Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 stycznia 2015

Małgorzata Ziółkowska

z cyklu: Nieustający proces (odcinków: 30)

Jak powstaje rodzinne uwikłanie w sprawach seksu

Kategoria: Tantra i seks
Tematy/tagi: obyczajeseks

« Komu potrzebny jest krzyż? Roraima a sprawa dinozaurów w moich snach »

Dawne standardy zakładały konsumpcję związków po ślubie. Czy  jednak tylko tak się to działo? Różnie, ale to zazwyczaj kobiety narażone była na konsekwencje innego postępowania. To one nazywane były ladacznicami, k…  lub kobietami lekkich obyczajów. No i najważniejsze. Jeśli efektem związku było dziecko, zazwyczaj kobieta zostawała z tym problemem, a potomek z piętnem na całe życie. Często ludzie o małych rozumkach nazywali je bękartem.

Ta epoka chyba częściowo mija, choć zmiany świadomości odbywają się powoli. Jeszcze pięćdziesiąt kilka lat temu moja krewna była zmuszona oddać dziecko do adopcji. Kobieta szukała później syna, rozpaczała, a w rezultacie wyhodował sobie raka i umarła w 10 lat później. Charakterystyczne, że nowotwór zaatakował organy kobiece, a przecież ta część osobowości była u niej obolała.

Zastanawiałam, się dlaczego w ogóle coś takiego jej się przydarzyło. Była człowiekiem dobrym, wrażliwym, wspierającym. Można by powiedzieć, prawdziwy typ ofiary. Kobiety współżyją z mężczyznami  i nic, a jej się zdarzyło z jakimś głupkiem.

Czasami powodem takich sytuacji bywa młodzieńcza głupota, a innym razem chęć wejścia w świat seksu, o którym niewiele się wie. No właśnie, ta niewiedza, jak połączyć ciało z duszą i że to nie zabawa, może wywoływać wiele szkód.

Podejrzewam, że ta historia rodzinna wpłynęła na sposób wychowania mnie przez rodziców. Ciotka zmarła dwa dni po moim urodzeniu. Babcia kilka miesięcy później.

Wszystko jedno, czy rozpatrujemy sprawę z punktu widzenia szamańskiego czy systemowego, gołym okiem widać, że uwikłanie w moim życiu przez tą śmierć powstało. Zawsze przecież odejście w zaświaty kogoś z rodziny wpływa na nowo pojawiające się życie. Mówią, że gdy szaman się rodzi, towarzyszą czasem temu wydarzeniu zgony. A teoria ustawień systemowych stwierdza, że w tym momencie tworzy się uwikłanie dziecka z osobą zmarłą.

Oj, czuję to potężne uwikłanie. Mama pilnowała mnie, jakby nawet kąpiel w wannie, z której korzystał wcześniej mężczyzna, mogła być niebezpieczna. Niby była światłą kobietą, ale wychowaną w szkole prowadzonej przez zakonnice. Poziom świadomości seksualnej miała chyba taki, jak to, co przekazał Instytut Marii przepojony zakazami. Miała jeszcze własne doświadczenie małżeńskie, którym nie dzieliła się ze mną, tworząc z seksu sferę tabu. Związek rodziców, jak się domyślam, był przesiąknięty lękiem przed ciążą. No naprawdę, moja mama nie miała siły rodzić dzieci co rok prorok. Wiele razy mówiłam jej, że powinna była mieć tylko jedno dziecko (ja byłam druga). Tato co prawda dużo pomagał w pracach domowych. Tak naprawdę niezbyt silnej kobiecie przydałaby się jakaś pomoc z zewnątrz, a to kosztuje.

Mama miała bardzo ostre oceny moralne. Zdecydowanie za ostre. Kiedy w wieku 27 lat, już po studniach, wybrałam się samotnie do kina i wróciłam po 22, przywitało mnie epitetowanie od pań k… Można powiedzieć, że byłam wychowywana w zastraszeniu przed sferą seksualną, na dodatek w kompletnym braku pieniędzy, więc samodzielność mi nieźle ukrócano. No bo jak tu iść z kimś na kawę, skoro się nie ma pieniędzy. Koleżanka ostatnio zapytała: to oni cię na zakonnicę wychowywali? Myślę, że tak, bo takie wychowanie doskonale zabezpiecza przed ciążą. Więc  środki antykoncepcyjne zakazane przez kościół są wówczas niepotrzebne.

Mężczyźni również nieźle w kość dawali. Jak facet milkł, znaczyło, że mu się bardzo podobam. A ja jakoś nie umiałam nic z tym zrobić. Pani psycholog stwierdziła, że mam opóźniony zapłon. Jeden był bardziej odważny i oświadczył: nie kocham Cię i nigdy nie pokocham. Podobałam mu się tak, że aż się cały trząsł. No ale co ja miałam zrobić po takim oświadczeniu? Zdecydować się na niego, a potem usłyszeć, że przecież mi mówił, że to nie miłość? Jeszcze usłyszałam od niego żałosne: nie masz do mnie zaufania! No zaraz, a jak można mieć zaufanie do kogoś takiego? Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że nie należy brać całkiem na poważnie tego, co mówią i robią mężczyźni, bo oni też się boją. Na dodatek chyba bardziej niż kobiety.

