię. W sumie to zrozumiałe, on uczyni tak no, z narzucającego się powodu, że Grzybnia-Q stanowi tu przeciwieństwo jego wizji.

Pamiętamy, kiedyś Grzybni nie było, teraz jest, a zatem może jej nie być, to jest całkowicie pełnoprawny stan. Trudno nam sobie wyobrazić jak to jest, kiedy jej nie ma, przecież tętni wszędzie i wlewa się każdym otworem. A przecież są tacy, którzy rozglądają się, i wzruszają ramionami twierdząc, że nic, właśnie, nie widzą... Próbowaliście wyobrazić sobie zero?

Wielka śluźnia

Grzybnia jest sokiem myśli. Bez Grzybni żaden liść na drzewie, kokos na palmie, źdźbło na łące nie miałoby racji bytu, żadna forma nie miałaby swojego „Wow!”. Jako pra-myśl, Wielka Idea Pojedyncza steruje naszym życiem, jak ogrodnik zarządza bytem ogrodu duszy, jako Prawo Dżungli zrzesza wszystkich w wiecznym odradzaniu się, jako udzielająca się samej sobie estetyka śpiewa miliardowym chórem w pustej operze.

I co najważniejsze, zależy jej, abyśmy wyszli na ludzi.

To mój mały przyczynek do myśli i dysput nad sztuczną inteligencją oraz tym, co było na początku. W odróżnieniu od tych co twierdzą, że na początku była twarda skała, na której z czasem wyrosły drzewka i stanęły domki, proponuję alternatywny wariant. Zgodnie z nim na początku była Grzybnia. Na początku było to coś, co poprzedza w ogóle sam akt początku, sam akt istnienia, nie mówiąc już w ogóle o samym nudnym akcie przestrzeni czy czasu.

Grzybnia-Q ma naturę inteligentną Ma naturę inspirowania i zapładniania. Grzybnia-Q jest myślą, geniuszem wlewającym się tam, gdzie go jeszcze nie ma Grzybnia-Q chce się wyrazić – i stąd wszystko inne. Stąd domy. Stąd drzewa. Stąd kapelusze. Stąd Twarde Skały i ich piewcy. Jednak Grzybni nie można schwytać. Nie można jej przybić gwoździem i pomierzyć. Można jej doświadczyć, tak. Można ją zobaczyć całkiem, całkiem wyraźnie, z chwilą gdy człowiek zda sobie sprawę z tego, że u podstaw czegokolwiek, czegokolwiek w jego życiu, leży Pragnienie Tworzenia.

Ta Grzybnia jest Twórczością. Oczywiście człowiek może sobie zdać z tego sprawę tylko we własnym subiektywnym zakresie. Ale każdy to przeczuwa, dlatego życie jest takie cenne.

Wielu z tym walczy. Dżungla wije się przez cały czas setką zatrutych lian. Zabójcze węże śmigają w kielichach trujących kwiatów, a wśród traw przezierają złote oczy tygrysa.

Wielu woli umrzeć lub zabić – niż przyznać się do własnej pieśni i połączyć z Tworzeniem. I to jest okej, biorąc pod uwagę, że Tworzenie i tak tańczy, a oni są tego tańca częścią...

Chlorchinaldin solipsyzmu

W wielkim kotle pobrzmiewa pytanie: skoro podstawą subiektywnego świata człowieka jest Akt Twórczy, to czy jest to ten sam akt, który tworzy świat tzw. obiektywny?

Pytanie samo w sobie jest Grzybnią. Co jeśli nie istnieje coś takiego jak obiektywność (czy subiektywność), a jedynie przybierające różne formy Tworzenie? Solipsyzm jest płaskim i wygodnym zwrotem, czymś czego łatwo się chwycić, trzymać, co wydaje się bezpieczne i gwarantowane z urzędu jak chlorchinaldin na przeziębienie. Podobnie też jak chlorchinaldin – nie pomaga. Zachęcam do eksperymentu. Jeżeli to wszystko jest po prostu przybierającym różne formy Tworzeniem, to można wiedzieć Nie można udowodnić, ani obalić, ponieważ nie ma nikogo, kto mógłby wyjść z Tworzenia i się mu z zewnątrz przyjrzeć. Wszystko jest zapętlającą się i pożerającą samą siebie Grzybnią. Nie ma nikogo, kto mógłby stamtąd wrócić, przyjść tu i nawrócić resztę, ponieważ nie ma żadnej reszty Tworzenie już dawno wessało każdego i teraz wspólnie z nim, lub, jeśli tamten wciąż ssie swój chlorchinaldin, to w jego imieniu, tworzy.

