Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 kwietnia 2015

Michał Mazur

Hameryka. Rzecz o USA, Rosji, Ukrainie i GMO

Żyję sobie obecnie w lepszym, szczęśliwym świecie. W Wielkiej Brytanii, czyli tam, gdzie da się żyć - jak w tytule filmu dokumentalnego, zrealizowanego przez "Gazetę Polską". Nie ma fajerwerków co prawda, ale wypłata pewna jest. I nawet troszkę zostaje, jak człowiek zbytnio nie szaleje. Mam jakąś pracę, do tego sympatycznych znajomych na miejscu. Jednak pomimo tego nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy. 

Czuję, że zawiodłem. Nie ogarnąłem swego pełnego potencjału. Nie zrobiłem wystarczająco wiele, by wpłynąć na losy Polski. Wycofałem się.

Cały czas jednak myślę o Polsce... o powrocie. Nie tylko dlatego, że w kraju zostali moi rodzice, oboje już raczej niemłodzi. My zawsze na emigracji będziemy obcymi, to się nie zmieni. Być może my wszyscy jako młodzi ludzie (nie tylko Polacy!) zawiedliśmy, bo zamiast buntować się, uciekamy na emigrację. Teraz uciekają także Włosi i Hiszpanie, choć nie w takich ilościach jak my. Jeszcze nie. W Hiszpanii ostatnio uchwalono prawo przeciwko manifestacjom, bo tamtejsza władza się boi - podejrzewam, że szczególnie ludzi młodych, bez pracy, bez możliwości założenia rodziny. Pomysłowi Hiszpanie postarali się jednak zaprotestować przeciwko temu w formie projekcji "Marszu Duchów". Patrzcie, i bierzcie z tego wszyscy. Bo może i w Polsce nastaną niedługo podobne obostrzenia.

Dla "południowców" barierą zatrzymującą ich w krajach pochodzenia są nadal języki obce, bo nie znają ich w takim samym stopniu jak my, młodzi Polacy. Prędzej czy później... emocje południowców wezmą górę, możliwe że w krajach takich jak Hiszpania, Portugalia na znaczeniu zyska radykalna lewica, a kto wie, czy nie wybuchną rewolucje. Władza nie może wiecznie trzymać ludzi "za gębę"; jeśli tamtejsi rządzący myślą, że jest inaczej, to są w straszliwym błędzie - a w końcu upadną, tak jak upadł carat oraz komunizm. Młodzi, nieżonaci mężczyźni (bez perspektyw na ożenek i utrzymanie rodziny, oraz bez statusu społecznego) od wieków stanowili motor zmian; czasami były nimi wojny, czasem rewolucje. Odnoszę jednak wrażenie, że część sprawujących władzę na świecie o tym niestety zapomniała...

Wielu Polaków poza Smoleńskiem i jego reperkusjami już w zasadzie niczego innego nie dostrzega - jeśli o politykę chodzi. Nawet u nas w pracy, w dyskusjach z innymi Polakami ciągle pojawia się wątek "bo przecież nie odzyskaliśmy tego wraku od Rosji". Całą narracja polityczna wydaje się być zbudowana na podziałach "to był zamach" / "to nie był zamach". Tymczasem kolejne pokolenia młodych ludzi wyruszają za granicę... obecnie jest już u nas coraz więcej osób, które rzuciły studia w Polsce (co wcześniej nie było aż takie częste). Bo na emigracji dyplom polski jest i zawsze będzie dużo słabszy od miejscowego... Rozporządzenia Brukseli niewiele tu pomagają, choć i tak lepsze to niż nic. Tysiące ludzi (zwłaszcza młodych) w pewnym sensie... poddają się, wybierają emigrację. Wielu po kilkukrotnych próbach zbudowania czegoś trwałego w Polsce, uzyskania jakiegoś życiowego fundamentu, na którym można byłoby budować przyszłość. Słyszałem już wiele opowieści (nie tylko od Polaków!) w stylu: "Moje kolejne zakłady pracy upadały", "Była redukcja, więc zdjęli najmłodszych stażem" itd.

Zbyt wiele.

Tymczasem my, emigranci, słyszymy, że jesteśmy "diasporą" (nasz geniusz dyplomacji Radosław "laska" Sikorski, notabene jaśniepan na dworku), albo że tysiące młodych ludzi emigrują... bo "chcą zobaczyć, jak jest gdzie indziej [...] mamy teraz takie możliwości, jesteśmy w Unii. Ludzie migrują, układają sobie życie w różnych częściach Europy. Myślę, że nie ma w tym nic bulwersującego" (Ewa Żmuda-Trzebiatowska, posłanka PO w wywiadzie). To tak, jakby ktoś nam, emigrantom, dał w twarz. Dosłownie.

Według GUS liczba Polaków-emigrantów to 2,2 mln osób (dane za 2013 rok). W praktyce ta liczba to obecnie coś ponad 3 mln. O metodologiach GUS i problemach z nimi związanych uczyłem się jeszcze... studiując historię. Natomiast jeśli chodzi o wyliczenia, to dokładniejsi byli przed II wojną światową. Nie wspominając o swego rodzaju przedwojennym etosie pracownika instytucji państwowej (jak L. Landau, który po wybuchu wojny i utracie pracy sporządzał dalej statystyki, mimo że ze względu na pochodzenie musiał się ukrywać).

