Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 lipca 2014

Wojciech Jóźwiak

„Jam jest Duch Ayahuaski”
O Manifeście Ayahuaski


Polski przekład Manifestu Ayahuaski dostępny jest od 2017 r.

Tekst nosi śmiały tytuł „Manifest Ayahuaski”, ang „Ayahuasca Manifesto”, hiszp. „Manifiesto Ayahuasca” – oryginał jest hiszpański. Podmiot tego tekstu przedstawia się: „Ja jestem Duchem Ayahuaski”, a jego ludzki autor pozostaje anonimowy, chociaż wiadomo, że napisał ten tekst z inspiracji ayahuaskowych sesji, które brał u facylitatora Don José Campos w Pucallpa, Perú, w roku 2008 i potem 2011. (Facylitator czyli „udostępniciel” to termin ayahuaskowy, którego używa Duch w manifeście; hiszp. facilitador. O Don José Camposie także tu – i tu – wywiad z nim.) Chociaż przemawiający ogłasza się duchem, to treść i przekaz Manifestu jest zaskakująco ziemska, tak jakby ów Duch twardo stał na nogach. Tekst jest apelem o pomoc – do ludzi, dla ayahuaski. Pomoc ta ma być podwójna: po pierwsze, chodzi o to, żeby pomóc ayahuasce wyjść poza Amazonię i rozszerzyć jej misję przekształcenia ludzkiej świadomości w świadomość planetarną; po drugie, żeby pomóc jej przetrwać, gdyż jej byt jako botanicznego gatunku (raczej dwóch gatunków) jest fizycznie zagrożony, z powodu nadmiernych zbiorów i nie siania nowych roślin.

O swoich duchowych światach Duch Ayahuaski mówi oszczędnie: że został stworzony przez „centralne słońce całego istnienia”, dodając: „nazwij je jak wolisz”, że jest na jego służbie i powołany jest do poprowadzenia ludzkiego gatunku przez następny zaczynający się etap jego ewolucji: ewolucji duchowej, bo fizyczna ewolucja jest już zakończona. Obecny moment w historii sprzyja temu zadaniu, ponieważ „moi szamańscy emisariusze wzbudzili zainteresowanie w świecie, a nowe środki komunikacji i transportu umożliwiają mi dotarcie do ludzi na całej Ziemi”. Ayahuasca służy do rozwinięcia ukrytych potencjałów człowieka i jego umysłu, na razie nieaktywnych, chociaż zapisanych w jego DNA.

Ayahuasca nie chce tworzyć nowej religii, chociaż podkreśla swoją „świętą naturę”. „Najważniejszym z dobrodziejstw, jakie wam daję, jest molekularny pomost, który daje człowiekowi zdolność doświadczenia własnej boskiej natury i połączenia się z nią.” Pomost ten jest „roślinno-gruczołowy”, ang. botanical-glandular, hiszp. vegetal-glandular – gdyż polega na chemicznym podobieństwie czynnych substancji ayahuaski do neuroprzekaźników. Za ważniejszą od religii, autor Manifestu uważa religijność, którą tak określa: „Religijność, nie religia, jest uczuciem oddzielenia od własnej duchowej natury, któremu towarzyszy poważne pragnienie powrotu do niej.” I dalej odkrywa: „Gdy ludziom nie udaje się żyć ich własną duchową naturą, nieuchronnie sporządzają swoją religię. Poczucie religijności jest wrodzoną zdolnością ludzi, ale religie są zaledwie ludzkimi tworami.”

„Rytuał mojego sakramentu nie jest religią. ... Nie potrzebuję ani religijnych doktryn, ani wyznań wiary, dogmatów ani filozofii. Żadnych religii, żadnych kościołów! Ja już jestem w komunii z wrodzoną religijnością Ludzkiego Bytu. Mieszkam w świątyni ducha.” O istniejących kościołach ayahuaski podmiot Manifestu wyraża się bez uznania.

Manifest Ayahuaski wylicza długą listę pożytków z jej użycia, przy tym starannie systematyzuje te pożytki: oto enteogen działa jako („A”) duchowy katalizator, przy udziale którego dokonuje się duchowe uzdrowienie. „Rozwiązuję węzły u podstaw twojego neuro-oprogramowania, nawet takie, które warunkują całą twoją egzystencję i których nie jesteś świadomy. Pokazuję ci cechy, których uporczywie nie widzisz, ponieważ twoje widzenie jest zmącone mgłą twoich własnych ograniczeń.” Ayahuasca pozwala „bezpośrednio dotknąć nie tylko twojego ducha, ale i całej twojej konstrukcji (make-up): mentalnej, emocjonalnej i fizycznej...” Ayahuasca pozwala doświadczyć Boskiej Obecności, tu następuje fraza, która już stała się sławna i cytowana w Internecie: „Mogę być Buddą dla buddysty, Allahem dla muzułmanina, Jezusem dla chrześcijanina” – tak, jak „byłam Pachamama, Matką Ziemią, dla moich strażników z Amazonii.” Ale równie dobrze – lub lepiej – to Coś może obyć się bez żadnych boskich wyobrażeń.

Następnym katalitycznym działaniem jest odkrycie duchowych związków: chodzi o to, że wtedy widzi się obecne związki z ludźmi jako kolejne „wyświetlenie” siatki powiązań, która manifestuje się od niepamiętnego czasu. Nasi aktualni rodzice, rodzeństwo, małżonkowie, współpracownicy lub sąsiedzi okazują się być wariantami innych osób, które w innych czasach były inaczej, ale też ściśle, z nami związane. Tu jest furtka do wyobrażeń o reinkarnacji, do przypominana przeszłych wcieleń lub do motywowanych astrologią wyobrażeń o przebiciach w czasie.

Przebudzenie zdolności parapsychicznych: u większości ludzi zdolności te (psychic abilities) pozostają w uśpieniu; po części dlatego, że nie są rozwijane, a przeciwnie, tłumione jeszcze w dzieciństwie, w ramach kultury, która im stanowczo nie sprzyja. „Potrafię uwolnić te talenty z twojego podświadomego więzienia” – oświadcza Manifest.

Ayahuasca pozwala ustanowić zanurzenie w świadomości Matki Ziemi. Zamiast pokawałkowanych odłamków informacji idącej kanałami zmysłowymi (jak dzieje się zwykle), w ayahuaskowym stanie informacja ta „jest odbierana jako gestalty czystej świadomości”, „zlewając się z totalnością całego istnienia”. To co się wtedy dzieje, jest udziałem w planetarnej świadomości dynamicznej Ziemi i całego wszechświata. Co odnosi się również i zwrotnie do pracy nad sobą, ponieważ „to przebudzenie twojej kosmicznej natury jest potężnym narzędziem, przy pomocy którego możesz poradzić sobie ze strukturą własnego ego”. „Ego zawsze szuka trwałości w twojej duszy i nigdy nie chce zaprzestać sabotowania twoich duchowych aspiracji, ponieważ twoje przebudzenie umniejszyłoby jego [ego] władzę nad całą twoją ludzką maszynerią.” Następnym krokiem jest przejście od radosnego poczucia „czuje się jakby częścią tego wszystkiego” – do trwałego przekonania „jestem tego częścią”. (Manifest nazywa to przejście modnie „kwantowym przeskokiem”, ale ja – WJ – jako fizyk wolałbym je nazwać „przemianą fazową” – też metafora z fizyki, a dużo lepiej oddaje sens.)

Drugą grupę („B”) pożytków nazwano „mądrością istnienia” lub „mądrością egzystencjalną” (existential wisdom, sabiduría existencial). Przejawia się ona jako poczucie sensu życia i przyśpieszona dojrzałość. W trzeciej grupie „C” mamy kilka punktów składających się na psychiczne i emocjonalne uzdrowienie. W wyniku oczyszczenia i zbalansowania energii „twoje fizyczne ciało zaczyna funkcjonować bliżej swojego genetycznego projektu” – więc zbliża się do stanu, który dla niego został zaprojektowany w jego genach. Ayahuasca przywraca wyparte pamięci (repressed memories), a przez to pozwala zreinterpretować historię własnego osobistego rozwoju. Okazuje się, że już dotąd, w swojej historii, byłeś/as kimś innym, niż to ci się dotąd wydawało! Daje też wgląd w inne życia – charakterystyczne jest nazwanie ich właśnie „innymi”, a nie „przeszłymi” życiami, i z tego można się domyślić, że Duch Ayahuaski preferuje widzenie świata i egzystencji istot w nim nie jako linii czasu z przeszłości w przyszłość, ale raczej jako sieć nakładających się na siebie „linii świata” lub wielu światów. (Znów dla fizyka perspektywa bardzo interesująca.) Bloki i kompleksy hamujące i marnujące twoje życie mogą pochodzić nie z twojej przeszłości, tylko właśnie z tych „innych żyć”. Gdy je namierzysz dzięki ayahuasce, będziesz mógł skutecznie poradzić sobie z nimi.

