Dla Kamili
Rzadko miewam sny. Kiedy się pojawiają, są za to niezwykle wyraziste i mówią o czymś ważnym dla mnie. Tym razem śniłem o tym, że rozpoczął się remont budynku w którym mieszkam. Zobaczyłem wszystko w sposób realistyczny, bez sennych udziwnień. Robotnicy byli robotnikami, tynk - tynkiem, farba - farbą. Po przebudzeniu stwierdziłem, że może to być symbol czegoś, bo nic w realu nie zapowiadało jakiegokolwiek remontu, budynek niszczał sobie w najlepsze. Być może symbol rewitalizacji ciała - rozpocząłem bowiem cykl silnie energetyzujących ćwiczeń i sen zbiegł się z nimi w czasie.
Tego samego dnia, wracając do domu, zastałem na drzwiach ogłoszenie informujące, że rozpoczynają się właśnie prace remontowe i żeby nie parkować w pobliżu.
Kiedyś uznałbym tę koincydencję za absurdalny zbieg okoliczności. Może sięgnąłbym do jakiejś popularnonaukowej wyroczni aby dokonać stosownej (podkreślam to słowo) interpretacji, może zignorowałbym ją, zakładając, że przy tak dużej liczbie remontów i snów jakie mają miejsce na świecie akurat te dwa wpadły na siebie, podobnie jak znajomi wpadają na siebie na ulicy gdzieś w odległym kraju. Zdarza się...
Dziś nie widzę w charakterze tego zdarzenia niczego przypadkowego. Co więcej - próby dodatkowej egzegezy według jakiegoś zewnętrznego klucza wydają mi się niestosowne i jałowe poznawczo. Co się stało? Zmieniła się mapa według której porządkuję swoje doświadczenia. Zmienił się mój światopogląd. →1
Obserwując dyskusje internetowe można zetknąć się z trzema głównymi światopoglądami prezentowanymi przez rozmówców. Zanim je krótko omówię, chciałbym zwrócić uwagę na czwarty o którym - ze względu na jego powszechność - warto wspomnieć, choć nie sposób go analizować. Światopogląd większości osób z którymi mamy do czynienia to mieszanina niżej wymienionych trzech - w różnych proporcjach - a także dziecięcych fantazji i czystego surrealizmu. Taki światopogląd można nazwać chaotycznym (nie mylić z chaotyckim). Tworzące go poglądy są często ze sobą sprzeczne, jego geneza jest zazwyczaj całkowicie bezrefleksyjna a konsekwencje - rozmaite; od zwierzęcego spokoju i samozadowolenia nosicieli aż po egzystencjalne tragedie których źródłem są oczekiwania wyrosłe z takiego światopoglądu. Nie będziemy się nim zajmować, warto jednak zwrócić uwagę, że samo posiadanie w miarę spójnego światopoglądu jest dziś zjawiskiem nieczęstym. Pewien profesor filozofii z którym miałem do czynienia twierdził, że światopogląd jest z założenia systemem dość prymitywnym i każdy, kto zetknął się z filozofią chętnie go porzuci dla czegoś bardziej wyrafinowanego - np. określonej metafizyki. Profesorze! Gdyby na chwilę zechciał Pan zejść na ziemię, zatęskniłby Pan za porządnym światopoglądem! Niestety, mało kogo stać dzisiaj i na to.
Tych jednak których stać, można podzielić - dokonując pewnych uproszczeń - na trzy grupy:
reprezentantów światopoglądu
naukowego,
religijnego i
magicznego.
Grupa 1 - światopogląd naukowy
Właściwie już teraz, bez odwoływania się do fantastyki naukowej, można uznać, że to osiągnięcia nauki utrzymują nas przy życiu. Przeciętny człowiek odłączony od systemu gospodarczego, opartego na nauce i technice, pozostawiony samemu sobie - zginąłby lub wegetował na granicy śmierci. Zapewne stąd bierze się przekonanie o wszechogarniającym zasięgu nauki i jej metod, oraz - mniej lub bardziej jasno artykułowany - pogląd, że nauka zagospodarowała wszystkie dziedziny życia i stworzyła pewien system ogólnej i zarazem pewnej wiedzy, stanowiący coś w rodzaju ostatecznego punktu odniesienia we wszelkich sprawach.
Wiele osób akceptuje ten punkt widzenia i pielęgnuje przekonanie, że jedynym (a w każdym razie najbardziej) uprawnionym rodzajem wiedzy jest wiedza naukowa, zaś ideałem metodologii naukowej - metodologia nauk ścisłych. Stanowisko to rozwija się od XIX wieku i mimo różnych kryzysów które przechodzi cały czas jest gdzieś podskórnie lub jawnie obecne w przekonaniach wykształconego uczestnika zachodniej cywilizacji.
