Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 września 2008

Krzysztof Wirpsza

Jajko
odpowiedź Ewie Marii Kornackiej na jej tekst "A może jednak polaryzacja?"

Kategoria: Badania metaforyczne
Zob. też: Krzysztof Wirpsza, Stany a sens (2008-09-11)

Dziękuję autorce tekstu A może jednak polaryzacja?, pani Ewie Marii Kornackiej, za jej odpowiedź na mój artykuł Stany a sens. Pisałem swój tekst nie zdradzając do końca morału, jaki mi po drodze przyświecał, głównie po to aby pobudzić do refleksji. Rozumiem też, że to co zawarłem w artykule, jest podane w na tyle swobodnej formie, że można interpretować to różnie. Pani Ewa Maria Kornacka przyjęła pewną interpretację, która jednak tylko częściowo odpowiada mojej intencji. Poniżej wyjaśniam jaka ogólna myśl towarzyszyła mi przy pisaniu tekstu.

Pozwolę sobie zacząć od przykładu. Jeżeli pan A ma żółtko, a pan B białko, to razem mają oni jajko, prawda? Jeżeli jednak pan A i pan B połączą swoje zasoby, to jajko raczej z tego nie wyjdzie, co najwyżej jajecznica. "Odnajdywanie równowagi" pomiędzy duchowością a nieduchowością również i mnie fascynuje. Zauważam jednak, że są tu dwie możliwości:
* 1. liniowa, czyli białko + żółtko = jajecznica
* 2. nieliniowa, czyli białko + żółtko = jajko

Niewątpliwie i duchowcy i nieduchowcy mają w swojej argumentacji coś, co fascynuje. Nieduchowcy mówią: "bądź zwyczajny", i to jest piękne. Duchowcy mówią: "szukaj ekstazy!" I to też jest piękne. Teraz, można powiedzieć: OK, to jak chcę mieć i jedno i drugie. Trochę ekstazy i trochę zwyczajności, wtedy osiągnę optimum.

Takie podejście czasem jest konieczne, szczególnie dla osiągnięcia stabilności i życiowej silnej bazy, o których pisze w swoim artykule pani Ewa Maria Kornacka. Sinusoida "wysiłek-przyjemność" , którą to wywołuje, nie jest przedmiotem mojej krytyki, ja również uznaję ją za naturalną życiową potrzebę. Najpierw wkład pracy - potem zyski. Podobnie jest zresztą z jajecznicą, gdzie aby dostać się do jajka, trzeba najpierw zbić skorupkę.

Osobiście pasjonuje mnie natomiast temat zupełnie inny, temat tego, jak osiągnąć stan całości, stan, w którym ekstaza i zwyczajność nie tyle występują po sobie na przemian, czy są ze sobą przemieszane, co sobą. Jak sprawić, aby życie BYŁO ekstazą, niezależnie od tego jakie to życie, gdzie, z kim, jak ciężko zapracowane, po co i dlaczego. To jest podstawowa myśl, która przyświecała mi w pisaniu tekstu "Stany a sens".

Intuicja podpowiada mi istnienie drogi na skróty, swoistego wytrychu, który, gdy nauczymy się go używać, uczyni zbędnymi lata "mozolnej pracy". Nie twierdzę, że te lata już teraz się zbędne, raczej sugeruję, że mogą stać się zbędne - jeżeli hipoteza się sprawdzi - choć i wtedy tylko i wyłącznie, dla znalazcy wytrychu.

Fascynuje mnie ten wytrych, ten przeskok energii, który sprawia, że mogę być "zwyczajny" i "duchowy" jednocześnie, nie jak jajecznica jednak, tzn. na skutek mechanicznego zmieszania, z zastosowaniem siły, ale - jak elegancko i wytwornie - jak jajko. Jajko to jednolita całość, w przypadku której użycie siły jest nie tylko niewskazane - jest niedopuszczalne. Co dzieje się z jajkiem wobec którego zastosowano siłę, wszyscy wiedzą.

