Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 grudnia 2007

Wojciech Jóźwiak

Historia końca świata, czyli Religie apokalipsy
Wokół książki Normana Cohna 'Kosmos, chaos i świat przyszły'

Wokół książki Normana Cohna:
Kosmos, chaos i świat przyszły, starożytne źródła wierzeń apokaliptycznych

Gdyby religiom świata, a także światopoglądom świeckim, zadać pytanie, czy ten oto świat i ten oto ludzki byt w nim, jest ustalony i właściwy, i jest jedynym możliwym światem (i ludzkim bytem), jedne z nich odpowiedziałyby "tak", a inne "nie". Przy czym odpowiedź "tak, to jest właśnie ustalony i jedyny możliwy świat i ludzki byt" wcale nie musiałaby tchnąć optymizmem, bo równie typowo z poglądem takim stowarzyszony jest pesymistyczny fatalizm, czyli pogląd, iż jest źle, życie jest krótkie, trudne i bolesne i wszystko to marność, ale inaczej przecież być nie może. Taki pogląd był typowy dla dawnych Greków, ale i dosłownie wyrażony w Biblii przez Koheleta. Ale bywało także, ze owo "tak" wygłaszano z zadowoleniem, przykład w tejże Biblii, gdzie Bóg stworzywszy świat konstatuje, że ów jest dobry. Pogląd ten możemy z pewnym przymrużeniem oka nazwać realistycznym, podczas gdy drugi, nie zgadzający się na to: romantycznym.

Ta "romantyczna" odpowiedź "nie" - oznacza z kolei, że istniejący świat, istniejąca rzeczywistość, wliczając tu i materię i ducha, jest czymś przejściowym i prowizorycznym, niekoniecznym i właściwie nieprawdziwym - za czym idzie myśl, że oprócz tego świata istnieje, lub istnieć może lub istnieć będzie rzeczywistość prawdziwa, ostateczna i doskonała - "ta, o którą naprawdę chodzi".

Każdy by do tej rzeczywistości chciał wejść, ale jak? I na to pytanie udzielane są znowu dwie niezgodne odpowiedzi. Według pierwszej, człowiek może tam się dostać poprzez własną pracę nad sobą, poprzez własne duchowe a czasem i cielesne doskonalenie się, więc poprzez praktykę z użyciem jakichś "zręcznych środków". Taką odpowiedź dają buddyzm i joga. Rozwiązanie to jest indywidualistyczne, bo pracować nad sobą może jednostka, lecz nie zbiorowość. Jest elitarne, bo raczej nikt nie ma złudzeń, że wszyscy ludzie nagle rzucą się do trudnych praktyk, aby się duchowo przeobrazić.[1] Ale skoro nie jest dostępne wszystkim realnie, to niech chociaż będzie takim potencjalnie - i zapewne dlatego z tym podejściem skojarzona jest wiara w reikarnację, dająca każdemu szanse stać się buddą, choćby po milionach kolejnych wcieleń. Przy tym podejściu czas powinien być odpowiednio długi, stąd miriady indyjskich "kalp" i "jug", przepastnych epok świata.[2] Czas właściwie nie jest ważny, bo przemiana może wydarzyć się w każdej chwili, ale skoro dotyka tylko jednostkę, to czemu inni mieliby się tym fascynować?

Druga odpowiedź jest taka, że przejście do prawdziwej, ostatecznej i doskonałej rzeczywistości dokona się zbiorowo i cały świat zostanie przemieniony. Rozwiązanie to jest kolektywne, od wysiłków człowieka nic tu właściwie nie zależy, jest to dzieło boga i to najwyższego. Przemiana świata nastąpi w określonym czasie, postęp czasu jest tu więc ważny, ponieważ prowadzi do owego przełomowego wydarzenia: warto więc pilnie wyglądać wszelkich "znaków czasu" zapowiadających wielką przemianę. Przemiana ta w swojej najbardziej dobitnej wersji polegać ma na zniszczeniu istniejącego świata i jego mieszkańców przez bóstwo i stworzenie świata nowego i lepszego, tym razem doskonałego. Będzie to katastrofa, ale taka, po której nastąpi odnowa, rozkwit i tryumf dobra.

Taka w grubych zarysach jest treść wierzeń apokaliptycznych, które mają swoją historię i pierwszy raz zostały wypowiedziane przez staroirańskiego proroka Zaratusztrę - w postaci niemal kompletnej, do której przez dalsze trzy tysiące lat późniejsze apokalipsy niewiele już dodały.