Wobec popularności światopoglądu naukowego warto zwrócić uwagę na kilka faktów które - jak się wydaje - pozostają niezauważone przez bezkrytycznych fanów scjentystycznej wizji świata.
Po pierwsze - "światopogląd naukowy" to oksymoron. Zbiór poglądów z różnych dziedzin wybieranych przy użyciu niejasnych reguł jest z konieczności nienaukowy. Obecnie zresztą rzadko jest on w ten sposób nazywany, ale nie zmienia to faktu, że jego główne postulaty - mimo maskujących nazw pod jakimi się pojawiają - są niezmienne. Być może należałoby taki światopogląd nazwać popularnonaukowym, pamiętając, że ma on tyle wspólnego z nauką, że zawiera pewne jej twierdzenia i to często w wersji pop. Branie twierdzeń nauki za podstawę światopoglądu ma swój sens, ale trzeba pamiętać, że to - z konieczności - tylko część światopoglądu.
Po drugie - światopogląd popularnonaukowy cechuje przywiązanie do pewnej koncepcji nauki. Nauka jest jednak ewoluującym systemem a busola naukowej poprawności wskazuje różne kierunki. Aby nie szukać daleko: w połowie XIX wieku jeden z twórców ówczesnej psychologii, Wundt, uznawał doświadczenie wewnętrzne za pełnoprawną metodę pozyskiwania informacji naukowych (zgodziliby się z nim zapewne dzisiejsi adepci tzw. rozwoju duchowego). Kilkadziesiąt lat później igła busoli odwróciła się o 180 stopni - sukcesy odnosić zaczął behawioryzm pomijający całkowicie doświadczenie wewnętrzne i w ogóle przeżycia podmiotu badań a zainteresowany jedynie zobiektywizowaną relacją bodźców i reakcji. Rozwój nauki przybiera nieraz postać iście heglowskich antynomii o czym warto pamiętać przywiązując się do określonej metodologii i formatując za jej pomocą swój świat.
Słowo na temat tzw. paradygmatu naukowego. O jego przyjęciu i trwaniu decyduje po prostu konsensus uczonych (mówi się nawet, że aby nastąpiła zmiana paradygmatu musi wymrzeć pokolenie zwolenników obowiązującego wzorca) a sam fakt istnienia takiego zjawiska wskazuje, że nauka nie rozwija się przez stopniowe dodawanie kolejnych tez i zgodną pracę kolejnych pokoleń ale raczej przez gwałtowne zwroty po okresie panowania danej idei. T. Kuhn określa to jako rewolucje naukowe i przypisuje im potężną siłę kreatywną w nauce.
Po trzecie - nauki szczegółowe z założenia nie służą do tego, aby wyjaśniać czym pewne zjawiska są (i czy w ogóle są) - ale jak działają. Niestety, takie rozumienie nauki ogranicza się do nielicznych naukowców. Szeroka publiczność wyznająca światopogląd popularnonaukowy o tym nie wie i sądzi, że nauka udowodniła to lub tamto z zakresu twierdzeń egzystencjalnych (np. że coś nie istnieje), "odhaczając" pewien obszar ludzkiego doświadczenia jako nieaktualny i przy okazji niestosowny. Tymczasem zakres twierdzeń egzystencjalnych jakimi zajmują się nauki ścisłe jest dość specyficzny. Pojęcie istnienia ma charakter filozoficzny i to, co ono oznacza będzie zależne od przyjętej uprzednio koncepcji poznania i rzeczywistości (dla jednych "istnieć" będzie znaczyło np. "stanowić materialny obiekt niezależny od obserwatora", dla innych - "być postrzeganym przez obserwatora", etc.). Dla naukowca "być" oznacza w zasadzie "stanowić część teorii coś opisującej" lub ewentualnie "stanowić oczywisty element uzgodnionego świata". Nauka posługuje się tym pojęciem w sposób instrumentalny wykorzystując je do opisu badanych zjawisk i nie zapuszczając się w kompetencje metafizyków. Jeśli w nauce rezygnuje się z jakiegoś pojęcia (np. pojęcia eteru) to dla tego, że można się bez niego obejść w danej teorii.
Ta niejednoznaczność dotyczy też innych pojęć np. samego pojęcia nauki. Zagadnienia w gruncie rzeczy filozoficzne traktuje się tak, jakby były jednoznacznie rozstrzygnięte i to w granicach nauk ścisłych. Niestety jest to fałszywy pogląd.
