zdjęcie Autora

01 października 2015

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia mniej ezoteryczna (odcinków: 82)

Idzie jesień
czyli usłużne szczury

Kategoria: Twórczość

« Ptaszki Drapieżnice »

         Przyszła jesień i wszyscy szykują się do rozliczeń z wiosną i latem. W powietrzu wisi jakaś zagłada w tle, po której nic już nigdy nie będzie takie, jak było. Wizjonerzy i politycy sugerują daty, wieszczą czekające nas wojny i exodusy, inni rozliczają się z dotychczasowym obrazem świata w imieniu swoim i swoich bohaterów (jak bloger Bobik, wkładający przemyślenia w paszczę pieska — http://www.blog-bobika.eu/ ), zapuszczający się do lechickiego lasu, gdzie oprócz wielu stworzeń: 

„Są różne tam matołki,
co pną się na wierzchołki,
widziano także posła,
którego fala niosła,
aż zniosła w skrajny niebyt,
gdzieś w okolice gleby.
Na wierzbach rosną gruszki -
rządzącej dar wierchuszki,
jest i wyjadacz stary,
bliźniaka ma do pary,
jest kura cichodajka,
znosząca złote jajka
w kuluarowym sosie,
bo jej opłaca to się.
Są też usłużne szczury
(byle im płacił który),
uczeni spin-doktorzy
na żądzę władzy chorzy,
rozgrywki i odwety
i las ten jest, niestety.” 

         Pewien mądry człowiek w przysłanym mi mailu precyzuje różnicę między relacją, a wspomnieniem, które mogłoby, ale nie musiało się pojawić; z natury rzeczy jest więc owocem „otwierania się neurologicznych klapek przeszłości” w „otoczce innego ducha czasu”.

         Zdaję sobie sprawę z tego i wiem, że usiłuję godzić ogień z wodą i że w tym godzeniu coś znika, za to pojawia się coś nowego, zaś ubocznym produktem jest mglista atmosfera, która bywa czasem ważniejsza od faktów, ale łatwiej może być kwestionowana. Jak to jest, że moje wspomnienie o jakichś wydarzeniach zawarłbym na pół stronniczki tekstu, a ktoś inny tłucze kilka stron o pierdołach? — myśli się czasem przy takiej okazji.

         Tego lata uschły winogrona na mojej działce, podobno z powodu suszy, ale zapewne też z powodu braku perspektywy przymrozków, które zawsze goniły nas do wcześniejszego ich zrywania — około 10 września zazwyczaj. No i zaznaczył się też udział licznych ptaków. Tak więc winogrona tegoroczne przeszły do etapu wspomnień z pominięciem etapu relacji, która byłaby wyłącznie świadectwem BRAKU w przeciwieństwie do ISTNIENIA (w narracji zerojedynkowej).

         Bardzo to wydaje się zawikłane, jednak jest próbą zrozumienia upartego dążenia naszych umysłów do uproszczeń, redukcji i syntezy aż do tego stopnia, że każda relacja rozbudowanego stanu pośredniego wydaje się wytworem fantazji lub przynajmniej braku precyzji opisu takich stanów.

         Łapię się na tym czasem, że gdy przystępuję do odtworzenia wspomnień o jakiejś rzeczy czy wydarzeniu, moja pamięć zubaża wszystko, o czym chcę opowiedzieć, staje się zazwyczaj płaskie; giną szczegóły, jakbym naumyślnie kiedyś postanowiła sobie, że zapamiętam wyłącznie rzeczy istotne, nieważnymi szczegółami nie zaśmiecając sobie głowy.

