Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 sierpnia 2008

Krzysztof Wirpsza

Jed McKenna i otrzeźwiające spojrzenie na ziemską przygodę
O pryncypialnym krytyku (po)nowoczesnego pędu za oświeceniem

Przeczytanie trylogii Jeda McKenny - "Spiritual Enlightenment - the Damnedest Thing", "Spiritually Incorrect Enlightenment" i "Spiritual Warfare", zajęło mi trzy lata. Wreszcie, mimo trudnych chwil, intelektualnego uzależniania się od autora, czytania po wiele dni na wodzie mineralnej i maśle orzechowym, wpadania w życiowe depresje pod wpływem lektury, a także popełniania zainspirowanych nią życiowych błędów, wreszcie, jak mówię, gruntownie przeczytałem wszystko co McKenna napisał. I żyję. Rzeczy są na razie dostępne jedynie w języku angielskim. W ogóle rynek polski nie zna tego typu literatury - ośmielę sie przypuścić - wcale. Rynek angielski w zasadzie również jej nie zna, może z wyjątkiem kilku nielicznych pozycji. Ma natomiast rynek angielski o wiele, wiele więcej duchowego śmiecia, którego gruntowna i przekonująca demaskacja jest specjalnością Jeda.

Jed McKenna upraszcza wszystkie duchowe ścieżki do trzech rodzajów:
1. Odmienne Stany Świadomości
2. Człowiecza Dorosłość
3. Permanentna Niedualna Świadomość czyli Oświecenie

Największą, zwalającą z nóg rewelacją jakiej dostarcza lektura McKenny jest to: z powyższych trzech kategorii namacalnym faktem wśród duchowych poszukiwaczy, a także wszystkich ich szarych współziomków, właściwie jest tylko jedna - pierwsza. Kategorie 2 i 3 w praktyce nie istnieją, oprócz niesłychanie rzadkich przypadków, najczęściej niewiele spokrewnionych z tzw. "ścieżką duchową".

Odmienne stany świadomości

Odmienne stany świadomości można zdefiniować jako coś, co ludzie indukują w swojej psychice za pomocą rozmaitych celowych działań. Wygląda to mniej więcej tak: najpierw stwierdzam, że czegoś potrzebuję, potem tworzę (lub znajduje) metodę, następnie to coś w sobie tą metodą wytwarzam i ostatecznie tego doznaję. Przypomina to jaskiniowca, który z zacięciem konstruuje skrobak, aby wyskrobać niedźwiedzią skórę. Stanowi nawykową, techniczną czynność umysłu, wynikającą z jego biologiczno-materialnych uwarunkowań. Złe wieści są takie, że wykonujemy to wszyscy przez 24 godziny na dobę i praktycznie nie ma szansy przestać...

Cóż, tak widziane odmienne stany zdają sie być jedynym towarem, jakiego tak naprawdę poszukujemy, niezależnie od tego, czy przypnie się im etykietkę "duchowych" czy "świeckich". Oczywiście powyższe zdanie ma sens wtedy, gdy rozszerzymy je o wszelkie możliwe pożądane stany, jakich tylko może pragnąć człowiek. A zatem, do Odmiennych Stanów Świadomości zaliczać się będzie np. stan zakochania lub miłości. Zaliczać się tu będzie stan spełnienia, czy też stan bogactwa wewnętrznego. Następnie stany takie jak inteligencja, przyjemność, twórczość, moc, wiedza, intuicja... Nawet "kensho", "wgląd" czy "iluminacja", które przecież też są nietrwałymi, indukowanymi fazami. Wszystkie powyższe stany możemy indukować za pomocą technik, ale możemy także wzbudzać je naturalnie, przez życiowe wybory, które też są swego rodzaju techniką. Zwykły stan dobrego samopoczucia o poranku, powstały na skutek dobrze przespanej nocy, jest takim właśnie samo-wzbudzonym Odmiennym Stanem Świadomości. Oczywiście stany bywają także skrajne - w radykalny sposób możemy wzbudzać je przez alkohol, narkotyki czy halucynogeny.

