Punktem wyj¶cia musi tu byæ pewien rodzaj eksperymentu, hipotetycznego - bo pocz±tkowo nie znajduj±cego oparcia w osobistym do¶wiadczeniu - za³o¿enia, ¿e nie wszystko, co przez siebie przejawiam jest mn±. Do wej¶cia w tê eksperymentaln± przygodê popycha mnie intuicyjne przeczucie, ¿e jestem kim¶ o wiele cudowniejszym ni¿ na co dzieñ do¶wiadczam i postrzegam siebie. Rodzi ono ciekawo¶æ i chêæ poznania, ka¿e dr±¿yæ w poszukiwaniu prawdy o sobie i g³êbi do¶wiadczania jej, budzi odwagê i otwarto¶æ na to, by zostawiæ po drodze wszystko, co obci±¿a w podró¿y, nawet je¶li do tej pory wydawa³o siê cenne, pomocne a nawet niezbêdne do ¿ycia. To wewnêtrzne prowadzenie otrzymuje wsparcie dziêki g³osom z zewn±trz. Wielu jest przecie¿ tych, którzy odnalaz³szy pe³niê siebie potwierdzaj±, ¿e prawdziw± istot± ka¿dego z nas jest g³êbia spokoju, mi³o¶ci i rado¶ci.
Co przeszkadza mi ¿yæ z tego miejsca i do¶wiadczaæ tej nieuwarunkowanej siebie - radosnej i pe³nej spokoju? Eckhart Tolle [1] mówi tu o dwóch postaciach, którym bardzo zale¿y na tym, bym ca³± swoj± uwagê po¶wiêci³a w³a¶nie im, a przede wszystkim ich problemom, cierpieniom i nieszczê¶ciom, zapominaj±c tym samym o prawdziwej sobie. My¶liciel i Cia³o Bolesne - bo tak Tolle okre¶la bohaterów a zarazem twórców mojego ¿yciowego dramatu - ¿yj± w mojej przestrzeni wewnêtrznej ju¿ tak d³ugo, ¿e trudno mi sobie wyobraziæ ¿ycie bez nich. Czasem tylko przypominam sobie o ciszy jaka mnie przepe³nia, gdy w mojej g³owie nie brzêczy wieczna gadka My¶liciela i o rado¶ci, jak± emanujê, gdy nie wchodzê w szarpaninê emocjonaln± wywo³ywan± przez Cia³o Bolesne. Mój zwi±zek z nimi sta³ siê tak bliski i - wydawaæ by siê mog³o - naturalny, ¿e odczuwam ich obecno¶æ tak, jakby byli czê¶ci± mnie, bezrefleksyjnie godz±c siê na to, by to oni reagowali, decydowali i przejawiali siê przeze mnie.
My¶liciel to umys³. Jego g³ówn± pasj±, poprzez któr± uzasadnia swoj± niezbêdn± w³adzê, jest tworzenie "problemów" i namiêtne zajmowanie siê nimi. Poniewa¿ tera¼niejszo¶æ (w sensie dos³ownego tu i teraz) stanowi zbyt w±sk± przestrzeñ, by jakikolwiek problem móg³ siê w niej pomie¶ciæ, umys³ neguje j± lub ucieka od niej, by ¿yæ we wspomnieniach przesz³o¶ci i wyobra¿eniach o przysz³o¶ci. Tylko w tych wymiarach znajduje siê dla niego miejsce, nieustannie nak³ania mnie zatem bym w³a¶nie tam ulokowa³a ca³± swoj± uwagê i ¶wiadomo¶æ. "Kurde, tak by³o fajnie na tej wczorajszej imprezie, ale ten Zdzisiek to normalnie polecia³, no jak on móg³, naprawdê, na takie zachowanie nie mogê siê wiêcej godziæ, co¶ trzeba zrobiæ z t± nasz± relacj±, nastêpnym razem gdy go spotkam, to mu powiem, co o nim my¶lê i ¿eby sobie wiêcej nie pozwala³ i bla, bla, bla, bla...."
