Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 grudnia 2014

Włodzimierz H. Zylbertal

Jan Stachniuk - myśliciel wart przypomnienia

1. Wstęp

W historii filozofii polskiej Jan Stachniuk zajmuje pozycję wyjątkową. Stworzył kompletny system filozoficzny, co w filozofii XX wieku, bardziej zajmującej się językiem i logiką, niż budową wszechogarniających systemów jest rzadkością. Ponadto stworzony przez niego system, jak chyba żadne inne polskie dokonanie intelektualne mijającego stulecia, wpisuje się w wielka tradycję rodzimej myśli poszukującej dla Polski jej tylko właściwej drogi rozwoju [i]. Wyjątkowość Stachniuka polega na rozmachu wizji oraz nietypowej dla współczesnej filozofii eseistyczno-profetycznej formie przekazu, o wiele potężniej oddziałującej na odbiorcę, niż elitarna z konieczności precyzja języka filozofii analitycznej.

Stachniuk, mimo upływu przeszło pół wieku od wydania jego ostatniej książki, mimo zniknięcia formalnych barier politycznych mogących ograniczać dostęp do jego dzieł - pozostaje filozofem niemal nieznanym szerszemu ogółowi. Wydanie w latach 1994 -1997 jego najważniejszych prac sytuacji tej nie zmieniło. Wciąż aktualna pozostaje opinia Kazimierza Koźniewskiego wygłoszona w roku 1988, na tyle dobitna, by ją zacytować w całości:

Przepytałem parę osób znających nieco lepiej historię Polski Odrodzonej. Żadna niczego o Janie Stachniuku nie wiedziała. Encyklopedie polskie, te współczesne, nie wymieniają ani „Stachniuka” ani „Zadrugi”. Uważny i entuzjastyczny wobec Stachniuka biograf - pan Maciej S. Czarnowski, który bardzo uprzejmie przysłał mi swoje informacje - zanotował, iż po roku 1956 ukazało się w Polsce siedem artykułów, w których wspomniano Stachniuka i jego książki. Przeważnie były to artykuły zawodowych historyków - J. Majchrowskiego i B. Grotta - publikowane w pismach specjalistycznych. W trzech książkach znalazły się przyczynki do biografii Stachniuka, w piętnastu wzmianki o „Zadrudze” i jej przywódcy. W RFN, w 1982 roku ukazała się duża książka S. Potrzebowskiego „Zadruga - eine volkische Bewegung in Polen”. W Bibliotece Jagiellońskiej leży zdeponowany parusetstronicowy maszynopis Antoniego Wacyka, relacjonujący - z pozycji wielbiciela i wyznawcy - życie i twórczość Jana Stachniuka. W sumie - raczej niewiele. W każdej większej polskiej bibliotece naukowej znajdują się książki Jana Stachniuka - z „Dziejami bez dziejów” na miejscu pierwszym; książek tych niemal nikt nie czyta” [ii]

Od czasów napisania tego tekstu nie zmieniło się wiele, jeśli nie liczyć niezbyt wartościowych z naukowego punktu widzenia publikacji w niskonakładowych pismach oraz publikacjach internetowych związanych z modnym obecnie neopogaństwem. Toteż na dobrą sprawę podejmowanie dziś badań nad dorobkiem Stachniuka ogranicza się do uważnej lektury tekstów samego filozofa oraz tych nielicznych opracowań i polemik, które już powstać zdążyły. Tą też metodę przyjęto w niniejszej pracy.


2. Życie i dzieło Jana Stachniuka

Jan Stachniuk urodził się 13.1.1905 r. w Kowlu w rodzinie robotniczej. Od dzieciństwa zdradzał wybitne zdolności umysłowe. Po zdaniu matury w rodzinnym mieście wyjechał do Poznania i tam studiował w Wyższej Szkole Handlowej. Na studiach był członkiem młodzieżowej organizacji piłsudczykowskiej; wtedy też zaczął pisać swe pierwsze teksty do prasy akademickiej. W 1933 roku ukazała się pierwsza książka: „Kolektywizm a naród”. Dwa lata później kontynuacja tych poglądów: „Heroiczna wspólnota narodu”. W roku 1936 powstała „Zadruga” - jednocześnie pismo i nazwa przedziwnego nieformalnego związku. „Zadrugę” Stachniuk redagował (i większość tekstów pisał) w całości sam. W 1939 roku ukazało się jeszcze „Państwo a gospodarstwo”, a na kilka dni przed wybuchem wojny ukończono druk „Dziejów bez dziejów”. Podczas wojny powstały następne ważne książki: „Zagadnienie totalizmu” (1943), oraz „Człowieczeństwo i kultura”; ta ostatnia wydana w Poznaniu w roku 1946.

Podczas wojny Stachniuk, choć czynnie zaangażowany w polskim ruchu oporu, nie związał się z żadną wówczas działającą opcją polityczną. Pisał do podziemnego pisma „Zryw”. Niejednoznaczność jego postawy powodowała podejrzenia o kolaborację z Niemcami. Z drugiej strony sam Stachniuk rozpowszechniał donosy na własny temat; wskutek tego donosy te - i pochodzące od niego samego, i podrzucane na gestapo przez jego przeciwników - były lekceważone i Stachniuk mógł spokojnie pracować. Miał też sporo szczęścia: jego „Zagadnienie totalizmu” było powszechnie dostępne podczas wojny w okładce „Psychologii dla nauczycieli” L. Petrażyckiego. Gdyby którykolwiek niemiecki szpicel zainteresował się tym - los Stachniuka byłby przesądzony. Podobnie sprzyjało mu szczęście w Powstaniu Warszawskim, gdzie Stachniuk walczył jako szeregowiec i został niezbyt groźnie ranny [iii].

W latach 1946 - 1948 ukazała się reszta spisanych podczas wojny dzieł: „Walka o zasady” (Warszawa 1947), „Wspakultura” (Warszawa 1948). Pozostałe prace: „Chrześcijaństwo a ludzkość” oraz „Mit Słowiański”, już nie zdążyły się ukazać. Stachniuk został aresztowany przez UB w roku 1949. Z ubeckiej katowni wyszedł na wolność w roku 1955, niezdolny już do pracy twórczej. Zrujnowane w więzieniu zdrowie przyczyniło się do przedwczesnej śmierci w 1963 r.

