Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 sierpnia 2007

Wojciech Jóźwiak

Herby jak okna
Słowiańskich śladów w polskich herbach ciąg dalszy


  < poprzedni    1    (2)  

O herbach jako okienku przez które można - być może - wejrzeć w dawny świat słowiański, pisałem poprzednio ponad rok temu. Chociaż herby pojawiły się w Polsce (i krajach ościennych) w późnym średniowieczu, a pierwsze zabytki są z ostatnich lat XIII wieku, to od dawna zwracano uwagę na możliwość zachowania się w nich starszych treści, nawiązujących do epoki przedchrześcijańskiej i do rdzennych etnicznych słowiańskich motywów. Wspomniałem o tym w tamtym poprzednim tekście. Jednak próbując dociec, cóż to takiego słowiańskiego, etnicznego i archaicznego w herbach się zachowało, szybko opuszczamy obszar dostępny nauce. Autor zajmujący się pochodzeniem herbów albo założy sobie wędzidło naukowego rygoru (i nie powie prawie nic, bo nie ma źródeł), albo wejdzie w krainę fantastyki motywowanej historycznie, czyli tam, gdzie działali, licząc tych największych, Robert Graves czy (wręcz) John Reuel Tolkien. Taka historyczna fantastyka nie jest jednak całkiem bez wartości. Niniejsze rozważania o początkach i pochodzeniu herbów mogą być pomocą dla przyszłych autorów powieści lub filmów dziejących się w prawiekach, albo dla rycerzy-rekonstrukcjonistów, jeśli tacy zechcą założyć słowiańską drużynę przedmieszkową lub wielecką. Zawsze lepiej wtedy sięgnąć do elementów prawdopodobnych, choćby źródłowo nieznanych, niż wszystko grubo zmyślać, popadając i tak w pospolite literackie klisze.

Z herbu, który jest budowlą raczej złożoną i ma tarczę, godło, hełm i klejnot na hełmie, po bokach wstęgi czyli labry, do tego czasem koronę, futro i trzymacze, wszystko w barwach i fakturach, plus w warstwie słownej nazwę, zawołanie, dewizę i herbową legendę, nas interesuje tylko godło, rzadko dalsze szczegóły. O legendach herbowych i to właśnie dociekając interesującej nas ich archaicznej warstwy, pisali (i chwała im za to) profesorowie Cetwiński i Derwich. Godło jest niewątpliwie rdzeniem i sercem herbu. Świadczy o herbie także w oderwaniu od pozostałych elementów; zresztą bywa, że tarcza, barwy, hełm itd. się zmieniają, a herb pozostaje sobą wobec stałości godła. Herb przecież jako cała wspomniana instalacja jest końcowym, ceremonialnie skostniałym etapem swego rozwoju, a nas interesują początki. A na początku jeśli coś było, to raczej godło, nie co innego.

Pytanie więc jest, czym były i jakie były godła herbowe, zanim stały się częścią ceremonialnej herbowej rycerskiej instalacji? Ostrzegłem, że w odpowiedzi na to pytanie uruchamiam fantazję, chociaż staram się ją trzymać w ryzach jakiego-takiego prawdopodobieństwa. Godła herbowe były na różne grupy dzielone i systematyzowane, dla naszych potrzeb wystarczy je podzielić na dwie grupy, zresztą rzucające się w oczy nawet przy pobieżnym przeglądzie: obrazy i glify. Przykładem obrazu jest głowa bycza lub żubrza w herbach Wieniawa lub Pomian; przykładem glifu dwie "rogaciny" w herbie Bogoryja, którym dziś się "pieczętuje", sąsiadujące z moim, miasto Grodzisk Mazowiecki. Podział ten jest ani ostry ani zupełny, ponieważ, po pierwsze, w niektórych herbach figuruje jedno i drugie, przykładem herb Szembeków (młody i w jakimś sensie sztuczny, bo z nobilitacji 1590 r.), gdzie są kozy (obraz) i trzy róże w skos (czyli na ukośnym pasie) - a stylizowaną heraldyczną różę należy uznać za glif. Druga nieostrość podziału jest taka, że pewne elementy można uważać zarówno za glify jak i za obrazy. Podkowa w heraldycznej tradycji uważana była za obraz i rysowana na podobieństwo tego kowalskiego wyrobu, dla naszych celów jednak wygodnie będzie zaliczyć ją do glifów. Po trzecie, są - w Polsce bardzo nieliczne - herby bez "przedmiotu" w godle, gdzie za godło wystarcza podział tarczy na pasy lub w inne geometryczne figury. Przypadek ten, częsty na zachodzie Europie, u nas i dla naszych rozważań można pominąć, a herby tak budowane uznać za obcy import.

*
Pomian (z katedry w Łowiczu)
*
Bogoryja (herb miasta Grodziska Maz.)
*
Szembek (katedra w Łowiczu)

Gwoli rozeznania: poza herbami, glifami są litery naszego alfabetu, chociaż Fenicjanie, którzy wynaleźli prototyp wszystkich zachodnich alfabetów, jeszcze w literze "A" - alef - widzieli obraz głowy wołu, a w literze "M" - mem - obraz fal wody. Astrologiczne znaki planet są glifami, ale (z tej samej szuflady) znaki zodiaku są rysowane na oba sposoby, bo znak Raka można zaznaczyć glifem podobnym do "69" albo narysować obrazek raka lub kraba. Itd. Innymi glifami są "charaktery" chińskiego pisma, chociaż w wielu można jeszcze dopatrzyć się obrazów przedmiotów, od których zostały dawno temu utworzone. Glifem jest zatem coś narysowanego, co jest układem umownych kresek.

Od glifów należy odróżnić piktogramy. Piktogram jest glifem, ale nie każdy glif jest piktogramem. Glif jest piktogramem wtedy, gdy ma znaczenie i tym znaczeniem jest przedmiot, którego uproszczonym rysunkiem jest ów glif. Wiele komputerowych ikon jest piktogramami i na pewno masz je w tej chwili przed sobą na ekranie. Glif podobny do nożyczek na przycisku operacji "wytnij" jest piktogramem, ale glif litery "A" piktogramem nie jest. (Przepraszam: glif "nożyczki" byłby piktogramem, gdyby oznaczał nożyczki. W belce programu Word znaczy jednak "wytnij kawałek tekstu" jest więc wyższa fazą rozwoju - jest ideogramem.)

*
Glify w programie Microsoft Word

Polski herbozbiór różni się od zachodnioeuropejskich tym, że o ile tam przeważają (konwencjonalne) obrazy, to u nas liczne są glify - tam rzadkie. Można przyjąć, że gdy herby były u nas tworzone, brano za początek rodzime glify, którym (i nie wszystkim) nadawano postać zachodnich (więc za wzorzec służących) obrazów. Nasze i zapewne starsze i należące do słowiańskiego dziedzictwa kulturowego glify interpretowano wówczas na nowo jako piktogramy przedmiotów i przerysowywano na nowo jako obrazy. Domyślamy się, że taki był początek namolnie powtarzających się w polskich herbach podków, strzał i mieczy (które dalej będę zaliczać do glifów), choć niektóre glify pozostały glifami: to na przykład te, które w opisach herbów nazywane są rogaciną (rozwarta strzałka), toczenicą (koło) lub połutoczenicą (półkole). Za glify należy też od początku uznać krzyże, bo choć uważane za obrazy, będzie to zawsze obraz przedmiotu symbolicznego, więc urobionego od - przecież - glifu.

Plan jest więc taki, żeby z godeł polskich herbów wybrać glify, a także te godła, które pozornie glifami nie są, zinterpretować jako glify, o ile tylko jest to prawdopodobne. Następnie uzyskany w taki sposób zbiór glifów spróbujemy związać z jakimiś ideami, które one mogły reprezentować w czasach przedheraldycznych, więc w końcu pogańskich i archaicznych.

Oto lista herbów, które będą przydatne w tym postępowaniu:

Otwórz spis herbów pod tym linkiem

Są to polskie herby należące do ich najstarszej średniowiecznej warstwy, a więc w pewnym sensie oryginalne. Dla zachowania tej oryginalności pominięte zostały herby z formalnej nobilitacji, które przez to podejrzane są o wymyślenie, a nie pochodzenie z tradycji. (Choć wymyślający śmiało mogli czerpać z tej samej tradycji!)

Do zbioru dołączymy niektóre herby po-średniowieczne, więc renesansowe, pierwszy raz zaświadczone dopiero XVI wieku, kiedy już rycerstwo stało się szlachtą, a herb z jego godłem nie służył identyfikacji rycerza w bojowym szyku, lecz był prestiżowym "logo" rodzinnym. Wykazują one jednak podobne cechy, co ich bracia średniowieczni: [widoczne pod tymże linkiem, co wyżej.]

Pozostając na obrzeżu naszego tematu, z różnych powodów pomocne też będą herby niekoniecznie będące glifami bądź odchodzące od spodziewanych wzorów: [widoczne pod tymże linkiem, co wyżej.]


Moc środka

Śladem, którym ruszymy w zamiarze rozszyfrowania herbowych glifów, jest idea środka, centrum. Dawne społeczności tak budowały swój kosmos, czyli świat uporządkowany, żeby żyć w pobliżu jego środka. Do tej pory pewne cechy dawnych symbolicznych środków świata zachowały stolice. Stołeczna środkowość Moskwy, Paryża, Londynu, Budapesztu... (Warszawy jednak dużo skromniej) rzuca się w oczy na mapach lub widokach z kosmosu, a to przez wyprowadzenie z nich niby promieni linii kolejowych i szos. W Polsce, jak wspominają Tomiccy, o przynajmniej kilkunastu miejscowościach lud opowiada jako o środkach świata. Sam z rodzinnego przekazu znam takie gadki o Kiernozi, miasteczku pomiędzy Łowiczem a Płockiem. Środek świata był pojęciem tak politycznym jak sakralnym. Tu rezydowała święta moc, najlepiej jeśli zlokalizowana w świątyni lub choćby w świętym miejscu, może też w leśnym uroczysku lub świętym drzewie, źródle, górze, kamieniu, kamiennym kręgu. Ów środek ziemi, świata ludzkiego, pozostawał w związku z niebem, światem bóstw. A że niebo ma swój środek: tam, gdzie przechodzi oś dobowego obrotu, w naszej epoce w pobliżu Gwiazdy Polarnej, kolejnym wnioskiem było, że w tym miejscu niebo i ziemia łączą się poprzez oś niebios. Ta oś nieba w wierzeniach jest materialna i wyobrażana jest jako drzewo (drzewo kosmiczne), wieża (np. wieża Babel) lub góra - Łysa Góra (czyli świetlista: "łysy" pokrewne łac. lux, gr. leukos), Jasna Góra lub Szklana Góra. Jasność kosmicznych gór pochodzi stąd, że jako sięgające nieba mają one udział w jego świetlistości.

Duchowa moc zamieszkująca środek stanowiła o tożsamości społecznej grupy: rodu, plemienia, księstwa. Gdzie słabła, zanikała i była szarpana wpływami wrogów, tam kończył się teren danej społeczności i kończył się przyjazny świat, w którym dało się żyć. Z tego wynika, że pilnym zadaniem było wydelegowanie, wyniesienie tej mocy na obrzeża terytorium, na jego granice i warto było mieć na to symboliczne sposoby. Granice wzmacniała nie tylko czujność uzbrojonych i wiernych strażników, ale i symbole mocy środka. Po drugie, nigdy nie zaszkodziło umieszczanie znaków tej mocy wewnątrz terytorium, choćby po to, by przypominały ludziom i duchom o panującym tu porządku. Po trzecie, w razie wyjścia na zewnątrz - typowo podczas wojny - należało mieć symboliczne przedstawienie mocy centrum ze sobą. Wśród autorów piszących o herbach panuje zgoda, że godła herbów polskich w dużej części pochodzą od starszych odeń znaków własnościowych. Jak widać, najskuteczniejsze te znaki były, jeśli zamieszkiwała je (w myśl tego, co powiedziane powyżej) moc środka. Dlatego należy się spodziewać, że owe znaki własnościowe nie były dowolne, lecz przeciwnie, były znakami, w których moc środka - moc sakralna - zamieszkiwała. Tak jak dziś zamieszkuje w krzyżu, tak zwanym łacińskim, który dlatego jest wieszany w szkołach i polskim parlamencie, dla zaznaczenia zamiaru zawłaszczenia tych miejsc przez współczesne "plemię" zorganizowane w Kościół. Z tego, co powiedziane powyżej wynika, że znaki reprezentujące moc środka które wycinano na granicznych drzewach lub słupach i te, które niesiono na bojowych chorągwiach czy którymi znakowano broń i tarcze, z zasady powinny być te same lub być wariantami tej samej symboliki. Takimi znakami były hipotetyczne poprzedniki szlacheckich herbów.