Przyzwyczajona do obecno¶ci My¶liciela, moja ¶wiadomo¶æ pod±¿a za tym monologiem, a co za tym idzie - ja sama dajê siê przekonaæ, ¿e mam problem. Z problemem trzeba co¶ oczywi¶cie zrobiæ, najlepiej zamartwiaæ siê nim odpowiednio du¿o i szarpaæ w poszukiwaniu rozwi±zania. My¶liciel jest tu specjalist± zawsze gotowym do pomocy. To nic, ¿e Zdzi¶ka spotkam prawdopodobnie nie wcze¶niej ni¿ za miesi±c i byæ mo¿e oboje bêdziemy ju¿ wtedy zupe³nie innymi lud¼mi. To nic, ¿e w tej w³a¶nie chwili jem sobie zwyczajnie pyszny obiad a w moim obecnym otoczeniu nie istnieje nic, co zak³óca³oby mi wewnêtrzny spokój. My¶liciel ponad wszystko pragnie bym uto¿sami³a siê z nim, a zatem nie zajmowa³a siê tym, co jest, lecz po¶wiêci³a ca³± swoj± uwagê kreowanym przez niego problemom.
Gdy istniej±cych w danej chwili warunków nie mo¿na zaliczyæ do nastrajaj±cych pozytywnie, umys³ tym bardziej s³u¿y pomoc±. W sytuacji, gdy ta wredna baba w okienku na poczcie niemi³osiernie d³ugo obs³uguje klienta przede mn± albo gdy ten g³upi pies ju¿ od godziny szczeka za oknem, My¶liciel znajduje pe³ne uzasadnienie, by nienawidziæ chwili obecnej i stawiaæ jej opór. Nie musi ju¿ nawet uciekaæ w przesz³o¶æ ani w przysz³o¶æ. To, co jest daje mu wystarczaj±cy powód do emocjonalnej negacji. Ka¿dy akt takiej negacji staje siê natomiast ¼ród³em cierpienia.
Uto¿samiaj±c siê z umys³em i anga¿uj±c swoj± uwagê w jego os±dzanie i odrzucenie rzeczywisto¶ci, oddajê siê cierpieniu. Energia, któr± inwestujê w prze¿ywanie go zasila wówczas Cia³o Bolesne - ukochan± siostrê My¶liciela. Tolle opisuje je jako rodzaj bytu energetycznego, który powsta³ w wyniku nagromadzenia emocjonalnego bólu i karmi siê energi± o tej wibracji [2]. By przetrwaæ, szuka cierpienia. Zadaje ból i prowokuje innych, by go zadawali. Tolle zauwa¿a, ¿e u wiêkszo¶ci ludzi ¿yje ono w pewnym cyklu - utajenia i aktywno¶ci. Czê¶æ czasu trwa wówczas w u¶pieniu, daj±c o sobie znaæ jedynie w postaci podskórnej irytacji, zniecierpliwienia czy przygnêbienia. Co jaki¶ czas ujawnia siê jednak nag³ym wybuchem gniewu, agresji, rozpaczy lub choroby. Niektóre osoby, g³êboko uto¿samione ze swoim cia³em bolesnym, wiêkszo¶æ ¿ycia prze¿ywaj± wy³±cznie za jego po¶rednictwem, do¶wiadczaj±c nieustannego poczucia nieszczê¶cia, krzywdy lub nienawi¶ci.
Wed³ug Tollego, poza osobistymi cia³ami bolesnymi, które ukszta³towa³y siê w wyniku indywidualnego cierpienia ka¿dego z nas, istniej± zbiorowe cia³a bolesne okre¶lonych grup, które dozna³y szczególnych prze¶ladowañ czy traumatycznych do¶wiadczeñ w historii. Przedstawiciel takiej grupy, bêd±c z ni± uto¿samionym, jest najczê¶ciej w mniejszym lub wiêkszym stopniu zwi±zany z cia³em bolesnym swojej zbiorowo¶ci. Ma zatem tendencjê do reagowania poprzez to cia³o i prze¿ywania wci±¿ na nowo zgromadzonego w nim bólu. Bêd±c w zwi±zku z cia³em bolesnym swojej grupy dana osoba "przyci±ga" zdarzenia i odgrywa schematy zachowañ pozwalaj±ce umacniaæ siê grupowemu cierpieniu i poczuciu krzywdy.
Do grup posiadaj±cych silne zbiorowe cia³o bolesne nale¿± miêdzy innymi kobiety. Tysi±ce lat ¿ycia w podporz±dkowaniu wobec mê¿czyzn, do¶wiadczania wyzysku, gwa³tów, przemocy fizycznej, jak te¿ bólu zwi±zanego z rodzeniem i traceniem dzieci przyczyni³o siê do nagromadzenia ogromnych pok³adów poczucia krzywdy, bezsilnej w¶ciek³o¶ci i cierpienia, które formuj± obecnie zbiorowe cia³o bolesne kobiet. Tolle twierdzi, ¿e cia³o to uaktywnia siê szczególnie w czasie przed menstruacj±, daj±c o sobie znaæ w postaci tzw. napiêcia przedmiesi±czkowego. Dolegliwo¶ci fizyczne, rozdra¿nienie i nadwra¿liwo¶æ jakich wówczas do¶wiadczamy s± przejawem ulegania w³adzy cia³a bolesnego.