Stachniuk już za życia był postacią tajemniczą. Sam zresztą tę atmosferę tajemniczości podsycał: był samotnikiem, nie udzielał wywiadów, nie bywał „na salonach”. Nie interesował się też zbytnio recepcją swych dzieł. Ta ostatnia cecha sprawiła, że redagowana przez Stachniuka „Zadruga” szybko dostała się w ręce przedwojennych nacjonalistów. W tych kręgach, bliskich ONR i „Falangi”, myśl Stachniuka została spłycona i zwulgaryzowana. W takiej też postaci znana była szerszej publiczności. Stąd późniejsze powojenne już posądzenia o sympatie profaszystowskie. Równie niejasna była dla wielu wpływowych osób opisana wcześniej postawa Stachniuka podczas wojny. Można powiedzieć, że był Stachniuk bardziej znany, niż rzeczywiście czytany, bowiem pobieżna nawet lektura jego dzieł dobitnie pokazuje jednoznacznie negatywną ocenę wszelkich totalizmów.


3. Charakterystyka pisarstwa Jana Stachniuka

Na dorobek pisarski Stachniuka składa się dziesięć książek, artykuły publikowane w „Zadrudze” w latach 1936 - 1939, teksty z konspiracyjnego pisma „Zryw” z lat 1941 - 1944 oraz pomniejsze publikacje z lat młodości filozofa. Za najważniejsze w tym dorobku pozycje uznać można książki: „Człowieczeństwo i kultura” (pierwodruk: Poznań 1946), „Dzieje bez dziejów” (pierwodruk: Warszawa 1939) [iv]oraz - już z dzisiejszej perspektywy - „Zagadnienie totalizmu”. Stachniuk pisał dużo, często wyraźnie pospiesznie [v]; w jego książkach powtarzają się całe fragmenty rozumowania, jakby nie mógł oprzeć się naporowi natchnienia. Dzieło Stachniuka, z wyjątkiem trzech pierwszych książek, jest w dużym stopniu „holograficzne”: znając jedną książkę wiemy niemal wszystko o pozostałych. Styl pisarski Stachniuka jest w większości bardziej publicystyczny, niż filozoficzny, a miejscami zatrąca wręcz o kaznodziejski patos [vi]. Stachniuk unika naukowej precyzji, wymagającej dokładnego cytowania i podania źródła cytatu; konsekwentnie stosuje będące integralną całością tekstu streszczenia i/lub omówienia inspirującej go myśli. Dla czytelnika, zwłaszcza współczesnego Stachniukowi, oznaczało to niezmierne ułatwienie lektury i zwiększało jej nośność; można nawet zaryzykować tezę, że dzieła te nie są kierowane do zawodowych filozofów, ale do pokolenia młodszego niż twórca. Stachniukowi zresztą nie zależało na uznaniu ze strony środowisk akademickich, czy też w ogóle „oficjalnych”; bez wątpienia był urodzonym samotnym kontestatorem [vii], wiernym dziedzicem mitu romantycznego.

Język Stachniuka jest jeszcze mniej standardowy niż jego poglądy. Pełno w nim neologizmów typu „ideomatryca”, „kulturowytwory”, „przedmit”, „sublimt”, „bezdzieje”, „rozpłomień”. Widać tu wyraźne zafascynowanie Trentowskim i jego próbami stworzenia rdzennie polskiej terminologii filozoficznej (przypomnijmy tu choćby tyleż pomysłowe, co nieudane słowa: „bożyca”=teologia, „chowanna”=pedagogika). Większość tych neologizmów, zrozumiała i dobrze pełniąca swą rolę w tekście, jest jednak nie do przyjęcia dla dzisiejszej wrażliwości językowej, choć trafimy i na istne perełki, np. określenie „wspakultura”, celnie oddające procesy degeneracji kulturowej i cywilizacyjnej, jaką zafundowała Polsce ekspansja jezuicka w wiekach XVII i XVIII. Stachniuk tęsknie patrzy w stronę Słowiańszczyzny przedchrześcijańskiej, z niej czerpiąc inspiracje językowe. Dziś, po pracach Henryka Łowmiańskiego i Kazimierza Moszyńskiego, możemy już stwierdzić, że Stachniuk niewiele wiedział o rzeczywistej starożytności słowiańskiej [viii], natomiast ową pustkę wcale inteligentnie próbował wypełnić mitem. Mocno udziwniony nieraz język, jakim się twórca „Człowieczeństwa i kultury” posługiwał, staje się zrozumiały, jeśli potraktujemy go jako integralny element procesu mitotwórczego, który to proces Stachniuk z całą przytomnością przeprowadza.