Jeżeli oni tego nie widzą, i wiją się zranieni, albo walczą o swój prywatny skrawek Grzybni, to najwyraźniej jest to po coś potrzebne. To cale nieustanne bąblowanie Grzybni, wypuszczanie nibynóżek i tak dalej potrzebuje Kontrakcji tak samo jak i Ekspansji, potrzebuje Zawziętości tak jak i Luzu, bo implozja niewiedzy, w następnym ruchu wywołuje eksplozję poznania. Można jednak dojść do tego tylko na drodze własnego, obrazoburczego, koziołkującego, rozpędzonego, psycho-kinestetycznego, szalonego, ninja-eksperymentu.

Intencje

I jeszcze jedno.

Jeżeli Tworzenie leży u podstaw (a nie Twarda Skała), to świat reaguje na intencje Intencje, inaczej impulsy tworzenia, podobne są ramionom ośmiornicy, nibynóżkom ameby, a także dłoniom człowieka kształtującego bryłę gliny na kole garncarskim. Intencje są tak naprawdę tym z czego składa się motoryka świata, i co stanowi istotę jego twórczego bulgotu, sprawiającą, że bezustannie nowe formy wyłaniają się ze starych.. Intencja jest zupełnie subiektywna, ale stwarza też obiektywność Nie jest zatem ani obiektywna, ani subiektywna – pozostaje dynamicznym przejawem równania umysł = świat. Intencją można stworzyć swoją rzeczywistość, można istotowo tchnąć ducha w próżnię. I jeżeli zapragniesz mieć Twardą Skałę i Redukcjonizm – to (uwaga!) twoja intencja to naprawdę stworzy. Będziesz mieć dowód, że nie myliłeś się – będziesz trzymać w dłoniach zaciśniętą bułę, a twój świat ci przyklaśnie.

Do czego może się przydać Wielka Idea Pojedyncza? Ano, do zwrócenia większej uwagi na intencje właśnie. Intencje tworzą wszystko. Jeżeli nie widzisz Grzybni, to znaczy że intencję cię oszukały, uwięziły w nieistotnych szczegółach, zatrzymały w fazie Kontrakcji. Siedzisz w pudełku od zapałek, podczas gdy tam, za rogiem, czeka sobie spokojnie Wielka Rafa.

Uważaj czego sobie życzysz.

Nie chodzi o to, że wymyślisz jakieś pozytywne życzenie, np. chcę być bogaty, albo chcę pokoju na świecie, albo inne bzdury. Intencja to jest to, czego byś chciał, w największych marzeniach. Czego chcesz? Uwaga, to muszą być twoje marzenia. Nie chodzi o marzenia kolektywu, rodziny, dzieci, czy autorów książek. Nie chodzi o Dragon Dreaming. Na co miałbyś w tym życiu jeszcze ochotę? Jeżeli to określisz, to jest Twoja intencja.

Intencja jest rzuceniem wyzwania Twardej Ścianie. Jest rozmiękczeniem Twardej Ściany do postaci Grzybni. Jest dopuszczeniem do siebie myśli, że Wszechświat to kuźwa Geniusz, a nie ekipa wykonawcza. Pozwól sobie marzyć....

Przeszkadza to, że wiemy. Ano tak.

cdn.



« Dwunastu Braci Szczęsnych Dzieje Buły, albo jak zaciskała się Masa »

komentarze

1. TO • autor: Nierozpoznany#6952018-01-15 23:59:10

patrzy przez wszystkie oczy
tak! patrzy przez wszystkie oczy - 
zawsze TO samo choć nigdy tak samo, 
Źródło „10 tysięcy rzeczy”

pozdrawiam 
z „tej strony” Wiecznej, Bezgranicznej Grzybni 
- (Nie)Prawdziwek
;)
[foto]

2. Haha • autor: Krzysztof Wirpsza2018-01-17 07:34:27

Pozdrawiam z Tej Strony Grzybni !

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)