zdjęcie Autora

24 listopada 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Jak się zmienić? Jak być innym?

Kategoria: Pytania i granice

« Coś się dzieje w Międzymorzu Czy trzydziestolatkowie chcą przemiany? »

Największą namiętnością nas, naszych czasów – jest, żeby się zmienić – żeby stać się kimś innym.

Ta potrzeba jest największą naszą potrzebą, stanowczo najważniejszą, najbardziej pilną i absorbującą.

Na tej fali wszedł do Polski buddyzm w latach 1970-tych i 80-tych – gdyż buddyzm oferował właśnie wielką osobistą przemianę, uczył jak się zmienić, „istotowo”, z zagubionej i wadliwej jednostki – w Oświeconego. (A może nawet w buddę lub w bodhisattwę.) Potem przyszły kolejne oferty New Age, te przeważnie łagodniejsze od buddyjskiej, ponieważ nie wymagały uporczywej medytacyjnej pracy nas sobą, a tylko czegoś łatwiejszego: entuzjastycznego i raczej krótkiego czekania na wielką przemianę ogólną. Jako kombinacja różnych pomysłów wyniknął ruch Osobistego Rozwoju.

A może to nic dziwnego? – Ktoś powie, że zawsze ludzie chcieli się jakoś zmieniać, doskonalić i kształcić. Ale nie zawsze TA potrzeba była tą pierwszą. Z lektury romantyków (i post-r.) od Mickiewicza do Żeromskiego wynika, że Polacy w tamtym czasie pochłonięci byli inną potrzebą numer jeden: co zrobić, jak to sprawić, żeby Polska była znów wolna i sama się rządziła? Z lektur chrześcijańskich kaznodziejów wynika znów, że najbardziej pilną i palącą potrzebą ludzi jest uwolnienie się od grzechu i uniknięcie przeraźliwego gniewu bożego. Z kolei szeroki front poradników i doradców wysuwa na pierwsze miejsce inną potrzebę: jak osiągnąć sukces?

Skoro mamy taką potrzebę i namiętność, żeby się zmienić, to wynika z tego, że nie jesteśmy zadowoleni z tego, jacy i kim jesteśmy. W Polsce obraz tego zjawiska pewnie jest mylący, gdyż u nas parcie do przemiany duchowej lub istotowej jest maskowane, przykrywane przez coś prostszego i łatwiejszego do nazwania: przez zwyczajne dążenie do naśladowania innych, tych bardziej rozwiniętych: Amerykanów, Anglików lub Niemców. W tym jest coś z samo-nienawiści. U tamtych zachodnich nacji też ta samo-nienawiść występuje, tyle że oni nie mają kogo naśladować.

Z tego, że chcemy się zmienić tak, żeby być kimś innym, wynika też, że ruchy i nurty, które nie oferują duchowej lub istotowej przemiany, nie mają jej w programie ani w ofercie, stoją na trochę straconych pozycjach. Owszem, można eksploatować lęk przed śmiercią (remedia na niego zawsze dobrze się sprzedają), poczucie winy lub przywiązanie do tradycji, ale takiej ofercie zawsze tego najważniejszego będzie brakowało.

Ciekawe, jakby rozesłać ankietę z pytaniami: co w sobie chciał/a/byś zmienić? Jak chciał/a/byś się zmienić? W kogo, w jaki „typ”, chciał/a/byś się zmienić? – to jakie byłyby odpowiedzi?

Powyższy temat, problem, wydaje mi się rozległy i rozgałęziony. Z mnóstwem podpunktów. I jak bardzo nieprzegadany. Jak bardzo poza dyskursem.

Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.



« Coś się dzieje w Międzymorzu Czy trzydziestolatkowie chcą przemiany? »

komentarze

1. raczej nie da się • autor: Jerzy Pomianowski2014-11-24 19:59:41

Prawdopodobnie człowiek dorosły nie może się zmienić. Może nauczyć się udawania przemiany lub wyćwiczyć inne niż sobie przyrodzone sposoby (objawy) zachowania.

[foto]

2. Nie mówimy o trywialnych faktach • autor: Lisiako Lisiako2014-11-24 22:44:16

Tak samo wiadomo, że nie można nie umrzeć, a ludzie uporczywie marzą o nieśmiertelności i trwa potrzeba nieśmiertelności.Mówimy o innych rzeczach.

3. Co do "chcenia" bycia innym. • autor: Nierozpoznany#67832014-11-24 23:09:59

Przyglądając się pewnym stronom internetowym wysnułam pewną smutną, jednakże dla mnie prawdziwą konkluzję; w wirtualnym świecie większość bywalcòw kreuje siebie takimi jakimi chcieliby być, a jakimi nigdy nie będą.
[foto]

4. Nie wiem, co mówią statystyki, • autor: Radek Ziemic2014-11-24 23:37:03

ale nie wydaje mi się, abyśmy mieli jakieś szczególne parcie na przemianę duchową czy rozwój osobisty. Sądzę, że ciągle wkoło niemało jest przaśnego samozadowolenia. Mało osób wokół mnie zainteresowanych zmianą siebie. To za bardzo boli, a przynajmniej jest niewygodne. Do przemiany dążono zawsze, ale miała ona różne, jak to powiedzieć, poziomy? Metafizyczny (ku Bogu), narodowy (ku niepodległości). Chodzi oczywiście o obecność tych wątków w dyskursie publicznym, bo zawsze Ci, którzy mogli, dążyli do poprawy tzw. bytu materialnego. Teraz natomiast ważna jest przemiana indywidualna, niekoniecznie duchowa, także materialna (właśnie sukces). Żyjemy w nowej epoce liberalnej, a ta stawia na jednostkę, choć są próby regresu, czy to politycznego czy religijnego. Nie wiem, dlaczego dorosły człowiek nie mógłby się zmienić. Przecież może rzucić alkohol, papierosy czy zerwać z innym nałogiem. To jest także poważna przemiana duchowa. I wymaga niemało siły. Nie może stać się kimś innym, ale będąc sobą można stać się - sprawa stopnia jest do dyskusji - innym, może właśnie się zmieniać. Choć większość zwyczajnie nie chce.
[foto]

5. Jak się zmienić? • autor: Radek Ziemic2014-11-25 00:11:29

Jak stać się zmianą? Jak pobudzić wolę? Czy możliwe jest to bez silnych emocji? Bez jakiegoś bolesnego zmęczenia sobą?
[foto]

6. Ja bym raczej zapytał • autor: Piorun2014-11-25 00:49:23

Po co się zmieniać?
Czy nie lepiej być Sobą?


7. Byc kims innym? • autor: Nierozpoznany#75862014-11-25 01:51:28

Czlowiek jest najszczesliwszy wtedy kiedy *potrafi* oraz *moze* byc soba. Ale na pewno nic nas nie powstrzymuje przed tym, zeby byc lepszym czlowiekiem

8. tylko dorosly • autor: Nierozpoznany#61032014-11-25 09:24:58

dojrzaly czlowiek moze sie zmienic. Wiekszosc ludzi starszych to ciągle dzieci.
Taka metoda wiedzy przemiennej jak Kabbalah, w dawnych czasach, byla dostępna tylko ludziom którzy ukończyli 40 lat.

9. Co to znaczy byc soba? • autor: Nierozpoznany#61032014-11-25 09:56:26

Kim jestem? Czym jestem? Dlaczego jestem?

