zdjęcie Autora

11 listopada 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Kandydatki na czarownice (2)

Kategoria: Twórczość

« Służew nad Dolinką reality show Śpiewnik domowy »

Na ogół tak bywa, że żadna kobieta nie jest w pełni czarownicą. Przynajmniej takiej nie znam. Dlatego też żadna nie dostąpiłaby zaszczytu napisania Kodeksu Czarownicy – należnego zdaniem Przemysława (komentarz do odcinka 34) – jedynie czarownicy koncesjonowanej, czyli takiej, która udowodniła bycie czarownicą (Przed kim? W jaki sposób? Ile to by kosztowało?)

            Zazwyczaj czarownicą się raczej bywa, niż jest. Pewna moja koleżanka powiedziała mi kiedyś tak: — „ Dla mnie o wiele łatwiej jest nie pokazać, chociaż wymaga to dodatkowej gimnastyki, niż się pokazać”. Później co prawda spróbowała to skomplikować twierdząc, że: „skoro widać, że przebrałam się za wiedźmę, to nikt nie uwierzy, że naprawdę jestem wiedźmą”.

            Dlaczego była czarownicą? W jej przedpokoju stała stara szafka na buty, w której hodowała demona. Trzymanie demonów na uwięzi chyba świadczy o zdolnościach do czarowania? Hodowała go na przekór otoczeniu i dlatego nie zauważyła, że we własnym mieszkaniu, w pełnym świetle dnia wyhodowała sobie inne dwa straszliwe, ogromne, potworne geniusze — czarty. Demoniska te pod jej nieobecność wyrzuciły z domu niepotrzebne graty, a przede wszystkim szafkę z demonem i stuletni durszlak z podstawką, przez który lubił przecedzać swoje myśli. Do odcedzonych zawsze można było wrócić, więc sprzęt ten posiadał nieocenioną wartość.

Koleżanka jest pisarką, więc bez demona jej wena twórcza zamarła, zresztą musiała zarabiać na nowe meble. Nic dziwnego, że sceptyczne rozbawienie, z jakim spoglądała na świat jako wiedźma, jej dystans do rzeczywistości, oglądanie świata na raz z kilku innych punktów widzenia było oczywiście maską, która do tej pory przylegała do jej twarzy dość szczelnie. Pozbawiona demona zaczęła trochę pękać, czy już na tyle, żeby polała się krew, nie wiem. Jeżeli byłaby autentyczną czarownicą w życiu rzeczywistym, dlaczego czary miałyby nie działać w twórczości, gdzie przecież nie trzeba pokonywać oporu materii? Przemysław uważałby zapewne, że jej kandydaturę należy odrzucić.

Następna kandydatka. Seksowna, owijająca sobie mężczyzn wokół małego palca, żyjąca burzliwie na miarę swoich możliwości. Otrzymywała Znaki. Coś lub ktoś przemawiając z jej głębi, używając jej ciała, dawało znak, że ma szansę i nie wolno jej zmarnować. Jeśli o takich wydarzeniach wiemy cośkolwiek, to zazwyczaj to, że podporządkowanie się tym znakom oznacza spełnienie woli sił wyższych i przynosi oczekiwany rezultat.

Niestety, tym razem ja odrzucam jej kandydaturę. Szatana zamieniła na białą kanapę plus dwa fotele z prawdziwej skóry skutkiem czego straciła swoją moc. W dodatku przykryła je narzutami, co spowodowało, że nawet zły duch stojąc wobec konieczności ustawicznego poprawiania ześlizgującej się materii, wolałby goły tyłek Lucyfera.

            I trzecia kandydatka. Jasnowidząca. Z certyfikatem i zdolnościami. Wykształcona, z praktyką także w tradycyjnych zawodach artystycznych. Bezrobotna, poszukująca pracy, ostatnio jakiejkolwiek. Mimo, że ma Moc, bezowocnie pisuje CV, aplikując do stanowiska czarownicy na telefon. Nie jest w stanie zrozumieć, że ewentualny przyszły pracodawca nie jest zainteresowany tym, co może sensownego powiedzieć klientowi, jej zdolnościami, umiejętnościami, opiniami znawców ezoteryki i innymi rzeczami, które nierozsądne czarownice lubią zamieszczać w swoim CV, a tym, ile godzin wytrzyma w dusznej kanciapie nawijając głupoty napalonym ciemniakom i czy jej oczekiwania finansowe mieszczą się poniżej tysiąca. Poza tym czarownica ta pracowała nad swoim CV tyle czasu, że zazwyczaj sprawa przestawała być już aktualna. Niestety, internet redukował jej zdolności wpływu na przyszłych pracodawców i nie stwarzał jej możliwości osobistego spotkania się z nimi celem za- czy o- czarowania.