4. System filozoficzny Stachniuka

a) ontologia

Naczelne pojęcie filozofii Stachniuka to Wola Tworzycielska. Określa się nim pierwotny składnik ludzkiego Imago Mundi: bliżej nie rozpoznany zamysł twórczy Wszechświata jako całości, który w człowieku daje jego nieustanne plus ultra - pogoń za uciekającą transcendencją, czego produktem jest wzrost świadomości [ix]. Wola Tworzycielska jest dla Stachniuka pierwotną i immanentną własnością Wszechświata jako takiego. Nie ma ona charakteru osobowego (Stachniuk był ostro skonfliktowany z chrześcijaństwem i w ogóle z religiami „objawionymi”, głoszącymi istnienie jakiejkolwiek świadomości, której człowiek miałby być ślepo i bezwarunkowo poddany), bliższa jest greckiemu pojęciu logos (ale w rozumieniu pogańskim, jako ‘myśl’, ‘idea’, ‘jaźń’) lub hinduskiemu brahman. Działając na człowieka za pośrednictwem bliżej niezdefiniowanej energii kosmicznej (najbliższe, jak się wydaje, odpowiedniki Stachniukowego rozumienia tej energii to grecki eter lub hinduska prana), Wola Tworzycielska budzi w człowieku potrzebę potęgi. Nie jest to jednak to samo, co Nietzscheańska „wola mocy”, choć podobieństwa wydają się oczywiste; dla Nietzschego „wola mocy” wyraża się w przejęciu władzy przez człowieka nią obdarzonego nad człowiekiem takiej woli pozbawionym; Nietzsche przypisuje „wolę mocy” tylko nielicznym, wybitnym i wysoko rozwiniętym jednostkom [x], natomiast Stachniuk uważa wolę potęgi zrodzoną z działania przenikającej Wszechświat Woli Tworzycielskiej na człowieka za właściwość każdej niezdeformowanej psychicznie istoty ludzkiej. W odróżnieniu od Nietzschego, Stachniuk nie widzi realizacji Woli Tworzycielskiej tylko w przywództwie politycznym lub duchowym, ale we wszelkich ludzkich działaniach twórczych. Wola Tworzycielska jest dla Stachniuka planem działania i rozwoju Wszechświata, który poznawszy, człowiek ogarnia swą świadomością Kosmos jako całość; z ta chwilą ewolucja jest zakończona [xi].

Wola Tworzycielska przejawia się poprzez mit. Dla Stachniuka mit to zadanie dla ludzkości, po którego wykonaniu, staje się ona doskonalsza (bardziej świadoma) i może przystąpić do kolejnego zadania - zmagań z wyzwaniem kolejnego mitu. Mity ustawia Stachniuk hierarchicznie: od opanowania żywiołów przyrodniczych, poprzez rozwój indywidualizmu, kolektywizm, aż do świadomości kosmicznej. Na każdym etapie człowiek musi pokonywać przeszkody, wynikające z chęci zawładnięcia nim przez siły wrogie tworzeniu i rozwojowi. - Jest to koncepcja, którą nazwać by można gnostycką, wręcz teozoficzną, gdyby nie fakt, że Stachniuk z myślą teozoficzną, skądinąd w jego czasach popularną, najpewniej nie miał bliższej bezpośredniej styczności. W każdym razie nie są znane żadne przekonywające rezultaty badań dowodzące, że Stachniuk miał jakiekolwiek bliskie kontakty ze środowiskami znającymi i kultywującymi tradycję gnostycką i teozoficzną. Wręcz przeciwnie: jego manifestacyjna wręcz pogarda dla obowiązkowej tak w gnostycyzmie, jak w teozofii ezoteryki, dowodzi, że kontaktów takowych nie miał i mieć nie chciał. Zadziałało natomiast co innego: zjawisko, które późniejszy od Stachniuka o ponad 30 lat Rupert Shelldrake nazwał polem morfogenetycznym, polegające na tym, że ważne dla ludzkości idee powstają niezależnie od siebie w wielu różnych punktach globu w tym samym momencie czasu. W latach największej aktywności twórczej Stachniuka poczynał się przecież nowy paradygmat wiedzy, który nazwano „paradygmatem wyobraźni” [xii]. Temu to paradygmatowi, heretyckiemu i antyortodoksyjnemu z ducha, a gnostyckiemu w formie, w którym człowiek i jego moc twórcza ceniony jest wysoko, Stachniuk był przez całe swoje życie nieświadomie wierny.

Całkowicie odrzuca Stachniuk pierwiastek spirytystyczny. Neguje obiektywne istnienie i działanie bytów obdarzonych wolą potężniejszą od ludzkiej, które miałyby swą wolę człowiekowi narzucać. Opisuje mechanizm „tworzenia bogów”, pokazuje ich ułomność i tłumaczy to słabością człowieka, prowadzącą wprost do ukonstytuowania się wspakultury [xiii]. Za głównego sprawcę słabości i upadku uważa personalizm chrześcijański. Ciekawe, że do tego samego „worka pojęciowego” wrzuca islam, hinduizm i buddyzm, co dowodzi, że o złożoności i wielowątkowości tych religii miał nader blade pojęcie. Jako lek na spirytualizm widzi kulturę humanistyczną z panteizmem jako credo naczelnym. W takiej ontologii boskość jest względem świata nie transcendentna, ale immanentna, więc żadne „zaświaty” ani ewentualne raje tam obiecywane nie są potrzebne [xiv].


c) antropologia i teoria kultury

Stachniuk głównego czynnika sprawczego rozwoju bądź upadku człowieka upatruje w jakości kultury tworzonej przez społeczność. Kulturę rozumie jednak dość specyficznie, jako środowisko sprzyjające wzrastaniu, czyli sprostaniu kolejnym mitom [xviii]. Nie interesują Stachniuka ujęcia kultury znane już w jego czasach po pracach Jamesa Frazera i Bronisława Malinowskiego; nawet jeśli znał te prace, nigdzie w jego dziele nie ma śladu ani ich wykorzystania, ani z nimi polemik. Za to buduje własną, opartą na dychotomii wzrastania i upadku teorię kultury. Kluczem do rozumienia kultury wydają się być słowa

kultura, jest to proces wiązania energii pola żywiołów. Proces ten w swoich konsekwencjach winien doprowadzić do najgłębszego przewrotu w strukturze świata. Kresem tego ciągłego przewrotu kosmicznego, przeistaczającego w skali absolutnej budowę i oblicze świata jest całkowite ogarnięcie przyrody przez kulturę. Dociekania nad istotą tego kresu są dziś dla nas zajęciem całkowicie bezużytecznym. Nie potrzebujemy więc nim się zajmować. Sama jednak kultura, jako ciągłość człowieczego wysiłku wycelowanego na dzieło rekonstrukcji świata, winna skupić na sobie szczególną uwagę. Mówiąc o ciągłości procesu kultury, mamy na uwadze jego podstawę, którą jest ciągłość rozrostu woli instrumentalnej. Ona jest bowiem ramieniem człowieczego posłannictwa” [xix].