Polska jest krajem, który się zwija, nie rozwija. To widać. Nieważne, jakie bajki o rzekomej świetlanej przyszłości Polski wymyśli Stratfor czy inny podmiot finansowany z USA - rzeczywistości nie da się zakłamać! Co ciekawe, katarska telewizja Al Jazeera ostatnio wyemitowała materiał o sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce, o chybionej transformacji - oraz o przyszłości Polski, przyszłości rysującej się raczej w ciemnych barwach... Widocznie nie zwrócili uwagi na to, jaka jest oficjalna wersja USA (ta stratforowa) w kwestii prognozowania przyszłości Polski. Ot, taki szczególik. Kto wie, czy teraz jakiś Bogu ducha winny arabski redaktor nie dostaje za to po uszach...

Jak tak dalej pójdzie, to za jakieś 30 lat będzie można zamknąć ten interes... O właśnie, swego czasu Wałęsa powiedział znowu coś "mądrego" - że Polska... powinna połączyć się z Niemcami w jedno wspólne państwo! Brawo...

Ktoś nas w ten sposób testuje, testują reakcję polskiego społeczeństwa na newsa, za pomocą takiego niby-durnia, który jednak ćwiekiem nie jest (żeby było jasne - nie uważam Wałęsy za człowieka przesadnie inteligentnego czy wielce obeznanego ze światem, za to stwierdzam, że dysponuje i dysponował on swego rodzaju małpim sprytem).


Świat się zmienia, na znaczeniu zyskuje Rosja. Rosja, w której żyje się lepiej lub gorzej, jednak młodzi ludzie w większości mają pracę. Rozmawiałem ostatnio ze znajomym Rosjaninem ze studiów... Sasza nie może zrozumieć, czemu wyjechałem z Polski - bo jak to, pracy dla młodych po studiach nie ma? Dziwne, pewnie ściemnia ten mój znajomy Polak... Oraz ta dziwna wojna na Ukrainie... to jest kłamstwo wierutne, że Poroszenko et consortes chcą tam zbudować demokrację, bo już widać, że można bezkarnie mordować opozycję i dziennikarzy. Już tam furda, Bandera i Szuchewycz na sztandarach jako nowi bohaterowie narodowi Ukrainy... Nie wiem co z tego wyniknie, na pewno nic dobrego; poza tym Polska już za bardzo się w to wszystko zaangażowała. Nadal nie ma w Polakach czegoś takiego, jak np. w Niemcach, że to dobre gospodarowanie jest podstawą wszystkiego. Ciągle prym wiodą archetypy nieświadomości zbiorowej z epoki romantyzmu: wielu ludziom wydaje się, że wspierając Poroszenkę "dajemy odpór tyranii", "za wolność waszą i naszą" itd. Tymczasem każda kamizelka kuloodporna, każda sztuka podobnego, rzekomo "niebojowego" sprzętu wysłana tam - to mniej pieniędzy tu, w Polsce. Korzyść dla nas z tego wątpliwa, za to wnerwienie rosyjskiego niedźwiedzia pewne jak w banku. A nawet pewniejsze, boć obecnie "polskim" bankom, znajdującym się w rękach obcego kapitału, też już nie można całkowicie ufać. 


W każdym razie w ciągu ostatnich paru miesięcy śledziłem informacje w mediach polskich nt. Ukrainy i Rosji - dochodząc do wniosku, że skala dezinformacji i manipulacji jest ogromna. Na szczęście istnieją jeszcze portale Kresy.pl i Racjonalista.pl. Oba mają pewne "idee przewodnie", z którymi można się zgadzać lub nie - jednak uważam, że oba stanowią wartościowe źródła informacji, przekazu będącego alternatywą dla głównych mediów.

W dobie prywatyzacji Polakom wmówiono, że przedsiębiorstwa państwowe są złe, bo zawsze będą nieefektywne. Bo to wzór komunistyczny itd. Chwileczkę, przecież COP też był państwowy! Mój dziadek przed wojną pracował jako księgowy u Żyda-przemysłowca w Łodzi po 12 godzin dziennie - ów "chlebodawca" płacił mu jednak za 8 i śmiał się mu w twarz, wiedząc, że to on rozdaje karty. Bynajmniej nie traktujcie tego jako przejawu antysemityzmu, bo pracowników-Żydów (lub pracowników-żydów, jeśli ujmować to w sensie wyznania) tacy przemysłowcy traktowali podobnie, jak i polskich - stąd zresztą zrodził się u nich np. "Bund". Potem ruszył COP - i dziadek przeniósł się do jednego z zakładów, jako księgowy w wytwórni prochu. Bogu i sanacji niech będą dzięki... Był postęp? Był, jak najbardziej. Dla księgowego, dla chłopa przemienionego w robotnika, dla wszystkich okolicznych mieszkańców, choć w różnym stopniu oczywiście. Piszę to z dedykacją dla korwinistów, przez ruch których miałem okazję się przewinąć bodajże w latach 2008-2010. O tym, że jeśli państwo kiedyś mogło, to i teraz może.