Kilka pytan przed sniadaniem:)

Wstajesz i wiesz:(

10. miejsce patowe • autor: Nierozpoznany#57362014-11-25 13:47:47

Jedynie przy założeniu, że prawdą jest, że jedyne co pewne to to, że jestem, gdzie wszystko co do tej pory we mnie było jest iluzją pozwala mi na zmiany, przemiany, rozwój.Przed uznaniem tego założenia stwarzam kolejne iluzje, zasłony, wchodzę w błędne ścieżki, gdzie już wcześniej był ktoś kto nadał znaczenia słowom: bóg, honor i ojczyzna i wielu innym, którymi otaczam się w prostym życiu codziennym. Człowiek i łyżka, cóż warta pusta łyżka, może zaciekawi, z zawartością jakiejś nieistotnej substancji nabierze jakiejś innej wartości, bardziej wtedy kiedy będzie tam coś interesującego, ale spełni swoją rolę kiedy zawierać będzie pokarm, innego porównania do rozwoju człowieka nie znalazłem.
[foto]

11. Jak odczuć, że iluzja • autor: Radek Ziemic2014-11-25 15:13:51

jest iluzją, "przerobić" to nie tylko racjonalnie, ale i emocjonalnie? 
[foto]

12. Jest na to prosty sposob! • autor: Roman Kam2014-11-26 06:08:11

A wymyślili go Amerykanie...
ACT AS IF! 
Chociaż nie jesteś, rób jakbyś był, wtedy inni zaczną cię traktować jakbyś był i wtedy...Tradam! Staniesz się tym, kim chcesz zostać.
Ja kocham dzielnych Amerykańskich chłopców i dziewczęta :)
I bardzo im współczuję.
[foto]

13. no właśnie Piorun • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-26 07:17:19

 ...jak być sobą !?


P.S.

żałuję, że nie włączyłem się wcześniej do dyskusji (ale ze względu na rozkład zajęć nie mogłem)...

Wojtek jest świetnym obserwatorem i analitykiem. Z otaczającego nas chaosu wydobywa i po mistrzowskim "uporządkowaniu" przedstawia kolejne tematy, dając nam do myślenia ... Kiedy czytam jego artykuły (jak ten) odnoszę wrażenie, że wszystko staje się  jasne, że właściwie to zauważyłem to samo, tylko ktoś mi podpowiedział ... Ale czy tak samo byłoby bez tego "podpowiedzenia" ... ?

No ale do rzeczy ...

Nie mam zamiaru powtarzać za Wojtkiem, bo niczego nowego nie wymyślę ...

Zapewne większość z nas (jeżeli nie wszyscy) w różnych okresach życia chcieliśmy być kimś innym, ...no może nie dosłownie kimś innym ale bardziej jak inni ... od zarania dziejów towarzyszy nam mityczna i podstępna "obietnica": "będziecie jak bóg-bogowie"  (to przecież takie ludzkie)... Ale dla mnie największym wyzwaniem jest  poznanie samego siebie i (w zgodzie z własnym sumieniem) pozostanie sobą ... Czasem w obliczu przeciwności mobilizuje się w ten sposób, że mówię do siebie ...kim Jestem ...i to że jestem właśnie Sobą (jednocześnie czując dumę z tego faktu) ... i pomaga

Pozdrawiam

14. Zazdroszczę takich obserwacji,... • autor: Nierozpoznany#15472014-11-26 08:15:56

Zazdroszczę takich obserwacji, że ludzie chcą się zmieniać :(  Zupełnie się z tym nie zgadzam! Często nie mają ochoty na prostą refleksję nad własną osobą. Ile razy słyszałam : jestem nie gotowa (gotowy) na zmiany. Gdyby ludzie mieli ochotę na zmiany terapeuci i coachowie mieli  by bardzo dużo pracy. Zatkało mnie jak przeczytałam ten tekst. Najwyraźniej żyjemy w innym świecie.Ja, która zmieniam się, jestem traktowana jak ufoludek. To prawda, zazdroszczą mi, że się rozwijam. Sobie jednak znajdują tysiące wykrętów dlaczego nie mogą tego robić.
[foto]

15. zasadnicza różnica • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-26 10:22:31

co innego "zmieniać się" (rozwijać), co innego chcieć stać się kimś innym (lub...jak inni)

16. A..... rozumiem! W... • autor: Nierozpoznany#15472014-11-26 11:09:44

A..... rozumiem! W takim sensie, że chcą być kim innym niż są. To znaczy udawać, nosić maski, grać itd. I tutaj jak najbardziej się zgadzam. Mnie czasami trzeba przetłumaczyć z polskiego na nasze :)
[foto]

17. Nie chodzi ani o udawanie, ani o samozadowolenie • autor: Wojciech Jóźwiak2014-11-26 12:03:39

To, o czym napisałem, to jest ogólna tendencja. A "ten oto człowiek" nie musi robić dokładnie tego, czego chce ta ogólna tendencja.

Podam przykłady. Podobną "namiętnością epoki" (jak obecnie marzenie o samo-przemianie) w epoce zwanej Nowoczesnością, czyli koniec XIX i wiek XX do ok. 1970 roku, było marzenie o budowie przemysłu, kopalń, kolei i autostrad. (Ale nie każdy musiał marzyć o pracy w fabryce.)
W epoce zwanej Oświeceniem namiętnością epoki było posiadanie wiedzy, kształcenie się i nauczanie innych, np. "ludu". (Ale nie każdy się kształcił ani nauczał.)
Więc nasze marzenie o przemianie i staniu się kimś innym należy zestawiać z tamtymi marzeniami-namiętnościami epok.
[foto]

18. To nawet wynika • autor: Radek Ziemic2014-11-26 12:51:00

ze struktury społecznej, formalnie liberalnej, a więc umożliwiającej zmianę. Chłop pańszczyźniany nie miał na to szans (a uwłaszczenie to końcówka XVIII wieku i później), robotnik w dwudziestoleciu, a praktycznie jeszcze w komunie, już trochę bardziej, a teraz struktura społeczna umożliwia dużo więcej, a poza tym wpaja się nam do głowy niebezpieczny mit kapitalistyczny, że każdy jest kowalem swojego losu. (I ty możesz zostać milionerem.) Są nawet programy, w których pokazuje się taką zmianę, na przykład kobiety z brzydkiego kaczątka, zaniedbanego i podstarzałego, w młodego, pięknego i nade wszystko atrakcyjnego seksualnie łabędzia. Żyjemy w epoce zmienności, płynności, nawet filozofowie o tym mówią. Oczywiście, pojęcia zmiany i przemiany można różnie rozumieć, można chcieć być bogatszym i zmienić żonę / męża na nowszy model, a można chcieć być lepszym dla bliskich, nauczyć się wypoczywać, cieszyć mądrze światem. Można chcieć rzucić picie lub palenie albo zacząć podróżować. MOŻNA... 
[foto]

19. No właśnie. • autor: Wojciech Jóźwiak2014-11-26 12:58:54

A buddyjski "projekt" stania się Oświeconym przez siedzenie i nie-myślenie (w zen -- a w wadżrajanie przez łączenie się z yidamem) niejako ukoronowuje to dążenie do Wielkiej Przemiany.
[foto]

20. bo samozadowolenie • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-26 13:25:40

to samooszukiwanie się...

czym innym zaś jest świadomość tego kim się jest, akceptacja siebie, swoich ułomności, naprawdę bycie sobą ... (co jest wstępem do rozwoju, i prawdziwej "zmiany"...) 

