Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 grudnia 2008

Anna Goluba

Haiku i tarot
...czyli jak uniknąć pułapek Umysłu

Kategoria: Tarot
Tematy/tagi: haiku, Księżyc, praca z symbolami, tarot

Jaki piękny liść!...
Nagle uciekł
W żabich podskokach

Moje powyższe haiku może oczywiście istnieć jako samodzielny utwór, lecz może też być znakomitą ilustracją dla Karty Księżyc, której jedno z głównych przesłań brzmi: "Nic nie jest tym, czym się wydaje".

Haiku piszę od jakichś dwóch lat, pracą z Kartami Tarota zajmuję się już od lat kilkunastu. Zaglądanie w Karty Tarota jest rytuałem magicznym, polegającym (mówiąc, oczywiście w dużym skrócie) na tym, że otwieramy w naszym życiu drzwi, które dotychczas z różnych powodów pozostawały zamknięte.

Podobnie jest z haiku - i dotyczy to zarówno jego percepcji, czyli czytania jak i pisania. Na czym to polega?

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z haiku, odebrałam je jako urocze i zabawne. Czytanie ich sprawiało mi przyjemność, więc starałam się poznać ich jak najwięcej, kiedy nagle... Przeczytanie jednego z nich, na stronie pewnego poety i fotografika (haiku jest bardzo bliskie fotografii, bo podobnie jak ona w tym co tworzy naszą codzienność wychwytuje to, co jest odwieczne), otworzyło owe magiczne drzwi po przekroczeniu których nic już nie może pozostać takie, jakie było przedtem... Nagle poczułam całą sobą, że to maleństwo (haiku zbudowane jest z trzech wersów) zawiera w sobie pewną historię z mojego życia, którą starałam się oddać na wiele sposobów; poprzez rozmaite formy poetyckie i prozatorskie, nie mogąc w żadnej formie dotknąć tego o co mi chodziło, nie mogąc przekazać moich odczuć i wrażeń, związanych z odległym już w czasie zdarzeniem, a jednak tak silnie pozostającym w mojej tzw. pamięci emocjonalnej. Kiedy przeczytałam owo haiku, haiku innego człowieka, kogoś kogo nie znałam i nie znam do tej pory, a kto jednak w trzech wersach zamknął historię z mojego i zarazem ze swojego przecież życia, otworzyła się we mnie zupełnie nowa przestrzeń; zrozumiałam na czym haiku polega, znalazłam do niego klucz i od tej pory sama zaczęłam pisać te krótkie, lecz jakże pojemne wierszyki, znajdując w nich ujście dla rozmaitych emocji, sposób na odreagowanie różnych zdarzeń, możliwość przefiltrowania przez słowo pisane wrażeń i uczuć. Poza tym pisanie ich sprawia mi najzwyczajniej w świecie przyjemność.

Za każdym razem jednak, kiedy sięgamy w głąb siebie, żeby wydobyć ze swojego wnętrza, zalegające nieraz bardzo głęboko wspomnienia, marzenia, wrażenia, znajdujemy się w energii Karty Księżyc.

Jeżeli potrafimy to robić, jeżeli znamy drogę w głąb i potrafimy wrócić, ba wracamy z tych przepastnych głębin z obrazem, wierszem, zdjęciem - wszystko jest w porządku.

Etap oznaczony Kartą Księżyc nie jest jednak łatwy do przebycia, a pisanie wierszy czy malowanie obrazów nie jest czynnością codzienną; zresztą zbyt częste wędrówki w dziedzinę Księżyca mogłyby skończyć się niezbyt ciekawie. Mieszczące się w podświadomości obrazy, zamiast być transformowane przez powszechnie dostępne środki wyrazu, mogłyby zacząć żyć własnym życiem, upersonifikować się, przedrzeć w sen danego człowieka, a stopniowo zawładnąć jego jawą. Wędrówki w świetle Księżyca wymagają szczególnej ostrożności i wewnętrznej dyscypliny.

Jak więc bezpiecznie przejść ten etap, sygnowany Osiemnastym Arkanem, i wrócić stamtąd cało, ba, będąc wzbogaconym o szeroko rozumiane poznanie, o wiele sprawniejszą niż przedtem umiejętność posługiwania się własną intuicją i instynktem, co też zwiastuje Karta Księżyc?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie posłużę się zamieszczonym na początku tego tekstu swoim haiku.