Potem było tylko gorzej, bo gdy kobieta skończy trzydziestkę, pokutuje na jej temat stereotypowa opinia łapania kogoś na męża lub ojca dziecka, lub jedno i drugie. Ja natomiast dopiero wygrzebałam się trochę z depresji i ani w głowie mi nie było przenoszenie choroby cywilizacyjnej drogą płciową.

Poszłam nawet do księdza, jezuity jak papież Franciszek, którego koleżanka wskazała mi jako autorytet. Powiedziałam, że rodzice są bardzo ingerujący, wszystko kontrolują. Poradził, żebym wychodząc podawała nazwiska znajomych, którzy telefonu nie mają.

Na koniec zapytałam ojczulka, jak to właściwie z mężczyznami mam postępować. Jezuita stwierdził: no tak, trzeba porozmawiać, a jakby guziczek chciał odpiąć, to nie pozwolić.

Wypadłam z tej wizyty jak poparzona, czując się potraktowana jak infantylna idiotka. Jakby to mężczyźni z kobietami, które im się podobają, rozmawiać chcieli.

Okazało się, że mądrość księdza była bardzo teoretyczna i w żaden sposób nie przekładała się na sprawy życiowe, związane z relacjami męsko damskimi. Obawiam się, że ten problem ma większość kleru. Ale kto ma rozmawiać z ludźmi na takie tematy?

Zadzwoniłam do koleżanki, opowiadając historię. Ta najwyraźniej dostała jakiegoś ataku. Powiedziała mi, że nie może się ze mną więcej kontaktować i nie może powiedzieć, o co chodzi.

Domyślam się, że uderzyłam w księdza jako jej autorytet moralny.

Po kilku latach dotarła do mnie wieść, że jej szczęśliwy związek małżeński jest w stadium rozpadu. Wkrótce nastąpił rozwód. Do tej pory nie wiem jednak, o co tak naprawdę chodziło.

Czy wrażliwe, dobrze wychowane, wierzące niewiasty nie chcą dopuszczać do świadomości, o co w tym wszystkim chodzi? Nie chcą rozmawiać, bo to nie wypada, bo to grzech.

Zapytałam dlaczego dzieci przez kilkanaście lat związku nie mieli. Podobno czekała, aż on się zdecyduje. Zdecydował się je mieć z kim innym. Oni po prostu na ten temat nie rozmawiali. Na rozprawie rozwodowej okazało się, że mężczyzna dwa lata po ślubie wiedział, że dzieci z ta kobietą mieć nie chce, ale bał się powiedzieć. Bał się, że ją zrani. To nie był typ wrednego faceta, więc problem musiał być głębszy. To był problem braku komunikacji pielęgnowany w naszych rodzinach przez wieki.

Ja chcę rozmawiać, ale od wielu lat wszyscy przede mną uciekają, milkną, albo opowiadają głupoty.

A ja chcę być kochana tak, jak chcę. Z szacunkiem, czułością, delikatnością i realnie łącząc duchowość z cielesnością. A jak nie, to wcale.

A na około albo chamstwo, albo naiwność. Po prostu brak prawdziwej miłości...

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-01-21)



« Komu potrzebny jest krzyż? Roraima a sprawa dinozaurów w moich snach »

komentarze

1. Seksualne prostowanie spraw • autor: Nierozpoznany#86042015-01-22 21:27:12

Wizyta u zakonnika to raczej kiepski pomysł:) Ten rodzaj wychowania o którym piszesz jest mglistym zapisem pewnych archetypów jakie mamy wdrukowane  i jest starszy niż najstarszy zakon.Niestety tak jak i wszystko wokół nas i on uległ degeneracji i celowej ingerencji . Gdzieniegdzie na świecie przetrwały resztki tej wiedzy praktykowane niekiedy drastycznie . Przykładem Afryka i osławione zaszywanie małych dziewczynek.Trwa ta degeneracja  dalej ,aktualnie w kręgu rasy białej pod nazwą "gender" Jak doszło do sytuacji że piękna duchowa wiedza została tak sprofanowana i zmanipulowana że powoduje tylko ludzkie cierpienia? Odpowiedź nie jest skomplikowana a i wiedza ciągle dostępna. Dam jednego linka  gdzie jest prowadzony pewien wykład do grupy młodzieży. Po oglądnięciu powinno się wszystko wyjaśnić. Tytuł "druga strona seksualnej rewolucji- kobieca moc." https://www.youtube.com/watch?v=JCNW7Za7uBk
Marek

2. Zaczęłam słuchać i... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-22 22:15:46

Zaczęłam słuchać i dotarły do mnie pierwsze słowa o odwrotnej stronie rewolucji seksualnej telegoinia. No właśnie o to mi chodzi aby naprawić to co jest popsute w myśleniu ludzi. Nie chodzi o brak wiedzy na tematy związane z sexem ale o świadomość o co w tym wszystkim chodzi. Odzieramy się jako ludzie z tego co najpiękniejsze. Ludzie zaczynają współżycie dlatego, że robią to rówieśnicy. Nie chcą być odmieńcami. To jest porażające, że w tej gonitwie nie poszukujemy miłości i drugiego człowieka, ale schematu, układu. To co piękne zostało wypaczone. To co mądre zagubione

