Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 maja 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Astro-obserwator (odcinków: 199)

Harmoniczna astrologia

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiafizyka a ezoterykakwantowe

« Jak narysować poziomice, najlepiej metodą Monte Carlo Poziomice? Już wiem »

Podobny termin „harmoniki w astrologii” zaistniał jako tytuł książki Johna Addeya „Harmonics in Astrology” wydanej w 1976 r., więc już ponad 40 lat temu. Addey (1920-1982) zauważył, że astrologowie od stu- a właściwie tysiącleci nieświadomie posługują się pojęciami, które są powierzchniową realizacją pewnej głębokiej struktury, która polega na tym, że w przestrzeni, którą przedstawia kosmogram z rozkładem planet, występują i działają owe tytułowe harmoniki. Matematycznie te harmoniki są funkcjami trygonometrycznymi, cosinus i sinus, takimi, że ich okresy mieszczą się całkowitą liczbę razy na horoskopowym kole/okręgu mającym 360 stopni (lub 2 pi radianów). Ogólniej, każdą funkcję mieszczącą się (określoną) na okręgu można przedstawiać jako sumę harmonik (czyli sinusoid bądź cosinusoid), z których każda ma swój okres równy 1/n (więc n razy obiega okrąg, n: całkowita liczba), ma swoją fazę i wnosi do sumy swoją amplitudę. Zamiast cosinusa lub sinusa używa się też wygodniejszego wyrażenia „e do potęgi urojonej”.

Cosinus, sinus i e do potęgi urojonej swoim kształtem – faliste linie! – natychmiast kojarzą się z falami. I tak właśnie dzieje się w przyrodzie. Fale, procesy falowe, gdy je przedstawić matematycznie, wyrażają się tymi funkcjami. Wyrażają się jako harmoniki.

Addey proponował „przepisanie” horoskopu na harmoniki. Oto wg jego podejścia punkty kardynalne działają jako źródła fazy: co oznacza, że w tych punktach sinusoidy/cosinusoidy mają maksimum lub wartość zero; jeśli interpretować je jako fale stojące, to w punktach kardynalnych mają strzałki (maksima wibracji) lub węzły (zero, brak wibracji). Ale: skoro harmonika numer 4 ma węzły w 4 punktach kardynalnych, to również w tych samych punktach ma węzły np. harmonika z numerem 3 razy 4 = 12. Jednak harmonika nr 12 ma tych węzłów więcej: leżą one nie tylko co 90 stopni, jak punkty kardynalne w przypadku harmoniki nr 4, ale 3 razy gęściej, co 30 stopni – i jak się domyślamy, są nimi początki znaków zodiaku. Co pozwala wprowadzać alternatywne „harmoniczne” zodiaki, w których wyróżnionych punktów jest 20 – dla harmoniki nr 5, lub 28 dla harmoniki nr 7, i które leżą co 18 stopni (dla harmoniki nr 5) lub co 12°51' dla harmoniki nr 7.

Tak więc zodiak jako układ 12 wyróżnionych punktów i leżących między nimi sektorów okazuje się być wnioskiem z modelu harmonik – i tak samo wymienione „wyższe” zodiaki zbudowane w oparciu nie o liczbę 3 i trzecią harmonikę (bo 3*4=12), lecz piątą harmonikę (5*4=20) lub siódmą harmonikę (7*4=28).

Podobnym wnioskiem z modelu harmonik są aspekty – kolejne ważne pojęcie astrologii. Przy koniunkcji (która jest aspektem rzędu 1) dwie planety nie tylko leżą w tym samym miejscu ekliptyki (horoskopu, zodiaku), ale też mają tę samą fazę – lub mówiąc ściślej, każda przechodząca przez nie harmonika ma tę samą fazę. Uogólnijmy to podejście i zapytajmy, kiedy dwie planety mają tę samą fazę w harmonice numer n? – Kiedy odległe są o kąt równy pełnej liczbie k ich okresów. Dla harmoniki nr 3 takim kątem jest 120° – rozpoznajemy w nim znany aspekt trygon. Dla harmoniki nr 12 będzie nim np. kąt 5/12 z pełnego koła 360°, czyli 150°, kwinkunks. Ale tej samej zasadzie podlegają także kwintyl z kątem 1/5=72°, oczywiście bikwintyl 2/5=144°, dalej septyle 1/7=51.4286, 2/7, 3/7; oktyle będące wielokrotnością kąta 45°=1/8, nowile wielokrotności 40°=360/9 – i tak dalej. Aspekty zodiakalne okazują się być tylko częścią inwentarza aspektów, nierozsądnie faworyzowaną przez astrologów-zodiakalistów, gdyż horoskopy wielu sławnych ludzi są zupełnie niezrozumiałe, jeśli pomija się w nich kwintyle i septyle. Karol Wojtyła, Elon Musk, Władimir Putin pracują/pracowali głównie kwintylami; Joseph Ratzinger, Philip Dick, Vaclav Havel – septylami; Goran Bregović – oktylami. Podsumujmy: planety połączone aspektem mają zgodne fazy – w harmonice nr n i w następnych wyższych harmonikach o numerach M*n. Aspekt działa jak filtr częstotliwości w akustyce.

