Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 grudnia 2014

Włodzimierz H. Zylbertal

Islamski wirus

I.

Obserwując najnowszą wojnę, której tyleż efektownym, co niecelnym określeniem stał się tytuł książki "Dżihad kontra MacŚwiat", ma się nieodparte wrażenie, że ta wojna nie jest ani tak nowa, ani tak współczesna, jak by się to mogło wydawać bezrefleksyjnym obserwatorom. Nie jest bowiem prawdą, że zaczęła się ona 11 września pamiętnego 2001 roku; datowanie jej początku na czas letnich igrzysk olimpijskich w roku 1972, kiedy to palestyńscy terroryści dopuścili się zbrodni na izraelskich sportowcach - też będzie potężnie nieścisłe. Na nic przypominanie tragedii nad szkockim Lockerbie z roku 1984, ani pierwszego na małą skalę zamachu na WTC w roku 1996. Ta wojna zaczęła się o wiele, wiele dawniej... w czasach o których większość z nas z ulgą zapomina niezwłocznie po wyjściu ze szkolnej lekcji historii.

Mawiał Tacyt, że historia jest nauczycielką życia. Nie do końca miał rację, albowiem przeważającej większości ludzi historia do niczego nie jest potrzebna. Ale tej nielicznej grupie ludzi, którzy decydują o losach wielkich nieraz rzesz swych bliźnich – historia jest naprawdę niezbędna. Brak jej zrozumienia prowadzi wprost do piekieł szaleńczych decyzji politycznych. A decyzji takich obserwujemy ostatnio dużo – przerażająco dużo. Gdyby nie bezsensowne ofiary tych decyzji powiedzielibyśmy – chichot Historii. Ale nie powiemy. Raczej przyjrzyjmy się uważniej, czego też ta średnio poważana historia chciała nas nauczyć.


II.

Rzecz zaczęła się w przysłowiowych czasach bardzo dawnych, gdy nikt nie słyszał o podstępnych terrorystach i dzielnych obrońcach demokracji, albowiem panowało średniowiecze. Rozkwitała cywilizacja islamu, w Europie po „wiekach mrocznych” Karol Wielki sprowadzał do Akwizgranu uczonych i artystów. Niedościgłym wzorem dla wielkiego władcy były – a jakże! – miasta arabskie, gdzie uczonych i artystów było na dworach kalifów pod dostatkiem. Karol doskonale zdawał sobie sprawę, że kulturowo i cywilizacyjnie jego kraj jest daleko za Arabią. Że od tych nieprzyjaciół Chrystusa sporo można się nauczyć. Co ciekawe, owi nieprzyjaciele prawdziwej wiary okazywali się nie tylko bardziej od chrześcijan rozwinięci gospodarczo i kulturalnie. Byli (wtedy) wobec innych, niemuzułmańskich wyznań, wcale tolerancyjni. Karola i jego biskupów mogło to zaskakiwać. Nas nie powinno, gdyż muzułmanie uważali Żydów za swoich przodków (ród swój wywodzą od Izmaela, wygnanego syna Abrahama), zaś chrześcijan za... pobratymców duchowych. Wbrew tyleż powszechnym, co bałamutnym sądom, islam i chrześcijaństwo nie były od swych początków śmiertelnymi wrogami religijnymi. Były konkurentami militarnymi, politycznymi i gospodarczymi, ale religijnymi - nie. Mahomet uważany był przez średniowiecznych muzułmanów za następcę Jezusa z Nazaretu, kogoś, kto zmodyfikował przesłanie Boga do ludzi, i tym samym skierował religię na nowe tory, podobnie jak sześć wieków wcześniej uczynił to z religią żydowską sam Chrystus. Chrześcijanie byli przez muzułmanów traktowani jako ci, którym trzeba tę zmianę uświadomić, ale – na ogół – bez tej aż za dobrze znanej zapiekłej nienawiści religijnej, jaka legła u podwalin antysemityzmu chrześcijańskiego. Mówimy „na ogół”, bo fanatyków religijnych nigdzie nie brak i ani mahometanizm, ani chrześcijaństwo nie są tu wyjątkami. W krajach arabskich żydzi i chrześcijanie cieszyli się sporym zakresem swobód, jeśli tylko szanowali zwierzchnictwo islamskiego władcy. Wielu takich innowierców doszło na arabskich dworach do wysokich godności; równie wielu współtworzyło rozkwit kulturalny i cywilizacyjny krajów, których czuli się obywatelami. Równowaga ta zaczęła się chwiać, gdy tylko chrześcijaństwo urosło w siłę, a jego książęta zaczęli tą świeżo uzyskaną siłą nawracać wszystkich wokół na swoje credo. Decydujący cios koegzystencji muzułmanów i chrześcijan zadały wyprawy krzyżowe, choć na pograniczach obu kultur utrzymywała się ona niemal do początku czasów nowożytnych.


III.