Co powinien przedstawiać graficzny symbol świętego środka świata? Najprostsza odpowiedź brzmi: środek. Szukając wyobrażeń środka i aluzji do środka, odkryjemy, mam nadzieję, prawdopodobne pierwotne znaczenia herbowych glifów.


Trzy i potrojenie

Jak narysować środek, zależy od tego, na czym rysujemy i jakie sposoby mamy do dyspozycji. W przypadku "przestrzeni jednowymiarowej", to znaczy wtedy, kiedy cokolwiek możemy kłaść tylko w jednej linii, ideę środka wyraża potrojenie przedmiotu. Zbiór trzech elementów ułożonych jeden przy drugim jest najmniejszym, w którym jest element środkowy. Dwie rzeczy po bokach są na skraju, trzecia, środkowa, stanowi ów tak cenny mistyczny środek. Ta zasada była intensywnie stosowana w herbach, a zapewne i w słowiańskich pra-herbach. Obszerniej pisałem o tym w artykule z maja 2006. Trzy wręby czynione siekierą na granicznych drzewach dały (jak się uważa) początek herbowi Korczak, pobocznie zwanemu Wręby. Glif tego herbu w zasadzie tworzą trzy poziome kreski, a tylko kompozycja tarczy herbowej każe kolejne ku dołowi rysować krótsze. To jest egzemplarz najprostszy, gdzie same elementy trójki nie są znaczące. W kolejnych herbach potrojony jest raczej pewien przedmiot. W godle Doliwy są to trzy róże, Dryja ma trzy "kamienie" heraldyczne, Godula trzy lilie, Gryzima trzy lisy, Grzymała mur z trzema wieżami, Kiczka trzy łańcuchy lub sznury z węzłami, Korczbok trzy ryby, Kromno trzy wieże, a w herbie Zerwikaptur (jak wiedzą wszyscy czytelnicy Sienkiewicza) widnieją potrojone kozie głowy.


Jedno pomiędzy dwoma

Tarcza herbu, a także realna powierzchnia przedmiotów pozwala na większą swobodę wyrazu. Kolejnym sposobem będzie wyróżnienie owego środkowego elementu, odróżnienie go od dwóch pobocznych. W ten sposób dochodzimy do konstrukcji "jedno pomiędzy dwoma po bokach". Tak stworzony rysunek zwykle ma symetrię dwuboczną ze środkowym elementem na osi tejże symetrii. Nie zgadując jeszcze, co mogą znaczyć poszczególne składniki, dostrzeżmy tę symetrię w kolejnym szeregu herbowych godeł-glifów.

Groty
*
Kownia 1
*
Kownia 2
*
Płonia
*
Czawuja
*
Cholewa
*
Kopaszyna
*
Ostoja 1
*
Ostoja 2
*
Belina
*
Promnic 1
*
Promnic 2
*
Przeginia
*
Sas 1
*
Sas 2
*
Łada 1
*
Łada 2
*
Łada 3
*
Łada 4
*
Zwągrody
*

Generycznym czyli mającym tę własność jakby w pigułce, w skrócie, jest herb Groty. Są w nim rysowane trzy tytułowe groty, a raczej całe strzały łuczne bez bełtów, przy czym strzała środkowa jest większa, a dwie poboczne odchylone od niej. Łudząco podobny doń jest herb Kownia, zwłaszcza w jego prostszej i zapewne wcześniejszej postaci, i prawdopodobnie oba herby rozwinęły się z tego samego glifu-przodka w wyniku innej w obu przypadkach interpretacji glifu jako przedmiotu, tu, jak często w rycerskich herbach, jako uzbrojenia. Trzy kreski-strzałki u Grotów zinterpretowano jako strzały, te same kreski lub strzałki, lub może jeszcze coś innego, u Kowni, odczytano jako miecze.

Zarazem oba herby są ilustracją zasady przydatnej i regularnie tu stosowanej w deszyfrowaniu (a może wręcz "dekonstruowaniu"?) herbowych glifów. Mianowicie kiedy dwa rysunki (tu: godła herbów) różnią się tylko jednym szczegółem lub cechą, to wnioskujemy, że oba pochodzą od wcześniejszej wspólnej fazy i rozwinęły się właśnie przez owo zróżnicowanie. Prawdopodobne jest też, że tamta wcześniejsza faza nie była żadną z postaci potomnych, czyli "przodkiem" było coś różnego od obu. Stosując tę zasadę do obu herbów wnioskujemy, że wspólnym przodkiem Grotów i Kowni-1 był glif złożony z trzech podobnych do siebie, stojących kresek, które miały zaznaczony swój górny koniec, a środkowa z nich była większa-dłuższa. Mając w umyśle ten wzorzec wyszukajmy dalsze herby, które mogą pochodzić od tego przodka. Znajdziemy taki, jeśli dopuścimy jeszcze jeden element: że te trzy kreski z czubkami mogą opierać się na wspólnej "podstawce". Zresztą taka podstawkę w kształcie półksiężyca dorysowno i u Kowni, w wariancie Kownia-2, gdzie boczne miecze dostały jeszcze po gwieździe u góry przez co cały rysunek się skomplikował, nie zmieniając jednak swojej pierwotnej symetrii. Jest czwarty przykład: trzy "ćwieki" oparte na "półpodkowie" budują herb Płonia, i tak jak poprzednio środkowy ćwiek jest trochę wyższy, a poboczne odchylone odeń.

Pomijając dalsze drobiazgowe porównania wyliczę tylko, że symetrię "jedno pomiędzy dwoma po bokach" mają jeszcze herby: Belina i Czawuja (krzyż lub miecz pomiędzy podkowami), Cholewa (jak poprzednio, ale pomiędzy "klamrami oblężniczymi"), Kopaszyna (krzyż pomiędzy krzywaśniami), Ostoja (krzyż pomiędzy półksiężycami), Promnic (strzała między gwiazdami lub pierścieniami-toczenicami), Przeginia (miecz między półksiężycami), Sas (jak Promnic, tylko półksiężyc niżej) i Zwągrody (łatwiej zobaczyć niż opisać). Powyższe rysunki poddamy w dalszym ciągu opisanej "redukcji od-rozróżniającej", jako że jawnie widać w nich pochodzenie od wspólnych przodków. Uwaga: nie wyliczałem tu herbów, mających glify raczej jednolite z symetrią dwuboczną, bo to trochę co innego. Takimi są np. Abdank, który sam jest figurą dwubocznie symetryczną, albo Ulima, Pobog, Nowina i mnóstwo innych.

Symetrię "jedno pomiędzy dwoma" możemy poszerzyć na przypadek, kiedy elementy boczne nie tylko są swymi zwierciadlanymi odbiciami, ale mają jeszcze dodatkową różnicę i podobieństwo zarazem. Tak mamy u Łady, w wariantach godła nr 1 i 4. Łada-4 jest niemal identyczna z Płonią, ale każdy z trzech "patyków" jest inny. Środkowy jest zakończony krzyżem, a z pobocznych jeden ma u góry strzałkę, drugi, odwrotnie, widełki. U Łady-2 zaprzestano zaś rysowania całych "patyków", zostawiając tylko rysunki ich głowic - jak vau, plus i lambda.

Mimo pokazanej komplikacji, pozostaje w mocy ogólna zasada, że poboczne elementy w powyższych przypadkach służą wyeksponowaniu elementu środkowego, tak by całość tym wyraźniej promowała ideę środka i centralności.


Koło i oś

Kuczaba
*
Becz
*
Zyrzawa
*
Chorąbała
*
Osoryja
*

Chyba najbardziej odruchową odpowiedzią na pytanie, jak symbolicznie na płaszczyźnie dać wyobrażenie środka, byłaby: narysować koło i zaznaczyć jego punkt centralny lub oś! W herbach też to zostało zastosowane, choć nigdzie w ów generyczny sposób. Najbliższy temu ideałowi jest herb Kuczaba, w którym jednak koło ze środkiem interpretowano, chyba od początku, jako obraz koła młyńskiego z otworem na oś, czyli "paprzycą" (Paprzyca i Ruchaba to inne nazwy tego herbu) i rysowano w perspektywie, tak by zaznaczyć grubość kamiennego koła. Obracające się żarna były, zapewne od magicznych neolitycznych prawieków, modelem kosmosu, gdzie górny ruchomy kamień przedstawiał podobnie obracające się niebo, dolny zaś podatną na jego wpływy ziemię. Trzy widoczne elementy: górny czynny kamień, bierny dolny i szczelina wypełniona tartym ziarnem składa się na archaiczny trójpoziomowy szamański jeszcze wszechświat. Wiąże się to ze starym słowiańskim (także irańskim) wierzeniem, że niebo w istocie zbudowane jest z kamienia. W żarnowym modelu paprzyca odpowiada osi świata, zaznacza więc punkt przyłożenia świętej mocy, co uzasadnia jej użycie w roli znaku środka świata.

Obracanie się nieba widziano także w obracaniu się kół. Od żaren niedaleko do bardziej cywilizowanego urządzenia: młyna wodnego i faktycznie w herbie Becz (zaginionym w XV wieku) widnieje koło wodne z nabierakami. Koło to ma sześć szprych, ale nabieraków dwanaście, liczba miesięcy księżycowych w roku.

Trzy sześciopromienne koła, ale już raczej wozowe, nie młyńskie, ma herb zwany Zyrzawa, identyczny z późniejszym (od XVI w.) herbem Bersten. Takie samo koło pojedyncze i z osadzonym ("zaćwieczonym") na szczycie krzyżem, ma zaginiony w XV w. herb Chorąbała. Jakby jego echem jest Osoryja, gdzie kołu brakuje jednego "dzwona" i w tę szczerbę dopiero wstawiony jest krzyż; starsza wersja herbu pokazuje jego możliwą ewolucję, o czym później. Do sześciokrotnej obrotowej symetrii wrócimy przy jednym z następnych motywów.

Przy okazji wspomnianych tu kamiennych narzędzi młyńskich wspomnę o znanym do dziś użyciu kamienia jako znacznika i strażnika granic. Spotkałem się z tym w ośrodku hinduistycznym mieszczącym się na górze nad Lancokoroną. Symbolem sakralnego środka jest w kodzie tej religii obły kamień lub kamienny słup, kojarzący się z fallusem obraz boga Śivy. Jego emanacją-strażnikiem danego miejsca i czasu jest słoniogłowy (spotęgowana w trąbie falliczność?) Ganeśa, malowany na kolor cynobrowy. Gospodarz ośrodka wydelegował owe centralne symbole mocy na granice swego terenu, stawiając przy bramach w ogrodzeniu "strażników": obłe kamienie pomalowane na cynobrowo. Biorą one kształt z jednego symbolu centrum i kolor z drugiego. Ci strażnicy najwyraźniej działają! Co można poznać po tym, że ogromna większość ludzi idących tam popularnym szlakiem na szczyt wzgórza zwyczajnie aśramu nie zauważa, a także nie notowano żadnych naruszeń terenu, choć wejścia zwykle są otwarte. Podobnie wyobrażam sobie działanie wynoszonych na zewnątrz - delegowanych - symboli sakralnej mocy dawnych słowiańskich terytorialnych wspólnot - plemion lub rodów, których dziedzicami były średniowieczne rody rycerskie. Zgadujemy, że takie znaki były początkiem właściwych herbów.

