Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Inne sny, złudzenia i inne duchy (4)

Kategoria: Twórczość

« Inne sny, złudzenia i inne duchy (3) Czym się podniecano w roku 1915? »

Czas na opis snów i zdarzeń mających związek ze sprawami ogólnymi. Taki sen poprzedzający przydarzył mi się raz i pewne złudzenie, a właściwie głos podpowiadający – też raz.

Głos podpowiadający „nawiedził” mnie tuż po katastrofie lotniczej w Lesie Kabackim w 1987 roku. Siedziałam przy otwartym oknie w moim mieszkaniu, z którego słychać czasami sygnały karetek jadących Doliną Służewiecką. Kiedy usłyszałam ten dźwięk, coś w mojej głowie „powiedziało” – samolot spadł.

Nieco bardziej skomplikowana i dziwaczna była sprawa z katastrofą „Twin Towers – World Trade Center” w Nowym Jorku w 2001 roku. Obudziłam się w nocy, gdy jeszcze było ciemno (godzina nieustalona) i przywidziało mi się, że muszę wstać i wyciągnąć z regału książkę. Wstałam więc (wówczas jeszcze nie wstawałam w nocy do toalety, a nigdy nie lunatykowałam) i podeszłam w tym półśnie do regału stojącego naprzeciw mojego łóżka. Sięgnęłam na półkę i po ciemku wymacałam trylogię Tolkiena – wydanie jeszcze z lat pięćdziesiątych. Wyciągnęłam środkowy tom i położyłam go na stoliczku na kółkach obok łóżka – gdzie zawsze kładę czytane książki i gazety.

         Kiedy obudziłam się rano znalazłam „Dwie wieże” i przypomniałam sobie nocne wstawanie. Byłam zdziwiona i odłożyłam książkę z powrotem na półkę; nie miałam zamiaru bowiem po raz któryś jej czytać, w dodatku od środka. Około 10-ej rano włączyłam telewizor i  zobaczyłam transmisję uderzenia w pierwszą wieżę. Druga jeszcze wówczas stała.

Miewam czasem dziwaczne sny, które wydają mi się ważne, ale których nie potrafię zinterpretować i powiązać z jakimiś wydarzeniami. Opiszę tu mój sen o pojazdach (statkach kosmicznych?) , ponieważ nie miał on moim zdaniem żadnego specjalnego znaczenia, jednak wykorzystany i przetworzony literacko przyniósł klęskę kolejnym przedsięwzięciom wydawniczym zawierającym ten motyw. Opowiadanie uznano za bardzo dobre, ale zawsze było albo za długie albo za krótkie, albo nie odpowiadało linii antologii wydawnictwa albo nie dawało się symetrycznie podzielić na odcinki. Ostatni zarzut dotyczył tego, że jego związek z tematyką innej antologii był zbyt luźny. Zresztą od klęski tego opowiadania zaczęła się moja kilkuletnia niemoc twórcza.

Śniło mi się, że jechałam pociągiem i pociąg ten dojeżdżając do Warszawy przejeżdżał przez most kolejowy na Wiśle. Jak w normalnej rzeczywistości, doskonale było widać oświetlone Śródmieście z Pałacem Kultury. Pociąg jechał bardzo wolniutko i w połowie mostu zwróciłam uwagę na poruszający się równolegle pojazd. Płynął bezgłośnie nad wodą na wysokości pociągu i był konstrukcją przypominającą wielki helikopter czy statek, jednak był wielopoziomowy i całkowicie przezroczysty. Zarysy statku i znajdujących się tam istot (raczej to byli ludzie) były widoczne dlatego, że światła Śródmieścia i ich odbicie w wodzie w jakiś sposób kolejno odbijały się od przezroczystej powierzchni statku pozwalając miejscami widzieć wszystkie zarysy: konstrukcji, maszynerii i ludzi (istot) na statku. Widok był bardzo piękny, delikatny, a jedyne uczucie, jakie we mnie budził, to było zdziwienie, że dane mi jest to widzieć, choć to wydarzenie tajemnicze i wyjątkowe.

         Gdy skierowałam wzrok ku górze zauważyłam, że nie jest to jedyny statek. Właściwie całe niebo pełne było takich pojazdów, poruszających się spokojnym, płynnym ruchem, o rozmaitej wielkości i odmiennych konstrukcjach. Potem kąt widzenia zmienił się i światło ze Śródmieścia zaczęło inaczej padać na wodę i widok statków znikł.

Sen ten był tak realny i pełen zagadek ( istoty na statkach wykonywały rozmaite niezidentyfikowane czynności posługując się dziwnymi choć doskonale widocznymi narzędziami), że chwilami miałam wrażenie iż nie był to sen, tylko gdzieś tę scenę widziałam. Dodam jeszcze, że moja siostra, która pierwsza, jeszcze przede mną interesowała się literaturą SF (i miała zawód uprawniający ją do tego – inżynier automatyk ze specjalizacją robotyka ) miała bardzo podobny sen w tym samym okresie. U niej jednak statki unosiły się w dzień nad miastem.