Nie płynę z prądem. Nawet nie chodzi o to, że wdrażam w życie idee Herberta - po prostu tak mam, inaczej nie potrafię. W czasach gdy Tusk był "trendy", a Kaczyński był "be", szczególnie wśród młodzieży w liceum i na studiach - ja byłem za tym ostatnim. Teraz, w czasach gdy już nawet mainstream zaczyna panikować na nutę Kaczyńskich "Przyjdzie Rosja i nas zje!" - mnie ciekawi, jak ta Rosja wygląda naprawdę. Nigdy nie byłem w Rosji, choć od znajomych zza wschodniej granicy (co ciekawe, głównie nie-Rosjan) dowiedziałem się wielu rzeczy, które mogą podważać obraz Rosji jako neo-Mordoru, rysowany w naszych pro-amerykańskich mediach.

Ciekawi mnie też, jak naprawdę wygląda USA. Bo z reguły, gdy miałem okazję zetknąć się z tą "Hameryką" (jak mawiali niegdyś górale) w postaci turystów, mieszkając jeszcze w Polsce, to ukazywała mi ona swoją gorszą twarz - twarz chciwą, złą i roszczeniową. Oraz bezdennie głupią. Oj, wróć - miałem też okazję poznać Allena Paula (autora jednej z poczytniejszych w USA książek o Zbrodni Katyńskiej), gdy ów gościł w Krakowie wraz z małżonką. Oraz oprowadzić ich po muzeum Fabryce Schindlera, gdzie pracowałem. To jednak byłby wyjątek potwierdzający regułę.

Będąc jeszcze na pierwszym roku studiów byłem świadkiem następującej sytuacji: otóż kierowca-Polak na wąskiej, stromej drodze, chcąc wyminąć samochód jadący z naprzeciwka, zjechał poza drogę (w zasadzie tam, gdzie zaczynała się już ściana ziemi - prawie pionowa skarpa) - natomiast kierujący pojazdem jadącym z naprzeciwka, wyjeżdżając pod górkę nie uczynił podobnego manewru, choć po swojej stronie miał dobry łokieć drogi, a za nim w miarę równe pobocze (okey, może tylko trochę zryte przez dziki). Zamiast tego koleś wyskoczył z auta, wrzeszcząc na Polaka "I have priority! I have priority!", który też wysiadł z auta - i nie bardzo wiedział o co chodzi, bo nie znał angielskiego. Za to zrozumiał słowo "Police" - i trochę strach go zdjął. Bo pewnie myślał, że to może ktoś ważny, a nie zwykły amerykański burak, redneck (w tym samym budynku na górce, gdzie mieszkałem wówczas, były także całkiem przyzwoite pokoje hotelowe i sale konferencyjne. Dużo ważnych gości przyjeżdżało, ze świata akademickiego, ale też biznesowego, nawet europosłowie). Następnie z samochodu Amerykańca wysiadła jego kobita, zapewne żona. Zagulgała do swego chłopa "We'll call the police, honey" z niemal identycznym, amerykańskim akcentem - a następnie powiedziała do Polaka po polsku: "Mój mąż wezwie policję. Zobaczysz!" (zwracając się do niego per "ty"). Polak w końcu wycofał się na małą wysepkę, jakieś 50 metrów dalej - w pewnym momencie aż szorując po skarpie i porastających ją zaroślach. W międzyczasie Polko-Amerykanka zrobiła zdjęcie jego samochodu, zapewne tak by były widoczne także tablice rejestracyjne. Amerykańce przejechali. Później widziałem ich już w budynku, jak truli d**ę naszemu portierowi, relacjonując to wszystko... mustache guy, jak go nazywali nasi zagraniczni studenci, musiał oczywiście dobrze się postarać, by wypaść autentycznie współczująco - i nie wybuchnąć śmiechem ;)

Ostatnio opowiedziałem to dokładnie jednemu z moich brytyjskich znajomych, kończąc w stylu "Popatrz, co ci Amerykanie u nas wyprawiali". On na to wybuchnął śmiechem, po chwili rzekł: "Nie rozumiesz? Zrobiła zdjęcie, bo chciała go pozwać i zdobyć w ten sposób od niego kasę. Myślała, że wszędzie są takie same prawa jak w Ameryce!" - i śmiał się dalej. Swoją drogą, zobaczcie jak to świadczy o człowieku - taka chęć pozywania kogoś zapewne wielokrotnie biedniejszego od siebie. Tym bardziej, gdy jest się gościem w innym kraju. Po prostu Hameryka... oj, przepraszam. W takim razie powinno być przez "ch".

Chciwą i głupią jednocześnie twarz Ameryki znają dość dobrze Brytyjczycy (oraz zapewne też i inne nacje zachodnie)... a z pewnej sytuacji, związanej z programem Top Gear śmieją się do dziś. Jak wówczas skonstatował z właściwą sobie ironią prowadzący J. Clarkson - Don't go to AmericaOni ogólnie śmieją się z USA. Bynajmniej nie dlatego, iżby mieli być narodem totalnie zinfiltrowanym przez rosyjskich szpiegów (jak to kiedyś sugerował Alchymista) - lecz dlatego, że mieli częściej niż my do czynienia ze swoją młodszą, głupszą siostrą. I nadal mają. W programie "The Revolution Will Be Televised" dwaj satyrycy, jako niby-członkowie brytyjskiej Partii Konserwatywnej o znaczących imionach James Twottington-Burbage i Barnaby Plankton (parodia ideału Britishness, wyznawanego głównie przez middle-class) udają się do USA i wypytują tych biednych Amerykanów o różne rzeczy, rzekomo w celu zaimplementowania ich na grunt brytyjski. Ubaw po pachy. Z drugiej strony, nie boją się też pewnych aspektów... związanych z kulturą świata islamskiego. Ot, razu pewnego poszli nawet do jednej ambasady w Londynie, przedstawiając pomysłową maszynkę, mini-gilotynkę do... obrzezania. I nawet tamtejszy czarnoskóry, muzułmański dyplomata ich za to pochwalił w słowach "No excess skin. That's good " - myśląc, że to na poważnie. Tak było, seriously :)  Przyznam, że jest to obecnie jeden z lepszych programów satyrycznych, przynajmniej jeśli chodzi o UK.