Stosując taki hipotetyczny wytrych, mógłbym np. malować mieszkanie, jednocześnie doznając upajającego, spontanicznego wzrostu sensu. "Mozół" jaki implikuje wspomniane przez panią Ewę Marię Kornacką osiągnięcie tego stanu pomimo oporu, w tym wariancie absolutnie odpada. Chodzi mi właśnie o brak wysiłku - całkowitą niewymuszoność . Inaczej - chrrust! - mówimy o jajecznicy. Choć może brzmieć to fantastycznie, obiektem moich poszukiwań - jest i było zawsze jajko.

Zarówno perspektywa "duchowa" jak i "nieduchowa" są przeze mnie w artykule potraktowane pod włos, tj. z lekkim rozbawieniem i nieufnością. Skąd się to bierze? Otóż życiowe doświadczenie podpowiada mi, że jeśli istnieje możliwość wytrychu, musi się ona brać z całkowitego zaniechania wszystkiego co wiemy na temat życia w danej chwili i z całkowitego poddania się sytuacji. "Barokowy gmach wiedzy" - czy jest to wiedza duchowa, czy psychologiczna, czy naukowa, czy choćby zwykła wiedza o życiu, zakłada, że coś wiemy, że znamy mechanizm. Cóż, tak właśnie często w życiu jest - działamy w oparciu o mechanizmy. Nie krytykuję tego, to jest ludzka rzecz. Faktem natomiast w moim życiu pozostaje to, że największe przemiany wynikały zazwyczaj z momentu kompletnej niewiedzy, raczej niż wiedzy. Dopiero kompletne odpuszczenie, ośmieszenie, porzucenie całego mojego dotychczasowego podejścia, umożliwiało chwilowe wśliźnięcie się w perspektywę przeciwną, rewolucjonizująca wszystko. Oczywiście następnie przychodziło rozpoznanie, że ta perspektywa również, a może i bardziej na daną chwilę - jest moja.

Reasumując. Stan "jajecznicy" jest liniowym, codziennym przemieszaniem pracy i radości. Ten stan jest czymś niezbędnym dla organizmu społecznego, tak samo jak i jako baza dla ludzkiej osobowości. Natomiast w stanie, który nazywam "jajkiem", praca jest radością, bez żadnego wymuszenia. Jest to stan ściśle indywidualny, wykraczający poza wszelką mechaniczność, w tym społeczeństwo i osobowość. Jest poniekąd magiczny.

Przykład. Aby z radością malować pokój, mogę postąpić dwojako:
* mogę zaakceptować malowanie jako radosną konieczność (jajecznica)
* mogę wyjść poza konieczność, i stać się czystą radością malowania (jajko)

Ten drugi wariant jest przedmiotem moich rozważań, nadziei, spekulacji. O ile nigdzie nikt mnie tego nie uczył, o tyle zawsze byłem ciekaw, kto działa z tego miejsca, i, jeżeli są tacy, dlaczego tak trudno do nich dotrzeć (czy im do mnie). Wydaje mi się, że aby próbować żyć z "jajka", na pewno potrzeba odwagi - a tej nauczyć się można tylko na własnych błędach. Chodzi o odwagę zanegowania w umyśle zdania "nie lubię malować mieszkań" - i to zanegowania go w sposób przepełniony znaczeniem, inteligentny, nie mechaniczny i oparty na przymusie. Taka inteligentna chęć "spróbowania czegoś innego" musi być czymś bardzo subtelnym, niewymuszonym. Ponieważ jednak jest to zaprzeczenie samemu sobie (na własna prośbę) - musi to również pociągać za sobą emocje.

Wydaje mi się że to jest ta równowaga, której poszukuję. Delikatność i intensywność. Miejsce gdzie "lubię malować" i "nie lubię malować" łączą się od niechcenia w eleganckie i zupełnie rewolucyjne jajko.


Krzysztof Wirpsza




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)