Zaratusztra

Że Zaratusztra był postacią realną, raczej nie było i nie ma wątpliwości; wszystkie przekazy o nim widzą w nim człowieka i obywatela swojej epoki, nie zaś bóstwo czy mitycznego herosa. Problem jest z tym, który to był czas i miejsce, gdzie prorok spędził życie. Jedni badacze odsyłają go do prehistorii, inni zaliczają go do pokolenia bezpośrednio poprzedzającego imperium Achemenidów,[3] tych perskich władców, którzy toczyli zaciekłe boje z Grekami i w końcu ostatni z nich Dariusz pokonany został przez Aleksandra. Najbardziej prawdopodobne wydają się czasy około 1200 roku pne. i ówczesny wschodni Iran, czyli kraj zapewne pokrywający się z obecnym Tadżykistanem.

Zaratusztra był dziedzicznym kapłanem tradycyjnej irańskiej religii, czcicielem najwyższego boga imieniem Ahura Mazda czyli Pan Mądrości. W myśl doktryny, którą stworzył lub raczej która została mu objawiona, światem rządzą dwie przeciwne potęgi. Jedna reprezentuje światło, dobro, prawdę, sprawiedliwość i ład, a na czele owej dobrej strony bytu stoi właśnie Ahura Mazda (w późniejszych językach Iranu zwany Ormuzdem). Druga kosmiczna potęga to ciemność, zło, chaos, krzywda i kłamstwo, a na czele jej zastępów stoi anty-bóg Angra Mainju - którego imię później wymawiano jako Aryman.

Świat stworzony, a właściwie wydobyty z pra-chaosu przez Ahura Mazdę jest nieustannie atakowany i psuty przez Angra Mainju i jego sługi, wśród których prócz pomniejszych acz silnych demonów i ludzi-złoczyńców są także wilki, żmije i szczególnie przez wyznawców znienawidzone ropuchy. Z drugiej strony na stworzenie świata można patrzeć tak, iż to Ahura Mazda stworzył jasny i dobry świat specjalnie jako przynętę, aby ściągnąć weń siły zła jak w pułapkę i tu je w ostatecznej kosmicznej bitwie wygubić.

Czas istnienia obecnego świata, gdzie pomieszane jest dobro i zło, będzie mieć swój koniec. Na tym właśnie polegał wielki "wynalazek" Zaratusztry: idea skończonego czasu świata. On tę ideę wypowiedział po raz pierwszy, przed nim powszechnie uznawano świat za wiecznie trwały, o ile oczywiście będą przez kapłanów i królów sumiennie wypełniane obowiązujące ich rytuały.

Kiedy czas się wypełni i przyjdzie jego koniec, na niebie i ziemi rozegra się wielka bitwa, w której Ahura Mazda wraz ze swym boskim orszakiem pokona Arymana i jego demoniczne wojska. Ziemia zostanie oczyszczona w ogniu, a właściwie w powodzi płynnego metalu. Złych ów żar spali wraz z duszami, dla sprawiedliwych zaś będzie niby kąpiel w ciepłym mleku. Sam Ahura Mazda w całej swej chwale zstąpi na ziemię aby jako najwyższy kapłan odprawić rytuały, które dopełnią odnowy świata. Ciała sprawiedliwych staną się nieśmiertelne i wiecznie młode, wcześniej zaś zmarli zmartwychwstaną. Kto umarł staro, dostanie ciało czterdziestoletnie, kogo przedwczesna śmierć zabrała kiedyś dzieckiem, żyć będzie na nowo w ciele piętnastolatka. Zmieni się wygląd świata: znikną przeszkadzające góry i skały, cała ziemia stanie się jedną wielką zieloną równiną.[4] Mężowie i żony połączą się na nowo, choć nowe dzieci nie będą już się rodzić. Zapanuje wolność od cierpień i trosk, pokój, zgoda i jednomyślność pod sprawiedliwymi rządami Boga Najwyższego. Wszystkie złe istoty zostana oddzielone od jasnego świata i na zawsze, już bezsilne, zesłane w odległe ciemności, gdzie ich miejsce. Owa re-kracja świata nazwana została "odnowieniem" - Fraszokereti w starszym języku Iranu, Fraszegird w nowszym.

Następcy Zaratusztry, bo raczej nie on sam, dodali jeszcze do tej porywającej wizji narodzenie - u progu czasu Odnowienia - zbawiciela, Saoszjanta, który to przydomek znaczy "niosący dobro". Miał się on narodzić z dziewicy zapłodnionej nasieniem proroka Zaratusztry podczas kąpieli w jeziorze, gdzie owo nasienie na nią czeka. Kiedy to się stanie? Zbliżanie się czasów ostatecznych poznać będzie można po postępującym upadku: wszyscy ludzie w owej żałosnej epoce staną się kłamcami, honor i miłość pójdą w zapomnienie, nowe pokolenia rodzić się będą słabe i kalekie, miast deszczu z nieba spadać będą żaby, rzeki wyschną, a konie nie dadzą rady galopować. Wtedy, by powstrzymać postępujące zło, cudownie narodzi się Saoszjant.