3. Nieczęsto zagladam na Tarakę • autor: Nierozpoznany#86042015-01-22 23:23:08

Ale Twój krzyk rozpaczy usłyszałem z maila informującego o nowych tematach:).  Tak naprawdę to kiedyś się zarejestrowałem tylko po to aby "pokłócić" się trochę o W .Megre i "Anastazję" z Katarzyną Urbanik. Zwlekałem tak długo z napisaniem riposty że zrobiłem w międzyczasie krok naprzód w rozwoju i zdobywaniu wiedzy że przestałem odczuwać potrzebę ripostowania i w ogóle udowadniania komukolwiek czegokolwiek.Dzielę się tylko  źródłami wiedzy i tylko wtedy kiedy jest to akceptowane. Odkąd uciekłem z dużego miasta zamieniając betonową klatkę zwaną mieszkaniem na rozległy pusty teren gdzieś w Polsce B zmieniłem sposób odbioru informacji. Pomogło mi w tym porzucenie mięsa(względy etyczne)  i wyrzucenie telewizora(względy praktyczne - dzień się stał dłuższy o kilka godzin). Sadzę las, zakładam sad,uprawiam z żoną (przy okazji moją najlepszą przyjaciółką:)) warzywnik. Taki stan rzeczy pozwala odbierać informacje czując ich ładunek energetyczny ,bardziej sercem niż umysłem. Nie znam swoich korzeni ale najlepiej odbieram wiedzę, jaka teraz napływa z Rosji. Trzeba to umieć przesortować ale warto. Czuję ciepłe wibracje ,napływ energii i coś co mi mówi że ja już to znam . Jest w tym jakaś dziecinna prostota i radość życia. Dlatego Tarakę czytam bardzo wybiórczo. Nie mój klimat.
m
[foto]

4. Co w Tarace... ? • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-23 07:56:01

Co w Tarace jest w Twoim klimacie, Marku Excarze?

5. Gratuluję i zazdroszczę... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-23 08:45:41

Gratuluję i zazdroszczę ;) żony najlepszej przyjaciółki i życia bez zgiełku. Np. o telegonni można poczytać również po polsku.Ja zostałam przysłana przez moich opiekunów do Taraki . Wojtkowi i całej reszcie za karę ;)  Zobaczymy czy ukręcą mi łeb?

6. Autorefleksja • autor: Nierozpoznany#87822015-01-23 10:54:23

//A ja chcę być kochana tak, jak chcę. Z szacunkiem, czułością, delikatnością i realnie łącząc duchowość z cielesnością. A jak nie, to wcale.//

Pani Małgosiu,

Obawiam się że na takie dictum jakie zacytowałem, to niewielkie ma Pani szanse na sukces.

Doświadczając takiej traumy, chowamy się przed światem za tak grubą zasłoną, że nie widać już zbyt wiele z realnego świata. Wychowanie pozostawiło w Pani jątrząca się ranę i ta rana ciągle boli, wymagając bezwzględnie bezpiecznych warunków egzystencji. Niestety, chowanie się z pieleszach, nie sprawi że te zasłony opadną. I tu pojawia się dylemat. Z jednej strony lęk przed emocjonalnym bólem każe nam kulić się w pozycji embrionalnej, a z drugiej strony, uzdrowienie wymaga postawy wyprostowanej – na przekór lękom. Sam też mam wdrukowane w dzieciństwie koślawe pojęcie o seksie i pomimo lat doświadczeń, jakoś ciągle nie potrafię uwolnić się od podejrzeń o grzeszną naturę seksu. Fakt, wyrozumiały, cierpliwy i otwarty na te sprawy partner, raczej na pewno pomógłby mi pozbyć się iluzji. Jednak zanim takiego spotkam (o ile spotkam), musi nastąpić we mnie pewna przemiana.

Oczekiwanie na zewnętrzny ratunek na naszych warunkach jest niemożliwe, bo wybawienie leży poza tą grubą zasłoną – w strefie gdzie nas nie ma- właśnie tam trzeba wyjść. Pytanie jak to zrobić należy zdecydowanie do gatunku „dobrych pytań”. Gdzie znaleźć tą linę spuszczoną z realnego świata, która końcem sięga do naszego matecznika? Myślę że każdy z nas ma tzw mocną stronę - jakiś aspekt naszej osobowości niekoniecznie związany akurat z seksem, który pozwala nam czuć własną moc. Aspekt, którym uczestniczymy w realnym świecie, gdzie potrafimy współbrzmieć z życiem i ta muzyka daje nam radość. Czuję, że nasze wybawienie z kłopotów znajduje się właśnie na uświadomieniu sobie reguł na jakich opiera się ta zdrowa część naszej osobowości i próbie spojrzenia z tej perspektywy na te miejsca które bolą. Chyba dopiera taka perspektywa pozwoli nam dostrzec nieadekwatność lęku na tyle, aby stanąć prosto, gotowy do spotkania z drugim człowiekiem.

