Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 stycznia 2009

Nes W. Kruk

Homo religiosus a śmierć
Kultura Zachodu zagubiła tajemnicę umierania i przemijania...

Kategoria: Religie

W szerokiej gamie słów i drogowskazów, którymi człowiek posługuje się, by poruszać się w świecie, a które uznaje za pewne, jednoznacznie określone i zrozumiane, istnieje kwestia, która nieodmiennie wymyka się racjonalnemu pojmowaniu. Jest to przestrzeń nienazwana, wyklęta i napawająca lękiem, by nie powiedzieć przerażeniem do tego stopnia, że usuwa się ją ze świadomości. Tę lukę w wizji świata i miejsca człowieka na mapie iluzorycznej rzeczywistości wypełnia religia. Nazywa śmierć nie końcem i dezintegracją jednostki, ale zanurza go i czyni uczestnikiem w eucharystii sacrum, niejako stanowi przygotowanie do podróży. Od człowieka i jego pobożności zależy, do jakiego portu dotrze jego okręt wojenny, bo zaiste wędrówka homo religiosus jest ciągłą walką. Temu służyć miały wszelkie zalecenia i rytuały, jak "Księga umarłych" u Egipcjan z serią zaklęć, które miały pomóc zmarłemu w podróży, czy choćby nauki tybetańskie pod tym samym tytułem. Z kodeksów i nauk pobożnego życia człowiek czynił rytuały mające go uchronić przed niebezpieczeństwem, które czyha za zasłoną śmierci.

Od niepamiętnych czasów człowiek nadając imiona, próbował zapanować nad światem materii, ducha, a nawet ujarzmić bogów. Istnieje nawet przekonanie wśród rzeszy filozofów, mędrców i psychologów, że aby nad czymś zapanować, trzeba to najpierw nazwać. Jednakże istniało coś, co wymykało się ludzkiej ekspansyjnej tendencji do dominacji nad przyrodą. Śmierć jest i była tym, przed czym drżeli najwięksi władcy tego świata. Paradoksalnie to właśnie lęk przed śmiercią jest motorem wszelkiego postępu homo religiosus, a nie umiłowanie życia (a właściwie mógłby być, gdyby nie wynaturzenie pojęcia rzeczywistości i iluzji tworzonych przez potężnego demona - ego). Powiedziałbym nawet, że ze śmierci uczynił człowiek nie szansę na uwolnienie się z pęt własnych słabości (ilu ludzi Zachodu traktuje poważnie memento mori?), ale plugawą rozrywkę i zabawę w boga, w końcu "śmierć to jest rzecz, która zawsze trafia się innym, a nie mnie". Czym jest kult młodości, konsumpcji i wiecznej zabawy? Czym są widowiska śmierci oglądane z bezpiecznej odległości?

Kultura Zachodu (o ile można mówić tu o kulturze) wstydzi się śmierci. Zagubiła gdzieś całą tajemnicę umierania i przemijania. Temat śmierci jako osobistego doświadczenia każdego człowieka jest niechętnie podejmowany w kulturze zachodniej, stanowi tabu jako realne zjawisko, które stało się wirtualną grą, horrorem z nieodzownym elementem seksu, gdzie krew jest lana hektolitrami, a zwłoki są zabawnymi lalkami tworzonymi przez specjalistów od efektów specjalnych. Co czuje człowiek Zachodu, stykając się osobiście ze śmiercią? Boi się padłej myszy, a śmieje z gór trupów na monitorze. Jakim przeciwieństwem był dawny homo religiosus, który ze śmiercią stykał się na co dzień. On wiedział, że daremnym byłoby wierzyć, iż Hel zapomni o nim, Thanatos nie zetnie pukla jego włosów, Azrael nie weźmie jego ostatniego oddechu.

Zaprawdę, różne były losy człowieka po śmierci kreślone w religiach świata, ale nieuchronność losu i obecność w świadomości homo religiosus była wspólna wszystkim kulturom wieków przeszłych. We wszystkich systemach istniało przekonanie, że śmierć nie jest ostatecznym końcem, absolutną nicością. To oswajanie śmierci było zabiegiem mającym na celu uspokojenie ego, które z natury swej nie chce umrzeć, jako że stworzone zostało dla przetrwania jednostki. Zakres ceremonii pogrzebowych wskazuje na to, jak ogromnym lękiem i czcią darzono śmierć. Postawę tę widać w obrzędach związanych z odejściem członka społeczności.

U plemion wędrownych, z uwagi na mniej skomplikowaną i zhierarchizowaną strukturę religijną kontakt ze zmarłymi jest bliższy. W grupach, gdzie rola kapłana nie jest tak ściśle określona, przodkowie niejako nadal uczestniczą w życiu wspólnoty. Radzi się ich, boi wręcz, uznając ich mądrość. Widzi się w śmierci iluminację, która prędzej czy później będzie udziałem każdego członka plemienia. Rzadko mamy tu do czynienia z rozwarstwieniem świata pozagrobowego na piekło i niebo, Hades i Elizjum. Raczej świat ten jest kolejną wersją świata materii, choć nieco zmienioną. Niekiedy dopatrzyć można się elementów wiary w reinkarnację, gdzie dusza zmarłego zamienia się w ptaka lub totemiczne zwierzę, a świat ludzi przenika świat duchów, co jest cechą typową wierzeń animistycznych.