Miesi±czka to uruchomienie przep³ywu. To przedarcie siê ¿ywej energii przez blokady nagromadzone w wyniku niszczycielskiej dzia³alno¶ci cia³a bolesnego. Ten proces tak¿e bywa ¼ród³em bólu, odczuwanego przez wiele kobiet podczas pierwszego dnia krwawienia, ból ten ma jednak inny charakter. Odk±d kilka lat temu przesta³am ³ykaæ tabletki przeciwbólowe by go zabiæ, bardzo wyra¼nie do¶wiadczam jak w³a¶nie tego pierwszego dnia przedziera siê przeze mnie ogromna fala uzdrawiaj±cej energii. Czujê wtedy, ¿e dó³ mojego brzucha to wielka bry³a blokad i napiêæ, w której fala ta szuka sobie dróg przej¶cia, prze³amuj±c zastoje, otwieraj±c na nowo skurczone kana³y energetyczne. ¬ród³em bólu jest w³a¶nie to pêkanie blokad, po ka¿dym pêkniêciu przychodzi jednak cudowne uczucie ulgi i uwolnienia. A¿ wreszcie krew p³ynie swobodnie a moje cia³o wype³nia radosna si³a.
Aby w pe³ni poddaæ siê temu procesowi, potrzebujê dystansu i spokoju. Najczê¶ciej wymaga to ofiarowania sobie mo¿liwo¶ci kilku godzin le¿enia i obserwowania bólu oraz uwalniaj±cej go energii. Dopiero gdy porzucam walkê z bólem, dostrzegam poza nim obecno¶æ ogromu przepe³niaj±cej mnie ¿ywej mocy - ¼ród³a si³y i rado¶ci. Zazwyczaj jednak tylko potê¿ny ból jest w stanie sk³oniæ mnie do wej¶cia w ten stan uwa¿nej obecno¶ci i spokojnej obserwacji. Czas przed okresem, gdy moje kobiece cia³o bolesne budzi siê by wyruszyæ na ¿er, spêdza³am dotychczas najczê¶ciej w b³ogim z nim uto¿samieniu - mniej lub bardziej zirytowana, roz¿alona lub nieszczê¶liwa. Pierwszy dzieñ miesi±czki, choæ bolesny w sensie fizycznym, wraz z fal± ¿ywej energii przynosi³ w tym przypadku wyzwolenie.
Dostrzegam tê prawid³owo¶æ nie tylko w odniesieniu do okresu. Moje osobiste cia³o bolesne ma swój niezale¿ny rytm ¿erowania i tak¿e w tym przypadku udawa³o mu siê dotychczas w pe³ni anga¿owaæ mnie w wyprawy po ból. Zatrzymywa³am siê dopiero u szczytu jego nasycenia, gdy cierpienie nie pozwala³o ju¿ zrobiæ ani kroku dalej, uniemo¿liwia³o kontynuacjê szarpaniny i wierzgania. Wtedy dopiero zamiera³am w bezruchu i zaczyna³am trze¼wo patrzeæ na to, co jest. W tym miejscu by³am ju¿ zazwyczaj chora fizycznie lub pogr±¿ona w stanie depresji wywo³anej jakim¶ dramatycznym uwik³aniem ¿yciowym. Ten stan unieruchomienia pomaga³ mi jednak w odnalezieniu drogi powrotnej do siebie. Ból stopniowo odchodzi³, a ja odkrywa³am w sobie si³ê do radosnego ¿ycia.