Co sprawia bowiem, że nie rozróżniamy liścia od żaby? Dlaczego w zachwycie pochylamy się nad liściem, niejednokrotnie nawet z aparatem fotograficznym w ręku, zupełnie nieświadomi, że to na co patrzymy nie jest tym, czym się wydaje? Przecież jesteśmy inteligentni i mądrzy; świadomi samych siebie i otaczającego nas świata. Aparat fotograficzny (że pójdę dalej za tą metaforą) mamy w ręku wszak nie bez kozery - świadczy to o tym, że nie mamy problemów z odbiorem rzeczywistości, a nawet potrafimy pokazać ją innym w taki sposób, że razem z nami zachwycą się jej nowoodkrytym pięknem (ukazanym poprzez zrobione przez nas zdjęcie). Dlaczego więc rzekomy liść nagle dostaje nóg, z urzekającego kolorem i kształtem tworu natury staje się pozbawioną wdzięku żabą, która w leniwych, rozciągniętych podskokach znika nagle z naszego kadru? Wobec nie pozostawiającego wątpliwości i kompletnie niespodziewanego faktu prostujemy się jak gdyby nigdy nic, mamy jednak dziwne wrażenie, że nasza godność własna została nieco nadszarpnięta przez zasadniczo niczemu niewinną żabę, niezdarnie chowamy aparat do futerału i nawet nie potrafimy do końca powiedzieć z czym związane jest poczucie zażenowania, które nagle zalało nas od stóp do głów - czy z nami samymi, czy z żabą, z całą sytuacją, czy w końcu z liściem, którego nigdy nie było...?

No właśnie - co z tym liściem? Przecież przez chwilę go widzieliśmy...

Widzieliśmy, owszem, ale dokładnie na tej samej zasadzie na jakiej widzieliśmy, że np. osoba, która jest dla nas atrakcyjna fizycznie będzie również dla nas doskonałym partnerem, naszym dopełnieniem na resztę życia. Nieraz ten pociąg fizyczny potrafi być tak silny, iż przesłania fakt, że osoba, którą się interesujemy, jest zupełnie z innej bajki, ma zupełnie inne priorytety niż my, inaczej postrzega świat, co nie oznacza wszak, że robi to lepiej lub gorzej od nas, tylko właśnie - inaczej. My jednak tego nie dostrzegamy i popadamy w zauroczenie. Zaczynamy naginać fakty do naszych imaginacji, do własnych wyobrażeń na temat danej osoby.

Skąd się to bierze? Czy jesteśmy tak powierzchowni, że wystarczą piękne usta i kształtne dłonie, żeby pójść za kimś... prosto w dziedzinę ułudy, sygnowaną Kartą Księżyca?

Nie. Rzecz polega na czymś zupełnie innym.

Na fakt, że dana osoba jest dla nas pociągająca wpływają treści mające źródło w najgłębszych pokładach naszej podświadomości; najlepszym zaś na to dowodem jest to, że nie każdego pociąga to samo, że jak mówi znane porzekadło - "nie to ładne, co ładne, ale to, co się podoba".

To, że podoba się nam osoba, zupełnie od nas inna, nie pasująca do nas w żaden sposób, za to mająca kształt oczu lub sposób mówienia, który nas totalnie zniewala, jest wynikiem projekcji naszego umysłu, pragnień, które zakorzeniły się w nas dawno temu, przeważnie w latach wczesnej młodości, czasem nawet dzieciństwa. Bazując na pamięci emocjonalnej, nie do końca uświadamianych wspomnieniach, przykładamy gotową, mentalną matrycę do obiektu naszych zainteresowań. A potem się dziwimy, że dany człowiek wydostaje się spoza niej, że nijak nie przystaje do wytyczonych mu przez nas granic. Nagle okazuje się, że np. to, co podświadomie braliśmy za gwarant stabilności i bezpieczeństwa w życiu - np. silne męskie ramiona (w przypadku kobiet) - nie jest akurat dla nas gwarantem niczego, nie zapowiada w naszym życiu żadnej nowej, wymarzonej epoki. To nie te ramiona, nie te, których podświadomie szukałyśmy, ale o tym nie mamy na daną chwilę pojęcia.

