Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

31 sierpnia 2004

Asia Green Star Z Wody Strażniczka Głosu Drzewa

Kobiety i Ryby. O warsztatach w Pniewie w lipcu 2004
O warsztatach w Pniewie w lipcu 2004

Kategoria: Twarda Ścieżka

"Na kontynencie padał deszcz. Słynny deszcz z Seattle. Drobny, szary deszczyk uwielbiany przez muchomory. Uporczywy deszcz, znający każdą ukryta ścieżkę prowadzącą za kołnierz i do torby z zakupami. Cichy deszcz, który pokrywa rdza blaszane dachy, bez słowa protestu z ich strony. Szamański deszcz pobudzający wyobraźnię. Deszcz, który przemawia, zda się, tajemnym językiem, szepcząc, - jak dzicy w ekstazie - o istocie rzeczy. Deszcz obmywał dom - dom nazywany przez króla Maxa Jeżynowym Fortem. (...) W istocie rzeczy deszcz jest pożyteczny. Zapobiega odkładaniu się soli w morzu i krwiobiegu. Karze nokautującymi kroplami niesforne fiolki. Produkuje neonowe drabiny do samego Księżyca. Człek goniący za Niewiadomym, wchodząc w Wielki Północno-zachodni Deszcz, odnajduje potrzebne mu Imię." (Tom Robbins, Martwa natura z dzięciołem)

I właśnie po raz kolejny kiedy przepisuję ten tekst zaczął padać Deszcz :)

Lipcowym warsztatom w Pniewie też towarzyszył północno-zachodni deszcz, prawie każdego dnia. A po każdym deszczu na ciemnym, groźnym niebie, na tle którego jasna zieleń drzew odbijająca promienie Słońca niemal świeciła, pojawiała się magiczna Tęcza. Pogoda była taka, jaka miała być. Ani gorąco, ani zimno. Wiatr gnał wybujałe obłoki w nieznane przestworza.

Warsztaty Pniewo 2004 były moimi pierwszymi warsztatami szamańskimi. Czekałam na nie, o ile mnie pamięć nie myli, 4 lata (może 5, ale to nie jest istotne). Zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Albo praca, albo brak funduszy, albo inne okoliczności przyrody. Doszłam jednak do wniosku, że tak po prostu miało być. Dopiero w tym roku przyszedł Mój Czas w Pniewie. Tegoroczne warsztaty były zdecydowanie zdominowane przez kobiety i Ryby (jestem przedstawicielką i jednych, i drugich). Dla mnie osobiście, idealny moment, aby przeżyć swój pierwszy raz na warsztatach.

W zasadzie trudno o warsztatach napisać cokolwiek, bo nie ma takich słów, które w pełni oddałyby panującą tam atmosferę. Nie będę opisywać szczegółów technicznych, bo te można odnaleźć w książce Wojtka (Wojciech Jóźwiak "Warsztaty szamańskie"). Nie znam sposobu, w jaki można podzielić się TAKIMI Emocjami i Przeżyciami. Niektóre z nich pozostawiam tylko dla siebie. Wszystko, co zostanie napisane będzie tylko bladym zarysem czy szkicem Czegoś, co jest Dziełem Sztuki. Czegoś, Co każdy musi przeżyć sam. Sami musimy wejść w Północno-zachodni Deszcz. By stać się dzikimi i w ekstazie szeptać o Istocie Rzeczy.

Trudno jest zdawać relację z tego, co się działo używając określeń: dzień pierwszy, dzień drugi, itd. Czas warsztatowy płynie zupełnie inaczej niż zwykle i kolejność wydarzeń nie ma najmniejszego znaczenia. W mojej głowie powstały obrazy i dźwięki, wspomnienia i odczucia, które stanowią doskonałą całość, która nie ma ani początku, ani końca...