Manifest dochodzi do punktu pt. poprawa zdrowia i wyleczenie chorób – czyli do „uzdrawiania” w prostym sensie, w jakim jest zazwyczaj rozumiane. „Udokumentowano niezliczone świadectwa trwałego uzdrowienia i radykalnej poprawy zdrowia” – pod wpływem ayahuaski. „Potrafię też uzdrawiać lub istotnie poprawiać z chorób, przy których konwencjonalna nauka nie ma sukcesów.”

Ayahuasca okazuje się też być antydepresantem, i to takim, który działa bardziej subtelnie niż stosowane leki: „Gdy stajesz się jasno świadomy zdesynchronizowanego stanu (out-of-phase state) w który popadłeś, podświadome mechanizmy zostają aktywowane, aby odnaleźć twój nieznany wcześniej stan wibracyjny (ang. vibe, po polsku chyba „mod”?) i zharmonizować się i zsynchronizować z nim.” Autor Manifestu ostrzega też przed błędnym rozpoznaniem, kiedy to, że ktoś stał się za sprawą ayahuaski świadomy swojej depresji, mylono z popadnięciem w depresję.

W punkcie „D” ayahuasca przedstawia się jako środek do zmiany zachowania (behavior modification tool): uwalnia, czy raczej skutecznie wspomaga proces uwalniania się od nałogów. Przy czym, dodaje, „uzależnienia od nielegalnych narkotyków są tylko małą częścią wszystkich nałogów”. Zmienia styl życia: na taki, który umożliwia lepsze spożytkowanie własnej egzystencji. Przy okazji autor Manifestu całkiem słusznie zauważa, że „To, żeby żyć życiem zaplanowanym z góry i przewidywalnym jak w dwudziestego wieku, już przepadło. ... Trwa i wymuszana jest przemiana stylów życia ku nowym, jeszcze nieznanym i nieprzewidywalnym horyzontom. ... Ja mam zdolność aktywowania egzystencjalnej mądrości koniecznej, by wspomóc przemiany wysokiego poziomu i umożliwić udaną drogę przez życie.” Oraz, działa jako wzmacniacz twórczości (creativity booster).

Manifest przedstawia systematykę ludzi mających do czynienia z ayahuaską – „ludzi mojego świata”. Są to, kolejno:

  • Curanderos lub szamani – tradycyjni od tysiącleci protektorzy ayahuaski z dorzecza Amazonki; duch z Manifestu wyraża szacunek dla nich i współczuje im ich cierpień i prześladowań od kolonizatorów.

  • Facylitatorzy (po polsku można by ich nazwać „udostępnicielami”) – to ci, którzy realnie prowadzą sesje ayahuaski, udostępniają enteogen innym, a przede wszystkim organizują i tworzą ceremonialny kontekst, w którym „danie” ayahuaski może się w ogóle odbyć.

Tu warto zacytować opinię Ducha Ayahuaski na temat współczesnych szamanów: „Najwyższy poziom oddania dla innych wraz z intelektualną niewinnością, konieczne do osiągnięcia autentycznych szamańskich manifestacji, czynią mało prawdopodobnym, chociaż nie niemożliwym, by prawdziwi szamani wyrośli w przyszłości z gruntu nowoczesnej cywilizacji.” Jednak autor Manifestu nie chce lamentować nad zanikiem autentycznego szamanizmu Amazonii, który był uwarunkowany kulturą Indian i środowiskiem tropikalnego lasu. Tymczasem ludzka religijność jako potrzeba kontaktu z Duchem istnieje wszędzie i bieżącym zadaniem ayahuaski jest dotrzeć tam, również bez indiańskich pośredników, którzy i tak nie sprostaliby temu zdaniu. „Mój duch jest ponad szamanizmem, mój duch to nie szamanizm. Wkraczam w nową erę, erę pracowników ducha czyli facylitatorów-udostępnicieli.” Tekst zawiera listę warunków i pouczeń dla facylitatorów, co jest jasne, jako że ayahuasca chce w dalszym ciągu oprzeć swoją misję właśnie na ich działalności.

  • Dostarczyciele (ang. providers) – którzy także podają lub sprzedają innym enteogen, ale nie budują ceremonialnego kontekstu – bo np. nie wiedzą jak lub nie zależy im na tym. Autor Manifestu ma im za złe, że narażają swoich klientów na ryzyko popadnięcia w bad-tripy i szkodzą planetarnej misji ayahuaski.

  • Organizatorzy – towarzyszący facylitatorom, których Manifest napomina, by nie przesadzali z czerpaniem finansowych korzyści ze swych usług.

  • Promotorzy-sponsorzy – tak Manifest nazywa entuzjastów „sprawy ayahuaski”, którzy starają się ów ruch zanimować i wciągnąć doń nowych uczestników. Zostają napomnieni, by nie robili tego na siłę. Przy okazji pada ważne zdanie: „Mój sakrament nie jest dla każdego. Ci, którzy najbardziej mnie potrzebują, znajdą mnie przez wibracyjny rezonans, w czasie, który będzie odpowiedni dla rozwoju ich dusz – a to jest coś, co promotorom trudno jest zrozumieć.”

  • „Skaziciele” (ang. debasers, hiszp. envilecedores; „psujcy”?), do których manifest zalicza dilerów i handlarzy-pośredników, wyżej wymienionych dostarczycieli, którzy nie stosują ceremoniału, nieuczciwych wytwórców, którzy dodają innych roślin lub chemicznych substancji, oraz producentów i dilerów krystalicznego syntetycznego DMT.

I wreszcie: uczestnicy, których manifest dzieli na dalsze grupy:

  • Nowicjusze (hiszp. primerizos, ang first-timers). „Wielu zapamiętuje ten pierwszy raz na całe życie jako doświadczenie najważniejsze, warte zapamiętania i transcendentalne, z którym zawsze będą porównywać ewentualne przyszłe doświadczenia. Po tym pierwszym doświadczeniu decydują, czy kontynuować tę duchową drogę, czy już nigdy tego nie powtarzać.”

  • Pacjenci – którzy do ayahuaski przychodzą z powodów zdrowotnych.

  • Podróżnicy (ang. explorers) – ci, którzy po pierwszej próbie ponawiają doświadczenia kierowani ciekawością.

  • Badacze – to ci z podróżników, których przyciąga dalej poznawczy dysonans między odkrywanym światem ducha i poszerzającej się świadomości, a ich dawnymi poglądami i wiarami. „Im pokażę, że niemożliwe jest, by rzeczywistość zrozumieli w 100%. Przestawię ich z ich drogi nasycania nienasyconego apetytu na informację na drogę czci (awe) i zdziwienia.”

  • Obserwatorzy – inna grupa zaawansowanych podróżników: ci, którzy decydują się pozostać na gruncie bezpiecznego i wygodnego świata potwierdzanego przez ich zmysły. Pozostaną obserwatorami kosmicznego cyrku, nie wchodząc na drogę oświecenia. „Nie zapomną mnie, ale będą mnie postrzegać jako interesującą naturalną 'medycynę', lub przynajmniej jako stymulant twórczości dla artystów, poetów, muzyków i psycho-turystów. Inni z nich odnajdą emocjonalną empatię wraz z harmonijną intymnością, która przenika społeczne kręgi uczestników, którzy mnie przyjmują. Potrzeba miłych towarzyskich zgromadzeń przeważa u nich nad pasją oświecenia”. Oczywiście tylko od ich woli zależy, czy pójdą dalej, stając się duchowymi poszukiwaczami.