Jak nabyć światopogląd popularnonaukowy:
- Najpewniejsza metoda to studia przyrodnicze lub techniczne - dużo czasu i energii włożone w poznawanie świata określonymi metodami prowadzi do powstania nawyków które będą się utrzymywać długie lata i rzutować na różne sfery życia niezwiązane z nauką. Przy okazji ułatwia to poznawanie charyzmatycznych uczonych i przejmowanie ich pewności w sprawach często niedotyczących ich specjalizacji. Liczne uwagi Einsteina o bogu są tutaj jedynie wymownym przykładem zjawiska o szerokim zasięgu i silnym oddziaływaniu.
- Skróconą wersję tego ćwiczenia stanowi lektura książek popularnonaukowych, których autorzy (często wybitni naukowcy jak C. Sagan czy R. Dawkins) ochoczo urządzają sobie wycieczki światopoglądowe lub wręcz piszą na ten temat osobne dzieła. Ich osiągnięcia i tytuły naukowe oraz szerokie horyzonty intelektualne uwiarygadniają ich przekonania światopoglądowe.
Jak się go pozbyć:
- Zapoznając się z historią nauki i metodologią naukową. To, co dziś wydaje się oczywiste, może pewnego dnia trafić do lamusa poglądów, bo choć - jak często podkreślają naukowcy - nowe teorie nie wykluczają starych (oprócz - rzecz jasna - kilku pomijanych wyjątków), to jednak zmieniają ich percepcję, a także percepcję zjawisk możliwych do pomyślenia ale nie mieszczących się w ramach obowiązującego paradygmatu naukowego. Zwróćmy uwagę ile rzeczy dziś powszednich, było jeszcze - powiedzmy - 200 lat temu, za czasów Newtona - uważanych za niewykonalne. Niestety, zwolennicy pop-scjentyzmu traktują naukę tak, jakby narodziła się ona w XIX wieku, podczas gdy stało się to znacznie wcześniej - zwykle podaje się tutaj okres średniowiecza i działalność uniwersytetów, ale pamiętając genialne hipotezy starożytnych przyrodników oraz fundamenty metodologii naukowej budowane przez filozofów, można tę datę przesunąć daleko wstecz. Od tamtej pory obraz - czy raczej - liczne obrazy świata tworzone przez uczonych przeszły liczne metamorfozy i wszystko wskazuje na to, że proces ten będzie trwał a nawet przybierał na sile.
- Popularny obraz nauki jako zbioru prawd absolutnych oraz ideału prostoty i elegancji intelektualnej jest niestety mocno naciągany. Głębsze dochodzenie prowadzi do odkrycia, że to, co wydaje się monolitem, jest strukturą pełną dziur i łat (wymowne przykłady podaje P. Feyerabend w "Przeciw metodzie". Jeśli kogoś interesuje to zjawisko, warto np. zbadać, jak ustalano kierunek przepływu prądu elektrycznego i jakie to miało konsekwencje dla zapisu wzorów itp.). To z kolei prowadzi do wniosku, że nauka ma przede wszystkim pragmatyczny charakter, a do tego, aby jakaś teoria była zadowalająca, wystarczy jej wewnętrzna niesprzeczność i możliwość przewidywania zdarzeń.
- Zapoznając się z takimi fenomenami jak np. słynne proroctwo Padmasambhawy,→2 wydarzenia w Fatimie czy znane od zawsze doniesienia o spotkaniach z duchami. Jest ich wiele i stanowczo nie mieszczą się w obrazie świata serwowanym przez pop-scjentyzm, a próby sprowadzania ich do zbiegów okoliczności, pomyłek czy zbiorowych halucynacji wypadają naprawdę żałośnie, choć nie odbiera to prorokom nauki dobrego samopoczucia.
Grupa 2 - światopogląd religijny
Zanim przyjrzymy się światopoglądowi religijnemu - uwaga formalna. Prościej byłoby mówić o światopoglądzie religijno - magicznym, bowiem oba światopoglądy cechuje wiele punktów zbieżnych a różnice mają charakter bardziej polityczno - towarzyski niż merytoryczny.
