Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 lipca 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Astro-obserwator (odcinków: 198)

Idealizacja horoskopu

Kategoria: Astrologia

« Ściąga: kąty synodyczne powolnych planet Różaniec na granicy »

Kiedy czytamy horoskopy (my, czyli astrologowie), nie korzystamy z całego horoskopu; do przetworzenia liczb w humanistyczną informację nie wykorzystujemy położeń (współrzędnych) planet, dosłownie takich jakie są. One są nam potrzebne tylko jako pewien etap pośredni, ponieważ za ich pomocą szukamy w horoskopie czegoś innego: szukamy struktur. Lub, mówiąc inaczej, układów planet. Dostajemy pozycje (współrzędne) planet – z tablic efemeryd lub z doraźnych obliczeń komputerowych; zwykle na ich podstawie rysujemy kosmogram (dzisiaj automatycznie komputerem), czyli wizualizujemy liczbowy surowiec – bardzo ważna czynność, gdyż jesteśmy wzrokowcami i chcemy do analizy danych wykorzystać w ten sposób nasz najdoskonalszy aparat percepcyjny: zmysł rozpoznawania obrazów i kształtów.

Horoskop zapamiętujemy (a my, astrologowie, pamiętamy, nosimy w umysłach, bardzo wiele horoskopów) nie jako zbiór planetarnych punktów mających każdy swoje położenie. Jest inaczej: odczytujemy i zapamiętujemy horoskop jako zbiór struktur.

Lepiej przybliżyć to przykładem. Marylin Monroe. Wprawdzie nie żyje już od 55 lat, za parę dni będzie rocznica jej śmierci, ale kim była, każdy wie lub powinien. Oto jej horoskop, urodzeniowy kosmogram:

Gdzie są struktury, czyli to, co astrologowie rozważają, porównują i zapamiętują? Pierwszy rodzaj struktur to planety na osiach. Pytanie lub kierunek szukania brzmi: które z planet leżą na tyle blisko osi (ascendentu i descendentu, imum coeli i medium coeli, lub horyzontu i południka), żeby można było uznać, że urodzona osoba ma któreś planety na osiach? U MM są to, jak widać:

  • Wenus w medium coeli
  • Księżyc na descendencie
  • Neptun na ascendencie.

Oczywiście, rzeczywisty horoskop jest brudny, nie-idealny; po angielsku powiedzielibyśmy blurred czyli rozmyty. Nietrafiony w dziesiątkę. Niedokładny. Gdyż dokładny, idealny i skupiony (sfokusowany, jak przez soczewkę, ang. focused, antonim do blurred) byłby wtedy, gdyby podczas urodzenia małej Marylin Monroe (wtedy jeszcze Normy Baker) Wenus stała dokładnie w medium coeli, Księżyc dokładnie zachodził i Neptun dokładnie wschodził. Przy okazji: te trzy dominujące-osiowe planety zapowiadają wielkie natężenie sex-appeal'u. Ale ta ostrość osiowych położeń planet była niemożliwa. Po pierwsze, na tej szerokości geograficznej – Los Angeles, 34 stopnie północne – tego dnia nie było takiej chwili, że Wenus górowała, a Księżyc zachodził. Rzeczywiste położenia planet mogły zaledwie aproksymować, przybliżać tamten stan idealny. Z horoskopu MM widać, że zrobiły to całkiem nieźle: Wenus mniej więcej tyle zeszła z MC, ile Księżyc nie doszedł do descendentu. Z powodu nieścisłości opozycji Neptuna do Księżyca także te dwie planety nie mogły jednocześnie być na horyzoncie.

Drugi rodzaj struktur, to aspekty czyli takie ustawienia planety, żeby pomiędzy nimi były okrągłe kąty. Np, kąt 0° (wtedy jest aspekt koniunkcja), 180° (opozycja), 120° (trygon), 90° (kwadratura). Zauważamy, że te kąty są równe, odpowiednio, 0, 1/2, 1/3 i 1/4 kąta pełnego 360°. To jest ogólna reguła na aspekty: kąt jest aspektem, gdy ma postać (k/n)*360°, gdzie k i n to małe liczby naturalne. Na przykład dla k=5, n=12 mamy kąt (5/12)*360°=150° zwany kwinkunks.