My¶lê, ¿e powtarzalno¶æ tego schematu mo¿na t³umaczyæ dwojako. Z jednej strony widzê w nim okre¶lon± naturê mojego cia³a bolesnego, które - jak ju¿ pisa³am - ¿ywi zapotrzebowanie na okre¶lon± dawkê bólu, a nasyciwszy siê, przechodzi w stan u¶pienia. Z drugiej strony dostrzegam potê¿n± moc ¶wiadomej obecno¶ci. To ona pozwala mi porzuciæ pragnienie walki z bólem, chêæ t³umienia go czy poszukiwania od niego ucieczki. Ostatecznie te dwa czynniki pozostaj± ze sob± splecione - gdy cia³o bolesne ustêpuje, ³atwiej jest trwaæ w swej naturalnej, radosnej obecno¶ci i vice versa - ¶wiadoma obecno¶æ rozpuszcza cia³o bolesne, pozwalaj±c przygl±daæ mu siê ze spokojem jak szamocz±cemu siê na wietrze strachowi. Problem polega na tym, ¿e mimo powracaj±cej ¶wiadomo¶ci wci±¿ na nowo odtwarzam schemat cyklu - przebudzenie cia³a bolesnego - ból - apogeum bólu - nasycenie cia³a bolesnego - ¶wiadomo¶æ - stopniowe usypianie cia³a bolesnego - stopniowa utrata ¶wiadomo¶ci - przebudzenie cia³a bolesnego - ból.
W¶ród duchowych twierdzeñ istnieje i takie, ¿e cierpienie potrzebne jest do rozwoju. My¶lê, ¿e wynika ono z obserwacji powy¿szego schematu. Przy ka¿dym wynurzeniu siê ¶wiadomo¶ci z bólu poszerza siê bowiem niejako przestrzeñ widzenia i pojawia siê poczucie zrozumienia mechanizmów, wed³ug których dot±d nie¶wiadomie dzia³a³am. Prawda jest jednak taka, ¿e zrozumienie to nie chroni mnie wcale przed wik³aniem siê w ponowne prze¿ywanie cierpienia. Pamiêtajmy bowiem, ¿e moj± przestrzeñ wewnêtrzn± wci±¿ zamieszkuje My¶liciel - zawsze spragniony borykania siê z nowymi problemami - i Cia³o Bolesne - g³odne kolejnych porcji bólu. Choæbym nie wiem ile zrozumia³a na temat swoich uwarunkowañ, dopóki pozwalam by to oni rz±dzili moim wewnêtrznym ¶wiatem, cierpienie powraca.
Tolle podsuwa dwa rozwi±zania pozwalaj±ce wyrwaæ siê z tego ob³êdnego cyklu. Pierwszym jest utrzymywanie ¶wiadomej obecno¶ci tu i teraz. Opisywana przez Tollego potêga tera¼niejszo¶ci zasadza siê na tym, ¿e skupione przebywanie w ka¿dej kolejnej chwili obecnej pozbawia umys³ przestrzeni do prze¿ywania problemów, a co za tym idzie - nie daje cia³u bolesnemu okazji do nasycenia. Aby "tworzyæ" problem umys³ potrzebuje przesz³o¶ci i przysz³o¶ci. Je¶li wszystko, co mam w tej chwili to miot³a w rêce i brudna pod³oga, któr± zamiatam i je¶li potrafiê w pe³ni oddaæ siê tylko temu, umys³ nie znajduje miejsca, by karmiæ mnie przekonaniem jakobym zbyt d³ugo ju¿ (przesz³o¶æ) dawa³a siê wykorzystywaæ w tej cholernej pracy i napawaæ zmartwieniem, ¿e tak ju¿ bêdzie zawsze (przysz³o¶æ), tudzie¿ syciæ buntowniczym nastawieniem jakobym nie mog³a dopu¶ciæ, by tak by³o d³u¿ej, w którym to celu powinnam co¶ przedsiêwzi±æ (przysz³o¶æ).
Nie jest ³atwo. Nawyk³a do s³uchania niekoñcz±cych siê monologów My¶liciela i pod±¿ania za nimi, nieustannie gubiê miot³ê i pod³ogê. Si³a przekonañ umys³u jakobym koniecznie powinna mieæ jaki¶ pomys³ na ¿ycie i jaki¶ jego ogl±d, jest doprawdy potê¿na. Jak¿e to tak - poddaæ siê temu, co jest? I co potem? Przecie¿ wtedy nie wiadomo co z tego bêdzie (tak, jakby w innym przypadku by³o wiadomo ;) Nale¿y przecie¿ mieæ jak±¶ diagnozê sytuacji, po czym stworzyæ rozs±dny plan i konsekwentnie go realizowaæ i bla, bla, bla... Najskuteczniej udaje mi siê od niego uciec, gdy jestem w przestrzeni przyrody, która niczego nie oczekuje, lub gdy poddajê siê ¿ywym przejawom cia³a, pragn±cego bez ¿adnej przyczyny i celu tarzaæ siê lub biec. Wiêkszo¶æ czasu s³yszê jednak w g³owie nu¿±cy g³os prze¶ladowcy.
