Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 czerwca 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 182)

Kołakowskiej: Dobry wróg to skarb


« Doherty'ego: „Jezus, ani bóg, ani człowiek” - kiedy wreszcie ktoś tę książkę wyda po polsku? Doherty'ego: ateńskie źródła chrześcijaństwa »

Dobry wróg to skarb, ponieważ zmusza do samo-zdefiniowania. Tak było chyba od praczasów: kiedy grozili napastnicy, trzeba było najpilniej znaleźć sojuszników, którzy solidarnie stanęliby z „nami” w jednym szeregu, i którzy okazaliby się w końcu takimi samymi „nami”, jak najbliższa rodzina. Wróg więc zmusza do określenia, jak daleko to „my” sięga, oraz na czym polega różnica między „my” a „nie-my”.

Bywa, że wróg przez swą obecność i zagrożenie to „my” stwarza. Za Jagiełły wróg czyli Zakon Krzyżacki (Orden der Brüder vom Deutschen Haus Sankt Mariens in Jerusalem, Zakon Braci z Niemieckiego Domu Świętej Maryi w Jerozolimie - nie zapominajmy tej oficjalnej nazwy) faktycznie swoim naciskiem stworzył unię Polski i Litwy, a wkrótce wspólny szlachecki naród Rzeczypospolitej.

Nawet nie wróg, ale obce ciało. Takim obcym ciałem dla Europy, czy ogólniej dla Zachodu, okazał się być islam i obserwujemy, jak zmusza on nas („my”) czyli Europę bądź Zachód do samookreślenia, i jak to samookreślenie jest wciąż nieudane, nie wychodzi „nam” jakoś i wciąż daleko „nam” do zgodnych ustaleń.

Samo-określenie zawiera też określenie granic, których „innym-obcym” nie wolno przekroczyć. Widzimy te granice w szczegółach, np. kiedy oburza nas, gdy islamiści wymuszają, by w publicznym miejscu nie jeść kanapki z szynką, czyli mięsa świni, które dla nich jest religijnie obrzydliwe. Ale jak to wyprowadzić z ogólnej formuły, która „nas” określa i naszą przestrzeń, nasze wartości? – tego nie wiadomo, ani tego, jaka miałaby być ta formuła.

Jednocześnie obecność wroga wywołuje skłonność, aby do wroga się upodobnić. Bo skoro on nie uciekł skowycząc spod naszych granic, to jest silny, a skoro silny, to warto podpatrzyć jego siłę i użyć jej na własną korzyść. Polacy wprawdzie nie upodobnili się do Krzyżaków, ale np. Japończycy zagrożeni europejskim i amerykańskim najazdem, w XIX wieku dokonali radykalnej konwersji, przyswajając sobie technikę i państwowe instrukcje zachodnich wrogów.