Do typu "koło ze środkiem" należy herb Słońce (nazwa umowna, nie notowana w źródłach), też zaginiony w końcu średniowiecza, który przedstawiał coś jak tarczę słoneczną z promieniami lub płomieniami, ale czarną! i ze srebrnym środkiem niby otworem.

Słońce
*
(nieznany) "kołokrzyż"
*

Wśród zaginionych, wraz z nazwą, średniowiecznych herbów, jest też przedstawiający koło z wpisanym krzyżem, a więc krzyż w kole lub koło podzielone na cztery części, w tabeli wymieniony umownie jako "kołokrzyż". Koło podzielone na krzyż jest znakiem wybitnie archaicznym, pojawiającym się jako jeden z pierwszych śladów ludzkiej ręki jeszcze w paleolicie i odnawiający się wciąż wytrwale, dziś choćby jako (lubiany w pewnych kręgach i nielubiany w drugich) krzyż celtycki.


Trzy promienie ze środka

W pierwszej chwili dziwi, że znak koła podzielonego na czworo - na krzyż, był tak rzadki w polskich herbach: wystąpił tylko raz i szybko zniknął, jednak wydaje się, że to skutek nie szaleństwa lecz metody. Widzenie świata jako kręgu, "koliska", koła koniecznie z zaznaczonymi i sakralizowanymi czterema kierunkami (kierunkami kardynalnymi) wydaje się znamienne dla społeczności żyjących na otwartych terenach, jak step lub morze, gdzie wiedza o tym, gdzie jest w każdej chwili wschód i południe była konieczna by dojść, wrócić i przeżyć. Inaczej Słowianie żyli przeważnie w świecie, gdzie horyzont nie był widoczny, a droga w każdym kierunku (i wynikająca stąd konieczność ustrukturowania w umyśle wolnej przestrzeni na czworo) - niedostępna. Ich świat przecinały rzeki, łączące się w sątokach i rozdzielające na odnogi, i podobnie rozwidlające się rozstajne ścieżki w lesie lub moszczone szlaki przez błota. Miejscem nacechowanym, miejscem podejmowania decyzji, nie były punkty pod niebem wobec nieskończonego horyzontu, lecz rozstaje i sątoki, gdzie w węźle łączą się trzy szlaki. Ponownie pojawia się tu liczba trzy i znów w roli znamienia środka. Moszyński uogólniając wspomina, że Słowianie należeli do tej strefy świata, gdzie święta liczbą była przede wszystkim trójka (także siódemka i dziewiątka) - w odróżnieniu od ludów czczących czwórkę, jak Indianie Północnej Ameryki. (Światowid ze Zbrucza, patrzący w cztery strony świata, zatem świadczący o sakralności czwórki u Słowian, pochodzi jednak i chyba nie przypadkiem, ze słowiańsko-tureckiego pogranicza.)

Chocimierski
*
Grabie
*
Trzywdar 1
*
Trzywdar 2
*
Trzywdar 3
*
Szaława
*

W tym duchu zaznaczeniem środka będzie figura mająca środek, z którego wychodzą symetrycznie trzy linie co 120 stopni. Za heraldyką, gdzie mówi się o przedmiotach ułożonych "w roztrój", nazywajmy ją roztrojem. Generyczny byłby tu glif złożony z trzech obojętnych kresek lub patyków, ułożonych w ów roztrój, ewentualnie osadzonych na środkowym kole, wpisanych w koło lub dzielących koło. (Tak wygląda logo Mercedesa!) Wśród polskich herbów takiego glifu wprawdzie nie ma, ale jest jeden bardzo temu bliski. W herbie Chocimierskich (notowanym przez Paprockiego w 1575 roku, więc późno; czyżby ta rodzina wraz z herbem wygasła, bo z późniejszych czasów o herbie nie słychać?) ze środkowej toczenicy-pierścienia promieniście wystaje troje grabi. Ten kształt natychmiast odsyła do średniowiecznego (od 1398) herbu Grabie, gdzie owo narzędzie stoi pojedynczo i pionowo "rosochą" do góry. Kusi przypuszczenie, że zrazu był to schematyczny rysunek drzewa, żartobliwie nazwany grabiami. Zapewne istniała pamięć, że owo drzewo stało na górze lub na środkowej z trzech, ponieważ w renesansie tak właśnie, dość groteskowo zaczęto ów herb rysować: jako grabie stojące na środkowej górze, niby podwójny krzyż w emblemacie Wyżnych Węgier, dziś Słowacji. Dalej ten ciąg odsyła nas do koncepcji świętej góry, lecz o niej później.

Tę symetrię, lecz z bardziej złożonym rysunkiem znajdujemy w herbie Trzywdar, rysowanym trojako. Są tam trzy krzyże w roztrój, pomiędzy którymi gwiazdy. Rysunek ten ma jednak uszkodzoną symetrię, ponieważ w jednym wariancie dolny krzyż nie ma połowy poprzeczki, w drugim brakuje górnej gwiazdy. (Trudno czymkolwiek uzasadnić te ubytki.) Trzecia wersja jest symetryczna, ale tam nad roztrojem rysowana jest podkowa, co znów (jak wszystkie podkowy) odsyła do świętej góry.

Gdy porównany Trzywdar z Chocimierskim, ujawnia się zastępstwo i wymienność grabi i krzyża, z czego wniosek, że oba te znaki są wariantami dawniejszego trzeciego i wywodzą się z piktogramów drzewa, które w tym kontekście nie może być czymś innym niż drzewem kosmicznym, wyznaczającym środek i oś świata. Potrojenie tego drzewa tym silniej wskazują na jego centralność. Tu warto przypomnieć, że przez całe dzieje chrześcijaństwa krzyż był utożsamiany z drzewem, które było przedstawiane także jako żywe, ulistnione i kwitnące; było więc łatwo chrześcijańskim dziedzicom zastąpić święte drzewo przodków czczonym przez siebie drzewem-krzyżem.

W tej serii zdumiewa herb Szaława (nazwa pisana także Salawa), gdzie są (jak u Trzywdara) trzy krzyże w roztrój w powiązaniu z kołem (niby grabie Chocimierskiego) ale wnicowane do środka tego koła! Zarazem koło, drzewo-krzyż i trójkrotność zostały użyte dla zaznaczenia środka, przy czym jeszcze weźmy pod uwagę, że krzyż (a także drzewo) są z racji swego kształtu skierowane do góry - krzyż i drzewo "pną" się przecież wzwyż, nie zaś opadają w dół - więc w znaku Szaławy dodatkowo, jako czwarty już wskaźnik wskazują na centrum. Ciekawa jest tu legenda herbowa, o której dalej.


Trykwetr czyli potrójny wir

Jak ramiona krzyża bywają zawirowane, tworząc swastykę, tak zawirować można ramiona roztroju, czyniąc z niego trykwetr. Zawarta w trykwetrze (jak i w swastyce) sugestia ruchu wirowego oznacza, iż znak ten wskazuje na środek, wokół którego wszystko się obraca; owa kosmiczna oś tym bardziej jest naładowaną "mocą" centralności. Wirujące kształty jak swastyka i trykwetr, a także układ sześciu haczyków (np. z prehistorycznej Kaliforni, kiedyś użyłem go jako logo mojego wydawnictwa) były typowo używane na oznaczenie Słońca, zapewne dla zaznaczenie tego, iż nasza dzienna gwiazda pozostaje w nieustannym obrotowym ruchu.

Rola
*
Złota Goleń
* (Drogomir)
Trąby
*
Kroje
*
Cielątkowa
*

Czysty glificzny trykwetr nie występuje w polskim herbozbiorze, zawsze jego ramiona są ukonkretnione. (Ale był wśród tamg Sarmatów, umieszczany także na broni z Kultury Przeworskiej, więc przez Wandalów.) W herbie Rola są to trzy ostrza kos, których wspólny środek podkreślono heraldyczną różą - jest jednak niemal oczywiste, iż w ten sposób dawny artysta rozwinął surowy rysunek trzech złączonych łukowych kresek. Drugi wzór mamy w herbie Złota Goleń (jako pieczęć pojawia się na Śląsku w 1297), gdzie w trykwetr ułożone są trzy nogi zbroi. (Taka noga pojedyncza jest w klejnocie herbu Nowina, którego główna część, godło, wygląda całkiem inaczej.) W herbie Trąby ten sam wzór tworzą trzy trąby. Rozwinięcie trykwetru znajdujemy w herbie Becz, gdzie łopatki koła wodnego mają wygląd łukowych kresek, jest ich cztery razy trzy i wraz z kołem sugerują ruch obrotowy. Czy istotny jest kierunek obrotu lub zagięć ramion, rysowany bądź w lewo, bądź, rzadziej chyba, w prawo? Nie wiadomo.

Rola (trykwetr z trzech kos) stoi blisko później w źródłach odnotowanych Krojów. Różnica jest taka, że podczas gdy u Roli wszystkie kosy są zgięte w lewo, to u Krojów jedna w lewo, dwie w prawo. Symetria trykwetru gubi się, ale oto powstaje coś innego: dwa górne łuki kos z daleka wyglądają jak połówki naczynia lub rogi półksiężyca; pojawia się nowa symetria. Pełny wynik tego przekształcenia mamy w zdumiewającym herbie Cielątkowa (znanym od 1399, zawołanie Kucza), gdzie u góry jest poziomy księżyc niby misa, z gwiazdami u rogów (jak w Sasie ale bez strzały), dołem zaś wyrasta zeń trzeci róg jakby jeszcze jednego księżyca, też z gwiazdą. Niesamowity znak, niby z halucynacyjnej wizji! Ale zapewne wyprowadzono go z przeinaczanego trykwetru.

* Wspomnijmy tu jeszcze mający coś z trzykrotnej symetrii dziwny (i chyba wygasły) herb Piotrowskich, gdzie trzy krzyże, skierowane w trzy strony świata wiją się jakby na giętkich wiciach. Podobny herb istniał w Czechach lub Austrii i tam rysowano go dosłownie jako łodygi zakończone nie krzyżykami, ale heraldycznymi liliami.


Podkowa jako góra

Natrętne powtarzanie się rysunku podkowy w polskich herbach wręcz nudzi i złości! Jakby przodkom brakło twórczej weny. To natręctwo wskazuje jednak, iż wielokrotnie, w różnych miejscach i środowiskach, usiłowano zaszyfrować lub "unowocześnić" poprzez ten zabieg pewien graficzny element, z którego mimo zmiany epoki i przyjęcia nowej religii oraz europejskich nowych mód, nie chciano rezygnować. Musiał być to symbol zbyt bliski sercom słowiańskich arystokratów, by zgodzili się o nim zapomnieć. * Kluczem wydaje się tu rysunek herbu Dąbrowa Trzecia. (Nie jestem tu oryginalny i w dużym stopniu powtarzam pomysły Cetwińskiego-Derwicha.) Godło tego herbu, jeśli rozumieć je dosłownie, jest absurdalne! Widnieje w nim bowiem podkowa, "czołem" skierowana ku górze, na niej zatknięty jest krzyż, a dwa mniejsze krzyże po bokach "zaćwieczone" są na hacelach. Nikt nie podkuwa koni krzyżami, toć to świętokradztwo!, ani też nie słyszałem, by gdziekolwiek do jakichkolwiek celów budowano takie instalacje-dekoracje z realnych, nie w herbach malowanych przedmiotów. Wniosek taki, że herb Dąbrowa (i kilkadziesiąt podobnych) stworzono przez przekształcenie i konkretyzację glifu, który istniał już uprzednio i posłużył za wzorzec, a znaczenie miał nic nie mające wspólnego z podkową.

