Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 sierpnia 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 4 (odcinków: 85)

Jak odróżnić możliwą prawdę od bajki?

Kategoria: New Age
Tematy/tagi: alieni, UFOezoterykakwantowemity w naucenauka: problemyNew Agerzadkie zjawiska

« Praktycy, badacze i fanatycy. Trzy typy umysłu widoczne także u piszących do Taraki Taraka jako dobro wspólne »

My, czyli Taraka – czyli czytający i piszący do Taraki – interesujemy się, prócz innych, sprawami, które są kontrowersyjne. (Po łacinie to znaczy: obracane w przeciwną stronę, czyli widziane „tak” albo „przeciwnie”.) Mówiąc prosto, przez wielu uważane za bajki. Astrologia jest przez zwolenników naukowego i publicystycznego mainstreamu wymieniana jako typowy (wręcz) przykład błędnego poznania, pseudonauki lub zabobonu. Enneagram mimo swojej ścisłej formy nie został włączony do naukowej, akademickiej psychologii. O tarocie mówi się w tonacji od przymrużenia oka do oburzenia lub nawet (jak pewien znany katolicki publicysta [+]) nienawiści. Różne metody pracy z umysłem czy rozwoju duchowego, pojawiające się w Tarace, również nie są akceptowane przez mainstream. Nie dostaniesz doktoratu za zakopywanie do ziemi, diady komunikacyjne ani ustawienia rodzinne.

Skoro poważnie zajmujemy się sprawami, które dla wielu są bajkami – jak astrologia, tarot, diady, Hellinger itp. – to czy to znaczy, że wierzymy we wszystko? (Lem w którejś powieści-grotesce rzucił hasło: Bądź przezorny, wierz we wszystko!) Ja nie wierzę we wszystko...

Przeciwnie, uważam, że powinno się mieć, znać czy wyczuwać granicę pomiędzy możliwą prawdą a bajką. Astrologia, przynajmniej spora część tej „lory” (jakoś żadne polskie słowo mi tu nie pasuje, a angielskie lore – tak!) jest dla mnie prawdą lub możliwą prawdą, podobnie jest z enneagramem, trafnością „wróżb” tarotowych lub skutecznością praktyki podziemnej medytacji. Poza ezoteryką, a bliżej nauki, możliwą prawdą wydają mi się LENR, czyli niskoenergetyczne reakcje jądrowe, kiedyś nazywane „zimną fuzją”, też przez mainstream jak dotąd odrzucane. Albo rezonans morficzny wg Sheldrake'a. Ale są rzeczy, które leżą już POZA moją granicą między możliwą prawdą a bajką. Za bajkę uważam numerologię. Kreacjonizm. Albo że na dnie Atlantyku leżą zatopione wyspy Atlantydy. Też pewne miejsca astrologii uważam za bajeczne, przede wszystkim domy. Za bajkę uważam denikenizm czyli pogląd, że pewne starożytne budowle zostały zbudowane przez alienów jako ich np. lotniska lub (przewrotniejsze tłumaczenie) przez ludzi w ramach kultu cargo jako skutku kontaktów z alienami. Ale z drugiej strony nie uważam, żeby wszystkie wiadomości o alienach (UFO itp.) polegały na zmyśleniach, fantazjach, halucynacjach lub fałszerstwach. Coś z tego może być prawdą lub może się okazać, że stoi za tym coś realnego. (Niekoniecznie wizyty kosmitów.) Dlatego piszę tu „możliwa prawda”, a nie „prawda” bez przymiotnika.

Nawet w „nauce naukowej”, czyli w tym, co w precyzyjniejszym od naszego języku angielskim nazywane jest science, są miejsca, które są prawdą możliwą, a nie pewną czy stwierdzoną. Przykładem są teorie strunowe w fizyce – bo jak dotąd nie mają mierzalnych konsekwencji, które by je potwierdziły lub obaliły.

Tu pewna ważna uwaga. – Poznajemy. Dążymy do poznania. Chcemy wiedzieć, jak jest. Dlatego bardziej (od znanego) naszą uwagę przyciąga to, co rzadkie i nietypowe. – Bo to może być jeszcze niewyjaśnione, więc jest wyzwaniem dla poznającego umysłu. Wiadomość, że w Polsce pojawiły się dziko żyjące szakale, jako rzadka, wyjątkowa i donosząca o czymś, co dotąd nie miało miejsca, jest przez to szczególnie cenna i przyciąga uwagę. Jeszcze bardziej przyciągnęłaby moją uwagę (i twoją pewnie też) wiadomość, że pojawiły się dziko żyjące tygrysy. Obserwując te rzadkości, spotykamy się na tym polu z co najmniej dwoma „gatunkami” innych obserwatorów. Pierwsi to ci, którzy w te rzadkie przypadki (nietypowe, dziwne, przekraczające to, co dopuszcza mainstream) – wierzą, i to wierzą z całym zestawem przypadłości towarzyszących wierze (wiarom, wierzeniom): traktują tę sprawę emocjonalnie, domagają się, żebyśmy także my wierzyli, a jeśli wyrażamy wątpliwości lub ujmujemy sprawę inaczej, uznają nas za głupców lub wrogów. Drudzy to łowcy sensacji, którzy są o tyle niebezpieczni, że będą rozdymać wiadomości, przesadzać, zmyślać i zamazywać granice między tym, co stwierdzone a zmyślone. Oczywiście, mogą też być wierzący łowcy sensacji.