Pozdrawiam


21. hm... • autor: Nierozpoznany#57362014-11-26 14:13:11


a poza tym wpaja się nam do głowy niebezpieczny mit kapitalistyczny, że każdy jest kowalem swojego losu. (I ty możesz zostać milionerem.) Są nawet programy, w których pokazuje się taką zmianę, na przykład kobiety z brzydkiego kaczątka, zaniedbanego i podstarzałego, w młodego, pięknego i nade wszystko atrakcyjnego seksualnie łabędzia. - nie rozumiem dlaczego to ma być mit kapitalistyczny i do tego niebezpieczny, a czemu nie np. katolicki - "bóg dał ci wolną wole", albo deklaracją, że: wszyscy ludzie rodzą się biała kartą, dlaczego mam myśleć o rozwoju w sensie bycia milionerem,  a nie bycia szczęśliwym w momencie wyrzucenia garnituru do śmietnika (mam takie hobby - zbieram znajomych, którzy świadomie pozbyli się swoich garniturów i mam trudności kolekcjonerskie) i telewizora z trzeciego pietra bloku mieszkalnego, wyłączenia prądu i zamieszkania w lesie, są też takie programy i filmy (chyba, bo zrezygnowałem z TV) w, których mówi się o pięknie duszy i jej rozwoju,jest takie zjawisko, bardzo powszechne, że jak kupimy sobie samochód jakiejś marki to okazuje się, że prawie wszyscy wokół nas mają takie samochody, może z tymi wzorcami społecznymi też tak jest, że jak sobie coś zafundujemy jakiś wzorzec to zaraz poszukujemy potwierdzenia tego wzorca wśród ludzi wokół nas 
[foto]

22. Ja nie zachęcam nikogo • autor: Radek Ziemic2014-11-26 14:17:38

do myślenia o rozwoju w sensie bycia milionerem, wręcz przeciwnie, wierzę w wolną wolę, choć niekoniecznie katolicką, w wartość rozwoju duchowego, może nawet w dobro, kto wie... ( sympatyczny uśmiech :-)
[foto]

23. Dziś • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-26 14:26:55

Dziś w dzień swoich 72 urodzin z całą stanowczością oświadczam (na moim przykładzie osobistym), że zmienianie siebie w myśl określonych założeń (nawet w najszczerszym przekonaniu o ich słuszności) nie powiedzie się. Owszem, zmienimy się, ale skutki takich zmian będą nieoczekiwane. Uwypukli się coś w mojej osobowości, co powinno zostać wyeliminowane, a pojawi się coś, czego nie chcieliśmy oczekiwać. Lecząc się z uzależnienia od papierosów popadamy w inne uzależnienie; chcąc być bardziej otwartym, pogrążamy się w zamkniętym świecie zwolenników jakiejś doktryny i tak dalej. Zmiany w nas zachodzą naturalnie i niepostrzeżenie, takie powinniśmy przyjmować z pokorą i świadomie je przyjmować. Zasada jest jedna: nic na siłę!
[foto]

24. Kasiu, w te magicznie okrągłe urodziny... • autor: Wojciech Jóźwiak2014-11-26 15:03:41

...przesyłam Ci kwitnący krzew wirtualnych róż.
A okrągłe, bo 72 = 6*12  = 8*9 = 144/2 = 108 * 3/2 .

Pozdrawiam mistycznie :)

rosa
[foto]

25. Też nie do końca zgadzam się z wypowiedzią • autor: Radek Ziemic2014-11-26 15:12:45

ale dołączam się  do życzeń :-) życząc przy tym sobie, no i czytelnikom Taraki, wielu kolejnych znakomitych tekstów Ezoterycznej B.
[foto]

26. Panie Bogdanie • autor: Piorun2014-11-26 15:13:16

Zadał Pan pytanie - i do razu sam Pan na to pytanie odpowiedział: "poznanie samego siebie i (w zgodzie z własnym sumieniem) pozostanie sobą"

Nie ważne czy weźmiemy starogreckie γνῶθι σεαυτό - poznaj siebie, taoistyczną zasadę  P´u (lub Wu Wei - na jedno wyjdzie), "niczego nie poszukujcie" (z nauczania Zen), nauczanie stoików, czy choćby współczesne "f*ck it" czy "dude abides" - sens jest jeden i ten sam 

[foto]

27. Dzięki • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-26 18:03:50

Dzięki za magiczne życzenia! Rzeczywiście liczby są magiczne a wirtualne róże piękne! Co do planów - w moim przypadku Uran zadbał o to, żeby nigdy się nie realizowały albo realizowały jako chichot przedśmiewcy.
[foto]

28. Kasiu • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-26 18:35:23


"święte słowa" ...skutki zmian są czasem naprawdę nieoczekiwane ...coś za coś ...(jak zresztą zawsze w życiu)

 

Wszystkiego Dobrego w Dniu Urodzin ...

 

P.S.

Piorun dzięki ...wyraziłeś to co chciałem powiedzieć lepiej ode mnie ...

 

P.S.2

Na Tarace nie sposób się nudzić ... dzięki jej Autorom i komentującym.

Dobrze, że nie myślimy tak samo. Może czujemy podobnie ale na szczęście różnimy się i stąd zawsze można znaleźć jakieś ciekawe (inne od własnych) komentarze...to daje do myślenia

 

Pozdrowienia dla Wszystkich

29. Kasiu • autor: Nierozpoznany#562014-11-27 09:07:37

 przyłączam się do Serdeczności! Czekam z tęsknotą na twoje teksty, które dotykają życia, jakże często mojego i moich refleksji nad nim.  Moze to przez to, ze tak samo jak Ty odbieram Urana? Do tego Pluton jako wspólnik....

Dziękuje.
[foto]

30. Skutki nieoczekiwane • autor: Przemysław Kapałka2014-11-27 13:36:04

Skutki zmian są nieoczekiwane, ja wręcz po tym poznaję, czy proces został przeprowadzony prawidłowo - coś się musi zmienić, przy czym będzie to zmiana, która wcześniej do głowy nie przyszła. Tylko nie musi to być wpadanie z jednego kanału w inny. To z kolei jest wskaźnik, że w procesie coś zaszwankowało :)


31. Zmiany - możliwe, Skutki - pracowite • autor: Nierozpoznany#86542014-11-27 23:44:55

Czy zmiany siebie są możliwe?
Doświadczenie ostatniego 1,5 roku pokazują, że tak. Skorygowałem swój kurs, potrafię wreszcie powiedzieć "jestem dobry w ...", potrafię powiedzieć co czuję, potrafię określić potrzeby i cele.
Szaleństwem zmian jest jednak burza z ludźmi, którzy do zmian nawoływali a sami prócz słowa są jeszcze w miejscu, gdy zmian nie wprowadzają.
Można się zmienić, dostrzec nowe, wybaczyć stare. Można znów stać się pozytywnym wariatem, chcieć szukać i się uczyć.
Zmiany - chyba bardziej nauka siebie i świata aby iść ku szeroko pojętemu "lepszemu". Iść konsekwentnie i wytrwale.
Jak być innym? - pamiętajmy, nie "kimś innym" w znaczeniu ślepego naśladowania idola, "kimś innym" w zakresie ducha, emocji, odnalezionego spokoju. Kimś, kto świadomie obserwuje choćby swego Plutona i przygląda się ile z nim zrobił.
Przykładem inności i zamian jest fakt, że od kilku tygodni czytam TARAKĘ z pasją jaką czytałem Imć Jóźwiaka w Gwiazdach koło 1999 roku...
Zmiany siebie są wymagające, w procesie zmian i w ich skutkach dla Mnie i otoczenia. Lubię te zmiany. Lubię proces zmian, proces doskonalenia.
[foto]

32. teraz rozumiem • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-28 06:26:36

"...Jak być innym? - ... nie "kimś innym" ..."


o..właśnie...to jest to ...

...teraz już lepiej rozumiem ...sam tego doświadczyłem, zmieniając się w ten sposób (opisywany przez Artura)  bardziej stałem się (jestem) sobą (można rzec odkryłem siebie...wciąż odkrywam...)


P.S.