Prorocy żydowscy

Religia żydowska nie jest tak stara, jak sama to sobie przypisuje. Adam, Noe, Abraham, Mojżesz - a nawet Salomon - należą do legendy, nie do historii. Zakon lub sekta czcząca Jahwe-Jehowę zrazu jako głównego boga a później jako jedynego Boga prawdziwego zawiązała się zapewne około 750 r pne, a jej pierwszym głosicielem był prorok Ozeasz. Pierwszym monoteistycznym królem Judei był wcale nie Dawid, lecz Jozjasz, który zginął w bitwie z faraonem Necho w 609 r pne. Wkrótce na Żydów spadła katastrofa: najazd Babilonu i wysiedlenie ich do Mezopotamii. I właśnie niewola babilońska najsilniej przeorała świadomość narodu żydowskiego. Pocieszeniem dla nich była powstała wówczas wiara, iż ich najeźdźcy są w istocie narzędziem w ręku Jehowy, który ich "spuścił ze smyczy", aby ukarać i doświadczyć niedość mu wierny Naród Wybrany. Ówcześni prorocy, Ezechiel i Izajasz Drugi (Deutero-Izajasz) głosili, że w następnej fazie dziejów Bóg pokarze i zniszczy wrogów Izraela i w odbudowanym Jeruzalem, nowej i wielkiej stolicy świata, siądzie na tronie swojego Państwa Bożego.

Wizja ta nieomal się wypełniła. Niewola babilońska nie trwała nawet jedno stulecie. Państwo neobabilońskie upadło w 538 r pne najechane przez Persów, których król Cyrus zezwolił Żydom wrócić do ojczyzny i odbudować świątynię w Jerozolimie. Nie stała się ona jednak zaczątkiem bożego imperium, raczej ówczesne państewko Żydów wiodło byt peryferyjny i prowincjonalny.

Był to jednak czas, kiedy między Żydami i Persami zawiązała się serdeczna przyjaźń i ideowa więź, w której obie strony patrzyły na siebie jak na "swoich", przy czym Żydzi u perskich magów - kapłanów Zaratusztry - byli uczniami, którzy skwapliwie adaptowali do swojej religii perskie idee, upodabniając Jehowę do Ahura Mazdy, jego anioły do frawaszti, czyli duchów służących Dobremu Bogu Irańczyków, otaczając swego Boga kręgiem archaniołów na wzór perskich Wielkich Nieśmiertelnych, Amesza Spenta. Wśród nowych idei zapożyczonych z Iranu była postać złego przeciwnika boga: perski Aryman dostał hebrajskie miano Satan - Szatana, a jego mroczne sługi usiłujące zawładność światem wyobrażano sobie niby mnogie wojska. Na wzór Saoszjanta zapożyczono wizję przyszłego zbawiciela-Mesjasza, który u Żydów miał być przyszłym królem z rodu Dawida, sprawiedliwym władcą i odnowicielem chwały Izraela; dobrze też zapamiętano, że ma on narodzić się z dziewicy.[5] Od Persów przyjęto też wizję końca czasu i wielkiej odnowy świata, kiedy po ostatecznej bitwie Boga z siłami zła nastanie wieczny pokój, sprawiedliwość i życie wolne od śmierci.

Księga Daniela

Irańskie imperium Achemenidów obalili Macedończycy pod wodzą Aleksandra. Przyjaznych Żydom Persów zastąpili mówiący po grecku nowi władcy, którzy Izraelitów ze wzajemnością nie cierpieli. W 169 roku pne. Antioch, monarcha z dynastii Seleucydów, daleki potomek aleksandryjskiego generała, wszczął okrutne prześladowania Żydów i zbezcześcił ich świątynię. W odpowiedzi Żydzi powstali pod wodzą Judy Młota-Machabeusza. Okrutną wojnę wielu Żydów uznało za znak nadciągających czasów ostatecznych, końca świata. Utwierdzały ich w tym natchnione pisma, apokalipsy, które wtedy pojawiły się, i choć przypisane postaciom z dawnych wieków, w istocie mówiły o współczesności. Taką jest Księga Daniela, rzekomo pochodząca z czasów niewoli babilońskiej, naprawdę jednak napisana wtedy.

Jest w niej wizja czterech bestii wychodzących z morza, symbolizujących cztery mocarstwa wrogie Izraelowi (a czwarta bestia najgorsza...), które jednak wyrokiem Boskim zostaną zniszczone. Bóg występuje w tej księdze pod przydomkiem Przedwieczny lub Stary Dni - jako białowłosy starzec; pierwsze chyba i ostanie u Żydów tak plastyczne wyobrażenie ich nieuchwytnego dotąd Boga, które w przyszłości zawładnie wyobraźnią chrześcijan. W apokalipsie Daniela po raz pierwszy padają też tajemnicze słowa "Syn Człowieczy", który ma przybyć na obłokach i objąć w imieniu Boga władzę na odnowionej ziemi.