S³yszê jednak. I to - zdaniem Tollego - stanowi drugie rozwi±zanie. Widzieæ i s³yszeæ. W³adza My¶liciela i Cia³a Bolesnego nad moj± wewnêtrzn± przestrzeni± opiera siê tylko i wy³±cznie na tym, ¿e uto¿samiam siê z nimi. Popadam zatem w przekonanie, ¿e to Ja mam problem i to Ja cierpiê, a wobec tego Ja muszê co¶ z tym zrobiæ. Gdy zaczynam po prostu widzieæ pojawiaj±ce siê we mnie my¶li i emocje, nie uto¿samiaj±c siê z nimi, okazuje siê, ¿e Ja jestem tylko cichym ¶wiadkiem zdarzeñ rozgrywaj±cych siê na scenie wewn±trz mnie. ¦wiadkiem, który cieszy siê zwyczajnie swoim istnieniem i nie ma ¿adnej potrzeby anga¿owania siê w dziej±ce siê przed nim dramaty.
Wed³ug Tollego kobiety i mê¿czy¼ni napotykaj± inny rozk³ad trudno¶ci na drodze do uwolnienia siê od w³adzy umys³u i cia³a bolesnego. Kobiety s± z natury bli¿sze swemu cia³u i ¿yciu, ³atwiej im zatem pozostawaæ w ¶wiadomej obecno¶ci i przyjmowaæ to, co jest. W porównaniu do nich, mê¿czy¼ni o wiele ³atwiej oddaj± siê w³adzy umys³u. Jak stwierdza Tolle "umys³ nadaje na czêstotliwo¶ciach, które sprawiaj± wra¿enie z gruntu mêskich: stawia opór, walczy o w³adzê, wykorzystuje, manipuluje, atakuje, usi³uje pojmaæ i posi±¶æ itd. (...) Do tego, ¿eby wykroczyæ poza umys³ i odbudowaæ wiê¼ z g³êbsz± rzeczywisto¶ci± Istnienia, potrzebne s± zupe³nie inne cechy: uleg³o¶æ, bezstronno¶æ, otwarto¶æ, która nie opiera siê ¿yciu, lecz pozwala mu trwaæ, zdolno¶æ brania wszystkich rzeczy i zjawisk w kochaj±ce, "wiedz±ce" objêcia. Przymioty te pozostaj± w znacznie bli¿szym zwi±zku z zasad± ¿eñsk±. Podczas gdy umys³ ma energiê tward± i sztywn±, energia Istnienia jest miêkka, uleg³a, a mimo to nieskoñczenie potê¿niejsza od energii umys³u. Umys³ rz±dzi nasz± cywilizacj±, natomiast Istnienie ma pieczê nad ¿yciem na naszej planecie i wszêdzie poza ni±. Istnienie to Inteligencja, która w sposób widzialny przejawia siê pod postaci± fizycznego wszech¶wiata. Kobiety s± jej z natury bli¿sze, ale mê¿czy¼ni te¿ mog± do niej dotrzeæ w sobie". [3]
¯eby nie by³o jednak nam, kobietom za ³atwo, bêd±c bli¿sze ¯yciu, mamy jednocze¶nie swoje rozbudowane, zbiorowe cia³o bolesne. To ono jest g³ówn± przeszkod± na naszej drodze do do¶wiadczania radosnego, przepojonego spokojem i mi³o¶ci± Istnienia. Praca nad rozpuszczaniem go umacnia nas jednak w ¶wiadomej obecno¶ci. Zasadza siê ona na obserwowaniu wszelkich sygna³ów poczucia krzywdy, niezadowolenia, irytacji, symptomów fizycznych itp. przejawów cierpienia z zachowaniem ¶wiadomo¶ci, ¿e pochodz± one z cia³a bolesnego i to ja decydujê, czy pozostanê od nich wolna, czy uznam je za swoje. Cia³o bolesne karmi siê moj± energi± ¿yciow±, któr± przekazujê mu uto¿samiaj±c siê z nim, a wiêc godz±c siê na uwiêzienie mojej energii w bólu. Porzucenie tego toksycznego zwi±zku jest jak wyjêcie wtyczki. Pod³±czone do niej cia³o bolesne nie od razu oczywi¶cie pada martwe, ba, pocz±tkowo zaczyna nawet silniej szamotaæ siê i wiæ w rozpaczy, stopniowo jednak s³abnie.