Arturze dziękuję za podpowiedź

[foto]

33. Pozostawanie sobą • autor: Radek Ziemic2014-11-28 10:27:26

nie jest możliwe bez zmian. Pozdrawiam serdecznie

34. Pozostawanie sobą / nauka siebie • autor: Nierozpoznany#86542014-11-28 11:28:37

"To też znaczy, że zmieniając bądź pozbawiając się cech nie możemy zrobić krzywdy istocie,"
To zdanie trafia, istota jest ta sama jednak cechy inne.
Uczeń w klasie 1 jest uczniem i na 4. fakultecie po 40 latach jest uczniem. Jednak innym, zwykle bardziej świadomym.
 
[foto]

35. Wydaje mi się • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-28 12:15:46

Wydaje mi się, że niejednakowo rozumiemy termin "zmieniać się". Zmieniać się - bo zyskiwać jakąś wiedzę, to jedno, choć po prawdzie ja tego nie uważam za jakieś szczególne zmiany, ponieważ pozostajemy zazwyczaj sobą. Zmieniając poglądy polityczne na przykład, faktycznie też nie zmieniamy się; jeśli byliśmy fanatykiem jakiejś idei, zostajemy nadal fanatykiem, tylko innej idei, która wydaje nam się lepsza, słuszniejsza. Natomiast "zmieniać się" w sensie: zmieniać swój charakter, temperament, stać się lepszym, empatyczniejszym itp. nie uważam za w pełni wykonalne. Inteligentny psychopata może nie zabijać seryjnie i "zmienić się" stając się politykiem i bezlitośnie niszczyć konkurentów. On w istocie rzeczy nie "zmienił się", tylko przystosował swoje zachowanie do obowiązujących norm.
[foto]

36. Przystosowanie się do... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-28 16:00:25

Przystosowanie się do panujących norm to nie zmiana w osobie, tylko w wyuczonych reakcjach tej osoby. Więzień wracający na wolność po odsiadce mógł zmienić swoje zachowania i nawet swoje poglądy, nie popełniać dalej przestępstw, jednak pozostanie tym człowiekiem, którym zawsze był, podobnie jak psychopata, tylko inaczej mogą ukierunkować swoją aktywność. Wola utrzymania bądź nie swojej tożsamości nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli dziewczyna postanowi być ładniejszą, milszą i mieć większe powodzenie - wcale się nie zmienia tylko stosuje różne sztuczki: makijaż, stroje, sposób bycia. Ale dalej może być wredną egoistką. Ja widzę wyraźną różnicę między sposobem bycia, zachowaniem, zewnętrzną prezentacją a istotnym jądrem osobowości. Swojej tożsamości nie da się przekroczyć - wszak tak ją nazwano bo jest jądrem człowieka. Reszta Twojego uzasadnienia to, wybacz, ale bełkot "Trzeba znać nadrzędne mechanizmy stwarzania zmian w duszy, aby napisać co można czego nie można" - co to znaczy? Trzeba być teoretykiem żeby wiedzieć co człowiek może a czego nie może? Bzdura. Jeśli to miałoby być prawdą, nie byłoby zabójstw w emocji, nikomu nie udałoby się przekroczyć swoich pozornych możliwości. One tkwiły zawsze w człowieku, tylko o nich nie wiedział.

37. Zmienia w osobie.... • autor: Nierozpoznany#86542014-11-28 17:00:07

... zmiana w każdej jednej komórce. Zmiana w każdym najgłębszym kawałeczku osoby jest możliwa.
Znam to, lubię to.
[foto]

38. Zmiany są możliwe • autor: Przemysław Kapałka2014-11-28 17:15:04

Zmiany siebie są możliwe w prawie każdym zakresie. Wyjątkiem są takie rzeczy, że jak ktoś się urodził kalekim to kaskaderem już nie zostanie. Ale zmiany w charakterze, nawykach, zmiany w istocie siebie, są możliwe. Zresztą z mojego doświadczenia wynika, że jak ktoś szczerze, od serca wyrazi wolę, żeby się zmienić, to już najważniejszy krok wykonał.

39. Pozory zmian • autor: Nierozpoznany#86832014-11-28 17:32:19

"Największą namiętnością nas, naszych czasów – jest, żeby się zmienić – żeby stać się kimś innym.

Ta potrzeba jest największą naszą potrzebą, stanowczo najważniejszą, najbardziej pilną i absorbującą."

Myślę że autor notki, wziął na warsztat zagadnienie, którego tak w zasadzie nie pojmuje. Potrzeba zmiany siebie albo rozwoju duchowego, tak naprawdę nie polega na potrzebie zmiany jako takiej. Co prawda religie postulują przyjęcie takiej postawy u wierzących, ale nie mówimy tutaj o narzucaniu postawy przez instytucje zewnętrzne, ale o ewolucji świadomości człowieka. Tak więc potrzeba zmiany wywołana modą, chęcią wyróżnienia się wśród znajomych, presją społeczną, raczej nigdy nie wyda właściwych owoców. Z braku wystarczająco mocnej motywacji.

Dopiero kiedy następuje wewnętrzne uświadomienie, jak bardzo nasze własne nawyki, zwyczaje i ugruntowane opinie utrudniają życie i uniemożliwiają osiągnięcie choćby cząstkowej harmonii wewnętrznej i jakiejś satysfakcji, można zabrać się za ZMIANĘ tej jednej konkretnej cechy. Do tego celu potrzebna jest umiejętność wewnętrznej obserwacji. Oczywiście przydaje się tutaj praktyka Buddyzmu Zen lub innych podobnych szkół, ale to dopiero początek. Praca z samym sobą nad konkretnym przypadkiem wymaga odkrywania nieznanych pól. Nieznane tak naprawdę zawsze przeraża, dlatego te wszystkie szkoły łatwego doskonalenia, muskające powierzchnie osobowości mają tak przerażająco niską skuteczność. Ale kogo to obchodzi - ważne żeby rozsiewać miraże i przyciągać naiwnych, którzy płacą.

Natomiast osobista motywacja do zmiany konkretnej rzeczy w sobie, podparta świadomością tego jak ze mną jest, pozwala osiągnąć cel. Ten który tego doświadczył, nigdy nie powie że osiągnął to, bo miał ogólna potrzebę zmiany, że coś go zainspirowało albo że tak wymagała jego religia. Nie, on czuł cierń w sobie, ten cierń przeszkadzał mu w swobodnym życiu i on ten konkretny cierń z siebie wyciągnął.

Wszystko jest kwestią motywacji i skupienia na szczególe, bo w szczególe - wiadomo diabeł siedzi.


40. Tak sie zastanawiam • autor: Nierozpoznany#562014-11-28 19:41:51

po przeczytaniu tych wszystkich wpisów czy np Budda zmienił się aż tak bardzo po pozostawieniu swojego dobrego życia, czy tez o niczym innym nie marzył żyjąc jak ludzie dobrze urodzeni w tym kraju i w tamtych czasach i dlatego przyszedł czas i  sobie po prostu poszedł.,,, Czy dla niego była to jakaś zmiana ? Czy kontynuacja.
[foto]

41. Przepraszam Marcinie • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-28 19:50:52

Przepraszam Marcinie, zagalopowałam się. Ale problem leży chyba w tym, co rozumiemy pod pojęciem "zmieniać się". Skoro tego nie zdefiniowaliśmy - nie ma znaczenia co uważam za "jądro osobowości". Intuicyjnie traktuję to jak część niezmienną - jak każde zresztą jądro, obojętnie czego. Samopoznanie, moim zdaniem, to wierzchołek góry lodowej, pozwala na rozeznanie w części naszej osobowości, a i to nie zawsze i bynajmniej nie koniecznie obiektywnie. Moim zdaniem więcej w nas złudzeń niż rzetelnej wiedzy o sobie.
[foto]

