zdjęcie Autora

09 grudnia 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Kobieta z rowerem

Kategoria: Twórczość

« Roje zdarzeń (2) Roje zdarzeń (3) »

Wysiadłam z windy w metrze i  pospiesznie szłam wąskim przejściem w kierunku peronów. Z daleka słyszałam szum nadjeżdżającego pociągu. W tym korytarzyku minęłam się z ubogo ubraną staruszką prowadzącą rower. Kobieta ta przepuszczając mnie powiedziała konfidencjonalnym szeptem:

         — Nie zabieram pasażerów.

Westchnęłam w duchu na myśl o tym jak smutna może być starość, gdy człowieka opuszcza rozum i poszłam dalej.

         Kiedy weszłam na peron okazało się, że pociąg właśnie przyjechał, ale drzwi się nie otworzyły i pociąg odjechał. Wówczas zrozumiałam kobietę. Mówiła po prostu:

         — Nie zabiera pasażerów.

Dlaczego łatwiej mi było uwierzyć w to, że staruszka miała nierówno pod sufitem niż w to, że zupełnie bezinteresownie próbuje powstrzymać mnie przed niepotrzebnym pośpiechem?

Poczułam się głęboko zawstydzona.

Tak często stykam się ze stereotypowym myśleniem (także o mnie), że powinnam być wolna od tej przywary. Słucham rozmów dookoła siebie i zżymam się:

— Każda kobieta powinna mieć syna...

— Każda kobieta powinna dbać o siebie...

— Każdy mężczyzna powinien zarabiać na utrzymanie żony a jej pensja powinna być na drobne wydatki...

— Dziecko powinno się słuchać dorosłych...

— Przy dzieciach nie należy omawiać spraw dorosłych...

itp.

         Dawno temu w liceum mój nauczyciel polskiego w dzień nauczyciela zamiast normalnej lekcji czytał nam zabawne fragmenty uczniowskich wypracowań. Między nimi przeczytał fragment czyjejś pracy: „Pod szatą Dejaniry Słowacki ukrywa nierówność społeczną. Autor nawołuje do zerwania tej szaty...” Cóż, to były czasy „ciężkiej doli chłopa pańszczyźnianego” i tym podobnych wyrażeń. Wszyscy śmialiśmy się. Nieco później uświadomiłam sobie jaką siłę mają stereotypy, kiedy sama coś takiego napisałam w swoim wypracowaniu i dopiero na „nierówność społeczną” otworzyła mi się jakaś klapka w mózgu.

         Kiedy w latach sześćdziesiątych mieszkałam w Gdańsku, dojeżdżając pociągiem do tego miasta widziałam z daleka stojący w szczerym polu budynek szpitala psychiatrycznego, bodajże w Drewnicy. Kiedyś przed 22 lipca wywieszono na nim wielki  transparent: „Naszą drogą droga do socjalizmu”. Dopiero po kilku dniach ktoś to zauważył i zdjął napis.

Rozumiem, że stereotypami myśli się łatwiej. Nie trzeba w ogóle się zastanawiać, same cisną się na usta. I niosą zadowolenie, że zdiagnozowało się jakąś sytuację. Określiłam ją — więc sprostałam swojemu zadaniu. Jakiej jakości uzyskałam wynik – to już nikogo nie obchodzi. Zwłaszcza rano myśli się stereotypami.

         Opowiada mi moja koleżanka taką historię: Jej ciotka ma syna, który jest specjalistą w określonej dziedzinie. Akurat tak się zdarzyło, że koleżanka pilnie potrzebowała informacji z tej właśnie dziedziny, a był wieczór i trudno było szukać obcych autorytetów. Zadzwoniła więc do ciotki prosząc o telefon do jej syna. Zanim zdążyła wyłuszczyć jej przyczyny swojej prośby, ta wygłosiła (zapewne już z góry przygotowane) przemówienie. Sens tego przemówienia był taki że: po pierwsze: syn faktycznie złożył firmę, ale po drugie: nie jest jej właścicielem, a więc po trzecie: nie jest w stanie załatwić nikomu pracy. Moja koleżanka jest osobą nieśmiałą i grzeczną, więc kiedy jej próby wytłumaczenia ciotce, że nie o pracę tu chodzi, nie przebiły się przez jej tyradę, nie chcąc przelewać wzbierającej w niej wściekłości na inną osobę, po prostu odłożyła słuchawkę. Następnego dnia ciotka zadzwoniła do jej matki pogłębiając to tłumaczenie: że syn nie może nikomu załatwić żadnej pracy bo jest po prostu słupem, a nie właścicielem itp. itd. Gotowa była więc dokonać wyznania niezbyt dobrze świadczącego o synu (i niezbyt bezpiecznego w świetle ostatnich ustaleń w sprawie tzw. służb) po to by chronić swoje dziecko przed natrętami... albo siebie przed niestereotypowym myśleniem.