Krzyż był drzewem, lub został rozwinięty ze starszego piktogramu drzewa - który zresztą bywał, dosłownym, krzyżykiem. Miewał także więcej niż dwie gałęzie (skąd wieloramienne krzyże Pilawy, Lisa, Prusa, Świszczowskich), lub miał gałęzie skierowane w dół - w jodełkę (skąd "rogaciny" jak u Bogoryi, Bieliny I, Dąbrowy I, Kościeszy, Mądrostek...), miał zaznaczone wierzchołki lub korony tego drzewa (skąd potrójny wierzchołek sosny u Godzięby), dalej przekształcał się heraldyczną ostrzew (Nieczuja, Korwin), w strzałę (Promnic, Sas), a nawet w grabie (u Grabi i Chocimierskich). Cetwiński i Derwich uogólniają tak: "Wszystkie te herby przedstawiające miecze, krzyże, włócznie i strzały da się sprowadzić do schematu symbolizującego Ziemię jako górę lub nieckę z jednym lub trzema drzewami wspierającymi niebo, lub też Wszechświata jako drzewa trójdzielnego."

Za pochodzeniem podkowy od góry przemawia to, iż istnieją pary herbów, gdzie w jednym jest podkowa, w drugim zaś prostszy kształt "połutoczenicy" czyli półkola, więc nie pretendujący do przedstawienia konkretnego przedmiotu. Zamiast góry bywa też półksiężyc wypukły ku górze i inne rysunki, o których dalej. Mamy więc odpowiednie serie: Pobog (krzyż na podkowie) - Zienowic (krzyż na połutoczenicy) - Trzaska (krzyż na półksiężycu), to samo w jednym z framentów złożonego godła Zbaraskich - Jałowicki (krzyż na klamrze, jeszcze jeden obraz góry).

Pobog
*
Zienowic
*
Trzaska-2
*
Jałowicki
*

albo: Drogosław (rogacina z poprzeczką, na połutoczenicy) - Ogon, wariant 2 (rogacina na połutoczenicy) - Zagajewski (rogacina na podkowie) - Zamłyński (rogacina na podkowie i krzyż wewnątrz).

Drogosław
*
Ogon-2
*
Zagajewski
*
Zamłyński
*

Zbierając, obserwujemy długą serię godeł, gdzie obrócona przodem w górę podkowa lub połutoczenica (lub coś jeszcze innego) reprezentuje górę, na której "rosną" znaki reprezentujące drzewo, dwa drzewa (wtedy jedno rysowane wewnątrz czyli na tle góry) lub trzy drzewa:

Dąbrowa III
*
Jastrzębiec war. 2
*
Kołmasz
*
Kornic
*
Lubicz
*
Łada, 1
*
Łada, 4
*
Odrowąż
*
Ogon
*
Płonia
*
Pobog
*
Puchała
*
Ślepowron
*
Trzaska-2
*
Ulina
*
Zagroba
*
nn. 'sama podkowa'
*
Jałowicki
*
Korybut
*
Krzywda
*
Ostrogski-2
*
Ostrogski-3
*
Trojański
*
Trzywdar-3
*
Zagajewski
*
Zamłyński
*
Zbaraski
*
Zienowic
*

Dąbrowa III (drzewo-krzyż na szczycie, dwa u podnóża) - Jastrzębiec, war. 2 (jedno drzewo-krzyż na tle góry-podkowy) - Kołmasz (podkowa podwojona) - Kornic (drzewo jako krzyż "T", góra jako podstawa schodowa) - Lubicz (góra-podkowa, jedno drzewo-krzyż na szczycie, drugie na tle) - Łada (trzy drzewa jako krzyż i strzały, góra jako podkowa lub wycinek łuku-toczenicy) - Odrowąż (drzewo-rogacina na podstawie mogącej reprezentować górę) - Ogon we wszystkich wariantach - Płonia (trzy drzewa-ćwieki na górze-połutoczenicy) - Pobog (krzyż, podkowa) - Puchała (krzyż z dodatkowym ramieniem, podkowa) - Ślepowron (jak Puchała, ale jeszcze ptak na krzyżu) - Trzaska-2 (krzyż na półksiężycu) - Ulina (krzyż, ale góra jakby podwojona) - Zagroba (miecz, podkowa) - (herb nieznanej nazwy gdzie sama podkowa) - Jałowiecki (krzyż, klamra) - Korybut (krzyż potrójny, półksiężyc) - Krzywda (pół krzyża i krzyż, podkowa) - Ostrogski war. 2 i 3 - Trojański (drzewo-"ćwiek", góra-połutoczenica) - Trzywdar war. 3 (krzyże w roztrój na tle góry-podkowy) - Zagajewski - Zamłyński - Zbaraski - Zienowic.

Oczywiście, nie można wykluczyć, że niektóre z tych herbów powstały w późnych czasach, kiedy znaki krzyża, strzały i podkowy nie znaczyły już nic ponad konwencjonalne wyznaczniki herbowego dostojeństwa i były kombinowane dowolnie. Jednak nadrzędna zasada symetrii działała nawet wtedy, co poznać po tym, iż nikt z herbowych "wynalazców" nie umieścił na podkowie dwóch krzyży jeden obok drugiego ani nie przekrzywił podkowy na ukos, jakby dbając by jednak zachowała podobieństwo do zapomnianej już przecież góry.


Góra i oś

W kilku herbach można dopatrzyć się prób przedstawiania idei środka na dwa zarazem sposoby: jako połączenie dwóch widoków. Jednym jest koło z zaznaczonym centrum lub roztrój, a więc szkic świętego środka jakby widzianego z góry. Drugim jest podkowa-góra albo drzewo, więc widok na święte centrum z boku - okiem ludzkim, nie z lotu ptaka. Tak jest w herbach: Chorąbała (krzyż i koło) - Osoryja (krzyż wystający z osi koła, które w tym miejscu ma ubytek; ale to może być zaledwie wymóg graficznego przedstawienia!) - Trzywdar-3 (krzyże w rozstrój i ponad nimi (sic!) podkowa) - Łosiatyński (w kole krzyż, więc układ jakby krzyża celtyckiego, na tym strzała) - Miernik (koło z czymś w środku, co mogło być paprzycą, jak u Kuczaby, na tym krzyż).

Chorąbała
*
Osoryja
*
Trzywdar-3
*
Łosiatyński
*
Miernik
*


Góra jako oś świata: rozbudowa motywu

W kolejnych herbowych glifach obserwujemy piętrzenie elementów wskazujących na osiowość oznaczanego przez nie miejsca i tym dobitniej wyrażających ideę osi-centrum. Sam szkic góry i drzewa na niej nie wystarcza, elementów przybywa.

* W godle Beliny drzewo-krzyż kierujące się ku górze znajduje się pomiędzy trzema górami-podkowami. Jeśli nie jest to tylko późna pusta heraldyczna kombinacja, to może to być przekształceniem rysunku przedstawiającego drzewo-krzyż na środkowej z trzech gór (potrojenie dodatkowo podkreśla ideę środka; tak w godle Wyżnych Węgier, dziś Słowacji), albo zamienieniem w podkowy jakichś elementów pobocznych, analogicznych do klamer u Cholewy lub półksiężyców u Ostoi. Też postać podków przyjęły te poboczne "flanki" u Czawuji.

* U Bożej Woli od dołu idzie ciąg kolejnych symboli środka: półksiężyc (może obraz jeziora lub źródła) - drzewo-krzyż - góra-podkowa - drzewo-krzyż na szczycie.

* Dąbrowa III: jak wspomniano wyżej, prócz środkowego drzewa-krzyża dwa podobne stoją u postawy góry-podkowy.

* Dołęga: drzewo-strzała (znamienne, że dwa warianty glifu nie mogą się zdecydować, czy strzała jest skierowana w górę czy w dół), góra-podkowa, drzewo-krzyż.

* Drzewica: w jednym, z dwóch wariantów tego herbu półksiężyc jest "brzuchem" w górę, czym upodobnia się do góry. Wyżej i niżej są gwiazdy: wątek równoważności drzewa lub jego szczytu i gwiazdy prześledzimy dalej.

* Kołmasz: góra-podkowa, nad nią druga taka, dopiero nad tą drzewo-krzyż.

* Lubicz: to samo co u Dołęgi, tylko nie strzała i krzyż, lecz krzyż niżej i wyżej.

* Łada. Była wymieniana wcześniej; środkowe drzewo-krzyż ma po bokach dwa drzewa-strzały, jedno zorientowane w górę, drugie w dół. [Patrz przypis o łotrach] To godło jest ciekawe przez to, że pokazuje równoważność i wymienność podkowy obróconej przodem w górę i imitującej górę i odwrotnej, wyglądającej jak naczynie. Cetwiński i Derwich zwracają uwagę, że Łada jest jedynym herbem, którego nazwa równa jest imieniu bóstwa z panteonu Długosza.

* Korybut: mamy tu układ podobny do Bożej Woli: w dole gwiazda niby światło odbite w wodzie może markować źródło, wyżej półksiężyc imitujący górę, na nim krzyż z przekrzyżowanymi ramionami, a więc w istocie drzewo kosmiczne o trzech wierzchołkach. (W postaci generycznej znane z Godzięby.)

* Kurcewicz: zawiły monogram lub tamga, która wygląda jak przebijające trzy poziomy świata kosmiczne drzewo syberyjskich szamanów, co podkreślają Księżyc i gwiazda (mogąca być też Słońcem) po jego dwóch stronach; szczegół zarazem ważny dla zrozumienia idei "oflankowania"; analogicznie do Łady.

* Łączyński. Dołem kółko (punkt?) i półksiężyc mogące być obrazem źródła, wyżej potrójna góra, która tu jest spiczasta, nie okrągła, a na niej szczytowe drzewo-krzyż. Łamane linie które wyglądają jak zarys wzgórza, równie dobrze mogą być rozumiane inaczej, np. jako błyskawice bijące ze szczytowego drzewa; byłoby to drzewo piorunowe.

* Mściszowki: jedyny i wyjątkowy herbowy glif, gdzie na półksiężycu-górze są dwa krzyże-drzewa; za to gwiazdy są w "przepisowej" liczbie trzy.

* Ostrogski, wariant 3: konstrukcja podobna do Korybuta i Bożej Woli: w dole półksiężyc-źródło, wyżej półksiężyc-góra, na niej drzewo nie w postaci krzyża lecz strzały-rogaciny.

* Trojański: jak poprzednio, u dołu półksiężyc-woda, wyżej góra-połutoczenica, u szczytu drzewo wyobrażone mniejszościowo nie jako krzyż ani strzałka, lecz jako ćwiek (tau) jak u Płoni.


Ptak na szczycie kosmicznej góry i drzewa

Cztery herby tworzą serię przez element ptaka u szczytu:

*Jezierza (lub Jeziora) ma w godle sokoła przysiadłego na krzyżu, więc w istocie na drzewie-osi. Już w starszych, średniowiecznych realizacjach tego herbu zaznaczano podstawę tego krzyża, jakby pamiętając o wzgórzu, z którego owo drzewo-krzyż wyrasta. Sokół jest czarny, co znaczące. Klejnot (który w tej serii herbów będziemy brać pod uwagę) jest tu nieciekawy: banalne pióra. Za to znamienna jest nazwa herbu, zarazem zawołanie: Jezierza, Jeziora lub Jezioro: jest tu zawarty jakby brakujący element heraldycznego programu, mianowicie zbiornik wodny, w innych herbach rysowany u podstawy kosmicznej góry. Cetwiński i Derwich przedmiotowego ptaka określają nie jako czarnego sokoła, lecz jako "kruka z pierścieniem w dziobie". Tak wyobrażany ptak faktycznie będzie w dalszych herbach. Legenda (ibidem) wiąże początek herbu z Gnieznem, sławnym legendą o orlim gnieździe na drzewie ponad jeziorem.