Przepojeni duchem świętej sprawy rycerze z Królestwa Jerozolimskiego przywieźli do rodzimej Europy nie tylko bajeczne skarby, nie tylko dziedzictwo starożytności, przechowane i przetworzone przez Arabów. Przywieźli i coś mniej zauważalnego, za to nierównie potężniejszego, co po kilku wiekach miało zafundować ich ojczyznom Reformację, rewolucję naukowo-techniczną, kolonializm, imperializm, a w końcu aż za dobrze dziś znane konflikty czasów globalizmu.

Istotnym novum islamu w stosunku do chrześcijaństwa jest – zwrócenie uwagi wiernych na życie tu, na Ziemi. Tak jest: podczas, gdy chrześcijanin gardzi życiem ziemskim, bo jest ono zaledwie wstępem do niebiańskich rajów, muzułmanin, owszem, wie, że może zasłużyć na najpiękniejsze rajskie seraje i hurysy, ale nie gardzi życiem ziemskim, ani jego urokami. Nic w tym dziwnego: chrześcijaństwo powstało i rozwinęło się w warunkach ucisku i prześladowań grupki wyznawców przez cywilizację potężną i doskonale zorganizowaną. Islam przeciwnie: był adresowany do pierwotnych koczowników przemierzających jałowe pustynie. Chrześcijanie w potędze Rzymu widzieli zalążki jego upadku; muzułmanie mieli na bezkresnych przestrzeniach swoich pustyń zbudować kwitnące państwa. Przesłanie Jezusa jest przesłaniem odrzuconego proroka do prześladowanych wiernych; przesłanie Mahometa to przesłanie nieźle prosperującego kupca do innych kupców i rzemieślników. W chrześcijaństwie, przynajmniej tym pierwotnym, wszelkie ziemskie radości są surowo potępiane, jako pochodzące od Szatana, co ludzi w materii więzi; w islamie dość starannie rozróżnia się pokusy od dozwolonych uciech – a tych uciech wcale nie jest tak mało! Gdyby idee pierwotnej islamskiej utopii kiedykolwiek wprowadzono w czyn, powstałoby społeczeństwo bliskie wyobrażeniom wielu wcale światłych myślicieli, z Platonem na czele.

Jak ogólnie wiadomo, ani nie nadszedł koniec świata przepowiadany przez chrześcijan, ani też nie powstało szczęśliwe społeczeństwo kierowane przez islam. Za to w czasach wypraw krzyżowych, których natężenie emocjonalne można by porównać intensywnością do miłosno-nienawistnego zespolenia, nastąpiła, jak to zwykle bywa podczas takich zespoleń, potężna wymiana energii. Od tamtych czasów islam zaczął podupadać, zarażony charakterystycznym dla chrześcijaństwa bakcylem pozaświatowości, sami zaś chrześcijanie też wyszli z Palestyny znacznie, choć początkowo niepostrzeżenie, odmienieni.


IV.

Wychowani w duchu racjonalizmu i kulcie nauk przyrodniczych, z trudem przyjmujemy do wiadomości, że obok dobrze już rozpoznanych zjawisk świata materialnego może istnieć w Kosmosie inne życie niż to, które jest formą istnienia białka. Z jeszcze większym trudem mieści się na w głowach, że być może owe istoty, uczynione z materii innej niż ziemska, mają namiętności podobne w gruncie rzeczy do naszych, lecz rozciągnięte na stu- albo i tysiąclecia naszej rachuby czasu. I że terenem rozgrywania się ich namiętności – także walki o władzę – jesteśmy my, czyli ludzkość. Jednak patrząc na przerażające zaiste ilości osobników gatunku Homo Sapiens, wyraźnie opętane „czymś”, czego niewątpliwie sami owi osobnicy nie wymyślili, można zwątpić w rozumność, wolność i inne cechy, z których oficjalnie jesteśmy tak dumni. Za to tym bardziej wierzy się w Blake’owskie wizje walki Urthony i Urizena, tym uważniej studiuje się natchnienia gnostyków i ich wizje walki Szatana-Prometeusza z Demiurgem, tym bardziej realny jest heglowski Duch Dziejów... Istnieje, naprawdę istnieje zjawisko „kosmicznego wirusa”, który wwierca się w mózg i przerabia swego nosiciela na automat do własnej reprodukcji.