Nie pamiętamy już skąd się to wzięło; nie pamiętamy, że to (przysłowiowy) wujek Zbyszek, mąż (równie przysłowiowej) cioci Krysi, miał takie silne ramiona, nosił nas na barana, a dla cioci był wielkim wsparciem (przynajmniej w naszych wspomnieniach). Nie przyjmujemy do wiadomości (nadal pozostaję przy przykładzie dla kobiet z tej prostej przyczyny, że o wiele częściej podczas sesji Tarota spotykam się z kobietami, jednak poruszany tu problem dotyczy oczywiście obu płci, mechanizm projekcji działa w obie strony), że stojący przed nami pięknie wyrzeźbiony Adonis nie ma nic wspólnego z wujkiem Zbyszkiem (a dla uruchomienia projekcji ważne jest tylko i wyłącznie jaki wujek Zbyszek pozostał w naszym wspomnieniach, pozostaje bez znaczenia jaki jest obecnie, i czy w naszych wspomnieniach sam by się rozpoznał), jest zupełnie kimś innym, zwykle kimś kogo słabo znamy i kogo... być możemy w ogóle nie poznamy, bo projektowane na niego nasze marzenia i pragnienia zwyczajnie nam na to nie pozwolą.

Trzeba by siły prawdziwej (sic!) miłości, żeby przedarła się przez światło Księżyca, i żebyśmy mogli wraz z wybrankiem/wybranką naszego serca przejść do następnego etapu sygnowanego Kartą Słońce. Tylko, czy miłość zdoła się pojawić tam gdzie wszystko jest wynaturzone jarzeniowym blaskiem Księżyca? Na pewno nie. Na to trzeba siły umysłu; siły umysłu, dzięki której pokonamy mentalne pułapki i zamiast myślenia życzeniowego wybierzemy rzeczywistość, która nie musi być ani twarda, ani miękka; która po prostu jest, jaka jest...

Kto nie jest w stanie pogodzić się z tym, że żaba jest żabą, jaka by nie była, a nie liściem, za jaki ją uznaliśmy, może pozostać na etapie Księżyca... zbyt długo. Co to znaczy - zbyt długo? Znaczy to tyle, że zamiast przyjmować świat takim jakim jest, człowiek zacznie w końcu od niego uciekać. Mając poczucie, że świat z niego szydzi, zacznie sam z siebie szydzić, żeby pokazać kto tu jest silniejszy i kogo stać na więcej; kto tu jest takim chojrakiem, że już niczego od nikogo nie potrzebuje i najlepiej czuje się w towarzystwie zjaw zrodzonych w jego przestrzeni mentalnej. Stąd już tylko krok do pogrążania się w nałogach, bo te zapewniają najsilniejsze odcięcie się od tego, co jest; a ponieważ to, co jest nie spełnia oczekiwań, droga w Krainę Iluzji staje otworem. Energia Tarotowego Księżyca jest bowiem energią magnetyczną, zasysającą; zabłąkany Wędrowiec może zacząć coraz bardziej oddalać się... od samego siebie, słusznie przeczuwając, że spojrzenie w lustro, czyli stanięcie twarzą w twarz z dawną niewidzianą prawdą, przyniesie mu obraz kogoś, kto będzie cieniem jego samego... Aż tak daleko odchodzimy wówczas, kiedy nagminnie usprawiedliwiamy nasze obecne klęski i niepowodzenia życiowe tym, co działo się w naszej przeszłości.