*Jastrzębiec: zwykle godło rysowane jest jako krzyż równoramienny ("kawalerski") wewnątrz podkowy ustawionej jak naczynie ("na opak"), jednak w wariantach jest też krzyż na podkowie jak góra, ale i krzyż bywa wydłużony i połączony z podkową, co przenosi ten glif do typu Szeligi lub Nowiny. Ptak, tytułowy jastrząb (bo nazwa herbu znaczy "mały jastrząb, jastrząbek") znajduje się w klejnocie. Jest odmiana Jastrzębca, gdzie na hełmie widnieje nie drapieżny ptak, lecz glif identyczny z Dąbrową I lub Lisem: strzałka-rogacina z dwiema poprzeczkami, więc w istocie drzewo kosmiczne o trzech poziomach równych trzem szamańskim światom, triloka, gdy sięgnąć do Indii.

*Niemal komplet atrybutów z tej serii znajdujemy w godle herbu Ślepowron. Od dołu mamy tu podkowę-górę, na niej krzyż-drzewo, przy czym warianty wahają się, czy to krzyż równoramienny "kawalerski", czy łaciński-kościelny; jest i wariant bez krzyża, z ptakiem przysiadłym wprost na ziemi czyli podkowie. Kolejne wahania tyczą barwy ptaka, który bywa bądź srebrny (i wtedy przypomina postacią gołębia), bądź czarny (i wtedy jest nazywany krukiem). W klejnocie ów ptak jest powtórzony i wtedy większy i dokładniej wyeksponowany. Ptak w dziobie trzyma pierścień, który, gdy odwołać się do mitów z tematycznego sąsiedztwa, jest obrazem świata, a jako koło jeszcze raz wskazuje na jego środek. (Vide legenda w przypisie o Mierniku!) Skąd się wzięła nazwa Ślepowron? Tu pozostają domysły. Jest "żywy" ptak tak nazywany, ale od jak dawna i czy aby ów gatunek nie nazwano właśnie od wcześniejszego herbu? Gdyby jednak nazwa i związania z nią identyfikacja ptaka była przynajmniej równie stara jak nazwa herbu, to możnaby spekulować, iż ów ptak, ślepowron będący gatunkiem nocnej czapli, ptak zarazem wodny i nocny, wiodący tajemniczy skryty tryb życia, a jeśli widywany w dzień, to nieprzytomny i oślepiony słońcem niby sowa, grał jakąś rolę w słowiańskiej kosmologii. Miał wszystkie cechy dające mu zadanie psychopomposa, czyli przeprowadzacza dusz na drugą strone Rzeki dzielącej słoneczny i powietrzny świat żywych od nocnego i (pod)wodnego zaświatu, krainy zmarłych. To z kolei predestynuje go być mieszkańcem kosmicznej góry, która jako Szklana Góra była siedzibą dusz, zmarłych i przodków. Ślepowron - ślepy-nocny wron-kruk - jest jak samo miano wskazuje nocnym wcieleniem znanego przewodnika umarłych, kruka. Nazwa systematyczna gatunku brzmi Nycticorax, czyli z grecka 'nocny kruk'. Wahanie co do barwy tego ptaka, czy świetliście srebrny, czy nocnie lub kruczo czarny, też by należało do opisanego archetypu. (Realne ślepowrony są kompromisowo czerniawo-szare grzbietem i białe spodem.) Powtórzmy kolejne piętra: góra - drzewo - ptak - w dziobie jego pierścień. Do kompletu brakuje tylko wody u podnóża: za to ślepowron jest ptakiem wodnym.

*Korwin. Herb w średniowieczu znany, choć mieszany z Ślepowronem. Jeśli pominąć barwy (jak tu zwykle), ustalił się w postaci jakby szczytowej części tamtego herbu: jest sam ptak, wyraźnie nazywany krukiem, co zgadza się z nazwą herbu, od łacińskiego corvinus - 'kruczy' (choć Andrzej Bańkowski kpił sobie, że to rdzenne słowo staropolskie, co brzmiało "kurwin"); trzymający pierścień w dziobie, siedzący na ostrwi lub "pniu naturalnym", więc jakby na kawałku drzewa ze Ślepowrona.

Powyższa seria wizerunków składa się na obraz kosmicznej góry zamieszkałej przez duchy przodków lub inne istoty z tamtego świata, nad którymi czuwa ptak-psychopompos, skupiający swą moc w pierścieniu, mającym kształt koliska świata, więc i dającym władzę nad światem. (Stąd blisko do wielu idei, w tym i do baśni o Szklanej Górze, i do wizji Tolkiena.)


Podkowa odwrócona

W kilku dotąd omówionych herbach podkowa mogła mieć czoło do góry i obrazować górę, jak i czoło w dół ("na opak") i kojarzyć się z naczyniem lub zbiornikiem wody, z samym elementem wody lub z żeglującą po niej łodzią. (Słowo "statek" do dziś znaczy, a przynajmniej znaczyło w mojej rodzinnej wsi zarówno pojazd nawodny, jak i naczynie kuchenne!). W tej roli w godłach podkowę z hacelami do góry zastępują podobnie odwrócone połutoczenice lub półksiężyce, a także, jak zauważymy, wyobrażenia podobne do łodzi. Oto pary herbowych glifów różniące się tylko (lub prawie tylko) orientacją podkowy lub jej zastępników:

Bielina I *Drogosław *
Dąbrowa II *Dąbrowa III *
Drzewica *drugi wariant tegoż herbu *
Jastrzębiec *wariant *
Łada *wariant *
Kownia *Płonia *
Ratuł *Jastrzębiec-2 *, ale i Zagroba *
Trzaska *wariant *
Leliwa *Korybut * (pominąwszy górny krzyż)

Pokazuje to, że zarówno w środku świata dopatrywano się góry z wieńczącym ją drzewem, jak i ziemię (nakrytą pokrywą niebios) wyobrażano sobie na kształt misy, w centrum której wznosi się owo drzewo. Jeden i drugi obraz wskazywał na kosmiczne centrum mieszczące moc.


Krzyżo-księżyc jako obraz Pełni

*
Bełcz, odmiana
W książce Józefa Szymańskiego Herbarz średniowiecznego rycerstwa polskiego (1993) jest narysowana współczesna rekonstrukcja, zapewne z pieczęci, odmiany śląskiego herbu Bełcz. Są to trzy, ułożone w gwiazdę znaną najlepiej z herbu Jelita, osobliwe "narzędzia", mające u jednego końca krzyż lub rękojeść miecza, u drugiego końca zaś półksiężycowe "widelce". Niezależnie jak faktycznie interpretowano te narzędzia i co w tej rycinie widziano, pokazują one wzór o wielkiej sile wglądu. Jest to linia - a w realnej przestrzeni jakiś pręt lub słup - którego jeden koniec jest krzyżem, a drugi półksiężycem. Przedmioty te do dziś są widoczne, umieszczane i odtwarzane w razie zniszczenia - jako szczyty kościelnych wież! Co miałyby oznaczać, właściwie nikt nie wie i to zapewne od bardzo dawna, a mimo to ów wizualny wzór utrzymuje się, chociaż od pokoleń jest właściwie pozbawiony sensu lub raczej jego sens, jeśli jest, to brutalnie przeinaczony. Podobno opowiada się, że na kościołach krzyże stoją na półksiężycach na pamiątkę zwycięstwa nad muzułmańskimi Turkami. Tyle, że stoją i na Pomorzu, gdzie nigdy Turka nie widziano. Krzyże takie typowo mają promienie między ramionami, co upodabnia je do wizerunków Słońca; są to więc krzyże solarne, ulubione zwłaszcza na Litwie, gdzie ustaliły się jako pomost między dawnym kultem Słońca i nowym kultem krzyża, pozwalając chrześcijanom nie porzucać miłych im dawnych rodzimych symboli. Skoro więc stojący na górze krzyż symbolizuje przede wszystkim Słońce, światło i dzień, dalej niebo i to, co górne, wywyższone, to dopełniający go półksiężyc na którym ów krzyż stoi jest symbolem nie tylko Księżyca, lecz także ciemności, nocy, ziemi, wody i całej dolnej sfery chtoniczno-akwatycznej. Krzyż to symbol świata bóstw, półksiężyc świata ludzi. Krzyż nieśmiertelnego trwania, półksiężyc śmiertelnej zmienności. Bieguny tej opozycji dawni Chińczycy nazwali po swojemu yin i yang - tutaj w rysunku krzyżo-księżyca mamy ich połączenie, ich jedność.

Połączenie przeciwieństw znamionuje Pełnię. To jest kolejne przedstawienie Środka: gdyż w środku, na osi świata, przeciwieństwa łączą się w Jedno. Zarazem doszliśmy do rozgałęzionej i bogatej symboliki Nocy Kupalnej, którą tak obszernie opisał Artur Kowalik.

W glifach herbów owego "słowiańskiego yin-yang" domyślać się możemy zawsze, gdy w jednej kompozycji w jednym pionie, zwłaszcza gdy połączone kreską, widnieją:

  • krzyż i półksiężyc;
  • inny glif drzewa i półksiężyc lub połutoczenica, przy czym półksiężyc obrócony jest rogami do góry tworząc wodonośną misę;
  • krzyż lub inny glif drzewa i kształt podobny do schematycznej łodzi, który bywa nazywany "zawiasą kotłową";
  • takież krzyżo-drzewo, lecz w dole łódź; także maszt i łódź dołem, bo i tak bywał ten układ uprzedmiotowiany;
  • gwiazda (zwykle górą) i półksiężyc (zwykle w roli naczynia);
  • krzyż i odwrócona podkowa;
  • krzyż, pod nim trąba (tak!);
  • wzór mający z jednej strony krzyż lub strzałkę, z drugiej rozwidlenie.

Jest wielka liczba herbowych glifów podpadających pod powyższe schematy, dalej ich lista, zapewne niepełna. Powtarzają się w niej niektóre herby, które już były wymienione jako należące do typu "drzewo na górze" - dzieje się tak, kiedy oba odczytania są równie sensowne i zapewne takimi były oryginalnie. Wyliczam tylko te herby, w których dwubiegun yang (krzyż lub inny) - yin (półksiężyc lub inny) dominuje w rysunku, tam zaś gdzie stanowi mniejszość, pominąłem.

  • * Bielina I
  • * Drogosław
  • *  *Drzewica. Tu znakiem "yang" jest gwiazda, lecz nieco myli jej podwojenie
  • * Jastrzębiec-3
  • * Korab. Dalekie przekształcenie pierwotnego wzorca: solarny krzyż rozwinął się w maszt, naczynie-półksiężyc dało łódź; mimo odległości od początków pamiętano, że symbol miał coś wspólnego z wodą i stąd ta łódź.
  • * Kościesza. Górne ostrze jest yang, dolne rozdwojenie yin.
  • * Kownaty. Trąba i krzyż, bo dolny łuk odczytano jako trąbę! - Pamiętajmy że już tak było w trykwetrze herbu Trąby. Co do krzyża, to w wariantach herbu wahania, czy umieścić go zgodnie z typem pośrodku, ale wtedy osadzony ledwie na taśmie, więc niepewnie - czy może solidniej, na wylocie trąby, lecz tu nietypowo niesymetrycznie!
  • * Kownia-2 (plus elementy poboczne).
  • * Leliwa. Wyrazisty obraz: elementem yang jest gwiazda; jej rysunek mógł być pierwotnie równie dobrze symbolem Słońca.
  • * Mądrostki. Jako symbol yin tutaj kształt łuku z wywiniętymi rogami, zwany w heraldycznej nomenklaturze "zawiasą kotłową".
  • * Nowina: kolejny generyczny kształt dla tego typu!
  • *Osoryja-2: patrz Mądrostki, Nowina; wiele nam mówią podobne wahania w obrębie jednego herbu.
  • * Pobog, * Ratuł - dwa warianty tegoż kształtu.
  • * Powaby. Tu zauważmy, że podkowa i dwie róże odpowiadają półksiężycowi i dwóm gwiazdom u Drzewicy, podkowie i dwóm krzyżom u Lubicza, półksiężycowi i mieczom lub krzyżom u Trzaski.
  • * Sas. Tutaj element yang jest potrojony w poziomie jako strzała między gwiazdami, element yin podwojony w pionie jako rozwidlenie strzały i półksiężyc. (Promnic * jest jakby niekompletnym szkicem do Sasa.) Trzeba przyznać "projektantom" herbu Sas, że wizerunek ten, zwłaszcza w prawidłowych barwach, złoto na błękicie, silnie działa na umysł!)
  • * Szeliga: kolejny generyczny wzór, wręcz archetyp znaku.
  • * Hołowiński
  • * Korybut. Tu, jak u Sasa, element yang jest potrojony: potrójny krzyż; gwiazda w dole w takich przypadkach może służyć jako element mediujący między przeciwieństwami, będąc jakby odbłyskiem światła yang w wodach yin.