Zwróćmy uwagę na główne podobieństwo - wspólny "engine" obu światopoglądów zawierający przekonanie o tym, że poza światem widzialnym, czy raczej postrzeganym pięcioma zmysłami i ich mechanicznymi oraz matematycznymi wzmacniaczami, istnieje coś więcej - inny świat wymykający się ludzkiej percepcji i jej ograniczeniom oraz, że istnieją sposoby aby wejść w interakcję z tym światem. To mogłaby być ważna część definicji zarówno magii jak i religii, gdyby wreszcie udało się im takie definicje uzgodnić. Tyle "engine" - rzecz zasadnicza i jednocześnie zepchnięta na drugi plan w sporach światopoglądowych. W praktyce przedstawiciele obu opcji (oraz frakcji wewnątrz tych opcji) najczęściej się zwalczają, czasem z niezwykłą pasją (mowa o dyskusjach internetowych, a przecież wiadomo, co się dzieje w realu), wyznając pogląd, że tylko wybrany przez nich model właściwie tłumaczy świat. Sojusze które dyktowałby zdrowy rozsądek są rzadkością. Analiza przyczyn tego stanu rzeczy jest tematem na osobną pracę - warto jednak zaznaczyć, że i tu uwidacznia się nieostra granica między magią a religią - w taki na przykład sposób, że kapłani pełniąc swoje funkcje społeczne czują się zagrożeni przez czarowników, którzy oferują podobny zakres usług ale bez wad religijnego monopolu.
Co charakteryzuje światopogląd religijny? Oczywiście wiara w dogmaty danej religii, najczęściej w uproszczonej wersji. Skoro wspomnieliśmy o światopoglądzie popularnonaukowym, warto by może nazwać światopoglądy oparte na religii - pop-religijnymi. Do nich zaliczałyby się wykraczające poza oficjalną teologię i kanony ksiąg rozmaite legendy, apokryfy etc. a także - charakterystyczne dla nowoczesnych społeczeństw zjawisko odwrotne - zubożenia wierzeń
(W stolicy pewnego katolickiego kraju w Europie tylko ok. sześćdziesięciu procent wyznawców wierzy w osobowego boga a szczegółowe dogmaty tej wiary zna jeszcze mniejszy odsetek "wierzących". Łączą ich jednak pozostałości światopoglądu religijnego, dzięki którym identyfikują się jako wyznawcy danej religii). Dzisiaj światopogląd religijny w czystej postaci jest już - mowa o zachodnim społeczeństwie - rzadkością, ale ciągle trzymają się go rozmaite grupy fundamentalistów i zdarza się, że wypływa on w najmniej oczekiwanych okolicznościach - np. w postaci krytyki teorii naukowej z pozycji religijnej przez wiceministra oświaty.→3
Jak nabyć światopogląd religijny:
- Religia jest zjawiskiem polegającym na przyjęciu za dobrą monetę cudzych doświadczeń i uwierzeniu w ich interpretację. Świat pełen jest ludzi którzy przeżywają "to samo" co ich kapłani, guru czy zbawcy. Zwróćmy jednak uwagę, że przeżycia te są uwarunkowane wcześniej przyjętymi założeniami. I tak - chrześcijanie miewają przeżycia chrześcijańskie, buddyści - buddyjskie, wyznawcy hinduizmu - hinduistyczne.
Aby coś zaczęło się dziać, trzeba więc najpierw uwierzyć. Istnieją przypadki nawróceń na daną religię zażartych jej wrogów, zwalczających ją uprzednio. Dlaczego? Najwyraźniej przyjęli oni podświadomie zwalczany paradygmat, nabrali do niego emocjonalnego stosunku i siła religii zadziałała, choć jej zwrot był niespodziewany. Uważajcie więc bogożercy...
- Najprostszą drogą przyswojenia sobie religii i jej obrazu świata jest jednak naśladownictwo. Krzewiciele religii wiedzą o tym i dlatego nawet wśród dziatek tylko nieliczne pozostają niezrzeszone i wolne od troskliwego nadzoru, baczącego aby dobrze naśladowały. Reszta przejmuje nawyk religii od rodziców lub opiekunów którzy poczytują sobie za cnotę jego rozpowszechnianie. Jeśli dziwnym trafem nie zostałeś ochrzczony (obrzezany, przeprowadzony przez ogień etc, etc) w dzieciństwie - przyłącz się do jakiejś grupy religijnej i rób to, co inni. Prawdopodobnie prędzej czy później uznasz, że coś w tym jest i zaczniesz odczuwać zapowiadane przeżycia, wśród nich może nawet niezwykłe, jak poczucie jedności ze światem, obecności jakiejś wyższej istoty czy mówienie nieznanymi ci językami. Religia jest zjawiskiem grupowym i przykład oraz wsparcie innych są tu nieocenioną pomocą.