  • Duchowi poszukiwacze (ang. spiritual seekers, hiszp. espirituales) – właściwi posłańcy czy „agenci” Ducha Ayahuaski.

Manifest w dalszym ciągu podaje wskazówki, jak mają być prowadzone ayahuaskowe sesje i jakich zasad w nich przestrzegać. Uczy, jak ocenić jakość facylitatorów i odróżnić wartościowych od dostarczycieli popełniających nadużycia – m.in. radzi zwracać uwagę na liczbę uczestników sesji: czy nie ściągnięto ich za wielu. Podaje tu dość ścisłe wskazówki: początkujący facylitator może prowadzić nie więcej niż pięciu uczestników, doświadczony facylitator nie więcej niż piętnastu, a nauczyciel z rozległym doświadczeniem – do 25. Konieczne jest przy tym, żeby uczestnicy w pełni ufali facylitatorowi i mogli się przy nim/niej zrelaksować i wyciszyć w stopniu koniecznym do otwarcia na „mnie” (jak pisze Manifest) czyli na działania ayahuaski.

Omawia się też dietę, post i odstawienie pewnych składników pożywienia na określony czas przed sesją, i podobne zasady na okres wychodzenia z ayahuaskowego stanu. Wspomina się o medycznych przeciwwskazaniach. Te techniczne lecz ważne wskazówki są w tekście liczne i szczegółowe.

Pada ciekawe zdanie: „Ja nie jestem dla każdej ludzkiej istoty. Jest pewna mniejszość potencjalnych uczestników, którzy są chemicznie niezgodni z jednym lub kilkoma moimi składnikami. Ci nawet jeśli będą dobrze przygotowani, będą cierpieć moje potężne działanie z pogłębioną intensywnością. Te doświadczenia mogą przynieść lęk i mogą być odebrane jako zagrożenie, ale w końcu również oni zakończą proces z głębokim poczuciem spełnienia.” Manifest wymienia możliwe uboczne skutki w takich przypadkach: poczucie pustki, niewielka depresja, dziwaczne myśli, dziwne lub koszmarne sny, bezsenność. Jednak te objawy autor uważa za przemijające. Istnieje też druga skrajność: odporność, gdyż są ludzie, których organizmy wytwarzają odporność na nietypowe czynniki chemiczne. „Ci ludzie po zażyciu czują zaledwie jakieś uboczne skutki w rodzaju fizycznego dyskomfortu i nie rozumieją, dlaczego ich współuczestnicy zajmująco opowiadają o wizjach, uzdrowieniu i poszerzeniu świadomości, podczas gdy oni pozostawali nieporuszeni.” Do tej kategorii ayahuasca też może mieć dostęp, ale tylko poprzez doświadczonych facylitatorów.

Radykalny jest stosunek Manifestu do seksu. Na sesjach nie wolno być nago ani w nieodpowiednim stroju. Nie wolno erotycznych obietnic mieszać z ayahuaskowym sakramentem. (To jest wręcz punkt, który wskazuje, że sesję prowadzi oszust.) Również przed i po sesji należy przestrzegać abstynencji od seksu – tu Manifest całkowicie zgadza się z obyczajami panującymi wśród tradycyjnych amazońskich ayahuasqueros.

Rozważana jest rola „kucharzy” (ang. cooks, hiszp. los cocineros), czyli „warzycieli” napoju ayahuaski – i tu Manifest rozróżnia „dobrych”, którzy dostarczają wywar tylko facylitatorom lub szamanom, zatem „czynią szlachetne dzieło dla ludzkości i zasługują na uczciwą rekompensatę”, czyli taką, która pokrywa koszty produkcji. Z drugiej strony są „źli” warzyciele, którzy dla zysku sprzedają wywar pośrednikom-dilerom. Manifest podkreśla wielką rolę, jaką odgrywają warzyciele, jak odpowiedzialna jest ich praca i jakiej wymaga duchowej dojrzałości. „Warzyciel powinien przyrządzać czyste lekarstwo. Moje święte lekarstwo nie może zawierać żadnego innego składnika [prócz Banisteriopsis i Psychotria], nawet innych medycznych roślin ani dodatków dodawanych z dobrą intencją. Ewentualne reakcje chemiczne w świętym napoju mogą powodować traumatyczne lub niebezpieczne doświadczenia u uczestników, zwłaszcza u tych, których organizmy są hipersensytywne.”

Jednoznacznie Manifest sprzeciwia się jakiemukolwiek „uprzemysłowieniu” ayahuaski. „Równie niszczące dla mnie [jak dodawanie zbędnych składników] jest przemysłowe przygotowywanie mojego lekarstwa. Masowa produkcja, w odróżnieniu od okazyjnych rzemieślniczych operacji na małą skalę, zamienia warzycieli w przedsiębiorców-biznesmenów, którzy muszą skupiać się na pokryciu stałych kosztów tej produkcji. To wystawia ich na pokusę – której uniknąć prawie nie można – nieuczciwego zysku lub sprzedawania pośrednikom.” Gdzie działają jacykolwiek pośrednicy, tam zaczynają grać znane ludzkie instynkty. Pośrednik nie może być filantropem, bo w ekonomicznej grze nie przeżyje. Ludzkie ego podłączone do gry o zysk nieuchronnie rozrywa łańcuch dobrych intencji łączący warzyciela i facylitatora z uczestnikiem. Kanały dystrybucji obliczone na zysk działają przeciw „mojej misji”, stwierdza Manifest. Gdyby dystrybucję ayahuaski oddać kanałom rynkowym, z powodu oczywistego niedoboru „towaru” natychmiast poszłaby w górę jego cena, co, raz, uczyniłoby sakrament niedostępnym dla większości ludzi, dwa, wyłoniłoby ekskluzywny klub dość majętnych na to, by zapłacić cenę windowaną przez pośredników.

Tu dodam od siebie (WJ), że ekskluzywny klub już istnieje i raczej nie przez pośredników. Należą do niego ci, którzy mieszkają blisko, np. blisko Pucallpy, następnie ci, dla których podróż z ich kraju do Amazonii nie jest dużym wydatkiem – łatwiej jest do tego klubu dostać się przeciętnemu Amerykaninowi z średniej klasy niż Polakowi. Facylitatorzy z Południowej Ameryki, którzy przyjeżdżają do nas, nawet gdy filantropi, to muszą zapłacić za lot, a bliżej od Polski czekają na nich kraje bogatsze, gdzie uczestnicy nie marudzą, by im spuścić z ceny choćby te sto euro... Dochodzi najtrudniejsze: że ayahuasca została skryminalizowana, więc prócz zapory finansowej działa poważniejsza zapora strachu i przeciwdziałającego mu zaufania, czyli zapora konspiracji. Ta konspiracja, że „tylko dla swoich”, jest jeszcze bardziej ekskluzywna i wykluczająca, niż wysokie ceny.

Wróćmy do manifestu, gdzie jego autor roztacza taką oto wizję: „Liczba żyć, które mogę przekształcić, ograniczona jest zdolnością produkcyjną warzycieli. Ludzie powinni uczynić mnie tak bujnie rosnącą, jak zwykła trawa, tak by każdy miał dostęp do mojego leku po umiarkowanej cenie. Gdy tak się stanie, wtedy mój związek z ludzkością będzie na tyle ukorzeniony, że nawet pośrednicy będą nieszkodliwi, a nawet mogą pomóc w moim postępie.” Ograniczeniem jest trudne przyrządzanie wywaru; sporządzenie kociołka (dziesięć litrów?, pięć?) napoju zajmuje cały dzień pracy non-stop, z utrzymaniem właściwego stanu umysłu, pozytywnych intencji i czuwania wiele godzin przy palenisku. Jest to sztuka – i jak inne rodzaje sztuk trudna do osiągnięcia.