W Księdze Daniela jest też wizja sprawiedliwych wyznawców i męczenników, którzy w czasie ostatecznym wstają z grobów w odnowionych ciałach. Wizja odrodzenia zmarłych z suchych kości była już trzysta lat wcześniej u Ezechiela, jednak teraz wypowiedziana została jako nieodłączny element końcowej przemiany. Wiara w przyszłe zmartwychwstanie już wtedy, podczas powstania machabejskiego, dodawała Żydom sił w ich walce i męczeństwie.

Księga Henocha

Księga Henocha i bliska jej Księga Jubileuszów zostały ostatecznie odrzucone i przez Żydów i przez chrześcijan, skutkiem czego ich przekłady zachowały się głownie w dalekiej Etiopii, jednak wpływ tych ksiąg na światopogląd zarówno Żydów jak i chrześcijan był ogromny. Teksty te przedstawiają świat jako pole sporu i wojny pomiędzy jego stwórcą Bogiem i niszczycielem Szatanem. Podają szczegółową genezę szatańskich zastępów. To w tych księgach zawiera się historia upadku aniołów i ich przemiany w szatany, a także mieszania się "krwi" upadłych aniołów z ziemskimi kobietami. Zepsucie świata postępuje, choć armie dobrych duchów usiłują je powstrzymać. Czas ostatecznej boskiej interwencji zbliża się. Miejscem zagłady Złych będzie dolina Hinnon (Gehenna) pod Jeruzalem, królestwo Boże nastąpi potem.

Jezus

Jezus jest postacią historycznie niejasną. Pierwszy jego wyznawca i głosiciel, św. Paweł (właściwie Saul Tarsyjczyk), nie znał go osobiście i w swych pismach wcale nie wyraża się o nim jako o człowieku z krwi i kości, lecz raczej jak o jakimś bezcielesnym i pozaczasowym archetypie. Wszystko co jest historią jego życia, wiemy z Ewangelii, które napisano późno (a pewną ich liczbę jako "apokryfy" następnie odrzucono), najdawniejsi zaś chrześcijańscy autorzy o wydarzeniach z Ewangelii nie wspominają, jakby ich nie znali. Poza kręgiem wyznawców nikt nie zauważył Jego istnienia, nauczania i śmierci: u współczesnych Mu zarówno Żydów jak Rzymian nie ma o Jezusie ani słowa. Wierzący chrześcijanin ma oczywiście prawo westchnąć, że "podobało się Bogu ukryć Swego Syna" - jednak ludzie nauki słusznie powątpiewają o jego istnieniu. Nie można odrzucić tezy, że Ewangelie powstały jako midrasz, czyli pobożna lecz fikcyjna opowieść o tym, jak być mogło - a nie o tym, jak było. [6]

Jezus taki, jakiego przedstawiają Ewangelie, jest postacią podwójnie apokaliptyczną. Po pierwsze sam głosił, że Królestwo Boże, a właściwie tłumacząc, Rządy Boga, jest bliskie i to on jest tym, który je zapowiada i ogłasza. Obiecywał, że Dni Ostateczne i przyszłe Królestwo przyjdą jeszcze jego pokoleniu, tak iż niektórzy z jego towarzyszy nie zdążą zaznać śmierci. Częścią Ewangelii wg św. Marka jest "apokalipsa markowa" czyli wygłoszona przez Jezusa zapowiedź mających wkrótce nastąpić kataklizmów i kosmicznych bojów ze złem, które poprzedzą Królestwo. Po drugie, jego wyznawcy, z Pawłem na czele, widzieli w nim Odnowiciela Świata, Mesjasza i Syna Bożego, który został przez Boga wysłany, aby zwyciężyć Szatana i przemienić i odnowić świat.

Księga Objawienia

Początki ruchu chrześcijańskiego obfitowały w apokalipsy czyli proroctwa odsłaniające (apokalypto, gr. "odsłaniam") tajemne zamiary Boże co do mającego lada chwila nastąpić kosmicznej wojny, zniszczenia świata i jego re-kreacji. Jedna z nich, przypisywana apostołowi Janowi, została, jako pismo natchnione przez Ducha św., więc właściwie mające Boga za autora, włączona do kanonu ksiąg Nowego Testamentu. Dzieło to, w skrócie nazywane "Apokalipsą" napisane zostało krótko przed 100 rokiem ne., a jego autor z całą pewnością nie był towarzyszem Jezusa imieniem Jan. Dzieło, choć napisane po grecku, jest z gruntu, z ducha i stylu żydowskie: wpisuje się jako kolejne ogniwo w ciąg hebrajskich proroctw, używa tego samego podniosłego i niepokojącego stylu, wreszcie obficie cytuje starotestamentowe pisma i czerpie z nich motywy.