Przy okazji tego typu zwróćmy dalej uwagę na kilka osobliwych przypadków:

  • I tak, Łodzia *, gdzie w porównaniu z Korabiem * jest łódź-yin bez masztu-yang, wygląda na zubożały wariant tamtego herbu.
  • Bielina II, od Bieliny I * różni się tym, że tam, gdzie pierwsza ma drzewo-rogacinę, druga ma głowę konia z szyją. To ciekawy przypadek, wskazujący, iż tam, gdzie zachował element yang, mógł on być w danym glifie czytany jako głowa zwierzęcia. A może i człowieka.
  • Kopaszyna *, zwykle rozumiana jako krzyż pomiędzy krzywaśniami (choć w starych pieczętnych wariantach te krzywaśnie są jak rogi lub kluki-pastorały) może też, gdy krzywaśnie dołem się zetkną, przybierać postać krzyża w naczyniu, czyli zbliżać się do typu Szeligi-Nowiny-Mądrostek.
  • Woda *, herb blazonowany przez Józefa Szymańskiego następująco: "pod gwiazdą z toczenicy spływają dwie chusty". Ale ta toczenica jest pokazana w perspektywie jako owal i może równie dobrze jak pierścień, wyobrażać misę lub studnię, źródło czy inny zbiornik wody - pamiętamy o nazwie herbu! Tamte chusty zaś zastępowałyby strugi wody wypływającej. Gwiazda górą jest symbolem yang, misa lub źródło wody to yin, mamy więc nader wyrazistą prezentację rozważanego podwójnego symbolu.
  • Zatajony Miesiąc. * Księżyc w podkowie (jakby tam wpadł) jest podwojeniem symbolu yin; podobnie jak łódź w herbie Łodzia była "gołym" yin bez yang. Istnieje wariant, gdzie prócz księżyca jest gwiazda, owo brakujące yang. (Mogło też być, że glif ten powstał przez mechaniczne obrócenie "stojących" dwóch gór-podków, w rodzaju tych, które widać u Kołmasza.)


Typ Jelita

* Groteskowo się zwący herb Jelita (od czego poszła legenda o jego założycielu, który jakoby dzielnie jelita wypadające dłonią przytrzymywał; właściwa etymologia nieznana) przedstawia trzy kopie skrzyżowane w gwiazdę, więc w podwojony roztrój. Od roztroju czyli symetrii logo Mercedesa do gwiazdy sześcioramiennej jedna transformacja: przesunięcie każdego pręta tak, by łączyły się nie końcami, lecz środkami. Ponieważ każdy z krzyżowanych tak oręży ma "dziób" (szczyt aktywny, yang) i "rufę" (koniec pasywny, yin), to otrzymana z nich gwiazda dostaję ciekawą symetrię: w pierwszym przybliżeniu jest to symetria obrotu sześciokrotnego, ale gdy rozpatrzyć szczegółowiej: trzykrotnego, gdzie bieguny aktywne i pasywne powtarzają się co 60 stopni. Gdy porównać z poprzednimi ustaleniami, widoczny tu jest zarówno środek jako oś obrotu, jak i biegunowość dwukrotna yang-yin.

Symetrię taką mają:

Jelita
*
Bełcz-1
*
Bełcz-2
*
Herbortowa
*
Trzywdar
*

U Trzywdara trójkę dodatkowych biegunów znaczą gwiazdy.

(Jelita miały też starszą postać podobną do Grotów *: trzy włócznie obok siebie, środkowa dłuższa, boczne pochylone; więc schemat "jedno między dwoma".)

Schemat Jelita mógł mieszać się z grubym rysunkiem "gwiazdy" rozumianej jako wyobrażenie gwiazdy niebieskiej - tym bardziej, że gwiazdy heraldyczne przyjęło się rysować sześciopromienne. Z kolei glif gwiazdy bywał w użyciu na oznaczenie Słońca (jako symbol solarny), a szerzej jako przedstawienie jakiejkolwiek idei yang: źródła siły twórczej, aktywnej, świetlistej i duchowej. Warto tu zwrócić uwagę na wymienność rysunków gwiazdy, koła-słońca, równoramiennego ("kawalerskiego") krzyża i heraldycznej róży, co pokazuje poniższa próbka:

Promnic-1
*
Promnic-2
*
Powaby
*
Lubicz-1
*
Leliwa
*
Jastrzębiec
*
Murdelio
*
Drzewica-1
*


Przemiany kosmicznego drzewa

Cetwiński i Derwich (do których książki niniejszy tekst jest właściwie tylko przypisem) podkreślają, iż kosmiczne drzewo bywa nie tylko potrojone:

Łada
*
Dąbrowa III
*
Szaława
*

lub trójwierzchołkowe:
Godzięba
*
Korybut
*

ale i samo, patrząc z boku, dzieli się na trzy poziomy ukazując trzy warstwy kosmosu: kopułę niebios u góry, świat ludzi pośrodku i penetrowany korzeniami drzewa świat podziemny. Ten układ widoczny jest już w tak prostych glifach, jak:

Dąbrowa I
*
(lub Lis-1)
Lis-2
*
Kościesza
*
Modzelie
*
(! - tu chyba najprościej)
Pilawa
*

(Warto bliżej się przyjrzeć znakom w rodzaju Prus I *, gdzie niektórych z tych trzech poziomów brakuje.)

W porównaniu z tamtymi, herb Kurcewiczów wygląda jak aż "za dobra" ilustracja szamańskiego drzewa kosmicznego, a herb Sławęckich jak szamańska drabina do wspinaczki poprzez trzy poziomy kosmosu:

Kurcewicz
*
Sławęcki
*

*
Herb Gozdawa z katedry w Łowiczu

Podobny herb Godula okreslany jest wręcz jako "lilia wkorzeniona": *
Oswoiwszy się z drzewopodobnymi glifami, innym okiem patrzymy na pospolite w polskim herbozbiorze heraldyczne lilie. Chociaż identyczne z takimiż liliami ogólnoeuropejskimi, ich starsze zabytki pokazują, że przynajmniej niektóre z nich mogły pochodzić od innego rysunku, mianowicie drzewa. Przykładem jest tu generyczny dla typu herb Gozdawa. Sama nazwa już stawia uszy do góry, bo słychać w nim słowo "gozd, gózd", czyli "las, gęsty las, gąszcz leśny". Faktycznie, starsze warianty Gozdawy (która ustaliła swój kształt na typową lilię heraldyczną) pokazują ową lilię rysowaną z korzeniami. Korzenie te są trzy i odpowiadają im trzy płatki górą, przy czym te niby-płatki kwiatu wyglądają dziwnie podobnie do trzech konarów drzewa Godzięby. Zamarkowane też bywa pośrodku owej dziwnej rośliny jakby kolanko lub poprzeczka - przez co całość wraca do archetypowego piktogramu szamańskiego drzewa:
*


* Podobny co przy Gozdawie niepokój poznawczy ma się przy herbie Niesobia. (Herb jeden z najstarszych i najdostojniejszych, uwieczniony już w tym mateczniku polskich herbów, jakim jest klasztor w Lądzie.) Kanon rysunku i legendy powiada, że ów przedziwny przedmiot składa się z "rogaciny"-strzały łucznej u góry, a ogona orlego poniżej. Jednak te dwa niepasujące do siebie części są połączone w jedno, jakby pierwotnie były całością. Legenda zaś, z pewnością wzięta z kontemplowania tego rysunku, głosi jakoby herbowy bohater trafił strzałą orła przed bitwą, co miało być realizacją wróżebnego zakładu, że jeśli ptaka ustrzeli, to nasi zwyciężą. Trafił, lecz w ogon, połowicznie więc, przez co wrogowie uciekli. Jak napominają Cetwiński z Derwichem, legendy takie, choć wyssane, nie z palca, ale z konwencjonalnie zesztywniałego w międzyczasie rysunku herbowego, miewały jednak coś wspólnego z dawnym rycerskim słowiańskim "folklorem", gdyż ich autorzy-bajarze motywy swych zmyśleń brali nie z powietrza, lecz z istniejącego zasobu wciąż krążących legendarnych wątków, niedaleko przecież odpadłych od dawnego pogańskiego imaginarium. Związki herbowych legend z pogańszczyzną są zatem w powyższy sposób pośrednie.

Jeśli jednak na herb Niesobię popatrzeć jak na pierwotnie jednolitą całość (a nie hybrydę z dwóch kawałków, kawałka strzały i kawałka ptasiego ogona...) to łatwo dostrzeżemy w niej rysunek drzewa, w czym pomaga to, iż tarczę tego herbu dzielono zawsze na dwie poziome strefy. Najbardziej przemawia do wyobraźni wariant z Lądu, gdzie dolne pole tarczy jest czarne (jak ziemia), a górne białe (jak świetliste niebo). [Zdjęcie zobaczysz tu.] Dolna połowa znaku to wówczas jawne korzenie, górna - rosochaty szczyt drzewa. "Kolano" na styku obu części, pomiędzy niebem a ziemią, aż prosi się o interpretowanie go jako obrazu świata pośredniego, ludzkiego.

Z mniej oczywistych przypadków, także rak w herbie Warna z daleka widziany, dziwnie przypomina drzewo z licznymi jego kosmicznymi atrybutami. W tym szeregu pozostając, warto też zastanowić się nad zbieżnością herbowych ptaków, owych wszelkich orłów pokazywanych nienaturalnie od brzucha, z rycinami gałęzistych drzew.


Oflankowanie

* Herb Glezyna, wariant, wg rekonstrukcji w książce J. Szymańskiego
Biegnąc naprzód ku uchwyceniu istoty przedmiotu (góry kosmicznej, osi świata...) pominąłem motyw elementów oflankowujących środek: tu do nich wracam. W herbowych glifach przedstawiane są jako dwa boczne drzewa (a raczej ich przekształcone piktogramy), jako dwie gwiazdy, dwa pierścienie, lub jako ekwiwalenty dwóch bocznych wzgórz, dwa półksiężyce zwrócone brzuchami do środka, jako dwie krzywaśnie lub podkowy. W zaginionym herbie Glezyna są to dwa noże (u środkowej ostrwi). U Poroni dwie róże po bokach środkowej lilii, więc zapewne motyw wyprowadzony z glifu drzewa z gwiazdami na flankach.

W późniejszych i artystycznie wypracowanych (aż się czasem chce powiedzieć: "wypicowanych") herbach idea owych podwójnych skrzydłowych została jeszcze rozwinięta, i tak w herbie Chwalne dwie symetrycznie stojące panny z chorągwiami strzegą środkowego kłosa, niby jakiegoś drzewa pomyślności, a w uderzająco szamańskim herbie Chai mamy dwa dziki, groźnie wspinające się przednimi nogami na drzewo, w którego koronie gnieździ się ptak z pisklętami: po bajecznym geście poznajemy pelikana. Oba herby, przytaczane przez Szymańskiego, są z nobilitacji z końca XVI w.