42. Budda • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-28 19:53:18

Budda zmienił tryb życia, ale czy zmienił siebie? Może zawsze taki był jaki był, tylko jego cechy wskutek zmiany trybu życia uwidoczniły się i skrystalizowała się teoria o nich
[foto]

43. Zdaje sie, że • autor: Radek Ziemic2014-11-28 20:15:37

Katarzynie zależy na tym, aby zmiana była niemożliwa, Marcinowi zaś zależy na jej możliwości. O ty, czy jest możliwa, przekonamy się sami.Mój punkt widzenia: nie o to chodzi, czy zmiana jest możliwa, czy nie, bo zmiany dokonuję się niezależnie od nas. Chodzi o zmianę świadomą, ukierunkowaną, dobrowolną, czyniącą nas lepszymi, szczęśliwszymi.Niespecjalnie natomiast wiem, co to jest "jądro osobowości" czy "istota". Da się to przyjąć tylko w jakimś słabym znaczeniu.
[foto]

44. to niezwykle intrygujące • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-28 22:39:34

co na temat Buddy pisze Kasia (możliwe, że Siddhartha Gautama wcale nie musiał się zmieniać, bo był "Buddą" od urodzenia ) ... ale tutaj musiałby wypowiedzieć się Wojtek ...

 

Pozdrawiam

 

 

45. ad. wpis 43; k.szotowicz • autor: Nierozpoznany#86842014-11-29 00:03:09

ten cierń - "oścień śmierci"

fizycznie poczułam jak "wychodzi" z mojego serca w czasie medytacji totalnego przebaczania (ale nie jakiejś wyuczonej z podręcznika czy kursu, tylko takiej intuicyjnej "wersji domowej")

a później powraca...

i muszę od nowa; nie 7 lecz 77 razy (czyli w nieskończoność, a  oże kurs dałby większą skuteczność?)

wszystko się zmienia, czy tego chcemy czy nie (abstrahując od tego czy są to zmiany na korzyść czy niekorzyść, planowane, czy nie) tylko nasz mózg utrzymuje nas w złudzeniu niezmienności;
może ten mózg (nie mylić z umysłem) utrzymuje nas przy ziemi; a może to wrażenie niezmienności broni nas przed rozpadem osobowości - med. schizofrenią(?), skoro schizofrenia jest prawie chorobą społeczną, tj. bardzo związaną z sytuacją społeczną danego człowieka (np. teoria schizofrenogennej matki) i w danych warunkach wystąpi, a w innych nie

ten sam mechanizm złudzenia może powoduje, że czujemy, że skoro jesteśmy to zawsze będziemy (nieśmiertelność), że nadal czujemy się młodzi, mimo wieku, choć znajomi mówią inaczej... (patrz jak on się postarzał, a ja nadal taki młody!)

ja kiedyś namiętnie pisałam pamiętnik (tylko dla siebie, nie tak jak teraz pisze się blogi dla całego świata). po 20 latach postanowiłam go zniszczyć, aby przypadkiem przez kogoś przeczytany w jakiś sposób go nie zranił. przed porwaniem wyrywkowo go poczytałam; gdybym nie wyjęła go z własnej szafki to myślałabym, że napisał go ktoś inny; jakby napisała go zupełnie inna osoba

pozdrawiam :)

[foto]

46. Nie był Buddą od początku • autor: Radek Ziemic2014-11-29 00:04:09

tym się właśnie różni od Chrystusa, przynajmniej tego w wersji zdeifikowanej. 
[foto]

47. @sceptyk • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-29 00:13:49

wiesz to na pewno ? ...

to na co zwraca uwagę Kasia nie daje Ci do myślenia ? (przeczytaj to bez uprzedzeń)

 

[foto]

48. ludzie • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-29 00:21:51


rodzą się z pewnymi zdolnościami (mają pewne predyspozycje od urodzenia) ... manifestują się one w określonych okolicznościach, które zaistnieją albo nie ...czasami wystarcza zmiana trybu życia ...

 

p.s.

inni nie wiem co by robili nie "zmienią się" w określony sposób ...ja na przykład nie mam słuchu muzycznego, który umożliwiałby mi zapisywanie nutami słyszanej melodii...dla innych (z którymi uczyłem się muzyki) nie stanowiło to żadnego problemu ...

Dlatego nie mogę bagatelizować stanu "buddy" od urodzenia ...w końcu Siddhartha potrzebował "tysiąca" wcieleń, żeby w ostatnim z nich od urodzenia osiągnąć odpowiedni potencjał, który mu to umożliwił...

[foto]

49. Na pewno nie wiem nic. • autor: Radek Ziemic2014-11-29 00:32:50

A Kasie nie chce dostrzec możliwości zmiany (ma do tego prawo). Natomiast kulturowa figura Buddy tym się różni od kulturowej figury Jezusa (mowa o podstawowych, nie apokryficznych wersjach), że.. itd. itp. 
Ja wierzę w zmianę bez Buddy i bez Jezusa. Nie do tego są mi oni potrzebni.
[foto]

50. ja też • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-29 00:57:01


jednak uważam, że jedni (jak ja) muszą się natrudzić, a drudzy już się z tym rodzą (jest im łatwiej ...ale zależy to od okoliczności)...

 

Pozdrawiam

[foto]

51. Ja też się trudzę • autor: Radek Ziemic2014-11-29 01:02:37

i nie należę do tych, którym zmiany przychodzą łatwo. Nie żebym się skarżył, nawet te trudności lubię... Zaczynam jakoś tak myśleć, że tak właśnie ma być. Pozdrawiam serdecznie 
[foto]

52. Sceptykowi: • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-29 11:49:59

To nie jest tak, że ja nie chcę zmiany! Od dziecka chciałam się zmienić i miałam plany jak to zrobić. W przeciwieństwie do tych, którzy na planach kończą ja uparcie ćwiczyłam. Chciałam być bardziej uporządkowana, konsekwentna, dopasowana do społecznego otoczenia, mieć silną wolę. Gdzieś około 30 roku życia przekonałam się, że nie jest to możliwe, a potem już nie miałam czasu. I co? I g - mówiąc kolokwialnie. Jeśli się zmieniłam - to tylko lepiej dostosowałam się do otaczających warunków. Nie jestem uporządkowana wewnętrznie, nie udało mi się zaszufladkować, moja silna wola słabnie z czasem i już nie jest silna, konsekwencja życiowa takoż. Podejrzewam, że na łożu śmierci obrócę się znowu w dziecko, którym kiedyś byłam. 
[foto]

53. Katarzyno • autor: Radek Ziemic2014-11-29 12:35:31

ja napisałem, że nie chcesz dostrzec możliwości zmiany, ale teraz bym to doprecyzował: Ty w zmianę nie wierzysz. Pewnie na podstawie własnych doświadczeń. (Nie twierdziłem, że nie chciałaś się zmienić). Natomiast niedopasowanie do społecznego otoczenia nie zawsze musi być czymś złym, i nierzadko płaci się za to "nieuporządkowaniem wewnętrznym". Ja uczę się to akceptować. Ale to,  że nie udało Ci się zaszufladkować, to akurat jest zawsze zaletą. Może lepiej się trochę (czasem trochę bardziej) trudzić, niż być zadowolonym z siebie, "uporządkowanym wewnętrznie" idiotą. Sądzę też, że do porządku wewnętrznego potrzebna jest akceptacja i umiejętność cieszenia się tym, co się ma / czym się jest. Może  gdybyś się uporządkowała wewnętrznie, to nie moglibyśmy teraz czytać Twoich tekstów. Porządnych i uporządkowanych. :-)
[foto]

54. @ ... • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-29 13:01:35


... teksty Kasi wypełnione są przede wszystkim mądrością życiową ...