Jeśli natomiast chciałbym zliczyć osoby, które zadały mi najgłupsze pytania, jakich wcześniej nawet bym nie potrafił wymyślić - to niechlubną palmę pierwszeństwa dzierżyli by właśnie Amerykanie. Niestety, z "bulem" stwierdzam, że byli wśród nich także Amerykanie polskiego pochodzenia, bo lepiej lub gorzej władający językiem polskim (akcent jednak można było rozpoznać, podobnież jak po zachowaniach, sposobie myślenia, że ich socjalizacja miała miejsce tam). Wyobraźcie sobie Państwo - gdy mowa była o muzeum Podziemia Rynku w Krakowie, pytali się mnie: "Ale jak ci ludzie tak mogli żyć, w tych podziemiach?", często też bąkając jeszcze pod nosem coś o "mrokach średniowiecza". Zabawni byli, tak swoją drogą. Dostarczyli mi materiału na wiele anegdot, którymi mogłem bawić towarzystwo przy okazji różnych spotkań i imprez. Mam nadzieję, że w przyszłości żaden chciwy Amerykaniec nie zasądzi mnie o prawa autorskie ;)


W podaniach góralskich (są tego różne zbiory, jak np. "Legendy babiogórskie" śp. dr Janickiej-Krzywdy) jest jeden częsty motyw - głównego bohatera, którego gubi jego chciwość i zawiść. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone - mam takie przeczucie, że oni kiedyś podobnie przepadną przez tę swoją chciwość. Tam, to co występuje na poziomie jednostkowym, co zostało niejako wdrukowane w społeczeństwo jak zasada Greed is good, transponuje się też na poziom państwowy i na poziom managementów wielkich korporacji. Efekty tegoż widzimy w światowej polityce i ekonomii. Obawiam się, że nasze polskie "elity" w geopolityce postawiły na złego bożka. USA i ich korporacje zginą i przepadną, wcześniej doprowadzając do katastrofy także i innych. Obyśmy my, Polacy, nie znaleźli się w tym upadłym zbiorze.


Ostatnio w "Tarace" dużo się pisze i mówi o GMO, o szkodliwych środkach chemicznych jak Roundup (także dlatego, że na uprawy genetycznie zmodyfikowane, oraz na kolejne generacje coraz odporniejszych na herbicydy chwastów potrzeba tych środków coraz więcej i więcej). Co ciekawe, parę dni temu Omnia - jeden z moich ulubiony zespołów na swoim profilu na Facebooku zamieścił post: "Europe gets F****d by the USA! (TTIP)" [cenzura moja], zwracając uwagę na te aspekty umowy o wolnym handlu (znanej lepiej jako TTIP), które mają związek z uprawami GMO. Tak, to ta sama umowa, o której wspominałem w swoim poprzednim artykule, pt. "Polski inteligent a Ukraina. Inna perspektywa".

Obie sprawy - ekspansja gospodarcza USA (osiągana wszystkimi środkami, per fas et nefas, także poprzez TTIP i wpisany w nią mechanizm "ochrony inwestorów" - ISDS) oraz GMO są ze sobą powiązane. Istnieje ryzyko, że skutkiem przyjęcia tej umowy będzie zalanie UE tanią, lecz marnej jakości amerykańską żywnością (której duży procent pochodzi z upraw GMO). Co ciekawe, z tym wszystkim łączy się także... Ukraina.

Musimy sobie coś wszyscy uświadomić: to właśnie Janukowycz, skorumpowany "zamordysta", który potrafił dać w twarz swym podwładnym, czy zwyzywać ich od ostatnich - to właśnie on postawił kontrę GMO na Ukrainie (zob. też tu). A ponieważ korzystające z GMO korporacje chciały się urządzić także na Ukrainie zachodniej, w ten sposób miałoby to wpływ także i na polskie uprawy - przecież pyłki zmodyfikowanych genetycznie roślin nie są zatrzymywane na granicy, tak jak np. przemytnicy i ich towary. Przez to jednak na Janukowyczu skupiła się nienawiść amerykańskich korporacji i powiązanych z nimi elit rządowych. Gdy ów, przez swoje "ustawy dyktatorskie", otworzył furtkę do "kolorowej rewolucji" - podmioty związane z USA wykorzystały to, pompując olbrzymie pieniądze w Majdan (drugi Majdan, bo były dwa, ten pierwszy Euromajdan nie miał tak dużego poparcia. Również o tym często się zapomina).

Efektem tego jest stan, jaki mamy na Ukrainie, i ogólniej na świecie obecnie.