Bakcyl, którym zarazili się rycerze z Królestwa Jerozolimskiego, jest nawet przyjemny. To nic innego, jak przekonanie, że Bóg darzy pomyślnością swoje owieczki, jeśli tylko przestrzegają jego praw. Że nie ma nic zdrożnego w bogactwie, a nawet zbytku, jeśli zdobyło się je pracą, a nie lichwą. Że już tu na Ziemi, można otrzymać dowód Bożej łaski, wcale nie będąc świętym ascetą, ani nawet męczennikiem za wiarę. Bo tak właśnie uczy Koran. Owszem, nakazuje on szerzyć nową wiarę – jak wszystkie święte księgi wszystkich wiar. Ale islam w swym rdzeniu jest religią pokoju, bardzo podobnego do sławnego Pax Romana: kto szanuje jego prymat, może być pewien swego bezpieczeństwa i może żyć, choć oczywiście z pewnymi ograniczeniami według swojej ścieżki. Nic w tym dziwnego, bo to Arabowie ocalili i przejęli znaczną część dorobku europejskiego antyku - także imperialnego. Dzisiejszy islamski fanatyzm i nienawiść religijna to produkty reakcji obronnej, próba ratowania tożsamości, w sytuacji, gdy wyniszczono siły żywotne i duchowe islamu. W takiej sytuacji rzeczywiście nadchodzi czas fanatyków i asasynów... bo elitę islamu, ludzi światłych i rozumnych, wyeliminowano starannie i metodycznie. A gdy wielkie siły duchowe, jakie islam niewątpliwie ma, dostają się w ręce ludzi prymitywnych i zacietrzewionych, dziwne byłoby, gdyby nie narodził się terroryzm. Przerabialiśmy to i w Europie: osobnicy o potężnej sile duchowej, lecz niskim człowieczeństwie, to na przykład panowie Hitler, Stalin, Franco, Salazar, Mussolini, Causescu...

Tak zatem chrześcijańscy rycerze gdzieś głęboko pod swymi zbrojami przynieśli do Europy przekonanie, że asceza i wyrzekanie się świata nie są niezbędnie konieczne dla uzyskania zbawienia – jeśli jest się pod jurysdykcją właściwego boga. W tym więc sensie wyprawy krzyżowe stały się początkiem końca tak ortodoksyjnego chrześcijaństwa, jak „czystego” islamu. Początkiem tym zdradliwszym, że niewidocznym. Tak dzieje się, gdy czujemy się dobrze, ale już mamy w sobie śmiertelnie groźnego wroga, już toczy on nasze ciało, choć na zewnątrz nic jeszcze nie widać.

Pierwszym objawem działalności zawleczonego z Palestyny wirusa stało się wystąpienie Johna Wycliffa, kaznodziei, który domagał się demokratyzacji Kościoła i uproszczenia jego rytuału, czyli zbliżenia kapłaństwa do wiernych i tym samym zbliżenia Boga do ludzi. Przypomnijmy, że w islamie jego kapłani – mułłowie i ajatollachowie, to mniej „pośrednicy” między Bogiem i człowiekiem, a bardziej administratorzy gmin wyznaniowych; bardziej ci, którzy uważani są za obdarzonych mądrością, niż „z urzędu wszechwiedzący”. Po bestialsko zamordowanym Wycliffie ten sam wątek podjął Jan Hus – i też skończył na stosie. Ale już późniejszy o stulecie Marcin Luter odniósł sukces. Skrócił dystans między Bogiem a człowiekiem. Przy okazji utorował drogę sławnej kalwińskiej doktrynie o predestynacji, w myśl której wybranych przez siebie Bóg „oświecił” (czytaj: uczynił protestantami) i dał nowe przymierze: jesteście bliżej Mnie niż inni, macie pracować i nie grzeszyć, a owoce tej pracy konsumować nie grzech... Tak oto narodziła się sławna etyka kupiecka, która stała się motorem napędowym cywilizacji europejskiej na dwa i pół stulecia. Czy nam to czegoś nie przypomina? Ależ tak! To wirus wcześniejszy o cztery stulecia, islamski! W ciągu tych czterech stuleci, niestety, zmutował – rozwinął agresywność i zdobywczość, jakiej w pierwotnym islamie, w końcu też podbijającym spory kawał świata, jednak nie było.


V.

Od czasów wypraw krzyżowych Zachód rośnie a islam maleje. Na Zachodzie rozkwita kapitalizm, cywilizacja naukowo-techniczna, społeczne idee Oświecenia i demokracja. Islam – po ruinie klasycznych państw arabskich – przytulisko znalazł w imperium tureckim, w którym, mimo jego potęgi militarnej i terytorialnej, wielkości ducha szukać raczej darmo. W świetle tego, co do tej pory zostało w tym tekście powiedziane, widać dowodnie, dlaczego: oto Europa „wyssała” siły duchowe islamu i włączyła je w protestancki nurt swojej kultury. Bo jednak islam to jest religia dla społeczeństw zamożnych i dobrze prosperujących – a właśnie na ścieżkę prosperity i zamożności wkroczył Zachód po krwawych wojnach religijnych wieków XVI i XVII. Nic dziwnego, że w takich warunkach wirus sprzed stuleci znalazł znakomite warunki do rozwoju. I nic dziwnego, że najdoskonalsze imperia tym wirusem zarażone – i tradycyjnego typu: brytyjskie, podparte potęgą Royal Navy, i nowego typu: amerykańskie, oparte na prymacie naukowym i ekonomicznym, otóż oba te imperia mocno przypominają pax Romana praktykowany przed nimi w imperium klasycznego islamu – dają sporą tolerancję, a nawet ułatwiają rozwój podbitym przez siebie terytoriom, jeśli tylko respektują one potęgę ideologiczną Demokracji, Wolnego Rynku i Praw Człowieka...

