zdjęcie Autora

08 maja 2012

Karol Żelazny

z cyklu: Złoty Środek (odcinków: 79)

Jezus czyli misja ochotnicza


« Myśl staje się pizzą Owady społeczne - paradoks Darwina »
Jezus podczas wizji w ogrodzie Oliwnym (o ile dobrze pamiętam) widzi detale swojej przyszłości, czyli dość bolesne zakończenie swojej misji. Zgadza się na to ponieważ rozumie że, po to tu do tego życia, miejsca i czasu przybył.

Jose Silva w kursie UltraMind dochodzi do podobnych wniosków mówiąc:
“Wierzę, że jesteśmy tutaj przysłani w określonym celu. Z tego co wiem, nie wybraliśmy przyjścia tutaj, lecz zostaliśmy tu przysłani, dlatego też, ktokolwiek nas tu przysłał, miał do tego moc oraz możliwości. Nazywam tą siłę Wyższa Inteligencją, więc ta Inteligencja nie pracuje dla nas, my jesteśmy przed nią odpowiedzialni za wykonanie pracy, do której nas tutaj przysłano“.

Silva nie kończy na stwierdzeniu samego faktu ale daje narzędzia w postaci dwóch prostych technik aby tą misję krok po kroku zrealizować.

Nie każdy jest w stanie ogarnąć kompleksowe poziomy splecionych wydarzeń i sytuacji i nie jest to potrzebne, aby zrealizować nasz cel. Wystarczy wiedzieć, jaką decyzję podjąć aby zrobić następny krok, tak samo jak oświetlając drogę reflektorami samochodu tylko na 200 metrów przed nami można przejechać nocą setki kilometrów.

Jezus jednak różnił się nieco od większości ludzi, nawet od Buddy choć naturalnie obaj są w pełni oświeceni. Otóż uważam że Jezus zwany  Zbawicielem (czyli Chrystus) urodził się już oświecony, jego umysł był podporządkowany źródłu już w momencie urodzenia.

Inaczej mówiąc był ochotnikiem. Kościoły różnych denominacji tłumaczą nam, same nie ogarniając zagadnienia, jak to Jezus przybył tu aby nas zbawić i umarł za nasze grzechy, co kiedyś wydawało mi się nonsensem. Teraz czuję że coś w tym może być.

Załóżmy przez chwilę że Jezus nie miał żadnych wyrównań do dokonania (i że naprawdę istniał), więc prawo Karmy go nie obowiązywało. W tym względzie jego ziemska wędrówka była zakończona. Więc po co tu się znalazł? Może był Super-Ochotnikiem?  

Załóżmy że nasza Kolektywna Nieświadomość potrzebowała punktu odniesienia, drogowskazu, według którego możemy się orientować na drodze do oświecenia, jak również superbustu w postaci otrzymania tzw. ducha świętego (czyli pełnego oświecenia) przez apostołów, w celu powiększenia masy krytycznej nowej świadomości.

Fenomenalny amerykański jasnowidz, Edgar Cayce wskazuje na Eliszę, ucznia Eliasza, jako na poprzednią (albo jedną z wielu) osobowość ducha Jezusa. Być może było to istotne aby w tej procedurze odkupienia wziął udział jakiś "ziomek" czyli rdzenny obywatel Planety Ziemia który tu uzyskał, dzieki swojej pracy, pełną transmutację ołowiu w złoto czyli oświecenie? Jak wszyscy się pewnie orientują rolę Eliasza grał w tych Ustawieniach Jan Chrzciciel.   

Jezus jako osoba niekarmiczna nie mógł zginąć na krzyżu ani w jakikolwiek inny sposób, więc przeciążył trochę system wyrównań biorąc na siebie, wzorem wielu mistrzów Jogi, karmę swoich uczniów. Z pewnością zrobił to umyślnie, czyli ofiara została spełniona.

Zupełnie niewinny człowiek, niekarmiczny, bez żadnych obciążeń, umarł na ochotnika, przebaczając swoim katom. Nie wiem czemu to tak musiało się odbyć, być może taka jest procedura odkupienia? Takie przepisy. Paragraf 22 punkt szósty kodeksu odkupienia mówi... Widocznie imprezka zakrapiana tanim winem nie wystarczyła?

Jezus-Zbawiciel (Chrystus) to inaczej człowiek-Bóg albo Umysł-Źródło. I to źródło mówi: Nikt nie przejdzie do Boga jak tylko przeze mnie, albo coś w tym rodzaju. Co to znaczy? To znaczy że jeśli nie zapoznasz się nieźle, nie przejdziesz na Ty i nie wypijesz bruderszaftu ze swoim źródłem twoje szanse na pełne oświecenie, wewnętrzną radość, prawdziwy spokój od kompulsywności umysłu i zostanie Joasią-Zbawicielką lub Antkiem-Zbawicielem, są nikłe.

Eckhart Tolle np. uczy jak zjednoczyć się ze źródłem przez obecność w momencie teraz. Sposobów jest wiele. Powodzenia!

P.S Podejmując misje ochotnicze, zapoznaj się najpierw z ich wszelkimi detalami:)

www.silvaultramind.pl

Złoty Środek: wstęp na końcu

Pewien człowiek był ścigany przez tygrysa, kiedy znalazł się na skraju stromej skarpy. Czepiając się krzaków i korzeni zaczął spuszczać się w dół. "Jestem uratowany" pomyślał, kiedy ku swojemu przerażeniu zobaczył drugiego tygrysa czekającego go na dole.

Nagle zauważył dziką truskawkę, rosnącą na prawie pionowej powierzchni skarpy. Zerwał ją i włożył do ust. Była tak smaczna, że przez chwilę zapomniał o tygrysach, rozkoszując się słodyczą truskawki rozpływającej się w jego ustach.

Ten blog jest właśnie o tej truskawce :)


« Myśl staje się pizzą Owady społeczne - paradoks Darwina »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)