Jego autor, po wstępie, przedstawia je jako opis swojego "zachwycenia", prorockiego stanu wizyjnego, którego nagle dostąpił. W widzeniu tym dane mu było zobaczyć przyszłe, choć rychłe wydarzenia. Oto niebem wstrząśnie wielka wojna "mocy niebieskich", która ogarnie także ziemię i ludzi. Powtórnie przyjdzie Mesjasz, tym razem jako przerażający wojownik, który pokona grzeszne mocarstwa czcące szatana, wśród nich Wielki Babilon, w którym czytelnicy słuszne mogli dopatrywać się znienawidzonego Rzymu. Po kolejnych kataklizmach, w których zginie "smok wielki" - Szatan - z nieba na ziemię zstąpi Nowe Jeruzalem, stolica odnowionego świata zgotowana dla wiernych przez Boga: miasto z drogich kamieni wolne od zła, śmierci i smutku. Stara ziemia i stare niebo przepadną zniszczone, jednak Bóg da sprawiedliwym nową ziemię i nowe niebo. Zdumiewa, jak wiele z treści tych wizji istniało już w proroctwach Zaratusztry!

Ragnarök

Dziwną koleją rzeczy wątek łudząco podobny do zaratusztriańskiego lub judeo-chrześcijańskiego końca świata wystąpił w mitach dawnych Skandynawów - Normanów. Ragnarök znaczy: los, przeznaczenie bogów. [7] Utwór znany jako Völuspa czyli Pieśń Wieszczki przedstawia wydarzenia, które mieć będą miejsce u kresu czasu, u końca obecnego świata. Mit skandynawski jest o tyle ciekawy, że bogowie, którzy wtedy stoczą śmiertelną bitwę z siłami zła: olbrzymami i demonicznymi wilkami i wężami, wcale w niej nie wygrają, przeciwnie, niemal wszyscy zginą wraz ze swymi przeciwnikami. Bitwa Ragnaröku będzie serią pojedynków bez zwycięzców. A co będzie dalej? Czy wszystko to napróżno? Od tej bitwy świat ogarnie pożoga, po której znów wykiełkuje trawa, pojawi się kilkoro młodych bogów ocalałych z bitwy, ci powołają do życia nowych ludzi... Świat zacznie nowe życie, jak na wiosnę po zabójczej zimie.[8]

Czytając Pieśń Wieszczki ma się wrażenie, że jej twórcy stanęli w połowie drogi między starymi mitami o kosmicznych cyklach narodzin i śmierci, a "dobrą nowiną" o całkowitej odnowie świata pierwszy raz wygłoszoną (dwa tysiące lat wcześniej) przez Zaratusztrę.

Sekty millenarystyczne

Religijny, a właściwie soteriologiczny czyli dotyczący zbawienia, światopogląd, którego istotą było oczekiwanie końca i przemiany świata, nazwano millenaryzmem, od rozpowszechnionej i wypowiedzianej także w Apokalipsie Janowej wiary, iż powtórne przyjście Jezusa ma nastąpić po tysiącu lat. Rok tysięczny wprawdzie minął i mało kto go w ówczesnej Europie zauważył, jednak wciąż i wciąż pojawiały się grupy religijnych entuzjastów przekonane, że Koniec Świata, Powtórne Przyjście, Sąd Ostateczny, Millenium, Apokalipsa lub Armagedon nastąpi zaraz. Przy okazji warto zauważyć, jakiej mnogości terminów na to mityczne wydarzenie dopracował się nasz język. Wiara w Koniec Świata pozostawała wciąż żywa - nie na próżno każdy chrześcijanin miał obowiązek recytować w codziennej modlitwie, że Jezus "przyjdzie sądzić żywch i umarłych". Jednak oficjalny Kościół niespecjalnie był zainteresowany dosłownym rozumieniem tej wiary: chętniej odsuwano perspektywę Apokalipsy na odleglą przyszłość i źle widziano próby dosłownego wyliczania jej daty. (Być może była to też jedna z przyczyn, dla której Kościół nie lubił astrologów.) Pogłoski o rychłym Końcu wprawiały ludzi w stan ekscytacji i buntowniczego entuzjazmu, a skoro czas miał się zaraz dopełnić, to traciły sens takie "pozory" jak władza i społeczny porządek. Wiara w Apokalipsę miała ostrze rewolucyjne.

Millenarystyczne nastroje podnosiły się zwłaszcza wśród ludzi prześladowanych i zagubionych w chaosie społecznych przemian. Towarzyszyły religijnym wojnom protestancko-katolickim w XVII-wiecznej Europie, występowały u zbuntowanych sekt prawosławnych w Rosji, znajdywały podatny grunt w Ameryce wśród zasiedlających ją wygnańców. W Ameryce powstało najliczniejsze dziś u nas wyznanie millenarystyczne - Świadkowie Jehowy.

