Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 listopada 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: AstroAkademia (odcinków: 20)

Jak zajmować się astrologią harmoniczną i nie oszaleć?

Kategoria: Astrologia

« O Bliźniętach i ich punktach harmonicznych krótko

Dlaczego oszaleć? Ponieważ wprowadzenie pojęć harmonicznych gwałtownie mnoży byty, nie tylko ponad potrzebę, ale wręcz w nieskończoność. Bardzo jest to podobne do katastrofy w nadfiolecie, którą przezwyciężył dopiero Max Planck (w 1900 r.) wprowadzając kwanty. Mechanizm jednej i drugiej katastrofy jest podobny, ba, właściwie ten sam. W „przypadku Plancka” chodziło o to, że w polu elektromagnetycznym mogą propagować się fale o dowolnej częstości (dowolnie wielkiej!) i, zatem, dowolnej długości (dowolnie małej). Istnieje więc możliwość wzbudzenia w nim (w polu E-M) dowolnie wielkiej liczby, potencjalnie nieskończonej, dowolnie krótkich (o wysokiej częstości) fal lub drgań. Ponieważ tych rodzajów drgań jest dowolnie-nieskończenie wiele, to wessą w siebie całą dostępną energię. Pole elektromagnetyczne jawi się jako wielka gąbka na energię, która każdą energię wchłonie. Świat „przed Planckiem”, czyli taki, jakim go potrafili opisać jego poprzednicy, jawił się jako taki, w którym cała energia zawiera się w drganiach pola E-M, które tam wpadają, aby nigdy z niego nie wypaść. Co jest w jaskrawej niezgodzie z faktami, ponieważ jak widzimy, pole E-M nas grzeje, oświetla i ożywia, więc swoją energię musi jakoś udostępniać innym formom materii. Tę (pojęciową na szczęście) katastrofę rozwiązywał kwantowy model Plancka.

W astrologii harmonicznej postępujemy bardzo podobnie, a właściwie tak samo. Uznajemy, że „pod” wszelkimi stosunkami, które występują w horoskopach (kosmogramach, układach planet) stoją „harmoniki”. Harmoniki wyobrażamy sobie jako fale stojące, rozmieszczone na ekliptyce. Czyli bardzo podobnie do fal elektromagnetycznych, z tą różnicą, że o ile fale E-M rozprzestrzeniają się w przestrzeni 3D (tej naszej zwykłej), o tyle harmoniki astrologii „żyją” w jednym wymiarze, tzn. na okręgu ekliptyki. (Ściślej: w przestrzeni kierunków na ekliptyce, która jest przecież tym samym co okrąg 360 stopni.)

Harmoniki mogą mieć dowolny rząd, tzn. mogą dowolnie wiele razy – N razy – okresowo powtarzać się na ekliptyce. Tradycyjna astrologia, która z pojęć astrologii harmonicznej korzystała obficie, chociaż (chyba) całkiem nieświadomie, używała harmonik tylko o najniższych rzędach: 2 (skąd wynika pojęcie opozycji), 3 (skąd bierze się aspekt trygon i trzy jakości znaków, tzn. kardynalne, stałe, zmienne) – oraz 4, z czego wynika aspekt kwadratura i w końcu 12 znaków, bo 12=3*4.

Właściwa harmoniczna astrologia polega na wyjściu poza ten zestaw liczb jako rzędów harmonik i powiedzeniu sobie: przecież harmonika może mieć rząd dowolny! Od tego momentu zaczyna się epoka wielkich odkryć. Odkrywamy, że horoskop Karola Wojtyły (a także Marilyn Monroe, Karla Marxa, Josepha Conrada...) zaczyna być zrozumiały dopiero w piątej harmonicznej, tzn. gdy zobaczymy kwintyle i punkty pięciokrotne; horoskop Krishnamurtiego lub Coco Chanel w harmonicznej rzędu siedem; dla Che Guevary zaś warto brać pod uwagę i piątą i siódmą; dla Gorana Bregovića ósmą itd.

Skoro tak zachęcające jest badanie harmonicznych wyższych niż cztery, to czemu by nie zaszaleć i nie pójść śmiało dalej? Odkrywając właściwości zakodowane w harmonicznych rzędu, powiedzmy, 11 i 13, 14 i 15, 23 i 32, 100, 666... itd.? Taki postulat jednak właśnie sprowadza katastrofę harmoniczną, a właściwie katastrofę fraktalną – analogiczną do katastrofy nadfioletowej. Jak ta katastrofa by się przejawiała? Popatrzmy. 3-cia harmoniczna wprowadza („generuje”) zodiak jako układ 12 wyróżnionych punktów na ekliptyce, położonych co 30 stopni. Dlaczego ich jest tyle? Jest ich 3 razy 4, liczba punktów kardynalnych, które są źródłami żywiołów. 5-ta harmoniczna generuje 5*4=20 punktów pięciokrotnych odległych o 24 stopnie – właściwiej tych punktów jest 16, bo 4 z nich już policzyliśmy jako punkty kardynalne. 7-harmoniczna daje (7-1)*4=24 dodatkowe punkty co 12°51'. Przykładowo 13-ta harmoniczna generuje 48 punktów co 6°55'. 23-cia harmoniczna 88 punktów co kąt 3°55'. Na ekliptyce robi się gęsto, coraz gęściej od tych punktów. Już kiedy uwzględniamy harmoniczne nr 5 i 7, mamy wątpliwości, czy np. urodzeniowe Słońce Ernesta Che Guevary, w punkcie Byk 23°14', należało do punktu harmonicznego siedmiokrotnego ognistego 21°26' Byka – czy już do niewiele poprzedzającego go punktu pięciokrotnego podwójnie ziemnego 24° Byka? W miarę przyjmowania-uznawania coraz wyższych harmonicznych coraz więcej planet w horoskopach znajdowalibyśmy w takich niepewnych miejscach klejących się dwóch lub więcej punktów harmonicznych, aż wreszcie przy przyjęciu dowolnie wysokiej harmonicznej czyjeś powiedzmy Słońce lub Wenus mogłoby znaleźć się w punkcie rzędu X z dowolnego żywiołu i w aspekcie dowolnie ścisłym z którąkolwiek planetą. Zamiast z porządnie gładkim okręgiem ekliptyki mielibyśmy do czynienia z nieskończenie kapryśnym fraktalem!