Pani Małgosiu, piszę to głównie po to aby pomóc samemu sobie i traktuję to jako okazję do autorefleksji. Jeżeli jednak przy okazji zapalę światełko również po Pani stronie, tym większa moja radość.

Pozdrawiam

[foto]

7. Nie ukrecają • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-23 10:57:02

jak na razie, ponieważ Małgosiu jesteś rzadką "istotą", mianowicie kobietą-triksterem.
Triksterzy w 99,9% są mężczyznami, podobnie jak tylko mężczyźni grają na trąbce, tylko mężczyźni występują w roli klaunów i tylko mężczyźni filozofują dekonstruktywnie. Kobiety jednak Natura przeznaczyła do powagi, a nie do prześmiewczej lub rewizjonistycznej negacji. Ciekaw jestem jak się rozwinieTwoja tarakowa kariera. ~Wojtek

8. Tak, ja już... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-23 11:53:18

Tak, ja już mogę pisać co chcę na te i inne tematy. Nikt mnie nie korygował a wielu podpuszczało więc idę za własną intuicją, Podobno mam dużą dziennikarską moc, ale gdzie się to objawi zobaczymy.
Co do sukcesu w innej materii to chyba lepiej odpuścić i samo przyjdzie albo nie. Presja społeczna już za mną a to co w łeb dostałam to moje doświadczenie. Lepiej się na niczym nie zafiksowywać.

9. Mam wielką ochotę... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-23 12:15:10

Mam wielką ochotę napisać o Papieżu. No niech się on jeszcze raz odezwie z czymś fajnym :) Czy to on zemdleje czy ja padnę?  We śnie był w zielonej sutannie i zemdlał. Czekam na newsy z jego osobą w tle
[foto]

10. O Papieżu • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-23 12:42:15

Ja bym sugerował nie wtrącać się do ICH interesów.

11. Jak to ICH... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-23 12:47:35

Jak to ICH ? Ja jestem Kościołem podobno, więc mam prawo zwracać uwagę na wypowiedzi głowy, bo mi pralkę z mózgu robią.

12. @Wojciech Jóźwiak • autor: Nierozpoznany#86042015-01-23 13:25:54

Nie umiem określić procentowo ale powiedzmy że co trzeci ,czwarty artykuł z anonsowanych na maila wywołuje moje zainteresowanie. Śledzę je ale raczej nie komentuję. Np ostatnio"Czy zwierzęta mają duszę"
W sumie to trochę nietaktownie ułożyłem tekst w tym moim komentarzu wspominając tarakowe klimaty. Uświadomiło mi to Twoje pytanie o moje klimaty:) Czasem klawiatura nie nadąża za głową albo bardziej słucha głowy niż serca i stąd taki niewielki ale jednak dysonans. Równie prawdziwe byłoby stwierdzenie że tak tu sobie trochę popasożytuję:) Powysysam to co uważam za potrzebne dla mnie a niewiele dam z siebie:)
Marek
PS. Odpowiedziałem dopiero na niezadaną część Twojego pytania, więc muszę to uzupełnić wpominając fragment Twojego komentarza pod tekstem Katarzyny Urbanik o "Anastazji" i książkach W .Megre Chodziło o wyprawę na obcy lub wrogi teren jak nazwałeś czytanie i recenzję tych książek.
No właśnie mój duch jest często na tym "wrogim" terenie i stara się przypomnieć siebie i swój ród.
[foto]

13. @KrzysztofS • autor: Radek Ziemic2015-01-27 11:23:06

Dziękuję za spokojny i, jak sądzę, mądry komentarz. Zgadzam się ze stwierdzeniem: "Z jednej strony lęk przed emocjonalnym bólem każe nam kulić się w pozycji embrionalnej, a z drugiej strony, uzdrowienie wymaga postawy wyprostowanej – na przekór lękom". A linę, o której piszesz, musimy chyba wysnuwać z siebie. 
Gosiu, nie komentowałem Twojego tekstu, bo wydał mi się trochę zbyt intymny. Ale teraz pojawiły się komentarze, więc dodam, że nie można chyba kochać bez ran. Szczęśliwy związek polega pewnie na tym, że partnerzy (bez względu na ich płeć), potrafią swoje rany wzajemnie leczyć, albo uczą się razem ich nie zadawać. 
Ale nie da się doświadczać miłości bez doświadczania, czyli bez ryzyka. 
[foto]

