hiperkostka - patrz TU.
Enneagram odpowiada na pytania, które tak naprawdę zapoczątkowały całą filozofię wieczystą - pytania o to, co jest Prawdą, a co nią nie jest. Czym jest "Ja" i czym jest świat, i jaka jest relacja pomiędzy nimi? Które z nich jest prawdziwe, które nie, czy może oba są fałszywe? Czy może oba są prawdziwe? Jakie jest ostateczne kryterium stwierdzenia tego?
Osiem pierwszych punktów enneagramu to czterowymiarowa kostka, albo hiperkostka. Każde dwa kolejne punkty reprezentują kolejny wymiar czasoprzestrzeni. Jedynka i Dwójka to linearność (linia), obiektywny świat prostoty. Nazwijmy go światem [TO], światem odruchowej oczywistości. To długopis. Boli mnie kolano. Wsyp dwie łyżeczki cukru. Wszystko to, co jawi się jako naturalne, i bezsprzeczne. Trójka i Czwórka to złożony świat subiektywnego "ja", dokonującego wyboru tego, czego dla siebie pragnie. Nazwijmy go światem [JA], czyli światem wewnętrznej indywiduacji. Mamy tu wszelkiego rodzaju symbole i ikony. Serce symbolizuje miłość. Strzała oznacza ból. Na moim dyplomie jest napisane - magister. Symboli tych potrzebujemy jak znaków drogowych oraz przepustek na mapie życia. Z kolei Piątka i Szóstka jest światem [TO-tworzy-JA], czyli miejscem, w którym człowiek widzi siebie jako obiektywną konstrukcję, która wytwarza myśli i uczucia. Mamy mózg i osobowość. Wiem, widzę, rozumiem, wyjaśniam i kontroluję.
Trzy dotychczasowe światy tworzą zrąb naszej rzeczywistości, takiej jaką ją znamy. To trzy wymiary przestrzeni, a zatem nasz obiektywny świat. Siódemka i Ósemka, właściwie rozumiane, to wymiar czwarty - portal poza ten świat. Prowadzą nas one w rzeczywistość Wyższego Ja, obszar ludzkiego szczęścia, po które ci, którzy tak wybiorą, mogą sięgnąć. Jest to świat [JA-tworzy-TO] - świat w którym człowiek postrzega siebie jako myśl/uczucie manifestujące się w obiektywny sposób. Niestety większość ludzi interesuje tylko Siódemka (Szczęście), a odcinają się od Ósemki (Moc Manifestacji), ponieważ, błędnie, widzą w niej nieszczęście. Ten połowiczny sposób patrzenia prowadzi do zaniku i rozproszenia mocy, i sprowadza życie do atrakcyjnego spędzania czasu.
Mamy zatem linię (linearność), płaszczyznę (wybór), i wysokość (dystansowanie), zakończone czwartym wymiarem, który, zależnie od naszej decyzji, zachowuje się różnie. Jako otwarta furtka do mocy, może kierować nas na wolność, lub jako wymiar "połowiczny", odcięty od mocy, może więzić nas w czasie.
W hiperkostce tkwi Prawdziwe Ja. Bywa nazywane też Bogiem, Absolutem, lub Ostateczną Prawdą. Symbolizuje je Dziewiątka, o której mówimy, że "śpi" lub że jest "nieobecna". Fakt, zamiast jakiejś wielkiej prawdy czy absolutu, widzimy w sobie jedynie impotentną mechaniczną osobowość. To za nią chowa się nasz potencjał ku oświeceniu, potencjał, który w naszym ludzkim stanie pozostaje nieaktywny. Dopóki jest on nieaktywny, nie doświadczamy Boga (Absolutu) bezpośrednio, mogąc jedynie w niego wierzyć, lub wątpić. Są to w obu przypadkach funkcje osobowości (Szóstka), która jest obroną przed Prawdą i która chce tę Prawdę nam zasłonić. Natomiast aktywizowanie potencjału Prawdy jest oświeceniem. W tym akcie Bóg (Absolut) uobecnia się bezpośrednio i budzimy się, a osobowość zanika.
Wniosek z tego, że hiperkostka - inaczej świat jaki widzimy - jest jakiegoś rodzaju "snem". Przez "sen" rozumiemy "sferę błędną w porównaniu z jawą". To naturalne - jeżeli Dziewiątka mówi o Prawdzie Ostatecznej, to cała reszta numerków jest mówieniem o prawdach nieostatecznych, które tej Prawdzie Ostatecznej przeszkadzają w oprzytomnieniu. Jak uczy Bhagavad-Gita - świat widziany zmysłami jest snem, Mayą. Podobnie sugerują rozmaite inne duchowe szkoły, ostatnio nawet przychylają się do tego poglądu niektórzy fizycy. Stwierdzenie takie jest dość koherentne z koncepcją Dziewiątki, uwięzionej w pudełku świata. Jeżeli Dziewiątka śpi, to nie znaczy wcale, że chodzi z zamkniętymi oczami. Właśnie postrzegany świat (a więc numerki 1-8) jest jej snem!
Dokładnie tę koncepcję przedstawia obraz Salvadora Dali Corpus Hypercubus. Na obrazie przedstawiono znany w matematyce, trójwymiarowy rzut czterowymiarowej kostki. Taka czterowymiarowa kostka, widziana z naszej "żabiej perspektywy", składa się nie z jednej, a z aż ośmiu (sic!) sześcianów. Ponieważ całość przypomina nieco kształtem chrześcijański krzyż, Dali wykorzystał hiperkostkę do przestawienia ukrzyżowanego ciała. Nie wiem, na ile jest to zbieg okoliczności, a na ile Dali intuicyjnie wyczuł sprawę, ale cała ta metafora jak ulał wręcz pasuje do Prawdy uwięzionej przez czterowymiarowy paradygmat. Corpus Hypercubus to Prawdziwe Ja, zawieszone na "krzyżu" postrzeganego przez nas świata!