Widać tu wyraźnie wspomniane wcześniej hierarchiczne i ewolucyjne rozumienie rozwoju świata: od ładu przyrodniczego, który Stachniuk uznaje za najwyższy w świecie przed-ludzkim, poprzez indywidualizm (poznanie przez jednostkę własnych możliwości twórczych), kolektywizm (rolę jednostki w wysiłku zbiorowym) aż do całkowitego zastąpienia porządku naturalnego kulturowym. Jeśli proces ten ulega zaburzeniu, a człowiek koncentruje się na swojej biologicznej cząstce, zainteresowanej nie rozwojem, ale przetrwaniem - pojawia się wspakultura, trzebiąca poprzez system szkolny i cenzuralny ludzką potrzebę wzrastania. Za wzorcową społeczność wspakulturową uznał Stachniuk społeczeństwo katolickie doby jezuickiej, a całe dalsze losy Polski - rozbiory i niezdolność do sprostania wyzwaniom współczesności, uważał za proste konsekwencje wspakulturowości kiedyś zaimplementowanej i potem powielanej siłą bezwładu. Owo powielanie nazwał ciągem harmonicznym. [xx]Ta sama obserwacja doprowadziła Stachniuka do konfliktu z katolicyzmem, w którym upatruje on siły wrogiej Woli Tworzycielskiej, a to za sprawą głównie skojarzenia personalizmu chrześcijańskiego z typowym dla katolicyzmu, zwłaszcza polskiego, kwietyzmem [xxi]. Tam, gdzie personalizm ustępuje kolektywizmowi, jak to ma miejsce w etosie protestanckim krajów Europy Zachodniej, Stachniuk na proces ten spogląda życzliwe a nawet z nadzieją. Dla niego protestantyzm z jego etosem pracy i solidarności „wybranych” jest częściowym przynajmniej przezwyciężeniem personalizmu; dzięki temu przezwyciężeniu społeczeństwa protestanckie zdolne są wg Stachniuka tworzyć dzieła niemożliwe do zrealizowania przez społeczeństwa zatomizowane i autarkiczne, jakimi były społeczności katolickie [xxii]. Postawę aktywną, włączającą człowieka w ogólniejsze dzieła społeczności a nawet ludzkości, postawę, gdy jednostka w całości poświęca się tworzeniu na fundamencie przyrodniczym nowego, kulturowego już ładu świata, konsekwentnie nazywa heroiczną i ceni wysoko.


e) myśl społeczna

Najpełniejszy przegląd poglądów społecznych Stachniuka i ich ewolucji znajdziemy w czterech dziełach: wczesnych publikacjach „Kolektywizm a naród”, w „Państwie a gospodarstwie”, „Heroicznej wspólnocie narodu” i w wieńczącym rozwój filozofa „Micie Słowiańskim”. W pierwszych trzech książkach bez trudu znajdziemy pogłos ekonomicznego wykształcenia Stachniuka. Mitowi kolektywistycznemu najlepiej sprzyjać by miał socjalistyczny system gospodarczy, rozumiany dość dokładnie wg teorii Marksa. Było to rozumienie dość popularne w środowiskach przedwojennej polskiej lewicy niekomunistycznej i tu nie jest Stachniuk szczególnie oryginalny. Z czasem - być może pod wpływem doniesień o rzeczywistym obliczu eksperymentu socjalistycznego w ZSRR - poglądy społeczne ewoluowały w stronę po anglosasku rozumianego nacjonalizmu, w czym widać wpływ Thomasa Carlyle’a, którego Stachniuk najwyraźniej znał i wysoko cenił. Ale najciekawszy i najoryginalniejszy - choć niesprecyzowany a miejscami wręcz mętny - wykład swej myśli społecznej dał dopiero w „Micie Słowiańskim”. W książce tej pojawia się koncepcja odnowienia zadrugi. Starosłowiańskie słowo „zadruga” oznaczające pierwotnie ‘wspólnotę równych sobie wolnych ludzi zamieszkujących jakiś obszar’ - Stachniuk chce rozumieć na wskroś współcześnie, jako wszelką elitę kulturotwórczą, zdolną nie tylko proponować nowe wartości, ale i aktywnie wcielać je w życie [xxvi]. Członkowie zadrug mieliby być „zaczynem” nowego światopoglądu, a do tego muszą przejąć władzę w wyniku swoiście pojmowanej rewolucji - nie przeciw kulturze, jak skierowana była np. rewolucja rosyjska, ale w interesie kultury, tak, jak ją Stachniuk pojmował. Celem tej rewolucji nie jest - jak w socjalizmie i jego komunistycznym zwyrodnieniu - opanowanie i eksploatacja świata, lecz zorganizowanie warunków do tworzenia kultury przez każdego człowieka. Pogląd taki jest o tyle uprawniony, że Stachniuk był w młodości zafascynowany ideą rewolucji proletariackiej i nigdzie w jego pismach nie trafimy na radykalne odstępstwo od tej fascynacji. Myśl jego nie wyszła też poza typowe dla socjalistycznej utopii marzenia o opanowaniu środowiska naturalnego w stopniu na tyle wysokim, że uniezależniającym człowieka od kaprysów przyrody. Najistotniejszym novum, jakie Stachniuk dodał do idei rewolucyjnych, aktywnych od wystąpienia Karola Marksa do lat 60-tych XX stulecia, jest postulat wyzwolenia duchowości bez zaprzęgania jej do służby nowym bóstwom; takim bóstwem w Rosji Sowieckiej i krajach przez nią zwasalizowanych stał się „materializm dialektyczny”. Stachniuk, choć żąda społeczeństwa kierowanego ideologią, żąda jednak ideologii służebnej względem duchowości, a nie na duchowości pasożytującej. W imię tego godzi się na pewną sztywnotę struktury społecznej, uważając, że jasno określona i stabilna ideologia oraz wynikający z niej system wychowawczy rodzinny i szkolny - przygotowują człowieka do obcowania z wyzwoloną duchowością [xxvii].