14. Wojtku • autor: Radek Ziemic2015-01-27 11:38:48

nie rozumiem, dlaczego na Tarace pojawiają się teksty typu: "Trwa ta degeneracja  dalej, aktualnie w kręgu rasy białej pod nazwą >>gender<<". 
Ale wypowiem się w sprawie degeneracji rasy białej. Ona trwa już dość długo: zaczyna się gdzieś w XVIII wieku, gdy znoszona jest pańszczyzna; potem trwa w wieku XIX, nazwanym wiekiem wolności, gdy wiele narodów walczy o swoją niepodległość; ale powstają też takie zaskakujące akty, jak kodeks Napoleona, gdzie po raz pierwszy w nowożytnej Europie znosi się karę za homoseksualizm; potem rasa biała degeneruje się dalej, sufrażystki walczą o swoją wolność, traktowane bardzo brutalnie (nierzadko przez policję). Skutkiem tej degeneracji jest przyznanie praw wyborczych, a z czasem pełnych praw kobietom. Niestety, rasa biała ciągle degeneruje się dalej, stopniowo pozwala sobie odbierać kolonie, w których zwierzęta miały lepszy status niż ich rdzenni mieszkańcy i gdzie tak naprawdę zaczęło się ludobójstwo, a pełnię praw uzyskują mniejszości etniczne, a gdzieś po drodze znosi się niewolnictwo (choć są udane nawroty, jak w nazizmie czy komunizmie). Degeneracja idzie dalej - stworzone zostały prawa dzieci (dopiero w drugiej połowie XX wieku). Teraz zostały mniejszości seksualne, ale biała rasa broni się dzielnie, przynajmniej w Polsce. Czyż Polska nie ratuje honoru białej rasy?
Dodajmy, że klęską białej rasy jest też jej wyzwalanie się jej spod wpływu religii.   
[foto]

15. "Wojtku" wszystkiego nie upilnuje • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-27 12:08:29

Drogi Sceptyku, wzmianka o "degeneracji białej rasy w ramach gender" jest w komentarzu, nie w tekście. W tekstach zauważam takie głupoty i staram się odpowiednio wpłynąć na Autorów. W komentarze zdarza mi się ingerować, ale raczej wtedy, kiedy komentujący stają się agresywni. Pocieszam się, że i tak komentarze w Tarace są na wyższym poziomie niż średnio w necie.
[foto]

16. Wojtku • autor: Radek Ziemic2015-01-27 12:16:17

chyba byłem zbyt  emocjonalny. :-) 

17. Sprawa degeneracji białej... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-27 12:25:05

Sprawa degeneracji białej rasy nie bardzo mnie interesuje. Na tym etapie bardziej poszukuję w obrębie wikłania dzieci w swoje nie pozałatwiane sprawy obsesje i lęki. Co do miłości bez ran (że to trudne) zgadzam się. Dalej jednak chodzi o dzieci. Wg mnie uważam, że nie powinno się wychowywać dzieci w wyidealizowanym świecie twierdząc, że ran i poplątań nie ma. Raczej chodziło by mi o takie wychowywanie następnych pokoleń by świadome ran ,które może przynieść życie i miłość potrafiły stawić im czoła. Nie straszyć, że świat jest niebezpieczny, ale pokazać , że może być taki lub inny w zależności od nas. Świat się ogromnie różnicuje i do tego trzeba przystosować dzieci. Warsztaty ustawień systemowych pokazały mi ponownie, że mimo ogromnych różnic naszych życiorysów wszyscy jesteśmy bardzo podobni w naszych poszukiwaniach korzeni, uwikłań i miłości. Więc ja składam pokłon przed ranami moich rodziców, ale zostawiam je przy nich. Szanując to co ich chcę iść własną drogą.

18. Ma się to... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-27 13:54:56

Ma się to jak piernik do wiatraka do tego co napisałam.- Co do degeneracji białej rasy. Sądzę, że to jest nie do uniknięcia. W czasach gdy świat stał się globalną wioską nie jest możliwe pozostanie w starych strukturach rodzinno społecznych i religijnych. To sprzyja zacofaniu. Chyba chodzi o sprawę miłości a nie czystości rasowej. Chyba nie chcemy wracać do czasów Hitlera.

19. Może i mógłym się trochę "ponawymądrzać" • autor: Nierozpoznany#86042015-01-27 22:55:06

po takim subtelnym wywołaniu mnie do tablicy i w temacie powstawania uwikłań a nie nielubianego tu gender. Coś bym tam wyskrobał z np."Diagnostyki karmy " Łazariewa ,lecz nie wiem czy nie figuruje tu na liście lektur zakazanych. Ale wg. mnie ten autor i tak pomimo sporej produkcji licząc w tomach nie dotknął istotnych  spraw ,które z pewnych przyczyn są dla niego niedostępne. Nie chce mi się pisać bo nie mam dla kogo. To nie jest absolutnie żadna złośliwość! Wytłumaczę to na przykładzie. Od początku.
Nie mam w domu już radia ani telewizora a ostatnie media jakie posiadam to laptop i dzika natura otaczająca mój dom. Chętniej korzystam z tej drugiej możliwości .Podczas spacerów zauważyłem że jaszczurki chowają się przed nami gdzieś pod  kamieniami albo w ziemnych norkach. Kret też żyje pod ziemią. Jednak te dwa stworzenia nie mają za bardzo czym się dzielić. Ani jaszczurce nie jest potrzebne doświadczenie kreta ani kretowi filozofia jaszczurki. Od pewnego czasu uwrażliwiłem się na teksty pisane(podobno tak się dzieje często, gdy się przestaje jeść mięso świadomie ze względów etycznych). Jakoś tak odbieram emocje z nich płynące .Czasem czuję dobre ciepłe wibracje i widzę obrazy a czasem nic nie czuję tylko obojętny chłód a i bywa że coś więcej. Czytam o warsztatach ,szkoleniach ,sympozjach ,takie lewopółkulowe ścieżki na skróty a przy okazji dobry biznes i rozrywka. A gdzie człowiek i jego emocje? (nie jakieś histerie czy freudowskie schizy). Napiszę od razu z góry że absolutnie nie zamierzam strzelać jakiegoś focha ale dla dobra zasiedziałej społeczności przestaję cokolwiek komentować . Pasożytować od czasu do czasu będę, ale tylko jak mi nie będzie tu zimno
wasz krecik a może jaszczurka
[foto]