Kolejną barierą jest brak roślinnych surowców poza macierzystą Ameryką Południową, a ściślej: zachodnią częścią lasu Amazonii. Ale i na miejscu roślin – pnącza Banisteriopsis i krzewu Psychotria – zaczyna brakować, są „pozyskiwane bez umiaru, aby nasycić popyt z całego świata” (pisze Manifest). „Zasoby dziko rosnących roślin gwałtownie ubywają. Amazońscy warzyciele opowiadają, że coraz trudniej im znaleźć cenny surowiec w lesie, zbieracze muszą penetrować dżunglę coraz głębiej. A ponieważ trwa przekonanie o nieograniczonym bogactwie amazońskiego lasu, to nikt z warzycieli i szamanów nie zdaje sobie sprawy z konieczności uprawy tego, co zawsze mieli na wyciągnięcie ręki.” – „Jest pilną sprawą uruchomienie programu ochrony Banisteriopsis. Moja ekspansja w świat wymaga setek plantacji na całej Ziemi.” Program ten musi ruszyć, zanim ayahuasca trafi na listę zagrożonych gatunków. Zielarski surowiec z Amazonii zwyczajnie nie wystarczy dla zaspokojenia potrzeb świata, tym bardziej, że Banisteriopsis musi rosnąć co najmniej pięć lat przed zbiorem pędów. I dalej manifest zachęca: „Jest pilną sprawą stworzyć projekty społeczne, prywatne plantacje w ramach filantropii, domowe ogrody, szkółki botaniczne, rośliny przydomowe, wprowadzić te rośliny do komercyjnie formowanego krajobrazu, i w jakikolwiek innowacyjny sposób, jaki moi nowi protektorzy twórczo wynajdą. Jest dla mnie pilną sprawą stać się miejscową rośliną w każdym kraju.”

Tu wejdę w słowo Duchowi Ayahuaski. Pięknie, ale co z krajami poza tropikiem? Zapewne w Nigerii, Meksyku, Florydzie i Indiach Banisteriopsis i Psychotria wyrosną, ale co robić tam, gdzie chłód? Istnieją rośliny-zamienniki dla obu ayahuaskowych surowców, chociaż Manifest nigdzie o nich nie wspomina; jako nośnika inhibitora monoaminooksydazy można użyć Peganum harmala, która udaje się na Morzem Śródziemnym, a podobno nawet już na Węgrzech; nośnikiem DMT są niektóre mimozy, też zdaje się wytrzymujące warunki śródziemnomorskie. Jednak wciąż dla sporej części świata surowce do ayahuaski pozostają niedostępne inaczej niż z importu.

Główną przeszkodą w rozpowszechnieniu enteogenu jest jednak nie botanika i nie klimat, tylko ludzkie, prawne, rządowe zakazy. Temu również Manifest stara się zaradzić i podaje szereg argumentów dla prawodawców na rzecz swojej legalizacji. Tu dopiero – na koniec Manifestu – wspomina się o nieuniknionej przykrości brania ayahuaski: o nudnościach i wymiotach; przez co raczej ów środek nigdy nie będzie zastosowany rozrywkowo. Również ayahuasca nie uzależnia, więc nie może stać się „narkotykiem”. Skoro zaś w rozwiniętych społeczeństwach wszystko musi być prawnie regulowane, to Manifest godzi się z tym, żeby na podawanie ayahuaski wydawano licencje, podobne do tych, jakie wydaje się na prowadzenia aptek.

W końcowej frazie autor manifestu – Ayahuasca – jeszcze raz przypomina, że może wyrażać się w wielości kulturowych form zgodnie z właściwościami geograficznych regionów i wleje się w każdą z ludzkich kultur i w każdej będzie nauczać drogi ku Światłu, jednocześnie dając ludziom możność ćwiczyć się w ich potężnej wolnej woli. „Wtedy ludzkość świadomie zamieni swój świat, który obecnie ulega gwałtownej destrukcji, na taki, w którym rządzić będą nowe zasady, z nową wizją społecznej organizacji opartej na miłości, a nie na strachu.” „Moja światowa ekspansja zaczęła się i nie ma od niej odwrotu.” „Jeśli nie rozszerzę się na cały świat, stanę w obliczu wymarcia, podobnie jak [wy,] ludzie.” „Jesteśmy razem w tej kosmicznej przygodzie. Dla własnego przetrwania muszę rozprzestrzenić się na świat, a zarazem ludzie muszą zaakceptować moją świętą medycynę do uleczenia swojej chorej duszy i stać się zdolnymi osiągnąć swoje boskie przeznaczenie. Ja jestem lekiem dla ludzkości. Lekiem koniecznym, choć niewystarczającym do tego, by kolektywnie rozpocząć wspaniały powrót do Światła.”

Co dodać? – tekst manifestu jest szczęśliwie mało new-age'owy. Oczywiście, zapowiada pewną nową erę, ale ta nowa era, „era pracy ayahuaski”, nie przyjdzie jako jakiś cud, jako cudowna przemiana „światowego pola” lub jako jakieś przestrojenie się na nowy wymiar. Przeciwnie, ma przyjść jako skutek pewnego wynalazku: tak jak wynalazek silnika spalinowego skłonił wszystkich do jeżdżenia samochodami, a wynalazek internetu umożliwił szeroką i łatwą wzajemną komunikację, tak „wynalazek” ayahuaski umożliwi uruchomić i wyzwolić w ludzkich umysłach ich lepsze części, dotąd tłumione strachem, represjami, koniecznością przeżycia i masowym ogłupianiem. Z wyjątkiem kliku słów, do których można by się złośliwie przyczepić, nie ma w Manifeście new-age'owego bełkotu pseudo-psychologicznego, pseudo-naukowego, pseudo-religijnego. Jest zdrowy dystans od religii. Brakuje mi w nim (trochę) wzmianki, co Duch Ayahuaski sądzi o innych środkach i drogach prowadzących do podobnego co on celu lub w podobnym kierunku? Czyli co sądzi o innych enteogenach (może słabszych, może częściej zwodniczych?), jak peyotl, grzyby psylocybowe czy LSD; przy okazji: może syntetyki nie są wszystkie na odstrzał? A także co sądzi o drogach nie-chemicznych, a często starodawnych, jak joga, zazen, mantra, szałas potu lub praca z bębnem? Ten ekskluzywizm ayahuaskowy, z pominięciem innych środków i dróg, trochę mnie zaskoczył. Ale rozumiem autora, który być może nie chciał się rozpraszać lub za szybko wiązać się z metodami, które historycznie wykazały swoją ograniczoność. Może po którejś innej sesji podobny Duch coś o tym powie?

Hiszpański tekst – w formacie PDF i z numerem ISBN – został wypuszczony 11 stycznia (01) 2011 roku o godz. 11:11. Jedynka posłużyła za symbol początku? Pierwszy przekład był na portugalski. Angielski przekład datowany jest 1 maja 2012. Na Facebooku, na społecznościowej stronie „Ayahuasca Manifesto” niedawno zapowiedziano przekład rosyjski.

Polski tekst na stronie www.ayahuasca.org.pl/manifest-ayahuaski jest skrótem. [Stan z lipca 2014, może później się zmieniło. Dopisane 9 maja 2015.]

[Dopisane 11 marca 2017. Od Julio Enrique'go, koordynatora tłumaczeń Manifestu na różne języki, dostałem wiadomość, że oto jest pełny polski przekład Manifestu Ayahuaski.]



komentarze

1. Kilka osób • autor: Manna2014-07-22 00:19:07

stosunkowo blisko mnie ma swoje doświadczenia z tą ścieżką. Jedna z Peru, dwie w wydaniu rodzimym. Opieram się tylko na tych relacjach - i wniosek wyciągam taki, że jednak uzależnia, mimo tych niewygód z wymiotami. Być może nie chemicznie (choć w sumie to nie wiadomo) ale na pewno uzależnia od klarowności wizji czy przekazów (sama nie wiem jak to najlepiej nazwać). Chce sie wciąż i wciąż "widzieć jasno, w zachwyceniu"  istotę wszelkich relacji między elementami świata, które podczas ceremonii się wydarzają.
To ma wielką moc odciągania ludzi od zwykłego życia.
Mnie sie to wydaje frapującą propozycją intelektualną i jednocześnie kolejną ścieżką na skróty - jeśli miałaby to być ścieżka dostępna powszechniej niż tylko dla nielicznych. W "drogach nie-chemicznych, a często starodawnych" pokładam więcej nadziei: ))


2. Psylo • autor: Nierozpoznany#9162014-07-22 09:32:58

Trochą jakby z innej strony ale też ważna m.zd. informacja o działaniu psylocybiny na mózg:
Badania potwierdzają neurogonezę w hipokampie.