Wymiary pierwszy i drugi, czyli linearność i wybór, to odwieczny dylemat wieczystej filozofii. Jaką naturę ma świat? Czy jest obiektywny, odruchowo oczywisty, wymagający zaakceptowania wspólnej dla wszystkich konieczności, czy też subiektywny, mój własny, skomplikowany i oferujący wybór osobistych kierunków? W pierwszym przypadku, z grubsza, możemy mówić o podejściu klasycznym (świat [TO]), w drugim - romantycznym (świat [JA]).
Podejścia te na przestrzeni wieków pojawiały się równolegle, jednak w zmiennym natężeniu, co owocowało klasyczno-romantycznym przekładańcem. Klasycy stawiali na ciało, prostotę, dyscyplinę, romantycy na duszę, emocje, wolność. Zorientowane na klasykę Jedynko-Dwójki są na enneagramie tymi, którzy dla dobra wspólnego postanowili stłumić swoje ego. Ich myślenie odzwierciedla coś, co odruchowo w danej chwili oczywiste - bez zbędnych spekulacji. Możemy powiedzieć, że Jedynki i Dwójki są prostolinijne. Natomiast romantyczne Trójko-Czwórki mają rozbuchane ego, ponieważ ich podstawowym celem jest osobista indywiduacja. Ich myślenie jest wielofazowe i dąży do wytworzenia silnego poczucia "ja", czyli możliwości niezależnego wyboru.
A zatem:
Klasycy to:
Jedynko-Dwójka -Wymiar Pierwszy - linia prosta - konieczność - obiektywizm [TO]
Romantycy to:
Trójko-Czwórka - Wymiar Drugi - płaszczyzna - wybór - subiektywizm [JA]
Można powiedzieć, że światopogląd klasyczny ([TO]) jest nieegoistyczny, a romantyczny ([JA]) skrajnie wręcz egoistyczny, ale to tylko część prawdy. Powściągnięte ego klasyka, sprawia, że traci on wizję, staje się więźniem obowiązku. W tym sensie płaci za swój brak egoizmu sporą cenę, a gdy znudzi go bycie grzeczną dziewczynką lub chłopcem, może stawać się wręcz skrajnie egoistyczny. Natomiast samouwielbienie i przesada romantyka, potrafią stać się źródłem twórczej inspiracji dla innych, co sprawia, że jego "egoizm" nie wydaje się już aż tak jednoznaczny.
Jak widać, żadne z podejść nie jest inherentnie bardziej lub mniej egoistyczne. Tak prawa, jak i lewa półkula mózgu mają momenty, że świerzbi nas ręka. Centrala ego (osobowości), która nimi zarządza, znajduje się poza nimi - w wymiarze trzecim - zaopatruje obie po równo.
Wymiar trzeci to podstawowa konstatacja ludzka: jestem i klasykiem i romantykiem! Można powiedzieć - "jestem mózgiem, który ma, umysł", lub "jestem obiektywną konstrukcją, posiadającą podporządkowany subiektywny wymiar". Nazwiemy ten świat [TO tworzy JA], ponieważ jest to świat, w którym biologiczny twór wytworzył w sobie myślenie i świadomość.
Świat [TO tworzy JA] polega na uwzględnieniu zarówno subiektywnego jak i obiektywnego aspektu sprawy. Są one utrzymywane w superpozycji, to znaczy oba równocześnie, przy czym za pierwotne uważane jest to, co obiektywne, a za podporządkowane - to co subiektywne.
Zewnętrznym tego wyrazem jest nasz mózg oraz obszar naszej psychiki (osobowość lub ego). W Piątce mówimy o subiektywnym Obserwatorze, który odwzorowuje obiektywny świat. Świat ten stworzył Obserwatora i Obserwator mu podlega. Musi się starać oddać wszystko bardzo wiernie, bo jeśli się pomyli zgrzeszy wobec zewnętrznej, obiektywnej instancji. Dlatego, nawiasem mówiąc, powściąga emocje, pragnąc stać się idealnym lustrem.
W Szóstce jest podobnie, bo zainteresowany też widzi siebie, jako obiektywną maszynę, obdarzoną mózgiem i psychiką. W podobny sposób musi Szóstka uważać, żeby nie sprzeniewierzyć się obiektywnej rzeczywistości, która nieustannie dostarcza jej ważnych danych. Szóstka jednak nie powściąga emocji - przeciwnie, dopuszcza je do głosu na równi z intelektem. Jest typem ambiwalentnym - intelektualno-emocjonalnym. Dlatego środek ciężkości przesuwa się u niej na dbanie, aby nie przesadzić z emocjami. Skoro jesteśmy na łasce obiektywnego świata, to subiektywne (czytaj "nieprawdziwe") stany, należy wykorzystywać z umiarem. Mogą one owszem uskrzydlać, ale trzeba uważać, żeby się w coś po drodze nie wpakować. Obiektywność rządzi. Stąd nazwa Strażnik.
W obu sytuacjach mamy do czynienia z trzecim wymiarem. - wysokością Patrzenie z dystansu umożliwia nam widzenie siebie jako rozumnego trybika w machinie. W ten sposób dystansujemy się do tego co w nas nieskończone, zachowując zdroworozsądkowy umiar i sceptycyzm. Umysł nie posiada tu mocy tworzenia rzeczywistości, inaczej jak przez jej zrozumienie i gromadzenie wiedzy na jej temat. Jednak czyniąc to funkcjonuje na równi z prawami zewnętrznej maszyny świata - odwzorowując, naśladując, konstruując.... Mamy Obserwatora, który widzi wszystko z dystansu, po to, aby osobiście nie angażować się w emocje. Ma tendencje do zamykania się w "wieży z kości słoniowej" i patrzenia na innych z góry, ponieważ "widzi" w nich również nic nie znaczące trybiki. Mamy też Strażnika, który wchodzi wprawdzie z emocjami w kontakt - ale pilnuje się i nie daje im ponieść. Jego dystans polega na tym, że nie może dać się do niczego ostatecznie przekonać - zawsze pozostaje sceptyczny. Można go określić jako przyglądacza - kogoś kto przygląda się poszczególnym rzeczom, bierze je do ręki, dotyka, wącha, smakuje, po czym odkłada na półkę. Zabranie czegokolwiek do domu uważałby za ryzykowny wygłup.