Pytanie tylko, co z tym zrobić...


komentarze

1. UK i jej naśladowca • autor: Jerzy Pomianowski2015-04-18 21:46:17

"dobre gospodarowanie jest podstawą wszystkiego". To jest patent realizowany chyba tylko w Niemczech, ale jak widać nie uczynił z tego kraju mocarstwa wszechświatowego, mimo paru prób. Jednak stary dobry sposób Imperium Brytyjskiego, czyli podbój, wyzysk, i rabunek okazał się skuteczniejszy,  niestety nie ma potęgi i dobrobytu bez kolonii.
USA kiedyś zachwyciły się technologią podobnie jak Niemcy, ale już jakiś czas realizują model brytyjski:  "pochłonąć i pożreć".
[foto]

2. Panie Jerzy !... • autor: Michał Mazur2015-04-19 00:05:02

Panie Jerzy ! Nie można nie doceniać Niemiec - dwa razy próbowali zbudować imperium siłą i przemocą - i dwa razy im się to nie udało. Więc zmienili strategię... postarali się tak ustawić UE, by ta służyła głównie ich interesom. W tej chwili mają w UE do powiedzenia o wiele więcej, niż np. Wielka Brytania czy Francja. A może nawet oba te kraje razem wzięte...

Przykład pierwszy z brzegu - jeśli chodzi np. o fundusze akcesyjne dla państw, które przystąpiły do UE w 2004 r. to z każdego 1 euro, na które składały się wszystkie państwa członkowskie "starej" UE, 85 eurocentów wracało... do Niemiec.Tego się dowiedziałem jeszcze studiując w Polsce.

Ostatnio widzieliśmy, jak Niemcy zatrzęśli potężnie Grecją... i co z tego wynikło. Zwrot Grecji w stronę Putina

3. @Michał Mazur • autor: Nierozpoznany#79092015-04-19 09:35:11

Czuję się wyzwany do tablicy. Na początek małe sprostowanie: nigdy nie pisałem, że naród brytyjski (jeśli coś takiego istnieje?) był nasycony szpiegami. Miałem na myśli ich służby specjalne. Ale to wątek poboczny.

Wątek główny brzmi mniej więcej tak, jak w komiksach o Asterixie: "ale głupi ci Rzymianie". No głupi, jak cholera, morze środziemne uczynili swoim morzem wewnętrznym, pobudowali mnóstwo niepotrzebnych nikomu budowli podobnych do zamku Disneya, napisali mnóstwo bezsensownych traktatów (szczególnie Owidiusz), ogólnie zboczeńcy i degeneraci, a rakiet w kosmos nie wysłali, bo czasu im zabrakło - barbarzyńcy im to skutecznie uniemozliwili. I co gorsza mieli idiotyczny ustrój, który wszystkich sąsiadów wkurzał, i który dziwnym trafem dawał im nie tylko przewagi kulturowe, ale i zwycięstwa wojenne (a czasem i klęski). Po prostu gromada dyletantów. Pytanie: jak oni w takim razie stworzyli to imperium, do cholery? Może pomogli im Rosjanie???

Kwestia prawa rzymskiego i pieniactwa - tu akurat zgadzam się w 100%. To zabiło naszą I RP. Gdzieś czytałem, że w USA 1 prawnik przypada na 100 obywateli. To oznacza, że będą mieli coraz cięższe i coraz bardziej konfliktowe życie. Ale to nie oznacza jeszcze upadku imperium.

Mnie w Ameryce pociąga jej nieokiełznana i bujna przyroda - te tajfuny, te niesamowite rośliny miododajne, które my beztrosko zasiewamy w ogródkach, a potem narzekamy, że są inwazyjne... Te drzewa-giganty, których w Europie prózno szukać... Ogólnie w Ameryce wszystko jest większe, nawet biusty - te bez silikonu także. Gigantomania.

Bliższa koszula ciału. Graniczymy z Mordorem, z którego orkami możemy się łatwo porozumieć w tej samej, wspólnej mowie. Również i ten kraj cierpi na gigantomanię, ale nie potrafi jej zrealizować. Jest to raczej gigantomania wirtualna, potencjalna. Inaczej mówiąc - brakuje im amerykańskiej "demokracji", aby te ogromne przestrzenie porządnie zagospodarować. Ale "demokracji" się boją, więc cały swój wysiłek koncentruja na zbrojeniach. Rząd tego kraju, nie ludzie. Ale ministrowie też są z tego ludu. Nie biorą się znikąd. Nie przybyli z Niemiec, ani z Ameryki, ani z Izraela. Krew z krwi i kość z kości poczciwych Rosjan. Poczciwych aż do "bulu".
[foto]

4. Super. Po raz... • autor: Adrian Leszczyński2015-04-19 09:41:25

Super. Po raz kolejny zgadzam się z poglądami autora. Widzę Michale, że więcej nas łączy niż dzieli. Tak samo często idę pod prąd, jak Ty. Takie same zdanie mam o Wałęsie i Sikorskim (a nawet dużo gorsze); takie same o Hameryce (mimo, iż kiedyś byłem w tej Hameryce silnie zakochany). Mam jednak wrażenie, że jest szansa dla Polski. Uważam, że demografia w Polsce się poprawi, a ludzie przestaną uciekać, część może nawet wrócić. Potrzeba do tego jednak mądrych rządzących, a nie tchórzy i bezambitnych, hamerykańskich dupowłazów takich, jak ci obecnie rządzący z POpapranej partii (której notabene byłem kiedyś gorącym sympatykiem).
[foto]

5. Monsanto i glifosat - petycja! Ważne!! • autor: Michał Mazur2015-04-20 11:39:26

Bardzo ważna sprawa - petycja przeciwko glifosatowi, stanowiącym składnik m.in. preparatów takich jak Roundup !!
https://secure.avaaz.org/pl/monsanto_dont_silence_science_loc_eu/Jest nas wielu, ale może być jeszcze więcej 

Dzięki Adrianie, za głos wsparcia 
Z innych rzeczy - nasi ministrowie to też niezłe okazy - Jan Vincent Rostowski, Sikorski - członek klubu Bullingdona... Zostawię jednak te persony na inny komentarz - bo to wielowątkowe sprawy... z wywiadem brytyjskim w tle (!)