Jak tego uniknąć? Możemy umówić się. Umówić się, że oto zakrywamy odkryte, nie zwracamy uwagi na logiczne konsekwencje harmonicznej analizy (które pokazał już John Addey w 1976 r.), zapominamy, że harmoniczność jest przecież już logicznym źródłem starego poczciwego Zodiaku. Astrologię harmoniczna przemilczamy. Co zresztą czyni większość astrologów i czują się z tym dobrze.

Na szczęście nie musimy się „umawiać na niewiedzę”, lecz zamiast tego wprowadźmy do aparatu astrologii jeszcze jedną zasadę. Będzie to zasada rezonansu. Powiada ona: działają te harmoniki, które pozostają w rezonansie z pewnym procesem na niebie, czyli z pewnym realnym procesem astronomicznym. Harmoniki niepoparte rezonansem z cyklami planet, nie mają znaczenia, nie działają, spokojnie możemy je pominąć.

Które harmoniki są wspieranie przez które procesy astronomiczne (cykle planet)?

Trzecia harmoniczna, a właściwie dwunasta (ponieważ jeśli coś jest trzykrotne, to w połączeniu z czterema punktami kardynalnymi staje się 12-krotne), jest wspierana lub podtrzymywana przez cykliczny proces nowiów i pełni, przez cykl koniunkcji Księżyca i Słońca. Koniunkcje te wypadają średnio co 29,531 dni czyli co 29°06' na ekliptyce, co jak się wydaje jest wystarczającą zbieżnością z pożądanym odstępem 30° kolejnych punktów harmonicznych trzykrotnych czyli początków zodiaku. W skrócie można powiedzieć, że zodiak istnieje dzięki rezonansowi z cyklem lunacji.

Siódma harmoniczna jest podtrzymywana przez rezonans z cyklem dni księżycowych. Dzień księżycowy jest to kąt na ekliptyce przemierzony przez Księżyc pomiędzy kolejnymi wschodami (przejściami Księżyca przez ascendent/horyzont) lub górowaniami (przejściami tegoż przez lokalny południk lub medium coeli). Ten kąt wynosi średnio 13°11', co daje dobrą zbieżność z 12°51' – z odstępem między kolejnymi punktami siedmiokrotnymi, których wraz z 4 kardynalnymi jest 28.

Piąta harmoniczna jest podtrzymywana przez koniunkcje Wenus i Słońca, które na niebie układają się w pięciokąt – który byłby foremny i nie pływał, gdyby orbity Wenus i Ziemi pozostawały w ścisłym rezonansie 8:13, kolejnych liczb Fibonacciego.

Siódma harmoniczna podtrzymywana jest także przez cykl koniunkcji Słońca i Saturna; które następują co kąt 12°40' – dobra zbieżność z łukiem 1/28 okręgu.

Trzecia harmoniczna jest po drugie podtrzymywana przez cykl koniunkcji Jowisza i Saturna, które układają się w trójkąt, w przybliżeniu foremny, chociaż trochę skutkiem niedokładności, pływający.

Więc, niejako, niebo wspiera i podtrzymuje trzy harmoniki: rzędów 3, 5 i 7. Harmonika rzędu 4 wynika z geometrii przecięcia dwóch płaszczyzn, co pociąga istnienie 4 punktów kardynalnych co 90°. Zapewne trzeba też doliczyć harmoniczną rzędu 8. Liczby 3, 5 i 7 możemy jeszcze mnożyć przez 2 i 4. I to raczej będzie wszystko. Należy się obawiać, że czytanie harmonicznych wyższych rzędów wyda na świat zaledwie artefakty, a raczej iluzje, coś jak przypadkowe odbłyski światła w soczewkach. Z drugiej strony, to ubóstwo (skąpość) harmonik chroni astrologów przez podpadnięciem w katastrofę fraktalną.


AstroAkademia: wstęp na końcu

Aktualności AstroAkademii - kursów, dyskusji, spotkań i innych akcji, które prowadzę na stronie www.astroakademia.pl


« O Bliźniętach i ich punktach harmonicznych krótko

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)