Dotychczasową trójwymiarową strukturę nazwiemy kostką. Kostka ma sześć ścian - sześć pierwszych enneagramowych typów. Zawiera się ona w trójpodziale określanym przez różne systemy jako ciało-dusza-umysł, behawior-emocje-myślenie, czy masa-energia-informacja. Mamy:
(Dla dokładniejszego wyjaśnienia związków liczb z kategoriami masy-energii-informacji patrz mój artykuł pt. "Dziesiąty Krasnoludek. Enneagram jako cykliczna mapa iluzorycznego wszechświata".)
Podstawowym założeniem kostki jest to, że człowiek jest rozumną maszyną, opartą na algorytmie, czyli działającą odtwórczo. Maszyna jest pomimo to w dużym stopniu niezależna od swojego otoczenia i istnieje w oddzieleniu od niego, w sposób bardzo samodzielny. Ci którym taka definicja wystarcza, zatrzymują się na pozycji Szóstej - dopuszczającej do głosu emocje, ale kontrolującą je. Można ją nazwać pozycją egzystencjalną, ponieważ jej główną cechą jest lęk. Oto świat, wielka obca maszyneria, stanowi dzieło nieprzewidywalne, na które człowiek nie ma specjalnie wpływu, ponieważ jest od niej odcięty. Jedynym narzędziem obiektywnego wpływu byłoby zrozumienie, a nie jesteśmy w stanie nic do końca zrozumieć. Nasze szczęście i ból zależą o tylu czynników, że, racjonalnie biorąc, szanse na przeniknięcie algorytmu są małe. Człowiek jest sam, w wielkim bezsensownym wszechświecie.
"Einstein twierdzi, że światło jest czymś nadrzędnym wobec zarówno przestrzeni jak i czasu"
Leonard Shlain, "Art and physics"
Punkt widzenia trzeciego wymiaru napotyka na dylemat ludzkich marzeń. Czy w obiektywnym wszechświecie spełniają się one i jak często? Bo przecież od tego zależy pewna subtelna sprawa, bez której ani rusz. Sens życia. Światło w tunelu.
O ile absolutny obserwator wydawał się czymś intuicyjnie oczywistym w modelu Newtonowskim, o tyle od czasów Einsteina i ten niezmiennik podważono. Cóż, powolny obserwator porusza się może i zgodnie z obiektywną Newtonowską mechaniką, jednak stwierdzono, że gdyby - czysto teoretycznie - przyspieszyć obserwatora do prędkości światła, mógłby on... osiągnąć dowolny fizyczny cel w tej samej chwili, w której by do niego wyruszył!
A więc- na co jeszcze czekamy? Wystarczy przybrać prędkość zbliżoną do prędkości światła - i hop! Jedziemy! Jesteśmy nagle panami kostki, lub - używając poręcznego angielskiego zwrotu "we are on top of the world!" Dotąd mroczne, powolne wnętrze machiny nabiera nagle sensu i barw, ponieważ nic nas nie powstrzymuje, możemy wszystko, wszechświat wreszcie nie stawia nam oporu.
Cóż, problemem jest masa. Masa sprawia, że postrzegamy siebie jako ciała, a te nie mogą podróżować z okołoświetlnymi prędkościami. Są powolne i bezwładne. Bez mocy. Jest tak jakby ciało ciągnęło nas w tył, opóźniało, utrzymując w newtonowskiej sferze "zwykłego świata", w którym obowiązują prawa mechaniki, a rzeczy toczą się ustalonym torem. W naszym wszechświecie niestety nie wszystko jest światłem. Co z resztą? Ta reszta zapada się, ciągnie w kierunku przeciwnym. To zawartość Wszechświata lecąca wgłąb Czarnej Dziury, tej samej, która kiedyś pochłonie wszystko.
Skąd w wszechświecie przybywają gwiazdy, źródła światła? Lecą z czwartego wymiaru, kierunku w którym nastąpił Wielki Wybuch. Światło je wyprzedza, leci daleko przed nimi, one zaś wloką się w tyle. Zauważmy - światło podąża z czwartego wymiaru. Z "tyłu" suną maruderzy - masa wszechświata, cały ten wirujący kocioł. Wszystkie gwiazdy, galaktyki i inne ciała, które nie są tak szybkie, nie tak rozrzedzone i nie tak swobodne jak światło, i wleką się dlatego w ogonie. Wszystkie te ciała tworzą razem wspólną super-masę, która zagina wszechświat w czwartym wymiarze. I to właśnie z tego ponurego leja światło próbuje się wydostać.
A po co światło w ogóle ma stamtąd uciec? Oj, łatwo je zrozumieć, bo każdy z nas też tak ucieka. Ono chce jeszcze trochę pożyć. Chce zyskać dla siebie jeszcze trochę młodych, beztroskich lat, trochę czasu. Wie, że prędzej czy później, zacznie się powrót. Wówczas powoli straci swój młodzieńczy impet, zgęstnieje spowrotem w rozmaite formy (informacja), relacje (energia) i ciała (masa). Jednym słowem - samo zamieni się w cały ten skomplikowany majdan, z którego się kiedyś dzikim skokiem wyrwało. A potem, już zupełnie potem - zapadnie się w Wielką Czarną Dziurę.
Tradycyjnie życie ludzkie sprowadzić można do odruchu fototaksji. Człowiek, podobnie jak rośliny i zwierzęta dąży do światła, potrzebuje światła. Światło w naszym życiu osobistym, nosi nazwę "szczęścia". Nie ma chyba nikogo kto nie podpisałby się pod zdaniem: "Szukam w życiu szczęścia". To najbardziej uniwersalne stwierdzenie. Bez szczęścia nasze życie jest mechaniczne jak kostka. Gdy pojawia się szczęście - idziemy na skróty, przyspieszamy. Widzimy wtedy, że kostka wcale nie jest mechaniczna, że operują tu jakieś wyższe prawa - barwne i niesamowite. Niestety szczęście ma to do siebie, że pojawia się rzadko. A dlaczego? Tak, odpowiedź już znamy. Masa.