Jako, że na tej Ziemi nie ma nic za darmo – dobrobyt, prosperity i postęp też ma swoją cenę. Nie mamy tu na myśli ofiar nauki ani smutnego losu wielu pionierów postępu technicznego; nie przypominamy tu, choć przyzwoitość by to nakazywała, opłakanego życia proletariatu z przełomu XVIII i XIX w; największe koszty tego postępu i dobrobytu zapłaciło jak to już dziś powszechnie wiadomo – nasze środowisko przyrodnicze. To ono dostarczyło wody, tlenu, drewna, węgla, rud żelaza, a w późniejszym okresie ropy naftowej, czyli surowców niezbędnych do zaistnienia postępu na wybranej przez Zachód ścieżce. To ono przejęło dwutlenek węgla i inne zanieczyszczenia powstałe podczas budowy prosperity i postępu. Pod koniec XIX wieku, po niemal trzech stuleciach nieprzerwanego wzrostu na koszt środowiska, świat zauważył, że zasoby środowiska nie są nieograniczone, że kto je wcześniej zawłaszczy, ten prosperuje. Rozpoczął się wyścig o kolonie i prawo do ich eksploatacji – aby kupcy zyskali bogactwo, a z nim znak od Boga, czyli pewność zbawienia.


VI.

Islam, choć okaleczony, przecież nie zamarł. Jest żywotny, a jego renesans przypada na okres, gdy już wiadomo, że kto opanuje zasoby Ziemi, ten prosperuje, temu Bóg daje znaki. I oto okazuje się, że kraje islamu mają jeden z najważniejszych takich zasobów – ropę naftową. Ich pretensje do udziału w światowym prosperity-zbawieniu są więc bardziej niż zrozumiałe. Jednak kilka stuleci duchowego karlenia islamu zrobiło swoje: dziś islam kojarzony jest nie z mędrcami i pokojem, ale z wojowniczymi ajatollachami i nietoleracją. Zachód zresztą wcale nie lepszy: jego duchowość dawno już rozmyła się we wściekłym wyścigu po większe zyski z eksploatacji środowiska. Toteż dzisiejsze starcie Zachodu i świata islamu jest karykaturą wypraw krzyżowych sprzed niemal tysiąca lat: też są motywy ekonomiczne (wtedy nadmiar wojowniczych rycerzy w biedniutkiej Europie, dziś apetyty tzw. wolnego świata na więcej nafty) i też są motywy ideologiczne (wtedy odzyskanie z rąk bisurmanów Grobu Chrystusa, dziś walka „jedynie słusznych” ideologii). Historia ponoć powtarza się dwa razy, raz jako dramat, drugi raz jako farsa... I tylko ruina naszej planety jest w tym wszystkim coraz realniejsza.


VII.

Nie dziwmy się więc, że islam upomina się dziś u bogatego Zachodu o to, co w gruncie rzeczy jego; nie udawajmy świętoszków, skoro to zachodnie lobby naftowe do dziś skutecznie torpeduje wszelkie alternatywne wobec nafty propozycje zasilania cywilizacji samochodu. Dawniej czyniło tak w złudnym przekonaniu, że kolonie będą trwać zawsze, a dziś? Bezwład? Zaślepienie? Sabotaż? Zmowa? – Strach myśleć, co jeszcze...

Toczona obecnie wojna, dla uspokojenia sumień nazywana wojną z terroryzmem, jest zatem w gruncie rzeczy wojną o prawa autorskie, nawiasem mówiąc, na Zachodzie bardzo rygorystycznie przestrzegane... w odniesieniu do swoich. I nie ma żadnych wątpliwości, gdzie jest autorstwo ideologii, która harmonijnie godzi chrześcijanom Zbawienie z Dobrobytem. Nie w USA George'a W. Busha i nie we Francji Nicolasa Sarcozy'ego. Tylko, że natarczywie pukający do bram Europy spadkobiercy tych praw, to niestety też nasze, europejskie produkty – synowie i córki społeczeństw przez stulecia systematycznie pozbawianych elity intelektualnej i duchowej. To, jacy oni mają być, jeśli tych elit nie było przy ich wychowaniu? Gdy w kulturze brakuje mądrości duchowej, gdy nie ma naturalnego rozwoju myśli społecznej i duchowej, to każda kultura wyradza się w nietolerancję i fanatyzm. A szubrawcy, którzy dadzą fanatykom do ręki broń, znajdują się wśród nas od początku znanych nam dziejów ludzkości.