McKenna zwraca uwagę na to, że tak religia jak i duchowość człowieka krążą wokół tego, aby takie stany wzbudzić. Tak religia, jak i duchowość wszelkiej denominacji mają nam przynieść pokój, współczucie dla innych, mają sprawić, że będziemy emanować troską o świat, staniemy się wzniośli, harmonijni, obecni, tu i teraz, etc. Z moich obserwacji dodam, że rzeczy te nie zawsze nazywane bywają równie łagodnymi, "kobiecymi" terminami. W męskim słowniku mówimy o mocy, determinacji, nieustraszoności, odwadze i zwiększonej energii - jednak to też są stany, które sami sobie indukujemy za pomocą różnych działań. Tak wiec sztucznie wywołane aberracje świadomości podpadają pod kategorię "zmienionych stanów", niezależnie, czy mówimy o zatrzymywaniu nasienia w tantrze, o chodzeniu po ogniu, medytacji o białym świetle czy modnej ostatnio półtoragodzinnej tabletce, której na imię joga.

Wszystko to, twierdzi McKenna, są produkty umysłu, których zadaniem jest odwrócić naszą uwagę od nieświadomych treści, kierując ją w świat powierzchownej narkotycznej fikcji, nazywanej przez nas życiem.

Człowiecza Dorosłość

Stan Człowieczej Dorosłości, jak twierdzi McKenna, polega na dobrowolnym wyrzeknięciu się sztucznie naindukowanych Odmiennych Stanów na rzecz prawdy. Za cenę takiego otrzeźwiającego działania możemy uzyskać prawdziwa wewnętrzną Dorosłość, związaną ze spontaniczną manifestacją cudów i z naturalnym rozumieniem "mowy wszechświata". Taki "nadludzki" stan według McKenny jest tym, czego tak na dobrą sprawę pragną wszyscy aspiranci duchowości, choć jest też tym, ku czemu nigdy nie odważają się sięgnąć. McKenna przyrównuje populację Ziemi do dzieci. Dzieci nie chcą dojrzeć i poznać prawdy, ponieważ przebywanie w stanie "na niby" jest wygodne. Prawda natomiast czyha we wnętrzu człowieka w formie wysoce nieprzyjemnej. Jest to zastarzała i chora energia twórcza, zrodzona z wyparcia. Jej zrakowaciałość i ogólna degeneracja są tym, co sprawia, że nie korzystamy z niej - a przez to widzimy siebie jako oddzielone istoty w niezależnym od nas wszechświecie. Wszelkie próby przezwyciężenia owej bezsilności, próby udowodnienia, że jednak posiadamy władzę, wiążą się z koniecznością indukowania Zmienionych Stanów - a zatem wymuszania na sobie wolności. Jest to chytry paradoks, który ma na celu nasze dalsze oddzielenie, i dalszą bezsilność - jak bowiem można wymusić wolność? Jest to niemożliwe, podobnie jak bezsensowne jest działanie wszelkich technik i sposobów, wszelkich afirmacji, modlitw, wiar, intencji i rytuałów - twierdzi McKenna.

A zatem, jak doświadczyć własnej wszechmocy i naszego nieoddzielenia od rzeczy? Nasz społeczny wzorzec - rodzina, dom dzieci, praca, zobowiązania - skutecznie to uniemożliwia. Sprawia on, że funkcjonujemy w oderwaniu od prawdy wewnętrznej, a to z tą prawda należałoby się przecież najpierw skontaktować, aby odblokować moc. Niestety wyparta prawda jest czymś krwisto-mięsistym i dla społecznych struktur wysoce niebezpiecznym. Nawet lekkie jej dotknięcie może być przyczyną głębokiej przemiany życiowej, ale może także sprowadzić niespodziewane, i nie zawsze miłe zmiany w naszej sytuacji. I nie mówimy tu o przemianie "naindukowanej" przez zewnętrzną ideologię, takiej jak nawrócenie, AA, "poznałem Jezusa", itp, ale o przemianie spontanicznej, nieprzewidywalnej i amoralnej. Kierunku działania takiej przemiany sam zmieniający się nie może poznać, ponieważ wydarza się ona niejako poza nim, jest mu dyktowana krok po kroku z zewnątrz przez piętrzące się nagle "zbiegi okoliczności". Jedynym zadaniem zmieniającego się jest tu poddanie się, tzn. zaniechanie wytwarzania ucieczkowych pseudo-stanów - i skonfrontowanie się z prawdą. O istotności i głębi takiej chwili decyzji, niech zaświadczy fakt, że często towarzyszy jej ciężka choroba lub nawet ryzyko śmierci.