Sumaryczna masa obiektywnych przeszkód to nasze nieszczęście. W obiektywny sposób powstrzymuje nas ona przed przyspieszeniem. Ciąży za nami jak ogon galaktyk za pędzącymi fotonami. Wizje i marzenia pozostają bardzo często jedynie wizjami i marzeniami, i choć uparcie ścigamy szczęście, bardzo często pozostaje ono nieuchwytną projekcją wyobraźni, za którą zwykłe życie - no cóż, po prostu nie nadąża.
Jesteśmy niby w kostce, a niby poza nią - utknęliśmy. Coś mówi nam, że wszystko jest powolne i mechaniczne, coś zupełnie innego podszeptuje, że mamy ogromną moc i prędkość. To pierwsze to nasza osobowość. To drugie - nazywamy Wyższym Ja.
Ludzka poczwarka, Człowiecze Dziecko ukryte w większości z nas, znajduje się na granicy Szóstki (Strażnika) i Siódemki (Epikurejczyka). Jesteśmy uwięzieni pomiędzy trzecim i czwartym wymiarem - już nie z materii, ale jeszcze nie ze światła. Efektem takiego uwięzienia jest czas.
Strażnik (osobowość) mówi nam: "Eeee, Ameryki nie odkryjesz...". Epikurejczyk (Wyższe Ja) w nas natomiast szepcze: "Stary, jakie nieograniczone możliwości!" Budzi w nas odwagę do marzeń. Tylko, że na tym najczęściej się kończy.
Ponieważ oba te głosy są zupełnie sprzeczne, możemy tu siedzieć w nieskończoność. Wahanie się między pesymizmem, a optymizmem, sprawia, że jesteśmy letni, trochę niby ulepszamy, ale potem znów wątpimy, i tak w kółko. Po drodze - czas upływa. Można powiedzieć, że czas jest "wymiarem trzy i pół", ponieważ powstaje z niezdecydowania trójwymiarowych istot, co do pełnej transgresji w czwarty wymiar. Jest jak program telewizyjny w więziennej celi. Nadaje naszemu życiu znaczenie, ale na tyle tylko, żeby nie było nudno i strasznie. Tylko tyle, żebyśmy nie musieli patrzeć na Strażnika i kratę. Tyle tylko, żebyśmy mogli spokojnie dalej spać.
Nazwałem czas "wymiarem trzy i pół", właśnie dlatego, że nie jest on rzeczywistym czwartym wymiarem, a raczej jego złudną interpretacją. "Niedociągnięty" czwarty wymiar jest jakby chytrym wybiegiem kostki, która nie pozwala nam odejść, pomimo, że błysnęło nam już Coś Więcej. Nasuwa się tu symbolika węża kundalini, który w stanie zwiniętym, uśpionym, posiada trzy i pół splotu właśnie! Czy to aby przypadkiem nie inny sposób mówienia o czasoprzestrzeni i naszej nieświadomości Prawdy?
Pogrążeni w czasie czekamy i czuwamy, a to przecież funkcja Strażnika (ego). Epikurejczyk działa natychmiastowo, teraz, bez czekania. Pełna spontaniczność. Jak na razie wszelka natychmiastowość do jakiej jesteśmy zdolni sprowadza się do marzeń.- krainy wolności, w którą uciekamy w chwilach zwątpienia. Tu potrafimy podróżować z prędkością światła. Co zrobić, aby zaprzęgnąć do tej podróży również ciało?
Potrzebne jest doświadczenie mocy. Musimy znaleźć w sobie moc naszego psychicznego wpływu na świat. . W prawdziwym czwartym wymiarze nasze Wyższe Ja w cudowny sposób transformuje rzeczywistość. Działa paradygmat {JA-tworzy-TO], w którym zmiana w subiektywnej rzeczywistości, oddziałuje na rzeczywistość obiektywną. Musimy doświadczyć, że zmiana na płaszczyźnie myśli wywołuje zmianę w świecie. Strażnik w to powątpiewa - twierdzi że jest bezsilny. Do tyłu ciągnie go jego własne ciało - nigdy się nie myląca Jedynka (Perfekcjonista). Mówi mu ona: "weź się w garść i do roboty...", ale nie o to przecież nam chodzi, prawda?
Jest jeden problem. Nie wiemy, jak wygląda nasza moc. Wychowani w kostce, nie wierzyliśmy nigdy w takie bzdury. Wychowani w kostce wszystko co nowe interpretujemy przez pryzmat lęku. A zatem moc, zupełna nowość, będzie musiała być dla nas kwintesencją przerażenia.
Czwarty wymiar zawiera dwa aspekty:
Bez mocy, Epikurejczyk staje się tylko marzycielem. Jednak aby sięgnąć po moc, musi się on sprzeciwić kostce, która twierdzi, że coś takiego jak moc - nie istnieje. Musi sięgnąć w ciemność, która jest w nim. Stawić czoła przerażeniu.
Co się wydarza? Wojownik goni nas i nie widzimy go, bo jest z tyłu. Podobnie światło, które ucieka z Czarnej Dziury, nie wie przed czym ucieka, ba, ono nie wie nawet że ucieka. No, czasem mu coś świta. "Hello, myśli, przecież uciekam z czwartego wymiaru a nie do czwartego wymiaru! Czwarty wymiar jest za mną, a przede mną... kostka. Biegnę dokładnie do swojego więzienia, zamiast z niego uciekać i rozpraszam się w nim na wszystkie strony, aż miło" I wtedy, być może, cichy głosik podsunie światłu tę niecodzienną myśl:"A gdyby się tak zatrzymać i ... odwrócić?"
Łubudu. Odwraca się i w tym momencie wpada na nią wściekły wojownik cały w wojennych barwach i z okrzykiem bojowym Irokezów wbija mu w plecy dzidę.