20. Piernik do wiatraka • autor: Wojciech Jóźwiak2015-01-28 08:58:46

Autorka (tego artykułu, w przedpoprzednim komentarzu) użyła przysłowia "co ma piernik do wiatraka", a właściwiej jego przeróbki: "Ma się to jak piernik do wiatraka".
Ostrożnie z przysłowiami! (Careful with that axe, Eugene.) Przecież piernik do wiatraka COŚ MA! Z mąki jest, zrobionej w wiatraku.
Ale uwaga: Piernik do wiatraka coś ma, ale nie jest tak, że coś ma się do czegoś jak p. do w. Przysłowie to ma na myśli, że oto pojawił się jakiś piernik, który do wiatraka coś ma -- mianowicie ma jakieś pretensje! Żale! Zapewne o to, że jest nieudany, nie dość wypieczony, za mało słodki lub z zakalcem.
Przysłowie powiada więc w domyśle: "Pierniku, przestań winić za swoje problemy jakiś wiatrak, który cię wprawdzie kiedyś zrodził, ale (a) dawno o tym zapomniał i związek między wami się zatarł, (b) przyczyną tego, że jesteś (pierniku) taki jaki jesteś, są w większym stopniu różne inne okoliczności., które nastąpiły już po tym, jak twój mityczny wiatrak wyprodukował równie mityczną mąkę.

Dziwnym trafem przysłowie "co ma piernik do wiatraka" odnosi się do Ciebie, Małgosiu. Przestań (jak ten piernik) winić wiatrak (czyli swoją rodzinę), odpępnij się, zacznij żyć własnym życiem.
[foto]

21. Zgadzam się z Wojtkiem • autor: Radek Ziemic2015-01-28 09:17:30

w 100 %. W tym przypadku obwinianie rodziców, rodziny itd. służy utwierdzaniu związku zależności, a wynika też pewnie z lęku przed odpowiedzialnością (wolnością). Ten żal i ten lęk są zrozumiałe, w każdym razie do pewnego stopnia. Ale jeśli nie powiem sobie, że wszystko, co działo się ze mną od 18 roku życia jest już moją sprawą, to ciągle będę wieszać się na rodzicach, rodzinie, świecie itd. I NAJWAŻNIEJSZE - te emocje niczego nie zmieniają. Zatruwają mnie, utrwalają nawyk użalania się nad sobą, ale nie sprawiają, że coś, choć trochę się zmieni. Oczywiście, może ktoś woleć użalać się i nic nie robić, ale ten blog ma akurat tytuł NIEUSTAJĄCY PROCES. 

22. W sumie wyszło... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-28 09:50:36

W sumie wyszło coś niezwykłego. Ale opisuję mechanizmy bo wielu je ma .  Ale w taki sposób może powstać nie powtarzalny piernik. Jeśli już w ten sposób chcesz mnie porównać. Jestem niezwykła, dlatego nie jest mi łatwo żyć.
[foto]

23. W sprawie pierników • autor: Radek Ziemic2015-01-28 11:27:31

Sądzę, że każdy piernik jest niezwykły, a toksyczność rodziny polega na niedostrzeganiu tej niezwykłości, na dostosowywaniu jej do schematów różnego typu. Nie chodzi przy tym o tzw. wychowanie bezstresowe, ale o mądrą afirmację wyjątkowości dziecka / człowieka. O kochanie go jako jego właśnie. ZA NIC. Jej, afirmacji / miłości brak generuje różnego rodzaju traumy, no ale musimy radzić sobie z nimi sami. Oczywiście, ludziom wrażliwym jest trudniej. Ale może trzeba sobie powiedzieć (wiem, jakie to trudne): ja chcę, żeby było trudniej. Nie chcę chodzić na skróty. Powiedzieć i cieszyć się z tego. Przecież to naprawdę coś niezwykłego. Wyjątkowego, jedynego. Koncentrujemy się na tym, co złe, bolesne, traumatyczne. A może należy mówić o dobru, uczyć się trudnej sztuki afirmacji. Może to jakiś wyjątkowy dar od bogów, jacykolwiek są, że pozwolili na się trochę pomęczyć. Podkreślę i powtórzę: wiem, że łatwo się mówi.  Gosiu-Alicjo, ślę ciepłe pozdrowienia z Piernikowa. 
[foto]