 

p.s.

różnice w wielu kwestiach jakie istnieją między nami (...) w tym przypadku nie mają żadnego znaczenia

 

Pozdrawiam

[foto]

55. Dzięki! • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-11-29 13:31:23

Dzięki za uznanie. Teraz to ja wiem, że dobrze jest, iż próba zmiany w kogoś innego się nie udała. Ale wtedy tego nie wiedziałam. Wiem też (po badaniach psychologicznych) jak duże różnice dzielą ludzi w charakterystycznym dla nich sposobie myślenia, trybie dochodzenia do wniosków itp. Tego nie zmienimy bo nawet nie wiedzielibyśmy chyba jak się do tego zabrać. Podam przykład: od dziecka czytałam bardzo szybko, jak mówili rodzice "połykałam" książki. I w domu i w szkole usiłowano mnie od tego odzwyczaić nauką sylabizowania i nie udało się. Po wypadku, z powodu niedotlenienia mózgu miałam kłopoty z czytaniem, to znaczy z rozumieniem tego co czytam. Musiałam po kilka razy przeczytać proste zdanie, żeby zrozumieć o co w nim chodzi. Z tego powodu szybkość mojego czytania zmniejszyła się. Ale nadal czytałam w taki sposób jak dawniej - ogarniając wzrokiem całą stronę. W miarę poprawy mojego stanu zdrowia wróciłam do dawnej biegłości w szybkim czytaniu i rozumieniu, choć trafiają się momenty, kiedy muszę czytany fragment powtórzyć. Tak więc istota mojego przyswajania tekstu nie zmieniła się. Nie nauczyłam się sylabizować - i chyba dobrze.
[foto]

56. Odnośnie zmian • autor: Przemysław Kapałka2014-11-29 17:44:51

Odnośnie tego, co Kasia napisała o zmianach - że nie są możliwe itp. - to ja bym chciał zwrócić uwagę na jedną istotną rzecz. Otóż my mamy ustawienia rodzinne, regresingi, medytacje, szałasy potów i wiele innych technik i metod, a komu jest ich mało z łatwością może znaleźć sobie inną. Za czasów Kasi tego wszystkiego nie było. Były tylko metody kościelne, które można podsumować następująco: kontroluj siebie, zmuszaj się do właściwego postępowania, a jak ci nie wyjdzie proś o przebaczenie i pokutuj. Nawet, jeśli sprawę zbytnio uprościłem i coś pominąłem, to - chyba każdy z nas się z tym zgodzi - są to metody wyjątkowo nieskuteczne. Ale to dziś jesteśmy tacy mądrzy. Wiele rzeczy, które dla nas są dziś oczywiste, kilkadziesiąt lat temu nikomu nie przychodziło do głowy. A kiedy jest się przesiąkniętym metodami, które obowiązywały wtedy, i się ich popróbowało, bardzo łatwo można dojść do przekonania, że głębokie zmiany nie są możliwe. Także ja się wcale nie dziwię Kasi, że tak właśnie to widzi.
[foto]

57. Wydaje mi się Przemku • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-29 18:11:39

że jednym z warunków zaistnienia (tj. powodzenia) zmian jest właśnie utrzymanie pewnej kontroli nad sobą ...i nie jest to wcale katolicki wymysł. Spotkałem się z tym min. w czasie swobodnej lektury i przeglądania ilustracji do Bhagavadgity gdzie "duszę"  (psyche) przedstawiono jako pasażera rydwanu symbolizującego materialne ciało, którego woźnicą jest inteligencja, a cuglami umysł, dający sobie lub nie!... radę z niekiełzanymi zmysłami reprezentowanymi przez dzikie konie ...

To są prawdy ponadczasowe wspólne dla większości systemów religijnych ...być może właśnie ze względu na swoją skuteczność.

Zgodzę się z Tobą w tym sensie, że nowoczesne metody wydają się być o wiele bardziej atrakcyjne oraz przyswajalne dla współczesnego człowieka (który rozumie je lepiej niż te odwołujące się do dziedzictwa starożytnych religii) ... Nie oznacza, to, że te dawne zawsze były (lub są) nieskuteczne.

Pozdrawiam

58. Ktoś, kto jest... • autor: Nierozpoznany#86832014-11-29 18:42:00

Ktoś, kto jest w obserwacji siebie, widzi jak myśli płyną i widzi jakie myśli płyną, za myślami emocje. W zasadzie nie ma wielkiej różnicy w treści tych myśli na przestrzeni lat - nawet jeżeli ten ktoś podejmuje w międzyczasie intensywne wysiłki aby poprawić własne położenie w tym świecie. W tym kontekście można powiedzieć, że zmiany nie następują.  W sumie to nie jest wcale dziwne, zważywszy na wieloletnie programowanie umysłu w dzieciństwie i młodości. Jednak można zmienić własne podejście do tego co pojawia się na ekranie świadomości. Można np poprzestać na obserwacji. Wówczas nie następuje tzw nakręcanie się na myślach, emocjach, napięciu mięśni -  z czasem odpływają. Dlatego te dawne techniki bazujące na treningu uważności i skupieniu na teraz traktowane jako ciągła praca są skuteczne. Bez umiejętności obserwacji samego siebie i bez wytrwałości w tym działaniu, te nowe techniki po krótkim okresie euforii też wracają do poprzedniego status quo.
[foto]

59. Samokontrola • autor: Przemysław Kapałka2014-11-29 18:58:48

Samokontola i obserwacja są koniecznie, to oczywiste. Ale pod dwoma warunkami: Po pierwsze, że na tym się nie kończy, po drugie, że nie przybiera to rozmiarów obsesji. A jeśli samokontrola przewijała się przez różne systemy religijne, to z powodu swej sluteczności, ale w trzymaniu innych w kontroli. Religie uczą różnych rzeczy, ale samodzielności i myślenia - prawie nigdy. Niektóre wręcz tego zabraniają. A bez tego żadna metoda pracy nad sobą nie doprowadzi do zadowalających rezultatów.


[foto]

60. Czy religie są toksyczne? • autor: Radek Ziemic2014-11-29 19:01:41

W takim sensie, jak toksyczna może być rodzina? (Ale i praca, znajomość z kimś.)
[foto]

61. Do sceptyka • autor: Przemysław Kapałka2014-11-29 19:54:35

Myślę, że jest to pytanie na inny wątek. Ja przymajmniej w tej dyskusji go nie podejmę.

62. Do Przemysława • autor: Nierozpoznany#86832014-11-29 20:11:29

W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie aby poprzestać na obserwacji. Robisz swoje - wypełniasz zobowiązania dnia dzisiejszego i obserwujesz myśli które się pojawiają. nic więcej.
Obsesja, moim zdaniem nie może mieć niczego wspólnego ze stanem obserwacji. Obsesja pojawia się wtedy, kiedy myśli i emocje porywaja świadomość ze sobą i wtedy oczywiście obserwacji już nie ma.

Myślę że wśród różnych religii, jest wiele, których faktycznym celem jest ustanowienie kontroli nad ludem. Ale bywały i takie, które (jak np Buddyzm Zen) pokazywały jak wybić się na wolność.
[foto]

63. Czy wystarczy • autor: Przemysław Kapałka2014-11-29 20:37:40

Sama obserwacja może i wystarczy. Ale sama samokontrola (głupio brzmi) na pewno nie. Samokontrolą można powstrzymać się od działań, które uznamy za niepożądane (choć nie do końca, trzeba tą chęć działań najpierw zauważyć), ale nie możemy spowodować, że przestanie nam się chcieć podejmować te działania. A w przemianie chodzi nie o to, żeby się powstrzymywać, tylko żeby zmienić nastawienie.