Mierzymy się z karykaturalnie dużym lękiem. Nie, nie z lękiem kontrfobijnej Szóstki, tzn. nie musimy skakać z pędzącego pociągu, ani wybiegać nago na ulice, żeby "konfrontować się z lękiem". Nie chodzi tu o zachowywanie się w sposób obiektywnie zagrażający życiu lub zdrowiu, o jakiś rodzaj opartego na woli treningu. Musimy tu zmierzyć się z lękiem subiektywnym, irracjonalnym, lękiem który przekracza wszelkie zdroworozsądkowe wyobrażenie, a jednak - lękiem, którego na co dzień nie jesteśmy nawet świadomi! Jak to możliwe, abyśmy żyli w takim zaprzeczeniu? A jednak lęk ten tkwi w nas, choć zwykle nawet o tym nie wiemy. Czasem ujawnia się, zwykle na krótko, w chwilach gdy dotyka nas życiowe nieszczęście. Czujemy go wtedy wyraźniej niż zwykle, ale też, po zastosowaniu odpowiednich środków, udaje się szybko wrócić do stanu równowagi. Zazwyczaj. Choć tak naprawdę, to on jest w nas ukryty przez cały czas. Jest to lęk przed naszą własną mocą manifestacji. Lęk przed prawdą, o tym kim jesteśmy.
Zwróćmy uwagę na to, że symbolicznie liczba cztery reprezentuje świat właśnie i jego ograniczenia. Mówiąc o "pudełku", "więzieniu" czy "kostce" nawiązujemy jedynie do tej znanej idei. Zwróćmy też uwagę na to, że dwie najsłynniejsze czwórki - cztery żywioły i cztery strony świata, nie są symetryczne. W każdej z nich istnieje jeden wybijający się element, wskazujący na pewnego rodzaju wyłom (lub możliwość wyłomu) w symetrycznej strukturze. W przypadku żywiołów takim wyłamującym się elementem jest Ogień, w przypadku stron świata - Wschód. Ogień we wszelkich kulturach jest symbolem duchowej transformacji - czegoś co niszczy, po to aby mogło narodzić się nowe. Kojarzy się ze światłem, które przecież, symbolicznie, najczęściej uważane bywa za nośnik duchowej iluminacji. Kierunek Wschodu, oprócz tego, że również kojarzy się z odrodzeniem, jest, w judeo-chrześcijańskiej kulturze kierunkiem, w którym znajduje się Ogród Eden. To, dosłownie i w przenośni, kierunek raju.
Proces wyłomu, jaki wydaje się być konieczny dla opuszczenia kostki, można też nazwać skokiem kwantowym, choć nazwa "wyłom" lepiej podkreśla jego rewolucyjną i amoralną naturę. Jego zasadą jest to, że zwracamy ku ciemności w nas, a nie z dala od niej, jak to zazwyczaj czynimy. Jesteśmy przy tym świadomi, że robimy to na własną odpowiedzialność i nie mamy żadnej gwarancji, że cokolwiek z tego wyjdzie. Jesteśmy świadomi, że proces ten jest daleki od obserwacji, że wymaga pełnego zaangażowania z naszej strony, i że może nas zmienić w niepoznawalnym stopniu, a także - zniszczyć.
Na podstawie wypowiedzi ludzi, którzy zajmowali się tym procesem, z jego przybliżeń w literaturze i filmie, a także własnych, dość powierzchownych prób podejmowania go, nasuwa się mi się następująca definicja: jest to rodzaj wewnętrznej podróży w nieznane, nieporównywalnej z niczym co zna kultura i czym kultura standardowo się zajmuje, a jednak zadziwiająco absorbującym i intensywnym. Pomimo, że mówimy o procesie subiektywnym, wydarzającym się całkowicie "w głowie" zainteresowanego, jest on w każdym stopniu tak samo realny jak udział w dzikim rodeo, a często daleko bardziej przerażający. Dokonując wyłomu, konfrontujemy się z wypartą, nigdy nie używaną częścią umysłu, częścią w której zalega Ciemność. Rozświetlamy tę część za pomocą Światła naszej świadomości i powoli, krok po kroku, wydobywamy na wierzch zalegające tam emocje. Proces jest tak intensywny, i tak absorbujący, że często utrudnia, lub wręcz uniemożliwia kontakt ze światem zewnętrznym. Człowiek ociera się o lęk przed szaleństwem, a jeśli dostatecznie głęboko podrąży - także lęk przed śmiercią. Może sie rozchorować, stracić pracę, zerwać wszelkie kontakty i zniknąć, lub postąpić w dowolny nieprzewidziany, sprzeczny z własnym interesem sposób. Dla lekkiego i czytelnego przykładu patrz film American Beauty.
Wydarza się tu coś przeciwnego do znanej nam już ucieczki Światła przed Czarną Dziurą. Światło naszej świadomości dobrowolnie zawraca i kieruje się w najmniej sensownym kierunku - tym z którego uciekło! Nigdy wcześniej nie podejrzewało, że tam coś jest, bo nigdy wcześniej nie myślało nawet, że ucieka! Wydawało mu się, że po prostu idzie przez życie spędzając czas. Tymczasem, nagle tuż za nią otwiera się czarna otchłań, i z tej otchłani patrzą ślepia. Brr.
Emocje. Ten proces jest piekielnie emocjonalny i wyzwala w człowieku siły niewiele mające wspólnego z tym, za co uważał siebie przedtem, zanim proces się zaczął. Wydobywane są złogi naszej wiaryw rzeczy fikcyjne, hałdy nagromadzonych traum, które, jak odkrywamy, utrzymywały przy życiu całą naszą dotychczasową rolę. Nasza osobowość okazuje się niczym innym jak ciągiem nakładających się na siebie wdruków, sięgającym wstecz przez całe życie. Jest strumieniem masek jakie wypróbowywaliśmy każdego dnia, o każdej godzinie czasu, i które wcale nie zniknęły! Ciągną się za nami jak ociężały wszechświat masy za promieniem światła. Wleczemy je cały czas za sobą, okryte Ciemnością, nieuświadomione, a wszystkie one, każda po swojemu, próbują ograniczyć naszą moc.
A zatem:
Lecąc w stronę Gwiazdy Śmierci odkrywamy trzy rzeczy:
Dokonywanie wyłomu odbywa się na własną rękę, w chwili gdy człowiek dojrzał. Nie ma wiele wspólnego z wiarą ani z dyscypliną. Nie ma specjalnego związku z jakimiś instytucjami, czytaniem lub pisaniem tekstów, grupowymi spotkaniami, popularną medytacją czy psychoterapią. Można nigdy tego nie zrobić i nic się strasznego nie stanie. Nie jest to więc jakiś obowiązek. Tym niemniej proces jest dla każdego, i u każdego jest on ogromnie trudny - tak do zainicjowania, jak do dalszej świadomej kontynuacji.