Coraz wyraźniej widać, że pretensji prawowitych autorów do ich dzieła zatrzymać się nie da. Czy jednak uda się ich choćby w cywilizowany sposób zaspokoić? Spłacić pożyczkę sprzed niemal tysiąca lat? Pomóc odbudować wielkość duchową, polityczną i gospodarczą, co terrorystom i ich fanatycznym ajatollachom zabrałoby grunt spod nóg? Od nowa nauczyć dawno już wśród nich zapomnianej tolerancji i współpracy, absolutnie już koniecznej w globalnej skali - dla dobra tej Ziemi, która do tej pory potulnie płaci wszystkie rachunki za ideologiczne szaleństwa swoich niemądrych dzieci?

Czy ta bezpodstawnie lekceważona Historia czegoś nas w końcu nauczy?



komentarze

[foto]

1. Drobne poprawki & polemiki • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-05 13:50:39

Po bestialsko zamordowanym Wycliffie
John Wycliffe zmarł od choroby, za heretyka został uznany pośmiertnie, za karę spalono jego kości.
[Islam od czasu wypraw krzyżowych] rozwinął agresywność i zdobywczość, jakiej w pierwotnym islamie, w końcu też podbijającym spory kawał świata, jednak nie było.
Skoro islamscy wodzowie podbili "spory kawał świata", to raczej musieli wykazywać "agresywność i zdobywczość" -- prawda? Przecież Egiptu, Persji, Indii, Hiszpanii nie zajęli przez udane małżeństwa dynastyczne? Ani tamtejsi królowie nie oddawali się muzułmanom pod opiekę dobrowolnie i z radością?
Od czasów wypraw krzyżowych Zachód rośnie a islam maleje.
Po wyprawach krzyżowych wyrosło islamskie imperium Turcji Osmańskiej, które przez kilka wieków skutecznie konkurowało z Europą chrześcijańską nie tylko na polu wojny, ale też techniki i (renesansowej) kultury. Także łatwo przyjęły się w Turcji "wynalazki" z Ameryki, dlatego indyk po ang. nazywa się turkey, papryka (meksykańska) nazywana jest tureckim pieprzem, a kukurydza ma po polsku nazwę nie z Meksyku tylko z Albanii (Albańczycy muzułmanie mieli w Turcji pozycję nie różną od Osmanów.)
w imperium tureckim, w którym, mimo jego potęgi militarnej i terytorialnej, wielkości ducha szukać raczej darmo
Rzecz gustu. Istnieje opinia, że także klasyczna epoka Islamu nic nowego nie stworzyła, ledwie przepisując i przechowując pisma Greków i transferując idee z Indii, np. cyfry "arabskie".
Europa „wyssała” siły duchowe islamu i włączyła je w protestancki nurt swojej kultury.
Kultura lub "duchowe siły" nie są czymś, co podlega prawu zachowania jak ładunek elektryczny. To że ktoś czyta książki napisane przez pewnego autora, nie przynosi przecież temu autorowi strat. Nikt nie zabraniał muzułmanom dalej twórczo rozwijać własnych idei nawet wtedy, gdy Europejczycy zaczęli je podczytywać. (Przecież nie obrabowali ich z oryginałów i jedynopisów ich dzieł, tylko kupili kopie.)
islam upomina się dziś u bogatego Zachodu o to, co w gruncie rzeczy jego
W powyższym fragmencie chodzi o ropę naftową. Ale przecież zachód jej nie rabuje muzułmanom tylko kupuje od nich. Więc o co jeszcze mają pretensję?
[foto]

2. c.d. poprawek & polemik • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-05 13:51:33


zachodnie lobby naftowe do dziś skutecznie torpeduje wszelkie alternatywne wobec nafty propozycje zasilania cywilizacji samochodu [działając przez to na szkodę muzułmanów]
Gdyby wynaleziono alternatywne źródła energii, to skutkiem spadku popytu na ropę i spadku jej cen naftowe kraje arabskie popadłyby w ruinę.

Prócz powyższego: Polacy nie brali udziału w krucjatach, muzułmanów nie kolonizowaliśmy, Tatarzy litewscy (i teraz polscy) mieli pełnię praw, z Turcją walczyliśmy fair i oni to docenili; w końcu Polska stała się podobną neokolonią jak niektóre kraje arabskie. Ale niektóre inne kraje muzułmańskie -- Arabia Saudyjska, Katar, Bahrajn, Emiraty -- należą do najbogatszych w świecie, więc źle nie wyszły, a BRUNEI jest chyba w ogóle najbogatszym krajem świata na głowę mieszkańca. I przy okazji mają dośc kasy, żeby realizować swoje szaleństwa.
A ja jako (nie: były partyzant, tylko) poganin kłótnie chrześcijan z muzułmanami obserwuję jak nie moją bajkę.


[foto]

3. Powiedziałbym • autor: Przemysław Kapałka2014-12-06 09:38:37

że powyższe to nie są drobne poprawki, tylko zasadnicze. 

A swoją drogą może ktoś poda rozsądne wytłumaczenie: Jak to się stało, że Arabowie się zdegenerowali?

