Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 listopada 2017

Jan Szeliga

z cyklu: Z obserwacji (odcinków: 10)

Indiańskie ceremonie na polskiej ziemi
Moje odczucia po ceremonii czterech tytoni.

Kategoria: Nowy szamanizm

« Bycie w zgodzie z własnymi wartościami Droga serca i droga rozumu »
Było chłodne jesienne przedpołudnie. Gdy dojechałem do miejsca, w którym miały odbyć się ceremonie, oprócz gospodarzy nie zastałem tam nikogo. Dopiero za jakąś godzinę przyjechał prowadzący z kilkoma towarzyszącymi mu osobami. Wraz z biegiem czasu na miejsce zjeżdżali się pozostali uczestnicy ceremonii.
W nocy miała odbyć się ceremonia czterech tytoni, a po jej zakończeniu w godzinach porannych miał się odbyć szałas potu. Dzień jest teraz krótki, więc trzeba było szybko zabrać się do pracy przy budowie konstrukcji szałasu. Trzeba było też zgromadzić kamienie i drewno.
Gdy zaczęliśmy wycinać leszczynowe patyki, które miały posłużyć nam do budowy szałasu, ktoś zaproponował mi rapeé. Miałem już takie doświadczenie za sobą, ale niezbyt miło je wspominam. Postanowiłem sprawdzić jak zareaguję tym razem.?
Po podaniu rapeé poczułem się bardzo źle. Wszystko wokół zaczęło mi wirować, więc postanowiłem usiąść. Siedziałem tak dość długo, zanim powoli doszedłem do siebie na tyle, aby móc wstać i włączyć się w dalsze prace. Przed zapadnięciem zmroku, konstrukcja szałasu była gotowa.
Ceremonia czterech tytoni zwykle odbywa się na wolnym powietrzu przy dużym ognisku. Temperatura, która panowała na zewnątrz, była niezbyt komfortowa na przeprowadzenie takiej ceremonii. Dlatego prowadzący zdecydował przeprowadzić ją na dużej sali z kominkiem. Musieliśmy jeszcze zająć się przygotowaniem sali, na której usypano duży ołtarz z piasku. Nanieśliśmy też dużo drewna do kominka, tak aby wystarczyło na całą noc.
Było już po godz. 22, jak rozpoczęła się ceremonia.
Ceremonia składała się z ogromnej ilości szczegółów. Tajemnica jej powodzenia leżała w tym, aby wszystkie kolejne kroki wykonać we właściwej kolejności i we właściwy sposób, znany jedynie samemu prowadzącemu.
Czas mijał dość szybko. Minęła północ i nawet się nie spostrzegliśmy, jak zaczęło świtać. Ceremonia trwała do samego rana i zakończyła się około godziny 8.00.
Po zakończeniu ceremonii zaczęliśmy przygotowywać się do szałasu potu. Przyjechało kilka nowych osób. Zmęczenie po nieprzespanej nocy dawało mi się we znaki.
Około godziny 10 pomocnicy prowadzącego rozpalili ognisko. Pogoda była bardzo zmienna. Czasami świeciło słońce, a za chwilę padał deszcz ze śniegiem. Około godziny 12 weszliśmy do szałasu. Był to mój drugi "tekstylny" szałas robiony w środku dnia. W środku momentami było dość chłodno. Gorąco robiło się dopiero po wylaniu na kamienie dużej ilości wody. Gorąca para momentami mocno parzyła. Nie była ona jednak w stanie rozgrzać całego ciała, więc po wyjściu z szałasu było mi dość zimno.
W szałasie spędziliśmy około 1,5 godziny, po czym po  podziękowaniach nastąpiło pożegnanie i wszyscy rozjechali się do swoich domów.



Moje wrażenia z ceremonii.
Ceremonia czterech tytoni była prowadzona z dużą starannością o szczegóły. Prowadzący dobrze wiedział co robi i robił to bardzo konsekwentnie. Odpowiednie pieśni śpiewane w pewnych momentach przyciągały na miejsce ceremonii wzywane energie.
Moim zdaniem, jest to bardzo dobra ceremonia dla konkretnego plemienia, wioski, czy małej lokalnej społeczności. Ceremonia, która jest celebracją życia tu na tej Ziemi i zapewniająca powodzenie, pomyślność, udane życie oraz wsparcie duchów przodków i innych energii zamieszkujących dany obszar. Jeśli będzie ona powtarzana cyklicznie co jakiś czas, to może ona zapewnić danemu plemieniu to wszystko, co najlepsze do życia tu na Ziemi na długi czas.
Czy równie dobrze będzie ona działać, jeśli będzie ona robiona sporadycznie w naszych polskich warunkach?
W tej chwili w Polsce tradycje i praktyki szamańskie praktycznie nie istnieją. Panująca na naszych ziemiach instytucja religijna w ciągu tysiąca lat skutecznie te tradycje wypleniła. Być może gdzieś w ukryciu pozostały jakieś pojedyncze osoby mniej lub bardziej wtajemniczone w tradycje naszych przodków Słowian. Obserwujemy ostatnio powstawanie wielu grup rodzimowierczych. Grupy te odtwarzają niektóre tradycje Słowian, obchodząc m.in. Szczodre Gody czy Noc Kupały. Moim zdaniem daleko jednak takim grupom do pracy typowo szamańskiej, która mogłaby być porównywalna do współpracy amerykańskich szamanów z ich miejscowymi duchami.
W tej sytuacji nasuwa mi się pytanie:
- czy nasze polskie (słowiańskie) duchy będą chciały współpracować z amerykańskimi szamanami?
Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi.