Czas przed okresem jest szczególn± okazj±, by skupiæ siê na tym od³±czaniu zasilania. Bêd±c kobiet± mo¿esz byæ niemal pewna, ¿e w³a¶nie wtedy cia³o bolesne da o sobie znaæ. Tolle daje w tym przypadku nastêpuj±ce wskazówki: "Kiedy wiesz, ¿e nadchodzi czas menstruacji, zanim jeszcze poczujesz pierwsze oznaki tak zwanego napiêcia przedmiesi±czkowego, zwiastuj±cego rych³e przebudzenie zbiorowego cia³a bolesnego kobiet, wzmó¿ czujno¶æ i b±d¼ jak najbardziej obecna we w³asnym ciele. Gdy pojawi siê pierwszy znak, musisz byæ na tyle czujna, ¿eby go rozpoznaæ, zanim cia³o bolesne tob± zaw³adnie. Takim znakiem mo¿e byæ nag³a i silna irytacja, fala gniewu albo jaki¶ czysto fizyczny symptom. Niezale¿nie od tego, jak± sygna³ ten przybierze formê, zauwa¿ go, zanim dostaniesz siê we w³adzê cia³a bolesnego. Musisz w tym celu po prostu skupiæ uwagê na dostrze¿onym objawie. Je¶li bêdzie nim emocja, poczuj ukryty za ni± silny ³adunek energii i wiedz, ¿e jest to cia³o bolesne. Jednocze¶nie b±d¼ t± wiedz±, czyli u¶wiadamiaj sobie swoj± przytomn± obecno¶æ i czuj jej moc. Ka¿da emocja, któr± obdarzysz swoj± obecno¶ci±, szybko os³abnie i ulegnie przeistoczeniu. Je¶li za¶ sygna³ przybierze formê czysto fizycznego symptomu, skupiaj±c na nim uwagê nie dopu¶cisz, ¿eby przedzierzgn±³ siê w emocjê lub w my¶l (...) Kiedy cia³o bolesne ca³kiem zbudzi siê z u¶pienia, przez pewien czas mo¿esz odczuwaæ w swojej przestrzeni wewnêtrznej znaczne wzburzenie, trwaj±ce nawet i kilka dni. Niezale¿nie od formy, jak± ono przybierze, pozostañ obecna (...) Obserwuj to wewnêtrzne zamieszanie. Wiedz o nim. Trwaj w tej wiedzy i sama ni± b±d¼ (...) Dziêki wytrwale podtrzymywanej uwadze, a wiêc i akceptacji, dokonuje siê przeistoczenie. Cia³o bolesne przemienia siê w promienn± ¶wiadomo¶æ, podobnie jak kawa³ drewna po³o¿ony w ogniu lub blisko niego sam ogniem siê zajmuje. Miesi±czka staje siê wtedy nie tylko radosnym i satysfakcjonuj±cym przejawem twojej kobieco¶ci, lecz tak¿e ¶wiêtym czasem przeistoczenia, kiedy to rodzi siê z ciebie nowa ¶wiadomo¶æ". [4]
W teorii brzmi piêknie. W praktyce jest to niez³a gimnastyka. Cia³o Bolesne posiada wielki komplet haków, linek i przyssawek, którymi usilnie wczepia siê w moj± ¶wiadomo¶æ. Jednym z jego ulubionych tricków jest wci±ganie mnie w wewnêtrzn± walkê. W tej rozgrywce pomaga mu oczywi¶cie My¶liciel. Zaczyna siê to mniej wiêcej tak: widzê pojawiaj±c± siê irytacjê. No dobra. Ja jestem tutaj, tam jest irytacja. Ale chwila, chwila - tu w³±cza siê My¶liciel - czy¿ nie mia³am byæ wolna od irytacji? Z ca³± pewno¶ci± nie powinnam czuæ tej irytacji, przecie¿ nie ma powodu, tak naprawdê wcale jej nie czujê. Jestem tylko trochê przygnêbiona, bo ja nie wiem czemu wci±¿ tak jest, ¿e ten ¶wiat siê na mnie wy¿ywa. Ale niewa¿ne, po prostu pójdê spaæ i nie bêdê siê do nikogo odzywaæ i niech sami sobie radz±. I bla, bla, bla... ju¿ jestem po drugiej stronie....