Nie podam jakiegoś jednego ani wyczerpujące sposobu, jak odróżnić możliwą prawdę od bajki, ale spróbuję określić kilka pomocnych wskazówek.


Pierwsza wskazówka: nadmierna rozległość bajki, inaczej: brak umiaru.

Przykład: podobno w skałach z odległych epok geologicznych (np. w węglu) znajdywano rzeczy, wyglądające jak sztucznie zrobione przedmioty, co bywa interpretowane jako pozostałość działań na Ziemi jakichś rozumnych istot w odległej przeszłości, zapewne przybyszów z kosmosu. Brakiem umiaru jest rozciąganie takiego tłumaczenie na wiele innych starych zabytków, jak piramidy lub pustynne mega-rysunki na wyżynach andyjskich. Podobny błąd popełniałby naukowiec, który stwierdziwszy, że góra Etna jest wulkanem, nauczałby, że wszystkie góry na Ziemi są wulkanicznego pochodzenia. (Wiemy, że nie są, a wulkany są raczej pobocznym, „mniejszościowym” zjawiskiem towarzyszącym prawdziwym przyczynom podnoszenia się kawałków skorupy ziemskiej do góry.) Alieńskie pochodzenie zabytków starożytnych kultur, gdyby je przyjąć, pociągałoby przeciwne dociekanie: dlaczego w takim razie istnieją zabytki, które ewidentnie nie są pochodzenia alieńskiego ani nie przez alienów inspirowane? Bo alieni ani nie budowali gotyckich katedr, ani alienem nie byli np. Platon, Kopernik, Newton... Nie mówiąc o czasach nam bliższych. (Najwyżej, jeśli się dobrze maskowali!) Za wiele pojawia się kłopotliwych pytań!


Druga wskazówka: nadmiar mocy objaśniającej bajki.

Bajkę poznajemy po tym, że zbyt wiele rzeczy wyjaśnia, a przez to zostawia miejsce na rzeczy, które mogłyby istnieć, a jednak ich nie ma. Przykładem kreacjonizm. Słonie żyją w południowej Azji i w Afryce – tzn. żyją jeszcze teraz, bo prawdopodobnie wielu czytających te słowa dożyje i będzie świadkami ich wymarcia lub wytępienia. W Amerykach, Europie i na północy Azji znajdywane są tylko ich kopalne szczątki. (Pytanie do kreacjonistów: po co Bóg stwarzając kości mamutów bez mamutów wystawiał nas na próbę uwierzenia w darwinizm?) W Australii nie ma nawet ich szczątków. Dlaczego Bóg nie stworzył (żywych) słoni także dla Ameryk, Europy i Australii? Z kaprysu? Czy może Bóg w dziele stworzenia się jakoś ograniczał? – Bo musiał się ograniczać, bo nie stworzył włochatych słoni (a jedynie ich atrapy zamrożone w Syberii), ani słoni o dwóch trąbach, a przecież mógł.

Ten sam zarzut trafia w numerologię. Jeśli ciągi numerów, jak daty urodzenia lub numery mieszkań, są znaczące, to pozostaje wielka masa liczb, które są i jakoś marnują się nie mając znaczenia. Ta masa zwiększa się lawinowo, gdy doliczyć to, że również litery są przeliczalne na numery (tylko dlaczego właśnie tak, jak chce numerologia???), przez co każdy tekst zapisany literami niepokojąco rozdyma się od obecnych w nim znaczeń. Początkiem tego poglądu byłą gematria [+] kabalistów i dziwię się, że nie popadali od tego gromadnie w obłęd... a może?

Wadę nadmiaru mocy objaśniającej ma „kwantowy indywidualizm”, czyli pogląd streszczany hasłem „obserwator kreuje obserwowany świat”. Jest to wulgarne nadużycie fizyki kwantów, które niestety i oczywiście, jako bajkowe, łatwiej się rozpowszechnia niż sama (trudna) mechanika kwantowa.


Trzecia wskazówka: rzadkość i małość świata w porównaniu z tym, co mogłoby być, gdyby obowiązywała bajka.