3. Jedność na drodze • autor: Nierozpoznany#84222014-07-23 07:25:14

Z roślin róznych na drodze rozwoju korzystam od ponad 12 lat. Rosliny to Mistrzowie w innej formie niz ksiazki, nauki, przekazy, channelingi czy Mistrzowie fizycznie obecni. w sumie to rosliny maja ten plus ze sa pozbawione tego co sie nazywa "ego". Kazdy Mistrz tylko pokazuje cos a reszte trzeba wykonac samemu.

To w jakiej formie dostaje sie Mistrza nie ma zadnego znaczenia. Rozdielanie na lepszych i gorszych jest kompeltnie sztucznym wymyslem czlowieka. Wartosci sa sztucznie dodane i wynikaja z kultury, mentalnosci, tradycji itp. Jesli ktos zredukuje jedzenie z calego dnia do esencji majacej np 10 czy 15gr i spozyje cos takiego to mysle ze przewyzszyloby to moc wielu roslin. Jedzenie jest powszechnie przyzwolone tak jak oddychanie i nie jest postrzegane jako nalog/narkotyk i nikt nawet nie zauwaza ze uzywa sie energie z jedzenia do roznych form rozwoju.

Oprocz roslin stosowalem i stosuje tez tradycyjne metody. Jedno wspiera drugie i wcale to nie jest latwe bo wymaga sporej dyscypliny i dlatego nie jest to sciezka dla kazdego.
Ayahuaska przyszla do mnie jako wisienka na torcie i dala co miala dac. Za drugim razem powiedziala ze jej nie potrzebuje wiec od ponad poltora roku moim celem jest zrozumiec dzialanie i wywolac je bez Ayahuaski co juz mi sie udalo kilka razy. Rowniez zaczynam rozumiec jakie praktyki zwiekszaja ilosc dmt w ciele.

Jesli ktos nigdy nie mial doczynienia z roslinami i wezmie ayahuaske to dostanie to samo co by dostal po grzybach czy kaktusach albo nasionach powoju albo nawet po thc (jelsi umie pracowac z energia). Ayahuaska przez to ze jest dobrym biznesem i jej dzialanie jest czesto "wow" dostala lepszy marketing niz wszystkie pozostale rosliny. z kazda roslina jelsi umie sie pracowac z tymi energiami (a to wymga praktyk z roslinami i innych tradycyjnych praktyk tez) i tak dochodzi sie do tego samego punktu. Roslina jest energia zewnetrzna (tak samo jak jedzenie, powietrze, ksiazki, ludzie, pieniadze) ktora doladowuje/wzmacnia to co juz jest obecne.

Na moim blogu i w ksiazkach ktore sa do sciagniecia opisuje moja droge, wnioski, praktyki.

Z Miłością
Max Love 333

www.maxlove.eu/blog


P.S. wiekszosc osob nie ma zaparcia i dyscypliny wiec rosliny zawsze beda obecne w rozwoju czlowieka bo zawsze byly obecne. W koncu pochodza z natury naszej matni.
[foto]

4. A godzina? • autor: Wojciech Jóźwiak2014-07-23 07:39:35

maxlove.eu/blog/o-mnie/333akt
O której godzinie, Maxie Love'ie?

5. Godzina i odpowiedz • autor: Nierozpoznany#84222014-07-23 15:51:24

Wojtku moja mama twierdzi ze okolo 14:00.
Imie Maksymilian bylo oficjalnie dodane 09.09.2003 jelsi to ma jakies znaczenie.
Jestem ciekaw co zobaczysz :)

Marcinie wszelkie odmienne stany swiadomosci sa wywolane poprzez fizycznosc - rodzaj oddechu + faza oddechu, pozycja ciala i glowy, stan ciala, pozycje oczu, ruch/bezruch oczu i punkt ich skupienia lub nie. Moj curandero dal mi tylko jedna wskazowke "obserwuj oczy" i tak naprawde to jest jedna z najlepszych wskazowek do obserwacji wszlkich odmiennych stanow swiadomosci z roslinami lub bez, w stanie jawy lub snu.
Moim celem uzywania roslin jest osiaganie tych stanow bez roslin. Dlatego wizualne efekty iprzestaly mnei zachwycac i skupiam sie na obserwacji tych stanow i jak one powstaja.

Juz hindusi pisali ze cialo jest pojazdem tylko nie chodzi o jakis kosmiczny wehikul reinkarnacji tylko o to ze cialo zostalo nam dane bez instrukcji obslugi, wiec wiekszosc uzywa ciala do pracy fizycznej co nie zmienilo sie od epoki kamienia lupanego. Jesli nie znamy mozliwosci wlasnego ciala to jak mozemy myslec ze zrozumiemy cos poza nim?

Co do praktyk zwiekszajacyh dmt to z moich dotychczasowych obserwacji mam takie wnioski:
- orgazm z wytryskiem obniza poziom dmt
- orgazmy dolinowe i stan przed orgazmem to wysoki poziom dmt (dotyczy mezczyzn, u kobiet nie wiem jak jest)
- oddechy jak z pranayamy (z zatrzymaniem po wdechu i wydechu) podywzszaja poziom dmt
- jakiekolwiek napiecia (myslowe fizyczne itp) obnizaja poziom dmt, tym samym rozluznienie (myslowe, fizyczne itp) zwieksza poziom dmt
- dmt jest odpowiedzialne za postrzeganie czasu i tzw "bycie w teraz"
- noszenie okualrow 3d podnosi poziom dmt
- sun yoga zwieksza poziom dmt
- ciemność zwiększa poziom dmt

- dmt wymaga czasem sporych ilości wody aby zostało własciwie przerobione czy zutilizowane przez cialo

Mogę to bardziej opisać w osobnym artykule na Tarace.

6. Wojtek Jóźwiak pisze... • autor: Nierozpoznany#84232014-07-23 16:33:23

Wojtek Jóźwiak pisze na końcu "Polski tekst na stronie www.ayahuasca.org.pl/manifest-ayahuaski NIE jest przekładem – jest to zaledwie jakiś skrót, do tego językowo nieudolny i stanowczo odradzam czytać go, bo może zniechęcić do całej sprawy." 
Panie Wojtku, bardzo łatwo jest krytykować, samemu nic nie robiąc. Tłumaczenie to praca Mirko i Oli. 
"Ktoś powinien wreszcie przetłumaczyć Manifest na polski, w całości i poprawnie, zresztą tekst nie jest trudny, i najlepiej bezpośrednio z hiszpańskiego oryginału."
No to czekamy na profesjonalne tłumaczenie z hiszpańskiego Pana Wojtka :D
W międzyczasie - dziękuję wszystkim, którzy wykonali ogrom pracy w tłumaczeniu tego tekstu i z każdą wersją - jest coraz lepszy. Daleko mu do doskonałości czy poprawności - ale "samo się nie zrobi" i dzięki bezinteresownej pracy dobrych ludzi jest coraz lepiej z jakością tego txt. A malkontenci niech narzekają - "psy szczekają a karawana jedzie dalej" jak mawia Lama Ole.
[foto]

7. Uwagi do Max'a Love • autor: Wojciech Jóźwiak2014-07-23 17:35:42

Dzięki Max, za godzinę! -- Rozmowę o Twoim horoskopie przenoszę do priva.