Tu dochodzimy do najistotniejszej kwestii w dziedzinie osiągania Człowieczej Dorosłości, faktu iż nikt nie chce tam pójść. Konfrontacja z nieświadomą prawdą w nas - przeraża. Dopóki nie musimy, wolimy więc zawsze narkotyk-uśmierzacz - jakim jest nasz naturalny, codzienny stan ucieczki. Tym bardziej, że nie ma tu nikogo, kto mógłby zmobilizować nas do pracy - nikogo z wyjątkiem nas samych. Wszelkie, lub prawie wszelkie, tak zwane autorytety - udają. Człowiecze Dzieciństwo jest, według McKenny, udziałem niemal wszystkich włącznie ze starcami, mentorami i guru. Ci ostatni są mistrzami we wzbudzaniu stanów, takich jak np. pokój i harmonia. Jednak paradoksalnie, czyni to z nich strażników naszej niedojrzałości, zamiast, jak wszyscy oczekują, facylitatorów przebudzenia. Szczególnie dostaje się od McKenny mistrzom zen, od których kultura masowa przejęła w ogóle samą koncepcję "przebudzenia". Twierdzi on, że Człowiecza Dorosłość statystycznie jest wśród ludzi zen czymś równie rzadkim, jak wśród reszty populacji i w praktyce - prawie nie występuje.

Reasumując: zgodnie z tym, co mówi McKenna ludzkość mentalnie funkcjonuje zatrzymana w rozwoju, na poziomie kilkulatka. O ile o Człowieczej Dorosłości krążą legendy i każdy twierdzi, że chciałby tam dotrzeć, o ile rozmaite systemy myśli, wiary etc. wyznaczają nam ku Niej drogę, o tyle nikt w praktyce Tam nie zmierza, ponieważ nikt nie chce zrezygnować z wygody.

Dlaczego jednak ktoś miałby się trudzić, i dlaczego, nawet teoretycznie, stan ten jest w ogóle czymś pożądanym? Cóż, jeśli wierzyć Jedowi, stan Dorosłości daje jedyną rzecz, co do której tak naprawdę wszyscy zgadzamy się, że jej chcemy - a mianowicie zbalansowane, dojrzałe spełnienie marzeń. Prawidłowe wejście w Człowieczą Dorosłość oferuje niezwykła nagrodę. Oto zaczynamy doświadczać siebie jako współtworzącego z Wszechświatem. Oznacza to - przez ten Wszechświat wspieranego i zaopatrywanego. Oznacza to również jednak - wdzięcznego za wszystko co mnie spotyka i nie pragnącego niczego, czego by Wszechświat, ze znanych sobie tylko przyczyn, odmówił. Zachowana zostaje naturalna równowaga - my niczego nie wymuszamy, nie stosujemy żadnych technik, nie manifestujemy, nie modlimy się itp., a Wszechświat w zamian naturalnie i lekko spełnia te nasze zachcianki, które rzeczywiście są dla nas istotne. Wszechświat ożywa - staje się żywą rozumną istotą, która współdziała z nami, zupełnie jakby to był nasz asystent lub nauczyciel. Po drodze odpada cała konieczność sztucznie wzbudzonych stanów, afirmowania, wiary, pozytywnego myślenia, koncentracji na celach - wszystko to mamy niejako za darmo i bez wysiłku, gdy tylko... no właśnie, odważymy sie wydorośleć. Gra warta świeczki? Na to wygląda, bo w Człowieczej Dorosłości nasza "jedność z wszechświatem" staje się namacalnym faktem. Nie ma technik, nie ma wzbudzania ani indukowania czegoś, czego tam wcześniej nie było. MY jesteśmy TYM, zawsze. Widzimy, że TO cały czas jest wokół nas, uczymy się też rozpoznawać TO w różnych jego postaciach, eksperymentować z TYM nie nadając TEMU żadnych nazw. Stajemy się absolutnie naturalni, i przez to wolni od wszelkiego systemu, wszelkiego nauczania, wszelkiego wysiłku i struktury, a co najważniejsze - wolni od własnej niewiary. I nagle wszystko co istotne - zaczyna się spełniać.

Jednak Jed twierdzi, że przydarza się to naprawdę nielicznym. Wielu, bardzo wielu, potrafi udawać, że jest w tym stanie, i z powodzeniem to robią. Powód? Nie zawsze pieniądze, czasem sława, czasem... zwykłe samooszustwo... Jeśli jednak prawdziwa Dorosłość już się komuś przydarzy - bywa to zazwyczaj ktoś zupełnie niespodziewany, często pozbawiony związku z formalną praktyką bądź też jakimś duchowo-religijnym przekazem. Są w tym miejscu np. niektórzy zachodni pisarze i poeci (Jed podaje tu nawet nazwiska - Whitman, Melville, Twain, Orwell...) Jed twierdzi też, że bywają rozmaite głębie Człowieczej Dorosłości. W jej ramach można być, jak przypuszczam, młodym gniewnym dwudziestolatkiem, jak i doświadczonym siedemdziesięciolatkiem, i będą to różne poziomy doświadczenia. Choć fakt pozostaje faktem, że, z perspektywy McKenny, my wszyscy czytający jego książki nie przeszliśmy jeszcze prawdopodobnie do gimnazjum.

