Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 lipca 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Antropocen powszedni (odcinków: 19)

Klein, „Kapitalizm kontra klimat” i tamten moment historii


« Czytanie Naomi Klein „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat” Odcięcie się od przyrody jako wyraz ewolucyjnych tendencji przyrody? »

Miniona epoka. Potwierdzam to, co pisałem poprzednio: książkę Klein czyta się jak dokument epoki, która minęła. Wydana („wypuszczona”) 16 września 2014, pisana była na tle wydarzeń i danych z lat głównie 2009-2012, czyli z pierwszej połowy okresu kwadratury Urana i Plutona. Przełomowe fazy cyklu Uran Pluton są rewolucyjne: i z godnie z tym – zgodnie z duchem swojego czasu! – Klein wtłacza swój postulat walki o klimat w znany („notoryczny”) schemat rewolucji, a może nawet w archetyp rewolucji.

To mnóstwo wyjaśnia. Z początku, kiedy jeszcze książki Klein nie czytałem, a znałem tylko ze wzmianek u Bińczyk, uznałem, że Klein jest lewicową rewolucjonistką, która chce użyć sprawy klimatu jako jeszcze jednego, być może najmocniejszego, młota na kapitalizm. Co wydało mi się małostkowe: ubijać partyjne interesy, gdy oto grozi klęska ostateczna. Następnie, czytając Klein, znajdowałem miejsca, gdzie troska o przetrwanie i powstrzymanie antropogennych zagrożeń przeważała nad anty-kapitalistycznym sztandarem. Nie podejmuję się teraz tego rozstrzygać, czy większym wrogiem dla Autorki jest kapitalizm, czy globalne ocieplenie. (Zdaje się też, że terminu „antropocen” nie używa wcale.)

Tak czy inaczej, cały tekst Klein jest dokładnie wpisany w poetykę rewolucji. Klein czeka na rewolucję, oczekuje jej, wypatruje, łączy z nią nadzieje, a dziejące się wydarzenia, jak protesty Occupy Wall Street (o których dawno zapomnieliśmy) interpretuje jako pierwsze jaskółki oczekiwanej Wielkiej Fali.

Occupy Wall Street zaczęło się 17 września 2011, gdy Pluton był na początku Koziorożca, a Uran na początku Barana i do ścisłej kwadratury brakowało im ledwie 2°05', tu kosmogram. Protesty na placu Taksim w Stambule zaczęły się prawie dwa lata później, 28 maja 2013, gdy kwadratura Uran Pluton była arcyścisła: bez 18 minut kątowych; kosmogram.

Wydaje się, że intencją Klein – intencją jej książki – było podpiąć sprawę klimatu i sprawę ukrócenia przemysłu paliw kopalnych pod wzbierający, jak się wtedy mogło wydawać, ruch rewolucji, którą lewicowcy umieli sobie wyobrazić tylko jako rewolucję przeciw kapitalizmowi. To podpięcie sprawy klimatu i walki z niszczącą siłą nafto-gazo-węglarzy pod paradygmat lewicowej rewolucji mnóstwo wyjaśnia w sposobie tej książki, w poglądach Autorki i w ich prezentacji.