Zgodność fazy (bycie w aspekcie) oznacza, że nie tylko dwie planety, ale ogólniej punkty odległe o kąt aspektu zostają utożsamione. Dokonujemy na nich aktu abstrakcji: pomijamy konkretne położenie w zodiaku (na ekliptyce) i „wyciągamy” (wyabstrahowujemy) tylko tę wartość współrzędnej, od której zależy faza w danej harmonice (harmonice numer n). Wynikiem są „wielokrotne horoskopy”, nieznane w dawnej tradycji Europy, ale z upodobaniem rysowane przez Hindusów i nazywane amśa, co w sanskrycie znaczy: część, ułamek. Z nich pewną furorę zrobiła „u nas” dvadaśamśa, ponieważ najłatwiej ją wyliczyć, bo wystarczy dla każdej planety liczbę stopni w znaku zodiaku pomnożyć przez 12 i narysować w nowym „kółku” – gdyż jest to ułamkowy horoskop dla liczby 12. W astrologii indyjskiej kreślono i interpretowano jednak też ułamkowe horoskopy dla liczb 2, 3, 4 itd. Technice tej Addey w swojej książce poświęcił wiele uwagi, chociaż wygląda ona raczej tylko na wygodną wizualizację stosunków mających miejsce w „zwykłym” horoskopie.

Czym są jednak, lub raczej czym mogłyby być, owe harmoniki-fale obiegające ekliptykę lub stojące na ekliptyce? Jaka jest lub mogłaby być ich fizyczna natura? – Tego nie wiemy, a o pewnych zapewne błędnych podobieństwach wspomnę może przy innej okazji. Dlaczego jednak te astrologiczne harmoniki miałyby ograniczać się do ekliptyki? Jeśli mają jakąś fizyczną realność, to powinny obiegać Ziemię wszędzie naokoło, czyli być rozmazane na całej sferze niebieskiej. Skoro są falami, to rządzi nimi jakiś wariant równania falowego. Tu zaczynamy być w domu, ponieważ równanie falowe dla sfery w przestrzeni trójwymiarowej zostało dawno i ze szczegółami rozwiązane i było/jest przedmiotem zainteresowania nie tylko matematyki czystej, ale także licznych zastosowań: w propagacji fal radiowych, w zachowaniu się dipoli i multipoli elektrycznych i magnetycznych, a więc znów w technice radiowej, gdzie tak zachowują się anteny, ale także w chemii, gdzie di- i multipolami są cząsteczki. W geologii z sejsmologią, bo sferą, po której biegają fale, które składają się z harmonik, jest nie tylko niebo, ale też powierzchnia Ziemi. A przede wszystkim wielkim Wigner kwitnącym ogrodem harmonik sferycznych jest mechanika kwantowa, w której harmoniki sferyczne są funkcjami falowymi szczególnych stanów kwantowych obiektów: takich, w których określony jest moment pędu. Dlatego właśnie w mechanice kwantowej z największą mrówczą zaciekłością zmapowano harmoniki sferyczne i ich przestrzenne przekształcenia, których przykładem jest tzw. „macierz małe dEugena Wignera. (Jednego z licznego plemienia geniuszy, których wyrzuciło w świat, upadając, Cesarstwo Austro-Węgierskie.)

Czy zatem, jeśli dla harmonik sferycznych znajdziemy zastosowanie w astrologii, będzie to znaczyło, że zjawiska astrologiczne mają charakter kwantowy? Nie byłbym tak śmiały, gdyż, jak poprzednio wyliczyłem, harmoniki sferyczne stosują się też poza mechaniką kwantową. W końcu równanie Schrodingera jest szczególnym przypadkiem równania falowego. Astrologia może mieć całkiem własne, niekwantowe równanie falowe. Inne podobieństwo jest takie, że kwantowa fala czyli funkcja falowa oznaczana neptunową literą ψ psi nie jest bezpośrednio obserwowalna – „widzi się” lub „mierzy się” tylko jej pewne zjawiska będące jej skutkami, np. to, że pewna cząsteczka, np. barwnika w naszym oku, zaabsorbowała kwant światła, albo elektron pochłonięty przez kryształ spowodował emisję fotonu. Podobnie nie można bezpośrednio obserwować ani mierzyć „fal astrologicznych”, tych składających się z harmonik – możemy tylko obserwować ich skutki jako wydarzenia w życiu ludzi i społeczeństw, a raczej możemy kojarzyć owe wydarzenia z układami planet, którym, jak wierzymy, towarzyszą tamte fale na ekliptyce lub na sferze. Astrologiczne fale (złożone z harmonik) byłyby więc pewną ukrytą strukturą, jakoś podobnie do kwantowej funkcji falowej.

Harmoniki na sferze zależą od dwóch liczb całkowitych, n i m – inaczej niż harmoniki na okręgu, które zależą od tylko jednej liczby n. (W mechanice kwantowej ta pierwsza liczba n bywa też pisana literami l, „el” lub j, „jot”.) Rzut oka na harmoniki sferyczne pokazuje, że niezerową wartość na równiku sfery, czyli w astrologii na ekliptyce, mają tylko harmoniki z parzystą liczbą n+m. Mają one zarazem parzystą liczbę okresów. Ta okoliczność wyjaśnia, dlaczego prócz punktów Barana i Wagi – mających twardy sens przecięć ekliptyki z równikiem – istnieją na równych prawach bardziej widmowe punkty Koziorożca i Raka. Wyjaśnia też, że w każdym sensownym systemie astrologii, w którym działają trygony (n=3), muszą też być parzyste sekstyle (n=6); i w każdym mającym kwintyle (n=5) muszą być parzyste decyle (n=10).


Astro-obserwator: wstęp na końcu

Dawniej pod tytułem „Mesuranema”, z greckiego mesouranêma co znaczy „środek nieba” czyli medium coeli.


« Jak narysować poziomice, najlepiej metodą Monte Carlo Poziomice? Już wiem »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)