"Ogólnie w Ameryce wszystko jest większe, nawet biusty - te bez silikonu także." Bo to takie krupcie - naturalny biust siłą rzeczy jest większy, gdy wszystko się wszerz rozrasta. Do tego portki na gumce - bo wtedy nie zauważa się aż tak bardzo, jak się przytyło ;)  Tak na poważnie, to Amerykanie zażywają też dużo lekarstw (także antybiotyków - przepisywanych przez lekarzy na byle co!) do tego ich niskiej jakości żarcie-pasza GMO. Efekt końcowy jest taki, że wielu z nich żyjąc bez ruchu wygląda jak tuczniki... Porównajcie sobie np. z Polakami - wielu z nas też nie jest jakoś strasznie aktywnych fizycznie, siedzi w pracy za biurkiem - a jednak organizm jakoś reguluje się sam. Bo dostarczamy mu zdrowsze jedzenie.
Brytyjczycy (i Brytyjki) są gdzieś pomiędzy nami a Amerykanami, jeżeli chodzi o wygląd i zdrowie. Żywność w miarę OK, jako tako trzyma parametry "europejskie" - jednak istnieje też problem nadużywania lekarstw w społeczeństwie (zwł. antybiotyków - coraz częściej mówi się tu o drug-resistant bacteria), podobnie jak w USA

6. @Michał Mazur • autor: Nierozpoznany#79092015-04-20 13:25:32

Koleżanka z Anglii zwróciła mi uwagę na to, że Polki po prostu "nie mają bioder".

Ja bym powiedział, że tak to wygląda w Warszawie. Kraków i okolice to inny typ antropologiczny. Być może także kultura pierogów robi swoje. Na Mazowszu tej kultury tak rozwiniętej nie ma. W Małopolsce każda gospodyni robi pierogi.

Problem otyłości chyba jednak nie jest efektem GMO, tylko hormonów, a być może też antykoncepcji. Słyszałem, że amerykańscy rodzice niekiedy podają dzieciom hormony, żeby lepiej rosły.

Ale jest coś jeszcze - rośliny heterozyjne,. Technologię wymyslono już w l. 40-50 i uchroniła ona wówczas świat przed głodem. Polega to z grubsza rzecz biorąc na tym, że krzyżuje się bardzo bliski materiał genetyczny w celu uzyskania nasion roślin lub bulw/cebul bardzo zbliżonych genetycznie. Stosuje się przy tym gwałt nie mniejszy, niż przy produkcji GMO. W internecie niewiele sie o tym znajdzie, ale tu i ówdzie czytałem jakie środki są stosowane:
a) napromieniowanie;
b) okaleczanie kwiatów w celu wymuszenia akceptacji pyłku o bardzo zbliżonym genotypie (normalnie rosliny bronia sie przed tym)
c) przetrzymywanie nasion w cyklotronie (co to jest tego nie wiem - może Wojciech Jóźwiak nas oświeci).

Większość dostępnych na polskim rynku ogórków to rosliny heterozyjne. Dotyczy to również zbóż.

Jednak takie nasiona nie powtarzają cech, to znaczy kolejne pokolenie nasion jeszcze je jako tako powtarza, a potem pożądane cechy sie "rozłażą" i może nastapić degeneracja rośliny.

Technologia ta pozwala na przykład na hodowlę zbóż, których łodygi sa mniej więcej tej samej wysokości, rosną mniej więcej tak samo i dają przewidywalną liczbę nasion. Dawniej zboże rosło bardzo nierównomiernie; zboże heterozyjne rośnie równo jak szeregi pruskiej armii.

Nasion zebranych od roślin heterozyjnych nie wolno wysiewać powtórnie. Są zakazy, np. w przypadku żyta heterozyjnego.

Produkcja zbóż w Ameryce jest scentralizowana i dotowana, Władze dbają o to, aby zboża nigdy nie brakowało. Ponieważ jest go w nadmiarze, dodaje się je niemal do wszystkich produktów przetworzonych. U nas jest ta sama praktyka. Skrobia jest obecna w wędlinach, słodyczach, przetworach nabiałowych - wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Można powiedzieć, że promuje sie u nas spożycie skrobii oczyszczonej, pod pozorem promocji zdrowego życia i spozywania skrobii nieoczyszczonej.
[foto]

7. konserwanty, sterydy, modyfikowana pszenica i syrop fruktozowo-glukozowy • autor: Arkadiusz2015-04-20 14:29:35

Ludzkości, dokąd zmierzasz? Gościu z filmu "Supersize me" po 3 tygodniach fast-foodowej diety stracił inteligentny błysk w oczach, zyskał za to wzrok uzależnionego ćpuna i około 20 kg wagi. Wyglądał jakby mózg zamieniał mu się w papkę. A szkodliwe śmieci są nie tylko w fast-foodach, ale prawie w każdej przetworzonej żywności. Człowiek to element natury i naturą powinien się odżywiać (a nie zbożem, które się nie może rozmnażać). W miarę możliwości, należy odstawić też cukier i jeść jak najprostsze produkty.