Zalety tego są takie, że w miarę upływu czasu, rodzi się w nas coś zupełnie nowego. Zaczynamy odbierać siebie jako integralną część wszechświata, i nasza moc wpływu na ten wszechświat zaczyna się wreszcie wyraźnie przejawiać. Otaczają nas cuda, które są świadkami naszej przemiany - cuda, które w przedziwny sposób idą po linii naszych najskrytszych oczekiwań i potrzeb. Instynktownie wiemy jak działać, bez potrzeby dywinacji, prekognicji czy stosowania jakichś praw, lub zasad. Doświadczamy jak improwizacja i głos chwili potrafią wyprowadzić nas zawsze ku najlepszemu obrotowi spraw, a wszechświat dosłownie zawsze nas wspiera. Na skróty i w przyspieszonym tempie zaczynają się spełniać nasze marzenia.
Omawiamy tu czwarty wymiar, ten sam, o którym tyle mówi się w New Age - drogę do Wyższego Ja, Raju na Ziemi, manifestację pragnień, inżynierię rzeczywistości, wyjście poza czas, przebudzenie. W takim hipotetycznym świecie, jak już mówiliśmy, wszystko funkcjonowałoby na zasadzie [JA-tworzy-TO], czyli subiektywna treść umysłu człowieka, mogłaby stawać się rzeczywistością obiektywną. Nazywamy to magią lub cudem. Takie podejście różni się od podejścia 3. i 3.5, tym, że doświadczający podmiot obdarowany jest mocą wpływu na to, co widzi. W wymiarze trzecim obserwator było oddzielony i niezależny od tego co obserwował i to budziło lęk. To co obserwował, mogło w każdej chwili zwrócić się przeciwko niemu. W wymiarze trzy i pół obserwator amortyzował lęk za pomocą rozproszenia uwagi, i unikał zaangażowania. Teraz, w wymiarze czwartym, podmiot nareszcie doświadcza, że jego umysł ma wpływ na rzeczywistość zewnętrzną. Doświadczył, że na zewnątrz dzieje się tak, jak wewnątrz, oraz że jego własny umysł zmienia świat!
Ów stan, Wyższe Ja, jest, jak twierdzi Jed McKenna (patrz mój artykuł pt. "Jed McKenna i odświeżające spojrzenie na ziemską przygodę"), tym, czego pragnie większość duchowych poszukiwaczy. Stan ten, wg McKenny, charakteryzuje przejście człowieka z etapu Człowieczego Dziecka, w etap Człowieczego Dorosłego, coś co przypomina przemianę gąsienicy w motyla. McKenna dodaje, że jest to zjawisko w praktyce ogromnie rzadkie. Wychodzi na to, że Wyższe Ja to coś czego wszyscy - duchowi czy nie - całe życie pragną, co podejrzewają i przeczuwają, o czym wielu pisze nie doznawszy tego. Jest to też coś, gdzie, inaczej niż to się powszechnie twierdzi, udaje się dotrzeć tylko niewielkiej garści najodważniejszych.
Jeżeli Siódemka i Ósemka razem stanowią Wyższe Ja, a Dziewiątka pogrążone w nieświadomości Ja Prawdziwe, to jaka jest różnica między tymi dwoma Ja? Jaki jest sens ich rozdzielenia?
Otóż Wyższe Ja istnieje dopóty, dopóki istnieje nasza wiara w kostkę. Potem staje się Ja Prawdziwym. Póki istnieje ukryty w umyśle lęk, Wyższe Ja jest dualne i dlatego nie jest Ja Prawdziwym. Jest jednak dualne tylko dlatego, że usiłuje dokonać przeskoku miedzy kostką a Prawdziwym Ja, a zatem zawiera w sobie te dwa elementy. Ponieważ skacząc między Prawdziwym Ja, a kostką, skacze pomiędzy Prawdą a fałszem, dualizm ten naturalnie ustanie, z chwilą ostatecznego rozpoznania, że kostka to fałsz. Osiągnięty zostanie wtedy stan niedualny. Możemy zatem powiedzieć, że dualizm Wyższego Ja jest innym rodzajem dualizmu, niż dualizm osobowości. Dualizm Wyższego Ja jest dualizmem zmierzającym w stronę niedualizmu. Jest mostem osobowość-Prawda.
Sinusoida Światło-Ciemność (Prawda-Fałsz), przypomina metodę kolejnych przybliżeń. Siódemka jest Światłem, które przekonuje o Prawdzie, Ósemka Ciemnością, która ukazuje nasze przywiązanie do fałszu. Za każdym kolejnym podejściem Prawda przybliżana jest nam w sposób bardziej oczywisty, i za każdym razem część lęku znika. W ten sposób, fragment po fragmencie, skracany jest czas dzielący nas od ostatecznej realizacji Prawdy, ponieważ czas w swojej wersji dłuuuugiej (los, życie ludzkie) bierze się z lęku przed porzuceniem kostki. Pamiętajmy, że, jakkolwiek brzmi to dziwacznie, cała mechanika czwartowymiarowa wydarza się w przestrzeni subiektywnej - również takie z pozoru obiektywne kategorie jak czas i przestrzeń podlegają zniekształceniom wraz z JA. Faktem jest, że osoba na drodze do Prawdy traci stopniowo związek ze swoją osobistą historią, z tożsamością społeczną, psychologiczną, pochodzeniem, relacjami i zaczyna żyć tylko tym, co wydarza się bezpośrednio w relacji do niej, w zasięgu jej podstawowych potrzeb. Osoba taka pozbywa się również stopniowo myśli o chorobie, śmierci, przyszłości, co będzie potem, itd.