Wspomnienia z młodości i z dzieciństwa tworzą w naszej podświadomości określone wzorce zachowań i reakcji na zdarzenia dziejące się tu i teraz, i właśnie te podświadome wzorce są źródłem omawianych tu projekcji, które niczym światło Księżyca zniekształcają to, co dzieje się w naszej teraźniejszości. Jakkolwiek jednak wzorce te osadzone są w naszej wewnętrznej, trudno dostępnej głębi, możemy rozpoznać je i ich działanie poprzez skutki, które wywołują w naszym życiu. Z chwilą, gdy ich energia materializuje się i uzewnętrznia, zyskujemy na nie wpływ i albo możemy im się bezwiednie poddać ze wszystkimi, bolesnymi tego konsekwencjami, albo próbować zmienić skutki tych wewnętrznych oddziaływań, zgodnie z tym, kim jesteśmy my sami, a nie kim była ta mała dziewczynka we wczesnym dzieciństwie zachwycająca się uroczym wujkiem Zbyszkiem. Jej rozpoznanie było dobre na tamten czas, sprawdzało się wtedy, w tamtym okresie. Teraz nie możemy pozwolić, żeby tamta przestarzała, przedawniona Księżycowa energia oddziaływała dłużej na nasze życie. Jest ona bowiem niebezpieczna również dlatego, że przebywanie w niej bywa dla nas... wygodne. Dawne wspomnienia służą nam jako pretekst do szeroko rozumianych samousprawiedliwień - np. córka alkoholika zauważa w pewnym momencie swojego życia, że przyciąga do siebie wyłącznie mężczyzn nadużywających alkoholu i albo opuszcza bezradnie ręce, biernie poddając się losowi i skazując się na taką samą gehennę, jaką przeżywała jej matka, albo postanawia z nikim nigdy się nie wiązać, tłumacząc sobie, że przecież nie ma pojęcia jak stworzyć szczęśliwy związek, ponieważ wyniosła z domu wzorce, które jej to uniemożliwiają. Zasłanianie się tymi wzorcami, posługiwanie się nimi jako samousprawiedliwieniami i w efekcie samowolne zwalnianie się z prawdziwego życia, nigdy nie służy naszemu rozwojowi, zatrzymuje nas w miejscu, tworzy między nami, a życiem, jakie chcielibyśmy wieść, jedną z najtrudniejszych do pokonania barier.

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie, powtarzające się zarówno podczas konsultacji telefonicznych jak i na spotkaniach, pytania od moich klientek typu: "Dlaczego ja wciąż o nim myślę, skoro tyle mnie od niego spotkało? Co mnie opętało, że mu uwierzyłam? Dlaczego znów dałam mu się nabrać?"

Mówię wtedy to, co widzę w Kartach, każda historia z którą ktoś do mnie przychodzi jest jedyna w swoim rodzaju, nie będę tutaj przytaczała żadnej z nich, również dlatego, że tego typu pytania pojawiają się już na późniejszym etapie, kiedy idziemy już nieco dalej w ślad za naszymi wyobrażeniami - co jak wspomniałam jest w pełni uzasadnione, lecz nie oznacza jednak, że trzeba się temu poddać; przeciwnie należy zachować wobec przejawów działania naszych podświadomych wzorców wzmożoną czujność. Zaglądanie w Karty Tarota jest sygnałem, że nasz instynkt samozachowawczy w tym przypadku działa prawidłowo. Karty Tarota działają wtedy na zasadzie sondy, którą zapuszczamy w głąb naszej podświadomości i odczytujemy pracujące tam wzorce. Zdobycie tego typu wiedzy jest pierwszym krokiem prowadzącym nas do korzystnych zmian w naszym życiu, zgodnych z tym, co stanowi naszą istotę.

W każdym więc człowieku, zanim zakocha się w... prawdzie, istnieje inklinacja do myślenia życzeniowego. Można ją wyjaśniać i racjonalizować, sprowadzać na ziemię i przede wszystkim opanować na bardzo wczesnym etapie, zanim przejmie stery w naszym życiu. W końcu to my mamy sobą rządzić, a nie nasze płynące z wnętrza projekcje, bazujące na tym co dawno przeminęło; nie możemy pozwolić, żeby personifikowały się one w napotykanych przez nas ludziach, nie dając ani im ani nam szansy na bycie sobą.

To my sami mamy odnaleźć to, co da nam szczęście; mamy prowadzić, a nie być prowadzeni.

Zanim wyjaśnię na czym to wczesne rozpoznanie polega, przytoczę pewną anegdotę. Opowiadała ją, atrakcyjna, mająca powodzenie zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym aktorka. Zapytana przez dziennikarza, jak sobie radzi, np. podczas bankietów z faktem, że jest oblegana przez mężczyzn, którymi sama niekoniecznie jest zainteresowana odpowiedziała mniej więcej coś takiego: "Po latach doświadczeń nie mam już tego problemu. Mam teraz taki rentgen w oczach; wystarczy, że spojrzę i już wiem, czy warto w danym kierunku trzepotać rzęsami, czy nie". Wspomnianej aktorce, nie chodziło o to czy warto nawiązać flirt, który rządzi się własnymi prawami, ale o znajomość, która mogłaby sensownie przełożyć się na kolejne lata.