Świat jest miejscem niedoborów. Gdyby dawni alchemicy produkowali złoto, byłoby go dużo. Gdyby dawni czarodzieje potrafili np. skutecznie razić klątwą wrogów, ich umiejętności byłyby cenione przez władców i podtrzymywane i nauczane w jakichś szkołach, jak kungfu (wushu) było w Shaolin. Gdyby uzdrawianie było tak pospolite, jak utrzymują jego miłośnicy, ludzie by nie chorowali. Gdyby jakaś stara kultura (Tybet? Indianie?) znała skuteczne lekarstwa (pomijam, czy zioła, czy mantry, masaże, diety itp.), ludzie stamtąd nie kurowaliby się w zachodnich szpitalach. – Jeśli pewien pogląd zbyt wiele obiecuje, zapewne jest bajką.


Czwarta wskazówka: kłócenie się bajek, czyli niespójność bajkowych światów.

Dla przykładu przyjmijmy, że istniała wysoko rozwinięta cywilizacja w starożytności, współcześnie z Rzymem i Grecją, prowadzona przez Słowian i na naszych ziemiach i sąsiednich. Czy odwiedzali ich kosmici? Czy mieli mędrców-jasnowidzów o nadludzkich mocach? Czy zalał ich potop? (Inna pokutująca bajka.) – Ten przykład zmyślam na poczekaniu, ale pewną bajkę (często) poznajemy po tym, że bierze na serio jako swoją podstawę ogólnie uznane fakty i ich wyjaśnienia, i tylko dodaje pewien szczegół. Zapewne autor lub autorzy takiej bajki uważają, że nadmiar bajkowych motywów zmniejsza szanse, że ktoś w nią uwierzy, tzn. uzna za możliwą prawdę.


Piąta wskazówka, najprostsza: nieistniejące konsekwencje, czyli niezgodność z faktami lub prawidłowościami świata.

Gdyby był potop, w całym świecie znaleziono by morskie warstwy osadowe, przynajmniej do pewnej wysokości n.p.m. Potop nie mógł zalać Palestyny, a oszczędzić np. Amazonię. Gdyby za Karpatami (patrząc od południa) w okresie rzymskim byli liczni Słowianie, zapewne pojawiliby się też na granicy z Rzymem, która była na Dunaju, i zapisano by ich charakterystyczne imiona, tak jak to się stało, ale dopiero w VI wieku. Gdyby znaki zodiaku (lub „domy” – chodzi mi tu o pewną bajkowość w astrologii) były klatkami od-do, czyli miały jednakowe właściwości na całej swojej długości, psychiczne cechy ludzi zmieniałyby się skokowo zależnie od czasu urodzenia – co jest sprzeczne z „obyczajami” przyrody, w której takie skokowe zmiany zachodzą chyba tylko na granicach faz substancji, np. między wodą a lodem.


Szósta wskazówka: podobieństwo do literatury.

Może to być podobieństwo dosłowne, przykładem rzekomo prawdziwa opowieść Jurija Mirolubowa o tym, jak Ali Izenbek odkrył Księgę Wełesa, będąca plagiatem „Pamiętnika znalezionego w Saragossie” Jana Potockiego. Może być podobieństwo strukturalne, np. trzymanie się określonego gatunku (niby-literackiego), np. bajki alieńskie nie mieszają się z bajkami religijnymi, więc opowiada się, owszem, że alieni bogami lub są brani za bogów, ale raczej nie jest tak, że wierzą w boga lub się doń modlą.

Bywa też tak, że przekaz dotyczący sprawy, która dla nas wygląda na bajkę, byłby znośny i czytelny, gdyby po prostu był fikcją literacką. Fikcją okazały się przygody Castanedy z Don Juanem, fikcją są przygody Megrego z Anastazją, jako science-fiction można czytać opowieści Barbary Marciniak o Plejadianach.

Przy tym fikcja lubi mieszać się z nie-fikcją. Castaneda przy okazji swojej fikcji wynalazł kilka ciekawych technik pracy z umysłem. Być może inni autorzy upierający się przy nie-fikcji swojej fikcji wynaleźli lub wynajdą też coś ciekawego i co z ich fikcji wejdzie do realu. Świat nie jest prosty, a najciekawsze są pogranicza tego, co znane.

Auto-promo Taraki 4: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach:
Auto-promo 3
Auto-promo 2
Auto-promo
Auto-promo Zero.