Co mnie zdziwiło.
Przede wszystkim byłem zaskoczony tym, że do ogniska oprócz zwykłego drewna wkładano śmieci. Były to różne odpadki desek z nabitymi gwoździami i drutem. Dla pewności zapytałem pomocnika prowadzącego, czy jest ok, aby takimi śmieciami grzać kamienie, które będą później wkładane do szałasu? Uzyskałem odpowiedź, że czymś takim też możemy palić. Wrzuciłem więc do ogniska duży kawałek deski z kilkoma sterczącymi gwoździami.
Przy budowie szałasu potu duży nacisk był kładziony na to, aby nie wprowadzać do środka szałasu plastikowych przedmiotów. Nie przeszkadzało to jednak, aby związać konstrukcję szałasu plastikowym sznurkiem. Gdy już weszliśmy do szałasu, to okazało się, że wile osób jest ubrana w plastikowe stroje kąpielowe. Jednak to, co powiedział prowadzący pod koniec ceremonii, jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Powiedział on, że u nich w Ameryce w jego wiosce wchodzi się do szałasu całkiem nago. Natomiast szałasy, które organizuje on poza swoim krajem są, "tekstylne" dlatego że społeczeństwo jest zbyt pruderyjne i za mało otwarte!
Pomyślałem wtedy - a od czego jest w końcu szałas potu? , czyż nie po to, aby te blokady, ograniczenia, pruderyjność przełamywać i pracować nad większą otwartością na samego siebie, innych ludzi i cały świat, który nas otacza.

Reasumując, patrząc z punktu widzenia energetycznego, jest to współpraca z niższymi poziomami bytu do astralnego włącznie. [1]
Byty (energie) znajdujące się na tych poziomach wymagają zapłaty (ofiar) za swoją pomoc. Dlatego ofiaruje im się np.: tytoń i mięso. W czasie ceremonii tytoń często był palony zarówno przez prowadzącego, jak i przez wszystkich uczestników.
Osobiście od kilku lat nie jadam mięsa, a palenie rzuciłem już w siódmej klasie, dlatego niezbyt dobrze się poczułem po tym, jak kilka razy pociągnąłem sobie skręta z tytoniu i zjadłem malutki kawałek mięsa. Palenie tytoniu i zjedzenie mięsa  obniżyło moje wibracje.
Mając na uwadze całość praktyk, których doświadczyłem tej nocy i następnego dnia, muszę stwierdzić, że dla osób na pewnym etapie rozwoju duchowego, mogą one być bardzo pomocne. Jeśli jednak chcemy pójść dalej, to moim zdaniem musimy wybrać takie ceremonie, w których wchodzi się w jeszcze wyższe wibracje.
P.S.
Gdyby mnie ktoś zapytał, czy poleciłbym takie ceremonie?
Odpowiedziałbym, że jak najbardziej tak. Weź w tym udział, poczuj to, sprawdź jak się po tym czujesz i jak się zmienia twoje życie?.
Jeśli wszystko jest na plus, to korzystaj z tego jak najczęściej.

[1] O różnych "poziomach bytu" pisze szerzej Vianna Stibal w książce "Theta healing".

Z obserwacji: wstęp na końcu

"Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem." C.G.Jung


« Bycie w zgodzie z własnymi wartościami Droga serca i droga rozumu »

komentarze

[foto]

1. Nikotyna • autor: Artur Olczykowski2017-12-01 02:47:03

W artykule mowa o rapé (glowny skladnik to tyton, Nicotiana Rustica, kilkakrotnie silniejszy od Nicotiana Tabacum, wykorzystywanej w papierosach) i paleniu samych lisci tytoniu. To przypomnialo mi o badaniach o jakich czytalem o dobroczynnym wplywie nikotyny (choc nie dymu papierosowego, ktorego zabojczymi skladnikami sa inne substancje), na mozg i jej potencjale w leczeniu wielu chorob w tym Parkinsona. Wiecej o tym tutaj:
http://nootropy.pl/2016/06/15/nikotyna-cudowny-lek/

Tak wiec: rapé tak, nikotyna w innej postaci niz papierosy (np. plastry) tak, papierosy nawet z Nicotiana Rustica nie...
[foto]

2. Dobroczynne działanie nikotyny • autor: Jan Szeliga2017-12-01 18:12:26

Być może nikotyna ma jakieś dobroczynne działanie na nasz organizm.
Ja jednak pisałem tu o moim doświadczeniu z punktu widzenia energetycznego.
To doświadczenie w moim przypadku niestety nie było zbyt miłe.
Tak więc rapee nie jest dla mnie dobre w tym momencie.
Co wcale nie oznacza że tak samo działa na innych.
Z tego co zauważyłem przy okazji kilku innych sytuacji i ceremonii na przestrzeni kilku lat, po użyciu rapee niektórzy byli bardzo zadowoleni.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)