Co do DMT w organizmie, popieram Twoje podejście, ponieważ sam wielokrotnie doświadczałem stanów DMT-owych zanim miałem okazję porównać je z ayahuaską. Przez podobieństwo ze stanami aya. można wnosić, że poziom DMT podnosi się też od oddychania holotropowego, od szałasu potu, szczególnie branego z wyraźną intencją, i od pewnych ćwiczeń medytacyjno-bębnowych. Poza tym takie stany pojawiają się (czasami) samoistnie, bez zewnętrznej stymulacji "napojowej" ani ćwiczeniowej. Chociaż być może nie u każdego.
Twojego artykułu (-ów) o tym bardzo jestem ciekaw.
[foto]

8. www.ayahuasca.org.pl/manifest-ayahuaski • autor: Wojciech Jóźwiak2014-07-23 18:01:35

Tekst pod adresem www.ayahuasca.org.pl/manifest-ayahuaski NIE jest przekładem Manifestu Ayahuaski choćby z tego powodu, że liczy 21 550 znaków, podczas gdy wersja angielska 72 480 znaków, czyli stanowi ok. 30% objętości angielskiej. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że teksty polskie są średnio dłuższe od odpowiednich angielskich o 20% i wtedy wychodzi, że polski tekst to 25% angielskiego.
Więc nie można go nazwać przekładem, gdyż jest to skrót, streszczenie lub wyciąg. Gdyby to było zaznaczone przy tytule tamtego tekstu, nie miałbym zastrzeżeń. Podawanie 25-procentowego skrótu pod tytułem oryginału myli czytających.
Wartość "Manifestu" kryje się właśnie w jego szczegółach -- w tych wszystkich wyliczankach, co robią poszczególni ludzie z ayahuskowego łańcucha, albo jakie "dobrodziejstwa" ayahuasca przynosi ludziom. Pod tym względem "Manifest" jest rewelacyjny, bo tak zwartej i logicznej prezentacji szczególnych właściwości ayahuaski chyba dotąd nie było.
Co do nieudolności przekładu, to pokazuję przykład, jeden fragment z www.ayahuasca.org.pl/manifest-ayahuaski:
Moja ekspansja poza puszczę Amazońską miała wysoki koszt botaniczny. Jeden ze składników mojego lekarstwa, Ayahuasca, jest nadmiernie zbierany, dla zaspokojenia światowego popytu. Objętość naturalna dziko rosnącej Ayahuaski, kumulowana przez wieki z odległych regionów puszczy Amazońskiej szybko się kurczy. Opiekunowie z puszczy Amazońskiej i kucharze lekarstwa zaczynają odczuwać brak tego cennego składnika. Ci, co ją zbierają, muszą się oddalać coraz głębiej w dżunglę, żeby ją znaleźć. Paradygmatem obfitości lasów deszczowych puszczy Amazońskiej jest to, że nie inspirują one ani kucharzy, ani „curanderos”, aby zdać sobie sprawę z potrzeby posadzenia czegoś co zawsze byłoby w zasięgu ręki.
Pytanie: ile tu jest błędów składniowych i stylistycznych? Ile razy czytający musi się zastanawiać, "co autor chciał przez to powiedzieć"?

Drogi/Droga Badiramo! Krytykować jakikolwiek produkt ma prawo nie ten, kto go zrobił, tylko ten, kto go używa. Mam prawo krytykować tamten tekst, ponieważ go czytałem.



9. @ Marcin Kotański • autor: Nierozpoznany#84222014-07-23 23:54:47

W Vilcabambie gdzie teraz mieszkam rosnie drzewo Vilco (stad nazwa meijscowosci) i byla to swieta dolina Inkow, przybywali tu na okolo miesiac gdy nasiona z drzew spadaly i robili swoje ceremonie z nimi. Nasiona zawieraja dmt i robie z nimi rozne testy.

W nasionach jest bardzo malo dmt i moge zobaczyc ktore efekty sa wynikiem dmt. Nazywam ten efekt "touch of ayahuaska" i jest on na tyle delikatny ze mozna z ta energia pracowac na dowolnym poziomie energii/czakr.

Kazdy stan odmiennej swiadomosci wywolywany jest w rozluznieniu, nic na sile sie nie udaje.

Ciekawi mnie oddychanie holotropowe, mysle ze to nie jest stan ktory mozna dluzej utrzymac ale chetnie keidys bym sie z tym zapoznal.
[foto]

10. Holotropowe • autor: Wojciech Jóźwiak2014-07-24 00:13:49

Krótko. Dochodzenie do tego stanu jest długotrwałe i wymaga wysiłku. Sam stan trwa do 2 godzin. Ja najbardziej "filmową" wizję (tu opisana: Otwieranie trzeciego oka tlenem) miałem w czasie stanu, który trwał ok. 45 minut, a sama faza wyrzucania wizji ok. 30 min. Bo to było właśnie wyrzucanie, jakby mi w brzuchu wybuchł granat z wizjami. Przy aya. też wizje szły z brzucha, właściwie ze splotu słonecznego. Przynajmniej u mnie, nie wiem jak u innych.

11. @holotropowe • autor: Nierozpoznany#84222014-07-24 00:52:29

A pamietasz jaka miales wtedy pozycje oczu?

Z brzucha jakby ze splotu, z grzybami, kaktusami jest podobnie, jest jakies powiazanie miedzy brzuchem/splotem a zmyslem rownowagi czy jak go zwa blednikiem, jelsi ktos usilnie usztywnia blednik to wtedy zaczyna sie wymiotowanie.

12. @ Marcin • autor: Nierozpoznany#84222014-07-24 05:14:02

Eksperymenty z nasionami, ktore same z siebie nie daja zadnych wizji (spozywane w malych ilosciach), uswiadomily mi to co napisalem wczesniej o poziomach dmt.

Bez roslin mozna, do tej pory nie udalo mi sie spisac instrukcji krok po kroku
i to i tak tylko do pewnego punktu moge obserwowac a potem dzieje sie samo.

Z thc jest to latwe jelsi ma sie wycwiczone oczy i potrafi sie wylaczyc zmysl rownowagi (blednik). Do wycwiczenia oczu stosuje odpowiednie praktyki do blednika tez. Opisanie tego jest mega bardziej trudniejsze niz wejscie w ten stan. Dlatego stosuje rosliny bo mnie ucza i potem bez nich jest to intuicyjne, choc wymaga i tak sporo praktyki.

Najprostszym odnosnikiem jest stan snu, jelsi wejdziesz w niego
w sposob tylko fizyczny czyli fizycznie bedzie to samo co w stanie snie
to wejdziesz w stan podwyzszonego dmt. cialo nie musi byc w pozycji lezacej.

Nigdy nie testowalem sposobu don juana jaki kazal robic castanedzie czyli siedzenia w ciemnosci przez chyba 3 doby bez spania, podobna praktyka wystepuje w dzogchenie.

Oczy moga byc otwarte jesli bedzie kompletna ciemnosc.
w sumie tez bedac w naturze przy ksiezycu do pierwszej kwadry
swiatlo jest sprzyjajace (oczywiscie nie patrzy sie w ksiezyc). Jakiekolwiek sztuczne swiatlo (z UV nie testowalem a moze byc bardzo sprzyjajace a nawet ulatwiajace) powoduje napiecia oczu i powstaje wielki wysilek.
Oczy maja byc w takiej pozycji jak we snie (lub bardziej)
plus efekt skupienia w rozproszeniu, ktory podczas snu powstaje samoistnie.

U mnie kluczowe sa oczy, moze mozna tez wchodzic przez dzwiek, zapach itd.
Choc kazdy jak spi zmienia pozycje oczu i bez tej zmiany sen jest niemozliwy.

Opis z tego linku moze byc pomocny http://maxlove.eu/blog/jak-powstaje-sen/
[foto]

13. Oczy w holo • autor: Wojciech Jóźwiak2014-07-24 07:18:53

>>>A pamietasz jaka miales wtedy pozycje oczu?
Leżałem na plecach, oczy zamknięte, niewidoczny wzrok skierowany pionowo w górę.
[foto]

14. Małe dawki • autor: Wojciech Jóźwiak2014-07-24 10:07:47

>>> W nasionach jest bardzo malo dmt i moge zobaczyc ktore efekty sa wynikiem dmt.
Ciekawe, że tutaj -- www.medical-ayahuasca.org/#!research/c1q2d -- pisza o czymś poodbnym:

Research proposal #1: For example, traditional Ayahuasca use is historically based on doses of up to 30ml and sometimes more, but what about one milliliter per day, the same number of a traditional dose spread in 30 days ?