No i właśnie - moc doświadczenia o którym wspomniała aktorka w przytoczonej anegdocie... To doświadczenie daje nam umiejętności, jakich nie nabierzemy w żaden inny sposób. Co nie oznacza jednak, że musimy "wystawiać się" na jakieś trudne do zniesienia historie, zanurzać się bez opamiętania w światło Księżyca czy w jakikolwiek inny sposób eksperymentować z otaczającą nas rzeczywistością.

Jak więc to zrobić? Jak zdobyć doświadczenie nie narażając się większy szwank niż to warto, na to, że zwiążemy się z kimś, kto istnieje tylko w naszej imaginacji, na to, że podejmiemy się pracy, w której jest nam przeraźliwie źle, a to z tej prostej przyczyny, że dana praca nie ma nic wspólnego z naszą prawdziwą naturą;, na to, że wyznaczymy sobie w życiu cel ( z jakiejkolwiek dziedziny życia), który okaże się mrzonką, ślepą uliczką w której ugrzęźniemy na wiele lat, gorzkniejąc w poczuciu, że straconego czasu nikt nam nie zwróci...?

Podstawowe prawo magii, prawo analogii, mówi - jak na górze, tak i na dole; jak w makrokosmosie, tak i w mikrokosmosie.

Co to oznacza dla człowieka w omawianej w tym tekście sytuacji, kiedy to światło Księżyca nie pozwala mu rozpoznać, co jest czym?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie wystarczy odpowiedzieć na kilka innych...

Ilu z nas potrafi przełożyć opisane w powyższym haiku mikro - zdarzenie ze zwykłej codzienności na zdarzenia z własnego życia? Ilu z nas zdoła wychwycić w przydarzających się przecież każdemu człowiekowi zabawnych historyjkach z codziennego życia wziętych, sygnał mówiący o tym, iż nasz umysł potrafi płatać figle, i że warto zawsze pozostawać w stanie, zwanym przeze mnie stanem niewymuszonej czujności, który to stan pozwala czerpać naukę i wiedzę właśnie z takich mikro - sytuacji i zdarzeń, póki wciąż są one mikro - zdarzeniami, póki energia i nasza uwaga siłą rzeczy koncentruje się na nich; póki nie staną się zdarzeniami decydującymi o naszym dalszym losie. Zdarzenia w skali mikro, zlekceważone i zbagatelizowane po jakimś czasie przemówią bowiem o wiele bardziej zdecydowanym i dosadnym językiem... Ilu z nas potrafi rozpoznać naturę własnego umysłu, zanim sami zwiedziemy siebie na manowce? Ilu z nas potrafi otworzyć się na tyle, żeby odczytywać znaki występujące w naszym codziennym życiu, w najbardziej, pozornie banalnych, sytuacjach?

Odpowiadam - każdy z nas to potrafi; każdy bez wyjątku. Wszechświat mówi do każdego z nas najpierw właśnie za pomocą takich codziennych zdarzeń. I oczywiście nie trzeba traktować ich ze śmiertelną powagą, żeby docenić ich znaczenie. W śmiechu jest największe wyzwolenie...

Prawdzie haiku, jest utworem poniekąd bardziej interaktywnym niż jakakolwiek inna forma literacka. Nie mówi o niczym wprost, ale ma w założeniu wywołać u czytelnika efekt "aha!" (wiem! rozumiem!), efekt natychmiastowego, bezbolesnego wglądu przynoszącego swoiste olśnienie, którego siła oddziaływania rozprzestrzenia się na wszystkie dziedziny życia. Te olśnienia mają swoje źródło właśnie w zwykłych codziennych sytuacjach, bo w każdym, najdrobniejszym nawet zdarzeniu przejawia się mechanizm rządzący makrokosmosem...

Wszystkim Wędrowcom przez życie życzę jak najwięcej takich olśnień, takich wykrzykniętych w zadumie, z radością, z refleksją "aha!", świadczących przecież o niczym innym, jak tylko o tym, że nasza intuicja przemówiła wreszcie pełnym głosem, co z kolei oznacza, iż dotknęliśmy prawdy; wtedy cała reszta ułoży się już poniekąd sama.

Anna Goluba




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)