5. Zakończenie

Mamy na rodzimym rynku księgarskim najważniejsze dzieła Stachniuka, wszystkie wydane nakładem wrocławskiego wydawnictwa „Toporzeł”: „Człowieczeństwo i kultura”, „Chrześcijaństwo a ludzkość” oraz reprint „Zagadnienia totalizmu”. Komplet książkowych dzieł Stachniuka dostępny jest w wersji elektronicznej na internetowej stronie wydawnictwa http://www.toporzel.pl, gdzie mogłaby toczyć się dyskusja nad znaczeniem tego niewątpliwie ważnego myśliciela.

Dyskusja taka jednak się nie toczy, choć poruszana przez Stachniuka problematyka - konieczność ustosunkowania się do wyzwań mitu kolektywistycznego, konieczność odnalezienia form swobodnej ekspresji duchowej, wreszcie uwolnienie się od tyranii dogmatycznych religii, już to „objawionych”, znanych z historii, już to świeckich, jak komunizm czy w czasach nowszych kult konsumpcjonizmu - nie zestarzała się ani trochę, ba! nawet przybrała na ostrości. To, co proponuje Stachniuk, jest w opozycji zarówno do tradycyjnych, dobrze w polskim światopoglądzie zakorzenionych przekonań (nauka katolicka), jak i nowszych ideologii obecnych tak, czy inaczej w naszym życiu intelektualnym i społecznym (socjalizm, liberalizm). Wszystko to uważa Stachniuk za mało wartościowe, proponując w zamian światopogląd, który sam nazwał kulturalizmem. Uważa on, ze ów kulturalizm lepiej dopasowany jest do wrażliwości polskiej, czy też szerzej - słowiańskiej, niż liczne w dziejach Słowiańszczyzny narzucenia kulturowe, które w ciągu dziejów podawano jej i dziś jeszcze podaje się jako jedynie możliwe. Owa „słowiańskość” to oczywiście nie jakaś bliżej nieokreślona filozofia słowiańska, która kiedyś istniała, potem zanikła, z tego miałyby wynikać wszelkie nieszczęścia „ciągu harmonicznego”, a jeśli się ją odtworzy, wszystko wróci do normy; Stachniuk naiwny nie był, a od mętnawego nacjonalizmu jakiego i w jego czasach i dziś było i jest do przesytu - trzymał się w bezpiecznej odległości. Raczej widział, że z pierwocin oryginalnie słowiańskiej myśli, jaką znaleźć można w przedchrześcijańskich wierzeniach Słowian, nie zdążyła rozwinąć się dojrzała rodzima filozofia. Jego system jest niczym więcej, jak właśnie próbą dania takiej filozofii, i to wychodząc od jej praźródeł. Dlatego Stachniuk właściwie nie wpisuje się w nic już znanego i oswojonego. Dlatego zawodzą - wykształcone już w czasach chrześcijańskich i późniejszych - narzędzia badawcze, które usiłujemy do jego dzieła przykładać. Dlatego też był i pozostał nie zrozumiany. O jakość Stachniukowego przesłania można się spierać, można wytknąć mu pewną nieporadność terminologiczną i metodologiczną - ale nie sposób odmówić ogromnej, szaleńczej wręcz odwagi i potęgi ducha, niezbędnej, by porwać się na niezależne stworzenie wszechogarniającej wizji wyzwolenia człowieczeństwa w czasach totalizmów! Choćby z szacunku dla wielkości tego ducha, który zagościł na naszej ziemi i w jej języku wypowiedział swe przesłanie - należy zainteresować się dziełem Jana Stachniuka.

Nie dał Stachniuk gotowej recepty na nasze problemy. Jego rozważania to raczej materiał do przemyśleń i inspiracji. Próbując ocenić znaczenie tego dzieła dziś, skazani jesteśmy na błądzenie i niepewne analogie, bowiem - z uwagi na pionierski charakter dokonań Stachniuka - metodologia badania kulturalizmu polskiego musi zostać dopiero powołana do bytu. Od czasów Stachniuka wymieniło się wokół nas sporo, więc trzeba wiele jego poglądów zweryfikować, inne zaktualizować, jeszcze inne zwyczajnie odrzucić. Ale wysiłek ten podjąć warto, a nawet jest to nakazem, gdyż w przeciwnym razie w jałowych sporach o naszą myśl, sporach prowadzonych w nieoryginalnej, tłumaczonej terminologii i argumentowanych importowanymi wartościami - zagubimy istną perełkę rodzimego natchnienia. Autor niniejszego tekstu pozwala sobie wyrazić nadzieję, że przypominając postać i dzieło Jana Stachniuka pomoże w rozpoczęciu takiej dyskusji - niewątpliwie fascynującej, a na pewno dla współczesnej Polski ożywczej.



PRZYPISY

(Wszelkie odwołania do dzieł Jana Stachniuka odnoszą się do wersji elektronicznych, dostępnych na internetowej stronie Wydawnictwa „Toporzeł”: http://www.toporzel.pl)

i - Tradycja ta obecna jest w myśli polskiej od czasów samatyzmu; za jej najwybitniejszych przed Stachniukiem przedstawicieli uznać wypada J. Słowackiego, F. B. Trentowskego, A. Świętochowskiego, Zoriana Dołęgę-Chodakowskiego, St. Brzozowskiego; bliski tej tradycji bywa też B. Prus. (Teza o „ukrytej tradycji” zaczerpnięta z książki J. Salamon „Latarka Gombrowicza”.)

ii - Kazimierz Koźniewski, „Jan Stachniuk i „Dzieje bez dziejów”, „Zdanie”, nr 1/88

iii - Wiadomości te pochodzą z relacji Antoniego Wacyka, kronikarza Zadrugi, który był blisko Stachniuka, a po wojnie stał się depozytariuszem i - w ostatnich latach życia - popularyzatorem jego twórczości.

iv - Tak wartościuje dorobek Stachniuka wspomniany już A. Wacyk. (W: ”Mit polski - Zadruga”, wyd. Toporzeł, Wrocław 1994).

v - Koźniewski, op. cit.

vi - „Mit Słowiański”, rozdz. XII.

vii - Z relacji A. Wacyka, zanotowanych i przekazanych przez Zdzisława Słowińskiego, właściciela wydawnictwa Toporzeł.