64. fotograf • autor: Nierozpoznany#57362014-12-01 09:16:03

Mam wrażenie, że są wśród nas (w tej dyskusji, ale w innych również) osoby, które oglądają obraz lub zdjęcie i prowadzą dyskusję na ten temat, są też osoby, które zaczynają mówić o czynnikach i uwarunkowaniach, które doprowadziły do tego miejsca w, którym autor  przestrzeni obrazu mógł ja stworzyć, wśród tej drugiej kategorii są tacy, którzy widzą dwa, trzy wymiary, przestrzeń czasu a, niektórym pojawiają się inne wrażenia np. zapach i dźwięk, odczucia związane z temperaturą i wilgotnością.Dobrze, że ta rozmowa jest przepojona otwartością dla wszystkich miejsc na, których współdyskutanci przebywają, wszystkim nam po drodze, patrzymy w podobnym lub tym samym kierunku.Kiedy usłyszałem opowieść o świętym człowieku, który chwalił się Buddzie jak to po 20 latach ćwiczeń nauczył się chodzić po powierzchni rzeki, a Budda wskazał mu łódź i określił te 20 lat jako czas stracony zacząłem zastanawiać się co dalej stało się z tym człowiekiem dalej się stało.

65. Ja na jego... • autor: Nierozpoznany#86832014-12-01 22:33:59

Ja na jego miejscu, tzn tego co chodził po wodzie rozpocząłbym naukę latania. :)

A poważniej, podejrzewam, że opowieść powstała dużo później i miała służyć wzmocnieniu motywacji mnichów.
Będąc buddą, zaprosiłbym tego zdolnego człowieka na spacer po jeziorze.
Dlaczego? Proste! Aby osiągnąć taki stopień opanowania własnego ciała ten adept doskonalenia duchowego musiał pokonać naprawdę wiele ze swoich wewnętrznych blokad. Udało mu się tego dokonać, bo miał wyjątkowo silna motywację - chciał chodzić po wodzie.  Raczej nie ma znaczenia (kiedy się już nauczył) jakie były jego wcześniejsze pobudki do podjęcia takiego wyzwania, czy było to pragnienie udowodnienia innym (i sobie) że jest coś wart, czy też chodziło o błysk zazdrości w oku współwieśniaków. Kiedy już osiągnął cel i pokonał po drodze tyle blokad, jego motywacje są już zupełnie inne. Pewnie gdyby cały czas siedział przez ten czas w zazen, niczego by nie osiągnął.
[foto]

66. @Wed • autor: Radek Ziemic2014-12-01 23:33:59

Z tym człowiekiem nie stało się nic, bo on najprawdopodobniej nie istniał. Poza tym to jest przypowieść. Dalszy ciąg takiej opowieści nazywa się sequel. Znam dwa dowcipy o chodzeniu Jezusa po wodzie, no ale to zapewne nie na ten wątek. :-)
[foto]

67. Bardzo się cieszę, że jeszcze trwa ta dyskusja... • autor: Roman Kam2014-12-02 00:07:53

... bo od kilku dni, gdy budzę się rano, moje myśli krążą wokół zadanego tematu :)
Zmiana nie jest możliwa, moim zdaniem. A dokładniej, zmiana o własnych siłach. Tak z własnego doświadczenia, jak i z przykładu chociażby Buddy wnioskuję, że pozytywna zmiana jest pewnego rodzaju łaską. Można się o nią starać i jej nie uzyskać, lub uzyskać ją nagle. Chciałbym powiedzieć, że zmiana na głębokim poziomie, taka która powoduje, że zaczynamy mieć do czynienia z innym człowiekiem pojawia się, jako wynik, na który nie mamy wpływu.
Zetknąłem się kiedyś z wędrownym kaznodzieją, lub używając współczesnego języka, katolickim mówcą motywacyjnym. Kiedy zachęcał aby ćwiczyć się w cnotach określanych, jako owoce Ducha Świętego, zwróciłem mu uwagę, że uczy swe owieczki hipokryzji, bo te owoce, są owocami właśnie, czymś co się pojawia naturalnie, w niewymuszony sposób. Chyba go stropiłem. Bo jakże bliska jest postawa ta, wspomnianemu przeze mnie wcześniej, nieszczęsnemu  "act as if" licząc na to, że dobrze się sprzedasz. 
Poletko "kim jestem" jest z reguły porośnięte jakimś zielskiem. Najpierw trzeba nauczyć się je rozpoznawać, potem można ostrożnie plewić, potem można coś zasiać i coś zebrać, lub pozwolić zbierać innym.  Wojtek miał rację pisząc, że temat jest rozgałęziony. Jeszcze przed moim wejściem na Tarakę interesowałem się losami Krzysia Wirpszy, Nimue, Nessa Havasona, Etiry GTS. Opisywali oni proces zmian siebie i swojego życia i było to dla mnie frapujące. Mogłem zobaczyć, które ich decyzje, a często były to decyzje wręcz szalone i przypominające słynną z nieskuteczności "terapię geograficzną" - okazały się jednak decyzjami sprzyjającymi zmianie ich samych, jako ludzi. Dlatego też, tak bardzo lubię biografie i listy, bo można dostrzec szwy, misterię i wielopiętrowość, wielopłaszczyznowość czynników wpływających na los bohatera. Mam tego pecha, że jestem z natury obserwatorem, przyczynkarzem, komentatorem zdarzeń i wazeliniarzem. Jednak wierzę w swoją zmianę, przeczuwam ją i czekam na nią. Może objawić się tu w postaci milczenia, lub zmiany tonu. Pisząc to dzisiaj, jak każdy z Was stwarzam punkt odniesienia. Może się przyda :)               

68. Ostatnio w Nigerii / wypadek podczas chodzenia po wodzie • autor: Nierozpoznany#61032014-12-02 09:06:28

69. opowieść o chodzeniu po wodzie • autor: Nierozpoznany#57362014-12-02 10:20:14

Ta uniwersalna opowieść o Buddzie i człowieku chodzącym po wodzie może mieć jedynie indywidualne znaczenie. Nie ma potrzeby by nadawać jej nazwę literacką czy też niczym pani w szkole tłumaczyć co autor wiersza miał na myśli.W swojej wypowiedzi zadałem swoje osobiste pytanie? To pytanie związane było z tematem tej dyskusji. Jak dla mnie opowieść w swojej treści ma trochę inny wymiar niż opowieść o chodzeniu po wodzie przez Jezusa, chociaż są pewne podobieństwa.
Budda spotyka człowieka, który poszedł w ścieżkę rozwoju, poświęcił drogocenny czas na osiągnięcie umiejętności, które są mu zbyteczne w życiu codziennym, może się przydadzą, może nie, ale w konkretnym przypadku są zbyteczne - jest łódź! człowiek szukający oświecenia (rozwoju) zrobił jakąś pętlę. jak dla mnie tym samym jest szukanie eliksiru długowieczności na, który poświęca się całe swoje życie, zapętlanie się na darach i podążanie w ich rozwój np. daru jasnowidzenia, daru uzdrawiania, czytania w przyszłości itd itp to nie rozwój to może przyczynić się do rozwoju jest więc narzędziem rozwoju. Dla mnie nie cel, a Droga jest istotna. Pole, łąkę porośnięte roślinami warto zobaczyć jako przestrzeń możliwości, nie ma tu dobrych i złych roślin tak jak nie ma dobrych i złych ludzi czy zdarzeń, dobrych czy złych umiejętności dla rozwoju. Bardziej tu chyba potrzebna jest uważność i równowaga. Droga Rozwoju, Droga do Wieczności bardzo nie lubi kompromisów, a wytracone z równowagi wahadło po wychyleniu się w jedna stronę zaczyna wykonywać ruch w przeciwną dążąc do "równowagi". Dotyczy to zauważalnych procesów rozwoju, zauważalnych bo na miarę naszego ludzkiego życia, ale również na skalę makro - podobnież wielkie wahadło zbliżyło się do dolnego położenia. Wśród różnych wpisów znalazły się te, które zauważały znikoma potrzebę zmian, mała ich popularność, mała chęć pracy nad sobą. A kto powiedział, że to ma być jakaś norma czy wyznacznik życia? A może ludzie nieidący ścieżką jakiegoś rozwoju ze swoimi emocjami są do czegoś lub komuś potrzebni, zarówno ortodoksyjni wyznawcy religijni jak kupujący co dwa lata nowy komputer pod nowej generacji gry....
[foto]

70. podobnie jak Wed • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-02 12:27:40

który napisał "...Dla mnie nie cel, a Droga jest istotna..." powtarzam bliskim i znajomym, że nie liczy się zdobycie mistrzostwa ale udział w grze ...