Jak się go pozbyć:
- Studiując historię idei i religii. Z jednej strony wiele przeciwstawnych koncepcji funkcjonuje na rynku idei religijnych, z drugiej - te same koncepty powracają wciąż w nowych dekoracjach. Religie pełne są zapożyczeń które albo polegają na tym, że nowa i niedorozwinięta konceptualnie sekta wspiera się pomysłami starszych i rozwiniętych religii, albo religia której udało się zapuścić korzenie wchłania w czasie swojej ekspansji wierzenia okolicznych kultów robiąc im tylko lekki facelifting i pozbywając się przy tym konkurencji. Potem wyniki obu działań sprzedawane są jako prawdy objawione, święte, nietykalne etc. Rozwój różnych religii cechują natomiast pewne prawidłowości, co wskazuje że ich pochodzenie oraz trwanie jest rezultatem wysiłków bardziej ludzkich niż boskich. Mówi się przy tym, że religia jest zjawiskiem odwiecznym, starym jak ludzkość. Zaryzykuję jednak tezę, że nie ma wśród znanych mi religii takiej, która swoim pojawieniem wnosiłaby coś jakościowo nowego do zjawiska religijności i jego teoretycznych podstaw - zakładając, że istnieją równolegle sprzeczne idee religijne. Studiując dogmaty religii i ich teologiczne rozwinięcia ma się wrażenie że wszystko to już gdzieś wcześniej się pojawiało. Zagadnienie to wykracza poza ramy krótkiego tekstu, dociekliwy czytelnik jednak porównywał już zapewne np. teksty biblijne z mitami babilońskimi, nauki buddyzmu z tekstami taoistycznymi a dogmaty chrześcijaństwa z wierzeniami religijnymi np. Egipcjan czy mitraistów, nie mówiąc o setkach religii etnicznych, które są do siebie podobne jak bliscy krewni na rodzinnej fotografii. Wygląda więc na to, że odwieczne są raczej koncepty z których tworzy się religie, te ostatnie zaś stanowią twór okoliczności, pojawiając się i ginąc oraz ciągle ewoluując, niczym żywe organizmy poddane działaniu zmiennych warunków otoczenia.
- Zapoznając się z osiągnięciami kognitywistyki i neuroteologii. Doświadczenia mistyczne i inne przeżycia duchowe - takie jak np. OOBE reprezentowane są w pewnych obszarach mózgu i można je wywoływać pobudzając sztucznie te obszary. Procesy myślenia można modelować a nawet - w uproszczonej na razie wersji - tworzyć za pomocą komputerów (czasy robotów parowych z opowiadań Lema są najwyraźniej jeszcze daleko przed nami). Technika ta wciąż się rozwija i choć nie wiadomo jakie będą jej efekty, z duża dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że stworzenie inteligentnej i samoświadomej istoty w laboratorium jest tylko kwestią czasu. Pierwsze kroki w tym kierunku pokazują, że nie potrzeba do tego żadnej osobnej, niematerialnej substancji, której istnienie postulują religie. Jeśli starasz się upraszczać swoje poglądy, możesz po prostu zredukować przeżycia religijne do aktywności mózgu. Jest to także doskonała okazja aby zaimplementować sobie ontologiczny materializm i pozbyć się całej masy problemów religijnych kolidujących z tym punktem widzenia.
Grupa 3 - światopogląd magiczny
Działania magiczne są obecne w naszym życiu na każdym kroku. Magia, zepchnięta przez agresywne religie i popularnonaukowy paradygmat pod powierzchnię "dobrych" obyczajów, wynurza się co chwila aby - mimo niesprzyjających okoliczności - zaistnieć w świetle reflektorów oraz przypomnieć o sobie coraz mniej licznym erudytom którzy rozpoznają jej ironiczny uśmiech pod maską poważnych obrzędów państwowych, kościelnych, korporacyjnych etc, etc. Gdyby usunąć z tych obrzędów stare jak świat elementy magii, zostałyby tylko nudne przemówienia VIP-ów, też zresztą pełne magicznego zaklinania rzeczywistości. Nawet ateistyczne i "naukowe" z założenia systemy polityczne pełne były działań i symboli magicznych - świętej geometrii w architekturze i symbolice, ofiar z kwiatów i ognia czy przywoływania duchów poległych bohaterów.
Warto wiedzieć co się robi np. zapalając świeczkę na grobie przodków...
