Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

24 lutego 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Antropocen powszedni (odcinków: 26)

Jeszcze jeden gatunek denialistów


« Cięcie po skrzydłach, czyli bardziej zagrożone bieguny i tropiki Erozja środowiska i rozmowy z sąsiadką »

Dotąd denialiści dzielili się na tych, którzy utrzymywali, że „żadnego globalnego ocieplenia nie ma, nic się nie ociepla”. Oraz tych, którzy owszem przyznawali, że średnie temperatury rosną, lodu przy biegunach ubywa, a dwutlenku węgla w atmosferze przybywa, ale twierdzili, że „to nie ma związku z działalnością ludzi i ich gospodarki”, czyli „to nie nasza wina-przyczyna”. Zdarzał się trzeci bardziej uświadomiony rodzaj tych twierdzących, że „ociepla się, i to ludzka wina, ale jest już za późno, żadna siła tego nie zatrzyma, więc i tak wszystko jedno, czy coś będziemy w związku z tym robić lub nie robić, ani myśleć o tym tak lub inaczej”.

Jest kolejna wersja denializmu! Brzmi ona w skrócie: Tak, ociepla się i za sprawą ludzi, ale nam to nie szkodzi, bo od tego nie zbiedniejemy.

Opinię tę wygłosił Bjørn Lomborg, „dyrektor Copenhagen Consensus Center i profesor nadzwyczajny w Copenhagen Business School”, jak czytamy w polskim przekładzie jego artykułu. Czytamy tam:

„Prawda jest stosunkowo nudna: Według najnowszego dużego raportu panelu ds. nauki o klimacie ONZ, jeśli nie zrobimy absolutnie niczego, by zatrzymać zmianę klimatyczną, [jej] wpływ będzie odpowiadał zmniejszeniu naszych dochodów o między 0,2 procenta a 2 procenty za pięćdziesiąt lat od teraz.”

Więc nie ma się czego bać, gdyż (jak czytamy dalej) „przecież w latach 2070. osobiste dochody będą prawdopodobnie około 300 do 500 procent wyższe niż są dzisiaj. Wpływ ocieplenia na gospodarkę, jak najdalszy od „końca świata”, będzie taki, jakiego spodziewamy się z powodu jednej recesji gospodarczej przez kolejne półwiecze.” Jasne: gospodarka nieustannie się rozwija, wzrost trwa i nikt nie zakłada, że to może się zmienić, więc drobiazgu, jakim jest lub będzie destabilizacja klimatu planetu, nawet nie zauważymy. Lub zauważymy, ale nie zbiedniejemy od tego.

Bjørn Lomborg kontynuuje: „W rzeczywistości badania pokazują, że skrajne wydarzenia pogodowe mają minimalny efekt ekonomiczny. […] Skrajne wydarzenia pogodowe kosztują każdego obywatela Francji około 25 dolarów rocznie; każdego Amerykanina około 56 dolarów rocznie. Taką sumę przeciętny zatrudniony Amerykanin wydaje na kawę w mniej niż miesiąc.” Czyli, spoko.

To nie wszystko, gdyż: „[P]odatek węglowy może w skromnym stopniu zredukować wzrost temperatury” – chociaż kosztowałby: „około 20 bilionów dolarów [...] Próby jednak dalszej redukcji temperatury podnoszą koszty i w rezultacie pozostawiają planetę uboższą o 50 bilionów dolarów [...] Ograniczenie wzrostu temperatury do 2°C lub mniej, jak obiecuje wielu przywódców, będzie jeszcze kosztowniejsze.”

Wszystko jasne. To nie globalne przegrzanie klimatu będące wynikiem zachłannego i rosnącego spalania paliw węglowych i rozrzutnego zużywania zasobów środowiska jest złe. Nie, sprawy się mają dokładnie na odwrót: tym, co najgorsze i naprawdę zgubne byłyby próby powstrzymania tego procesu. To nie palenie i zużywanie zgubi ludzkość: zgubi ją oszczędzanie i dekarbonizacja gospodarki.

Dlaczego więc działacze klimatyczni protestują? Bo to panikarze. (...Bo są głupi...) A ponieważ artykuł Lomborga jest polemiką z poglądami Alexandrii Ocasio-Cortez, to jego mało skrywany przekaz jest jak następuje: spoko. Nic złego z tym klimatem i gospodarką się nie dzieje. Róbmy co zwykle – BAU, businness as usual. My normalni zdrowo myślący mężczyźni nie ulegamy panice histerycznych bab ani lewackich oszołomów. Tym bardziej, że gdybyśmy ulegli ich histeriom, to dopiero byśmy byli stratni! Ale spoko, damy odpór, co było do wykazania.

Tekst czytany: Bjørn Lomborg, „Co nauka może powiedzieć pani Ocasio-Cortez o klimacie”, oryg. „What science could teach Ocasio-Cortez about climate change”, New York Post, 27 stycznia 2019. Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska w „Listy z naszego sadu” 15 lutego 2019.

Antropocen powszedni: wstęp na końcu

O tym, jak antropocen wpływa lub wpływać może na codzienne życie i odwrotnie.


« Cięcie po skrzydłach, czyli bardziej zagrożone bieguny i tropiki Erozja środowiska i rozmowy z sąsiadką »

komentarze

[foto]

1. Od 20 lat... • autor: Mirosław Piróg2019-02-24 17:37:13

Od 20 lat Bjorn idzie pod prąd - i jak widać, zrobił z tego swój styl życia. Zapewne, mimo iż młody to chłopak ( rocznik 1965) to nie dożyje owych 500% wzrostu dochodów w 2070 - zatem co mu szkodzi dziś tak pisać? Na pewno notuje wzrost dochodów dziś, a jak wiadomo mottem denialistów jest - après moi, le déluge. A artykuł w sumie zbudowany z dezinformacji i zwrotów retorycznych - np. wzrasta moc huraganów, a nie koniecznie ich ilość. Itp. itd.
[foto]

2. Miód w umysły • autor: Wojciech Jóźwiak2019-02-24 19:24:33

Ale jest frakcja, dla której to co Bjørn Lomborg pisze-mówi, to miód w ich umysły.
[foto]

3. Tak, miód jak... • autor: Mirosław Piróg2019-02-24 20:06:26

Tak, miód jak wiadomo pszczoły w sadzie znajdują :)

4. Na skraju przepaści • autor: Monikakucharska19702019-02-25 09:11:26

Owego 500%-ego wzrostu dochodów to on raczej  nie doczeka, ale zdarzeń będących całkowitym zaprzeczeniem jego idiotycznych teorii, to jak najbardziej. I tylko się zastanawiam, czy zdąży się zdziwić, że to już.

5. c.d. • autor: Nugitoraz2019-02-25 12:09:18

Marcin Popkiewicz twierdzi, że wzrośnie siła huraganów ale nie ich ilość i nie będzie to powodować mieszania się wód. Myślę, że te poglądy to nie denializm tylko debilizm względnie szwindelizm.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)