"Temu co rzeczywiste nie można zagrozić
To, co nierzeczywiste nie istnieje
W tym leży pokój Boży"
Kurs Cudów
Wahania ostatecznie kończą się w Dziewiątce. Dziewiątka - nazwijmy ją dla konsekwencji wymiarem piątym - jest jedna. Wszechświat czterowymiarowy jest tworzony przez opozycję JA-TO (JA-ŚWIAT), a zatem jest dualny. Faktu dualizmu wywołuje konflikt, ciągłe zmiany i skoki. Nawet pomost Wyższego Ja, choć ostatecznie prowadzi do niedualizmu, sam jest amplitudą wahań. Natomiast zupełnie inaczej jest z Dziewiątką (Mediatorem), która znajduje się poza wszelką opozycją. Nie ma w niej pragnień i dążeń ("ja"), ale też nie ma świadomości istnienia żadnych problemów do przezwyciężania ("to"). Ten stan "zadowolonej z siebie nicości" nie zmienia się i nie można go przekroczyć.
W oku cyklonu panuje cisza. Podobnie w centrum kosmicznego enneagramu. Poza wszelkimi podziałami istnieje miejsce całkowitego braku podziałów, a zatem całkowitego braku konfliktu. Z perspektywy tego miejsca - świat jest nieprawdą. Cokolwiek można nazwać, zobaczyć, usłyszeć, posmakować - jest nieprawdą, ponieważ zostaje zniekształcone przez pryzmat osobowości. Ten pryzmat jest fałszem. Gdy to sobie uświadamiamy, wzbiera w nas szczęście. Jednak nawet to szczęście jest - ostatecznie - zniekształceniem, ponieważ dzieje się w opozycji do nieszczęścia (lęku). Prawda, gdy się jej doświadczy, jest znana bezpośrednio, niezależnie od postrzegania, i niezależnie od szczęścia/nieszczęścia. Nic co względne nie ma na nią wpływu, nie może jej ani dotknąć, ani zranić.
Zawiera się w tym znaczenie cytatu: "Królestwo moje jest nie z tego świata"
Stan Permanentnej Niedualnej Świadomości wydaje się charakteryzować pewnymi wyróżnikami, zbliżonymi pod wieloma względami do opisu enneagramowej Dziewiątki. Istotnie zdają się istnieć wśród nas ludzie od typie osobowości imitującym niejako cechy osoby oświeconej. Nie znaczy to, że ludzie ci są oświeceni, ale, że odruchowo dążą do powierzchownego naśladowania pewnych jakości oświecenia. U Dziewiątek możemy mówić o jakiegoś rodzaju fascynacji tym stanem, prowadzącej do wytworzenia jego sztucznego surogatu. Surogat taki funkcjonuje kosztem zaprzeczenia osobowości, a nie, jak w oświeceniu, przez osobiste doświadczenie, że osobowość jest fikcją.
Zarówno Dziewiątka Mediator, jak i ktoś oświecony, choć motywowani inaczej, będą na zewnętrznym poziomie wykazywać wiele podobieństw. Poniżej zamieszczam zestawienie jakości osoby oświeconej, oraz odpowiadających im cech (niezbyt zdrowej, dla wyrazistości) Dziewiątki:
| Osoba oświecona | Niezbyt zdrowa Dziewiątka |
| 1. Nie posiada osobowości, choć może, okresowo, używać osobowości, mieszkającej w jej ciele; sama jednak nie utożsamia się ani ze swoim ciałem, ani z osobowością. | Nie posiada wyraźnej osobowości, ponieważ marzy o tym, aby "zlać się" z innymi i przez to uniknąć konfliktów; takie rozmycie osobowości wydarza się jednak kosztem wypartego gniewu. |
| 2. Jest psychicznie "przeźroczysta", to znaczy nie stawia mentalnego oporu żadnej sytuacji ani emocji; pozostaje przy tym sobą i zachowuje się normalnie. | Bywa określana przez innych jako "przeźroczysta", ponieważ w towarzystwie bywa Nikim Szczególnym; wiąże się to jednak z silnym zaburzeniem poczucia własnej wartości. |
| 3. Jest "nikim", w tym sensie, że nie uczestniczy jakoś szczególnie w świecie, ponieważ doświadcza, że świat jest umową, którą ona sama firmuje; pozostaje jednak pogodna i pełna życia. | Jest "nikim" ponieważ nie rozwija siebie i swoich talentów; wynika to stąd, ze stłumiła własne pragnienia, dążąc do uniknięcia konfliktu ze sobą i z otoczeniem; odczuwa przez to smutek i pustkę. |
| 4. Jest poza kontekstem - nie sposób jej określić ani zdefiniować, ona sama też ma problemy z odnoszeniem się do zewnętrznego świata, może czuć się zagubiona. | Jest poza kontekstem - jest roztargniona i często tarci kontakt z bieżącymi wydarzeniami; ignoruje ludzi lub informacje. |
| 5. Nie postrzega wokół siebie problemów - każda sytuacja jest korzystna i widziane są zawsze jej dodatnie strony; śmierć lub choroba także nie są widziane jako problem. | Nie dostrzega wokół siebie problemów, ponieważ nie chce ich widzieć; lekceważy ludzi i zagrożenia; z uporem twierdzi, że wszystko jest OK, choć konsekwencje tego są dla niej żałosne. |
| 6. Nie utożsamia się ze swoim ciałem. | Zaniedbuje swoje ciało, jego potrzeby i zdrowie; czuje się odrętwiała. |
| 7. Przebywa w nieustannym głębokim spokoju i zadowoleniu, które jednak nie wiążą się z pogorszeniem inteligencji, ociężałością czy otępieniem; nie ma w tym również lekceważenia dla innych. | Poszukuje spokoju i komfortu za wszelką cenę, dlatego dąży do izolacji od świata i jego problemów; lubi czasem otępiać się np. Za pomocą jedzenia, bywa umysłowo ociężała - "nie kuma". |
| 8. Jest w zasadzie obojętna na zewnętrzny świat; choć myśli i odczuwa, wydaje się nieprzywiązana do własnych myśli i uczuć; nie można jej zranić. | Nie korzysta z własnych myśli i uczuć, ponieważ je w sobie uśpiła; ludzie odbierają ją jako obojętną; brnie przez życie znieczulona na jego blaski i cienie. |