[foto]

4. Arabowie się zdegenerowali? • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-06 10:46:33

Może inaczej: Dlaczego nie chcą i nie mogą stać się Europejczykami?
Trzeba by znać i czuć tamtejsza kulturę (także na poziomie wdruków życia codziennego) i historię.
[foto]

5. Tak • autor: Przemysław Kapałka2014-12-06 11:47:30

Przecież kiedyś Europejczycy czerpali z dorobku arabskiej nauki, ich cywilizacja była wspaniale rozwinięta. A potem? Co się stało, że dalej się nie rozwijali?

Podobnie zresztą było z Chinami

[foto]

6. Próg nowoczesności, kapitalizmu i przemysłu • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-06 14:34:19

Myślę, że decydujący był próg nowoczesności, kapitalizmu i przemysłu. O ten próg rozbiła się -- lub na długi czas zatrzymała się na nim -- Hiszpania, ostatecznie inicjator europejskiej ekspansji i cywilizacja europejska w najściślejszym sensie. Swoje imperium utraciła, a sama popadła w zastój. Podobnie jej historyczna i geograficzna siostra Portugalia, która skończyła jako pierwsza neo-kolonia, kapitału brytyjskiego.

Kompleks obejmujący nowoczesność, kapitalizm i przemysł powstał w Anglii i Szkocji w XVIII wieku. (Pamiętajmy o SZKOCJI! Jak ważnym była matecznikiem.) I z poczatku, przez pierwsze 100-150 lat miał wielkie trudności, żeby wejść na kontynent Europy, prócz Niderlandów. Francja Rewolucji i Napoleona była nowoczesna w sensie myślenia, ale kapitalistyczna była słabo, a przemysłu maszynowo-fabrycznego prawie nie miała. Tak samo Włochy, gdzie zaczęła się nowoczesność i kapitalizm, długo nie miały przemysłu.
Pamiętajmy o naszych własnych -- POLSKICH -- kłopotach z przyswojeniem sobie
kompleksu nowoczesności, kapitalizmu i przemysłu: nie udało się nam to do dzisiaj! -- znów staczamy się na pozycje neokolonii. (Zob. np. świeży artykuł http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news-europa-doi-tusk-daje-twarzy,nId,1569465 )

Inne kraje i cywilizacje, jeszcze dalsze duchowo od Anglii i Szkocji, miały trudności tym większe: Rosja, Turcja, Maroko, przecież europejskie geograficznie lub bardzo bliskie. Co dopiero Arabia, Indie albo Chiny.
Z egzotycznych krajów pierwsza ten próg pokonała Japonia w okresie reform Meiji po 1854 r. Następnie kraje Azji skakały przez ten próg już po II wojnie św.: Korea Płd., Tajwan, Hongkong, Singapur, w końcu całkiem niedawno Chiny kontynentalne.
Co zaszkodziło Arabom? -- Trzeba by się dokładnie przyjrzeć ich najnowszej historii i ich kulturowym uwarunkowaniom. Bez przedwczesnych uogólnień.
[foto]

7. religia nie tylko kupców • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-12 08:30:24

Właściwie, to komentarz napisałem wczoraj…ale przez nieuwagę (klikając nie na ten klawisz co trzeba) skasowałem treść nad która się tak napracowałem [śmiech] …

Po tym co już przeczytałem (w tekście autorskim i u komentujących), nie mam nic nowego do powiedzenia. To będzie raczej przelewanie z pustego w próżne …  Ale kilka słów ciśnie mi się na usta..tj. na klawiaturę.

Artykuł jest bardzo ciekawy, …a poza tym to całkiem udana próba analizy, dobre porównania, itd. tak więc chylę czoło przed jego Autorem. Uważam jednak, że (ale to czysty subiektywizm) Pan Włodzimierz nieco idealizuje pierwotny islam, sugerując, że tę witalną (i „humanistyczną”) religię zdegenerował wirus anty-światowego chrześcijaństwa. Ja oczywiście nie wiem kiedy i jakie idee przejął islam od chrześcijaństwa ale podejrzewam, że na początku był to ruch nie tylko kupców, ale przede wszystkim  rozbójników. Mahomet i jego ludzie, którzy (min. ze względu na brak tolerancji dla poglądów innych niż własne) byli zmuszeni uciec do Jasribu (Medyny) prowadzi prawdziwą wojnę z kupiecką Mekką rozbijając w końcu  jej siły w otwartym boju . Potem kiedy Żydzi Medyny i okolic nie uznają w nim Mesjasza masakruje ich i grabi zasobną kolonię.  