Aspekty układają się w pierścienie aspektów. Żeby daleko nie szukać, u MM widać pierścień złożony z Neptuna, Saturna i Księżyca (odpowiadał on za jej talent aktorski, za konkretyzację uczuć i odczuć, za „wywnętrzanie wnętrza”, ale też za jej depresję) – od Neptuna do Saturna i od Saturna do Księżyca są kwadratury, od Księżyca do Neptuna zamyka ten pierścień opozycja. Ten szczególny pierścień jest na tyle ważny w astrologii, że ma swoją nazwę: półkrzyż, lub po ang. T-square. Jednak ten pierścień kwadratur i opozycji nie jest ścisły. Kolejne planety leżą w:

  • 22°13'
  • 21°26'
  • 19°05'

swoich znaków. Lepiej by było – aspekty byłyby wtedy ścisłe – gdyby w swoich znakach zajmowały jednakową pozycję, np. ich średnią arytmetyczną 20°55'. Za kilka godzin ten półkrzyż uściślił się, gdy Księżyc przesunął się o 2 lub 3 stopni naprzód. Ale dokładnie ścisły nigdy się nie stał. To jednak nie przeszkadza, że horoskop MM analizujemy tak, jakby zawierał ten półkrzyż – i staramy się jakoś ocenić, jak silny ten układ planet był. Jego siłę podnosi to, że dwie jego planety, Księżyc i Neptun, były w pozycji osiowej: znajdowały się w pobliżu horyzontu.

Innym rzucającym się w oczy pierścieniem u MM jest narysowany grubymi czerwonymi liniami pierścień kwintyli, czyli aspektów 1/5 lub 2/5. Do tego pierścienia należą: Neptun, Uran, Słońce i Księżyc. Oznacza on niewątpliwie wybitną umiejętność samokreacji. Tworzenia „innej siebie” – znakomity dar dla aktorki. Oraz, to jakby dodatkowy wymiar sensu tego pierścienia, wybitna „inteligencja autokreacji” – która wynika z obecności Merkurego w tym zestawie. Bez Merkurego MM byłaby „aktorką naiwną”, idącą za impulsami. Merkury wnosi to, że była aktorsko przebiegła. Umiała biegle grać nie tylko „ze słuchu”, ale i „z partytury” – jeśli dla aktorstwa użyć terminów muzycznych. Ten pierścień też nie jest ścisły, chociaż trójce planet – Słońce, Neptun, Uran – do ścisłości bardzo niewiele brakuje. Kąty między nimi wynoszą: 71.45°, 71.78°, 143.23° – a powinny być 72°, 72°, 144°. Merkury bardziej odstaje od ideału, co od razu widać, bo linie przy nim są narysowane cienką kreską. Bardzo ciekną kreską podpięty do tego pierścienia jest też Mars.

Drugi pierścień kwintyli zawiera Wenus, Księżyc i Plutona. Jest bardziej rozmyty, blurred, niż poprzedni, ale to właśnie on był źródłem seksapilu gwiazdy. Pluton plus Wenus, Pluton plus Księżyc – to jest właśnie to.

Zauważmy jeszcze jeden ciekawy pierścień, a właściwie wielokrotny aspekt 7-krotny: Słońce jest w biseptylu (2/7) do Jowisza, a mniej ściśle ten aspekt tworzą Merkury i Jowisz. Słońce + Jowisz to jest generyczny wskaźnik sukcesu, powodzenia, sławy, znaczenia, potęgi.

Jest jeszcze trzeci rodzaj struktur: pokrywanie się planet z punktami kardynalnymi i harmonicznymi. Tu jest ten sam problem: planety przeważnie leżą w jakimś rozmytym pobliżu tych punktów. Dobrym przykładem jest Uran u MM, leżący w 29°00' Ryb: zaledwie 1 stopień brakuje mu do kardynalnego punktu Barana, zodiakalnego źródła żywiołu Ognia. Podobnie niedokładnie leżą u niej: Wenus w pobliżu punktu 3-krotnego ziemnego (początku znaku Byka, wielki plus dla Wenus!), Słońce w pobliżu punktu 5-krotnego ognistego w Bliźniętach, Pluton bardzo blisko punktu 7-krotnego ognistego w Raku, Neptun prawie idealnie w punkcie 7-krotnym wodnym w Lwie (od czego seksualne luzactwo gwiazdy) – i kontrująca Neptuna planeta czyli Saturn, w kontrującym punkt poprzedni 7-krotnym punkcie powietrznym w Skorpionie, który domaga się postawienia granic i zaprowadzenia ładu.

Sumując: w horoskopie Marylin Monroe wynajdujemy, rozpoznajemy i wyróżniamy szereg struktur, które są:

  • a) osiowymi położeniami planet
  • b) aspektami lub pierścieniami aspektów
  • c) pokrywaniem przez planety punktów kardynalnych lub harmonicznych.