         Wielokrotnie jednak stwierdziłam, że gdy zabieram się za opis czegoś, co było i przeminęło, a nie wysilam się wcale, żeby sobie przypomnieć, tylko zastanawiam się nad ważnością całej sprawy — w mojej głowie, a właściwie na klawiaturze komputera, pojawia się cała sekwencja zdań, wyrażeń i porównań, z najdrobniejszymi, zapomnianymi szczegółami jako przebłysk — ilustracja stanu. Gdybym chciała opisać na przykład komplet obowiązujących w mojej pracy w PZU w latach 80-91 druków (o czym opowiada m. in. odcinek „Czysta gwiazdka”), nigdy w życiu bym sobie ich nie przypomniała w zwyczajny sposób. Wszystkie te papierki, jako nieważne, dawno wyleciały z mojej głowy, kiedy jednak bohaterkę swojej powieści osadziłam w ogromnym pokoju, w którym pracowałam, wraz z przypomnieniem półek, stert akt w takich czy innych (ważnych dla segregacji) miejscach, na blatach, na korytarzu i w piwnicy — wszystko to, łącznie z kolorami druków, supełkami sznurków wiązanych z oszczędności, szorstkim i strzępiastym ich dotykiem, powróciło jak w transie. W tym transie mogłabym podawać jeszcze wiele szczegółów i wiele ich po prostu wycięłam z tekstu, redukując go co najmniej dwukrotnie. Dlaczego? Bo w moim umyśle stał się on syntezą czegoś istotnego, do wyrażenia czego potrzebna była pewna liczba szczegółów i szczególików. I te szczegóły i szczególiki w nadmiarze pojawiły się na zawołanie, a ja sama dziwiłam się, że przechowały się tak długo, bo ponad dwadzieścia parę lat, w mojej podświadomej pamięci. Jakby doniosły je usłużne szczury, wynagrodzone przez mój umysł monetą syntezy sylwetki dziewczyny rozpoczynającej swoją karierę zawodową.

         Wyobrażam sobie czasem, że gdy fotograf ujrzy pewien widok, moment, przedmiot — w przebłysku świadomości wagi tej chwili, rzeczy czy procesu, dokonuje aktu naciśnięcia migawki aparatu. Zdarza się zapewne czasem i tak, że nie czyni tego świadomie. Ot, jakiś błysk i natychmiastowa reakcja. Na przykład, gdy w autobusie spada coś z półki nad głową, a ty błyskawicznie to chwytasz, zanim zdążysz pomyśleć.

         Tym właśnie bywa często twórczość. Nie — świadomym mozoleniem się nad przypomnieniem sobie i wyborem potrzebnych elementów, a nagłą wizją, przebłyskiem, syntezą. W przypadku szukania nie fantazji, a realiów, precyzja odtworzenia może być ogromna i do takiego odtworzenia możemy mieć pełne zaufanie — jeżeli oczywiście dysponujemy pewnym stopniem samoświadomości.

         Dlaczego tak szczegółowo zajmuję się tym tematem? W czasach, gdy ludzie coraz bardziej odjeżdżają od rzeczywistości, kiedy wahadło przechyliło się na stronę fantazji i fantasmagorii, w które nieraz sami zaczynają bezkrytycznie wierzyć, coraz bardziej istotny staje się kontakt z ziemią. I opowieści o druczkach, sumatorach, czynnościach rąk i tym podobnych szczegółach są świadectwem, ziemską podstawą i bazą, z której dopiero wyciągamy wnioski. Rozumowanie od szczegółu do ogółu.

         Idzie jesień i wszyscy szykują się do rozliczeń. Niedługo nadejdzie zima i jak pisze Aleksandra Bacińska w wierszu z tomiku „Bardzo fałszywe piosenki” 

„Na ostatnią pociechę
wiatr kołysze oddechem
przemarznięte na drzewach gawrony
które siedzą jak w milczeniu
jak zastygłe w sumieniu
stada grzechów nie odpuszczonych” 

         A co z moim losem tej jesieni i zimy, a może jeszcze i wiosną? Narysowano mi pewną wizję, przy czym kropka w środku oznacza moją osobę. Specjalna nagroda dla tego, kto to odgadnie. Cóż, Nostradamus też nie był rozumiany przez współczesnych...


 

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-10-04)



« Ptaszki Drapieżnice »

komentarze

[foto]

1. Dowiedziałam się • autor: Katarzyna Urbanowicz2015-10-01 11:54:19

Dowiedziałam się, niestety, że autorka bloga o Bobiku, Kinga Zygma zmarła miesiąc temu. Oto link do notki o niej: http://szwarcman.blog.polityka.pl/2015/08/30/kinga-zygma-1957-2015/

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)