* "Drzewo Niedźwiedzi", rzeźba Galiny Wizel (foto. WJ)
Elemanty flankujące markują obszerną wiązkę idei: uwydatniają środkową oś i strzegą jej, ale mogą też reprezentować siły chaotycznego zewnętrza atakujące centrum - tak dziki u Chai. Są emanacjami środka, jego wysłannikami ku zewnętrzu, przecież przez zainteresowanych ludzi zamieszkałemu. W tym sensie są pośrednikami między sacrum środka a profanum zwykłego świata, tak jak Krzyż Chrystusowy rychło został oflankowany krzyżami łotrów, ale i Niewiastami strażującymi u jego stóp. Przez te przyboczne elementy uwidacznia się też idea krążenia energii w świecie, która wynika z centrum, spływa ku "świeckim" peryferiom i stamtąd wraca gwoli wzmocnienia i odnowy znów ku środkowi. To krążenie znakomicie widać w rzeźbach Galiny Wizel, artystki inspirowanej tradycjami zachodniosyberyjskich ugryjskich ludów Chanty i Mansi. (Warto by sprawdzić, czy coś z tej idei lepiej niż u nas przechowało się na Węgrzech!)


Otaczanie centralnej Pustki

Co jednak począć z herbami, gdzie są dwa elementy flankujące niby strażnicy, lecz między nim nie ma nic środkowego? Tak jest w wariancie Czawuji (gdzie tylko poboczne podkowy), u góry glifu Wołkowyskich (gdzie dwa "pośladkiem" zwrócone ku sobie półksiężyce), a przede wszystkim u Cwaliny, gdzie dwie niedźwiedzie łapy z groźnymi pazurami obejmują pustkę (choć w późniejszej odmianie dano im jabłko ze strzałą do trzymania), oraz u Laryszy, gdzie są dwa ostrza (lemieszy, powiada się) bez środka. Niemal tak samo wygląda godło Glezyny w jednym z wariantów: zamiast lemieszy dwa noże, jak objaśniano, do przycinania winorośli. (Też Rogala, choć z nierównymi rogami, należy po części do rozważanego typu.) Czy ta niepokojąca próżnia w środku wynikła z niedopatrzenia, że ktoś zapomniał wyrysować oś glifu? Dopuściwszy przypadek znów jednak przestalibyśmy cokolwiek rozumieć. Lepszym jest wytłumaczenie, że w herbach tych od początku chodziło o ukazanie strażniczych elementów chroniących środkową pustkę. Idea ta kieruje ku odkrytej niedawno słowiańskiej praktyce religijnej, która polegała na przeznaczaniu pewnych wydzielonych przestrzeni: kręgów kamiennych, wierzchołków gór lub wreszcie chramów wraz z "ob-orą", jako rytualnie podtrzymywanej pustki. Była to w zamyśle pusta przestrzeń, wolna od ludzkiej krzątaniny (w Arkonie żercom w świętym przybytku nie wolno było nawet oddychać!) i właśnie przez to przeznaczoną dla bogów. (Więcej o tym pisał w styczniu 2007 w Tarace Jarosław Kolczyński, patrz: "Góry milczenia".) Nasi słowiański przodkowie sięgnęli tu po zdumiewająco abstrakcyjną i wręcz nowoczesną ideę, utożsamiającą zaświaty z (pozorną dla ludzkich zmysłów) pustką, a boskie Istnienie z pozornym dla śmiertelnych nieistnieniem, stając się w tym jakby prekursorami Leibniza i Heideggera zadających pytanie: "Dlaczego raczej coś jest niż nic?" A także zafascynowanej leśno-anekumenicznym niebytem poezji Leśmiana. Że ten domysł, iż w herbach zastygła idea środkowej boskiej pustki, nie jest całkiem zmyślony, dorzućmy do rozważanego szeregu wspomniany wcześniej herb Szaława, w którym trzy krzyżodrzewy zwracają się ku środkowi kręgu... który jest pusty.


Odnowienie mocy środka

Jeśli pominiemy uboczne wątki, rozgałęziające się i splatające niemal w nieskończoność (ledwie ich małą część poruszyłem), a skupimy się na samym pniu przekazu zawartego zarówno w herbowych glifach jak i w ich domyślnym użyciu, wyniknie zeń następująca idea:

W centrum skupiona jest Moc, która udziela się symbolizującemu ją znakowi: znakowi herbowemu, a wcześniej "własnościowemu". Herbowe glify zarówno tę moc ilustrują, przedstawiają, zaznaczają - jak i tę moc uobecniają, mają ją i niosą. Praktyki, których śladem, po wielu przekształceniach, okazały się rycerskie i szlacheckie herby, polegały na wynoszeniu tej mocy na zewnątrz, ku peryferiom, a ich rysunki tę moc ukazywały.

Istotą jest więc centralna moc, wynoszona na zewnątrz. Ale co robić, gdy moc środka osłabnie? To jest pytanie... Na które odpowiedź znajdujemy w tym samym źródle: w legendach herbów.

Niepokojąca jest bowiem podwójność miejsca mocy. Raz powiada się, że moc mieszka w środku, w centrach i w stolicach, więc w pałacach władców i świątyniach arcykapłanów, po drugie powiada się, że moc, może inna moc? - zasiedla pogranicza, peryferie, skraje - w końcu zaś anekumenę, czyli obszar świata pusty i wolny od ludzi, od ich aktywności, gospodarowania i poznania. Jednak bliższe przyjrzenie się legendom takim jak ta o Godziębie-Godzambie lub o Halce, fundatorze herbu Szaława, odkrywa, że w istocie jest to ta sama moc, i tu i tam: i w cywilizowanym sercu-środku i na dzikich skrajach-okrainach-ranach. (Mieszkający w centrach-pałacach arystokraci pilnie dbali, by pozostawać w styku z dziczą, stąd ich nie tylko sadystyczna, ale i mityczno-symboliczna namiętność do polowań i iście święta zawziętość, z jaką tego przywileju wzbraniali chłopstwu, co trzyma się do dziś, choć przy jakże zmienionych realiach.) Gdy moc środka-stolicy słabnie, zadaniem bohaterów jest udać się z wyprawą po moc do jej niewyczerpalnego źródła, którym jest anekumena, więc w istocie zaświaty, obszar po drugiej stronie śmierci.

W micie o Godzambie (i w długim szeregu podobnych, omówionych przez Cetwińskiego i Derwicha) zaświaty kryją się pod symbolem lasu, także lasu szczególnie obcego i groźnego, bo nocnego. Poza zaludnionymi rubieżami, w głębi lasu rośnie drzewo, które trzeba wyrwać, by na nowo chwycić się utraconej mocy. (Więcej pisałem o tym kiedyś tu: "Godzamba czyli wyprawa po moc".) W micie założycielskim herbu Szaława bohaterski przodek imieniem Halko po moc udaje się w daleką podróż na obczyznę - daleka kraina zamieszkana przez obcych to kolejny symbol zaświatów i krainy dusz, przodków i zmarłych - aż do Konstantynopola, skąd wraca chrześcijaninem. Zdumiewające, że ta chrześcijańska misja, o której powiada legenda, zastąpiła w schemacie mitu odnowienie rodzimej, pogańskiej religii! Zresztą jest nader prawdopodobne, że wiele grup słowiańskich przyjmowało chrześcijaństwo z intencją umocnienia i odnowienia własnych wierzeń, a uprzednio istniejące przekonanie, iż prawdziwą moc uzyskać można od obcych i z dalekich krajów (jakby z anakumeny, z zaświatów), ów zamiar im potwierdzało. Chrześcijaństwo do roli odnowy rodzimej wiary nadawało się też z tej racji, iż w samym swym rdzeniu zawiera mit o bosko-ludzkim bohaterze, który poprzez próg znojnej śmierci udaje się w zaświaty, skąd wraca znów żywy i z odnowionym przymierzem między ludźmi a boskością. Słowiańscy poganie znajdywali w chrześcijaństwie ideę znaną im z własnej rodzimej religii, lecz podaną z większym dramatyzmem i dającą wyznawcom sposoby osobistego uczestniczenia w tym micie.

Wracając do Halki, legenda powiada, że wróciwszy z Carogrodu chrześcijaninem, stoczył w rodzinnym grodzie walkę z trzema wrogimi jemu i nowej wierze groźnymi krajanami (trzema, gdyż w herbie trzy krzyżodrzewy), którym ściął głowy (jak w legendzie Zerwikaptura, więc kolejny archaiczny wątek), które złożył na misie, gdzie one mocą nowej wiary zostały wraz z resztą ciał cudownie wskrzeszone. W tym cudzie możemy się domyślać kontaminacji dwóch nowych wątków wziętych z chrześcijańskiej mitologii: głowy Jana Chrzciciela podanej na misie i wskrzeszenia Łazarza bądź samego Jezusa. Tamta ucalająca misa znów mogła być wydedukowana z herbowego glifu, koła z trójcą krzyżów; choć może zawierać daleką aluzję do jakiegoś faktycznego świętego okrągłego przedmiotu czczonego dawniej w owym miejscu. Legenda ta skłania do pewnej dygresji: czy czasem nie było tak, że chrześcijaństwo, jeszcze zanim zostało oficjalnie przyjęte przez książąt jak Mieszko lub Włodzimierz, szerzyło się oddolnie i nie przez regularne misje słane z Rzymu lub Carogrodu (słyszelibyśmy o nich, tak jak spisano misje Cyryla lub Wojciecha), lecz za sprawą opowiadaczy-bajarzy, którzy włączali do swego repertuaru "klechdy" z życia Jezusa, Jana Chrzciciela, Eliasza Gromowładnego, św. Jerzego Smokobójcy, św. Krzysztofa Psiogłowca, a może i z dziejów celtyckiego Graala? - ucieszeni ich nowością. Szłoby im to tym łatwiej, że chrześcijaństwo nie odbiegło daleko od innych neolitycznych religii i raczej jest podsumowaniem plemiennych rolniczych pogaństw niż ich zaprzeczeniem. Chciałoby się powiedzieć, że chrześcijaństwo jest rozwiniętym pogaństwem, tyle że głoszonym ze szczególnym semickim zapałem jeśli nie histerią. Co do kontaktów słowiańsko-chrześcijańskich nie możemy zapominać, że Słowianie w swoich założycielskich wędrówkach na zachód i południe weszli na tereny i między ludy w wielu przypadkach dawno z chrześcijaństwem obznajomione, choć w ciemnych wiekach zdecywilizowane. Słowiańszczyzna nie była wyspą, wpływy chrześcijańskie mogły przychodzić z wielu stron i z pewnością ludowe religie Europy po rozpadnięciu się chrześcijańskiego imperium Rzymu były już inne niż przedtem i byłoby dziwne, gdyby po tych przejściach zachowały swoje "praindoeuropejskie" dziewictwo. Jak było, trzeba przyszłych badań.

Podania o bohaterach idących w zaświaty po moc w razie osłabnięcia i zagrożenia mocy środka ich świata, są w naszych czasach zdumiewająco aktualne. Żyjemy w świecie, gdzie może są środki, ale z pewności nie ma w nich mocy lub są tej mocy ledwie chocholne pozory. Buduje się wciąż nowe i większe betonowe piramidy, z których bije pustka i zaiste nie jest to święta pustka kręgów pozostawionych bogom. To jest zadanie, przed którym stoją współcześni poganie: trzeba iść w anekumeny i w zaświaty po moc. Może też w tym pomóc, choć pewnie nie wystarczy, udanie się z takimż zamysłem do dalekich krajów.

Wojciech Jóźwiak
adres
patrz też blog autora: nowyszamanizm.salon24.pl; tam wpis pt. Herby

lipiec 2007



Przypisy

1. [Cetwiński, Derwich] Zob. Marek Cetwiński, Marek Derwich, Herby, legendy, dawne mity, Wrocław 1989 (II wyd.) - dalej tak samo.
O legendach herbowych istnieje ściśle historyczna ksiażka Mariusza Kazańczuka Staropolskie legendy herbowe (Wrocław 1990), zawierająca także źródłowe teksty legend.