Jak zwracają uwagę komentujący…pierwsze wieki islamu to okres największych podbojów. Zresztą każdy okres „islamskiego odrodzenia” to ekspansja zbrojna (Imperium Osmańskie, Imperium Mogołów). Wyjątek stanowi Indonezja gdzie rzeczywiście głównym nośnikiem wiary Proroka był handel. Bo jak pisze Włodzimierz to jest religia kupców, ale (jak muszę dodać i o czym nie wolno zapomnieć) także (zbrojnego ramienia handlu) wojowników. …


[foto]

8. za siedmioma zasłonami • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-12 08:31:48

Dla odróżnienia, pierwsze wieki Chrześcijaństwa to „katakumby”, które stają się czymś w rodzaju inkubatora. Potem przychodzi prawdziwy „kryzys dojrzewania” (mutacja/przesilenie) związany z krótkimi prześladowaniami zainspirowanymi przez cesarza Dioklecjana. Jakie było „Chrześcijaństwo” przedtem (?) konia z rzędem temu kto to wie. Dopiero po tych wydarzeniach nadchodzi era Konstantyna, kodyfikacja pism, zatwierdzenie Credo i dogmatów. Powstaje „ortodoksja”, gdy Islam już od zarania jest „ortodoksyjny”. Dlaczego to piszę?...Dlatego, iż Pan Włodzimierz utrzymuje, że „…w chrześcijaństwie, przynajmniej tym pierwotnym, wszelkie ziemskie radości są surowo potępiane, jako pochodzące od Szatana, co ludzi w materii więzi  …” ale to jest niestety pogląd którzy głosili manichejczycy i inne szkoły gnostyckie zaciekle  zwalczane przez chrześcijańską ortodoksję. Trzeba zdać sobie sprawę z  tego, że  świat antycznych bogów zanim skonał zaczął pogrążać się w ascezie. To dlatego idee takie były popularne w wielu kręgach.   Tak samo „Bóg” muzułmanów przypomina mi „Boga” gnostyków. Jest daleki od ludzkich trosk, zbyt „doskonały” żeby się brukać ziemskim prochem, tak odległy od świata że Mahomet (nie tak jak Mojżesz ze swoim Bogiem  „twarzą w twarz”) rozmawia z Nim dopiero w Siódmym Niebie, w którym oddzielony jest od Niego siedmioma zasłonami. …


[foto]

9. próg nowoczesności i ocean światowy • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-12 08:34:36

Próg nowoczesności to jest właściwa odpowiedź na nasze pytania …cóż można tu jeszcze dodać? Właściwie to niewiele.

Myślę sobie tak, że imperia islamskie całkiem dobrze radziły sobie na lądzie i na morzach śródlądowych, ale u progu nowoczesności przegrały (a właściwie to … przeoczyły) wyjście na Ocean Światowy. W rezultacie tego przeoczenia „świat islamu” został zablokowany w cieśninach (uwięziony w Rimlandzie), a kiedy jak na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej rozpadało się Imperium Osmańskie hegemonię gospodarczą po nim przejęły mocarstwa i kompanie handlowe Europy, która od kilku wieków kontrolowała handel morski. Jaką rolę odegrał w tym wszystkim czynnik religijny ?...tego nie wiem (celowo unikam odpowiedzi, ponieważ jako człowiek w zupełności ukształtowany przez chrześcijaństwo nie mogę być obiektywny) …


Pozdrawiam


[foto]

10. ... czyli dyskusję udało się wywołać... • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2014-12-12 10:29:07

... a to było jednym z celów mojego pisania. A co do "cywilizowania" Arabów... byłbym mocno sceptyczny. Ta kultura miała swoje niemałe osiągnięcia i (wtedy) nie wymagała cywilizowania. To, co my, dziś jeszcze zwycięscy, bierzemy za "potrzebę cywilizowania", to de facto potrzeba dostosowania krajów arabskich do naszych potrzeb - żeby potulnie dawali ropę i nie przeszkadzali, cóż za cywilizacyjna arogancja... I te słowa wypowiedział nie kto inny, jak... Zbig Brzeziński, i nie kiedy indziej... niż na początku 2002 roku! A i mnie samego próbowała taka ideologia zgarnąć w swoje łapska: w listopadzie 2001 roku byłem, wraz z Januszem Zagórskim, zaproszony do audycji we wrocławskim oddziale Polskiego Radia. No i Zatroskana Pani Redaktor, zapytała: czy to astrolog mógł przewidzieć? Oczywiście, że mógł, odpowiedziałem, a nawet ktoś przewidział, ale kto by tam go słuchał, skoro astrologia to nienaukowe szamaństwo jakieś... Zatroskana Pani Redaktor dalej swoje: a czy można było zapobiec? Można było, oczywiście. -Jak? - pyta Zatroskana Pani Redaktor. - Posyłając tam najlepszych nauczycieli, najświatlejszych filozofów i najwspanialszych artystów... - Kiedy? - pyta Zatroskana. -Trzysta lat temu, odpowiadamy jej ja i Zagórski z sarkastycznym uśmieszkiem. 
Więcej zaproszeń do radia nie miałem. 
[foto]

11. Ważne spostrzeżenie • autor: Przemysław Kapałka2014-12-12 12:54:13

celowo unikam odpowiedzi, ponieważ jako człowiek w zupełności ukształtowany przez chrześcijaństwo nie mogę być obiektywny

To bardzo ważne spostrzeżenie. O tym powinniśmy stale pamiętać.