Ścieżka Ognia. Spośród wszystkich technik szamańskich ta była dla mnie chyba najmocniejsza. Przejście przez Ogień wymagało ode mnie najwięcej odwagi (myśl o Ogniu doprowadziła do produkcji wystarczającej ilości strachu --- jak się nie boisz, nic nie poczujesz, nic nie przeżyjesz; odpowiedni poziom strachu czy też stresu w pewnym momencie daje Siłę, jest motorem napędowym). Przez cały dzień, w którym przechodziliśmy przez Ogień, specjalnie o tym nie myślałam. Zepchnęłam ten temat gdzieś za granice świadomości. Dopiero wieczorem, kiedy zaczął płonąć wielki stos, z którego iskry strzelały w niebo na jakieś 50 metrów, zdałam sobie sprawę z tego, co niedługo nastąpi. Byłam coraz bardziej przerażona, kiedy po spłonięciu stosu Wojtek zaczął układać żarzącą się ścieżkę. Wydawała mi się nieskończenie długa, choć miała zaledwie (?) kilka metrów. Ustawiłam się w kolejce do przejścia, ale kiedy przyszła moja kolej, nie byłam jeszcze gotowa. Przede mną przeszło już wiele osób; widziałam, że jest to możliwe, a mimo to nie byłam gotowa. Jeszcze nie wierzyłam w siebie i w to, że jestem w stanie to zrobić. Kiedy przeszła Maja, to był dla mnie sygnał. Przestałam myśleć o tym, co mam zrobić za chwilę. Stanęłam na początku ścieżki i zapatrzona w linię horyzontu zrobiłam pierwszy krok. Ten pierwszy, niepewny krok kosztował mnie 3 małe bąbelki na prawej stopie, ale to była cena za Wiedzę. Kiedy dokładnie przyglądałam się poparzonej stopie (w zasadzie to zbyt mocne słowo, gdyż tego rodzaju poparzenie można porównać do uszczypnięcia), znalazłam na niej, tuż obok bąbli, ośmioramienną Gwiazdę z linii papilarnych. Czasem trzeba się sparzyć, żeby się czegoś dowiedzieć. A może: każde doświadczenie czegoś nas uczy, nawet to pozornie negatywne. Następnych kroków w zasadzie nie pamiętam, bo po tym pierwszym czułam się jak rakieta, która właśnie wystrzeliła w Kosmos. Czułam wszechogarniającą Radość, która wypełniała mnie po brzegi, a osiągnęła swe apogeum na końcu ścieżki, kiedy po wydaniu z siebie dzikiego okrzyku tryumfu wskoczyłam Wojtkowi w ramiona. Śmialiśmy się razem dobrą chwilę. Pierwszy raz w życiu czułam się tak bardzo szczęśliwa. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak bezgranicznej Radości, której źródła nie znam. To nie było pokonanie strachu, osiągnięcie celu, nic z tych rzeczy. To była bezwarunkowa, niczym nie zmącona, bezkresna istota Radości. Za to, Wojtku, jeszcze raz bardzo serdecznie i gorąco (żarząco ;) ) Ci dziękuję.

Szałas potu to doznania zupełnie innego rodzaju. Przed pierwszym wejściem do sauny oparłam się pośladkiem o kadzidło zatknięte w kopczyku przed sauną. Dobry znak. I trwały ;) Mam go na pośladku do tej pory. Nigdy w życiu w żadnej saunie tak nie płynęłam wszystkimi możliwymi kanałami. Sauna też była dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem, ponieważ moje serduszko w zasadzie nie godzi się na tego rodzaju doznania. Ale nie poddałam się tak szybko. Wszystko jest w naszych głowach, więc nie myślałam o tym, co się może stać złego. Myślałam o tym, jak wielka jest Moc oczyszczająca Wody, która omiata Twoje ciało i przepływa przez nie usuwając to, czego w nim być nie powinno. Kiedy czujesz jak temperatura się podnosi, wzbiera w Tobie Woda (i nie tylko), wydaje Ci się, że to już jest nie do zniesienia a mimo wszystko Trwasz... Krążą w Tobie Myśli i Uczucia, Świadomość Początku, czujesz bliskość innych osób zjednoczonych z Tobą w tym nadzwyczajnym stanie...

Do sauny zapraszamy osoby, istoty, które chcielibyśmy, aby były tam z nami. W moim przypadku odbiło się to pewnym echem. Pierwsze pytanie zadane przez jedną z osób, które zapraszałam brzmiało: "A co robiłaś wieczorem dnia tego i tego? Budziłem się kilka razy w nocy i miałem wrażenie, że siedzisz obok łóżka. nie widziałem żadnej postaci, ale wiedziałem, że to TY." No cóż. Odpowiedź mogła być tylko taka: "Może myślami byłam z Tobą..." Druga osoba zapytała mnie o ten sam wieczór/noc z wyjaśnieniem: "Nie, tak tylko pytam, bo właśnie WTEDY o Tobie myślałem i zastanawiałem się, co teraz robisz."

Kiedy wyszłam z sauny, mokra, gorąca, szczęśliwa, i położyłam się na trawie, Gwiazdy na Niebie (zwłaszcza Ta Jedna, szczególna) zdawały się pulsować i wędrować po nim, jak gdyby urwały się z kotwic i wyruszały na wyprawę swego życia.