Rewolucja mniejszości. Coś zmieniło się na lewicy i w jej rewolucjach od czasu jej marksowsko-leninowskiej klasyki. Klasyczna lewica swoich ludzi i zarazem adresatów swojego przekazu widziała jako większość. „Proletariusze” czyli „wyzyskiwani” najemni robotnicy przemysłowi byli postrzegani jako większość, w co najmniej dwóch sensach. Po pierwsze jako rzeczywista większość ludności przemysłowych ośrodków. Pod drugie w sensie takim, że kapitalizm w swoim rozwoju-ekspansji obraca ludzi innych klas czy statusów społecznych w „proletariuszy”, zmuszając ich z braku innego sposobu zarobienia na życie do najmowania się do pracy w fabrykach i tak wytwarza podział na mniejszość posiadaczy i większość najemników. „Większość” miała tu też sens taki, że cały ten proces miał być „większościowy”, czyli przeważający, dominujący i obejmujący kolejne regiony i kraje. Nowa lewica,[1] inaczej, swoich ludzi i adresatów swojego przekazu postrzega jako wielość mniejszości. A to dlatego, że obecnie kapitalizm w swym rozwoju lub ekspansji działa inaczej: część ludzi wciąga, angażuje w swój system, inną część zaś marginalizuje, pozostawia za progiem.[2] Ci porzuceńcy nie mają realnych sposobów ani etykiet, żeby się postrzegać jako jedna grupa. (Inaczej niż klasyczni proletariusze, którzy na gwizdki swoich fabryk gromadzili się u ich bram w tysięcznych masach – ulubione słowo klasycznej lewicy.) Lewicowi animatorzy pomagają im się zidentyfikować. Do tego marginariatu zaliczają kobiety: stąd lewicowe apele do kobiecej solidarności. Zaliczają, w Ameryce Północnej, czarnych lub ogólniej kolorowych. Dalej narody „rdzenne”, czyli w Amerykach Indian i Inuitów. Ludzi starych i młodzież, bo jedni i drudzy mają małe szanse w kapitalistycznym konsumenckim wyścigu. Dlatego w opowieściach-anegdotach Klein, których gęsto w tej książce, tak wiele jest kolorowych i tubylczych kobiet, zwłaszcza starych lub bardzo młodych.

Klein odkrywa nową kategorię marginariuszy: mianowicie mieszkańców terenów, które uznano za konieczne do złożenia w ofierze w wyższej sprawie wzmożonego wydobywania kopalin dla zwiększenia zasilania cywilizacji w energię. Czyli mieszkańców terenów dewastowanych przez odkrywkowe kopalnie, przez szczelinowanie i inne odwierty, przez ciągnięcie pipelin czyli gazo-ropo-ciągów i budowanie portów-terminali. (Można by przyjąć do j. polskiego słowo „pipelina”.)

Tu koniecznie, chociaż poza wątkiem, przypomnę, że to nowo-lewicowe postrzeganie społeczeństwa jako wielości mniejszości bywa też interpretowane jako celowy zamysł przekształcenia narodu (więc wspólnoty z założenia ogólnej, organicznej, wszechobejmującej i większościowej) w zlepek wielu coraz to nowych i kreowanych lub „wyobrażanych” mniejszości. Na polski był tłumaczony Kevin MacDonald, który ten nurt uważa za celowy, długoterminowy i uporczywie konsekwentnie realizowany program Żydów w USA, którzy chcą przerobić Amerykanów właśnie w ów zlepek mniejszości narodowych, religijnych, rasowych i genderowych, po to, by w nim się uchować[3] – gdyż w modelu Jednego Narodu, czyli „tygla”, melting pot'u, musieliby przestać być Żydami. – Rzecz może warta osobnej dyskusji.

Na Occupy Wall Street noszono napisy, że uczestnicy, więc zapewne te połączone mniejszości, są – jednak – większością, należą do „99%”.

Wikipedia ang.