24. I jeszcze na temat artykułu • autor: Radek Ziemic2015-01-28 11:58:59

Możliwe są właściwie dwa typy nerwic seksualnych (może nie tylko seksualnych), bo tak chyba należy to nazwać: pierwsza to nerwica nadmiaru, rozwiązłości (niekiedy jedynie wyobrażeniowej), druga to nerwica braku (lęku przed seksualnością), histeryczna asceza. O uzależnieniu świadczy moim zdaniem tak przesadny lęk (wyparcie), jak i przesadne zainteresowanie. Trudno powiedzieć, co lepsze. Najtrudniejszy jest, jak to często bywa, tzw. złoty środek. 
Ale oto, co na ten temat mówi jeden z naszych narodowych szamanów, czyli wielki poeta Zbigniew Herbert (rzadko kto spodziewałby się po nim takiej "tekstozy"): "W miłości zmysłowej unikać przesady, ale także nadmiernych skrupułów. Lepsza jest w przyrodzie para szczęśliwych kochanków, niż powikłany związek subtelnych neurasteników. Zwłaszcza jego dzietna wersja oglądająca ponury spektakl codziennych katusz protoplastów".  

25. Mnie najbardziej szokuje... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-28 12:16:35

Mnie najbardziej szokuje nerwica ogółu społeczeństwa związana z zakazami lub nakazami dotyczącymi sfery seksu. Ludzie uważają, że wszyscy powinni postępować w określony sposób bo wie, sytuacja społeczna , religijna itd.  Mnie chodzi o wskazywanie tej sfery jako czegoś bardzo istotnego, dającego energię ale i niszczącego. Myślę, że jeśl podeszli byśmy z miłością również w tej sferze do siebie i innych, nasz świat wyglądał by inaczej a dzieci były by zdrowsze i szczęśliwsze. Były by prawdziwym owocem miłości.
[foto]

26. Życie swoje a rodziny • autor: Przemysław Kapałka2015-01-28 20:07:06

Gosiu, ja się dołączę do przedmówców i powiem tak: Zostaw ustawienia rodzinne i wszystko, co wiąże się z rodziną. Zobacz raczej, co Ty nabroiłaś w poprzednich wcieleniach, że zostałaś uwikłana w takie układy.

27. Jest to prawdopodobna... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-28 21:19:22

Jest to prawdopodobna wersja. Żyjemy jednak tu i teraz. Interesuje mnie bardziej co mogę zrobić ze swoim życiem na przyszłość. To co piszę  jest pewnego rodzaju opowieścią terapeutyczną. Nie mam ochoty pisać opowieści z moich poprzednich wcieleń. Z całą pewnością nie jest tak, że wszyscy dookoła są winni a ja jedna bez win. Wszystko rodzi jakieś skutki . Również moja zachowanie. Jeśli ma Pan jakieś konstruktywne rady to poproszę o nie.
[foto]

28. Pisanie opowieści • autor: Przemysław Kapałka2015-01-29 19:19:50

Dziwnie mi się czyta o tym braku ochoty do pisania opowieści z poprzednich wcieleń. Czy lepsze jest pisanie księgi swych frustracji i żalów wobec rodziny i otoczenia? "Żyjemy tu i teraz" - w tych opowieściach zupełnie tego nie widzę.

Chyba nawet w Tarace ogłaszali się ludzie prowadzący regresję hipnotyczną. Niehipnotyczną można znaleźć pod hasłem regresing, forum pod hasłem przytomny rozwój duchowy. Ja kiedyś znalazłem ludzi zajmujących się tym, choć nikt mi ich nie polecał i nie było wtedy internetu. A warunkiem całkiem konstruktywnych propozycji jest przeprowadzenie diagnozy, to chyba oczywiste.

[foto]

29. Diagnoza • autor: Radek Ziemic2015-01-29 19:52:28

Jak wiadomo, samemu dość trudno to zrobić. Potrzebny jest ktoś, medium (terapeuta, grupa terapeutyczna lub "coś" innego), który pozwoliłby spojrzeć na siebie z dystansem i był pośrednikiem (właśnie medium) w naszej rozmowie z samym sobą, naszych emocji, instynktów i myśli. Nie wiem, może można i samemu, kto wie? Szukanie okoliczności zewnętrznych, ludzi i zdarzeń, które są "winne" naszemu teraz, temu, jakie ono jest, to pewnie pierwszy i konieczny etap, ale, właśnie, pierwszy. Ale im dłużej to robimy, powtórzę, tym bardziej utwierdzamy się w emocjonalnej zależności. To chyba taka sytuacja, że nie pomoże nam nikt, jeśli nie chcemy pomóc sobie sami. W poprzednie wcielenia natomiast nie za bardzo wierzę, chyba że to metafora i jej nie zrozumiałem. 