Pozdrawiam

[foto]

71. prawdziwa przemiana • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-03 06:19:06

są tacy którzy twierdzą, że prawdziwa przemiana (...) jest niezamierzona ...

i chyba coś w tym jest ...

[foto]

72. prawdziwa przemiana c.d. • autor: Radek Ziemic2014-12-03 10:16:43

ja myślę, że jeśli jest niezamierzona, to powoduje ją coś gwałtownego; sądzę też, że początek ZMIAN, które być może prowadzą do PRZEMIANY, jest często negatywny; jakieś bolesne zdarzenie, długotrwała niekomfortowa sytuacja; do głowy przychodzi mi teraz depresja, a właściwie pewne formy terapii, na których można się zetknąć również z technikami rozwoju osobistego, ale to nie jest naturalnie jedyny przykład.PS. Wczoraj widziałem film z Philiphem Seymurem Hoffmanem, który na początku roku przedawkował heroinę. Nieco dziwne, łagodne uczucie, że jego już nie ma. Nie był to mój ulubiony aktor, choć lubiłem jego twarz i grę, ale pamiętam, że  ta śmierć mnie zaskoczyła. To chyba był człowiek - i ja dlatego o nim - który nie przeszedł przemiany.

73. a tam..... • autor: Nierozpoznany#57362014-12-03 10:58:21

są tacy którzy twierdzą, że prawdziwa przemiana (...) jest niezamierzona ...

i chyba coś w tym jest ... 

ale, co tam jest?

ale też są tacy co twierdzą, że nic nie dzieje się przypadkiem, wszystko jest ustalone, jedynym wolnym wyborem jest możliwość brania odpowiedzialności za swój rozwój lub zrezygnowanie z drogi rozwoju i pozostanie emocjonalnym paśnikiem dla innych bytów, bogów i półbogów

[foto]

74. drogi Wedzie • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-03 11:40:39

nawet jeżeli coś jest "ustalone" (gdzieś tam "na górze") to najczęściej w rozumieniu zainteresowanego jest (przez niego) "niezamierzone" ... (wydaje mu się, że ma "wolny wybór" gdy tym czasem jego wolność ogranicza się do "akceptacji" lub nie-akceptacji" zaistniałego faktu ...)

Reasumując powiem tak: , że mimo naszego "niezamierzenia" zmiana przychodzi (pozornie niezauważalnie) kiedy jesteśmy już na nią gotowi ...


Pozdrawiam

75. Ale kto jest... • autor: Nierozpoznany#15472014-12-03 12:46:17

Ale kto jest takim mistrzem, który może pomóc? Obawiam się, że kontrole przejmie, ale czy pomoże zgodnie z potrzebami osoby w której dokonują sie przemiany? Mam za sobą długi czas przemian własnych i doświadczenie, że wielu bardziej zaszkodziło niż pomogło. Dopóki nie staniemy się własnymi mistrzami jesteśmy w malinach :(  Owszem, chętnie wysłucham wielu opinii, ale decyzję muszę podjąć własną. W dzisiejszym zwariowanym świecie trudno stwierdzić, kto jest prawdziwym mistrzem. A może jest on mistrzem dobrym dla innych a nie dla mnie. Wielu ma wiedzę, ale czy ma mądrość? No i co krok jakiś manipulant.Pierwszymi mistrzami w naszym życiu są rodzice. Czy na pewno wszystkim służy pójście za ich radami? Są przecież pełni własnych ograniczeń, uwikłań i wyobrażeń. No i tak przez całe życie.....  A komu jest potrzebna ta kontrola? Kontrolerowi czy systemowi?

76. Gosiu • autor: Nierozpoznany#57362014-12-03 15:14:56

Gosiu cała mądrość wszechświata jest w Tobie a wkodowane ograniczenia je zasłaniają.Mistrz?Raczej superwizor niż nauczyciel, tak jak zmiana to nie zawsze rozwój.



77. Gosiu • autor: Nierozpoznany#57362014-12-03 15:14:59

Gosiu cała mądrość wszechświata jest w Tobie a wkodowane ograniczenia je zasłaniają.Mistrz?Raczej superwizor niż nauczyciel, tak jak zmiana to nie zawsze rozwój.



78. :) No właśnie... • autor: Nierozpoznany#15472014-12-03 16:32:46

 :) No właśnie i z Tym bym się zgodziła. Jak robię ustawienie to tez polegam  głównie na intuicji osoby zainteresowanej i  wtedy działa jak burza!

79. Moja obserwacja wskazuje... • autor: Nierozpoznany#15472014-12-03 17:07:43

Moja obserwacja wskazuje na to, że wszyscy są uwikłani i takich idealnych systemów rodzinnych czy społecznych nie ma :( Nikt nie wie wszystkiego, bo całe zycie się uczymy. Ja również piszę wyłącznie w oparciu o własne doświadczenie. Aż za bardzo opieram się na własnych przeżyciach. Żadnej gierki i udawania ! Ale jest możliwe, że mamy różne doświadczenia!
[foto]

80. A propo zamierzonych zmian • autor: Przemysław Kapałka2014-12-04 21:20:09

Kiedyś słyszałem taką przypowieść - streszczam skrótowo i tak, jak potrafię pisząc: Wyszedłem na pole, zasiałem, pielęgnowałem, doglądałem, i nic nie wzeszło. Następnego roku znów zasiałem, pielęgnowałem, doglądałem, i nic nie wzeszło. I tak było przez kilka kolejnych lat. Któregoś dnia wyszedłem na pole, i przeraziłem się: wzeszło nie tylko to, co zasiałem ostatnio, ale wszystko to, co siałem przez ostatnie lata. (dokończenie dla naszych rozważań jest nieistotne).

Z moich doświadczeń wynika, że najważniejsze zmiany są nieoczekiwane, ale na to, żeby zaszły, trzeba sobie zapracować. A dzieje się to właśnie w taki sposób, jak w opisanej przypowieści: pracujemy, pracujemy, nie widać efektów, aż wreszcie, w nieoczekiwanej chwili i w nieoczekiwany sposób, przynosi to owoce.

[foto]

81. To jest mądra opowieść • autor: Radek Ziemic2014-12-04 22:04:52

ale wymaga dużo cierpliwości. Może warto zdać sobie sprawę, że zmianą jest już samo sianie. Chodzi o różne rodzaje celów, mniejszych i większych, dalszych i bliższych. 

82. agrotechnicznie bez sensu • autor: Jerzy Pomianowski2014-12-04 22:25:50

Równie mądra jak przypowieści Nowego Testamentu. I Starego też.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)