Wszystkie te struktury są naturalnie nieostre, niedokładne. A także, co ważne, nie istnieją chwile w czasie, w których wszystkie z tych struktur by się uściśliły. Można przesuwać w czasie rozkład planet, ale dzięki temu dostanie się wyostrzenie pojedynczego czynnika: np. za kilka godzin Księżyc dogoni Jowisza i uściśli się ich koniunkcja; kilka dni wcześniej ścisła była kwadratura Saturn-Neptun. Itd. Całego kosmogramu, wszystkich jego struktur w realnym czasie wyostrzyć się nie da.

Co robić?

Bo przecież procedura takiego wyostrzania struktur jest potrzebna, zwłaszcza gdyby wykonywał ją rachunek czyli automat, komputerowy algorytm. Prowadząc te rozważania, w istocie szukam mechanizacji (automatyzacji) intelektualnej pracy astrologa, który analizuje horoskop. Lub – przynajmniej lub lepiej – szukam wspomagania tej pracy przez komputer. Odpowiedni rachunek lub algorytm, który by wynajdywał, rozpoznawał i wyróżniał struktury w horoskopie, po pierwsze, byłby mechanicznym przybliżeniem astrologicznej intuicji – podobnie jak automatyczny przekład jest przybliżeniem pracy człowieka-tłumacza lub OCR jest przybliżeniem czytania-widzenia liter. Po drugie, bardzo by się nam przydał taki program, zwłaszcza tam, gdzie trzeba wykonywać poznawczą, rekognicyjną masówkę, taśmówkę – a tak jest przecież przy prognozowaniu!

Jak można by podejść do rozwiązania problemu? Przedstawmy horoskop jako punkt w 10-wymiarowej przestrzeni. Tyle wymiarów, ile planet. Następnie miejmy (zdefiniujmy) w tej przestrzeni funkcję, która mierzy dokładność-sfokusowanie (lub zjustowanie!) horoskopu. Ta funkcja uwzględniałaby (zawierała w sobie) odchylenia każdej planety od osi horoskopu, aspekty między planetami od koniunkcji (n=1) aż do pewnego maksymalnego rzędu (zwykle jest nim rząd 12, ale z pominięciem 11) oraz pokrywanie się planet z punktami harmonicznymi. Oczywiście taką funkcję można sporządzić na mnóstwo sposobów. Ważne jest, że widzę (wiem) jak ją zdefiniować i w pewnych mniej totalnych wariantach to robiłem i jest to zaimplementowane w programach AstroAkademii.

Twierdzenie brzmi: w pobliżu danego (np. urodzeniowego) punktu (reprezentującego horoskop) leżą lokalne maksima tamtej funkcji-fokusu („focus function”) z których każde reprezentuje wyostrzenie pewnej struktury. A więc samą tę strukturę jako taką. Problem polega na tym, jakim sposobem, przy użyciu jakiej matematycznej metody te maksima znaleźć.

Jeszcze raz powtórzę: te horoskopy sąsiednie względem danego, nie są do osiągnięcia w czasie. Nie odpowiadają im realne, istniejące w którejś dawnej chwili, układy planet na niebie. Jest to użyteczna matematyczna fikcja, która jednak niesie coś z gruntu nie-fikcyjnego: niesie horoskopowe znaczenia. Struktury zawierające i skupiające znaczenia leżą poza realnym czasem. Chociaż jakoś „blisko” niego.

Do ich znajdywania potrzebne jest narzędzie w postaci odpowiedniej matematycznej (i numerycznej) metody. Która mogłaby posłużyć do znajdowania maksimów funkcji w pobliżu pewnego punktu w przestrzeni 10-wymiarowej. Na szczęście ta funkcja jest wolnozmienna i szukać będziemy nie dalej niż (na oko) 12 stopni (na 360) – tyle, że w 10 naraz ortogonalnych kierunkach. Więc mamy fragment przestrzeni wprawdzie niewielki, ale bardzo gęsty – gęsto zapełniony wymiarami.

Jeśli to, o czym tu piszę, jakoś przypomina ci to, co znasz ze swojej pracy lub hobby, zapraszam do dyskusji i współpracy.


Astro-obserwator: wstęp na końcu

Dawniej pod tytułem „Mesuranema”, z greckiego mesouranêma co znaczy „środek nieba” czyli medium coeli.


« Ściąga: kąty synodyczne powolnych planet Różaniec na granicy »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)