[foto]

12. właśnie • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-12 19:36:27


Przemku, staram się o tym przypominać na Tarace (jak "jestem ukształtowany"), żeby unikać niepotrzebnych nieporozumień ...i jak na razie bardzo ułatwia mi to udział w tarakowych dyskusjach

pzdr

[foto]

13. Z drugiej strony • autor: Przemysław Kapałka2014-12-12 19:50:57

Ale też chrześcijanie są tak pełni samozachwytu nad sobą i swoją religią, że trzeba im do przesady uświadamiać, że nie są żadnym cudem świata.
[foto]

14. ten samozachwyt • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-12 20:49:11


to nic innego jak "pycha" ... dlatego każdy kto nam (Chrześcijanom) o tym przypomina ma prawdziwą zasługę w niebie ...[śmiech]

pzdr.

15. https://www.youtube.com/watch?v=t_Qpy0mXg8Y... • autor: Nierozpoznany#21252014-12-16 15:53:09

[foto]

16. Degeneracja Arabii • autor: Przemysław Kapałka2015-03-15 13:20:18

Właśnie czytam książkę o Mongolii autorstwa tego człowieka, od którego dostałem płyty z muzyką szamańską i mongolską. Z tego, co pisze, upadek cywilizacji arabskiej spowodowały najazdy Mongołów. Oni zmietli tamtejszą kulturę z jej osiągnięciami i ona już się potem nie podniosła.
[foto]

17. Islamski fanatyzm czyli... strzał w stopę :) • autor: Michał Mazur2015-06-01 02:07:16

Zobaczcie to - newsy z frontu walki kultury z barbarzyństwem: Thanks to Islamic extremism, Iraqi Kurds revive ancient Kurdish Zoroastrianism religion
Ciekawe, bo w Iranie rozwija się toto jako taki jawno-niejawny quasi-underground, obok chrześcijaństwa. Kiedyś pewna Iranka spotkana w Reading, w duszpasterstwie akademickim wyjaśniła mi, że u nich ludzie mają już dość tej religii państwowej, kontroli ich życia prywatnego, tego że wszystko z nią związane ociera się o coraz większy absurd. Wielu zadaje sobie pytania np. jakby wyglądał Iran bez islamu (tj. gdyby odparli inwazję w VII w.) - i drążą tematy związane z historią Iranu. 

Niech żyje Światło-Ogień! Co w Aweście zwie się bardzo po góralsku, bo Khvathra :)


Natomiast w Turcji adorowany przez media duchowny islamski dosłownie rozwalił system swoimi poglądami nt zła masturbacji - "nie wolno, bo w niebie twoje ręce będą w ciąży!"  Turcy zawsze lubili się pośmiać z Arabów, a jeszcze bardziej ze zarabizowanych Turków - to teraz to mają ubaw na całego :D

Dobre newsy, dobra energia. Przesyłam i dzielę się z Wami, a sam idę spać :)
[foto]

18. Zaratusztrianizm u Kurdów • autor: Wojciech Jóźwiak2015-06-01 07:43:30

Kurdowie wydaja mi się coraz bardziej sympatyczni i aż by się chciało nawiązać z nimi jakieś bliższe kontakty i - uwaga! - uznać za honorowych Słowian :)

Ale zaratustrianizm ma swoje pułapki. Kobiety w miesiączce są nieczyste i muszą się kryć -- chodzić na odosobnienie. Psy są kochane (przeciwnie niż u muzułmanów, którym wstrętne), ale wiele zwierząt jest "przeklętych" jako emanacja zła, np. węże i żaby. Przynajmniej tak było w tym starym, starożytnym zaratusztrianizmie. W któreś święto wyłapywano i zabijano żaby jako "dzieci" Szatana czyli Arymana, Angra Mainiu.

Ale że ledwo przedwczoraj powiedziano mi, że "nie wypowiadaj sądów o jakimś kraju, narodzie, zanim pójdziesz pomiędzy tamtych ludzi" -- to kończę się wymądrzać.

https://youtu.be/_-I2S-4KPGs
[foto]

19. Pewnie tak. Jakby... • autor: Michał Mazur2015-06-01 11:12:29

Pewnie tak. Jakby byli tacy doskonali - to by się nie dali tak łatwo podbić. 

A właśnie - jest tam u nich trochę ochotników zagranicznych w Peszmergach, z Wielkiej Brytanii też. Jeden gość jest z Reading, rodowity Anglik - wcześniej służył w brytyjskiej piechocie. Ogólnie sił i środków materialnych i pieniężnych Kurdowie mają aż nadto by się obronić, może nawet pójdą gdzieś dalej do kontrofensywy

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)