« Praktycy, badacze i fanatycy. Trzy typy umysłu widoczne także u piszących do Taraki Taraka jako dobro wspólne »

komentarze

[foto]

1. w swojej negacji,... • autor: Grzegorz Halkiew2015-08-02 12:47:11

..wierzę we wszystko, a najbardziej w to, że ludzie są przekonani do tego, co mówią.Czy jest więc jakaś inna, moja najmoszniejsza prawda? Tak, na pewno- właśnie jestem na drodze do niej ;)
[foto]

2. NA STYKU • autor: Radek Ziemic2015-08-02 20:12:50

Niewiele wiem o skuteczności astrologii i tarota, ale moje pierwsze pozytywne doznania z nimi wiążą się, w przypadku tarota, z uświadomieniem sobie, że jakoś zupełnie inaczej się tu myśli o różnych sprawach, widzi się je, raz, że od innej strony, dwa, jakby głębiej czy bardziej wielowymiarowo; a w przypadku astrologii (której prawie w ogóle nie znam, choć mam nadzieję, że trochę się z nią w końcu zapoznam), z zobaczeniem obok siebie Venus i Jowisza po raz pierwszy, co mnie dziwnie poruszyło, i uświadomieniem, że Ci, którzy choć trochę znają się na astrologi, widzą człowieka wśród gwiazd, tzn. inaczej niż astronomowie, widzą nie same gwiazdy i planety, ale widzą je Z człowiekiem, z jego trudnym do odczytania losem, co też mnie nawet teraz trochę porusza.
Wydaje się, że istnieją rodzaje doświadczenia, które są niesprowadzalne do jakiejś obiektywności, w każdym razie do jej najbardziej znanych i powszechnych form. Jest w nich coś prawie solipsystycznego, ale jest też w nich jakiś rodzaj nowej obiektywności, odsłonięcia fragmentu świata inaczej niepoznawalnego. I że jest takie pogranicze - wiary, wiedzy i różnych form doświadczenia, każda z tych form spotykania się ze światem próbuje zawładnąć innymi, ale to oznacza jednocześnie redukcję.
Często chcemy wiedzieć, jak jest NA PEWNO, mieć jakąś ostateczną wiedzę, ale większość naszej wiedzy jest właśnie "możliwa", a ta pewna czy prawie pewna bywa często prościutka i niewiele wyjaśniająca.
Ja nie lubię jeszcze jednej rzeczy. Niepokoi mnie zbyt oczywista oczywistość i powoływanie się na autorytety.
Czasem są też ścieżki, na które wstępujemy nie do końca świadomie. Jeśli, na co mam nadzieję, zapoznam się kiedyś wnikliwiej z Tarotem lub astrologią, to dzięki Wojtkowi, Tarace i kilku osobom, które dzięki tej stronie poznałem.
Czasem przecież nie wiemy, dokąd zmierzamy (z pewnego punktu widzenia nie wiemy tego zazwyczaj lub nigdy) i jest w tym jakiś smak, jakaś specyficzna jakość, przychodzi mi teraz do głowy obraz nocnego miasta we mgle, swoista przyjemność przemieszczania się po nim. To co rozpoznawalne, wyłaniające się kształty domów, zatarte i niepewne, i to co niewiadome, ciemność i mgła, które też mogą być figurami poznania głębszego, wiedzy, która domaga się niewiedzy, widzenia świata przez paradoks, nielogiczność, niewiarygodność. Przecież anekumena od dawna jest w nas samych, to, co niepoznawalne jest drugą stroną wiedzy, jak światło jest lewą ręką ciemności.
 

 


 
[foto]