viii - Najprawdopodobniej jako główne źródło wiedzy miał pełne nieścisłości i mitologizacji „Starożytności słowiańskie” A. Bruecknera, bardzo popularne w latach 20. i 30. naszego stulecia.

ix - Uogólniając stwierdzamy: Zasadniczą właściwością człowieka jest geniusz tworzycielski, czyli zdolność wiązania żywiołów psychiki ludzkiej z żywiołami natury w taki sposób, że powstaje nowy i potężny kształt mocy, temuż człowiekowi podległy (...). Wszystkie inne cechy człowieka nie mogą być brane pod uwagę jako zasadnicze znamiona jego istoty. Są one czymś wtórnym, wynikającym z "geniuszu tworzycielskiego" lub też jemu się przeciwstawiającym („Człowieczeństwo i kultura”, rozdz. I).

x - F. Nietzsche, „Tako rzecze Zaratustra”.

xi - Niewątpliwie taki pogląd mogła uformować lektura „Genezis z Ducha” J. Słowackiego, który to utwór był w tamtych czasach lekturą obowiązkową w każdej szkole średniej.

xii - Za: J. Prokopiuk, wstęp do „Archetypów i symboli” C. G. Junga, PIW, Warszawa 1976.

xiii - „Chrześcijaństwo a ludzkość” , rozdz. 5.

xiv - Ibidem, rozdz. 15 , cz. 2.

xv - „Człowieczeństwo i kultura”, rozdz. 4, cz. 4.

xvi - Ibidem, rozdz. VII, cz 5.

xvii - Ibidem, rozdz. 4, cz. 3.

xviii - Op. cit., rozdz. II.

xix - „Wspakultura”, cz. I, rozdz. 3.

xx - „Dzieje bez dziejów”, cz. 4.

xxi - „Chrześcijaństwo a ludzkość” , rozdz. 2.

xxii - „Człowieczeństwo i kultura”, rozdz. XI, cz 1.

xxiii - Z. Adamski, przedmowa do „Człowieczeństwa i kultury”, wyd. Toporzeł, Wrocław 1996.

xxiv - „Zagadnienie totalizmu” cz. I, rozdz. 2.

xxv - „Mit słowiański”, rozdz. 1, cz. 2 i rozdz. 13, cz. 3.

xxvi - Ibidem, rozdz. 13, cz. 1.

xxvii - Ibidem, rozdz. 9, cz. 1.


Korekta przez: Radek Ziemic (2014-12-02)


komentarze

1. eheu • autor: Nierozpoznany#79092014-12-04 10:34:03

Przeczytałem jedno dzieło Stachniuka pt. Człowieczeństwo i kultura z 1946 roku.

Szczerze mówiąc szło ono całkowicie "po linii" PPR. Zofia Kossak-Szczucka podejrzewała Stachniuka o to, że jest hitlerowskim agentem. Ja bym powiedział, że jeśli agentem, to na pewno nie hitlerowskim.

http://podstrzechy.alchymista.pl/polska-czyli-tybet/
[foto]

2. Czytałem kilka przedwojennych... • autor: Jarosław Bzoma2014-12-05 23:15:23

Czytałem kilka przedwojennych numerów Zadrugi. Kilkanaście lat temu wydano je ponownie ale szybko zniknęły z Empiku.Pamiętam kilka ciekawych refleksji na temat uwolnienia się silnych państw  europejskich z pod władzy Watykanu .Stachniuk wymienił tu   jako przykłady odejście od katolicyzmu Anglików ,reformację  Niemców i rewolucję we Francji.

3. @Jarek Bzoma • autor: Nierozpoznany#79092014-12-08 22:19:58

W latach 90. różne wydawnictwa Zadrugi publikował Antoni Feldon, który również był redaktorem czasopisma "Militaria". Jak łatwo odgadnąć, czasopismo to założone zostało przez emerytowanych wojskowych i to niekoniecznie wyłącznie mundurowych ;-) Skądyś ci ludzie mieli pieniądze i to spore - kolorowe czasopismo na ładnym papierze.

4. nie bardzo rozumiem ? • autor: Nierozpoznany#50672014-12-09 02:10:53

"Tam, gdzie personalizm ustępuje kolektywizmowi, jak to ma miejsce w etosie protestanckim krajów Europy Zachodniej,"

Witajcie :)
Ja chyba czegos nie rozumiem. Może mi ktoś objaśnić? Bo zawsze mi się zdawało, że etos protestancki jest taki indywidualistyczny, egoistyczny nawet, że to z niego wyrastają najbardziej indywidualistyczne prawa i ekonomiczne tezy kapitalistycznych państw. Że produktywność, efektywność, (wy)zysk są ważniejsze w tych kulturach od wszelkich innych spraw - że zarabianie na wszelkiej dostępnej wartości jest więcej warte niż same owe wartości, takie jak wolność, twórczość, a nawet zdrowie, życie i godność. A nawet bezpieczeństwo, a nawet wspólnota. Wszystkie one, gdy nie pomagają w zarabianiu są przez kapitalizm albo marginalizowane, albo niszczone, albo ośmieszane. Tak mi się zdaje, że to protestanckie i na nich wyrosłe kapitalistyczne kultury wspierały własny zysk, zagarnianie, eksploatowanie. Cudzego zwłaszcza :) I, że to się nie zmieniło do dziś. Protestanckie imperia i dziś wyssać chcą świat z surowców i z twórczych umysłów, choćby miały pozostawić po sobie ruiny. Nie to żebym przedstawiała sobie protestantyzm i katolicyzm jako wcielone zło i dobro, bo i katolicyzm miał i ma swoje różki :) No, ale protestantyzm i kapitalizm, które wydają mi się mocno związane a nawet może i rozwój kapitalizmu wynikał niegdyś z kultury protestanckiej - no, wiec one wydają mi się największymi promotorami rywalizacji, zysku i chciwości, jako takich 3 motorów napędowych rozwoju. To oczywiście są niekiedy dośc chore motory rozwoju ale są. :) Ale ponieważ rywalizacja, chciwość i zysk ponad wszystko to są chore motory rozwoju to wkrótce przestaną działać dla rozwoju, przestaną go wspierać, a może już przestały, i tylko działają na jałowym biegu i trują dokoła, nie produkując nic w zamian?

poz :)
tallis

5. i jeszcze jedno pytanko • autor: Nierozpoznany#50672014-12-09 02:26:35

"Wola Tworzycielska budzi w człowieku potrzebę potęgi."