Millenarystyczne sekty pojawiły się jako przykład wręcz laboratoryjny wśród prawosławnych na Podlasiu po przejściu przez tę ziemię I Wojny Światowej, która zniszczyła tradycyjny społeczny porządek. Wśród tamtejszych chłopów pojawili się prorocy utożsamiający się z postaciami Starego i Nowego Testamentu, głosili rychłe Królestwo Boże, a najznańszy z nich prorok Ilia zgromadził swych zwolenników do zbudowania - niedaleko Krynek - nowej stolicy świata, Wierszalina.

Cargo

Kiedy z początkiem XX wieku misjonarze jęli tłumaczyć i czytywać w ich języku fragmenty Biblii tubylcom Melanezji, wysp otaczających Nową Gwineę, skutek był iście piorunujący. Wieści o Apokalipsie i nadciągającym stworzeniu nowego świata Melanezyjczycy i Papuasi chłonęli jak gąbka. Pod pewnym względem ich tradycyjna kultura była podobna do europejskiej: utożsamiali szczęście z posiadaniem materialnych dóbr. Melanezyjczycy zazdrościli Białym ich bogactw, a przy tym słusznie zaobserwowali, ze ci ich nie wytwarzają. Nie znajdywali białych ludzi pracujących, jak oni. Ich dobra przypływały do nich zza horyzontu, na statkach jako cargo. Najwyraźniej były produkowane gdzieś w zaświatach, a jeśli tam, to pochodziły od przodków. Cargo było więc, jak wierzono, przeznaczone dla tubylców, a tylko biali, biegli w magicznych sztuczkach, chytrze je sobie przywłaszczali. Kontakt z Europejczykami i ich towarami-cargiem, i zrodzona z tego kontaktu spontaniczna religia, Kult Cargo, była dla wyspiarskich społeczności rewolucyjnym wstrząsem. Szczyt entuzjazmu przyszedł w latach II wojny, kiedy na wyspach zaczęły lądować samoloty, a na dżungle spadły zrzuty z zaopatrzeniem dla baz wojska. Tubylcy budowali dla niebiańskich "ptaków" niosących cargo wyimaginowane lotniska, na nich kopie wież obserwacyjnych i masztów radiowych, a ich kapłani by przyspieszyć przyjście darów urzędowali, wykonując czynności podpatrzone u kolonialnych urzędników. Wyspiarze domagali się też tłumaczenia całego Pisma, sądząc że księgi nieprzełożone na ich języki zawierają prawdziwą a skrywana przez misjonarzy mądrość bóstw i przodków.

Główny sens kultów cargo był jednak dziwnie zgodny z duchem zaratusztriańskich, judejskich i chrześcijańskich wierzeń o Końcu Świata: oto zbliża się przełomowy czas, w którym bóg lub jego wysłannicy uwolnią ludzi od trudu, pracy, bólu, śmierci i niebo spłynie na ziemię.

Komunizm i Trzecia Rzesza

Zdumiewające, że millenarystyczno-apokaliptyczne wątki zostały do skrajności wypracowane przez doktryny, które nie były religiami, od wiary w Boga się odcinały, a chrześcijaństwo miały w pogardzie. Tak jakby z całego zestawu idei podróżującego przez czas w pakiecie "chrześcijaństwo" wzięły samą apokalipsę, odrzucając resztę.

Komunizm cały był ulepiony z apokaliptycznej materii. Świat zdominowany przez mieszczaństwo ("burżuazję") i ustrój kapitalistyczny uznawano za nieodwołalnie skażony i istotowo nieczysty, godny nie naprawy, ale jak najszybszego radykalnego zniszczenia. W tym "burżuazyjnym" świecie chciwie wypatrywano wszelkich oznak zespucia, krzywdy, cierpienia, zła - widząc w nich objawy postępującego psucia się świata, jako że w myśl zasady "im gorzej tym lepiej" szerzące się zło ("ucisk proletariatu", "gnijący kapitalizm") zapowiadało przyszłą przemianę i nastanie nowego, lepszego świata.

Sposobem na przywołanie tego nowego świata miała być zmasowana przemoc. Ci nowocześni apokaliptycy nie czekali na najazd sił zła: sami chcieli pierwsi ruszyć do boju, by zmieść "stary świat". Jednak budowane przez nich komunistyczne Nowe Jeruzalem samo rychło okazało się piekłem...

Podobnie wznoszona przez Hitlera i zwolenników Niemiecka Trzecia Rzesza roiła się od millenarystycznych motywów. Było to już widoczne w oficjalnej tytulaturze: przecież ta Rzesza miała być Tysiącletnią! Hitler nakazał, by architekci tak projektowali budowle, aby nawet jako przyszłe ruiny sprawiały miłe dla oka wrażenie: widać sam się widział następcą faraonów i cezarów. Narodowo-socjalistyczne państwo po paru latach sprowokowało wojnę z niemal całym otaczającym światem: prosta konsekwencja widzenia siebie "czystymi", a wszystkich innych przeklętymi. Wroga wewnętrznego, przede wszystkim Żydów, musieli zaś z braku usłużnego boga unicestwić sami, sami wykonać brudną robotę - co też gorliwie uczynili. A że nowy świat przyszłości miał być zamieszkany przez nowego człowieka, naziści wzięli się za hodowlę ludzi i naukowe zapładnianie rasowych kobiet w osławionej akcji Lebensborn.