3. A może są tylko bajki, a nie ma prawdy? • autor: Arkadiusz2015-08-03 09:54:11

Może jest tak, że zawsze żyjemy w jakiejś bajce. I współczesny nowoczesny materialistyczny świat też jest bajką. Bajką jest też nowoczesny model nauki, który ma być narzędziem oceny innych bajek. To narzędzie jest tak skonstruowane, że na dzień dobry obcina możliwość udowodnienia innych bajek. A my łykamy nowoczesne tabletki, które mają nam dać zdrowie, zjadamy cukier, który podobno krzepi, zjadamy zmodyfikowane zmutowane zboże, które podobno też jest zdrowe, zjadamy szybkie i smaczne pożywienie z mikrofalówki, idziemy z każdą dolegliwością i symptomem do lekarza, żeby nie cierpieć a tylko odczuwać przyjemność. A mimo to wciąż coś jest nie tak. Coś wydaje się głęboko niezgodne z obietnicą kolorowego reklamowanego w TV świata. Oceniamy inne bajki z pozycji naszej bajki. Osobiście nie mam kompetencji by ocenić, czyje bajki są prawdziwsze. Ale wątpię również w prawdziwość bajki, którą jesteśmy karmieni przez mainstream. Wątpię w argument, że skoro większość obecnej cywilizacji tak robi, tzn. że to musi być prawdą. Chyba warto wierzyć w swoją bajkę, o ile jest spójna z naszą osobowością, i jest nam z nią dobrze. A jeśli nie jest dobrze, to może trzeba rozważyć zmianę bajki, może nawet na bardziej bajkową. Byle nam to służyło. A co mi tam, ze mogę wydać się śmieszny racjonalnemu mainstreamowi? Szczęście i poczucie spełnienia racjonalnego człowieka XXI wieku może okazać się mocno przypudrowane i powierzchowne. Inaczej nie rozglądałby się za innymi bajkami.
Twoje wskazówki Wojtku są cenne. Sam w dyskusji pytałem, bezradnie, czy można jakoś odróżnić bajki od nie-bajek. Bo faktycznie, dużo tego bajania, i można odlecieć ;-)
Niemniej mam uwagę. Trochę nie przekonuje mnie Wojtku trzecia wskazówka. Żyjemy w epoce kultu pieniądza. Coś co nie jest drogie, a wręcz darmowe, nie jest w cenie. Naucza się nas od dziecka, że dobre musi kosztować. A żeby coś sprzedać to trzeba zareklamować. A reklama to bajka. A w czasach korporacji reklama - bajka musi trafić do miliardów ludzi. I wtedy już większość Ziemian ;-) wierzy w jeden styl życia. A mniejszości na pewno nie mają racji, i opowiadają bajki. Dlatego argument z małym zasięgiem bajki nie do końca kupuję.
Do czwartej wskazówki, czyli kłócenia się bajek, też można się przyczepić. Wiemy, ze jest coś takiego jak polityka historyczna, że trwa rywalizacja o przeszłość, że zwycięstwo w tej walce daje wpływy polityczne, ideologiczne, ekonomiczne i że ostatecznie - jedne wersje historii czy jedne idee wygrywają z innymi. Co nie oznacza, że tak było, i że tam była jakaś racja.

4. Ależ... • autor: Nierozpoznany#2082015-08-03 10:33:32

Cześć, miałem napisać tekst o UFO i nawet go zacząłem, ale w zasadzie wyczerpałeś temat, przynajmniej metodologicznie.

Błąd polegający na zbyt dużej mocy wyjaśniającej łączy się w tych teoriach z błędem pars pro toto, obecnym u bajkopisarzy ezoterycznych i naukowych. Typowe przykłady - Daniken, Freud. Jest to źródło zarabiania kasy (znowu wymienione postacie są doskonałym przykładem), więc autorzy jadą na tym ile się da.

Zamiast łamać sobie głowę nad problemami wiary, niewiary, prawdy i fałszu proponuję przyjąć proste rozróżnienie, wykorzystywane w nauce : )

- Fakty, powstałe na bazie obserwacji (Przykład: stwierdzono istnienie dziwnego ssaka z dziobem i płetwami. Niewiarygodne, niepasujące do istniejących teorii, ale zaobserwowane).

- Hipotezy (Może to fake. Ktoś dokleił dziób i płetwy)

- Teorie (Po dalszych badaniach: to jednak żywy organizm, który wykształcił nietypowe cechy na skutek izolacji, działania w pewnej niszy etc. Dokładne mechanizmy są nieznane, ale mamy zarys wydarzeń)

Jeśli spojrzymy w ten sposób na zjawiska UFO, to w zasadzie nie ma tam teorii, są tylko hipotezy. Natomiast jest dużo zaobserwowanych faktów. To prowadzi do sytuacji, kiedy nie trzeba w nic wierzyć, bo pewne rzeczy są wiadome (np. to, że tysiące ludzi widziało w tym samym czasie dziwne obiekty w Fatimie). Cała reszta to kwestia własnych fantazji, pragnień, ograniczeń. Lekarstwem - studiowanie licznych faktów. Lekarstwo to nie leczy, ale uśmierza ból : )




[foto]

5. Napisz Inqbusie! • autor: Wojciech Jóźwiak2015-08-03 11:22:55

Inqubusie, napisz, napisz! Nie speszaj się tym, że ja coś napisałem na Twojej działce. Proszę... I Czytelnicy Taraki też chcą dostać coś od Ciebie.:)
[foto]

6. Nie ma prawdy, są różne bajki czyli POSTMODERNIZM! • autor: Wojciech Jóźwiak2015-08-03 11:33:52

Arkadiuszu, to co piszesz, czyli że nie ma prawdy, a tylko są różne bajki i każdy ma swoją, i jeszcze żadna nie jest lepsza od innej, to dokładnie jest postmodernizm!
Jak się w to wmyślić, to widać, jak toksyczna jest ta propozycja.
Musimy bronić się przed tym wszech-bajkizmem. Jak? -- To dobre pytanie...:)

7. Skoro tak... • autor: Nierozpoznany#2082015-08-03 11:52:06

... to oczywiście napiszę, choć będę musiał powtórzyć sporo tego co jest w komentarzach. Ale wydaje mi się to warte utrwalenia w osobnym tekście. Pewne rozwiązania leżą w zasięgu ręki i tylko nawyki nie pozwalają nam sięgnąć.
[foto]