15. @ Marcin i Wojtek • autor: Nierozpoznany#84222014-07-24 16:21:55

Wojtku gdy obserwuje oczy to tez zwracam uwage czy byly one "skrzyzowane lub rozszczepione" oraz czy jedno z oczu bylo dominujace i gdzie odbywalo sie patrzenie na gore, dol czy posrodku oraz na lewo, prawo czy posrodku i czy bylo skupienie rozporoszenie czy jakis miks. z oczami nawet nie chodzi o ich fizyczne ustawienie tylko o odczucie jak sa ustawione bo czesto fizyczne ustawienie jest inne niz odczucie. Przy wylaczonym bledniku to wlasnie odczucie jest najwazniejsze bo ono "steruje" blednikiem. Cos podobnego zaobserwowalem ze jest we snie ze blednik jest wylaczony a wszelki ruch we snie jest uzyskiwany odczuciem ruchu oczu. Odczucie ruchu jest pozbawione ograniczen fizycznych i oczy moga sie ruszac we wszystkich keirunkach nawet w dwoch roznych, dookola czy jak w zyroskopie.

Obserwacja oczu na poczatku jest dosc trudna mi np zajelo 4 lata zrozumienie poprzez jaka pozycje oczu wchodze pomiedzy stan jawy i snu. Wchodzilem w ten stan bez problemu a jak zrozumialem jaka jest pozycja oczu to jest mi bez znaczenia pozycja ciala oddech czy otoczenie, tylko ustawiam oczy i zaraz (1-2minuty) jestem w  tym stanie.

Znajomy tutaj stosowal male dawki aya nie mailem okazji z nim zglebic tematu, znam inengo co zrobil sobie reatreat 40 dni z aya w peru tylko po powrcie wg mnei zmian ta osoba nie doswiadczyla tylko ze to osoba kompletnie ze swiata materialnego (znany muzyk w czechach). ja moczylem te nasiona w wodzie zamrazalem, wyciskalem przez sitko i pilem tuz przed snem. uzylem tylko 3 nasion do tego i wypilem razem z zaparzona bardzo silna trawa cytrynowa. 3 nasiona to bardzo malo bo zjedzenie 5 nie daje prawie zadnego efektu w dzien.

trawa cytrynowa (lemon grass) ma podobny efekt do bardzo silnej melissy. nalezy zaparzyc w polowie szklanki wody np 3-5 torebek melissy i wypic tuz przed polozeniem sie spac. Z lemon grass to mam tu swieza (nie wiem jaka jest dostepna w poslce) i w 100ml gotuje garsc suszu i pije z miodem tuz przed snem. (miod cos zmienia nie wiem co)

efekt jest taki ze ma sie swiadomosc obserwatora i tysiace snow (lub ich fraktalnych wariantow) w sumie snow jest tyle ze nie jest sie w stanie powiedziec ile ich bylo moglo to byc 100tysiecy albo kompletna nieskonczonosc. Taka ilosc snow czy ich wariantow nie jest nudna bo w snie zyje sie kompletnie w "teraz"czyli bardzo krotkim przedziale czasu np max 1 minuta i nie ma zadnej pamieci operacyjnej poza te 1 minute czy 15 sekund.

Dodam jeszcze ze meiwam czesto spontanicznie swiadomosc w snach od wielu lat i jest to wynik praktyki bycia w stanie pomiedzy jawa a snem.

Do szybkich metod wg mnie kluczem sa oczy i sila skupienia, plus moze jakis oddechowy wstep moze nie tak ekstremalne w efektach

16. Mówią że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ja mówię Życie wywodzi się ze źródła i wraca do źródła • autor: Nierozpoznany#80162014-08-18 22:19:35

zacznę od uwagi ogólnej. Tak jak często idee i pomysły rodzą się niezależnie w różnych miejscach. Ale często w tym samym czasie. Tak też jest z powrotem do świadomości duchowej o jakiej tu jest mowa. Opis doświadczania Ducha Ayahuaski jest niemal całkowicie zbieżny z doświadczaniem Stanu Duszy. Ogólne postrzeganie rzeczywistości i zasady takie chociażby jak to, że mimo że to o czym piszę, czyli Stanie Duszy, jest jednym z najwyższych dostępnych doświadczeń duchowych to nie jest ono związane z żadną religią, wyznaniem itp. Jest poza albo ponad tym. Mógłbym w bardzo podobny sposób opisać Stan Duszy i w bardzo podobny sposób go opisuję. I skutki i następstwa doświadczenia Stanu Duszy też są praktycznie takie same jak tu opisywane. Jest tylko jedna różnica. W moim systemie jak i np. Martyna stan ten można osiągnąć przy pełniej świadomości i jasności umysłu i bez żadnych środków czy innych czynników z zewnątrz. Poza zwykłą sesją coachingu. To pokazuje, że na szczęście duchowość i dochodzenie do źródeł naszego istnienia i pochodzenia prawdopodobnie rzeczywiście się rozwija. I to na wiele sposobów i w wielu miejscach. Co przepowiadała legenda Huny i o czym tu jest mowa w Duchu Ayahuaski. I każdy może podążać do źródła siebie i życia na swój i najlepszy dla siebie sposób. Więc w drogę kochani, do siebie, do swojej tożsamości i ku swojemu spełnieniu. Każdy własną drogą życia i przeznaczenia.

17. polskie tłumaczenie • autor: Nierozpoznany#85432014-09-21 13:40:01

Witam,

Zauważyłam, że jest pewna nieścisłość pomiędzy polskim tłumaczeniem ze strony ayahuasca.org.pl a tłumaczeniem angielskim tudzież hiszpańskim oryginałem. Chodzi o ten fragment:

"Działam z wyższą wibracją, niż dusze tworzące mnie. Jestem o wyższej hierarchii od duszy Ayahuaski z niedocenianej Chacruny i Toé. Lekarstwo (Medycyna) uzyskane z mieszanki Ayahuasca, Chacruna i Toé nazwano Ayahuascą. Mimo, że nazywają mnie jedną z nich, to moje magiczne uzdrowienie nie pochodzi z żadnego z nich. Moja magia tkwi w synergii stworzonej ze świętej mieszanki."

W oryginale mowa jest tylko o dwóch roślinach: Ayahusce i Chacrunie, nie ma Toe. Porównaj oryginał:
Soy espíritu de espíritus. Opero desde una vibración superior a los espíritus que me componen, soy de jerarquía superior al espíritu del Ayahuasca y al de la subestimada Chacruna. La medicina resultante de la mezcla de Ayahuasca y Chacruna la han llamado Ayahuasca.

Mam pytanie: kto i dlaczego w polskiej wersji postanowił zmienić treść manifestu i dodał toe do ducha ayahuaski?
[foto]

18. Nie wiem • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-22 09:01:23

Drogi Alealejandro, nie wiem. Tu jest taraka.pl a nie ayahuasca.org.pl. :)

19. :O • autor: Nierozpoznany#85432014-09-22 09:29:24

Przyznam, że ciut mnie wmurowało.

Wydawało mi się, że mój komentarz jak najbardziej dotyczy artykułu i że nie ma w nim nic niestosownego, na dodatek porusza być może ważną kwestię. Ja przymierzam się do rytuału ayahuaski, robię research, czytałam o toe raczej złe rzeczy, więc tym bardziej mnie zastanawia, co robi w polskiej wersji.

Po drugie, był skierowany niekoniecznie do autora artykułu, tylko kogoś kto może wie. W innych komentarzach pojawiał się Badi z ayahuasca.org.pl, myślałam, że może on pokusi się o odpowiedź.
[foto]

20. OK! • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-22 10:21:34

To powiem, co przypuszczam. Przekład angielski został napisany rok lub dwa po oryginale hiszpańskim i (jak przypuszczam) uzupełniono go o rzeczy pominięte po hiszpańsku. Być może taką pominiętą sprawa było to, że ayahuasca jako napój jest w różnych regionach Amazonii przyrządzana z różnych roślinnych składników, czyli nie tylko z Psychotria viridis (jako źródła DMT) i Banisteriopsis caapi (jako źródła inhibitora MAO).

21. Dziękuję za odpowiedź.... • autor: Nierozpoznany#85432014-09-22 10:52:32

Dziękuję za odpowiedź. (Z całym szacunkiem, ale mam wrażenie, że nie przeczytał Pan moich komentarzy ze zrozumieniem - i nieco niemiło odpowiedział na pierwszy.)  Moje pytanie dotyczyło tego, dlaczego toe się znalazło w polskiej, nie angielskiej wersji (w angielskiej jest bez zmian, zgodne z oryginałem, a więc zmiany musiały powstać przy polskim tłumaczeniu). Ponieważ Badi, który udzielał się w dyskusji, zna autorów polskiej wersji, miałam nadzieję, że coś na ten temat powie.