W kulturach, które są na etapie przejściowym od trybu wędrownego do osiadłego, daje się już zauważyć tendencję do rozwarstwiania świata zmarłych. To, gdzie trafi człowiek po śmierci, zależne jest od jego zasług, a także rodzaju śmierci. I tak Germanie zmarli nie w walce na lądzie, trafiali do królestwa Hel, wojownicy zaś do Wallhali. Funkcja boga śmierci nie jest jeszcze ściśle określona, istnieć mogą bogowie, którzy niejako dodatkowo pełnią tę rolę.

Przekonanie, że zmarły odszedł, było i jest często spotykane wśród ludów kultur agrarnych. Kapłan stara się o przebłaganie bóstw, wszelkimi ściśle określonymi zabiegami dąży do tego, by zmarły nie powrócił z zaświatów i nie zaburzył ustalonego porządku. Monopol na praktyki pogrzebowe posiada kasta kapłanów, co oczywiście daje władzę. Prosty lud lęka się poniesienia konsekwencji w wyniku złamania praw bogów (boga), a sam, nie mając kompetencji w tej materii, jest zależny od kapłanów, którzy wykorzystując swą pozycję, sami popadają w iluzję materii. Grzęznąc w piaskach słów i coraz bardziej skomplikowanych ceremonii, religie kultur agrarnych stopniowo zatracają swój pierwotny sens obrzędów pogrzebowych. Im potężniejsze jest państwo i im silniejszy związek z dominującą religią, tym bardziej wierni boją się śmierci, przywiązując się do nietrwałych uroków materii tego świata.

Odmienne spojrzenie na śmierć ma człowiek, któremu wpojono wiarę w reinkarnację. Nie dziwi tu zwyczaj dobrowolnej śmierci kobiety na stosie pogrzebowym męża w Indiach, tzw. obrzęd sati (dlaczego nie czynią tego mężczyźni daje do myślenia, ale czemuż miałoby być inaczej w patriarchalnych społecznościach?), choć zakazany pod presją chrześcijańskiej bigoterii. Bo czymże jest śmierć w tym świetle, jak nie antraktem w przedstawieniu dla podsumowania kolejnego etapu samsary? To śmierć będzie kiedyś uwolnieniem z błędnego koła cierpienia, którego źródłem jest niewiedza.

Nie zawsze piękno śmierci jest uświęcone w naturalny i zdrowy sposób.

Ciekawym przykładem wynaturzonej nekrofilii są wyznania monoteistyczne (prym wiodą wszelkie odmiany szeroko pojętego chrześcijaństwa), które uchodzić chcą za religie miłości i życia. Uważny obserwator zauważy, iż centralnym przedmiotem zainteresowania tychże religii nie jest życie, a śmierć w patologicznej formie we wszelkich zakamuflowanych symbolach i ikonach (krzyż jako narzędzie kaźni w chrześcijaństwie, wszelkie wojny religijne dla rzekomego niesienia światła wiary i miłości, wieczne życie dla wierzących i potępienie dla innowierców, pogarda dla życia i ciała, gloryfikacja słabości i miernoty, by wymienić tylko niektóre z nich). Dewiacje te tak mocno zakorzeniły się w spuchniętych ciałach tych instytucji, aż stały się rakiem toczącym umysły, a co gorsza serca swoich wiernych. Dziwić może fakt, skąd w wiernych, którzy oddają cześć swoim wampirycznym bóstwom, jest tyle strachu przed śmiercią, skoro doktryny ich kościołów wmawiają im mętne obrazy wiecznego i szczęśliwego życia po śmierci. Czemu płacz na pogrzebach, skoro wierzą, że życie trwa krótko i już za chwilę będą żyć ze swoimi bliskimi po wieczne czasy? Czyżby gdzieś na dnie duszy czaiło się zdrowe zwątpienie?

Czemu stosunek homo religiosus do śmierci miałby być obiektem naszego zainteresowania? Czyż nie kroczymy ścieżką, której uświęceniem jest Brama, miejsce pojednania i oczyszczenia? Pamiętajmy jednak, że świat jest otwartą księgą i czytać może z niej każdy, kto uważnie patrzy, a emanacje nie zawsze są tym, za co biorą je naiwni i niecierpliwi w swoich osądach. W dzisiejszych czasach człowiek nie chce pamiętać o śmierci, czyniąc z niej wulgarny fetysz.

Nes Havason, 2005

shamanika.pl




Korekta przez: Radek Ziemic (2015-08-05)


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)