8. Wojtku, współczesna nie-bajkowa prawda też jest toksyczna • autor: Arkadiusz2015-08-03 11:57:56

i też jest bajką...jak się w to wmyślić. Z mnóstwem pieniędzy będziecie szczęśliwsi, będziecie lepszym ludźmi. Będziecie szczęśliwi, jak będziecie żyli jak celebryci w telewizorze. Cukier krzepi. Cholesterol jest zły. Jajka są niezdrowe. Tłuste jest złe. Dobre pieczywo to ciemne pieczywo z ziarnami. Lekarz Was wyleczy z wszystkich chorób, chyba że powie: "zostało Ci pół roku życia". Dobro jest dobre a Zło jest złe. Ze Złem, podobnie jak z chorobą trzeba walczyć. Potrzeba się zjednoczyć w walce ze Złem, potrzeba wciąż więcej walki. Jak będzie więcej walki to będzie więcej Dobra. Istnieje tylko to, co udowodnią amerykańscy naukowcy. Dopóki tego nie udowodnią to to nie istnieje. 
Nie napisałem, że nie ma prawdy. Ja wierzę w prawdę, swoją prawdę, cudzej prawdy nie doświadczę, mogę ją częściowo przyjąć, wkomponować w swoją, ale to będzie pewien akt przyjęcia, zaufania, wiary. Mogę to przyjąć za swoją nową zmodyfikowaną prawdę, na pewno nie nazwę jej jednak Prawdą. Idę przez świat ze swoją prawdą, staram się w miarę możliwości szanować cudze prawdy, ale czy muszę uznawać cokolwiek za Prawdę?
W coś trzeba wierzyć, każdy i tak będzie wierzył w co zechce. Oczywiście jakiś model musi obowiązywać. Model taki tworzą zwycięzcy. Reszta staje się bajką.
[foto]

9. A. Próba wysyłania maila. B. Odporność na głupoty • autor: Wojciech Jóźwiak2015-08-03 18:27:19

A. Po ostatnich moich przemeblowaniach komputera -- spowodowałem dołożenie dysków i pamięci plus nowy system Windows 8 -- przestały wychodzić maile z powiadomieniami o komentarzach. Poprawiłem i teraz sprawdzam.

B. Arkadiuszu, pisząc zakładam, że moi i Taraki Czytelnicy są uodpornieni na głupoty, przynajmniej te najpospolitsze. I nie tracą sił na walkę z tym, "co ogłosili amerykańscy naukowcy". Ufo i denikenizm to co innego, to poważniejszy przeciwnik dla naszej Bajki. I przyjemnie jest obu podchodzić.

C. Ciekawe, czy to co wyżej, przyjdzie do mnie i do Współkomentatorów emailem?
[foto]

10. Sukces! • autor: Wojciech Jóźwiak2015-08-03 18:28:27

Przyszło. A jak do Was?

11. nie przyszło • autor: Jerzy Pomianowski2015-08-03 19:42:22

Nie ma, ale nie tracę nadziei.
[foto]

12. C. do mnie maile przyszły normalnie. • autor: Arkadiusz2015-08-03 20:48:36

Chociaż i tak zaglądam na Tarakę bez nich ;-)
B. Ale co zrobić z Andrzejem (i moją ciotką), który doświadczył kontaktu z UFO, albo Easy Grace, która pisała o swoich channelingach, albo moich prowadzących z warsztatów dwupunktu, którzy opowiadali jak odprowadzają dusze po śmierci? Ciężko mi się mądrować, że to nieprawda, bo mój tunel rzeczywistości tego nie przewiduje. To są poważni ludzie, może z wyjątkiem mojej ciotki. 
[foto]

13. Pewien poeta • autor: Radek Ziemic2015-08-03 21:42:49

napisal: "na skraju prawdy rosnie dotyk" (dlatego pociága mnie Taraka, bo sá w niej zmysly, próba dotarcia do nadzmyslowego, ale bez lewitacji). Na skraju, to znaczy, ze oprócz niego jest jeszcze wiele innych rzeczy. Wiéc nie mówié nie, wolé jednak pozostawic sobie swiéte prawo do wátpienia. Mam tez silná swiadomosc, ze ciágle jestesmy w slowach, obrazach. Poza tym, jak mawia Gregory House: evrybody lies. 
[Cos mi sié stalo z klawiaturá i nie wiem, co. Msci sie na mnie UFO chyba.]

Czy mozemy byc uodpornieni na wszystkie glupoty? Ja chyba nie jestem... A co z emocjami? A co z ukrytymi intencjami? Nie potrafié tez sié wyzbyc przekonania, ze to Ufo, Deniken, rózne niepokalania itd. to jakis eskapizm wyobrazni, w znacznej mierze lékowy. Przepraszam. Nie twierdzé, ze TAK JEST. To takie moje ODCZUCIE. 


