Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Inne sny, złudzenia i inne duchy (2)

Kategoria: Twórczość

« Inne sny, złudzenia i inne duchy (1) Inne sny, złudzenia i inne duchy (3) »

Najdalsze wspomnienia mojej rodziny o snach znaczących sięgają prababki Anny. Była matką dziewięciorga dzieci, z których najstarszym synem był mój dziadek. Był on oficerem w armii austrowęgierskiej i brał udział w jednej z bitew na froncie włoskim, gdzie został ranny.

         Pewnej nocy jego matka, Anna, obudziła wszystkie swoje dzieci, kazała im klęknąć i modlić się, bo Benio jest w niebezpieczeństwie. Podobno stało się to w tym samym czasie, kiedy Benedykt został zraniony i pomyślał o matce. W pewnej mierze opowieść tę potwierdzają pocztówki wysyłane przez dziadka ze Szwajcarii, gdzie leczył się z ran.

            Krótki czas po śmierci dziadka Benedykta moja ciotka, jego córka i mój stryj L., syn jego brata, pojechali w Tatry. Tam odwiedzali ludzi, którzy znali dziadka (namiętnie uprawiał wspinaczkę) i z tego powodu ciotka chodziła ciągle zapłakana. W końcu doszli do wniosku, że najlepiej będzie jak wrócą do Warszawy. Mieli w górach spędzić jeszcze jedną, ostatnią noc.

Tej nocy stryjowi przyśnił się dziadek, z rękami założonymi za plecy, jak lubił się przechadzać. Dziadek robił wrażenie niezadowolonego i zdegustowanego. Powiedział im: „Co wy wyczyniacie?! Jak można tak się zadręczać? Co wy sobie wyobrażacie, że śmierć jest kresem wszystkiego?!” Tu zwrócił się do stryja:

„Co, twój ojciec nie żyje? Przecież żyje choć dawno się utopił!” Zdanie to nie miało sensu, ponieważ ojciec stryja żył wtedy i, o ile wiedziano w rodzinie, nigdy się nie topił.

Ciotce śnił się dziadek, mówiący to samo, tymi samymi słowami. Tylko zakończenie było inne: nie mówił o ojcu stryja, a pytał ciotkę, czy już jej lepiej (była spuchnięta od zapalenia okostnej).

         Identyczny sen który przyśnił się dwojgu ludzi może budzić rozmaite domniemania, zwłaszcza, że zakończenie każdego snu było inne i niekoniecznie prawdziwe. Równie dobrze mogło być wynikiem sennego porozumienia obojga ludzi jak i porozumienia każdego z nich z duchem dziadka.

Mój stryj L. miewał więcej tego rodzaju snów. Kiedyś ledwie zasnął, albo na pograniczu snu i jawy zobaczył przed sobą ogromną czerwoną kulę, pulsującą i przekształcającą się. Z kuli wyłoniła się twarz, w miarę przekształcania się, przyjmującą wyraz twarzy jego stryja, Kazimierza. Twarz ta odsuwała się, ale stawała się wyraźniejsza w miarę oddalania się czerwonej, kulistej formy. Malała coraz bardziej, najpierw do rozmiarów główki dziecka, potem jeszcze mniejszych, aż przeniknęła przez okno i znikła. W nocy stryj rozmawiał z żoną i doszli do wniosku, że postąpili nieładnie. Stryj tak ich wcześniej zapraszał, a nie odwiedzili go, postanowili więc znaleźć czas, aby nadrobić zaniedbanie. Jednak po rozmowie telefonicznej z rodziną dowiedział się, że stryj Kazimierz umarł w tym samym czasie, kiedy go zobaczył. Wcześniej nie mieli zamiaru do niego jechać, ale po tym wydarzeniu pojechali na pogrzeb. Na miejscu okazało się, że jego żona, innego wyznania, urządziła świecki pogrzeb na cmentarzu ewangelickim i nie miało przy nim być księdza. Mimo, że do pogrzebu było tylko dwie godziny stryj znalazł księdza, który zgodził się być na cmentarzu i uzyskał pozwolenie od duchownego ewangelickiego na odprawienie egzekwii przez księdza katolickiego. Stryj uważał, że jego stryj Kazimierz dlatego ukazał mu się we śnie, żeby załatwił sprawę pochówku katolickiego, ponieważ był bardzo głęboko wierzącym człowiekiem.

         I jeszcze jeden sen mojego stryja. W tamtym czasie bardzo cierpiał z powodu ataku kamicy nerkowej. Bóle były tak silne, że podobno momentami pragnął śmierci. Kiedyś był bardzo zaprzyjaźniony  z sąsiadami z przeciwka:  Dziudkiem i Amandą. W tym czasie Dziudek nie żył już od dwóch lat, a jego żona przebywała w Anglii. Stryj znużony cierpieniem przysnął w fotelu (było to w czasie, kiedy jeszcze nie otrzymywał środków przeciwbólowych, dostał je dopiero w dniu następnym). Przyśnił mu się zmarły sąsiad wołający żonę:  „Amandziu, pomóż mu! Amandziu pomóż mu! On tak cierpi, on tak cierpi.”.  Żona przyłożyła we śnie ręce w bolące miejsce i ból zelżał. Następnego dnia Amanda dzwoni z Anglii i deklaruje, że przyspieszy powrót ponieważ w nocy przyśnił jej się mąż i powiedział jej: „Amanda, pomóż mu, pomóż mu”. W jej śnie powodem konieczności pomocy było to, że stryj rzekomo przyjechał do Anglii i zabłądził, czy też samochód mu się popsuł, w każdym razie potrzebował pomocy.

         I w tym śnie widać pewne pomieszanie. Więź między małżeństwem i zaprzyjaźnioną z nim osobą w jakimś sensie wykracza poza próg śmierci. Z drugiej strony widać jak umysł śniącej przetwarza wołanie zmarłego męża, buduje jakąś fabułę, racjonalizując jądro snu – wołanie o pomoc – i  próbując tego dokonać schodzi na fałszywą ścieżkę. Jednocześnie te senne przekazy między trójką ich bohaterów zaowocowały ustaniem, przynajmniej chwilowym, bólu.

          Powstaje pytanie: komu łatwiej pomylić się w przewidywaniu przyszłości: zmarłemu członkowi rodziny czy żyjącemu śniącemu? Odrzucając niepotwierdzone wierzenie, że zmarły w zaświatach wie już wszystko, sądzić należy, że to śniący produkuje swoje proroctwa i jego niedoskonałe przewidywania i spekulacje znajdują odbicie w pomyłkach i racjonalizacjach. Stając się prorokiem przyszłości wykorzystuje swoich zmarłych przodków jako tubę przekazu. W antycznych dramatach ważne prawdy wygłaszał zawsze chór, w naszych snach czynią to zmarli przodkowie.

         Ale czy na pewno? I czy zawsze?

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Inne sny, złudzenia i inne duchy (1) Inne sny, złudzenia i inne duchy (3) »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)