Wiele filmów, szczególnie amerykańskich, krąży wokół tematu Człowieczej Dorosłości. McKenna wymienia tu Absolwenta (Graduate), About Schmidt, Joe vs Volcano i, jako szeroką metaforę, Matrix. Ja dorzuciłbym jeszcze American Beauty i mój ulubiony Dzień Świstaka, choć filmów o podobnym wątku każdy mógłby wskazać pewnie co najmniej kilkanaście.

Permanentna Niedualna Świadomość czyli Oświecenie

Kategorię Permanentnej Niedualnej Świadomości, czyli Oświecenia wprowadza McKenna m. in. po to aby odróżnić pojęcie "oświecenia" od opisywanej poprzednio Człowieczej Dorosłości. To, jak twierdzi, dwie całkiem różne rzeczy. Niefortunnie się składa, że większość ludzi utożsamia Człowieczą Dorosłość z Oświeceniem, i to jej właśnie pragną oni pod tą nazwą. Oświecenie - mówi McKenna - tym różni się od Człowieczej Dorosłości, że nie można go chcieć. Nie jest to stan, którego można doświadczyć, dlatego że nie ma tam ja, które mogłoby powiedzieć "ja doświadczam tego stanu". Taka całkowita nicość nie może być obiektem pragnienia, jest bowiem czymś negatywnym i z gruntu zaprzeczającym życiu, raczej niż je afirmującym. O ile więc Człowiecza Dorosłość jest rzeczą piękną, pożądaną, cudowną, dojrzałą itp., o tyle samo permanentne Oświecenie, czyli permanentny zanik osobowego ja, bynajmniej takim nie jest. Znalezienie się w tym stanie przypomina, według McKenny, sytuację rozbitka w filmie Cast Away. Utracony zostaje cały kontekst relacji ze światem, człowiek nie wie po co jest cokolwiek, traci więc całkowicie orientację w znanych strukturach i nie ma nikogo, z kim mógłby się porozumieć. Dzieje się tak dlatego, że wszelkie dotychczasowe porozumiewanie zostało zdemaskowane jako fałsz, a zatem i wszelkie doraźne cele, z samym życiem włącznie, tracą na znaczeniu. Zdaniem Jeda takich ludzi jest na Ziemi nie więcej niż kilkudziesięciu w danym czasie. Czas wreszcie powiedzieć, że sam Jed McKenna, jak należało się domyślać - zalicza siebie do ich grona.

Relacja pomiędzy Człowieczą Dorosłością a Oświeceniem jest taka, że spośród tych nielicznych, którym udało się wkroczyć na niebezpieczną ścieżkę Dorosłego, jeszcze mniej liczni dochodzą do punktu, w którym idą dalej, ku Niedualnej Świadomości. Ostateczny dualizm Człowieczej Dorosłości polega na tym, że wciąż potrzebujemy cudu. Świat staje przed nami otworem, służy nam i nas wspiera. Jestem zatem ja i cud, którego potrzebuję aby móc siebie doświadczyć. Ta dwójnia wciąż jest oddzieleniem, i tak jak to rozumiem, wymagany jest jeszcze jeden krok - rozpoznanie, że ja i świat jesteśmy jednym, i że nie potrzeba tu nawet cudu w roli pośrednika. Ponieważ zdroworozsądkowe wyrzeczenie się cudu w chwili ekstazy, chwili gdy świat, wreszcie!, poddał sie naszej woli, wydaje się prawie niemożliwe, podobnie niemożliwym jest i ostatni krok w pustkę. Z tej niemożliwości można - ponoć zostać uratowanym, jednak jak i na jakich zasadach się to wydarza pozostaje milczeniem. McKenna wspomina jedynie o totalnej emocjonalno-mentalnej, a często fizycznej katastrofie, jaka temu towarzyszy, zaznaczając, że jest to ostatnia rzecz, jakiej ktokolwiek przy zdrowych zmysłach mógłby dla siebie chcieć.