Agnieszka Kołakowska, www.teologiapolityczna.pl
Agnieszka Kołakowska
Zdjęcie z www.teologiapolityczna.pl
Siła Islamu leży w całkowitej dominacji religii w ich życiu. (Religii, czyli treści przyjmowanych bezwzględnie i bezkrytycznie.) Wobec tego napór Islamu wywołuje reakcję, żeby i Zachód odwołał się do religii jako źródła siły. Do której religii? Oczywiście tej „naszej” czyli do chrześcijaństwa. I tę ideę powtarza Agnieszka Kołakowska w artykułach zebranych w książce „Wojny kultur i inne wojny”. Jednak jej afirmacja chrześcijaństwa jest dziwna. Chrześcijaństwo dla niej równe jest katolicyzmowi, marginesowo zauważa też kościół anglikański; o protestantyzmie nie pisze jakby go nie było, o kościołach wschodnich też nie. Patrzy więc jak Konieczny, dla którego esencją Europy była „cywilizacja łacińska” czyli porządek ograniczony, właściwie, do krajów tradycyjnie katolickich; podczas gdy społeczeństwa protestanckie, zwłaszcza północne Niemcy (Prusy) już były zakażone „cywilizacją bizantyńską”, nie mówiąc o Rosji, która „turańska”. Druga dziwność jest taka, że pisząc mnóstwo razy „chrześcijaństwo” lub „wartości chrześcijańskie”, nie wymienia ich treści. Czyli nie zaleca wierzyć w nieomylność papieża, sąd ostateczny, cielesne zmartwychwstanie na koniec świata, stworzenie świata przez Jehowę w ciągu sześciu dni, narodzenie się drugiej osoby spośród Trójcy Świętej pod postacią Dzieciątka w Betlejem, odpuszczenie grzechów w wyniku wyznania ich kapłanowi, konieczność sakramentów dla „pójścia do nieba” i w samo pójście do nieba bądź piekła, itd. Takimi szczegółami Autorka się nie zajmuje, natomiast nawołuje do (A) wierności religii chrześcijańskiej i (B) posługiwania się rozumem, logiką i krytycyzmem. Tylko jak jedno pogodzić z drugim? Agnieszka Kołakowska nie zauważa, lub pewniej woli przemilczeć, że treści chrześcijaństwa są z rozsądkiem w jawnym konflikcie. I pod tym względem mało różnią się od treści islamu.

Islamizm, czyli islam polityczny wynalazł coś, czego nie był zdolny wynaleźć ani zaprowadzić inny (skuteczny w swoim czasie) totalitaryzm, mianowicie marksizm w wersji bolszewicko-rosyjskiej. Chodzi o zakorzenienie owej ideologii w osobistej codziennej soteriologicznej praktyce. Marksiści nie mieli „duchowego obowiązku” ileś razy dziennie powtarzać szczególnych formuł przybierając publicznie szczególne pozycje ciała w szczególnym „choreograficznym układzie”. Co, raz, pokazywałoby ich liczebną siłę, dwa, dawało okazję się policzyć i ustalić, „kto z nami”. I to nie tylko pod groźbą zewnętrznej kary, ale też pod sankcją osobistego nie-zbawienia, czyli nie-pójścia do jakiegoś „raju”. Praktyki zaprowadzone w islamie są faktycznie genialnie pomyślanym środkiem na zdyscyplinowanie członków grupy.

Ta przewaga muzułmanów musi kusić radykałów wśród chrześcijan. „A gdybyśmy tak my swoimi środkami potrafili podobnie zdyscyplinować współ-wyznawców? Nakłonić ich, by porzucili wszelkie wątpliwości i bali się o krok odstąpić od 'prawdziwej wiary', nagleni i groźbą odrzucenia przez społeczność, i może też groźbą katowskiego miecza bądź ukamienowania? Super by było.”

Aż do takiego radykalizmu się nie posuną, ale jak w każdej wojnie pierwsza polegnie prawda, tutaj takim sposobem, że rozumowi „powszechna zgoda” rozkaże milczeć, np. nie zauważać absurdów w treści chrześcijaństwa albo zawierać sojusze z kreacjonistami, za czym iść musi cenzurowanie i filtrowanie naukowych badań i edukacji.

Wpływ obecności islamu nie musi być „dobry”; równie „dobrze” może być fatalny. Fatalny dla kogo? No właśnie, żeby to wiedzieć, musimy określić, kim jesteśmy „my”.


Książka czytana: Agnieszka Kołakowska, „Wojny kultur i inne wojny”, wyd. Teologia Polityczna, Warszawa 2012. 

Czytaj także:
Wojna o duszę Europy czyli: czy wolno jeść kanapkę z psa? - w Tarace
Agnieszka Kołakowska: Czy cieszę się, że nagrodę Kijowskiego dostała kobieta? - w Teologii Politycznej
Antoni Libera: Laudacja Agnieszki Kołakowskiej - tamże.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Doherty'ego: „Jezus, ani bóg, ani człowiek” - kiedy wreszcie ktoś tę książkę wyda po polsku? Doherty'ego: ateńskie źródła chrześcijaństwa »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)