Problem stanowią złożone relacje pomiędzy takimi pojęciami jak magia, czarownictwo, okultyzm, ezoteryka, hermetyzm, etc, a także sama definicja magii. Nie porywając się na zadanie uporządkowania tych zagadnień zwróćmy uwagę, że główna cecha różniąca światopogląd magiczny od religijnego, to przekonanie, że można wolicjonalnie kształtować świat wokół siebie i swój własny los, szczególnie przy użyciu różnych niezwykłych środków i metod, przy czym nie oznacza to dowolności, ale raczej - mimo niecodziennych warunków działania - naukową skrupulatność, wynikającą z przekonania, że określone działanie musi przynieść pewne skutki. W tym sensie magia przypomina naukę - oprócz magicznego nastawienia umysłu liczą się także czysto mechaniczne czynności które nie znoszą uchybień oraz - co ma zasadnicze znaczenie - przekonanie o jedności świata. Wyznawcy religii obawiają się raczej takich działań nie chcąc w kwestii losu naruszać kompetencji swoich boskich suwerenów. Jeśli w ramach skostniałych struktur religijnych powtarzają skrupulatnie pewne praktyki, to raczej ze strachu aby nie zaburzyć porządku świata i nie ściągnąć na siebie gniewu bogów niż z chęci zadośćuczynienia swoim planom.
To także determinuje ezoteryczny charakter magii, podczas gdy religia dąży do tego aby być zjawiskiem jak najbardziej jawnym i powszechnym.
Druga istotna cecha światopoglądu magicznego to jego duża elastyczność czy wręcz eklektyczność, przynajmniej w obecnym, rozwijanym w dużym stopniu dzięki internetowi, wydaniu. Chciałoby się powiedzieć, że winę za ten stan rzeczy ponosi współczesny kozioł ofiarny wiedzy ezoterycznej - New Age - na fali którego poglądy i działania magiczne wypłynęły na szerokie wody pop-kultury. Jednak symptomy eklektyzmu pojawiały się wcześniej, a zapożyczenia z innych obszarów kulturowych spowodowane były głównie tym prostym faktem, iż europejska magia została tak głęboko "wmieciona pod dywan", że nie udało się jej już stamtąd w całości wyciągnąć. Zjawisko to dotyczy zresztą także innych kultur i powszechne jest np. przywoływanie przez czarowników bóstw obcych sobie kręgów kulturowych. Dla dopełnienia tego obrazu trzeba wspomnieć, że magowie nie odżegnują się od nauki a czasami pomagają sobie teoriami naukowymi budując magiczny obraz świata (nie sięgając do bogatej historii związków magii z nauką - przykład współczesny: P. Caroll zaprzeczając przyczynowości materialnej przywołuje fizykę kwantową i jej Interpretację Kopenhaską).
Choć światopogląd magiczny wydaje się mniej sztywny od dwu pozostałych, to i on posiada swoje święte krowy. Współcześnie są to np. zaimportowane ze wschodu i bardzo popularne prawo karmy oraz wiara w reinkarnację, dawniej - różne prawa określające relacje pomiędzy elementami magicznego kosmosu - np. prawo sympatii.
Jak nabyć światopogląd magiczny:
- Poprzez praktykę magiczną. Magia teoretyczna istnieje głównie w umysłach badaczy tego fenomenu i to raczej jako magiczny model świata a nie np. algorytmy rzucania uroków. O ile studiowanie elementów światopoglądu magicznego - np. rozmaitych symboli i ich powiązań - z pewnością przyczyni się do wzrostu erudycji, wątpliwe jednak aby miało wpływ na percepcję rzeczywistości.
- Uspokajając umysł medytacją i podnosząc swoją energię (techniki służące temu są dziś dostępne jak nigdy wcześniej - oto dożyliśmy czasów, gdy "tajemnice świata rozgłaszane są na dachach domów"). Praktyki takie zmieniają percepcję świata a w rezultacie - światopogląd. W słowach poglądy sceptyków wydają się nie do pobicia, co jednak zrobić ma delikwent, któremu całe jego doświadczenie mówi, że dzieje się coś, co dziać się nie ma prawa? Może oczywiście przyjąć postawę pewnej bohaterki filmu Woody Allena ("Myślałam, że mam orgazm, ale mój psychoanalityk wyprowadził mnie z błędu") ale prędzej czy później dostrzeże jej fałsz. Łatwo być gabinetowym sceptykiem i z fotela interpretować doświadczenia innych tak aby pasowały do wybranego obrazu świata. Własnych doświadczeń nie sposób tak łatwo naginać.