         Jednak i w realu przydarzały mi się zdarzenia dziwne i niezrozumiałe. Pierwszym z nich był  prawdopodobnie coś, co nazwałam „bolid na Lemanach”

         Było to dziwaczne zjawisko zaobserwowane na wsi Lemany. Pojechałam tam w bodajże czwartej klasie szkoły podstawowej na wakacje z mamą i panią S. Mama przyjaźniła się z panią S., ale przyjaźń ta nie była symetryczna. Państwu S znakomicie  się powodziło, a moja mama, nie mając żadnych źródeł dochodów i będąc bardzo schorowaną, utrzymywała siebie i nas z zasiłków Opieki Społecznej. Jolusia S. miała kłopoty z czytaniem i ja miałam ją podkształcić w tym zajęciu. W tym celu siadywałyśmy godzinami na łące nad rzeką i Jolusia dukała z książki opowiadania. Nawet mam zdjęcie z Jolusią na tej łące. Zajęcie dla mnie było bardzo nudne, ale ponieważ przebywałyśmy z grzeczności pani S., w wynajętym przez nią domu na tych wakacjach, nie mogłam się od niego wykręcić. Czasami jednak miałam trochę czasu dla siebie, gdy mama wołała Jolusię na kolację, ja mogłam poleżeć trochę sama na łące i poczytać swoją książkę, o wiele bardziej interesującą, niż baśnie Jolusi.

         Kiedyś prawdopodobnie zasnęłam na tej łące nad rzeką i obudziłam się, gdy zapadał już zmrok. Leżałam chwilę wpatrzona w niebo (widać było gwiazdy, ale nie było księżyca) aż zaczęły mnie gryźć komary czy inne owady. Pamiętam doskonale, że z ich powodu postanowiłam wracać. Wstałam więc i stałam, gdy nagle nad moją głową, niesłychanie nisko, przeleciała świecąca kula. Podmuch i świst, hałas, jaki usłyszałam spowodował, że przewróciłam się na ziemię i odruchowo zakryłam rękami głowę. Dlatego też nie widziałam dokładnie kuli, ale było to najbardziej realne zjawisko, jakie można sobie wyobrazić. Kula błyskawicznie znikła za horyzontem.

         Kiedy wróciłam do domu, okazało się, że nikt nic nie widział, ale słyszeli hałas; sądzili że to przeleciał nisko jakiś samolot. Nie wgłębiałam się w tę sprawę, ponieważ zawsze w rodzinie powtarzano, że mam bujną wyobraźnię, więc bałam się ośmieszenia. Zresztą starałyśmy się swoimi sprawami jak najmniej zawracać głowę pani S.

         W przeciwieństwie do innych moich doznań, to było niesłychanie realne. Dlatego też przypuszczam, że mógłby to być jakiś bolid spalający się w atmosferze. Parę lat temu przeczytałam artykuł, w którym informowano że naukowcy potwierdzili subiektywne istnienie dźwięku wydawanego przez przelatujący bolid i zastanawiali się nad jego przyczyną, ponieważ tarcie o atmosferę spalającego się ciała nie mogło emitować dźwięku realnego, ponieważ był zbyt odległy od obserwatora. Wcześniej gotowa byłam uwierzyć, że to moja buntownicza natura znalazła odbicie w fantastycznej interpretacji zjawiska spadającej gwiazdy – skoro coś spada, musi świszczeć i wyć, bowiem upadek w ciszy przekracza moje zrozumienie. Jednak tej interpretacji przeczył fakt, iż nie miałam poczucia, że coś spada , tylko czułam, że coś leci.

         Innym zjawiskiem niewytłumaczalnym dla mnie było pękanie szklanki w moim poprzednim mieszkaniu w Alei Lotników.

         Kilkakrotnie zdarzyło mi się, gdy siedziałam przy stole i myślałam o jakichś kłopotach czy trudnościach, bezmyślnie wpatrując się w pustą szklankę po herbacie (wówczas jeszcze nie było szkła typu arcoroc, szklanki robiono z normalnego, cienkiego szkła), stojącą na stole, że szklanka ta pękała. Działo się to tylko w mieszkaniu na Al. Lotników i potem, raz na działce, gdzie wywiozłam niedobitki szklanek z czasów PRL – umieszczanych w  metalowych lub plastikowych „koszyczkach”.

         Mogły być tego dwojakie przyczyny. Mieszkanie to, narożne w bloku bardzo łatwo podchwytywało drgania pochodzące z przejeżdżających jezdnią ulicy ciężkich samochodów. Często od nich drżały szyby w mieszkaniu. Jednak szklanki pękały wyłącznie w opisanych okolicznościach – ponurych rozmyślań.

         Druga przyczyna mogła wiązać się z moim ówczesnym stanem nerwów. Było to tuż przed nadejściem okresu przekwitania, kiedy moje trudności nasilały się, ale kiedy jednocześnie miałam najwięcej siły i woli, żeby coś w swoim życiu zmienić. Nie zmieniłam oczywiście nic, poza tym, że trzy czy cztery razy spowodowałam (?) pęknięcie szklanki.