Jak to rozumieć? Bo dla mnie tworzenie to coś odrębnego o ile nie kompletnie wrogiego potrzebie potęgi. Potrzeba potęgi czy władania jest jak mi się zdaje, jako uczucie człowieka jakąś aberracją, zwichnięciem pragnienia tworzenia. Pragnienie tworzenia jest dla mnie czymś jednym a pragnienie władzy i posiadania czymś innym - często chyba jednak to drugie wynika z tego pierwszego, ale jest to wynikanie takie, jakby czysty strumien trafił na bagnisko i rozlał się w nim i zaniknął pozostając jednak związany z bagnem. Twórcze talenty zanikają, albo się jakoś zniekształcają, gdy jakiś człowiek twórczy zaczyna kombinować nad pozyskaniem posiadania i posiadaniem władzy dzięki swemu twórczemu talentowi. Potrzeba wladzy istniejąca w jednostce to potrzeba niszczycielska głównie. Potrzeba tworzenia no, dotyczy tworzenia prawda wiec nie może być niszcząca, jako sama potrzeba. Oczywiście można wykorzystać swe talenty i stworzyć coś niszczycielskiego np. broń. Ale sama chęć tworzenia nie jest zła. Gdy się ją jednak uruchamia to można popaść w potrzebę posiadania i władania tym co się stworzyło. Nie stworzy się tego dla wspolnego dobra tylko się tego zazdrośnie strzeże, aby władać, posiadać, aby więcej władzy i posiadania pozyskać dzieki temu co się stworzyło. Dlatego mi się zdaje, że potrzeba tworzenia i potrzeba władania są sprzeczne, a czasami i wrogie sobie.
poz :)
tal

[foto]

6. kapitalizm czasów Stachniuka i dzisiejszy... • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2014-12-09 08:51:04

... to jednak dwa baaardzo różne systemy społeczno-ekonomiczne. W moim tekście, który nie miał być krytyką kapitalizmu, a tylko próbą egzegezy poglądów Jana Stachniuka, siłą rzeczy wpasowałem się trochę w mentalność jego czasów - a przypominam, że poglądy swoje kształtował Stachniuk niemal sto lat temu! Wtedy nikomu nie śniła się krytyka turbokapitalizmu i potępienie kreowania pustego pieniądza - bo wtedy te zjawiska nie istniały, rozpleniły się od końca lat 70-tych XX w. Sam Stachniuk, jak to zaznaczyłem w moim tekście, był zafascynowany - jak niemal wszyscy myśliciele nurtu kulturalistycznego -potęga sprawczą zbiorowości, której każdy uczestnik jest świadomą cząstką, dość dokładnie wg stwierdzenia Karola Marksa "wolność, to uświadomiona konieczność". Gdy Stachniuk pisał swoje pierwsze książki, nie istniały jeszcze sowieckie łagry, nie wydarzył się Wielki Terror (zaczął się on w ZSRR w roku 1934 a swoje apogeum miał w latach 1937 - 1941), nie było zbrodni niemieckich. Była natomiast wielka energia społeczna, którą chciałby Stachniuk zagospodarować do praktycznej realizacji Woli Tworzycielskiej. Wg jego diagnozy lepsze warunki do tego stwarzały społeczeństwa protestanckie, wtedy jeszcze nie zepsute do imentu i wysoko ceniące cnoty kupieckie. Co do samej Woli Tworzycielskiej: wyraźnie zaznaczyłem (mam nadzieję, że zgodnie ze Stachniukowym duchem), że Wola Tworzycielska to nie to samo co u Nietschego "wola mocy". Stachniuk dla realizacji Woli Tworzycielskiej nie wymaga władzy człowieka nią obdarzonego nad innymi, jej pozbawionymi, ale zauważa, że był okres w dziejach ludzkości, gdy tylko przywódca mógł się realizować. 
Sam jestem wchowankiem tej szkoły badawczej, która myśliciela i jego epokę traktuje jak nierozłączną całość, stąd widoczna w moim tekście metoda analizy dzieła Stachniuka na tle jego epoki, bez przesadnego nacisku na skonfrontowanie tego dzieła z dzisiejszymi doświadczeniami i dzisiejszą wrażliwością. Publikując ten tekst przed laty w periodyku filozoficznym, liczyłem, że wywołam dyskusję, której jednym z wątków będzie kwestia aktualności przesłania Jana Stachniuka. Jak widać z postów powyżej - problem jest, i drąży umysły także moich Czytelników, więc moja nadzieja na dyskusję jest wciąż aktualna.
Włodzimierz H. Zylbertal
[foto]

7. Stachniuk a neopoganie • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-09 10:19:21

Ja tylko nie rozumiem, dlaczego neopoganie uważają Stachniuka za swojego mistrza. Chyba tylko przez to, że używał (w zmienionym sensie) dawnego słowiańskiego terminu "zadruga". Bo jak się go czyta, to jest to myśliciel a- lub nawet anty-religijny, a na pewno a- i anty-mistyczny. (Uran + Saturn bez śladu Neptuna :)
[foto]

8. Polska czyli Tybet • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-09 10:49:09

Pozwolę sobie w tym miejscu skomentować i spolemizować felieton Alchymisty "Polska czyli Tybet" do którego link podał wyżej Sam Autor.

1) "w barze mlecznym Karaluch ... wszechobecny brud i smród". Mam inne wspomnienia z tamtego miejsca, a tę opinię uważam za krzywdzącą.

2) "łacińska i kuchenna zarazem bogini, której imię wtrącał w charakterze wzmacniajacego przecinka" --- Słowo kurwa jest rdzennie polskie i słowiańskie. Regularnie pokrewne greckiemu kore i niemieckiemu Hure.