[foto]

14. PRAWDA • autor: Radek Ziemic2015-08-03 21:45:58

stala sié wyjátkowo skomolikowana i jedyne, co mozna o niej powiedziec poza tym, to chyba to, ze nie odzyska swej ostatecznosci, wiéc trzeba já negocjowac, powoli, z trudem. Stád rózne przepychanki niecierpliwych, ale i tych, którzy na tej niecierpliwosci korzystajá. 
[foto]

15. Węgierska... • autor: Wojciech Jóźwiak2015-08-03 21:56:40

klawiatura, Radku :)
[foto]

16. 3 lata • autor: Wojciech Jóźwiak2018-07-19 15:42:28

Trzy lata bez mała minęły i tekst nic nie stracił.
Może Ktoś ma nowe uwagi?
-- Zachęcam.
[foto]

17. pomyślmy! • autor: Grzegorz Halkiew2018-07-19 20:17:22

jeśli uznamy, że bajka to swojego rodzaju metafora, to może ona zawierać w sobie wiele prawdy, pomimo że nie każdy ją ujrzy. 
[foto]

18. Zgadzam się z Grzegorzem Halkiewem • autor: Radek Ziemic2018-07-20 13:06:12

Podział na bajkę i prawdę, deprecjonujący bajkę, jest nowoczesny, "oświeceniowy", na dodatek negatywna ocena bajki dokonuje się z punktu widzenia pewnego rozumienia prawdy. Albo inaczej: przyjmuje się wartościujące (także poznawczo) rozumienie bajki jako nieprawdy. Warto chyba pamiętać, że najpierw prawda i bajka były jednością (tzn. bajka (mit) była prawdą). Gdyby trochę zmodyfikować tę dualistyczną typologię, rozszerzyć i skomplikować, to kreacjonizm nie jest bajką, ale bajką w potoczno-przenośnym sensie (nieprawdą), przede wszystkim jednak quasi-bajką (w dawnym rozumieniu "bajki" (mit)) pretendującą do miana prawdy (m.in. za sprawą udawania, że nie doszło do rozdzielenia bajki i prawdy; to pretendowanie nie ma jednak poznawczego charakteru, odbywa się na płaszczyźnie władzy (związek bajki z władzą, to osobna sprawa). Kreacjonizm to bajka skarlała, wulgarna (taki jest los wielu "prawd" religijnych). Dziś związek z dawną bajką (mitem) zdarza się zachować m.in. niektórym poetom (Leśmian, Herbert,Schulz), niekiedy świadomym, że doszło do "odbajkowienia" świata. Ale jakoś nie widzę kontynuatorów tych wielkich krytyków mitu i mitologów jednocześnie.] Ale poezja, jako "niepoważna", też nie ma sankcji społecznej (nie jest mainstreamowa). [To się zresztą komplikuje, bo humanistyka traci tę sankcję przed wszystkim dlatego, że się wymiksowała z mocnego rozumienia prawdy i albo ma bardzo skomplikowane, albo jest "post-prawdziwościowa".]
[foto]

19. Prawda i bajka były jednością, czyżby? • autor: Wojciech Jóźwiak2018-07-21 09:36:39

[N]ajpierw prawda i bajka były jednością (tzn. bajka (mit) była prawdą).
-- napisał Radek Ziemic.
W takim razie, dlaczego...


...?
A w powyższej liście znaczeń nie ma ani jednego, które by miało sens "prawda"?
I wszystkie znaczenia mają sens subiektywny, tzn. "coś, co ktoś powiedział" - ?
Przypisywanie "dawnym ludziom" tego, że jakoby ich umysły pływały w jakiejś "zupie" pomieszanych sensów, to chyba c.d. mitu Dobrego Dzikiego.

[foto]

20. każdy ma swoją prawdę • autor: Grzegorz Halkiew2018-07-21 10:49:08

Masz rację Wojtku, w zamieszczonej liście znaczeń nie ma ani jednego, które by sugerowało jakąś prawdę. Ciekawe dlaczego mit (a więc np. mitologia grecka, lub Wedy), kojarzy się z zmyśleniem!