Inne rewolucje. Wbrew milczącemu założeniu, które przenika narrację Klein, rewolucje są niekoniecznie anty-kapitalistyczne. Niekoniecznie odnawiają stary uskok między prawicą a lewicą. Oraz, są wśród nich rewolucje autentyczne, wcale nie jakieś matackie kontrrewolucje. Taką nie-prawo-lewą rewolucją, nieopartą na tamtym podziale, była niemiecka rewolucja narodowo-socjalistyczna. Wcześniej rewolucja faszystów pod Mussolinim. Rewolucja Hitlera doszła do władzy w 1934 roku podczas zwrotnej fazy kwadratury w cyklu Uran Pluton. Klein projektowała rewolucję (której częścią miałaby być rewolucja antywęglowa) pisząc swoją książkę podczas zacieśniającej się kolejnej kwadratury Urana do Plutona. I popełniła dwa nietrafienia. Po pierwsze, uznała, że nowa rewolucja będzie (po staremu) lewicowa przeciw kapitalizmowi. A tak się nie stało – i to jest ciekawe. Po drugie, jak każdy rewolucjonista i każdy myślący rewolucyjnym paradygmatem, przeceniła długotrwałość „momentu rewolucyjnego”. Rewolucjonistom wydaje się bowiem, że rewolucja, ich ulubiony proces przemian, „jak już się zacznie, to ruszy i pój-dzieee!” Faktycznie jest inaczej i „moment rewolucyjny” jest raczej krótki, trwa parę miesięcy, może do dwóch lat; bywa tak, że wiele cennego czasu, kiedy „coś wisi w powietrzu”, zostaje zużyte na rozpoznawanie się rozproszonych ognisk, wchodzą procesy przeciwne – i zwykle „ruch” się rozpada. („Coś wisi w powietrzu” – my wiemy co: ścisłość kwadratury Urana do Plutona.)

Podczas ostatniej zwrotnej fazy w cyklu Uran Pluton, czyli w latach 2010-2017, potencjał – zapewne potencjał napięć w społeczeństwach – poszedł w ruch wcale nie w kierunku lewicowym i antykapitalistycznym. „Inni szatani”[4] go przechwycili, a raczej zostali nim obdarowani przez zawiadowców losu, Controllers of Destiny. Przede wszystkim islam. Być może nawet w niektórych regionach było tak, że krzywdy wyrządzone mieszkańcom przez naftówkę stały się paliwem gniewu zasilającym islamskich ekstremistów. Przypuszczam, że tak było w Nigerii z tamtejszym upiornym Boko Haram'em. Rzecz prosi się o poważne badania i trudno ją zbyć jednym akapitem.

U nas na skromnym polskim podwórku (backyard, Hinterhof) rewolucyjna faza wymienionych lat została przykryta, przywalona wręcz, Smoleńskiem, a rewolucja ubrała się w nacjonalno-księże ornaty. W Turcji trzy lata po protestach na Taksim Erdogan „zrobił porządek” z demokracją. W co obróciła się Arabska Wiosna, która takie nadzieje budziła u Klein, wiadomo.

Podsumować trzeba – by jakoś. Najkrócej tak: książka Naomi Klein, „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat”, jeśli jest warta czytania, to z powodów głównie historycznych. To, co wydarzyło się i co nie wydarzyło się od tamtego czasu, chociaż to zaledwie cztery lata, dowodzi, że kryzysu klimatycznego nie da się „załatwić” ani opanować sposobem rewolucji, tzn. poprzez działania wzorowane na lewicowych rewolucjach. Oraz, być może, wiązanie działań na rzecz ratowania Ziemi z programem lewicy, jest przeciw-skuteczne. Nie ta droga. Podobnie jak okazał się nią nie być grzeczny handel uprawnieniami do emisji CO2.

Jak nie to, nie to i nie tamto, to co? Nie wiadomo. Być może ludzie muszą bardziej poczuć, że przegrzanie Ziemi im szkodzi. Że któryś ppm CO2 – zaboli. Ale to jest myślenie transpasywne (Leder, Žižek!), czyli w stylu: „niech kto inny, Bóg, Car, za nas to załatwi”, niegodne mężczyzny (seksizm zamierzony), więc w to nie wchodzę.


[1] ...która do Polski wcale nie dotarła i u nas pozostaje ogólnie nieznana.

[2] „Na zewnątrz [miasta świętego Jeruzalem, które zstąpi z nieba od Boga] są psy i czarownicy /.../”, Obj. 22.14 [21.10].

[3] Lub stać się rządzącą elitą.

[4] Konrad Ujejski, „Z dymem pożarów”, tekst poematu.

Antropocen powszedni: wstęp na końcu

O tym, jak antropocen wpływa lub wpływać może na codzienne życie i odwrotnie.


« Czytanie Naomi Klein „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat” Odcięcie się od przyrody jako wyraz ewolucyjnych tendencji przyrody? »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)