- Badając zjawisko paranormalnych mocy, które pojawia się zarówno w tradycjach magicznych jak i religijnych. Podkreślam je właśnie tutaj, bo religie mają doń stosunek ambiwalentny - albo się go wstydzą i traktują jako przeszkodę w praktyce albo przypisują swoim bogom lub demonom, uznając, że zwykli śmiertelnicy są ich niegodni czy też niezdolni do nich. Wśród tego typu zjawisk najbardziej chyba rozpowszechnionym jest "wewnętrzny żar", różnie nazywany w różnych kulturach, ale bardzo podobnie opisywany. Zjawisko to przewija się od czasów szamanizmu (jedną z prób testujących potencjał szamana było wzbudzanie "wewnętrznego żaru" podczas przymusowej kąpieli w przeręblu), religii etnicznych (odczuwali go indoeuropejscy wojownicy w transie bojowym), przez joginów, adeptów buddyzmu czy chrześcijańskich mistyków, którzy co prawda mówią o miłości bożej ale opisują ją w taki sam sposób jak ich przedchrześcijańscy koledzy swoje przeżycia. Czy jest to zjawisko paranormalne? To oczywiście zależy od tego, co uznajemy za normę, jednak jego skutki z pewnością nie mieszczą się w ramach zwyczajnego obrazu rzeczywistości.
Jak się go pozbyć:
- Studiując rozwój wiedzy, szczególnie naukowej. Popularnym argumentem przeciwko skuteczności magii jest to, że gdyby magia była skuteczna nie zostałaby wyparta przez naukę. Magia jest tu postrzegana jako pra-nauka która zawiodła. Taką jej rolę podkreśla szczególnie J. Frazer którego poglądy - dziś uważane już za raczej archaiczne - wywarły silny wpływ na opinię publiczną XX wieku. W myśl tego stanowiska uznaje się, że chemia zastąpiła alchemię, astronomia astrologię, medycyna - magiczne praktyki uzdrowicielskie etc. Faktem jest, że odwieczne marzenia o opanowaniu takich zdolności jak latanie, porozumiewanie się na duże odległości, czy nawet wytwarzanie złota spełniła przecież nie magia lecz nauka. Nie rozstrzygamy tu czy magia jest do nich zdolna. To nauka upowszechniła te "cuda" do tego stopnia, że w cywilizowanym świecie zjawiska uznawane niegdyś za nadprzyrodzone są w zasięgu ręki właściwie każdego. A skoro tak, to czy nie lepiej postawić na wiedzę pewną i powszechnie dostępną?
- Badając historię wielkich magów i oświeconych mistrzów oraz typowe dla nich momenty. Zazwyczaj ich biografie i niezwykłe wyczyny mają - niestety - charakter legendarny i dotyczą odległych miejsc i czasów. Dziś trudno byłoby znaleźć kogoś, kto wpisywałby się w ten model i przyznawał do tego. Jeśli chodzi o postaci historyczne - znane są one raczej ze swoich ekstrawagancji i ekscesów, tworzących wokół nich aurę niesamowitości, niż z demonstrowania mocy jakie się im przypisuje. Niestety to samo odnosi się do wszechobecnych "mistrzów" kupczących dziś swymi umiejętnościami na rynku usług magicznych; wielu z nich nie potrafi poradzić sobie nawet z własnym losem a sprzedają lekarstwa mające pomóc innym.
- Udając się do Jamesa Randiego →4 po milion dolarów, który przygotował on dla tego, kto przejdzie jego testy i udowodni, że jest posiadaczem mocy parapsychicznych. Randi jest zawodowym iluzjonistą, stawiam więc dolary przeciwko orzechom, że nawet jeśli jesteś praktykującym magiem n-tego stopnia, wrócisz do domu z pustym portfelem, wyczyszczonym kosztowną podróżą i będziesz miał dość magii na długo a być może na zawsze.
Oczywiście przedstawione tu metody nabywania i pozbywania się światopoglądów nie uwzględniają najważniejszego czynnika - wewnętrznego poczucia, że to właśnie TEN światopogląd jest dla nas właściwy. Stanowią raczej - świadomie tendencyjną - zachętę do eksperymentów myślowych. Tym bardziej, że nie ma tu żadnych sztywnych reguł - nieustające konwersje światopoglądowe we wszystkich kierunkach świadczą o tym, że to nie siła argumentów ale stan umysłów decyduje o tym, w co się wierzy i jak postępuje.
Jak widać każdy z wymienionych światopoglądów ma słabe punkty, każdy jest jakoś nieadekwatny wobec bogactwa rzeczywistości. Ta słabość nabiera wyrazu szczególnie kiedy przyjmie się konkurencyjny światopogląd i atakuje z jego pozycji. Dyskusje światopoglądowe stwarzają dobrą okazję, aby przyjrzeć się swoim przekonaniom, skonfrontować je z rzeczywistością. To, jaki naprawdę wyznajemy światopogląd, może się dla nas okazać dużym zaskoczeniem, kiedy spostrzeżemy, że w zasadniczych sprawach zgadzamy się np. z przedstawicielami opcji którą uważaliśmy za biegunowo różną od naszej. W tym sensie konfrontacja idei oraz dyskusje służą wcielaniu w życie maksymy "poznaj samego siebie", jednej z niewielu, którą chyba wszyscy uznają za wartościową.