Podróże wizyjne przy Bębnie

Wizja Pierwsza. Wchodzę pod Ziemię przez jakieś wejście, niby do groty, schodzę coraz niżej, jak po równi pochyłej. Na końcu korytarz się rozszerza, widzę przed sobą ciemne Niebo, a na nim jedyną, samotną Gwiazdę, która pojawia się i znika. Pojawia się też samotny pęd bambusa, na którym kwitnie jedyny, czerwony kwiat.

Wizja Druga. Dolna połowa Nieba "schodzi" na Ziemię (ta z bambusem) i tworzy na niej ciemną, żwirowo-kamienistą pustynię.

Wizja Trzecia. Czarna pustynia przesuwa się w prawo i zamienia się w biały bruk i biały mur. Siedzę oparta plecami o mur, przykuta do niego kajdankami z rękami wysoko nad głową. Jest mi gorąco, niewygodnie, chce mi się pić. Mam na sobie letnią sukienkę - czarną w białe kwiaty. Podchodzi do mnie gromada kotów różnej maści. Siadają na mnie, łaszą się. Ktoś mi przynosi kiść ciemnych winogron i kładzie ją u mych stóp, ale nie mogę po nią sięgnąć. Ktoś inny stojący na murze wlewa mi na głowę wiadro zimnej wody. Wtedy pojawia się Maja - boso, z rozpuszczonymi, długimi, jasnymi włosami, w letniej sukience, ale białej w czarne kwiaty. Podchodzi do mnie i uwalnia mnie. Kajdanki okazały się być zwykłym sznurkiem (a może powrozem). Maja mówi: "Teraz możesz skorzystać z tych owoców."

Medytacje na Niebo to pestki arbuza mieniące się jak w kalejdoskopie, szkielet ryby (Sopot z Beatą?), szkielet ludzki zmieniający się w Indiankę, płody z kocimi ogonami, trójnogi wojownik z tarczą i skrzydłem Anioła... To krople Deszczu - świetlista drabina do Nieba. To podróż mentalna w Czasie.

Medytacje Podziemne to cały dzień ciężkiej, fizycznej pracy (bo w końcu sam sobie kopiesz grób, człowieku) uwieńczony nagrodą w postaci możliwości zupełnego zbratania się z Pramatką Ziemią. Kolejny krok na drodze uwalniania się od lęków (boję się robaków, ale w Ziemi mnie nie odwiedzały). Przeżycia z podziemnych medytacji są bardzo intymne, więc ograniczę się do minimum. Na początku słyszałam żabę, komara, jakieś ptaki... Później słyszałam już tylko Ciszę. Zaczęłam widzieć w ciemności. Najpierw ściany, później zaczęłam oglądać swoje dłonie i przedmioty, które zabrałam ze sobą. Widziałam je inaczej niż w świetle dziennym - bardziej jawiły mi się tak, jakby były pokryte fluorescencyjną farbą. Do ściany w Ziemi wchodziły jakieś postacie - niby niskie Duchy (...) Kiedy poczułam w okolicy żołądka palący Ogień - wyszłam. Co się działo w Międzyczasie ? Przemilczę.

Ostatnia Noc była cudowna. Księżyc, z początku żółty, pokonał długą drogę na Niebie, by stać się niebieskim.

Dziękuję Wojtkowi za całokształt. Za to, że nie był guru-ważniakiem, który wydaje rozkazy, tylko guru-przewodnikiem, który uczestniczył razem z nami we wszystkich działaniach, jako członek wspólnoty. Dziękuję Karinie za rozmowy na hamaku i nocne bębnienie w Banku, dziękuję Mai za spełnienie wizji, dziękuję Gosi i Michasi za nocne czuwanie przy grobach, dziękuję Beacie za zabranie mnie nad polskie morze, którego nie widziałam przez chyba 15 lat i za nocne rozmowy w drodze z Północy na Południe. Dziękuję wszystkim pozostałym za wszystko, co Dobre. Dziękuję Czarnej Panterze za to, że przyszła.

Nic więcej nie napiszę, bo brak mi słów.

Ja wchodząc w północno-zachodni deszcz odnalazłam potrzebne mi Imię. A co Ty tam odnajdziesz ?

"Prawidłowa rzeczywistość zewnętrzna zależy od wewnętrznej wizji, która musi pozostać nienaruszona." (Tom Robbins, Martwa natura z dzięciołem)


Asia 'Green Star'

sierpień 2004



Autorka jako Rogate Bóstwo
Autorka-Asia i Gosia
Asia przed podziemną medytacją

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)