zdjęcie Autora

02 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Inne sny, złudzenia i inne duchy (1)

Kategoria: Twórczość

« Piękni i brzydcy Inne sny, złudzenia i inne duchy (2) »

W mojej rodzinie ze strony ojca fakt pojawiania się „snów poprzedzających” (żeby nie powiedzieć „proroczych”) był faktem znanym i uważanym za oczywisty. Do legendy rodzinnej przeszły niektóre z tych snów. Były to sny aluzyjne, podobne niektórym filmom, których treści należało się domyślać i wyciągać wnioski z obrazu i wypowiedzi postaci, ale raczej nie zawierały one przekazu dosłownego. Tego typu sny i ja miewam.

         Jako przykład może posłużyć mój sen o kratownicy z czasu pobytu z 6-letnim wnukiem na działce zapisany w roku 2005 lub 2006.

Śniło mi się, że wchodzę do jakiegoś bloku na klatkę schodową i brnę niby do mojego mieszkania, ale przeszkadza mi jakaś wredna baba, która ciągnie po schodach kratownicę. Kratownica ta umieszczona jest po pierwsze całkiem na płask, przez co nie zostawia dla mnie miejsca, po drugie babsztyl jest odrażający. Zaczynam się awanturować, czy nie mogłaby tej kratownicy ustawić nieco na sztorc, a wówczas ktoś inny także zmieściłby się na schodach, ale ona nie chce mnie słuchać uważając, że nie mam żadnego prawa mówić innym co mają robić. W końcu oświadcza mi, że jej mąż tyle lat pracował za komuny i należy mu się coś tam z tytułu jego warsztatu pracy (jak zrozumiałam – tej kratownicy). Wskutek tego wszystkiego ląduję zamiast w swoim mieszkaniu (mimo, że ciągle wspinałam się nieustannie po tych schodach w górę) w okrągłym bloku, który często mi się śni i który niby jest jednym z moich zakładów  pracy z dawnych lat (choć tamten rzeczywisty budynek wcale nie był okrągły, ale idąc przed siebie korytarzami można było wrócić w miejsce, z którego się wyszło). W dodatku okazuje się, że jestem boso, a w żadnym okolicznym sklepie nie ma butów. Mało tego, nie ma też pomidorów. Jestem kompletnie zdołowana i budzę się. Pożądam pomidorów, a wredne bufetowe złośliwie twierdzą, że po pomidory przychodzi się z rana i jak się na nie zasłuży. Budzę się prawie płacząc. Pocieszam się myślą, że w piwnicy mam jeszcze dużo słoików z przecierem pomidorowym i budzę się na dobre.

Rano z wnukiem rozmawiamy o kretach i o pułapkach na nie. Wnuk rozpakował paczkę z zakupami, więc demonstruję mu kretołapkę i jak ona działa. To taka rura z ruchomymi blaszkami na końcach. Rysuje 12 rysunków (numeruje je od 1—12, w przedszkolu właśnie nauczył się liczyć) o sposobach na łapanie kretów. Rysunki są kompletnie nieczytelne – ale to dziecko tak już ma. Wyjaśnia, że gdy złapiemy krety, wywieziemy je za rzekę i wypuścimy je do lasu, żeby nie ryły nam trawnika, tylko łąki nad wodą. Rysunek numer 8, jedyny czytelny przedstawia kratownicę z mojego snu.

Wnuczek nie wychodzi na dwór, bo pada deszcz, ogląda telewizję satelitarną i bawi się żołnierzykami. Nie widzi, że, w basenie utopił się kret (na basen jest widok tylko z mojej sypialni, ale i tak z daleka niewiele widać), a ja czekam aż wróci syn z wycieczki,  wyciągnie go i zakopie. Wnuczek pyta, czy krety boją się wody i ja potwierdzam. On dalej drąży i pyta, dlaczego krety boją się wody, a jednak topią się. Wyjaśniam mu, że może źle oceniły niebezpieczeństwo i strach przeszkodził im myśleć, a ponieważ podobno są ślepe, nie widząc wody mogły nie dostrzec niebezpieczeństwa. Syn wraca z wycieczki, Wnuk rysuje mu kolejno kreta, pisze słowo kret, prezentuje 12 pułapek na kreta, a mój syn głupieje, co ta babcia wyprawia z dzieckiem. Dlaczego prezentuje mu utopione zwierzątko i co gorsza, dyskutuje z nim o śmierci?! Nie ma pojęcia jak krążą myśli w zamkniętym małym domku oblewanym strumieniami deszczu.

         Wnuczek wymyśla i rysuje nowe pułapki na krety (jak maszynę, co przerzuca złapane krety przez płot do sąsiada).

         Podobna kratownica śni mi się jeszcze raz – we śnie z mamą, opisanym w poprzednich odcinkach.

         Co kratownica miała znaczyć, nie wiem do dziś, jednak w obu snach wiązała zupełnie różne z pozoru sprawy i osoby. Jedynym tropem, który przychodzi mi na myśl jest pokrewieństwo brzmieniowe słowa „kret”, „kratownica”, „krecica” – to ostatnie niepoprawne oczywiście, ale logiczne w danej sytuacji.

         W rodzinie ze strony mojej mamy podobno tylko ona miewała sny poprzedzające i była raczej z ich powodu wykpiwana. Jej sny były innego typu: nie było ważne co się śni, fabuła i otoczenie, ważna była osoba śniona i to, co miała zawieszone na szyi. A mogła mieć (jeśli miała) dwie rzeczy: wieniec z białych kwiatów lub spiętych kawałków krwistego mięsa. Wieniec z białych kwiatów oznaczał śmierć tej osoby, wieniec z mięsa także śmierć ale tragiczną – o co w czasie wojny, okupacji i Powstania nie było trudno. Nie wyobrażałam sobie jak to mogło wyglądać, ale odkąd obejrzałam wideoklip z jedną z piosenek Lady Gagi, już wiem. Ojciec zawsze kpił z mamy, że jak postoi się w mięsnym w kolejce, to mogą przyśnić się rozmaite bzdury. Dlatego mama była oszczędna w swoich opowieściach o snach, choć upierała się, że je ma, ale my, jako dziewczynki, uczone w szkole, że jest „jeden naukowy, światopogląd, a reszta to przesądy” nie drążyłyśmy tematu. Wiadomo, uczeni radzieccy, najmądrzejsi w świecie, o niczym takim jak prorocze sny nie informowali.

         Zresztą mój ojciec miał także sceptyczny stosunek do snów w swojej rodzinie i dowiedziałam się o nich tylko od innych członków rodziny: ciotki, stryja i dziadka.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Piękni i brzydcy Inne sny, złudzenia i inne duchy (2) »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)