New Age czyli millenaryzm optymistyczny

Myślenie apokaliptyczno-millenarystyczne w swej wersji łagodnej wyraża się w wierze, iż "idą nowe lepsze czasy" i sam "powiew czasu" jest władny zmieniać ludzi, "angelizować" ich, upodabniać do aniołów. Idea ta pojawiła się w nowoczesnym okultyzmie, na przykład u Heleny Bławatskiej lub u Rudolpha Steinera, którzy dziwnie krzyżując darwinowski ewolucjonizm z hinduskimi naukami o kosmicznym cyklach dochodzili do wniosku, iż Ziemię zamieszkiwały kolejne "rasy" istot ludzkich, kolejno gubione z powodu jakichś niedoskonałości i zastępowane nowymi, wg Steinera przybywającymi z innych planet.

Poszerzająca się wiedza o dawnych cywilizacjach i podziale historii na epoki przeobrażała się w popularne wyobrażenie o epokach przemieniających ludzi. Bo skoro czytano w podręcznikach historii, że "człowiek starożytności" różnił się od "człowieka średniowiecza", tego zaś zastąpił wyposażony w jeszcze inny charakter "człowiek renesansu", to co broniło uwierzyć, że oto ma przyjść następna epoka a wraz z nią inny "gatunek" ludzki?

Te idee skumulowały się w micie Nowej Ery, New Age po angielsku, czyli Ery Wodnika, która miała zastąpić kończącą się Erę Ryb. Przesunięcia punktu równonocy wiosennej o jeden gwiazdozbiór zodiaku miały nadawać w myśl tej mitologii podstawowy rytm przemianom epok. Każda taka zodiakalna epoka miała trwać po około 2100 lat. Era Wodnika miała się zacząć... jakoś teraz.

Od dawnych millenaryzmów tę nową wiarę w Nową Erę różniła jej pokojowość. Nie oczekiwano wojen i kataklizmów jako środka zapowiadającego i przyśpieszającego jej nadejście, chociaż skwapliwość z jaką zwolennicy New Age podchwycili panikę wokół dziury ozonowej i obecnie wokół globalnego ocieplenia, świadczy o tym, że zamiłowanie do katastrof w tym nurcie jednak jest obecne.

Nową Erę wyobrażano sobie - w deklaracjach i w słowach piosenek - jako czas pokoju jednoczącego narody i rasy, jako wolność bez barier dzielących ludzi, jako pogodzenie ducha i ciała i połączenie duchowych ekstaz z cielesnymi błogostanami. Religie miały się zjednoczyć, a każdy miałby do woli słuchać świętych i mędrców każdego wyznania.

Orędownicy Nowej Ery swoim głównym wrogiem uczynili dwóch myślicieli: Kartezjusza i Newtona, których posądzali o zatrucie umysłów wizją świata mechanicznego, martwego i poddanego okrutnej i jednostronnej dyktaturze rozumu. (Odwrotnie niż komuniści, którzy rozum adorowali przesądnie i naiwnie.) Przywracali zaś do łask to, co poza-intelektualne, intuicyjne, wizyjne i kobiece - w przeciwieństwie do "patriarchalnego" intelektu, władzy i porządku.

W nurt New Age'u wpisała się też najnowsza mutacja apokaliptyzmu, jaką jest wiara w rok 2012, w którym to roku kończy się kalendarz ułożony przez dawnych Majów. Ciekawe, który następny rok wymyślą nowi prorocy... Bo że wymyślą, nie wątpię.

Ocena

Można spróbować etycznej oceny millenarystycznych i apokaliptycznych poglądów. Dobre w nich było to, że uzbrajały ludzi przeciw złu i dodawały sił i odwagi w nierównych starciach. Skłaniały do heroizmu. Żydowscy powstańcy z wojen machabejskich dokonywali czynów straceńczej odwagi i gardzili życiem, wierząc że za chwilę wstaną znów żywi i cali w Bożym Królestwie.

Złe zaś było w tych poglądach, że w istocie znieczulały na przejawy zła. Wszystkie chyba poglądy z przedstawionej tu rodziny, od samego Zaratusztry poczynając, w nasilaniu się zła, niegodziwości i upadku widziały znak zbliżania się Ostatecznego Rozwiązania, paradoksalnie więc nakazywały zła wyglądać z nadzieją!

Poprzez wierzenia apokaliptyczne zyskiwała ujście i wyraz niechęć do świata i jego mieszkańców. Słowa proroków zapowiadających Koniec i Sąd Ostateczny aż ciekną jadem przeciw światu, takiemu jaki jest - i z równą jadowitą nienawiścią czekają jego zniszczenia i zastąpienia go tym nowym.

