Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 września 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Kaseta odchudzająca

Kategoria: Twórczość

« Sraczka jamnika Pamięć seryjnego zabójcy »

Wspomniałam o przykrych skutkach, jakie może wywołać banalna sugestia.

Po wypadku samochodowym w r.1996, który całkowicie odmienił moje życie, cierpiałam na depresję (choć wówczas coś takiego nie istniało jako diagnoza i nie słyszało się o takiej dolegliwości). Przebywałam w uzdrowiskowym szpitalu kardiologicznym (po mechanicznym uszkodzeniu serca) i w ramach opieki zdrowotnej miałam prawo do wizyty u psychologa.

         Poszłam więc ze swoimi opowieściami o znużeniu, lęku przed śmiercią, napadami strachu bez powodu, braku odczuwania smaku życia, nieustannej chęci do płaczu. Intelektualnie jeszcze tkwiłam w swojej pracy, w swoich wysiłkach dorównania wymaganiom wyścigu szczurów, ale moje uczucia należały do kogoś całkowicie innego, rozmemłanej płaksiwej baby, dla której najbezpieczniejszym miejscem wydawało się łóżko, gdy można zarzucić kołdrę na głowę zostawiając jedynie niewielką szparkę do oddychania. Ciepło, ciemno i bezpiecznie (jak księżycowy Rak, oczywiście).

         Pani psycholog po całym dniu wysłuchiwania nieszczęśliwych kobiet na zasiłkach, bitych przez mężów alkoholików albo, co gorzej, dorosłych synów, upokarzanych przez otoczenie, niewykształconych i nie rozumiejących przyczyn dla których taki los je spotyka (na korytarzu wszystko było słychać, a kolejka była spora, zresztą sama mi o tym powiedziała) dostała nagle pacjentkę, która zgłosiła się z wydumanymi problemami. Nie odczuwanie smaku życia było w jej pojęciu już zupełną fanaberią. Była tym mocno zdziwiona i odrobinę zniesmaczona. Wypytywała mnie nie rozumiejąc zupełnie dlaczego jest mi źle, skoro mam pracę (w dodatku świetną, bo stanowisko dyrektorskie), nikt mnie po wypadku z pracy nie wyrzucił i nie przestał płacić, mój mąż nie jest alkoholikiem i pracuje na zagranicznym kontrakcie, więc ma dochody. Dzieci mam dorosłe i nie mam wobec nich obowiązków. A dlaczego płaczę na muzykoterapii zamiast spać, jak wszyscy uczciwi sercowcy i boję nie wiadomo czego — nie miała pojęcia. Jednak bardzo chciała mi pomóc i doszła do wniosku, że moje samopoczucie ulegnie zdecydowanej poprawie kiedy się odchudzę.

         Zapłaciłam jej, pamiętam jak dziś pięć sześćdziesiąt za czystą kasetę magnetofonową i otrzymałam nagranie do medytacji, która miała sprawić, że stanę się młodsza i smuklejsza i ogólnie rzecz biorąc zdrowsza. A dzięki zmianie wyglądu na plus i wzmocnieniu ego znikną natychmiast ataki paniki.

         Po powrocie na leżakowaniu odpaliłam swojego grundinga i zaczęłam słuchać. Bardzo chciałam być młodsza, zdrowsza i ładniejsza, więc przystąpiłam do tego słuchania z pełnym zaangażowaniem.

         Najogólniej rzecz biorąc treścią kasety była muzyka relaksacyjna plus aksamitny męski głos powtarzający sugestywnie (po jakimś tam wstępie i uzasadnieniu, z którego niewiele zapamiętałam) jedną frazę: „Wystarczy ci bardzo mała ilość jedzenia” Wystarczy ci bardzo mała ilość jedzenia, wystarczy ci...

         Nie jestem podatna na hipnozę, ale na autosugestię, jak najbardziej — o czym zresztą wtedy nie wiedziałam.

         Ta fraza wdrukowała mi się w moją świadomość podobnie, jak czasem „przyklei się” do kogoś niechciana reklama czy jakaś melodia. Tyle, że przykleiła się na trzy miesiące. I wcale nie wpoiła mi przekonania, że powinnam mniej jeść. Przeciwnie, sprawiła, że myślałam stale o jedzeniu i o tym, czy go wystarczy. Oglądałam wystawy sklepów kalkulując na ile dni wystarczy im zapasów, jaka jest najmniejsza ilość jedzenia, którą będzie widać na talerzu, komu i czego nie wystarcza do jedzenia, jaka ilość jedzenia potrzebna jest by utrzymać głodujące dziecko w Afryce – to wszystko roiło się w mojej głowie, gdy broniłam się przed bezmyślnym mamrotaniem: „wystarczy ci bardzo mała ilość jedzenia... Wystarczy ci...”

         Pozbyłam się tego świństwa w moim umyśle bodajże po dwóch miesiącach. Ale przytyłam 10 kg.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Sraczka jamnika Pamięć seryjnego zabójcy »

komentarze

[foto]

1. Idę o zakład ;) • autor: Piotr Jaczewski2012-09-12 10:34:31

czyli zgaduję i domniemywam, śmiem przypuszczać: "Ataki paniki"(czy jakiekolwiek dziwne reakcje tam były) zniknęły kilka lat później - na pograniczu z tym, że zaczęły się przypływy inspiracji. tj. i potrzeba pisania, i bardziej "formalne" przyznanie sobie czasu na przemyślenia, wyobraźnię i spisywanie tego, co pojawiło się z ich związku..

Korzystając z okazji: Nie jestem podatna na hipnozę, ale na autosugestię, jak najbardziej formalnie się nie zgadzam. Tj. jest to ładne powiedzenie "nie wykonuję autorytarnie wydanych poleceń" i "przywykłam by realizowano moje polecenia, nawet sama często robię co postanowię". Ale do "formalnej" (o ile jest coś takiego) części hipnozy to się nie odnosi: autosugestia i autohipnoza to część hipnozy, fragment tego samego mechanizmu.
Sens jest oddany, ale wprowadza mit hipnozy "autorytarnej kontroli nad czyimś zachowaniem".

I naprawdę przyjemnie się czyta, pierwsze moje wrażenia były uzasadnione :) Serdeczności,
Piotr
[foto]

2. nieufność • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-09-12 10:57:01

Dziękuję za przychylny komentarz - dużo on dla mnie znaczy.
Masz oczywiście rację - popełniłam błąd logiczny. Muszę dlatego uściślić: Napisałam, że nie jestem podatna na hipnozę mając na myśli własną reakcję obronną na cudze wpływy. Nie żywię do otoczenia zaufania na tyle, zeby na czyjąś sugestię odprężyć się na przykład. Tym razem nie byłam wystarczająco ostrożna - przyjęłam cudzą sugestię za swoją.
Dziękuję za wytknięcie błędu - to pomaga w zrozumieniu

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)