8. Powiem więcej • autor: Nierozpoznany#79092015-04-20 17:19:22

Dobrze, żeby kazdy z nas miał choć najmniejszą działkę gdzieś poza miastem i w miarę wolnego czasu i sił produkował dla siebie choć trochę żywności. Jest sporo roślin, które nie są modyfikowane w żaden sposób, jest szarłat - banalnie łatwy w hodowli, są warzywa sezonowe, są też owoce. Przykładowo najwcześniejsze owoce, bo już w maju daje jagoda kamczacka - niezawodna w naszym klimacie i kompletnie niewymagająca żadnych zabiegów wspomagających. Dereń - tradycyjne drzewo owocowe wieków dawnych, głogi - rosną wszędzie, borówka kanadyjska też nieźle sobie radzi.

Warto zwrócić uwagę na drzewa owocowe rosnące wzdłuż torów kolejowych. Niektóre dają wyborne owoce, w pełni porównywalne z najlepszymi odmianami jabłoni. Kiedyś trafiłem na drzewo, które dawało przepyszne jabłka o smaku koszteli - niestety bobrom też smakował słodki sok i wycięły drzewo bez litości, mimo że rosło znacznie powyżej ich jeziorka. Niekiedy w dolinach rzek można trafić na dzikie czerwone porzeczki - też witaminowy rarytas, niepryskany.
[foto]

9. Alchymisto wiesz co... • autor: Michał Mazur2015-04-21 00:39:35

Alchymisto wiesz co dobre - przynajmniej jeśli chodzi o rośliny i jedzenie :) Ja bym jeszcze poprosił sok z brzozy - pili go Słowianie i "stepowcy" z Bułgarii Nadwołżańskiej 

Odstawić cukier... ha, to może być trudne. Prawie wszędzie go ładują teraz. W sumie cukry w znacznych ilościach są też w wielu owocach

Co do problemu otyłości... to jest złożona sprawa. Generalnie, z tego co się dowiedziałem sprawa wygląda tak: chodzi nie tylko o GMO, chodzi ogólnie o żywność o niskiej wartości odżywczej, w której nie ma zbyt wiele niezbędnych witamin i mikroelementów. Dlatego organizm żąda więcej żywności - bo z żywności słabej jakości nie jest w stanie pozyskać tych składników tylu, co byłby w stanie ze zdrowej żywności, tudzież z żywności jaką spożywali nasi przodkowie. Do tego, jako że tej badziewnej żywności musi "przerobić" więcej, to musi jeszcze wydatkować więcej energii na procesy trawienne, wydalanie itd.Po jakimś czasie musi sobie też radzić z większą masą ciała... Stąd np. bierze się osobnik otyły, który je i je, ale tej energii w nim nie ma - jest ospały.
Mnie np. zawsze był najbliższy przykład mleka - co z tego, że mleczność krów w ciągu ostatnich paru stuleci znacznie wzrosła, skoro to mleko ma o wiele mniej mikroelementów?
[foto]

10. nawiązując do Michała - wartość odżywcza pożywienia - biofotony? • autor: Arkadiusz2015-04-21 07:48:18

Uwaga dziwna teoria: Człowiek to ssak świetlny, każdy z nas ma swoje pole promieniowania. Odżywiamy się światłem, które ma harmonizować to pole. Zła żywność doprowadza do dysonansu naszego pola, przez co potrzebujemy jeszcze więcej porządkujących biofotonów z pożywienia. Zdrowa żywność posiada wysoką kumulację światła. Zielona sałata z ogródka będzie miała wielokrotnie większą wartość odżywczą niż sklepowy słodki baton, mimo że kalorycznie jest to odwrotnie. Podobnie mięso kury z wolnego wybiegu będzie zdrowsze niż sterydowe kury z wielkiego kombinatu. Światło miarą prawdziwości jedzenia. Fritz-Albert Popp, niemiecki biofizyk, napisał o tym książkę "Przekaz jedzenia".
Jeszcze jeden ważny aspekt: każdy musi szukać takiego pożywienia, które będzie odpowiednie do jego własnego pola promieniowania - stąd ważny jest tzw. zdrowy apetyt. Trzeba słuchać swojego ciała. Jest to pole do pracy nad własną samoświadomością. 

Nauka oferuje coraz ciekawsze podejścia. Akurat ta teoria idzie w poprzek interesów wielkich korporacji i trudno tu liczyć na wsparcie kapitału i naukowego mainstreamu.

11. Jakoś nie widzę wyjazdów za pracą/nauką jako poddania się • autor: Nierozpoznany#392015-04-21 10:39:58

Tysiące ludzi (zwłaszcza młodych) w pewnym sensie... poddają się, wybierają emigrację. Jakoś nie widzę tego jako "poddania się"

1. Przede wszystkim, większość nie tyle "wybiera emigrację" ile "czasowo wyjeżdża " bo tu nie znajdują pracy w ogóle lub mają taką, która ich zupełnie nie zadawala. Albo chcą studiować gdzieś indziej. Albo coś innego..
2. To nie jest w pełni świadomy wybór opuszczenia kraju i wyjazdu "na zawsze". Taka emigracja była udziałem wielu działaczy opozycji w PRL w okresie stanu wojennego. Oni najczęściej wiedzieli że wyjeżdżają na stałe lub b. długo. Wątpię czy taką świadomość ma obecnie wyjeżdżająca młodzież, choć pewnie są i tacy
3. Wielu z nich jako "poddanie się" wskazuje właśnie pozostanie w Polsce, na garnuszku rodziców, z pracą na kasie, dorywczo na budowie, lub w szarej strefie
Dla tych taki wyjazd jest świadectwem odwagi, zaradności i "walki o swoje życie"
A że nie tutaj w Polsce? To już inna bajka, zahaczająca o tzw. wartości.