Coś wstrętnie niskiego zawiera się też w wierze, że skoro "my" sami nie jesteśmy władni ani zdolni, a może nie chcemy, unicestwić naszych wrogów, to niech Bóg wykona za nas tę czarną, a raczej mokrą robotę. Bóg w roli operatora masowej zagłady - wielkie nieba...

Najmniejszą już chyba na powyższym tle wadą apokaliptyzmów jest to, że służą inflacji ego. Poprzez studiowanie i przeżywanie apokalips człowiek "podłącza się" do wyobrażeń, w których utożsamia się z jakimiś "kosmicznymi potęgami", to zaś ładuje go złudnym poczuciem mocy, odrywającym od realiów, od ziemi, od troski o życie takie jakie jest. Podobnie w nowszych czasach uwodziło wszelkie utożsamianie się z siłami państwa lub narodu, a choćby klubu Legia zwycięskiego w bojach z wrogim Widzewem. W istocie, w apokaliptycznych wizjach można dotrzeć rozpanoszony instynkt przynależności: ten, który ludziom kazał zapominać o sobie i stawać się częścią masy.

W końcu ta przywara, że apokaliptyzmy hodują obraz człowieka "niemocnego". To zresztą jest ich wadą istotową. Jak pisałem we wstępie, apokaliptyzm bierze się wtedy, kiedy na pytanie "czy ten świat i życie w nim jest tym prawdziwym i właściwym?" odpowie się "nie", zapisując się w ten sposób do obozu "romantyków" - po czym na następne pytanie, "a jak osiągnąć tę lepszą kondycję?" odpowie się: "trzeba czekać, aż kosmiczny cykl się dopełni i Bóg zrobi porządek z tym podłym światem". Nie zaś: trzeba oto tu i teraz samemu brać się do dzieła własnej naprawy. Tak odpowiadają romantycy tej drugiej szkoły, wśród nich buddyści, jogini i pewnie spora garść szamanów. Ci pierwsi, spuszczający się na Boga, pozostają, by czekać i złorzeczyć światu. I to jest ta wada: światopoglądy i religie apokalipsy odwodzą ludzi od wzięcia się do pracy nad własnym rozwojem.

W istocie idea pracy nad duchowym rozwojem jest na tradycyjnie apokaliptycznym Zachodzie ledwie świeżą nowinką, zaimportowaną z Indii i dalszego Wschodu wraz z jogą i buddyzmem, i gdyby nie ta "świeża krew" (ideowa) przychodząca ze Wschodu, zapewne niewidoczne by były nieliczne własne, zachodnie, rozproszone hermetyczne, magiczne i pogańskie przekazy mówiące o rzeczach podobnych.


Wojciech Jóźwiak

3-5 grudnia 2007


Książka wspomniana i która tu była inspiracją, to: Norman Cohn, Kosmos, chaos i świat przyszły - starożytne źródła wierzeń apokaliptycznych, Kraków 2006


Przypisy

[1] "Niewielu spośród ludzi osiąga drugi brzeg; wszyscy inni biegają tylko tam i sam wzdłuż brzegu." Słowa przypisywane Buddzie; patrz Ireneusz Kania, Muttavali. Księga wypisów starobuddyjskich, s. 71. Kraków 1999.

[2] Ta sama logika doprowadziła Nietzschego do wiary w cykliczne powtarzanie się czasu.

[3] W dziś głoszonych tybetańskich rajach - "czystych krainach" - ziemia jest także idealnie płaska. Co też przypomina ludową wiarę Słowian, uważających góry, skały i kamienie za element demoniczny.

[4] Za żyjącego na pograniczu epok kamienia i brązu, "prawdopodobnie między latami 1400 i 1200 pne." uważała Zaratusztrę Mary Boyce, patrz jej książka "Zaratusztrianie", Łódź 1988. Z kolei wśród samych wyznawców Zaratusztry istnieje tradycja, iż żył on 258 lat przed Aleksandrem - chronologia zapewne zapożyczona od Greków.

[5] Późnym śladem przyjaźni żydowsko-perskiej są postaci Trzech Mędrców ze wschodu, którzy przybywają adorować Dziecię Jezus - w istocie w legendzie są oni magami (gr. magoi) czyli perskimi kapłanami zaratusztriańskimi.

[6] Pisze o tym Earl Doherty, po polsku dostępne jego artykuły są w witrynie Racjonalista.pl:
- Zagadka Jezusa
- Odgłosy ciszy
- Apologeci drugiego stulecia

[7] Zrazu niewłaściwie tłumaczone jako "zmierzch" bogów, skąd tytuły dzieł Wagnera, Nietzschego, Viscontiego.

[8] Podobny mit o cyklicznym niszczeniu i odradzaniu świata istniał u Azteków.




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)