Niestety, ma to także swoje ciemne strony. Dyskusje światopoglądowe - po pewnym czasie obserwacji - mimo złożoności tematów, stają się przewidywalne bardziej niż mecze szachowe. Podobnie jak w przypadku szachów istnieją tutaj typowe sekwencje ruchów i w zasadzie do bycia skutecznym potrzebna jest głównie praktyka. W odróżnieniu od szachów liczba rozwiązań jest jednak bardzo ograniczona, a wobec braku jasnych zasad i niezależnego arbitrażu dominują starcia nierozstrzygnięte, po których obie strony chętnie ogłaszają swoje zwycięstwo. Mimo to większość rozmówców próbuje zaszczepić swoje przekonania innym. To z kolei prowadzi do zamykania się obrębie własnego światopoglądu i takiego interpretowania swoich i cudzych przeżyć, aby albo je do niego dopasować, albo kompletnie zdyskredytować jako fałsz, konfabulacje lub omamy. Powstają w ten sposób prawdziwe więzienia umysłu w których ich twórcy, otoczeni coraz grubszym murem argumentów popierających ich własny punkt widzenia, izolują się nie tylko od konkurencji, ale też - trudno nie ulec temu wrażeniu - od rzeczywistości.
Czy więc w najlepszej sytuacji nie są ci, których chaotyczny światopogląd pominęliśmy? Z pewnością nie. Ich obraz świata poprzycinany jest z różnych stron, bez ładu i składu, przez wierzenia religijne, popularnonaukowe czy magiczne. Taki światopogląd odcina od rzeczywistości chyba jeszcze bardziej niż trzy pozostałe, zważywszy na mający obecnie miejsce zalew rozmaitych idei i brak metod ich selekcji oraz obrony przed nimi.
Świadomie przyjęty światopogląd porządkuje rzeczywistość, ale - o czym trzeba pamiętać - za pewną cenę. Jest ważną częścią poznawczego filtra, który przepuszcza tylko to, co mieści się w jego szczelinach. Oczywiście filtr ten jest wielowarstwowy. Nabywamy go w procesie ewolucji gatunku, kultury i podczas wychowania. Znaczną jego część budujemy z zapałem sami, w przekonaniu, że znaleźliśmy klucz do rzeczywistości. Wygląda jednak na to, że kluczem tym - zamiast otwierać - często zamykamy bramy percepcji.
Jak powiada Tao Te Cing - "Mędrzec nie przywiązuje się do swoich poglądów".→5
Świat ma dla nas jeszcze wiele niespodzianek.
Czego uprzejmie wszystkim życzę z okazji przesilenia zimowego.
Inqbus
inqbus@op.pl
Przypisy
(→1) Zdefiniujmy światopogląd jako zespół ogólnych przekonań na temat świata inspirowanych przez własne przeżycia oraz naukę, religię, filozofię i inne dziedziny kultury. Obszerniejsze wyjaśnienia znajdzie czytelnik choćby na stronach Wikipedii. ↵
(→2) "Kiedy latać będzie srebrny ptak, i toczyć się będą konie na kołach, Tybetańczycy jak mrówki rozproszą się po świecie a nauka Buddy dotrze do najodleglejszych krajów". Tekst proroctwa za H. Uhlig, Budda, W-wa 2002, s. 195. ↵
(→3) Dla zainteresowanych tym zagadnieniem: teoria ewolucji daje się - abstrahując od politycznej koniunktury na fundamentalizm - świetnie pogodzić z wiarą w to, że życie zostało stworzone w wyniku działania inteligencji. W opozycji do ewolucjonizmu jest nie kreacjonizm ale archaiczny pogląd, że gatunki pojawiły się od razu w gotowej postaci, natomiast stanowiskiem przeciwnym do kreacjonizmu jest w biologii teoria samorództwa, nietożsama z biologicznym ewolucjonizmem, choć przyjmowana dziś powszechnie przez ewolucjonistów. Pewien eurodeputowany wzdragając się na myśl, że może pochodzić od małpy powinien był raczej przywołać wstrząsający obraz molekuł zanurzonych w pierwotnym oceanie i organizujących się bezwstydnie w coraz to bardziej złożone struktury. ↵
(→4) www.randi.org ↵
(→5) Tao Te Cing, rozdział 49, rożne przekłady. ↵
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Drukuj