| 9. Często ma dostęp do niezwykłych intuicyjnych informacji, bywa stuprocentowo oryginalna, jest indywidualistą | Lubi mówić i myśleć o rzeczach odległych i niezwykłych; miewa niezwykłe pomysły, bywa bardzo niezależna. |
| 10. Postrzega siebie jako część wszystkiego, pasjonuje ją często prostota, bezpośredniość i oczywistość; pozostaje też zawsze w stu procentach sobą. | Chce postrzegać siebie jako zjednoczoną z wszechświatem lub rozpuszczoną w nim; ceni prostotę, bezpośredniość i oczywistość; lubi być sobą. |
| 11. Docenia naturalny przepływ rzeczy, nie lubi ingerować ani zmieniać. | Jest konserwatywna i z zasady przeciwna zmianom w swoim życiu; wynika to z obsesyjnej potrzeby spokoju. |
| 12. Docenia milczenie i pozawerbalną stronę spraw. | Bywa milcząca i niekontaktowa. |
| 13. Jest ucieleśnieniem niedualności. | Unika konfliktu. |
| 14. Jest ucieleśnieniem Prawdy. | Ceni szczerość, czasami aż do bólu; często też tego potem żałuje. |
Einstein twierdził, że coś takiego jak nieruchomy eter - ostateczna instancja, która byłaby faworyzowanym punktem odniesienia dla ruchu we wszechświecie, nie istnieje. Jego odkrycia stwierdzały, że wszelki ruch jest względny, co było zwrotem ku subiektywności czwartego wymiaru i intelektualnym sprzeciwem przeciwko Newtonowi (kostka). Piąty żywioł (eter) rzeczywiście sugeruje pewnego rodzaju odgórną supremację, nawet dogmat - jest przecież niewzruszony i stanowi ostateczną Prawdę. Jest to jednak też władca ze wszech miar łagodny. Ma to do siebie, że, mimo swej nadrzędnej pozycji, nikogo ani nie nakłania, ani nie zniechęca do podążania za sobą. W jego obliczu wszyscy i wszystko są równi, ponieważ tam gdzie on przebywa - czas kompletnie nie istnieje, a zatem wszystkie procesy nie mają znaczenia.
Z powyższego zestawienia wynika, że właśnie samo słowo "istnieć" jest tu kwestią kluczową. Kto, lub co istnieje? Niestety wygląda na to, że z punktu widzenia kostki, Boga nie ma, i nie ma możliwości doświadczenia go. Co zabawne, z punktu widzenia kogoś kto przebudził się w Bogu - nie ma kostki. Nieszczęsne Dziewiątki są w tej nieprzyjemnej sytuacji, że gdzieś podświadomie, chciałyby doświadczać rzeczywistość umysłu jako fikcji. Zadziwia fakt, jak, w jakimś sensie naturalny, musi być ten stan oświecenia: skoro istnieje typ konstytucji osobowości, biologiczny typ [!], który go odzwierciedla!
Enneagram udało nam się zatem sprowadzić do podstawowych trzech stopni:
Trójka znana m. in. z Kursu Cudów jako Syn, Duch i Ojciec. Na pytanie "To co w końcu jest Prawdą?" odpowiemy następująco:
Osobowość, oraz świat, który ona widzi są snem, który śniącemu jawi się jako bardzo realny. Sen ten jest oparty na opozycji, podziale, zderzaniu. Ponieważ oczy śniącego są zamknięte, nie doświadcza on, że istnieje coś więcej niż bezpośrednia obiektywna rzeczywistość zmysłów. Trudno mu zatem jednoznacznie ocenić, jak się w tym śnie czuje. Może wierzyć w istnienie Czegoś Więcej lub w to wątpić, - ale żadna z tych opcji go nie zadowala. Dyskomfort sprawia, że szuka. Jako most powrotu do Prawdziwego Ja przewidziane zostało Wyższe Ja, które pokazuje śniącemu rzeczywistą moc jego umysłu, który w stanie uśpienia jest tej mocy pozbawiony. Inne używane w filozofii wieczystej nazwy Wyższego Ja to: Duch, Duch Święty, Graal, Dziewica Maria, Chrystus, Chrystusowe Ja, Ogień Kundalini, Łaska, Chrzest Ognia, Przebudzenie, Transformacja, Zmartwychwstanie, Człowiecza Dorosłość. Prawdziwe przebudzenie jest wyłomem, którego dokonanie wymaga zmierzenia się z ciemnością, jaka tkwi w człowieku. Dla człowieka jest to ogromne wyzwanie i bywa dokonywane tylko przez gotowe do tego jednostki, niezależnie od credo, pochodzenia, uczynków, moralności itp. Im większy wyłom, tym większe rozpoznanie, że świat, który widzi osobowość, jak i sama osobowość, nie są czymś pożądanym. To motywuje do przebudzenia. To co się budzi to Prawdziwe Ja, jednak w Wyższym Ja dokonuje sie oczyszczenie z wiary w osobowość i w jej świat. Gdy wszelkie zapotrzebowanie na osobowość zostanie oczyszczone, Prawdziwe Ja może obudzić się w swoim naturalnym niedualnym stanie. W stanie tym Prawda doświadczana jest bezpośrednio, to znaczy bez pośrednictwa osobowości. Stan ten nazywany jest Oświeceniem, Prawdziwym Ja, Ja Zrealizowanym w Prawdzie, lub Permanentną Niedualną Świadomością. W stanie tym prawidłowo rozpoznawana jest iluzja osobowości i iluzja postrzeganego świata. Niestety stan ten jest czymś ogromnie rzadkim.
Czy tak narysowana mapa Wszystkiego zostawia jakieś miejsce dla nas, ludzi? Owszem, dla większości z nas jest nim przekroczenie pechowego wymiaru 3.5. Można go określić jako "połowiczność", "letniość", "brak determinacji", lub "wieczne wahanie". Wszystko to, co trzyma człowieka więźniem czasu. Wieczne dumanie nad przepaścią sprawia, że łatwo prześlizgnąć się przez życie jak niefrasobliwa Siódemka.
W "Matrixie" Wyrocznia mówi do Neo: "Ale ty już wiesz, co dalej."
Krzysztof Wirpsza
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Drukuj