Przedostatnia, czwarta, do której pragnę zawołać:

— Jeszcze się nie spiesz, jeszcze wytrzymaj trochę, jeszcze poczekaj trochę, ile tylko dasz radę, jeszcze odrobinkę, ociupinkę, trzymam za ciebie kciuki... Jesteś przecież czarownicą, widziałam jak sprowadziłaś burzę, a one zawsze, wcześniej czy później sprowadzą deszcz lub burzę, jeśli to będzie potrzebne. Często wtedy, gdy utraciły już nadzieję, że to potrafią...

I piąta, to prawdziwa wredna wiedźma. Jeździ na trzykołowym inwalidzkim rowerze a poprzedzają ją trzy równie wredne, czarne psy bez smyczy i kagańców. Zawsze się z nią o te zabezpieczenia awanturuję, ponieważ jestem słaba w psiej psychologii i trudno mi zaspanym rankiem odgadnąć, który z jej diabłów ma ochotę na śniadanie z mojej nogi. Tej bym nie pytała o certyfikaty, a raczej omijała z daleka. Czasami śnią mi się jej psy i co gorsza, we śnie umieją fruwać.

           

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Służew nad Dolinką reality show Śpiewnik domowy »

komentarze

1. wesołe szuru buru • autor: Nierozpoznany#60182012-11-12 08:34:39

Kasiu Czarowna Sprawczyni energicznie wesołego szuru-buru w środku we mnie w poniedziałek rano.Dziękuję! W pas się kłaniam.
[foto]

2. Wywołany • autor: Przemysław Kapałka2012-11-12 11:48:38

Nie wiem skąd ten zaszczyt (?), że zostałem dwa razy przywołany po imieniu.

W sumie to jest mi obojętne, kto napisze kodeks czarownicy i co się w nim będzie zawierało. W czary przestałem się bawić już dawno i nie zamierzam znów zaczynać, więc poza tym, że życzliwie doradziłem, nie będę dbał o czystość i cnotę tej profesji. Ale ponieważ zostały mi zadane pytania, więc odpowiem:

Komu udowodnić? Tym, kogo taki kodeks będzie dotyczył.

W jaki sposób? To już czarownica powinna wiedzieć.

Ile będzie kosztowało? To zależy, czy będzie to przelot na miotle czy przeniesienie miasta do innego wymiaru.

Czy odrzuciłbym pierwszą kandydaturę? Dlaczego, skoro uruchomiła moce? 

Przepraszam że tak poważnie, ale nic dowcipnego nie przychodzi mi do głowy. Może dlatego, że dość się naczarowałem w poprzednich wcieleniach i jeszcze nie do końca pozbyłem się skutków.



[foto]

3. Miło mi • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-11-12 12:30:54

Miło mi, że czytasz mój blog. Przywołanie Ciebie w tekście świadczy o tym, że (na poważnie) liczę się z Twoim zdaniem, choć może drwinki z czarownic nie były zbyt poważne. Każdemu dowcipnisiowi przydaje się zawsze rozsądny głos zrównoważonego człowieka. A ja już tak mam, ze nosi mnie od żartu do smutku.

Pozdrawiam

[foto]

4. Poprawka • autor: Przemysław Kapałka2012-11-12 19:09:50

Jedna poprawka do tego co napisałem poprzednio: Jeśli uruchomiła moce a potem nad nimi nie zapanowała, to jest czeladnicą, nie czarownicą :) chyba że wymyślimy lepszą nazwę.


[foto]

5. Czeladnica • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-11-12 19:30:54

Bardzo podoba mi się ta nazwa. Chociaż do niej akurat nie pasuje. Czeladnica uczy się, praktykuje, a ona przedobrzyła, skupiła się na cząstce, chociaż powinna objąć całość. Jak nazwać kogoś, kto cofnął się w swoich talentach?
[foto]

6. Epigonica • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-11-12 19:32:10


Epigonica może, choć okropnie brzmi.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)