Wspó³pracuj±cy z Cia³em Bolesnym My¶liciel uwielbia wykorzystywaæ moj± intencjê ¿ycia w wolno¶ci od bólu. Jest to dla niego kolejna cudowna okazja, by przeczyæ temu, co jest i t³umiæ to, kumuluj±c jeszcze wiêcej cierpienia. Wierzcie mi - ³atwo jest pomyliæ obserwowanie cia³a bolesnego z jego t³umieniem. My¶lê, ¿e szczególne zagro¿enie stanowi to dla osób introwertycznych, które maj± tendencjê do skrywania emocji i utykania w swoim wewnêtrznym ¶wiecie. Gdy cia³o bolesne przejawia siê na zewn±trz, nietrudno je dostrzec, dopóki zmagamy siê z nim samotnie, wewn±trz siebie, ³atwo stajemy siê jego ³upem. Wywala wtedy zazwyczaj w postaci symptomów fizycznych lub depresji. Wyzwalaj±ca jest w tym przypadku pamiêæ, ¿e nie chodzi o to, by nie do¶wiadczaæ istnienia w swej wewnêtrznej przestrzeni irytacji lub innych bolesnych emocji. Nie chodzi te¿ o to, by nie komunikowaæ ich istnienia. Ani o to, by dzielnie znosiæ co¶, czego zmiana le¿y w naszych mo¿liwo¶ciach dzia³ania. Kluczem jest, by w g³êbi siebie pozostaæ radosnym obserwatorem wszystkiego, co siê pojawia i nie anga¿owaæ siê wewnêtrznie w te nieszczêsne rozgrywki.
Równie ³atwo jak w t³umienie negatywnych emocji dajê siê wci±gaæ w ich uzasadnianie. W tym przypadku, by wyrwaæ mnie ze stanu ¶wiadomej obserwacji pojawiaj±cego siê uczucia, umys³, zamiast przeczyæ mu, dostarcza mi ca³ego zestawu twierdzeñ t³umacz±cych dlaczego to mam pe³ne prawo, a wrêcz obowi±zek byæ w¶ciek³a, roz¿alona, czy obra¿ona. W odniesieniu do pojedynczych sytuacji stosunkowo ³atwo go przy³apaæ. Prawda jest jednak taka, ¿e noszê w sobie ca³e z³ogi tego typu nieu¶wiadomionych przekonañ, które buduj± moje ogólne podej¶cie do ¿ycia. Ich istnienie sprawia, ¿e nie¶wiadomie uznajê mój zwi±zek z cia³em bolesnym za potrzebny, a nawet korzystny. Czy¿ nie jest ono moim bodyguard? Czy nie sta³abym siê bezbronna, gdybym przesta³a korzystaæ z jego gniewu i agresji? A co z tym s³odkim cierpieniem, które uzasadnia moj± bezradno¶æ, budzi u innych lito¶æ (a zatem zainteresowanie) i pozwala zatopiæ siê w b³ogim poczuciu krzywdy, uwalniaj±c tym samym od ciê¿aru wspó³odpowiedzialno¶ci?
Gdyby mnie spytaæ czy pragnê do¶wiadczaæ bólu, odpowiedzia³abym oczywi¶cie, ¿e go nie chcê. Okazuje siê jednak, ¿e w swoje cia³o bolesne zainwestowa³am tyle energii, ¿e porzucenie z nim zwi±zku jawi mi siê niemal jak utrata podstaw bezpieczeñstwa i to¿samo¶ci. Schemat cierpienia, jakkolwiek bezsensowny wydawa³by mi siê na poziomie ¶wiadomym, pod¶wiadomie poci±ga jako przytulnie znajomy, za zatem bezpieczny. Tolle twierdzi, ¿e porzucenie zwi±zku z cia³em bolesnym jest szczególnie trudne, je¶li ulokowali¶my w nim nasze poczucie to¿samo¶ci i zaczêli¶my postrzegaæ siebie w kategoriach "nieszczê¶liwego ja". Odciêcie siê od cia³a bolesnego oznacza w tym przypadku utratê to¿samo¶ci, a zatem ca³ego zestawu samookre¶leñ, wytrenowanych zachowañ i podtrzymuj±cych je uzasadnieñ. W sensie psychicznym jest to rodzaj ¶mierci ego, a zatem co¶, czemu ten najg³êbszy rdzeñ umys³u stawia bezwzglêdny opór.
