Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 października 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Astro-obserwator (odcinków: 195)

Jakich programów potrzebują astrologowie? (II)

Kategoria: Astrologia

« Jakich programów potrzebują astrologowie? Co robi Skorpion w tym towarzystwie? »

Praca z dużymi zbiorami danych horoskopowych. Masz, powiedzmy, kolekcję 500 horoskopów, czyli danych urodzeniowych osób, dat zdarzeń itd. Elementarnym wymogiem od astro-programu jest, żeby umożliwiał sensowne poruszanie się w tym zbiorze, łączenie „itemów”, wybieranie, sortowanie. Np. kosmogram osoby (ściślej: dane urodzeniowe) powinny dać się kojarzyć z innymi osobami, które z tamtą mają coś wspólnego: z małżonkiem, dziećmi, rodzicami, współuczestnikami zdarzenia. Następnie z tekstami i fotografiami na temat tej osoby, z prognozami, z kosmogramami „wziernikowymi” w rodzaju solariusza lub progresji. Z korespondencją z tą osobą! Ta manipulowalność zbiorem jest o niebo ważniejsza niż umieszczanie w kosmogramie Pholusa i Nessusa.

Szczególnym ważnym przypadkiem powyższego jest sortowanie kosmogramów (danych urodzeniowych itp.) według treści – tzn. według położeń planet. Dobry astro-program powinien jednym kliknięciem myszy ułożyć np. wszystkich klientów lub uczestników kursu w porządku ich położeń urodzeniowego Słońca, ascendentu, Księżyca, Wenus itd. Taki układ to kopalnia informacji! A najsilniejszym wziernikiem w grupę jest ułożenie bieżącego Saturna względem ich urodzeniowych osi czyli punktów kardynalnych horoskopu. Bo to pokazuje fazę cyklu Saturna i to, którą fazę ktoś aktualnie przeżywa.

Wykresy planetarnego powinowactwa. Planetarne powinowactwo to miara podobieństwa dwóch kosmogramów czy ogólniej, układów planet w pewnych chwilach. Jeśli planeta w kosmogramie A i planeta w kosmogramie B tworzą ścisły aspekt, to ich powinowactwo wynosi JEDEN – tak się umówmy. Jeśli nie tworzą aspektu, ich powinowactwo wynosi ZERO. Jeśli tworzą jakiś aspekt, ale niedokładany, to liczba ta jest gdzieś między 0 a 1. Suma takich przyczynków od wszystkich par planet w kosmogramach A i B to jest właśnie ich powinowactwo. Diabeł tkwi jak zwykle w szczegółach, tutaj: w ścisłym określeniu tej liczby (właściwie: funkcji) między 0 a 1. Ale to na razie pomińmy. W każdym razie jeśli horoskop córki bardzo przypomina horoskop matki, lub jeśli kosmogram wypadku ze złamaniem nogi i urwaniem kierownicy w samochodzie pokazuje kilka kwadratur do urodzeniowych planet kierowcy, to powinowactwa tych par kosmogramów są wysokie. Powinowactwo planetarne powinno być zupełnie podstawową miarą jakichkolwiek porównywanych kosmogramów i czymś zupełnie podręcznym w warsztacie astrologa. Po angielsku mogłoby się nazywać planetary affinity.

Kartkowanie efemeryd w nadziei znalezienia korzystnych lub nie tranzytów powinniśmy zastąpić rzutem oka na wykresy planetarnego powinowactwa bieżących układów planet (w funkcji czasu) – do „naszego” kosmogramu. Tzn. badanego. Piki-maksima na tym wykresie wskazywałyby momenty ciekawe astrologicznie, czyli takie, w których coś może się dziać i klient oczekuje rady astrologa, co może wtedy z nim się dziać. Następny segment w automatyzacji lub raczej, lepsze słowo, w komputerowym wspomaganiu pracy astrologa, byłby taki, że kliknięcie myszą na wykres wizualizuje pełny porównawczy kosmogram klikniętej chwili czasu i badanego urodzeniaka. (Nazywanego też brzydko natywnikiem.) Taki wykres rozkładałby się dodatkowo na składowe, na widmo: tak, żeby wyodrębnić wkład od trygonów-sekstyli, od opozycji-kwadratur-oktyli, od kwintyli itd. Albo, inna ścieżka, wyodrębnić udziały poszczególnych planet, jak kolory w widmie światła.

Wykresy planetarnego powinowactwa w czasie (w funkcji czasu) uchroniłyby astrologów przed pewnym złudzeniem, które przy obecnych metodach wydaje mi się pospolite. Kiedy wiesz, że coś ważnego wydarzyło się osobie A w czasie T (np. umarła), to „zawsze” znajdziesz astro-okoliczności, które to wydarzenie w jakimś stopniu uzasadniają, powiedzmy widać kwadraturę bieżącego Plutona do urodzeniowego Słońca albo przejście bieżącego Saturna po urodzeniowym Marsie itp. Wykres planetarnego powinowactwa w czasie pokazywałby, na ile takie tranzyty są relewantne – tzn. czy na przykład nie jest tak, że kwadratura Plutona pokrywa okres dwóch lat, więc nie może „być winna” temu, co wydarzyło się właśnie „teraz”. Albo że tamto przejście Saturna owszem miało miejsce, ale dwa tygodnie wcześniej i „teraz” już dogasa, tranzyt rozluźnia się. Byłoby też widać, które przyczynki wpływu tranzytów się sumują. Na wzór fizyki, najbardziej „podejrzane” (o relewantność) byłyby miejsca w czasie w rejonie maksimów takich krzywych.

Rewolucję w astrologii przyniosłyby dwuczasowe wykresy planetarnego powinowactwa. Co by to było? Coś w rodzaju mapy z poziomicami. Współrzędnymi tej mapy byłyby dwie osie czasu: czas „ten” i czas „tamten”. Np. czas urodzenia osoby A i czas urodzenia osoby B, które coś w życiu połączyło. To jest bardzo ważne pytanie: czy czasy urodzenia osób, które coś łączy – miłość, małżeństwo, urodzenie wspólnego dziecka, wspólna firma itp. – mają tylko wysokie powinowactwo planetarne, czy leżą w maksimach powinowactwa? Gdy udało się udowodnić ten drugi przypadek, byłby to dla empirycznych potwierdzeń astrologii sukces podobny do Gauquelinowskiego efektu Marsa. Wykresy dwuczasowe w ogóle otwierają całkiem nowy świat, nową przestrzeń w astrologii.

Astro-obserwator: wstęp na końcu

Dawniej "Mesuranema", z greckiego mesouranêma co znaczy "środek nieba" czyli medium coeli.


« Jakich programów potrzebują astrologowie? Co robi Skorpion w tym towarzystwie? »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)