(edycja)


...ale w punkcie 3. mamy polecenie (czyli co masz zrobić?), radę, zamiar, plan (może boski?), postanowienie.
[foto]

21. Masz rację, Wojtku • autor: Radek Ziemic2018-07-21 11:03:08

Właściwie należałoby powiedzieć, że najpierw nie było prawdy. Był mit, była "bajka". Jeśli stosujemy tę opozycję. Co do słowa "mit", to pamiętam jego znaczenie jako "słowo mówione, opowieść", które przeciwstawiano "logosowi", choć "mitologia" to już łączy. Trzeba by jednak zobaczyć tę kwestię historycznie; znaczenia, które podkreśliłeś, są siódme i ósme w kolejności. Poza tym mit nie funkcjonował w oderwaniu, współżył z rytuałem, z całym systemem wierzeń. Była w nim jednak również komponenta poznawcza. Mity o Troi jako proto-historia, mit o Echo jako element "naiwnej" fizyki itd. (Choć to jest spojrzenie współczesne.) Mit również wyjaśnia, choć nie tylko i nie da się go zredukować do wyjaśnienia. Musiałbym to sprawdzić, ale widzę to tak, że pojęcie prawdy wyłania się z mitu, oddziela się od niego w filozofii greckiej, chociaż u Platona nie ma jeszcze klasycznej postaci, bo jest rozumiane też ontologicznie, estetycznie i moralnie, a pewną rolę odgrywa w jego systemie mitologia.
[foto]

22. Ad Grzegorz & Radek • autor: Wojciech Jóźwiak2018-07-21 14:57:56

Jak mają się Wasze wypowiedzi do tego, o czym jest ten tekst?
Tekst wylicza wskazówki, "Jak odróżnić możliwą prawdę od bajki?" -- taki ma tytuł -- i w dodatku w "materiale" opowieści zaliczanych do New Age?
[foto]

23. rozważania o zachęcie • autor: Grzegorz Halkiew2018-07-21 15:02:10

Było: Może Ktoś ma nowe uwagi?

więc sobie pozwoliłem coś nowego zauważyć ;)
[foto]

24. Jasne. Mity • autor: Wojciech Jóźwiak2018-07-21 15:25:37

Jasne, Grzegorz. Usiłuję się na nowo zorientować w temacie.
Widać jak wiele zależy tu od używanych słów. Ze słowom "mit" (mythos) to jeszcze jest tak, że Grecy nie mieli kanonu swoich opowieści o bogach i bohaterach, inaczej niż Żydzi, nie było tam jednej centralizującej księgi jak Biblia, więc musieli sobie jakoś radzić z tym, że każda wyspa i miasteczko opowiada co innego o Zeusie, Tezeuszu czy Heraklesie. Kreteńczycy nawet opowiadali, że Zeus umarł i pokazywali jego grób, który był na ich wyspie. Dlatego zresztą byli uważani przez innych Hellenów za notorycznych kłamców, co dało początek paradoksowi kłamcy, tzn. "Ja, Kreteńczyk, wam mówię: wszyscy Kreteńczycy zawsze kłamią!".
Dlatego opowieści o bogach itd., nazwali (Grecy) "mitami" czyli "gawędami". Tzn. użyli tego słowa.
Myślę, że gdyby wstali z grobów, to by nie mieli wątpliwości, co z tego, co u nas obecnie się opowiada, nazwać mythos.
[foto]

25. pomyślmy! • autor: Grzegorz Halkiew2018-07-22 08:01:11

Choć nie każdy to dostrzega, widzimisię (opcja, model, hipoteza)  jest też w zakresie nauk zaliczanych do poważnych. Gdzie słowo „poważny” mówi raczej o czymś, czego doświadcza każdy. Każdy, ponieważ dotyczy to materii  i występuje pewnego rodzaju weryfikowalność.

Podobna organizacja i hierarchia (czyli kaskada różnych widzimisię) jest w zakresie sztuki- muzyki, malarstwa, teatru,… Pewne akty zaliczane są do poważnych, a inne nieustannie podlegają jakiejś tam degradacji. W tej płaszczyźnie weryfikowalność występuje w mniejszym stopniu, gdyż z gustami trudno polemizować. 

No i mamy też trzecią płaszczyznę, w której porusza się człowiek myślący- mentalną. Porusza się po niej używając między innymi takich narzędzi jak metafora. Metafora w sensie religijnym, to dawny mit.

W każdym bądź razie- jeśli miałbym coś nowego dodać- to bym wspomniane przez Ciebie Wojtku bajki/baśnie/bajania tak zakwalifikował. Jako coś, co niesie istotną treść.

Być może na moje spojrzenie miało wpływ wczesne dzieciństwo, gdy Mama mi te bajki czytała, a one stawały się moim filtrem postrzegania świata.

A fakt, że każdy może mieć inne postrzeganie, powinien zostać potraktowany poważnie. Za każdą myślą stoi przyczyna- za kłamstwem Kreteńczyków zapewne też. I jedni to dojrzą, a inni nie.

……….

Metafora (gr. μεταφορά metaphorá), inaczej przenośnia – językowy środek stylistyczny, w którym obce znaczeniowo wyrazy są ze sobą składniowo zestawione, tworząc związek frazeologiczny o innym znaczeniu niż dosłowny sens wyrazów, np. „od ust sobie odejmę”, „podzielę się z wami wiadomością” lub „

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)