         Czas przedświąteczny to pełne stereotypów zamieszanie. Te wszystkie obrzydliwe pseudo-choinki, te zakupy z obłędem w oczach, te „szlachetne paczki” wywołujące wyrzuty sumienia w ludziach, którzy nie mają możliwości przygotowywania i wożenia  zakupów (np. nie mają samochodów) i wolą darowizny przelewać na konto, a nie posługiwać się SMS-ami których zarobek to połowa darowizny na szlachetny cel — wszystko to obliczone jest na stereotypową dobroczynność i stereotypowe pozbycie się stereotypowych wyrzutów sumienia. Nikt nie oczekuje od nikogo własnej inicjatywy, a jedynie podporządkowania się wymyślonym przez kogoś formom i terminom udzielania pomocy.

         Kilka dni temu w ośrodku o ogólnopolskiej sławie, w którym po rocznej kolejce uzyskałam dostęp do rehabilitacji na najwyższym poziomie — a miała ona trwać do końca roku — przeczytałam ogłoszenie, że kontrakt w NFZ się skończył i od 21 grudnia nie będzie już zabiegów. Tak więc decyzją czyjąśtam pozbawiono mnie pięciu dni zabiegów, które po kilku latach standardowej rehabilitacji w „normalnych” ośrodkach nie przynosiły nie tylko żadnych rezultatów, a wręcz przeciwnie, pogarszały dolegliwości. Do piątku miałam zaledwie cztery zabiegi, pełne bólu, potu i łez, wręcz tortur, ale poruszam się płynnie i boli mnie całkiem gdzie indziej. Więc coś się zmienia po raz pierwszy od lat – być może na lepsze. Po decyzji ośrodka zabraknie mi pięciu dni , które, możliwe, że pozwoliłyby mi pozbyć się kul i chodzić bez bólu i perspektywy wózka, jak normalni ludzie. Może dlatego ostatnio miewam sny, w których biegam jak za młodu.

         Jednak są symptomy, że to wcale nie sprawa kontraktu z NFZ zaważyła. Pracownicy chcieli urlopów przed świętami, frekwencja jest niska, cóż prostszego niż ogłosić, że NFZ i jeden taki minister odszczepieniec jest winien. Ludzie zadowolą się stereotypem, 21-go ustawią się w kolejkę do lekarza specjalisty, a potem rehabilitanta, zostaną zapisani najwcześniej na wrzesień przyszłego roku i rehabilitacja znowu wypadnie im w grudniu. A przez ten czas przykurcze pogłębią się i nie będzie już mowy o nadrobieniu zaległych zabiegów, a o konieczności nowych, startujących z gorszego poziomu wyjścia. Jednak stereotypy każą ludziom uwierzyć. No i podporządkować się.

         Kiedy więc przeczytałam kartkę podczepioną pod „oficjalnym” komunikatem o zawieszeniu zabiegów o treści:

 

Z uwagi na zbliżający się koniec świata zabiegi po 21 grudnia nie mają najmniejszego sensu

toteż odstępujemy od wykonywania tychże i radzimy:

Lepiej myślcie o duchu niż o nędznym ciele, które i tak będzie was boleć do końca waszych dni

 

roześmiałam się i przeszła mi cała moja złość. Wszystkiego najlepszego żartownisiu! Niech się wściekają inni!

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Roje zdarzeń (2) Roje zdarzeń (3) »

komentarze

1. oficjalnie • autor: Nierozpoznany#6812012-12-10 04:17:24

Dzięki za uśmiech. 
Przypomniałam sobie jak w stanie wojennym w akademiku stacjonowało zomo. Zmienili się mieszkańcy ale napis pozostał: "Młodość uroda i nadzieja miasta"
[foto]

2. Jeszcze jedno • autor: Przemysław Kapałka2012-12-11 20:39:27

A mnie się przypomniało zdjęcie z wizyty papieża pod koniec komuny.

Napis na bloku mieszkalnym: Nasz ustrój to socjalizm

A pod spodem: Boże daj siłę swojemu ludowi 

[foto]

3. Toż nawet faszyści • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-12-11 21:16:33


Hitlerowcy mieli na klamrach swych pasów napis "Bóg jest z nami". Podobnie wyśpiewują młodzi rosyjscy piosenkarze (rki) w niektórych zespołach o określonych resentymentach. Cóż więc dziwnego, że Bóg mógłby popierać socjalizm? Myślę nawet, że jeśli nie brać pod uwagę wyradzania się idei, to Bóg powinien bardziej popierać socjalizm niż kapitalizm albo to coś, co jest naszym ustrojem ale jeszcze nie ma nazwy.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)