Reasumując mogę powiedzieć, że Jed McKenna dokonał rewolucji w moim widzeniu świata, wystawiając na próbę wiele jego tradycyjnych torów. Rewolucję taką mogę porównać jedynie z wpływem jakiego dokonały w swoim czasie książki Castanedy, w ostatnich latach zaś - Kurs Cudów. Co śmieszne - filozofie te są ze sobą zaskakująco spójne. McKenna wydobywa na światło dnia i jeszcze raz podkreśla to, co zawsze gdzieś podejrzewałem, i co wynikało z rozmów, filmów i lektur: nikt, z wyjątkiem naprawdę nielicznych, nie zna drogi, a i ci nieliczni niewiele są w stanie pomóc. To po pierwsze. Po drugie - odmienne stany świadomości nie przedstawiają większej wartości. Po trzecie - prawdziwa romantyczna przygoda, którą może być nasze życie, jest wykonalna i nie polega na wysiłku woli ani sztuczkach inteligencji. Chodzi o przyznanie się przed sobą samym do wszystkiego, co we mnie jest, kropka. Jeśli to mnie zabije, trudno (brrr... aż skóra cierpnie jak się pomyśli, i wcale ni jestem pewien, co z tym dalej robić). Po czwarte wreszcie - mam całkowite prawo pragnąć Człowieczej Dorosłości, która jest romantyczną przygodą, i całkowite prawo odczuwać niechęć na myśl o Niedualnym Stanie, który romantyczną przygoda nie jest. To jest naturalne. To tak ma być, i nie trzeba udawać, że jest inaczej.

Uff, z tego miejsca jest na pewno jaśniej. Dziękuję, Jed.

Krzysztof Wirpsza


Tekst najpierw zamieszczony na stronie Autora. W Tarace za jego uprzejmą zgodą.





komentarze

[foto]

1. Obłęd • autor: Piotr Tiszczenko2017-01-05 19:43:53

Myślę sobie o tej niedualnej świadomości, że to faktycznie katastrofa z punktu widzenia dwóch pozostałych opcji, ale z jej punktu widzenia, pozostałe opcje są zapewne jak obłęd, jak schizofrenia. Wobec tego, czy można wyrokować o którymkolwiek z tych trzech stanów świadomości, będąc na raz tylko w jednym z nich?

2. kilkudziesięciu w danym czasie • autor: Nierozpoznany#82112017-01-17 17:22:14

"Zdaniem Jeda takich ludzi jest na Ziemi nie więcej niż kilkudziesięciu w danym czasie. "
Bardzo zuchwałe.
Pozdrawiam

3. Dzień Świstaka • autor: Nierozpoznany#82112017-02-13 20:04:02

   Obejrzałem "Dzień Świstaka" bo z reguły zakładam że jak ktoś mówi "to jest mój ulubiony film" to wie co mówi. Rozbawiła mnie tylko scena z nauczycielką muzyki wykrzywiającą mięśnie czoła i policzków w reakcji na bardzo "daleko wybiegającą" zagrywkę. Poza tym wydźwięk filmu wydaje mi się jednoznaczny. Nihilistyczna propaganda satanistów.
   "Wiadomo że po śmierci nic nie ma i nie ma nic poza tym co ci zaproponujemy. A jak jeszcze miałeś jakieś wątpliwości - to tutaj masz wyliczone wszystkie możliwości, mówimy ci jak masz żyć, co będziesz głupcze szukał wiatru w polu - że niby jesteś od nas mądrzejszy? Wszystko chodzi jak w zegarku. Nie wychylaj się przed szereg i nie proponuj nic nowego bo nikt się z Tobą nie zgodzi - dowodów masz co nie miara."
   Sam tylko "humorystyczny i sympatyczny" świstak który pojawia się przed kierownicą samochodu który zaraz zostanie roztrzaskany po wjechaniu w przepaść jest najlepszym podsumowaniem tego obrzydliwego, plugawego gniota.
Pozdrawiam

4. uznanie • autor: Nierozpoznany#98992017-05-15 12:14:48

uznanie dla K.W. za streszczenie i przybliżenie czytelnikom obserwacji Jeda M., który na swój sposób włożył kij w mrowisko dotykając kilka wrażliwych kwestii. Czuję tu smaczek podobny do tego, który zlizywałem w art. "De venatione sapientiae " J.B. - mniam!


[foto]

5. UG Krishnamurti • autor: Artur Olczykowski2017-11-25 01:27:19

Jed McKenna (ktokolwiek kryje sie pod tym pseudonimem) przypomina mi bardzo UG Krishnamurtiego (nie mylic z Jiddu Krishnamurtim). Swego rodzaju antyguru....

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)