         Na działce grały emocje, gdy kilka godzin po wyjściu ze szpitala w Siemiatyczach po rozpuszczeniu zakrzepu w tętnicy szyjnej, otrzymałam na komórkę anonimowy telefon z groźbami. Wówczas pękły na raz trzy brudne szklanki w plastikowych pomarańczowych koszyczkach. Szklanki w koszyczkach metalowych ocalały. Mnie się nic nie stało.

         Tutaj muszę wspomnieć o mrowieniu w brzuchu. Jest dziwacznym odczuciem, poprzedzającym niektóre zdarzenia w moim życiu. Zawsze poprzedzało pękanie szklanki. Raz wystąpiło przy słuchaniu w radio jakiejś robiącej wrażenie melodii. Najczęściej doświadczam go przed zaśnięciem na działce, szczególnie silne jest przed snami znaczącymi. Wiązałam go z faktem, że nad moim łóżkiem wahadełko zachowuje się jak oszalałe, że na podcieniu domu pod oknem, przy którym stoi moje łóżko, zawsze budują gniazdo osy i gromadzą się bezpańskie okoliczne koty i że śpię na materacu, na którym umarła moja mama. Może to być ciek wodny, ale i możliwe jest coś innego.

         Uczucie to przypomina wibrowanie i umiejscowione jest trochę poniżej żołądka, ale w żadnym określonym miejscu mojego ciała. Nie wiąże się z żadnym bólem. Czasem powoduje poważne przyspieszenie akcji serca, do tego stopnia, że muszę przed snem zażyć dodatkową dawkę lekarstwa zwalniającego rytm. Nie występuje rano, ale zawsze bezpośrednio po położeniu się do łóżka, potem zanika, czasem powraca w środku nocy.

         W Warszawie się nie zdarza.

Oprócz opisanych snów poprzedzających, trzy lata temu przydarzył mi się ostatni z takich snów. Był to jednocześnie pierwszy ze snów, w których występował zmarły mąż. Do tamtej pory nie śnił mi się, z wyjątkiem jednego snu, kilka dni po śmierci. Potem już nie.

         I wówczas przyśniło mi się, że nocujemy u naszych znajomych, u których kiedyś zostaliśmy na noc przed laty po dłuższej balandze. Mam nawet fotografię z tamtego miejsca i tapczanu półki na którym nas położono w ubraniach i wygłupiających się z kieliszkami i butelką szampana. Sen powtórzył tamtą sytuację. Śniło mi się, że budzę się właśnie w tym miejscu i patrzę na półkę nad tapczanem. Stoi tam radioodtwarzacz, który gra jakąś melodię. Mężowi ta muzyka się nie podoba i każe mi włączyć jakąś płytę. Nastawiam więc płytę leżącą obok na półce i na wyświetlaczu aparatu pokazuje się pasek z wiadomościami jak w TVN 24 lub TVP Info. Na pasku tym czytam: „Zginął śmiercią tragiczną...” Przerażona budzę się.

         W noc przed śmiercią mój mąż obudził się, zawołał mnie i opowiedział swój sen, w którym wieczorna wiadomość obejrzana w telewizji o śmierci jakiegoś żołnierza w Afganistanie spowodowała, że nabrał przekonania iż zmarły żołnierz był członkiem jego rodziny. Tuż przed chorobą mąż badał genealogię swojej rodziny, a była ona bardzo rozległa. Każda tabela jednej linii pradziadka (a było ich kilku) zajmowała kilkanaście stron. Mąż prosił mnie, żebym rano sprawdziła kim był ten żołnierz, który zginął. Nad ranem zmarł i sprawa poszła w zapomnienie.

         Przypomniałam sobie to wydarzenie i wiązałam ów sen z tamtą sprawą. Zaczęłam więc szukać informacji o tym zmarłym dwa lata wcześniej żołnierzu i zajęta byłam tym do chwili kiedy otrzymałam sms od bliskiej mi osoby o zamiarze popełnienia samobójstwa.

         Zdążyłam zapobiec temu zamiarowi. Udało mi się ściągnąć tę osobę do mnie, a potem znaleźć namiary na doskonałego lekarza leczącego depresje, załatwić dojście do niego i ekspresowe przyjęcie oraz podjąć cały szereg kroków, które spowodowały, że obecnie nic takiego już nie grozi.

         Na koniec napiszę o zdarzających się mi często snach o zwierzętach. Nie są to sny poprzedzające ani specjalnie ważne, choć zawsze są koszmarami. W snach tych przyjazne mi dotychczas zwierzęta jak pies bernardyn, tygrys i lew nagle stają się groźne. Przykładem jednego z takich snów jest sen o tygrysie.

         Ale o tym następnym razem

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Inne sny, złudzenia i inne duchy (3) Czym się podniecano w roku 1915? »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)