2. [Tomiccy] Zob. Joanna i Ryszard Tomiccy, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, b.m., 1975

3. [Korczak] Trzy poziome kreski-wręby Korczaka przypominają wzór pasów (ale czterech) w herbie Węgier, tam też jak w legendzie Korczaka wiązanych z rzekami; z drugiej strony glif Korczaka ma coś wspólnego z trzema zębami w herbie Batorych, co znów odsyła do legendy o psim królu. Patrz poprzedni tekst o herbach: herby.htm; zapewne więcej o tym wiedzą na Węgrzech! Trzy poziome kreski to także chiński znak san o znaczeniu 'trzy'; ewentualnych podobieństw między polską a chińską glifiką nie należy lekceważyć jako "przypadkowych", ponieważ Mongołowie i Złota Orda mogli być pośrednikami, przenoszącymi elementy chińskie lub wzorowane na tamtych, do Polski.

4. [Zwągrody] Zwągród: strażnica alarmowa; od starosłowiańskiego *zvę-ti, *zvne-ti: alarmować głosem, dzwonić. Termin zachowany w nazwach Żmigród, Zwinogródka, Zvenihorodka; w ludowej etymologii łączonych ze "żmijem". (Za Bańkowskim, Etymologiczny słownik..., 2000.)

5. [Miernik] Herb Miernik, identyczny z nazwiskiem, znany tylko z pieczęci z 1578 r., wymienionej w książce Wiktora Wittyga Nieznana szlachta z 1884 r. Nazwisko i nazwa herbowa Miernik kojarzy się z wierzeniem o geometrach straszących po śmierci na fałszywie przez siebie podzielonych chłopskich miedzach. Był to więc zawód narażający na potępienie, zarazem być może ślad wiary w nadprzyrodzone cechy fachowców od pomiaru ziemi lub, co zgoła nie dziwi, w sakralny charakter ich czynności. O miasteczku (wsi targowej) Kiernozia, które aż po drugiej stronie Łowicza było pomawiane o bycie "środkiem świata", prawiono, co znam z bezpośredniego przekazu, że z racji jego sławy jako owego środka, sam Kopernik zgubił był tu cyrkiel, którym mierzył całą ziemię, upuściwszy owo narzędzie do studni. Kopernik, który choć pochodził z odległego o 150 km Torunia, jednak raczej tam nie bywał, a w opowieści, jak można zgadywać, zajął miejsce zagadkowego bóstwa - jakiegoś Światowida?! - biorącego przez akt "pomiaru" cały krąg świata w posiadanie i władzę. Wrzucenie cyrkla do studni ustanawia łączność w tym miejscu nieba z chtoniczno-akwatycznym światem podziemi, ustanawia więc oś wertykalną i to dopiero czyni owo miejsce kosmicznym środkiem - w zgodzie zarówno ze strukturą mitycznych kosmologii jak i z opowiadaną jeszcze około roku 1960 - żartem już - ludową legendą.
Mierzenie lub liczenie, dodajmy, było rozumiane jako branie we władzę. Szlachta nie pozwoliła przez całą I Rzeczpospolitą wykonać na sobie spisu, "bo my nie bydło, żeby nas liczyć". Z dzieciństwa pamiętam dziecięcy przesąd, może ślad dawnego wierzenia, że żaba, zwłaszcza ropucha, oddychając ruchani podgardla w ten sposób wciąż liczy, a jeśli ktoś niebacznie pokaże jej zęby, to mu "zęby policzy" i wtedy ten człowiek umrze. (Cf.: sen o zębach wróżył śmierć.) Ropucha była "agentem" z zaświatów, z krainy umarłych, więc policzenie przez nią członków przenosiło człowieka pod jej władzę, zatem i w zaświaty. Glif herbu Miernik śmiało mógłby być ilustracją mitu o Koperniku.

6. [Łada, przypis o łotrach] Jeśli glif Łady rozumieć jako kosmiczną górę ze środkowym drzewem na osi świata uwydatnionym przez dwa drzewa po bokach, to ów rysunek zaskakująco przypomina wyobrażenie Golgoty z trzema krzyżami, nie jednym, bo wszak krzyż Chrystusowy oflankowano dwoma krzyżami Łotrów. Krzyże te wyobrażano inaczej niż ten święty - bez "czubka", więc jak tau lub krzyż św. Antoniego, a i łotrowie zostali (niby bliźnięta w odpowiednich mitach) zróżnicowani biegunowo: jeden stał się yang, zbawionym, więc skierował się ku górze, drugi, yin, potępiony, skierował się w dół. Co ściśle odpowiada kierunkowi strzał u Łady. Podobieństwo, to przecież nie jedyne!, mitów słowiańskich do biblijnych każe domyślać się, że mity herbowe i glify herbów wywodzą się nie tylko i nie tyle z czasów "czysto pogańskich", co raczej z epoki synkretyzmu, kiedy - znów domysł - ustna literatura Słowian chętnie przyjmowała wątki biblijne, też przecież nie czytane wprost z niedostępnych ksiąg, lecz docierające ustnym łańcuszkiem. Wyobraźnia podpowiada, jak swych rodzimych bohaterów Słowianie mieszali z biblijnymi, a biblijnym dopowiadali własne cechy.

7. [Krzyże ... na półksiężycach ... na Pomorzu] Informację o tym mam od Janusza Waluszki. Od niego też odczytanie krzyżoksiężyca jako słowiańskiego yin-yang.

8. [Symbolika Nocy Kupalnej ... Artur Kowalik] Patrz Artur Kowalik, Zarys kosmologii dawnych Słowian w Tarace; więcej w jego książce Kosmologia dawnych Słowian. Prolegomena do teologii politycznej dawnych Słowian. Kraków 2004.

9. [Gozd, gózd] Od tego słowa pochodzi "gwóźdź": zrazu 'drewniany ćwiek'; także "gościec": choroba objawiająca się bólem, jakby kto gwoździe wbijał w kość. (Za Bańkowskim, "Etymologiczny słownik...", 2000.)

10. [Dlaczego raczej coś jest niż nic?] Dziękuję tu Mirosławowi Miniszewskiemu za przypomnienie, kto to powiedział i z jakim zamysłem.

11. [Arystokraci] Uderzającą witalność wspomnianego schematu - że arystokraci w razie niedoli uciekają (się) do mocy skraju czyli dziczy lub anekumeny - pokazuje, zapewne w zgodzie z faktami, film "Królowa" z Helen Mirren w roli Elżbiety II, kiedy na wiadomość o śmierci księżnej Diany Spencer (co oznaczało gwałtowny ubytek mocy!), królowa Elżbieta i jej mąż Filip natychmiast reagują wysyłając młodocianych następców tronu, synów Diany a swych wnuków, na polowanie do koronnej posiadłości w odludnych górach Walii. (Autor niniejszej pracy osobiście polowaniami i myśliwymi się brzydzi.)

12. [Wracając do Halki] O herbie Szaława i Halce zob. też w kręgu przyjaciół "Taraki": www.halkiew.pl/herb.php, www.halkiew.pl/historia.php.

13. [Zdecywilizowani] Tajemnicę tego procesu kryją Rumuni, którzy najpierw byli w miarę cywilizowanymi obywatelami Państwa Rzymskiego mówiącymi prowincjonalna łaciną i chrześcijanami (wielki cesarz Justynian z nich pochodził), choć pewnie niezbyt gorliwymi, potem ze swych miast wygnani w góry przez Słowian zachowali wprawdzie język, ale zapomnieli cywilizacji i Kościoła, by w późnym średniowieczu na nowo podlec słanym z Konstantynopola biskupom. Pamięć o tym musi gdzieś istnieć, nawet jeśli brakło pisanych dokumentów; jednak aż do całkiem niedawna Rumuni, wliczając Eliadego, bronili się przed taką wizją historii jak jakieś dzieci, wbrew faktom twierdzące, że czegoś zabronionego nie zrobiły. Patrz: Lucian Boia, "Rumuni, świadomość, mity, historia". To niedaleko, ktoś by mógł tam wreszcie pojechać i zobaczyć.

14. [trzeba przyszłych badań] W niniejszym szkicu całkiem pominąłem podobieństwa polskich herbów szlacheckich do tamg Sarmatów, co sugerował już Sulimirski (T. Sulimirski, "Sarmaci", Warszawa 1979), jak również w wielu przypadkach notoryczne związki z tamgami nowszych ludów Stepu i Kaukazu (małe wzmianki o tym w Tarace rok temu: herby.htm). Prócz jednego śladu, nie wdawałem się w porównania naszych herbów z zabytkami i wątkami graficznymi z Syberii, co jest obiecujące. Późno włączone do polsko-litewskiego herbozbioru znaki bojarskie ruskie wydają się należeć do odmiennej "prowincji" graficznej: widać w nich wpływy zarówno tamg tureckich, jak i zwłaszcza monogramów-ligatur bizantyjskich, raczej sprzecznych z naszą regułą, która unikała liter w herbach. (Litera "N" w znakach Bonapartego zdradza prostaka!) Wzory graficzne obecne w polskich herbach mogły krążyć po Europie, co też należałoby prześledzić dla odróżnienia, co jest polsko-słowiańską szczególnością, a co ogólniejszym zasobem europejskim. Niniejszy szkic ledwie rzuca okiem poprzez próg, za którym ciągnie się nie tylko heraldyka, co znacznie obszerniejsza wiedza podobna do językoznawstwa, lecz zajęta nie dźwiękiem mowy, ale znaczącym wzorem wizualnym. Kod wizualny, wnioskując z zabytków, rozwijał się od zamierzchłego paleolitu i wciąż rezonuje z naszymi umysłami, a to, co widać w glifach herbów, jest małym fragmentem i etapem wiele większej całości.






  < poprzedni    1    (2)  

komentarze

1. Natrętna herbowa podkowa. EUREKA!!! • autor: Nierozpoznany#33392017-03-23 12:01:24

Rozwiązałam całkowicie TAJEMNICĘ herbu Łada, Lubicz.... oraz wszystkich, na których natrętnie powtarza się podkowa.
Jest to graficzny obraz  tzw. szczeliny w Mlecznej Drodze, przypominającej łono Królowej Nieba i Bogini Ładu Kosmicznego, Łady.
Znajduje się tam symbolizujący samą boginię gwiazdozbiór Łabędzia.
- Wiele systemów filozoficznych na świecie uważa, że właśnie stamtąd przybywają na Ziemię nowe dusze.

Moje odkrycie potwierdza  fakt, że na herbie ŁADA widnieje z boku: strzała (gwiazdozbiór Strzały) i gwiazdozbiór Tarcza, który wygląda dokładnie jak rozdwojona strzała. - Obydwa znajdują się tuż przy Łabędziu.

Krzyż to głagolicowa, ozdobna litera A. i symbol gwiazdozbioru Łabędzia, zwanego Krzyżem Północy.

Tenże krzyż na podkowie oznacza "gwiazdę Alfa" czyli DENEB - łono Wielkiej Matki.

 Rys:   Zapis imienia LADA głagolicą.

Krzyż i podkowa (omega) kojarzą się w sposób oczywisty. W luźnym tłumaczeniu: Alfa i Omega. Początek i koniec - tak dla ludzkiej duszy jak i dla gwiazd.
W Łabędziu też znajdują się wzorce pierwszej i ostatniej litery głagolicy (as + iżica) .  AZ (krzyż) to odniesienie do całego gwiazdozbioru łabędzia, natomiast ostatnia litera głagolicy to "iżica",  będąca na niebie mgławicą motyla nocnego, który znajduje się w gwiazdozbiorze Łabędzia.

 Więcej o tym; patrz: http://ayahuasca.net.pl/o-ayi.html

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)