PS. Mój syn  został w Danii po studiach jakie tam zrobił, co mię wcale nie cieszy, ale rozumiem motywy i powody czemu jest tam nadal choć mu się nie przelewa, bo roboty w "zawodzie" nie ma.

[foto]

12. Panie Tadku -... • autor: Michał Mazur2015-04-22 17:41:38

Panie Tadku - ja też po studiach nie pracuję "w zawodzie" o ile historyk to jeszcze zawód. A jednak "od pierwszego do pierwszego" jakoś idzie przeżyć i jeszcze coś zostaje. Oby Pana syn czuł się na emigracji lepiej niż ja - który na spanie musi coś wziąć, albo leki albo alkohol. Czasem jedno i drugie. Bo podświadomość nie pozwala zasnąć. To ja jestem najmarniejszym człowiekiem świata, nie ta celebrytka z Wawy

Dla wielu z nas emigracja to jest w pełni świadomy wybór opuszczenia kraju na zawsze lub na długie, długie lata... pod tym względem niewiele się zmieniło. Motywy opuszczania kraju są przede wszystkim ekonomiczne, jednak kontekst polityczny ("władza nie liczy się z obywatelem" "cały czas afery, fałszerstwa") jest nadal silnie obecny! A i nasz krajowy "aparat państwowy" sprawia wrażenie podobnej narośli rakowej co i wtedy... wróć, ilość papierologii i urzędników jest X razy większa niż za PRL. Przynajmniej tego się dowiedziałem od moich starszych znajomych. Część z nich byłą w "Solidarności"... a teraz są tu. Dzieci wzięli ze sobą, w niektórych przypadkach to właśnie już dorosłe potomstwo ściągnęło ich za sobą...
Gdy parę lat temu w UK zaczął się kryzys, część Polaków odczuła jego skutki także na sobie - a przede wszystkim zaczęli odczuwać coraz silniejszą niechęć otoczenia miejscowego do siebie. Niektórzy dali się nabrać na te gadki Tuska o "zielonej wyspie", częściowo także dlatego, że powtórzyły to media brytyjskie. Efekt był w większości wypadków taki, że większość z nich zmarnowała masę czasu i pieniędzy szukając punktu zaczepienia w Polsce, a niektórzy jeszcze musieli się zapożyczyć, żeby wrócić do Anglii.
Ot, jak naprawdę wygląda ta "czasowość" emigracji.


Natomiast podsunął mi Pan pewną myśl, za co szczerze dziękuję. Szara strefa  Totalny underground
Władysław Bartoszewski (którego osobiście nie lubię, po tym jak jednoznacznie transformował się w pionka PO) ironizował kiedyś, że Polakom najsprawniej działały tylko państwa "podziemne". Cóż, jeśli takie faktycznie są nasze przywyknienia, to może jakoś je wykorzystać...Pokazać tym gadom, że nie są narodem, że nie mają moralnego prawa do wypowiadania się w naszym imieniu. Oraz że my to nie owce

13. Szara strefa ? • autor: Nierozpoznany#392015-04-22 20:28:51

Natomiast podsunął mi Pan pewną myśl, za co szczerze dziękuję. Szara strefa Totalny underground
Jeśli się coś udało podsunąć - to fajnie. Niestety nie rozumiem, co to jest ten totalny undeground / szara strefa.  Będę wdzięczny za wyjaśnienie, ew. może na maile się wymienimy ? [Wojtek ma]

14. fikcja sprawności podziemnej • autor: Jerzy Pomianowski2015-04-22 21:07:51

Bartoszewski jak zwykle bredzi. Te "sprawne państwa podziemne" to były ośrodki sterowane z zewnątrz, z Londynu i z Moskwy, albo przez rodzimą ubecję (opozycja Solidarnościowa). Może jedyny przykład oddolnej samoorganizacji to czasy zaborów (walka o o niesprzedawanie ziemi, praca organiczna, itp), choć i wtedy szpionów nie brakowało to przynajmniej inicjatywa i organizacja były polskie.
[foto]

15. Edytowano - • autor: Michał Mazur2015-04-22 22:37:18

"Będę wdzięczny za wyjaśnienie, ew. może na maile się wymienimy ? [Wojtek ma]"
Jak najbardziej! Redaktor ma maile nas obu Pewnych rzeczy nie można napisać zbyt otwartym tekstem, w końcu nigdy nie wiadomo, kto nas przeczyta i jak to zrozumie :)

@ Jerzy Pomianowski: miałem na myśli przede wszystkim to ostatnie. Bo zabory to też była sprawa długoterminowa, końca nie było widać ani znaku zmian. Tak jak w naszych obecnych ustawieniach
EDIT, 09.05.2015  W "Daily Mail" opisali już sprawę tej całej "Zawieruchy" - ukraińskiej neonazistki.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)