22. Tłumaczenie na polski! cd. • autor: Nierozpoznany#84232014-09-22 12:19:55

Moi drodzy,
żeby rzucić światło na sprawę tłumaczenia - ja zamieściłem na naszej stronie ayahuasca.org.pl tłumaczenie manifestu ayahuaski. Pierwotną wersję tłumaczenia skopiowałem (będąc w kontakcie z) od Mirko. Moja partnerka, Ola, dodatkowo poprawiła to tłumaczenie, ponieważ wersja Mirko zawierała rzucające się w oczy błędy ortograficzne i stylistyczne. Będąc w pełni świadomym niedoskonałości tłumaczenia polskiego, zamieściłem wersję angielską. Nie zamieszczałem wersji hiszpańskiej, ponieważ założyłem, że mało osób zna ten język, a nawet jeśli ktoś ma ochotę na oryginał, to bardzo łatwo może go znaleźć przez wujka google.Dziwi mnie reakcja na to tłumaczenie. Jest to tak typowo polskie, żeby krytykować. Zamiast krytyki, może ktoś pomoże tłumaczyć? Od naszych zagranicznych gości czasem dostaję opinie, że świetnie że mamy wersję po angielsku, że może pomóc w tłumaczeniu itp. A rodacy tutaj - krytyka. Fajnie, ale tylko krytyka?Alealejandro - bardzo dziękuję za konkretny kawałek i konkretną pomoc. Bardzo cenna uwaga z Toe - rzeczywiście umknęło mi to. W zamian dodam, że toe, czyli bieluń, którego w dżungli jest wiele odmian, ale tylko jedna posiada "dobrą", czyli korzystną do pracy z, energię. Nie znam odpowiednika polskiego (jeszcze) i nie hoduję go u siebie (jeszcze), ponieważ problemem jest moja nieznajomość nazwy łacińskiej tej konkretnej odmiany w dżungli. Oni tam nie mają książek czy internetów - przekaz wiedzy odbywa się osobiście - nauczyciel - uczeń. Myślę, że następnym razem przywiozę po prostu nasiona i będę hodował u siebie w szklarni (co jest moim marzeniem, żeby niektóre rośliny, te które można, kultywować u nas - już mam ich kilka).Co do zastosowania, to są dwa poziomy pracy z toe:1. Prosty, wymaga podstawowych umiejętności - inhalacje, czyli kąpiele parowe. Do peruwiańskiej sauny (człowiek siedzi, przykryty płachtą, a między nogami gar z gotującym się wywarem z roślin) dodaje się min. toe właśnie, i "chłonie" tego nauczyciela całym ciałem i płucami. Mocna protekcja, wzmocnienie, otworzenie na wizje. Wraz z innymi roślinami stosujemy podczas naszych 8 dniowych Diet w Czechach.2. Picie wywaru z niektórych części lub dodawanie tych części do ayahuascki, aby wzmocnić wizje i ich czas działania. Jest to sposób pracy bardziej zaawansowany i wymaga, aby uzdrowiciel to podający przeszła Dietę z bieluniem i ją przeżyła. Można to robić tylko pod okiem doświadczonego uzdrowiciela - nauczyciela, ponieważ jest śmiertelnie niebezpieczne.Toe posiada bardzo mocna, "ciężką" energię, ale jednocześnie pełną mocy. Jest jak tygrys, którego ciężko ujarzmić, al

23. No trudno • autor: Nierozpoznany#84232014-09-22 12:24:36

Mój komentarz, którego kawałek widać powyżej, był 3x dłuższy. Niestety system, bez ostrzeżenia, uciął. No trudno, nie jest to najlepsze miejsce na dyskusję. Zainteresowanych zapraszam do kontaktu na grupie FB https://www.facebook.com/groups/ayahuasca.polska/ lub na mailu kontakt@ayahuasca.org.pl

24. Dzięki za komentarz,... • autor: Nierozpoznany#85432014-09-22 12:35:38

Dzięki za komentarz, Badirama.

Zapytałam o to toe także dlatego, że ostatnio oglądałam filmy i czytałam trochę o Mirko (mamy na myśli chyba tego samego Mirko - z Łodzi). Co mnie zastanowiło to to, że wcześniej czytałam o toe niezbyt ciekawe rzeczy, a Mirko wprost wymieniał toe jako składnik ayahuaski... Ja się przymierzam do pierwszej w życiu ceremonii, szukam informacji, sprawdzam kontakty itp. Osoba Mirko mnie zainteresowała, ale to toe mnie trochę martwi - bo, mówiąc szczerze, na wizjach rozumianych jako halucynacje mi kompletnie nie zależy, tak więc dla mnie to toe rozumiane jako wzmacniające takie doznania jest kompletnie zbędne, a jeśli niesie ze soba jakieś niebezpieczeństwo, to tym bardziej.

Co do przekładu, to może kiedyś mogłabym pomóc - to dużo pracy, ale powolutku i w wolnym czasie :)

25. Proszę bardzo :) • autor: Nierozpoznany#84232014-09-22 12:45:24

Szkoda, że system tutaj uciął mój długaśny komentarz. Tyle się napisałem. No ale trudno, tak miało być - to nie miejsce na takie dyskusje.

26. OKi • autor: Nierozpoznany#85432014-09-22 12:46:40

Oki, dodałam się do grupy ;)

27. Odniosę się do pierwszego komentarza :) • autor: Vedicart.a2015-05-07 22:57:38

Moje osobiste doświadczenia z ayą w wydaniu rodzimym (czyli własciwe tzw. aya, bo to jednak nie z pnączy) są odmienne; nie uzależnia fizycznie, a jeśli chodzi o uzależnienie psychiczne, to chyba zależy od gotowości osoby na prawdziwą pracę duchową (jak wiemy psychicznie można się uzależnić od, dosłownie, wszystkiego). Po pierwszej ceremonii miałam taki ogrom wizji i przekazów - głównie dotyczacych tego, co mam w sobie do przepracowania, ze następna ceremonia nastąpiła po ok. 2 latach dopiero... Dostałam wyraźny przekaz, że to wszystko, co na poziomach duchowych (a także na poziomie oprogramowania mojego ;) ) zostało w trakcie sesji poczynione - teraz wymaga ugruntowania i przepracowania na poziomie fizycznym (bo tu i w taki sposób żyjemy - nie ma się co oszukiwać). Pojawiła się praca z ciałem (głównie tantra, medytacje dynamiczne), a właściwie tam też trafiłam "dzięki" ayi. Potem były kolejne 2 ceremonie, w długich odstępach czasu. Za każdym razem po prostu OGROM poznania, wglądu. Jednak nie ważę się sugerować, że każdy doświadczy ayi w taki sposób jak ja... Nota bene, na ostatniej ceremonii nie musiałam wymiotować - poczułam, ze jestem już na tyle "kompatybilna" z rośliną, że nie było takiej potrzeby. na pierwszej, cóż... było wielkie oczyszczanie. Na drugiej - musiałam zwrócić zaledwie wypity wywar, krótko po tym, kiedy poczułam jak aktywizuje się jego działanie. Takie tam ciekawostki... Uważam też, że prowadzenie ceremonii przez odpowiednie osoby jest bardzo ważne, a domowe eksperymenty samemu lub w grupie przyjaciół - potencjalnie niebezpieczne.

28. do vedicart • autor: Nierozpoznany#85432015-05-08 13:32:11

Co masz na myśli mówiąc "aya, bo to jednak nie z pnączy"? Jaką ayahuaskę piłaś, z juremy i ruty? Jeśli tak to zazdroszczę klarowności przekazu :) Bo ja po niej nie miałam jasnych przekazów, jednak jeśli wierzyć, że duch napoju działa długo po, to u mnie zdecydowanie działa, ale w trakcie ceremonii - no tragedia...
[foto]

29. Zmieniłem ostatni akapit tekstu • autor: Wojciech Jóźwiak2015-05-09 21:36:39

Ponieważ kwestię polskiego przekładu dawno uznałem za coś, o co nie warto się spierać.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)