2) "Papież Jan Paweł ... [n]iestety, nie zdołał pokonać narastającej popularności tandetnego pogańskiego kultu pokoju i miłości." --- przywykłem, że my Poganie jesteśmy nieustannie obrażani przez Katolików, a i przez niektórych Racjonalistów, i nasze miano służy im za obelgę. Ale żebyśmy byli obrażani przez Autora Taraki? Et tu Brute?

3) "W wolnym tłumaczeniu pierwsze wersy Tao-te-czingu brzmią mniej więcej tak: „>bóg<, którego nazwiesz >Bogiem<, nie jest Prawdziwym Bogiem." --- Tam jest TAO, a nie BÓG. Gdyby miał być bóg, Laozi użyłby innego słowa.

4) "tęczowy kult pokoju i miłości to nie jest Chrześcijaństwo. Obudźmy się z hipnozy!" --- My? -- Cóż, dopiero w ostatniej linijce zorientowałem się, że ten tekst jest kierowany tylko do chrześcijan, więc nie do mnie. Niepotrzebnie całą tę notkę pisałem...

Ale skoro już nie zamierzam tego kasować, to coś powiem. Masz rację, Alchymisto. Chrześcijaństwo nie jest "kultem pokoju i miłości". A czego? czyżby - strach mi te słowa spuścić na ekran... wojny i nienawiści?

Wypunktowanie poglądów Stachniuka w pigułce... warte uwagi.
Ciekawe, że od tej strony, od której go przedstawiasz, przypomina wczesnego Lema.
A opowieść o Tybetańczykach, Kurdach i Czeczenach, którzy występowali kolejno i znikali, bo nie interesowali się sobą wzajemnie -- bardzo smaczna! :)

9. był okres w... • autor: Nierozpoznany#50672014-12-09 17:19:08

był okres w dziejach ludzkości, gdy tylko przywódca mógł się realizować.

Faktycznie - mogło tak być. Może i całkiem długo tak było. Może dopiero niedawno w kulturach mniej elitarystycznych, bardziej egalitarnych, dających równe prawa do różnych rzeczy ludzie mogli mieć ambicje bez konieczności zostawania imperatorem? :) I może wlasnie dlatego pragnienie wladzy tak nam się wgrało w psychike i w kulture? Bo dawniej tylko będąc na świeczniku dało się naprawde coś zdziałać, tworzyć? I dlatego wszelkie aspiracje twórcze musiały się pogodzić z potrzebą wladania, i posiadania? Jeszcze do dziś wydaje mi się, że chociaż do zrobienia czegoś twórczego czy nawet ważnego nie potrzeba już być władcą to nadal niestety potrzeba być albo stać się sławnym. Osobiście troche mnie to irytuje, że w kulturze europejskiej, aby coś zdziałać trzeba wpierw zostać kimś :) nie dadzą ci zdziałać nic jeśli nie będziesz kimś sławnym albo bogatym. Nawet nowi politycy, jak wygrywają wybory po raz pierwszy to są ośmieszani, czepiają się ich każdego zachowania, a żadne telewizory same do nich nie przylecą po wywiad itp. Za bardzo jakby naciska się na ich brak doświadczenia a nie słucha się ich pomysłów, które mogą być całkiem użyteczne. Dopiero, jak się zasiedzą na różnych stołkach 20 lat to mają prawo wszystko wszystkim powiedzieć i każda prasa ich słucha. A jak jest się nowym w branży czy w polityce to nikt ci nie ufa, i każde kołuje, jak ci przywalić. Choćbyś naprawde miał dobre pomysły. Musisz być bogaty albo sławny aby dali ci coś zdziałać.
poz :)
tal

10. @Wojciech (a propos Polska czyli Tybet) • autor: Nierozpoznany#79092014-12-10 14:34:35

Czasem sobie myślę, że wiele sprowadza się do języka, jakiego się używa. Dla mnie nie ma różnicy między Bogiem i Tao. Monoteistyczna Opatrzność jest bliska pojęciu Tao, a to że słowo "Bóg" pochodzi z czasów pogańskich (aha?), to cóż w tym złego?

Różnica tkwi w tym, że taoizm opisuje Bóstwo w taki sposób jak rzemieślnik, który oprawia jakiś obraz. Wiemy jak wygląda rama, ale nie wiemy co jest w środku - ot i taoizm.

Mogę zaproponowac jeszcze inne tłumaczenie: "Dziw, który nazwiesz Dziwem, nie jest prawdziwym Dziwem". Bliższe słowu divus, ale lepiej oddające cudowność i niesamowitość, "leśność", niż słowo Bóg. Ale to też są tylko słowa.

"Na początku było Słowo"... Przepraszam: "Na początku było Tao" - jak mówią chińscy katolicy ;-)

post scriptum: chrześcijaństwo jako składnik polskości sprawia, że użyłem sformułowania "my". "Obudźmy się z hipnozy" Mam prawo do takiego wezwania, bo katolicy są takimi samymi Polakami jak ja. A choć czuję dystans do chrześcijaństwa i dojmujące uczucie, że to jakby "nie jest moja bajka", to jednak z Polakami czuję wspólnotę. W tym z katolikami. A skoro chrześcijaństwo jest dla nich ważne i skoro biskupi mają na nich pewien wpływ, to odnoszę się do ich wierzeń.

Szerzej mógłbym opisać moje relacje z Polskością i katolicyzmem, ale chyba to nie czas i miejsce. Szykuję się na piątek trzynastego.
[foto]

11. Na piątek trzynastego • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-10 18:59:20

12. Tak, tak • autor: Nierozpoznany#79092014-12-12 12:54:04

Ta analiza astrologiczna jest zupełnie niezła. Chyba przymierzę się do prostej analizy cykli plutona. Są prostsze, łatwiej wykazać ich działanie. Wprawdzie mój ś. p. Mistrz astrologii Odyseusz podśmiewał się z tych moich prób pisania "historiozofii astrologicznej", ale może jednak spróbuję ;-)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)