30. Jak wam nie... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-29 21:43:11

Jak wam nie odpowiada to co piszę to przecież nie ma przymusu czytania. Ja opisuję doświadczenia związane z własnym rozwojem. Może ktoś napisze coś o regresji hipnotycznej. W tej chwili nie czuję żebym miała z niej skorzystać. 
[foto]

31. Gosiu • autor: Radek Ziemic2015-01-29 23:34:05

nie chodzi o to, że nam nie odpowiada to, co piszesz. Nikt nic takiego nie powiedział. Dzielimy się z Tobą swoimi przemyśleniami, a kto wie, może i doświadczeniami, tylko w bardziej pośredniej formie. I jak widać, interesuje nas ten temat. Nie ma się o co burmuszyć. :-) 

32. Jakiś energoterapeuta stwierdził... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-30 10:48:52

Jakiś energoterapeuta stwierdził kiedyś, że w poprzednim wcieleniu popełniłam samobójstwo. Byłam bym skłonna w to uwierzyć biorąc pod uwagę to co przeżywam w tym wcieleniu a wiem, że życia odebrać sobie nie mogę bo to sprawy nie załatwia. Ta wiedza musi skądś pochodzić. Mam głębokie poczucie, że problem trzeba rozwikłać, wyleczyć a nie uciekać. Tak jak wiem nie wiadomo skąd, że miłość to nie jest to co ludzie sobie tworzą w swoich chorych związkach- układach. Na to też teoretycznie nie mam żadnego dowodu.

33. UDALO SIE JA SWOJA ZONE ODZYSKALEM • autor: Nierozpoznany#90652015-07-03 13:33:46

 A zamiast wiele opisywac sie wiele nad tematem rozwadzic Pozwolilem Sobie na taki moj opis drogi dzieki ktorej zrozumialem znaczenie tantry nie tylko  dla mnie a takze dla wlasciwej relacji z zona rodzina I ... wiele innych korzysci
I CHOCBYS VIAGRY WIADRO POLYKAL
NIGDY TANTRYKA TAK NIE PRZEGONISZ
ON WIE CO TANTRA MILOSCI DAJE
JAK JA POGLEBIA I UZUPELNIA
UCZY TEZ WIELE
ENERGII ZYCIA CI NIE ODBIERA
UMYSL SWIADOMOSC TAKZE ROZBUDZA
CHECI DO ZYCIA NABIERASZ
LATA NIEWAZNE BOS WIECZNIE MLODY
JAJKA WCIAZ PELNE CICHO CI POWIEM
TAK TO JEST PRAWDA
 DZIWNE? NIEJASNE? POCZYTAJ SOBIE
KTO NIE SZANUJE SWEGO NASIENIA
SZYBKO W STARCA SIE WNET PRZEMIENIA
PO CO WIEC STRZELAC I TRYSKAC
CALY CZAS SLABNAC ZAMIAST POZYSKAC
SPRAWNOSC CIALA NO I UMYSLU,
I NIE CHOROWAC ZYCIEM SIE CIESZYC
A NIE ROZPACZAC I NIE USYCHAC
KOCHAC Z KOBIETA PRZEZ GODZIN WIELE
DLA NIEJ TANTRA KOBIECA TEZ JEST
TROCHE POCWICZYC, RAZEM TRENOWAC
TANTRY ARKANA KOCHANIA SZTUKI POZNAWAC
TAK, TAK CZASEM MITEM OWIANE, ZE TO W BEZRUCHU
JEST KOCHANIE, NIE,NIE TAKI WSTEP TYLKO A PÓZNIEJ
WSZYSTKO CO ZECHCESZ TEMPO, POZYCJE SEXGIMNASTYKA
NA CO CIALO I TWA KONDYCJA POZWALA
MILOSNY KOCHANKÓW TANIEC
ENERGIA ZYCIA JEJ NO TWOJA SILNIE WCIAZ WZRASTA
JAK CZAR TA TANTRA NA LUDZI DZIALA
SAMI TEN CZAR PRZEZYWAMY,
TO NIEMOZLIWE SEX TYLE GODZIN A GDZIE ZMECZENIE
JAK AKUMULATOR NALADOWANY DO PRACY GOTÓW
KAZDE Z NAS JEST STALE GOTOWE Z MNÓSTWEM ENERGII
W ZAPASIE. TAK JEST GDY CIALA TRAKTOWAC JAK SWIETOSC
POPRAWIC PAMIEC, WZROK, SLUCH -DZIEJE SIE SAMO
STAWY I MIESNIE PRACUJA JAK NOWE , TLUSZCZYK GDZIES ZNIKA
A NAWET SKÓRA JEST JAKBY MLODSZA
MYSLE ZE WARTO DLA SIEBIE SAMYCH,
KTOS ZAKAZUJE A SAM PORNOLE PRENUMERUJE
OBLUDNICY I HIPOKRYCI TAK ROBIA SAMI
ZABRONIC, ZAKAZAC: NAUKI, WIEDZY, SAMOROZWOJU
PRZEPISY, DOGMATY, SPOLECZNE ZAKAZY ALBO TEZ PIEKLEM STRASZA
TO ZABRONIONE NIGDY TEJ WIEDZY NIE RUSZAJ CZASEM
O NIE TA DROGA, BARDZO DZIEKUJE JA NIE SKORZYSTAM
CODZIEN MA WIEDZE I PASJE ROZWIJAM I WIEM CO CZUJE
TOBIE POLECAM BO TU CYTUJAC "ALBERCIK.... TO DZIALA"
WZMOCNIJMY SWOJA GLOWE I CIALA

Piotr Przemil, Halifax lipiec 2015

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)