Jakby tego by³o ma³o, widzê, ¿e moja osobista to¿samo¶æ ofiary znajduje swoje wzmocnienie w zbiorowym ciele bolesnym kobiet. Wytwarza ono specyficzny rodzaj kobiecej solidarno¶ci opartej na wspólnocie cierpienia, krzywdy, ¿alu oraz gniewu i buntu przeciwko krzywdzicielom i wyzyskuj±cym. Si³± tej bolesnej to¿samo¶ci pos³uguje siê w du¿ej mierze ruch feministyczny. Tak¿e jednak codzienne, nieformalne relacje kobiet budowane s± w mniejszym lub wiêkszym stopniu w odwo³aniu do wspólnego cierpienia i utyskiwania na mê¿czyzn, którzy, jacy s± - ka¿da z nas wie ;). Jak stwierdza Tolle "dopóki kobieta ho³ubi w sobie gniew, urazê lub potêpienie, kurczowo trzyma siê cia³a bolesnego. Mo¿e jej to wprawdzie dawaæ koj±ce poczucie to¿samo¶ci, solidarno¶ci z innymi kobietami, zarazem jednak przykuwa j± do przesz³o¶ci i nie pozwala dotrzeæ do ca³ej pe³ni w³asnej istoty i prawdziwej mocy". [5]
Dostêp do tej mocy wymaga podjêcia ca³kowitejodpowiedzialno¶ci za w³asn± przestrzeñ wewnêtrzn±. "To¿samo¶æ ofiary stoi [bowiem] - jak przypomina Tolle - na wierze, jakoby inni ludzie byli odpowiedzialni za to, ¿e jeste¶ tym, kim jeste¶, ¿e doznajesz bolesnych emocji lub nie umiesz byæ prawdziw± sob±". [6] Prawda jest tymczasem taka, ¿e cierpienie odbywa siê zawsze wewn±trz mnie i w tym sensie tylko ja posiadam ca³kowit± w³adzê uto¿samiania siê z nim lub bycia od niego woln±. Praktykuj±c to podej¶cie, eksperymentalnie otwieram siê na nowe postrzeganie samej siebie. Eksperymentalnie przyjmujê za prawdê przeczucie, do którego wyrywa siê moje serce i które stopniowo znajduje oparcie w moim osobistym do¶wiadczeniu - ¿e moja prawdziwa istota mie¶ci w sobie jedynie rado¶æ, mi³o¶æ i spokój, a ka¿de cierpienie to tylko sygna³ oderwania od niej.
Aleksandra Kosakowska
zorka.ja@interia.pl
[1] E. Tolle, Potêga Tera¼niejszo¶ci, Kraków 2003.
Eckhart Tolle jest o¶wieconym nauczycielem duchowym. O¶wiecenie przytrafi³o
mu siê do¶æ nieoczekiwanie i nietypowo. Do 29 roku ¿ycia uznawa³ siebie za
wielce nieszczê¶liwego cz³owieka i ¿y³ w depresji. Nie interesowa³ siê te¿ w
¿aden sposób jakimkolwiek rozwojem duchowym. Pewnego ranka obudzi³ siê z
poczuciem, ¿e ma ju¿ naprawdê dosyæ ¿ycia i siebie samego. Wtedy to, nagle
zrodzi³a siê w nim refleksja: "skoro JA mam dosyæ SIEBIE, to znaczy, ¿e jest
nas dwóch". Ta refleksja uruchomi³a w nim rozb³ysk. Gdy ockn±³ siê z
omdlenia nie mia³ pojêcia co siê z nim sta³o, by³ jednak po prostu bardzo
szczê¶liwy i zachwycony ¶wiatem. Przesta³ pracowaæ i prowadziæ tzw. normalne
¿ycie i w zasadzie 2 lata przesiedzia³ na ³awkach w parkach u¶miechaj±c siê
do ludzi. Z czasem ludzie zaczêli przysiadaæ siê do niego i zadawaæ pytania
i tak zosta³ nauczycielem duchowym. Dopiero wtedy, dziêki lekturze i
spotkaniach z ró¿nymi mistrzami, zrozumia³, ¿e tamtego ranka pod wp³ywem
silnego cierpienia porzuci³ nagle i ca³kowicie uto¿samienie ze swoim
nieszczê¶liwym "ja" i wszed³ w bezpo¶rednie do¶wiadczanie Siebie.
Eckhart Tolle ma swoje obszerne has³o w Wikipedii angielskiej i niemieckiej; jest te¿ jego witryna www.eckharttolle.com. Mieszka w Vancouver w Kanadzie. (Przyp. Taraki)
[2] Tam¿e, s. 52.
[3] Tam¿e, s. 195.
[4] Tam¿e, s. 200-201.
[5] Tam¿e, s. 199.
[6] Tam¿e, s. 198-199.
Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
Drukuj